Strona główna Fakty żywieniowe Jak się żywić? Przepisy Historia diety Forum  

  Forum dyskusyjne serwisu www.DobraDieta.pl  FAQ    Szukaj    Użytkownicy    Czat      Statystyki  
  · Zaloguj Rejestracja · Profil · Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości · Grupy  

Poprzedni temat «» Następny temat
Szkolnictwo.
Autor Wiadomość
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Śro Wrz 02, 2009 13:51   Szkolnictwo.

Od dawna zastanawiam się nad tym .
Skoro Szkoła Podstawowa jest obowiązkowa ,to dlaczego państwo nie zapewni uczniom książek ZA DARMO,tylko trzeba płacić za nie coraz to więcej pieniedzy?
Co roku zmieniane są książki,bo niby zeszloroczna wersja nie była dobra i dlatego w ksiegarniach pojawiły się książki z dopiskiem "Nowa wersja" ,a gdyby nie to,to dzieci mogłyby skorzystać choćby z podreczników z lat ubiegłych,z innych książek nie,dlatego,że w nich się pisze,klei naklejki itd.
Dlaczego jest też kilka podręczników historii do np. klasy IV?
W tym roku na podręczniki wydałam ok 700 PLN - dla dwójki dzieci.Nie mogłam odkupić za mniejsze pieniądze podręczników od znajomej,ponieważ pojawiły się książki "udoskonalone"-nowa wersja.W przyszłym roku pewnie znów pojawi się jakaś nowa wersja.
Rodzice kręcą glowami,pracownicy kasięgarni również-wszyscy zgodnie mówią,że to niezły bizness.
 
     
Adam319 
We are all One


Pomógł: 43 razy
Dołączył: 16 Sie 2009
Posty: 2411
Skąd: tiny.pl/hpb9n tiny.pl/hlhmn
Wysłany: Śro Wrz 02, 2009 14:16   

Iga napisał/a:
dlaczego państwo nie zapewni uczniom książek ZA DARMO


Pewnie z tego samego powodu dla którego ZUS nie chce dać wszystkim emerytury za darmo.

Za darmo = Twoje pieniądze pensja urzędnika niezbędne łapówki pieniądze jakie urzędnik wyda niezgodnie z Twoją wolą z powodu zwykłej głupoty lub zachęcony łapówkami innych petentów.
:-)
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Śro Wrz 02, 2009 14:27   

Cały ten system jest chory.
Jeszcze dwa lata temu był szał mundurkowy.Też zbili na nim kasę.
W tym roku już mundurków nie ma.Ciekawe jakie "atrakcje" jeszcze nas czekają.
 
     
Radzio 

Wiek: 73
Dołączył: 30 Sie 2009
Posty: 79
Wysłany: Śro Wrz 02, 2009 15:11   

Bądź "dobrej myśli", (gdzie gra "idzie" o kasę) "atrakcje" są gwarantowane :-D
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Śro Wrz 02, 2009 15:33   

Radzio napisał/a:
... "atrakcje" są gwarantowane :-D

Przez kolejnych 10 mies. pewnie będą same "atrakcje" .

W SP,gdzie chodzą moje córki utworzono eksperymentalną klasę teatralną :shock:
Heh ...widać aktorów nam brakuje .Niemal każdy ma zdolnosci aktorskie.
I teraz zamiast uczyć dzieci porządnie przedmiotów ścisłych,to oni będą uczyć aktorstwa.
Jeszcze,żeby tego aktorstwa uczył ktoś ,kto na aktorstwie się zna,to byłoby "pół bidy",a tak? -będzie znów "kicha" :razz:

Zamiast utworzyć klasę,która by kładła nacisk np. na matematykę ,to oni wymyślają "cuda na kiju" byleby nie uczyć .Z resztą nauczycieli ,którzy by nie mieli problemów z naukami ścisłymi też jest bardzo mało,to niby kto miałby uczyć np. matematyki ...
Dążą do ogłupienia narodu "pełną gębą".
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6840
Wysłany: Pon Lis 09, 2009 20:30   

he najprawdopodobniej mój siostrzeniec bedzie mnie uczył angielskiego , w czwartek bedzie na moich zajeciach wolnym sluchaczem , potem egzamin i gdy sie załapie bedzie moim lektorem na niektórych zajeciach.... :viva: :viva:
 
     
michal_krk

Dołączył: 19 Paź 2011
Posty: 177
Wysłany: Czw Gru 22, 2011 10:43   

Rozmawialiśmy już o tym w innych wątkach- NIE ISTNIEJE coś takiego jak "darmowa edukacja" (czy też służba zdrowia).

Jedynym sposobem na zapewnienie faktycznie darmowych usług np. edukacyjnych to znalezienie nauczycieli, którzy będą pracować bez wynagrodzenia, budynków, które oświetlimy, ocieplimy i utrzymamy bez opłat. Koszty szkoły równe zero bezwzględne- darmowa edukacja. Utopia? Tak! Nikt się nie da na to nabrać? Na pewno!

A jednak na lewackie brednie o "darmowości" nabiera się każdy.

W każdym innym (realnym) przypadku, szkoła kosztuje podatników, bardzo dużo, ze wspólnego worka, który rozdysponowywany jest bardzo nieefektywnie. Przez to "darmowa" szkoła jest dużo droższa niż ta teoretycznie nie-darmowa.

Oprócz tego wartości dodane szkoły "darmowej": zrównanie wszystkich uczniów (w dół), łatwość szerzenia propagandy przez państwowe programy nauczania, zamknięcie ludzi w utarnych- nie dla każdego dobrych- schematach.

Teraz się tylko przygotować na lewicowe gromy o "analfabetyźmie" i "głupich rodzicach, co nie poślą dziecka do szkoły" :) Zanim jednak komuś to przyjdzie do głowy, to mam jedno pytanie czy znacie kogoś (bliższy, dalszy znajomy, rodzina), kto posłał dziecko do szkoły przez przymus a nie dla faktycznego dobra dziecka ?

Michał
 
     
michal_krk

Dołączył: 19 Paź 2011
Posty: 177
Wysłany: Czw Gru 22, 2011 11:51   

napisał/a:


Michał napisał/a:
mam jedno pytanie czy znacie kogoś (bliższy, dalszy znajomy, rodzina), kto posłał dziecko do szkoły przez przymus a nie dla faktycznego dobra dziecka ?

Michał

Bardzo dobre pytanie. Wszyscy posłali swoje dzieci do szkoły pod przymusem. Absolutnie wszyscy. Nikt dobrowolnie.


W pytaniu chodzi też o to, żeby uświadomić zwolennikom przymusu edukacyjnego, jacy są niekonsekwentni- dyskutowałem o tym z różnymi osobami: każdy zwolennik przymusu uważa siebie za światłego, świadomego obywatela, który wie, że dzieci należy posłać do szkoły (zatem przymusu nie potrzebuje), natomiast dziwnym trafem uważa resztę "społeczeństwa" za baranów, którzy dzieci do szkoły nie wyślą bez urzędniczego kija nad głową.
I tak dziwnym trafem okazuje się, że ani ci ludzie, ani znajomi, ani znajomi znajomych tego przymusu jednak nie potrzebują, żeby dziecko edukować. Ale przymus "być musi", dla tych enigmatycznych "głupich" tłumów "gdzieś-tam".

Niestety- dzisiejsze czasy są bardzo smutne pod tym względem, że naprawdę inteligentni ludzie przestali już rozumieć różnicę między przymusem a dobrowolnym działaniem, w większości przypadków, jak powiem, że nie popieram przymusu, to pojawiają się pytania "czemu nie chcesz edukować dzieci?"... Cóż- lewicowa propaganda zbiera żniwo: "Jak "rząd" o coś nie "zadba", to będzie źle..."

Michał
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Czw Gru 22, 2011 15:54   

napisał/a:

Już dawno zrodziło się we mnie pytanie. Skoro szkoły są takie "za darmo", to czemu trzeba płacić za książki. Przecież szkoła jest przymusowa, więc i przymusowo trzeba mieć książki, więc szkoła powinna zapewnić te książki.Tymczasem za książki trzeba płacić, a wydawaniem podręczników edukacyjnych zajmują się firmy prywatne, gdzie moim zdaniem powinna się tym zajmować wyspecjalizowana w tym firma państwowa.


Wydawnictwo to jest gruby biznes. Gruby. Ludzie z tej branzy maja klawe zycie.

W sumie problem jest bardzo prosty do rozwiazania, w kazdej szkole powinno byc tyle zestawow ksiazek zeby dzieciom starczalo. Kiedys, za komuny tak bylo ze niektorzy konczac klase zostawiali ksiazki i kto nie mial ten mogl dostac po koledze. Książki miało się też po rodzeństwie, kuzynostwie czy znajomych, lub za część kwoty używaną. Teraz jest tak że trzeba kupować co roku nowe, a do tego nie wiadomo co oni tam w tych ksiązkach ponawypisują.
_________________

 
     
Joannaż 


Pomogła: 38 razy
Wiek: 36
Dołączyła: 19 Kwi 2010
Posty: 2285
  Wysłany: Wto Lut 07, 2012 09:41   

http://serwisy.gazetapraw...sztalcacym.html

Cytat:
Kolejna reforma szkolnictwa
[...]
Uczniowie w pierwszej klasie liceum będą kończyli naukę przedmiotów, którą rozpoczęli w gimnazjum. Pozostałe dwa lata będą mieli na poszerzanie wiedzy z wybranych dziedzin – od dwóch do czterech. Kto zdecyduje się na profil humanistyczny, z prawami Newtona będzie miał ostatni raz styczność w wieku gimnazjalnym. Wiedzę fizyczną zastąpią takie bloki, jak: zdrowie i uroda, śmiech i płacz czy woda – cud natury. Przyszli inżynierowie i ekonomiści o powstaniu listopadowym posłuchają ostatni raz w wieku 13 lat.


:D
_________________
Im więcej trudności w drodze do celu,
tym więcej radości w jego osiągnięciu.
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8519
Wysłany: Wto Lut 07, 2012 11:36   

Zdrowie i uroda, jakze wazne teraz tematy, mysle, ze Grycanki juz pisza podrecznik jak wygladac zdrowo i byc ladna.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Joannaż 


Pomogła: 38 razy
Wiek: 36
Dołączyła: 19 Kwi 2010
Posty: 2285
Wysłany: Wto Lut 07, 2012 11:40   

zyon napisał/a:
Zdrowie i uroda, jakze wazne teraz tematy, mysle, ze Grycanki juz pisza podrecznik jak wygladac zdrowo i byc ladna.

A no , to forum może być podręcznikiem :)
Np. praca domowa - przeczytać jakiś wybrany wątek.

:)
_________________
Im więcej trudności w drodze do celu,
tym więcej radości w jego osiągnięciu.
 
     
Maad


Pomógł: 18 razy
Dołączył: 17 Kwi 2009
Posty: 1172
Wysłany: Czw Maj 10, 2012 14:09   

a po co w ogóle zatrudniać nauczycieli, jeśli matura będzie wyglądać tak:

_________________
Wszystko co dobre jest niemoralne, nielegalne, powoduje tycie albo ... jest po angielsku.
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 35
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Maj 10, 2012 14:25   

Maad napisał/a:
matura będzie wyglądać tak

a wygląda tak?
niektóre przedmioty rzeczywiście są prostsze, ale nie wszystkie
progi 30% to oczywiście porażka
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
Ostatnio zmieniony przez Hannibal Czw Maj 10, 2012 14:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8519
Wysłany: Nie Maj 13, 2012 00:06   

Kangur napisał/a:
EAnna napisał/a:
Kangur napisał/a:
Rozumiem


Cytat:
Dzisiaj 21:34

To Ty już wstałeś Kangurze? Krótko śpisz :>

Dawno sie obudzilem i myslalem jak to Ty rozwalilas Hanibalowi jego regule o kierunkach studiow. Zadzialalas jako wyjtek do rozwalenia jego reguly.
Myslalem rowniez, ze sam Hannibal, zgodnie z jego mysleniem powinien studiowac jakis kierunek techniczny. Okazuje sie ze z tecnika ma tyle wspolnego, iz byl poskrecany srubami po wypadku.

Socjologia to taki kierunek, po ktorym znasz sie na wszystkim, tylko nie na tym co studiowales :D Znam paru po socjologii i praktycznie wszyscy sa tacy , ze sie na wszystkim znaja, ciezko z takim sie dyskutuje czasami ;D
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 35
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Maj 13, 2012 06:02   

zyon napisał/a:
na wszystkim znaja

Wiesz, akurat to nie kwestia kierunku studiów.
Mam przykłady w rodzinie, dalszej i bliższej. Dwie osoby po polibudzie (jeden w moim wieku, drugi o pokolenie starszy) - jak jest poruszany jakiś temat to oni już mają cały wachlarz swoich teorii. Gdzie mi tam do nich ;)
Ja to z reguły siedzę cicho jak nie jest poruszany temat z mojego kręgu zainteresowań - swego czasu było to piwowarstwo (sam warzyłem przez kilka lat), góry, ogólnie aktywność fizyczna, no i oczywiście tematyka zdrowotno-żywieniowa i ekologia trochę. That's it.
Acha, jeszcze co do kierunku technicznego o którym Kangur wspomniał - nigdy w swoim życiu nie chciałem go studiować, brak zainteresowania po prostu. .
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
Ostatnio zmieniony przez Hannibal Nie Maj 13, 2012 06:06, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
EAnna 

Pomogła: 22 razy
Dołączyła: 03 Sty 2009
Posty: 1174
Wysłany: Nie Maj 13, 2012 07:36   

Hannibal napisał/a:
co do kierunku technicznego o którym Kangur wspomniał - nigdy w swoim życiu nie chciałem go studiować, brak zainteresowania po prostu. .

Hanibalu,
aby czytać ze zrozumieniem Biochemię Harpera, trzeba mieć solidną wiedzę z chemii, szczególnie organicznej.
Coś mi więc nie pasuje Twoja powyższa deklarcja.
BTW, nie wiem czy wiesz, ale moment zrozumienia co trudniejszych zagadnień matematycznych czy też technicznych potrafi wprawić człowieka w stan euforii. Myślę, że to jest jeden z czynników napędzających naukowców i konstruktorów. Wiele więc Cię na razie ominęło. Ale jesteś młodym, zdolnym człowiekiem więc wszystko przed Tobą :>
_________________
Pozdrawiam
EAnna
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 35
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Maj 13, 2012 08:13   

EAnna napisał/a:
aby czytać ze zrozumieniem Biochemię Harpera, trzeba mieć solidną wiedzę z chemii, szczególnie organicznej.

Jak najbardziej. Z fizyki też trzeba mieć jakieś podstawy.
EAnna napisał/a:
Coś mi więc nie pasuje Twoja powyższa deklarcja.

Miałem na myśli kierunki politechniczne jak np. elektronika ;) , czy MEL. Sprawy techniczne nie rajcowały mnie nigdy, nie naprawiałem żadnych urządzeń, nie rozkładałem na części samochodu (jak np. mój znajomy, co skończył PW), itd.
EAnna napisał/a:
BTW, nie wiem czy wiesz, ale moment zrozumienia co trudniejszych zagadnień matematycznych czy też technicznych potrafi wprawić człowieka w stan euforii.

Jak najbardziej. Nie wiem czy wiesz, ale skończyłem jedno z najlepszych liceów w Polsce i najlepsze w Wa-wie i najbardziej matematyczną klasę, czyli mat-ex Staszic ;) (za PRL-u Gottfald), ze swoją autorską maturą z matmy
Matmy uczyli nas wykładowcy z UW, a nie nauczyciele szkolni. Jeden, jak opowiadali studenci, dostawał prawie że orgazmu jak "dochodził" do finiszu całkowania :]
EAnna napisał/a:
Wiele więc Cię na razie ominęło. Ale jesteś młodym, zdolnym człowiekiem więc wszystko przed Tobą :>

Coś mnie ominęło, coś innych ominęło co mnie nie ominęło - takie życie :)
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
Heniu 
sweet like cinnamon

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 13 Lut 2012
Posty: 153
Wysłany: Nie Maj 13, 2012 11:19   

Nigdy nie jest za późno. 8)

Pan Daniel studiuje dziennie. Ma 65 lat i zaskoczył swoich wykładowców
_________________
"...Janek zorientował się, że nic nie widzi. By nie zgubić się w lesie, chwycił idącego przed nim towarzysza. Zapadł na kurzą ślepotę. I znowu uratował go felczer. Łyżka surowej, zmielonej wątróbki sprawiła, że objawy choroby minęły."
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8519
Wysłany: Nie Maj 13, 2012 11:21   

Hannibal napisał/a:
zyon napisał/a:
na wszystkim znaja

Wiesz, akurat to nie kwestia kierunku studiów.
Mam przykłady w rodzinie, dalszej i bliższej. Dwie osoby po polibudzie (jeden w moim wieku, drugi o pokolenie starszy) - jak jest poruszany jakiś temat to oni już mają cały wachlarz swoich teorii. Gdzie mi tam do nich ;)

no wiadomo, ze uogolniam, oprocze tego co kto skonczyl to charakter etc ma wplyw, ale moi znajomi socjologowie to najlepsza recepta na udane wyjscie do knajpy, na stowe bedzie beka etc. taki chyba zawod :D
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8519
Wysłany: Nie Maj 13, 2012 11:23   

Hannibal napisał/a:
Jak najbardziej. Nie wiem czy wiesz, ale skończyłem jedno z najlepszych liceów w Polsce i najlepsze w Wa-wie i najbardziej matematyczną klasę, czyli mat-ex Staszic ;) (za PRL-u Gottfald), ze swoją autorską maturą z matmy
Matmy uczyli nas wykładowcy z UW, a nie nauczyciele szkolni. Jeden, jak opowiadali studenci, dostawał prawie że orgazmu jak "dochodził" do finiszu całkowania :]

imho licea czy technika i wiedza z nich wyniesiona maja mikre znaczenie na studach technicznych i ogolnie kierunkach mat-fiz etc, Wszystko od nowa praktycznie i pod innym katem sie obrabia, sam sie zdziwilem, jak mi przyszlo robic kratownice, nieregularne bryly czy regulatory odsrodkowe. A takie cuda jak termodynamika czy mechanika plynow to juz kilka w jednym. nic a nic ze szkoly sie nie przydalo
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 35
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Maj 13, 2012 11:56   

zyon napisał/a:
imho licea czy technika i wiedza z nich wyniesiona maja mikre znaczenie na studach technicznych i ogolnie kierunkach mat-fiz etc, Wszystko od nowa praktycznie i pod innym katem sie obrabia

Nie wiem jak inne, ale jeśli chodzi o Staszica i jeśli dana osoba się starała to mogła z tego liceum wynieść bardzo dużo. Potem na kierunkach politechnicznych, matematycznych mają te osoby znacznie łatwiej, szczególnie na początku. Mogę Ci dać kontakt chociażby do mojego młodszego brata ciotecznego, co skończył to liceum i jest na 1 roku LiKu na PW - powie Ci jak jest.
Jest to oczywiście szansa, bo tak naprawdę i tak rządzi zasad 6*N KMWTW 8)
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
Ostatnio zmieniony przez Hannibal Nie Maj 13, 2012 12:00, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Heniu 
sweet like cinnamon

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 13 Lut 2012
Posty: 153
Wysłany: Nie Maj 13, 2012 13:31   

napisał/a:
Możecie się ścigać kto jakie skończył liceum i kto jakie skończył studia w Polsce. Nic wam to nie da.


Haha ;D
Dowaliłaś konkretnie.
Tylko taki ohydny trol jak Ty, mógł wpaść na taki pomysł.
Te Twoje dobrze opłacane uniwersytety, wychowują bezmyślny miot przyszłych sprzedawczyków recept.
Wydają na świat lekarzy, którzy mają problem z wyleczeniem cukrzycy typu II, zaburzeń lipidowych, nowotworów, chorób układu krążenia, migren, chorób skóry.
Płodzą przyszłych psychologów i psychiatrów, którzy twierdzą, że do wyleczenia fobii konieczne są długie miesiące rozmów i zażywania leków (patrz książki Richard-a Bandlera).
Stamtąd też pochodzą przyszli inżynierowie, którzy kradną polską myśl techniczną.
_________________
"...Janek zorientował się, że nic nie widzi. By nie zgubić się w lesie, chwycił idącego przed nim towarzysza. Zapadł na kurzą ślepotę. I znowu uratował go felczer. Łyżka surowej, zmielonej wątróbki sprawiła, że objawy choroby minęły."
 
     
Trolejbus


Pomógł: 5 razy
Dołączył: 24 Lis 2011
Posty: 330
Wysłany: Nie Maj 13, 2012 16:37   

Hannibal napisał/a:
... Sprawy techniczne nie rajcowały mnie nigdy, nie naprawiałem żadnych urządzeń, nie rozkładałem na części samochodu (jak np. mój znajomy, co skończył PW), itd.

Rozkładać to i dziecko może, ale składać... :medit:
 
     
chill 


Pomógł: 14 razy
Wiek: 38
Dołączył: 23 Paź 2008
Posty: 818
Skąd: W-W
Wysłany: Nie Maj 13, 2012 17:37   

Ja bym już tak wolał ... :

http://pl.wikipedia.org/wiki/Pedagogika_waldorfska
http://www.waldorfski-wro...-Waldorfska.htm
_________________
"he , to zabawne .. Że po za SYSTEMEM działa wszystko sprawnie" - Bolec , Tewu "Wyrwani ze snu"
 
     
EAnna 

Pomogła: 22 razy
Dołączyła: 03 Sty 2009
Posty: 1174
Wysłany: Nie Maj 13, 2012 17:44   

chill napisał/a:
Ja bym już tak wolał ... :

To jest bardzo dobra szkoła. Chodzi do takiej mój wnuk. Dużo by pisać.
A tak dzieci odpoczywają na przerwach:
http://www.facebook.com/m...31768125&type=1
_________________
Pozdrawiam
EAnna
 
     
chill 


Pomógł: 14 razy
Wiek: 38
Dołączył: 23 Paź 2008
Posty: 818
Skąd: W-W
Wysłany: Nie Maj 13, 2012 18:31   

Ehh nie pisz bo zazdroszczę ;) .. Coś we Wrocławiu mają trudności z uruchomieniem takiego przedszkola ... :(
_________________
"he , to zabawne .. Że po za SYSTEMEM działa wszystko sprawnie" - Bolec , Tewu "Wyrwani ze snu"
 
     
Heniu 
sweet like cinnamon

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 13 Lut 2012
Posty: 153
Wysłany: Nie Maj 13, 2012 19:23   

Jedynie taki trol jak potrafi płodzić takie farmazony.
Rysować na zajęciach z wychowania fizycznego ? Wyobrażam sobie ten burdel.

Porównujesz zabawy ze zwykłej szkoły z rozrywką ze szkoły Waldorfskiej ?
Ja tu widzę drzewozabawy, budowę imponujących budek dla ptaków, formowanie ciasteczkowego hopka, zabawa w szalejącego fryzjera, wyprawy na wschód Afryki do Kenii.

Jaka zabawa w "krzokach" ? Zdobywasz wyżyny trollingu.
Z jakiej to sekty są zaczerpnięte metody wychowania tych dzieci ? Oj głuptasie ...

W Twojej szkole dzieci mają prześwietne zabawy. Spychanie ostatniej osoby z ławki na szkolnym korytarzu, malarstwo na zajęciach z wychowania fizycznego, podpieranie ścian na szkolnej dyskotece, zabawa w prześladowcę i ofiarę, przylepianie gum do szkolnej ławki, robienie kuleczek z kleju.


Jeśli masz odwagę, obserwuj kim za kilkanaście lat będą osoby które ukończyły szkołę Waldorfską. Moim zdaniem to będą uzdolnione skurczybyki.
_________________
"...Janek zorientował się, że nic nie widzi. By nie zgubić się w lesie, chwycił idącego przed nim towarzysza. Zapadł na kurzą ślepotę. I znowu uratował go felczer. Łyżka surowej, zmielonej wątróbki sprawiła, że objawy choroby minęły."
 
     
chill 


Pomógł: 14 razy
Wiek: 38
Dołączył: 23 Paź 2008
Posty: 818
Skąd: W-W
Wysłany: Nie Maj 13, 2012 19:37   

woli przepełnione a co za tym idzie wywłoujące agresje ( podstawy psychologii ) kryminalne gimnazja ...

Heniu napisał/a:
Jeśli masz odwagę, obserwuj kim za kilkanaście lat będą osoby które ukończyły szkołę Waldorfską. Moim zdaniem to będą uzdolnione skurczybyki.


Już są ... Rozmiawiałem z ludżmi którzy mieli stycznośc z tymi szkołami pokończyli je pozdawali matury z bardzo dobrymi wynikami dostali się na wymarzone studia..itd . Ale najważniejsze jest to że maja zupełnie inne podejście do życia ...

Ja nie generalizuje w "normalnym " systemie nie trudno tak na prawdę o olej w głowie ( najwięcej i tak zalezy od rodzica ) ale na litość ile się trzeba niekiedy napocić żeby coś ulepić we łbie ;) niejednego dzieciaka ogłupionego ogólnodostępnym szkolnictwem ..
_________________
"he , to zabawne .. Że po za SYSTEMEM działa wszystko sprawnie" - Bolec , Tewu "Wyrwani ze snu"
 
     
EAnna 

Pomogła: 22 razy
Dołączyła: 03 Sty 2009
Posty: 1174
Wysłany: Nie Maj 13, 2012 22:02   

chill napisał/a:
Coś we Wrocławiu mają trudności z uruchomieniem takiego przedszkola ...

Dodam taką ciekawostkę: W pierwszym semestrze jest przedmiot, który się nazywa "kształty". Ma za zadanie rozwinięcie koordynacji mózg-ręka co w efekcie daje to, że dzieci uczą się w następstwie błyskawicznie pisać i to idealnie równo w zeszytach bez linijek. Wnuk demonstrował mi również pisanie na okręgu. Nie mogłam wyjść ze zdumienia: okrąg był prawie idealny!
Chodzenie po drzewach również służy rozwojowi mózgu, ponieważ uzyskanie równowagi angażuje duże jego obszary.
Mimo, że w szkole jest religia, organizacja jest taka, że zapobiega ostracyzmowi społecznemu, któremu poddawane są dzieci nie chodzące na religię w szkołach państwowych.
Dzieci uczone są dwóch jezyków obcych w systemach tygodniowych. Podobno są bardziej efektywne.
To tylko nieliczne elementy wyróżniające tę szkołę.
_________________
Pozdrawiam
EAnna
 
     
Trolejbus


Pomógł: 5 razy
Dołączył: 24 Lis 2011
Posty: 330
  Wysłany: Nie Maj 13, 2012 22:07   

Polecam wykład dr. Janiszewskiego dot. szkolnictwa
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8519
Wysłany: Wto Maj 15, 2012 15:12   

ranking szkol wyzszych
http://szkola.wp.pl/kat,1...1e73f&_ticrsn=3
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
EAnna 

Pomogła: 22 razy
Dołączyła: 03 Sty 2009
Posty: 1174
Wysłany: Wto Maj 15, 2012 16:04   

napisał/a:
Wymaganie od dziecka pisania idealnie równo w zeszycie bez linijek przeszło moje najśmielsze wyobrażenia o szkolnictwie. Uciekałabym z dzieckiem z takiej szkoły gdzie pieprz rośnie,

Witaj ,
W pełni się z Tobą zgadzam w powyższej kwestii.
Również uciekłabym z dzieckiem z takiej szkoły.
Tylko tereść Twojej wypowiedzi wynika z nieznajomości tematu.
W szkole waldorfskiej nikt nie wymaga od dzieci równego pisania, one to robią same od siebie.
Przyczyną jest prawie półroczne ćwiczenie ręki na przedmiocie, który nazywa się "kształty". Dzieci rysują proste, elipsy, ślimaki i różności, o których nie mam za bardzo pojęcia. To rysowanie rozwija mózg, który w następstwie pozwala na precyzyjne stawianie literek, rysowanie ramek, prostych równoległych itp.
Program nauki jest pozornie opóźniony w stosunku do szkół tradycyjnych; szczególnie na początku. Ale jak to procentuje! Przyznam, że skutecznośc metod stosowanych w tej szkole przerasta najśmielsze oczekiwania ludzi przyzwyczajonych do standardowego nauczania.
Nie wiem, czy w pobliżu Twojego miejsca zamieszkania jest taka szkoła, ale warto tam pójść i przekonać się na własne oczy.
_________________
Pozdrawiam
EAnna
 
     
Gavroche
[Usunięty]

Wysłany: Wto Maj 15, 2012 16:29   

Cytat:
PS. Proszę o tolerację dla mojego tonu wypowiedzi. :-)


He,he,bardzo rozsądnie.
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 78
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 3066
Skąd: Australia
Wysłany: Wto Maj 15, 2012 20:13   

@ ,
W swoich argumentach, , nie powolalas sie babcie.
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
Adam319 
We are all One


Pomógł: 43 razy
Dołączył: 16 Sie 2009
Posty: 2411
Skąd: tiny.pl/hpb9n tiny.pl/hlhmn
Wysłany: Wto Maj 15, 2012 21:53   

EAnna napisał/a:
Przyznam, że skuteczność metod stosowanych w tej szkole przerasta najśmielsze oczekiwania ludzi przyzwyczajonych do standardowego nauczania.


Na szczęście po Angielsku, nie w języku koko spoko.
http://www.youtube.com/watch?v=A01BXTa0qdc#t=193s
:-)
 
     
Heniu 
sweet like cinnamon

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 13 Lut 2012
Posty: 153
Wysłany: Wto Maj 15, 2012 21:59   

Adam319 napisał/a:
http://www.youtube.com/watch?v=A01BXTa0qdc#t=193s
:-)


:shock:
youtube.com/watch?v=A01BXTa0qdc#t=382
_________________
"...Janek zorientował się, że nic nie widzi. By nie zgubić się w lesie, chwycił idącego przed nim towarzysza. Zapadł na kurzą ślepotę. I znowu uratował go felczer. Łyżka surowej, zmielonej wątróbki sprawiła, że objawy choroby minęły."
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 78
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 3066
Skąd: Australia
Wysłany: Śro Maj 16, 2012 01:44   

Adam319 napisał/a:
EAnna napisał/a:
Przyznam, że skuteczność metod stosowanych w tej szkole przerasta najśmielsze oczekiwania ludzi przyzwyczajonych do standardowego nauczania.


Na szczęście po Angielsku, nie w języku koko spoko.
http://www.youtube.com/watch?v=A01BXTa0qdc#t=193s
:-)

A tu jest adres szkoly Michaila Sztetinina:
Краснодарский край, Геленджикский район, посёлок Текос, ул. Лесная, 5.
Cytat:
Выделяются следующие особенности методики преподавания:[2]

1.Разновозрастные группы учащихся.
2.Отсутствие системы классов.
3.Отсутствие чётко установленной системы проведения уроков.
4.Отсутствие отдельных учебных кабинетов. Уроки проводятся в любом удобном помещении на территории школы либо вне их.
5.Отсутствие дипломированных педагогов. Ученики самостоятельно изучают научный материал.
6.Отсутствие балловой системы оценок.
В школе постоянно обучаются около 350 учеников обоих полов. Из-за большого числа желающих, в школу принимаются не все. Основными критериями отбора являются личностные характеристики поступающего, степень приживаемости в коллективе, уровень самостоятельности. Никаких религиозных, этнических цензов для поступления не существует.

Nie bede tlumaczyc tego telstu.
Zainteresowani moga wrzucic go do Google Tranlate. Tekst jest bardzo prostym do zrozumienia.
W szkole nie ma dyplomowanych pedagogow. Uczniowie sami sie ucza.
Szkola jest krytykowana przez rosyjski kler, ktory uwaza, ze to jest sekta. Uklony dla od rosyjskiego kleru.
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
RAW0+ 

Pomógł: 41 razy
Dołączył: 11 Wrz 2009
Posty: 1943
Wysłany: Sob Maj 26, 2012 19:34   


Cytat:
Duńska bajka o polskiej edukacji
Poniżej duńska bajka, która idealnie pokazuje jak bardzo szkodliwa jest centralnie sterowana przez państwo edukacja.

Dawno, dawno temu, kiedy puszcza była jeszcze zupełnie dziką, rządzącą się swoimi prawami krainą, zamieszkujące ją zwierzęta postanowiły założyć szkołę. Starsze zwierzaki, bowiem, troszczyły się o swoje potomstwo, niestety, często biegające samopas, i chciały, aby ich dzieci były dobrze przygotowane do dorosłego życia. Pewnego dnia zebrała się Rada Starszych Zwierząt i ustaliła, jakie obowiązkowe, niezwykle przydatne w życiu przedmioty, będą wykładane w puszczańskiej szkole. Zdecydowano więc, że każde zwierzątko obowiązkowo będzie brało udział w nauce biegania, wspinania się, pływania oraz latania.

I tak oto, dla wszystkich milusińskich zwierzaczków rozpoczął się niełatwy czas wypełniania szkolnych obowiązków. Kaczka wykazywała niezwykłe zdolności w pływaniu. Była zawsze najlepsza. Była nawet lepsza od nauczyciela pływania. Osiągała jednak bardzo słabe postępy w bieganiu i lataniu. Ponieważ miała mierną ocenę z biegania, musiała poświęcić więcej czasu na trenowanie tej dyscypliny i zaniedbała pływanie. Wprawdzie w wyniku ćwiczeń poprawiły się nieco jej osiągnięcia na bieżni, ale za to jej sprawność w pływaniu obniżyła się do poziomu bardzo przeciętnego. Oczywiście, nikt się tym nie przejął - przeciętność zwykle jest akceptowana, a społeczność puszczańskich zwierząt nie stanowiła w tym względzie wyjątku. Zając, który był najlepszy w bieganiu, nabawił się nerwowych tików w nodze, przypuszczalnie, wskutek konieczności uczęszczania na dodatkowe treningi pływackie. Wiewiórka była najlepsza we wspinaniu się. Natomiast, codziennie była napominana, ba, nawet wyśmiewana (!) przez nauczyciela latania, który wymagał, by wreszcie nauczyła się latać!Orzeł - prymus w lataniu - zawsze szybował najwyżej, potrafił wzbić się ponad górskie szczyty. Ale i tak był codziennie karany, ponieważ robił to "niezgodnie z przyjętymi w programie zaleceniami."

Przeto, im dłużej zwierzęta chodziły do szkoły, tym bardziej stawały się smutne i apatyczne, bo zwątpiły w swoje możliwości. I zaczęły traktować lekcje jako przykrą konieczność. Podobno wczoraj, znany dotąd z pracowitości lisek wspomniał coś o wagarach...
Ostatnio zmieniony przez RAW0+ Sob Maj 26, 2012 19:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Edyta Słonecka
Najinteligentniejszy


Pomógł: 16 razy
Dołączył: 24 Paź 2011
Posty: 932
Wysłany: Pią Cze 29, 2012 21:25   

Wiecie co wyczytałam na forum mojego Przyjaciela? :D
Wyczytałam, że inteligencji nie dziedziczy się po rodzicach, tylko po świniach, które się zjada ;D
Cóż za brawura intelektualna ;D

PS. Dziś dla Mojej Rodziny jest Fantastyczny Dzień :D :D :D :D :D :D :D
_________________
Z osobami z HIV i osobami odpowiedzialnymi za śmierć współforowiczów oraz ze złośliwymi kurduplami nie rozmawiam.
Nie rozmawiam również z ludźmi o mentalności motłochu, który pragnie tanich igrzysk.
 
     
Kasiula 

Dołączyła: 10 Lip 2012
Posty: 9
Skąd: Poznań
Wysłany: Wto Lip 10, 2012 19:54   

Trudno mi to przyznać, ale rzeczywiście nasze szkolnictwo nie jest najlepsze. Jestem polonistką, ale nie pracuje w zawodzie. Kiedy byłam na praktykach, byłam zaszokowana tym, że dla dzieci najważniejsze było to, czy temat zapisać na kolorowo, ile miejsca zostawić na notatkę, czy pisać od nowej linijki. Niestety nauczyciele uczą wielu, moim zdaniem niepotrzebnych rzeczy, ale też nie można ich do końca za to winić bo muszą realizować program. Nie wiem, czy jest jakaś szansa na naprawę systemu szkolnictwa - to musiałaby być istna rewolucja.

Podziwiam rodziców, którzy sami uczą swoje dzieci. Bo zgodnie z prawem dziecko nie musi chodzić do szkoły, może uczyć się w domu, tylko co roku musi stawiać się na testy w szkole. Moim zdaniem to wspaniałe rozwiązanie, ale trzeba mieć na to czas i umiejętności.
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 48
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Śro Sie 28, 2013 01:49   

Dzisiaj mi przyszło zapisać ręcznie małą (koniecznie małą) literę f,
chyba dawno tego nie robiłem bo zapisałem i nie mogłem się nadziwić co to jest,
aż sprawdzałem ze wzorcem, zgadza się.
Notatki głosowe w telefonie, sms-y, maile zrobiły swoje.
A jak już coś piszę ręcznie to albo adres, podpis (nie ma "f"),
albo dużymi drukowanymi by można to było później przeczytać.


:shock:
 
     
Joannaż 


Pomogła: 38 razy
Wiek: 36
Dołączyła: 19 Kwi 2010
Posty: 2285
Wysłany: Śro Sie 28, 2013 13:00   

;D
pomocna dłoń. + drukarka:
http://www.kolorowe-obraz...a-f-kaligrafia/
_________________
Im więcej trudności w drodze do celu,
tym więcej radości w jego osiągnięciu.
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 48
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Śro Sie 28, 2013 13:49   

sinsemilla napisał/a:
;D
pomocna dłoń. + drukarka:
http://www.kolorowe-obraz...a-f-kaligrafia/

8/
to już bardziej chińskie xia4
jest podobne do F.

:shock:
 
     
MonikaT

Dołączył: 17 Wrz 2013
Posty: 4
Wysłany: Wto Wrz 17, 2013 15:20   

To prawda, coraz częstsze wykorzystywanie elektroniki sprawia, że zapominamy ortografię. Szczególnie różnego rodzaju wyjątki wylatują z pamięci.
 
     
Joannaż 


Pomogła: 38 razy
Wiek: 36
Dołączyła: 19 Kwi 2010
Posty: 2285
Wysłany: Sob Wrz 21, 2013 23:44   

Religia wkroczyła do przedszkola.
witki opadają.
:zzz:
_________________
Im więcej trudności w drodze do celu,
tym więcej radości w jego osiągnięciu.
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1354
Wysłany: Sob Mar 15, 2014 14:42   nauczanie domowe

Całkiem niedawno od mojego młodszego syna lat 30 dowiedziałam się jakie "hard corowe" przejścia były udziałem dzieci w przedszkolu. Stosowano przymus jedzenia. Regularnie miała z tym problem jedna dziewczynka. Po zagrożeniu : " jak nie zjesz, to wpakujemy ci jedzenie rurą od odkurzacza" dziewczynka wymiotowała. A za nią reszta dzieci. I o tym dowiedziałam się dopiero dziś. Po przeryciu się przez wątki interpretacji NGM stanęły mi włosy na głowie. Mój starszy syn nienawidził przedszkola. Teraz się nie dziwię, że jest tak mało odporny na stres.
Z pewnością są dobre przedszkola, ale ...
A co do religii i to już w przedszkolu.
Rzeczywiście, religia już w przedszkolu może dzieci zdeprawować. Znajomość tych 7 z 10 przykazań może działać na dzieci wyjątkowo demoralizująco. ( Bo 3 pierwsze odnoszą się do Boga, zaś reszta jest "ateistyczna" ) Absolutnie, należy przedsięwziąć wszystkie kroki, aby podważyć racjonalność wszystkich przykazań. Człowiek MUSI realizować WSZYSTKIE swoje potrzeby, choćby były sprzeczne z tymi zawartymi w Dekalogu, bo tylko wtedy może być szczęśliwy. ( ciekawe jaką edukację odebrał w kwestii moralności pan Trynkiewicz. Ponoć tatuś ( kurator) załatwił mu pracę w szkole, po wyroku za pedofilię. Nie byłam w stanie zweryfikować tej informacji.)
Jak chłopiec będzie tłukł dziewczynkę, to mamusia mu poda bardziej racjonalny argument aby tego nie robił. - " Nie bij dziewczynki, bo się spocisz !"

Załączam tekst o nauczaniu domowym do przemyślenia.




http://www.edukacjadomowa...el-graczyk.html
Natalia Dueholm
„Cisza, spokój, bezpieczeństwo - czy to właśnie nasze dziecko znajdzie w szkole? ”

- rozmowa z psychologiem Barbarą Kozieł-Graczyk o edukacji domowej.



Czym konkretnie zajmuje się Pani w swojej pracy psychologicznej?
- To dość skomplikowana sprawa. W 1975 roku ukończyłam - na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu - studia psychologiczne o specjalności kliniczno-penitencjarnej. Następnie ukończyłam podyplomowe studia logopedyczne, a także - pedagogiczne - w zakresie edukacji elementarnej. Później pracowałam w wielu różnych miejscach - bądź na etacie, bądź jako wolontariusz, bądź na zlecenie. Był i dom dziecka, i stowarzyszenie, wspierające osoby w kryzysach psychicznych - w tym lekomanów, narkomanów i osoby psychicznie chore oraz ich rodziny. Był dziecięcy szpital rehabilitacyjny i ośrodek wczesnej interwencji dla dzieci, a także ośrodek terapii zajęciowej dla młodzieży i dorosłych z tzw. sprzężonymi niepełnosprawnościami. Od 1995 roku współpracuję także z kilkoma uczelniami w Wielkopolsce, prowadząc wykłady, ćwiczenia i warsztaty dla studentów studiów edukacyjnych - dziennych i podyplomowych. Moimi „uczniami” są nawet klerycy z Wyższego Seminarium Duchownego - prowadzę dla nich zajęcia logopedyczne. Jednocześnie - od 1996 roku mam prywatną praktykę psychologiczno-logopedyczną. Można powiedzieć, że zajmuję się ludźmi - od urodzenia do „jesieni życia” (pacjenci logopedyczni po udarach mózgowych). Jednak, w moim prywatnym gabinecie bardzo dużą grupę stanowią rodziny, które nie radzą sobie z szeroko rozumianymi problemami ich dziecka w szkole.

Dlaczego zainteresowała się Pani edukacją domową?
- Trudno powiedzieć, że „zainteresowałam się”. Mam troje dzieci. Mój najstarszy syn rozpoczął „realizację obowiązku szkolnego” w 1982 roku. Była to osiedlowa szkoła na ok. 2000 uczniów. W klasie było ponad trzydzieścioro dzieci, a „Pani” - w ciąży. Toteż przebywała głównie na zwolnieniu lekarskim. Na zastępstwach „uczyła” Pani Woźna... Syn poszedł do szkoły, umiejąc czytać, pisać i liczyć, kiedy jednak przyniósł mi ze szkoły torebkę cukru, wafelki i mąkę z napisami po rosyjsku oraz oświadczył, że to dar dzieci radzieckich dla polskich dzieci (był stan wojenny), stwierdziliśmy z mężem, że najkorzystniej dla naszego dziecka będzie jak najmniej przebywać w szkole. Realizowaliśmy ten program i wobec niego, i wobec jego młodszej o ponad trzy lata siostry - przez całą szkołę podstawową. Dzieci w zasadzie niczego (w sensie pozytywnym) nie uczyły się w szkole. Było to najlepiej widać, kiedy wyjeżdżaliśmy np. w góry na 2-3 tygodnie i po powrocie okazywało się, że nasze dzieci nie tylko przyswoiły „treści programowe”, jakie wyznaczyła nam szkoła, ale też wybiegły daleko naprzód z materiałem, podczas gdy dzieci w klasie nie były jeszcze nawet na półmetku... Nasza edukacja domowa właściwie odbywała się wszędzie, i można tak powiedzieć - mimochodem. Np. podczas jazdy samochodem, na dłuższej trasie urządzaliśmy konkursy, podczas których nasze dzieci, nie zdając sobie zupełnie z tego sprawy, przyswajały w zabawie duże porcje wiedzy szkolnej i „pozaszkolnej”. Często podróżowaliśmy po Polsce, zwiedzając ciekawe miejsca i ZAWSZE wynajmując indywidualnie przewodnika, który zupełnie inaczej mówił do dwójki dzieci, niż do szkolnej wycieczki. Robiliśmy podczas takich wypraw dużo zdjęć, które sami wywoływaliśmy, dyskutując i wspominając. Do kl. piątej szkoły podstawowej uczyłam dzieci wszystkiego sama. W szóstej klasie musiałam oddać mężowi matematykę i fizykę. Rozwijała się też swoista wymiana usług z innymi rodzinami, których dzieci też chodziły do szkoły, i też nie były tam niczego uczone. Moją specjalnością przez długie lata, do liceum włącznie, był j. polski, historia, biologia i - oczywiście - nauczanie początkowe. Angielskiego uczył bardzo dobry lektor. Kiedy urodziło się nam w 1990 roku trzecie dziecko i okazało się być ciężkim dyslektykiem, jako zaprawiona w boju edukatorka domowa - po prostu „kontynuowałam proceder”. Różnica polegała wyłącznie na tym, że syn zapisany był do małej szkoły niepublicznej, z którą do pewnego momentu udawało mi się współpracować. Kiedy (chyba pod wpływem Pani artykułów w „Najwyższym Czasie”) odkryłam stronę „edukacji domowej” - po prostu bardzo się ucieszyłam, regularnie tu zaglądam i propaguję ją, gdzie mogę.

Czy gdyby Pani dzieci rodziły się teraz, czy chciałaby je Pani nauczać domowo? Dlaczego?
- Na pewno. Po pierwsze - bardzo lubię uczyć. Po drugie - może to zabrzmi osobliwie, ale dobrowolne oddawanie swoich dzieci w ręce obcych, nieznanych i przypadkowych (nie mamy przecież najmniejszego wpływu na to, kogo „władze oświatowe” zatrudniają - jedynym kryterium są wymagane dokumenty...) ludzi, regularnie i na wiele godzin dziennie - uważam za coś nieprawdopodobnie dziwacznego. Mam znajomych wśród miłośników psów i koni (sama mam dwa piękne setery irlandzkie) i wiem, że żaden właściciel rasowego psa ani konia nie chciałby rozstawać się ze swoim podopiecznym tak wcześnie i w ten sposób. Obawiałby się, że inne osoby będą miały niekontrolowany, nieakceptowany i - być może - szkodliwy wpływ na jego cennego pupila. Wszystkie poradniki racjonalnego wychowywania seterów, dogów czy dalmatyńczyków zwracają uwagę na wielkie znaczenie wczesnej więzi emocjonalnej hodowcy i podopiecznego, kształtowanej w stałym kontakcie z jednym opiekunem oraz na nieodwracalne skutki zaniedbań i błędów w tej dziedzinie. Podkreślają konieczność regularnego przebywania właściciela ze swoim wychowankiem i organizowania dla niego sytuacji, w których - przez wspólną zabawę - można osiągnąć u pupila pożądane zachowania i umiejętności... Czy nie na tym właśnie polega, z grubsza rzecz ujmując, wychowanie? A przecież człowiek jest istotą o wiele bardziej cenną, skomplikowaną i - wrażliwą! Błędy i zaniedbania, popełnione we wczesnym dzieciństwie „owocują” szerokim wachlarzem przeróżnych trudności charakterologicznych i adaptacyjnych. Z mojego doświadczenia wynika, że większość tzw. nerwic szkolnych powstaje we wczesnym dzieciństwie, a rola przedszkola od 3 roku życia wydaje się tutaj niedoceniana i przemilczana. O żłobkach nie wspominając. Tymczasem coraz więcej osób dobrowolnie pozbywa się kontaktu fizycznego i emocjonalnego z własnymi dziećmi, posyłając je np. do przedszkola już w wieku 2,5-3 lat. Ludzie ci święcie wierzą, że „to dla dobra dziecka”, że „będzie miało lepszy start”. Pozbawiają się więc możliwości uczestniczenia w jego rozwoju, pozostawiając to obcym, nieznanym ludziom. Narażają je na silne, negatywne emocje, związane z ciężkim naruszeniem poczucia bezpieczeństwa oraz na przeżycia, o których na pewno nigdy się od tak małego dziecka nie dowiedzą, a które często „wloką się” za nim przez całe życie. Nie chcą, nie potrafią lub nie mogą być przewodnikami swoich dzieci w świecie, w odkrywaniu i interpretowaniu tego świata. Mimo, że są to często ludzie rozsądni, wykształceni i odnoszą sukcesy w trudnych, odpowiedzialnych rolach zawodowych - w sposób dla mnie niepojęty wierzą, że ich trzy-, cztero- lub pięciolatek nauczy się czegoś cennego i dobrego od trzydziestoosobowej grupy równolatków, dozorowanych przez jedną „panią”, od której władze szkolne oczekują tylko dwóch rzeczy: żeby nie było wypadku i żeby „został zrealizowany program”. Wiem, że dom, rodzina, przyjaciele to naturalne środowisko człowieka, i że liczenie rzędów pierniczków na blasze z babcią to lepsza (bo naturalna) lekcja arytmetyki, niż sztuczne sytuacje w klasie.
Powodów zresztą jest, tak naprawdę, dużo więcej, bo wystarczyłoby mi przytoczyć problemy, z jakimi przychodzą do mnie rodzice uczniów, żeby zdać sobie jasno sprawę z tego, że te problemy najprawdopodobniej nigdy by nie wystąpiły, gdyby nie stworzył ich sztywny, nienaturalny system szkolny.

Niektórzy psycholodzy uważają, że dzieci, które nie chodzą do szkoły będą miały problemy z powodu braku tamtejszej socjalizacji. Co Pani na to?
- Dobrze to Pani ujęła - „tamtejszej socjalizacji”. Szkoła, system i metody nauczania, procesy grupowe, występujące w klasie - na pewno czegoś uczą. Tylko trzeba sobie jednak zadać ważne pytanie. I byłoby bardzo dobrze, gdyby ludzie zadawali je sobie jak najwcześniej, może nawet, zanim urodzi im się dziecko. A to pytanie brzmi: kim dla mnie jest moje dziecko i na jakiego człowieka chcę je wychować? Myślę, że odpowiedzi każdy musi szukać w sobie i w swoim systemie wartości. Czy moje dziecko chcę wychowywać osobiście, zgodnie z moim systemem wartości, na człowieka kreatywnego, myślącego, otwartego i niezależnego intelektualnie czy wolę oddać je w ręce tzw. specjalistów. Bo szkoła, siłą rzeczy, nie znosi żadnych „odchyleń od normy”. Wiele już o tym napisano, również na Stronie Edukacji Domowej. Dzieci z „trudnościami szkolnymi”, tak samo, jak dzieci wybitne, nie mieszczą się w tym systemie. Reszta, jeżeli chce przetrwać, to musi nauczyć się konformizmu i stosować mimikrę. Samodzielne myślenie, odrębne zdanie jest niemile widziane i często tak finezyjnie tępione, że trudno nawet coś komuś konkretnie zarzucić. W coraz niższych klasach pojawia się zjawisko tzw. drugiego życia (zwanego też „falą”). Agresja, spowodowana m.in. zagęszczeniem klas, niedotlenieniem, przemęczeniem i nieracjonalnymi planami lekcji - kwitnie. Powstają coraz to nowe (i sowicie opłacane z naszych podatków!) cudowne recepty i programy na zwalczanie tej agresji. Również w przedszkolu! Można powiedzieć, parafrazując słynną wypowiedź Stefana Kisielewskiego, że szkoła bohatersko zwalcza problemy, nieznane tam, gdzie nie istnieje przymus szkolny...To wszystko są elementy szkolnej socjalizacji. Można z niej wyjść okaleczonym psychicznie, moralnie i fizycznie. Tabloidy pełne są soczystych opisów takich zdarzeń. Z drugiej strony - przeróżne poradniki dla młodych matek i rodziców płci obojga zawierają regularnie w nich zamieszczane artykuły, w których autorytatywnie stwierdza się, że dla prawidłowego rozwoju dziecka i jego przyszłego szczęścia należy wyrwać je jak najwcześniej ze środowiska rodzinnego i oddać w zręczne ręce specjalistów, którzy już tam najlepiej wiedzą, jak i czego uczyć nasze dzieci. Zupełnie magiczną formułą jest tutaj stwierdzenie, (traktowane jako argument ), że „takie są standardy europejskie”.

Czy zna Pani osoby, które uczą domowo?
- I znowu trudno mi na to pytanie odpowiedzieć po prostu: „tak” lub „nie”. A to dlatego, że nie mam osobiście (poza znajomościami internetowo-telefonicznymi, że tak się wyrażę...) nikogo prywatnie znajomego, kto „zgodnie z literą prawa” zabrałby dziecko ze szkoły i nauczał je wyłącznie we własnym zakresie. A jednocześnie znam bardzo wiele osób, których dzieci, zgodnie z obowiązującym przymusem - do szkoły chodzą, przebywają tam codziennie po wiele godzin, a następnie, po powrocie do domu - są od nowa wszystkiego uczone przez domowników, tym razem skutecznie. Dzieje się tak szczególnie w przypadku tzw. dyslektyków, którzy w warunkach szkolnych, przy stosowaniu powszechnie obowiązujących metod nauczania - zwyczajnie nie są w stanie skorzystać z edukacji proponowanej przez takie placówki. Sama doświadczyłam takiego „podwójnego życia edukacyjnego” z moim najmłodszym dzieckiem, teraz już uczniem II klasy LO. W wyniku takich praktyk dziecko i jego rodzice chodzą permanentnie zmęczeni, a czas, który można by inaczej (i niewątpliwie lepiej) wykorzystać - traci się często na bezproduktywne siedzenie w klasie. Od kiedy wiem o możliwości nauczania domowego, informuję o tym wszystkich takich rodziców. Jak do tej pory - o ile wiem - nikt jeszcze na takie „rewolucyjne” posunięcie się nie zdecydował. Ja sama proponowałam także mojemu synowi takie rozwiązanie, ale to było już pod koniec gimnazjum i chyba względy towarzyskie spowodowały, że nie zechciał z tej propozycji skorzystać. Być może okres dojrzewania (i powolne zbliżanie się ku końcowi edukacji szkolnej) nie jest więc najszczęśliwszym momentem na rozpoczynanie edukacji domowej...

A czy zna Pani osoby sławne, które były nauczane domowo?
- Tak, oczywiście wiem o takich sławach, jak Albert Einstein czy Tomasz A. Edison. Jednak wiem też ( jak wszyscy ludzie, chętnie czytający biografie), że właściwie do końca XIX w. mało która ze słynnych później osób chodziła do jakiejś szkoły. To z reguły szkoła przychodziła do domu, czy to w osobach specjalnie wyszukanych i zatrudnianych nauczycieli lub guwernerów, czy też po prostu - wykształceni (też najczęściej domowo, przynajmniej do pewnego momentu) członkowie rodziny (matki, ojcowie, krewni) brali na siebie to zadanie. Żeby daleko nie szukać, to moi Rodzice, choć nie byli sławni, mogliby tutaj służyć za przykład takiej rodzinnej korporacji edukacyjnej. Oboje byli najmłodszymi dziećmi pośród licznego rodzeństwa. W wyniku „nikomu nieznanych procesów”, ot tak, po prostu i nie wiadomo jak i kiedy, w wieku 5 lat umieli dobrze czytać, pisać i liczyć. Umiejętności te zdobyli bez żadnego wysiłku, towarzysząc po prostu starszemu rodzeństwu, które uczone było w domu przez tych najstarszych. W większości znanych mi wieloosobowych rodzin taka sytuacja jest powszechna. Tam, gdzie nie istnieją problemy rozwojowe - wystarczy wrodzona, spontaniczna ciekawość dzieci, żeby niejako mimochodem przyswajały wszelką wiedzę i informację, na jaką się natkną. Jeżeli to będzie zielony żuczek na spacerze w lesie, to zapytają o niego, a otrzymaną odpowiedź zachowają na długo, bo oprócz czystej informacji słownej, będzie ona miała dla nich i zapach lasu, i szelest liści i poczucie bezpieczeństwa, wynikające z bliskości zaufanej osoby i indywidualnego kontaktu.
Nauczanie domowe, to nauczanie spontaniczne, indywidualne, a więc dostosowane zawsze i na bieżąco do aktualnych potrzeb i możliwości osób, biorących udział w tym akcie. To poszanowanie dla indywidualności człowieka (i dziecka, i dorosłego) nawet w tak, wydawałoby się, „błahym” aspekcie, jak samopoczucie, związane z porą dnia, warunkami meteorologicznymi i typem reaktywności partnerów. Taka indywidualna, niemal intymna relacja umożliwia łagodne przechodzenie od konkretów do abstrakcji, wyciąganie wniosków i stawianie oraz sprawdzanie hipotez. Spełnienie tych warunków gwarantuje optymalne efekty w postaci umiejętności kreatywnej obserwacji, niezależności myślenia i obrony swoich racji przy pomocy argumentów. W tym bliskim kontakcie można (i trzeba) dziecku przekazać swój światopogląd, a więc i system wartości, swoje przemyślenia, ale i wątpliwości. W dziedzinach, w których nie czujemy się mocni - możemy razem z dzieckiem, na jego oczach zdobywać tę wiedzę, podając ją następnie w formie przystępnej i zrozumiałej. Ja, jako dość doświadczona matka i babcia (troje dzieci i troje wnucząt) wiem, że przyznanie się do niewiedzy i poszukiwanie odpowiedzi razem z dzieckiem - nie tylko nie umniejsza autorytetu rodzica, ale wręcz przeciwnie, uczy dziecko szacunku dla rzetelności i uczciwości. Tak wychowywany człowiek ma też szansę być wolnym wewnętrznie, bez względu na zewnętrzne okoliczności.

John T. Gatto, krytyk szkół, powiedział, że do prawidłowego rozwoju dziecka potrzebna jest mu samotność i prywatność. Wskazywał na fakt, że dziś ludzie nie mogą znieść własnego towarzystwa, potrzebują telewizora, telefonu, licznych, powierzchownych relacji, w szkole w zasadzie nie mają prywatności... Jakie jest Pani zdanie na ten temat?
- Zgadzam się z tym. Człowiek, nawet bardzo malutki, potrzebuje przede wszystkim poczucia bezpieczeństwa. Tę najbardziej elementarną potrzebę zaspokoić może tylko stabilny kontakt psychiczny i fizyczny z najbliższymi osobami. Aby móc opuścić swoją mamę choćby na moment, trzeba najpierw wiele razy przekonać się, że można do niej w dowolnym momencie wrócić, ponieważ ona nie „znika” np. za drzwiami. Takie pozytywne doświadczenia umożliwiają maluchowi coraz dłuższe przebywanie we względnej izolacji (chociażby pod stołem!), gdzie dziecko już ok. 2-3 r.ż., manipulując zabawkami - przetwarza swoją wiedzę i kontakty społeczne, klasyfikuje zdobyte doświadczenia i próbuje je „zastosować” wobec misiów czy lalek. Tak uczy się po prostu żyć. Uczy się też przebywania z samym sobą, co w przyszłości zaowocuje umiejętnością refleksji i autorefleksji, którą psychologowie nazywają „wglądem w samego siebie”. To niezwykle cenna i pożądana umiejętność, ponieważ w przyszłości gwarantuje optymalną kontrolę nad swoim życiem i postępowaniem, możliwości szybkiej autokorekty, a w efekcie tak osławioną i pożądaną „asertywność”. Cisza i spokój sprzyjają temu procesowi.
Jeżeli człowiek ma zaburzone poczucie bezpieczeństwa, to dominującym odczuciem staje się niepokój i lęk. Ten lęk jest najczęściej nieokreślony. Wtedy samotność staje się nie do zniesienia. Stale włączone radio czy telewizor mają zagłuszyć poczucie zagrożenia i odwrócić naszą uwagę od narastającego napięcia. W domach, gdzie takie urządzenia dominują, relacje między członkami rodziny nie mają się jak i kiedy rozwinąć. Ludzie Ci nie rozwiązują swoich problemów, tylko np. żyją życiem serialowych postaci. Znam, niestety, takie domy, gdzie każdy (nawet sześcioletni!) członek rodziny ma w swoim pokoju własny zestaw, składający się z radia, telewizora i komputera. Każdy żyje swoim na wpół wirtualno-medialnym życiem, wpływ rodziców na dzieci jest tylko formalny, a treści, płynące z głośników i ekranów są traktowane, jak prawdy objawione... Myślę, że człowiek, mimo postępu techniki, jest wciąż taki sam - ma określone potrzeby psychiczne: bezpieczeństwa, miłości, bliskości, uznania czy sukcesu. A do ich realizacji potrzebny mu jest - do końca życia - drugi, bliski człowiek. Właściwym miejscem dla takich relacji powinien być dom, w którym dziecko znajdzie i bliskość, i samotność i intymność. Żadna instytucja publiczna, z oczywistych względów, nie może zapewnić dziecku takich warunków.

Dziękuję za rozmowę.



Rozmawiała: Natalia Dueholm
_________________
gea
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 42 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7476
Wysłany: Śro Mar 11, 2020 13:49   

gea napisał/a:
Z pewnością są dobre przedszkola, ale ...
Na pewno najlepszą sytuacją dla dziecka jest wychowywanie się z matką w gronie rodzeństwa i kolegów. Wszakże w dzisiejszych czasach jest to po prostu niemożliwe, szczególnie w Polsce, gdzie obywatele uważają, że najbardziej skuteczną metodą wpływania na innych są kontrole, surowe kary, alkomaty, karty zegarowe, bramkarze.
Pomimo rozdętych ustaw rzekomo chroniących matki, mają one w Polsce małe szanse na rzeczywistą realizację macierzyńskich aspiracji. Brutalnie trzeźwiąca w tym względzie jest dramatyczna statystyka dzietności. Nie wynika ona z niechęci Polek do rodzenia dzieci, ale z warunków egzystencji, bo za granicą Polki rodzą całkiem dużo.
Nawet gdyby stary bardzo dobrze zarabiał, to i tak nieustanne przebywanie z niepracującą matką w murach blokowiska bez kontaktu z innymi dziećmi jest dla dziecka nienaturalne. Ponadto do 12 roku życia dziecko i tak musi być w tym kraju pod opieką dorosłych.
Matka musi pracować, bo jak po 30 latach jej chłop dojdzie do wniosku, że inna pani ma wszystko jędrne, a jego kobita obwisłe od tyrania w domu, to ona musi mieć niezależne dochody, żeby nie zostać z ręką w nocniku na starość bez emerytury.
Pomimo propagandowych ustaw pracodawcy niechętnie patrzą na kobiety z dziećmi. Chyba, że to jest matka samotnie wychowująca dziecko. Wtenczas wiadomo, że taka kobieta będzie się pazurami trzymać najmarniejszej pracy.
Pozostają żłobki, przedszkola i szkoły, jako miejsca przechowywania dzieci, gdzie w Polsce wpaja się postawy: mierny, bierny ale wierny.
JW
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Akademia Zdrowia Dan-Wit informuje, że na swoich stronach internetowych stosuje pliki cookies - ciasteczka. Używamy cookies w celu umożliwienia funkcjonowania niektórych elementów naszych stron internetowych, zbierania danych statystycznych i emitowania reklam. Pliki te mogą być także umieszczane na Waszych urządzeniach przez współpracujące z nami firmy zewnętrzne. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Dowiedz się więcej o celu stosowania cookies oraz zmianie ustawień ciasteczek w przeglądarce.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template modified by Mich@ł

Copyright © 2007-2020 Akademia Zdrowia Dan-Wit | All Rights Reserved