Strona główna Fakty żywieniowe Jak się żywić? Przepisy Historia diety Forum  

  Forum dyskusyjne serwisu www.DobraDieta.pl  FAQ    Szukaj    Użytkownicy    Czat      Statystyki  
  · Zaloguj Rejestracja · Profil · Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości · Grupy  

Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: Witold Jarmolowicz
Pon Paź 29, 2018 14:33
W zdrowej duszy, zdrowe ciało (Diagnostyka karmy - Łazariew)
Autor Wiadomość
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 08:31   W zdrowej duszy, zdrowe ciało (Diagnostyka karmy - Łazariew)

Wychowanie czy dieta? Z ezoterycznego punktu widzenia - nic z tych rzeczy.

Wg diagnostyki reinkarnacyjnej Ogorevca, zarówno brzydka twarz, choroby, dieta, otoczenie, rodzina to nie przyczyna. To skutek. Obraz.

Ciało i środowisko, w którym żyjemy jest odbiciem wibracji naszej duszy.

Na pewnym etapie istnieje potrzeba obwiniania siebie i innych, oraz potrzeba by zrzucić z siebie odpowiedzialność, żal oraz winę na dietę, szkołę, zanieczyszczenia, geny, lub charakter rodziców (rodzice są już bliżej, cieplej, cieplej...). To kolejna pułapka materialistycznego rozumowania. Tego samego rozumowania, które prowadzi do wieloletniego leczenia objawów chorej duszy widocznych na ciele lekami od lekarzy. Byle tylko nie dokonać bolesnego wglądu we własną świadomość i tam odnalezć zródło najpierwotniejszej przyczyny zdrowia, lub jego braku. W zdrowej duszy - zdrowe ciało.

Materialiści odwracają tego kota ogonem, wg nich - obraz maluje malarza. "Jestem zdegenerowany, wredny, nielubiany, osądzam i szufladkuje, bo miałem złych rodziców i niesprzyjające warunki rozwoju". To iluzja nieświadomego rozumu. Człowiek ma takich rodzicieli, bo jego wibracje w momencie narodzin były na tym samym poziomie co ich. Oni jadą na tym samym wózku. Nikt nie dostał w życiu rodziców gorszych, czy lepszych od siebie. Nikt nie dostał niczego za mało, lub za dużo. Nie ma tu losu, trafu, przypadku, niesprawiedliwości. Wszyscy otrzymali (a raczej wzięli sobie) sprawiedliwie, na swoją miarę i możliwości.

Dusza na rodziców, przyjaciół może przyciągnąć tylko duchy o wibracjach podobnych do swoich własnych. Człowiek, który umniejszał i tłamsił swoje dzieci w poprzednim życiu dostanie "pokrewnych" sobie rodziców w następnym. I odwrotnie. To naturalne uniwersalne prawo wszechświata. Umożliwia rozwój i obserwację programów na których działamy w lustrach, jakimi są podobne nam istoty.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Wto Mar 30, 2010 13:51, w całości zmieniany 9 razy  
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 10:52   

Nom. Czyli transcedencja winna znowu tak jakby 8)
I wychodzi na to, ze nic sie nie da z tym zrobic, tak?
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 14:44   

fink napisał/a:
Waldek B napisał/a:
Ciało i środowisko, w którym żyjemy jest odbiciem wibracji naszej duszy.


A Ty możesz zdefiniować co ta są te wibracje duszy ? I w jaki sposób wpływają one na ciało ? Dobrze by było, gdybyś użył pojęć już istniejących, aby zdefiniować te nowe pojęcia i zjawiska.


Hicks mówił, że cała materia jest energią poruszaną przez wibracje. Było też o czymś podobnym u tego typa od spirali.




Często się mówi, że ktoś "nadaje na tych samych falach", czyli ma podobne usposobienie, nastawienie, poczucie humoru. Wibracje duszy można określić jako charakter, a charakter to sposób postrzegania świata.

Jak to wpływa na ciało wg diagnostyki karmicznej? Prosto i logicznie.

Przykładowo, ktoś ma charakter strachliwy, podejrzliwy, ponad miarę krytykancki. Skupia się na zagrożeniach. Osądza innych, więc i to samo dostaje w zamian.
Przyjmuje automatycznie postawę psychofizyczną defensywno-ofensywną (głowa w bary, plecy przygarbione, usta zaciśnięte, oddech co 15 sekund, cała energia witalna idzie na produkcję hormonów stresu, organy przeciążone tym). Owa postawa (potrzebna w walce) nie nadaje się do codziennego wzrostu. Taki człowiek zbiera wszystko i magazynuje, boi się ubóstwa, ma stosiki zepsutych niepotrzebnych rzeczy. Energia nie krąży tak jak by mogła. Ciężko działać w takim środowisku. To wszystko skutkować może nieharmonijnym rozwojem ciała, skoliozami, wadami kręgosłupa, problemami ze snem, zajadaniem stresu, słabą wydajnością, odpornością itd.

Dla odmiany ktoś ma charakter zrównoważony, odważny, skupia myśli głównie na możliwościach rozwoju, ma optymistyczne nastawienie, uważa, że "Wszechświat jest przyjazny". Nie osądza ludzi bez ustanku, nie marnuje swego czasu na narzekanie. Nie proszony nie krytykuje, nie poucza i nie "naprawia innych" wbrew ich woli. Za to szczodrze docenia, uznaje, kontempluje i skupia się na rzeczach i zachowaniach, które uważa za wartościowe - tym samym je promując.
Przyjmuje naturalnie postawę psychofizyczną otwartą-wzrostową (barki w tyle, mięśnie luzne, szyja prosta, klatka do przodu, jeden, dwa oddechy na minutę, organy właściwie dotlenione). Taka postawa umożliwia harmonijny wzrost i rozwój ciała.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Sob Lut 13, 2010 14:48, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6826
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 14:48   

Waldek B napisał/a:
fink napisał/a:
Waldek B napisał/a:
Ciało i środowisko, w którym żyjemy jest odbiciem wibracji naszej duszy.


A Ty możesz zdefiniować co ta są te wibracje duszy ? I w jaki sposób wpływają one na ciało ? Dobrze by było, gdybyś użył pojęć już istniejących, aby zdefiniować te nowe pojęcia i zjawiska.


Hicks mówił, że cała materia jest energią poruszaną przez wibracje. Było też o czymś podobnym u tego typa od spirali.

[url=http://img17.imagesh...eh4.jpg]Obrazek[/URL]


Często się mówi, że ktoś "nadaje na tych samych falach", czyli ma podobne usposobienie, nastawienie, poczucie humoru. Wibracje duszy można określić jako charakter, a charakter to sposób postrzegania świata.

Jak to wpływa na ciało wg diagnostyki karmicznej? Prosto i logicznie.

Przykładowo, ktoś ma charakter strachliwy, podejrzliwy, ponad miarę krytykancki. Skupia się na zagrożeniach. Osądza innych, więc i to samo dostaje w zamian.
Przyjmuje automatycznie postawę psychofizyczną defensywno-ofensywną (głowa w bary, plecy przygarbione, usta zaciśnięte, oddech co 15 sekund, cała energia witalna idzie na produkcję hormonów stresu, organy przeciążone tym). Owa postawa (potrzebna w walce) nie nadaje się do codziennego wzrostu. Taki człowiek zbiera wszystko i magazynuje, boi się ubóstwa, ma stosiki zepsutych niepotrzebnych rzeczy. Energia nie krąży tak jak by mogła. Oczy i umysł nie mogą skupić się. To wszystko skutkować może nieharmonijnym rozwojem ciała, skoliozami, wadami kręgosłupa, problemami ze snem, zajadaniem stresu, słabą wydajnością, odpornością itd.

Dla odmiany ktoś ma charakter zrównoważony, odważny, skupia myśli głównie na możliwościach rozwoju, ma optymistyczne nastawienie, uważa, że "Wszechświat jest przyjazny". Nie osądza ludzi bez ustanku, nie marnuje swego czasu na narzekanie. Nie proszony nie krytykuje, nie poucza i nie "naprawia innych" wbrew ich woli. Za to szczodrze docenia, uznaje, kontempluje i skupia się na rzeczach i zachowaniach, które uważa za wartościowe - tym samym je promując.
Przyjmuje naturalnie postawę psychofizyczną otwartą-wzrostową (barki w tyle, mięśnie luzne, szyja prosta, klatka do przodu, jeden, dwa oddechy na minutę, organy właściwie dotlenione). Taka postawa umożliwia harmonijny wzrost i rozwój ciała.

to swieta prawda jest.... waldi lubie czytac twoje posty, strzelasz zawsze w dziesiatke, szacun.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 14:48   

Waldek, nie podajesz jednak wyjaśnień opartych o twarde dowody, co to jest "wibracja" (w kontekście jaki przedstawiłeś) i co to "duch" (w kontekście, jaki przedstawiłeś).

Mało tego, nie widzę powiązań "ducha" i "wibracji" z filmowym debiutem Grega Wilsona :roll:

ps: W swoim poście przedstawiłeś czysty hellingeryzm, czyli m.in. mam takich rodziców, na jakich sobie zasłużyłem. Magiczne myślenie.

Fajnie by było, gdyby dyskusja - nawet marginalnie - dotyczyła jednak filmów. Bo okaże się, że w nagłym tempie może powstać kilka stron o tym, jak działa determinizm duchowy. "The Girl Next Door" z ezoteryką ma jakby niewiele wspólnego, za to mnóstwo z patologią. I ona wydaje się nie mieć z metafizyką związku.

Tomek
 
     
grizzly
[Usunięty]

Wysłany: Sob Lut 13, 2010 14:52   

Molka napisał/a:
...waldi lubie czytac twoje posty, strzelasz zawsze w dziesiatke, szacun...
Bo to "wiac i slychac", ze to NASZ CZLOWIEK! 8-)
Oczywiscie czlonek ELITY! :hihi:

No i NAJWAZNIEJSZE!!!!!! 8-)

Po TYCH STUDIACH STACJONARNYCH!!! :viva:
.
Ostatnio zmieniony przez grizzly Sob Lut 13, 2010 15:02, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6826
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 14:54   

grizzly napisał/a:
Molka napisał/a:
...waldi lubie czytac twoje posty, strzelasz zawsze w dziesiatke, szacun...
Bo to "wiac i slychac", ze to NASZ CZLOWIEK! 8-)
Oczywiscie czlonek ELITY! :hihi:

No i NAJWAZNIEJSZE!!!!!! 8-)

Po TYCH STUDIACH STACJONARNYCH!!! :viva:
.

;-)
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 14:58   

No tak... czego to człowiek nie wymyśli, byle by za wszelką cenę chronić rodziców... Jaki to niesamowicie mocny przymus, myślę, że o wiele nawet silniejszy od popędu płciowego...

Marishka
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6826
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 15:05   

ale to jak sie ze tak ujme prezentujemy sie, jaka postawe fizyczna przyjmujemy swiadczy o stanie psychicznym , o nastawieniu do swiata, nastawienie dlla mnie jest swego rodzaju fundamentem na ktorym budujemy cala reszte..... nie mozna budowac niczego konstruktywnego na wejsciu zakladajac ze otaczajacy nas swiat to "kupa " jest.... :shoot:
 
     
grizzly
[Usunięty]

Wysłany: Sob Lut 13, 2010 15:11   

M i T napisał/a:
No tak... czego to człowiek nie wymyśli, byle by za wszelką cenę chronić rodziców... Jaki to niesamowicie mocny przymus, myślę, że o wiele nawet silniejszy od popędu płciowego...

Marishka

Marishka, musze dodac male "sprostowanie" piszac o Waldim
mialem na mysli jego "forme przekazu" bez ruszania "tresci". 8-)

Waldek pisze w taki sposob, jak by "slowami malowal", to jest piekne! :viva:

Jaki to WIELKI kontrast w stosunku do "nieudolnego prostactwa"
pewnego "fizjologa nurtu kononowicza" :hah: :hihi:
.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 15:15   

Ale obiektywnie patrząc, tzw. "Wszechświat" nie jest ani "kupą ", ani jest "przyjazny". Sztuką jest nauczyć się patrzeć na życie w sposób w miarę realistyczny, racjonalny, bez różowobrylowego hura-optymizmu czy dołującego pesymizmu.

Marishka
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 15:17   

Grizzly, ale nie musisz niczego sprostowywać, bo to jak fajnie Waldek pisze, każdy widzi. Ja wolę skupić się na treści, bo forma to tylko środek dla przekazywania treści. Duh...

Marishka
Ostatnio zmieniony przez M i T Sob Lut 13, 2010 15:17, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6826
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 15:36   

M i T napisał/a:
Ale obiektywnie patrząc, tzw. "Wszechświat" nie jest ani "kupą ", ani jest "przyjazny". Sztuką jest nauczyć się patrzeć na życie w sposób w miarę realistyczny, racjonalny, bez różowobrylowego hura-optymizmu czy dołującego pesymizmu.

Marishka

oczywiscie ze tak, realizm plasuje sie pomiedzy optymizmem a pesymizem , wazna jest swiadomosc iz dazac do okreslonych celow byc moze bedziemy musiec pokonywac pewne trudnosci i tutaj nie tyle optymistyczne podejscie tylko pozytywne ustosunkowanie sie do problemu da gwarancje pokonania trudnosci..... pozytywne ustosunkowanie sie a optymizm to wg. mnie dwie rozne postawy....
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 15:38   

Molka napisał/a:
pozytywne ustosunkowanie sie a optymizm to wg. mnie dwie rozne postawy....


A na czym polega różnica wg. Ciebie?

Marishka
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6826
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 15:47   

M i T napisał/a:
Molka napisał/a:
pozytywne ustosunkowanie sie a optymizm to wg. mnie dwie rozne postawy....


A na czym polega różnica wg. Ciebie?

Marishka


Pozytywne nastawienie generuje konstruktywne dzialania zmierzajace do rozwiazania problemu, sam optymizm moze zakladac ze jakos to bedzie bez dzialan zmierzajacych do rozwiazan .... tak to czuje... :-)
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 16:58   

M i T napisał/a:
Waldek, nie podajesz jednak wyjaśnień opartych o twarde dowody, co to jest "wibracja" (w kontekście jaki przedstawiłeś) i co to "duch" (w kontekście, jaki przedstawiłeś).


Duch czyli dusza (od gr. ψυχή Psyche). Dusza "niematerialna", tchnienie (a może jest ona jakimś rodzajem materii?), w każdym razie taka dusza, świadomość, która czasowo istnieje bez ciała.

W kwestii reinkarnacji o ile wiem nie ma żadnych niepodważalnych "twardych dowodów" więc ich nie podaję.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 17:31   

_flo napisał/a:
Nom. Czyli transcedencja winna znowu tak jakby 8)
I wychodzi na to, ze nic sie nie da z tym zrobic, tak?


Z brzydką twarzą można. Przeszczepić sobie albo poprzycinąc, powypychać itd.
Pytanie tylko czy to rzeczywiście zmienia postać rzeczy?
Może od razu jak ktoś ma brzydką twarz powinien sobie zafundować abortację drugiego stopnia? 
_________________

 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 17:33   

Molka napisał/a:
Pozytywne nastawienie generuje konstruktywne dzialania zmierzajace do rozwiazania problemu, sam optymizm moze zakladac ze jakos to bedzie bez dzialan zmierzajacych do rozwiazan .... tak to czuje... :-)


:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint: - łańcuch, właściwie domino, ludzi którzy padli zmieceni pod siłą argumentów
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Sob Lut 13, 2010 17:33, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
IgaM
[Usunięty]

Wysłany: Sob Lut 13, 2010 17:46   

Waldek B napisał/a:
Duch czyli dusza ...

A ja z kolei mam inne informacje,a mianowicie,że Duch to czynna Siła Boża.
Nie chcę sobie wycierać buzi Darkiem,ale jakby zabrał głos w tej sprawie,to byłoby fajnie :) .
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6826
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 18:06   

rakash napisał/a:
Molka napisał/a:
Pozytywne nastawienie generuje konstruktywne dzialania zmierzajace do rozwiazania problemu, sam optymizm moze zakladac ze jakos to bedzie bez dzialan zmierzajacych do rozwiazan .... tak to czuje... :-)


:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint:
:faint: - łańcuch, właściwie domino, ludzi którzy padli zmieceni pod siłą argumentów

askhar no kurde balans :what: no wezmy taki przyklad, moze zle sie wyrazilam pozytywne nastawienie motywuje do rozwiazania problemu a wiadomo ze zalozenie jest takie iz zalezy nam na tym by rozwiazac problem jak najbardziej optymalnie , np. stracilam prace i teraz jesli podejde do tego racjonalnie z pozytywnym nastawieniem bede szukala rozwiazan, natomiast jesli zaloze ze dosiegla mnie sytuacja z ktorej nie ma wyjscia to po prostu moje dzialania ogranicza sie do rozpaczy i obledu...... przeciez to co pisze nie jest niczym odkrywczym....
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 18:29   

No właśnie Waldek, skoro dusza może być materią, bo chyba nie bawimy się w idealizm, to precz idzie cała metafizyka i ... duchowość (cokolwiek to zresztą znaczy, dla mnie np. nic).
Nie zamykam mózgu na nieznane, ale drażniące jest, gdy spekulacje robią za prawdę, kryjąc dość przyziemne ciągi przyczynowo-skutkowe.

Molka.
Sformułowania typu "pozytywne nastawienie" lub "pozytywne myślenie" są dla mnie niezrozumiałe, nawet dość bełkotliwe.
Jeśli staję w obliczu problemu, jedynym dojrzałym i normalnym nastawieniem, jest chęć by go rozwiązać. Zdarza się, że rozwiązanie wymaga m.in. konstruktywnego osądu, krytyki - dwóch zjawisk, których ludzie w tych czasach panicznie się obawiają.

Waldek, reinkarnacja jak wiesz, związana jest z determinizmem, a ten jest jedną z najwygodniejszych form zdjęcia z siebie jakiejkolwiek odpowiedzialności za to co się robi.

etc...

Tomek
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 18:30   

IgaM napisał/a:
Waldek B napisał/a:
Duch czyli dusza ...

A ja z kolei mam inne informacje,a mianowicie,że Duch to czynna Siła Boża.
Nie chcę sobie wycierać buzi Darkiem,ale jakby zabrał głos w tej sprawie,to byłoby fajnie :) .


Duch Boży, a może ten właśnie pisany wielką literą. Ale duchy są różne.
No ostatecznie każdy może się upierać że wszystkie duchy są Boże.
_________________

 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 18:32   

M i T napisał/a:
No właśnie Waldek, skoro dusza może być materią, bo chyba nie bawimy się w idealizm, to precz idzie cała metafizyka i ... duchowość (cokolwiek to zresztą znaczy, dla mnie np. nic).
Tomek


Dusza nie może być materią. Do jasnej elektromagnetycznej fali!

Materia to materia a energia to energia. A to dopiero początek.

Krowa ma cztery nogi a kura dwie. Czyli że statystycznie Krowa ma trzy a Kura tez trzy... czyli ze cala matematyka i postrzeganie wizualne idzie precz.

No to sobie wydłub oczy i licz: osiem, trzy, dwanaście, siedem, cztery, dwa, dziewięć, jeden....
_________________

 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 18:34   

Molka napisał/a:

askhar no kurde balans :what: no wezmy taki przyklad, moze zle sie wyrazilam pozytywne nastawienie motywuje do rozwiazania problemu a wiadomo ze zalozenie jest takie iz zalezy nam na tym by rozwiazac problem jak najbardziej optymalnie , np. stracilam prace i teraz jesli podejde do tego racjonalnie z pozytywnym nastawieniem bede szukala rozwiazan, natomiast jesli zaloze ze dosiegla mnie sytuacja z ktorej nie ma wyjscia to po prostu moje dzialania ogranicza sie do rozpaczy i obledu...... przeciez to co pisze nie jest niczym odkrywczym....


Oczywiście że nie jest niczym odkrywczym. Jest wręcz totalnie nieodkrywcze i pozbawione sensu. Zwyczajne dzielenie włosa na czworo nie wnoszące nic do tematu, a mogące tylko skierować ducha w miejsce w którym się pogubi.

Dlatego ludzie padają pod ciężarem tej porażającej wiedzy.

O tak:

:faint: - bam!


Molcium mylisz pewne sprawy, bo nie dostrzegasz różnicy. Nie dostrzegasz różnicy ponieważ taka jest kara za grzechy. W tym obszarze jest dla ciebie wszystko mdłe tak naprawdę, nijakie, bo wszystko jest takie samo, nie rozróżniasz jak daltonista, jesteś ślepa. Posiłkujesz się oczywiście jakąś wiedzą itp. ale w efekcie i tak tego nie przyswajasz, twoje serce tego nie czuje ;-( i boli cię głowa tak jak tego emotika.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Sob Lut 13, 2010 18:40, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6826
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 18:38   

M i T napisał/a:

Molka.
Sformułowania typu "pozytywne nastawienie" lub "pozytywne myślenie" są dla mnie niezrozumiałe, nawet dość bełkotliwe.
Jeśli staję w obliczu problemu, jedynym dojrzałym i normalnym nastawieniem, jest chęć by go rozwiązać. Zdarza się, że rozwiązanie wymaga m.in. konstruktywnego osądu, krytyki - dwóch zjawisk, których ludzie w tych czasach panicznie się obawiają.


Tomek, no wlasnie ta chęć rozwiazania problemu to nic innego jak pozytywne nastawienie, a my spieramy sie na slowa, niech bedzie ze chec, no bez tych checi "kicha" jest, jesli sie chce to znaczy ze widzi sie sens w dzialaniu, widzi sie perspektywe ktora nakreca do tego by problem rozwiazac, jesli nie ma checi, czyli pozytywnego nastawienia nie ma rozwiazania... :-)
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6826
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 18:46   

rakash napisał/a:


Oczywiście że nie jest niczym odkrywczym. Jest wręcz totalnie nieodkrywcze i pozbawione sensu. Zwyczajne dzielenie włosa na czworo nie wnoszące nic do tematu, a mogące tylko skierować ducha w miejsce w którym się pogubi.

Dlatego ludzie padają pod ciężarem tej porażającej wiedzy.

O tak:

:faint: - bam!


Molcium mylisz pewne sprawy, bo nie dostrzegasz różnicy. Nie dostrzegasz różnicy ponieważ taka jest kara za grzechy. W tym obszarze jest dla ciebie wszystko mdłe tak naprawdę, nijakie, bo wszystko jest takie samo, nie rozróżniasz jak daltonista, jesteś ślepa. Posiłkujesz się oczywiście jakąś wiedzą itp. ale w efekcie i tak tego nie przyswajasz, twoje serce tego nie czuje ;-( i boli cię głowa tak jak tego emotika.

nie dostrzegam roznicy poniewaz zostalam ukarana za moje grzechy? :-D a Ty dostrzegasz roznice poniewaz jestes bezgrzeszny? :-D jak to jest wytlumacz tak prosto "slepej" Molci.... poczytam jak wroce..... :-)
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 18:51   

Molka napisał/a:

nie dostrzegam roznicy poniewaz zostalam ukarana za moje grzechy? :-D a Ty dostrzegasz roznice poniewaz jestes bezgrzeszny? :-D jak to jest wytlumacz tak prosto "slepej" Molci.... poczytam jak wroce..... :-)


Co ja? Co ty?

Takie są realia, które sami sobie grzebiecie swoimi grzechami. Myślisz że religia, wiara to bajki? To jest trudne do zrozumienia, ale jak się nie ma POZYTYWNEGO NASTAWIENIA tylko NEGATYWNE to nie dziwne że się nie wie. No i na tym to też polega że się nie rozumie. A jak można wiedzieć skoro się nie rozumie? Bo napisali w Biochemii Harpera? Wybacz. Nie będę tutaj tłumaczyć, jest mnóstwo możliwości aby skorzystać i dorosnąć do tego rozumienia.
_________________

 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6826
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 19:03   

rakash napisał/a:
Molka napisał/a:

nie dostrzegam roznicy poniewaz zostalam ukarana za moje grzechy? :-D a Ty dostrzegasz roznice poniewaz jestes bezgrzeszny? :-D jak to jest wytlumacz tak prosto "slepej" Molci.... poczytam jak wroce..... :-)


Co ja? Co ty?

Takie są realia, które sami sobie grzebiecie swoimi grzechami. Myślisz że religia, wiara to bajki? To jest trudne do zrozumienia, ale jak się nie ma POZYTYWNEGO NASTAWIENIA tylko NEGATYWNE to nie dziwne że się nie wie. No i na tym to też polega że się nie rozumie. A jak można wiedzieć skoro się nie rozumie? Bo napisali w Biochemii Harpera? Wybacz. Nie będę tutaj tłumaczyć, jest mnóstwo możliwości aby skorzystać i dorosnąć do tego rozumienia.

:faint: o co chodzi? teraz jeszcze do tego wpakowales relgie, wiare , harpera, ło masakra..... a co ma jedno z drugim? za Toba nawet sam diabel mialby trudnosci trafic..... :-D
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 19:06   

Molka napisał/a:

:faint: o co chodzi? teraz jeszcze do tego wpakowales relgie, wiare , harpera, ło masakra..... a co ma jedno z drugim? za Toba nawet sam diabel mialby trudnosci trafic..... :-D


religia, wiara, bo duch i dusza to chyba oczywiste. A harper to laska dla slepcow.
_________________

 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 19:11   

M i T napisał/a:
No właśnie Waldek, skoro dusza może być materią, bo chyba nie bawimy się w idealizm, to precz idzie cała metafizyka i ... duchowość (cokolwiek to zresztą znaczy, dla mnie np. nic).


Nawet psycho-logia to "nauka o duszy", jak by ktoś się uparł - pewien rodzaj duchowości.

Tak sobie myślę, jeśli okaże się, że metafizyka to fizyka, a dusza to rodzaj energii czy czegoś tam ogarnialnego przez fizykę... to wcale nie oznacza, że cała wiedza wcześniejszych tradycji i cała duchowość to wszystko "idzie precz". Może być wręcz odwrotnie. Kto wie czy nauka potwierdzi niektóre przekazy, wzbogaci, uzupełni?

fink napisał/a:
Dusza jest z tego samego tworzywa co Bóg, a Bóg istnieje co najmniej tyle ile Wszechświat.


U Ogorevca słowo Wszechświat jest stosowane wymiennie ze słowem Bóg więc...

Cytat:
Toteż dusza może istnieć bez ciała dowolnie długo.


Co do dowolnie długiego istnienia bez ciała, różokrzyżowcy twierdzą, że aktualnie dusze ludzkie potrzebują czasowo wchodzić w ciała by się rozwijać. Nie ma to tamto.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Sob Lut 13, 2010 19:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6826
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 19:11   

rakash napisał/a:
Molka napisał/a:

:faint: o co chodzi? teraz jeszcze do tego wpakowales relgie, wiare , harpera, ło masakra..... a co ma jedno z drugim? za Toba nawet sam diabel mialby trudnosci trafic..... :-D


religia, wiara, bo duch i dusza to chyba oczywiste. A harper to laska dla slepcow.

askhar no straszne jakies herezje wypisujesz, jesli Bog istnieje to po to dal Ci rozum abys zdobywal wiedze i wykorzystywal ja dla wlasnego dobra.....
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 19:18   

Molka napisał/a:
askhar no straszne jakies herezje wypisujesz, jesli Bog istnieje to po to dal Ci rozum abys zdobywal wiedze i wykorzystywal ja dla wlasnego dobra.....


To dlaczego ty ja zdobywasz i wykorzystujesz dla wlasnego zla?

Tu trafiamy znowu w obszar degeneracji, spłaszczenia, w którym nie pojmuje się od czego zależy to własne dobro.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Sob Lut 13, 2010 19:19, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 19:38   

fink napisał/a:
Na ten przykład weźmy religię katolicką. Prawie wszystko w niej to jakieś bezsensowane, bezcelowe, dogmaty. Z zasady, owe dogmaty są przeznaczone do wtłaczania albo w głowy dzieci albo bezmyślnych dorosłych.


Co na przykład, skoro prawie wszytko to łatwo będzie ci wymienić tak z miejsca z 10 przykładów bezsensów z religii katolickiej.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Sob Lut 13, 2010 19:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 19:57   

No i co tu jest bezsensownego?

Gdybyś mogła to nie wklejaj jakichś gotowych odpowiedzi, tylko napisz jak ty to widzisz.

fink napisał/a:

rakash, no i jak, napiszesz co takiego jest trudnego do zrozumienia w religii katolickiej ? Co takiego jest trudnego dla Ciebie, lub co uważasz, że jest trudne do zrozumienia dla innych ludzi ?


Moment, stwierdziłaś że prawie wszytko w religii katolickiej jest bezsensowne. Napisz dlaczego tak uważasz. Dlaczego według ciebie są to bezsensowne dogmaty. I dalej jeżeli prawie wszystko to c o nie jest w niej bezsensowne?
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Sob Lut 13, 2010 20:30, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
IgaM
[Usunięty]

Wysłany: Sob Lut 13, 2010 19:59   

rakash napisał/a:

Gdybyś mogła to nie wklejaj jakichś gotowych odpowiedzi, tylko napisz jak ty to widzisz.

Dokładnie.Nie mieć swojego zdania,tylko wklejać jakiegoś gotowca.
Troszkę własnego wkładu,własnych przemyśleń też by się przydało.
Ostatnio zmieniony przez IgaM Sob Lut 13, 2010 20:01, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6826
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 22:02   

rakash napisał/a:
Molka napisał/a:
askhar no straszne jakies herezje wypisujesz, jesli Bog istnieje to po to dal Ci rozum abys zdobywal wiedze i wykorzystywal ja dla wlasnego dobra.....


To dlaczego ty ja zdobywasz i wykorzystujesz dla wlasnego zla?

Tu trafiamy znowu w obszar degeneracji, spłaszczenia, w którym nie pojmuje się od czego zależy to własne dobro.

dlaczego wykorzystuje dla wlasnego zla? wrecz przeciwnie czynie to dla wlasnego dobra..... a Ty na jakiej podstawie czerpiesz wiedze jesli chodzi o zywienie? na podstawie wlasnego widzi mnie sie? :viva: no wytlumacz mi to, tylko w sposob zrozumialy a nie pseudofilozoficzny....
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 22:31   

Właściwie to w ogóle nie czerpię. I dopóki nie czerpałem to było dobrze.

Ale ja nie o tym chciałem mówić. Lecz w sumie nie dziwi mnie twoja odpowiedź.
To normalne że ktoś kto tak rozumuje w ten sposób odpowiada.

8-) - pseudofilozof nosi przeciwsłoneczne okulary, od zwyczajnych filozofów zakładających czasami okulary rzeczywiście z powodów praktycznych odróżnia go to że można zobaczyć u niego okulary nawet w pomieszczeniu.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Sob Lut 13, 2010 23:06, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
grizzly
[Usunięty]

Wysłany: Sob Lut 13, 2010 22:48   

Molka napisał/a:
...no wytlumacz mi to, tylko w sposob zrozumialy a nie pseudofilozoficzny...
Viola to tak jak bys chciala wytlumaczyc
PROSTYTUTKE ktora podklada sie dla pieniedzy i kariery
a nastepnie zglasza oskarzenie o gwalt! :hah: :hihi:
.
 
     
figa


Pomógł: 8 razy
Wiek: 62
Dołączył: 07 Lut 2005
Posty: 1141
Skąd: dolnośląskie
Wysłany: Sob Lut 13, 2010 23:14   

grizzly napisał/a:
Viola to tak jak bys chciala wytlumaczyc
PROSTYTUTKE ktora podklada sie dla pieniedzy i kariery
a nastepnie zglasza oskarzenie o gwalt

Coprawda pytanie nie do mnie ale dziwie się ,ze nie rozumiesz :shoot:
Tak mają ci co oszczędzają i PO udają świętych.
Kasa ,na wiele dolegliwości i Ty o tym najlepiej wiesz.
kto nie zachował się honorowo płaci karierą -WSTYD.
_________________
pozdrawiam
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Lut 15, 2010 06:38   

http://swiatducha.wordpre...08/21/lazariew/

Cytat:

Siergiej Nikołajewicz Łazariew “Diagnostyka Karmy”

streszczenie – Andrzej Kluza


Pole informacyjno – energetyczne

Ludzie żyją w polu informacyjno-energetycznym, w którym trzy elementy:
los, zdrowie i przekonania są wzajemnie połączone.

Przyczyną zachorowania jest naruszenie struktur pola i trzeba leczyć pole a nie organ. [identycznie do Hellingera]

Dla mechanizmu samoregulacji pola nie ma pojedynczego człowieka, tylko jest pole, system rodziny [A: dusza grupowa]. Gdy zapoczątkowany jest w systemie negatywny proces naruszający etykę, który mógłby zaszkodzić, włączają się automatyczne blokady, aby nie było więcej cierpienia, aby system [członek systemu] nie był sprawcą cierpień.

Za brak etyki danego człowieka płaci rodzina [dzieci, krewni], a nawet przyjaciele, czy uczniowie.
Zapłata zdrowiem dzieci wygląda absurdalnie z pozycji pojedynczego człowieka, ale na poziomie pola [A:duszy grupowej] nie ma ludzi, ale są idee, etyka.

Deformacje pola dzieciom przekazują rodzice, a dzieci chętnie je biorą [identycznie do Hellingera].
Wniosek – trzeba leczyć pole rodzica. Ł podaje wiele przykładów, kiedy po zmianie postawy etycznej u rodzica ustępuje choroba u dziecka.

Choroba to nie katastrofa, którą trzeba usunąć, jest to czerwone światło, “czerwona kartka” informująca nas o błędach i pracująca na nasze zbawienie. Cierpiąc człowiek powinien uświadomić sobie naruszenia, których się dopuścił i szukać nowych dróg rozwoju.

Jeśli się obrażasz, jeśli masz nienawiść, negatywne emocje do kogoś, to u niego mogą wystąpić szkody na losie i zdrowiu.
Im silniejszy jesteś, tym mocniej to działa.
Jeśli się na Ciebie ktoś obrazi, to to samo.
Jednak jeśli ktoś się oczyszcza i trzyma pozytywnych intencji, wysokich wibracji, to od takiej osoby takie negatywne energie odbijają się i wracają do wysyłającego. Może mu się coś wydarzyć przykrego.

Choroby blokują programy niszczenia

Choroba, czy też relacja, związek z osobą, która nam szkodzi, poniża uważany jest za odpowiedź Wszechświata na nasze szkodliwe postawy i czyny. Np. choroba blokuje nadmierne szkodzenie innym przez złą etykę, przez nieetyczne zachowania.

Mechanizm blokady działa przeciwko groźnym dla świata ideom i programom.

W obecnych czasach postawy światopoglądowe nie blokują negatywnych nastawień wewnętrznych, np. gniewu. Za to częściej wybuchają “miny” zachorowań sercowo-naczyniowych i onkologicznych. Ponieważ ten mechanizm nie jest znany medycynie, wyjaśnienie próbuje się znajdować w zagrożeniach środowiskowych, w złym żywieniu czy częstych stresach.

Jakie są główne przykłady naruszenia etyki:

- nienawiść do kogoś, złe życzenie komuś
- duma, pycha, wynoszenie się, egoizm
- obrażenie [i tu z tłumaczenia trudno czasami wywnioskować, czy chodzi o obrażanie kogoś, czy obrażanie się na kogoś, ale wychodzi, że oba są złe]

Ł. działa terapeutycznie tak, aby znajdować przyczyny naruszeń karmicznych, badać je [Ł jasnowidzi] i przekazywać wyniki ludziom, czasami też ich przekonując do podjęcia działań.
Powstanie choroby jest związane z naruszeniem etyki. Przez uświadomienie [skruchę] daje się dojść do harmonii z Wszechświatem, z Boskością. Daje to doskonałe wyniki w powrocie do zdrowia.

Obrażenie [obrażanie] się matki przenosi się też na obrażalskie dziecko, tylko, że ze wzmocnieniem. [A: dziecko stara się być pś lojalne]

Nienawiść matki w czasie ciąży rzuca się u dziecka na głowę – oczy, słuch.

Babcia zatłukła kiedyś miłość do ukochanego chłopaka, a wnuczka miała to do odpracowania. Po rozmowie z babcią dziewczynka pozbyła się cierpień.

Zerwanie subtelnych struktur pola odpowiadających za jedność z rodzicami, dziećmi, ukochanym doprowadza do najcięższych zachorowań [u Hellingera jest to tożsame z problemem wykluczenia]. Doprowadza to do deformacji losu i osobowości człowieka. Światowe religie dbały o zachowanie tych struktur i ich rozwój. Nowoczesna cywilizacja – już nie.

Dużym naruszeniem jest bezduszne odrzucenie miłości (zabawa czyimś kosztem, lekceważenie, wywyższanie się). To odbija się na dzieciach, które chcą przejść przez cierpienie, aby to wyrównać za rodzica. I znowu – Łazariew nie używa terminologii Hellingera “wyrównanie”, jednak myśl jest identyczna.

Kobieta przywiązująca do siebie ukochanego ["to ten będzie mój!!!, bezwzględnie"] nie podejrzewa, że niszczy psychikę, los i ciała swoich dzieci.

Mechanizm blokady działa przeciwko groźnym dla świata ideom i programom.
Przykłady programów karmicznych populacji:

- odejście od Boga ku racjonalizmowi [od X wieku]
- zagłada ludzi z powodu silnego przywiązania do dóbr materialnych [też degradacja społeczeństw]
- program nienawiści do ludzi [niemalże identyczny jak program nienawiści do konkretnej osoby]
- program zagłady ojca, brata, syna z powodu silnego przywiązania do dóbr materialnych [występuje często u kobiet, zorientowanych "praktycznie", ziemsko]

Przykazanie miłości do wrogów ma z pozycji bioenergetyki głęboki sens. Blokuje ono program zniszczenia drugiego człowieka i odpowiednio blokuje program samozniszczenia. Człowiek był chroniony przed zachorowaniem jego dzieci przez religijne przykazania.

Oczyszczanie karmy rodzinnej

Cierpienia fizyczne automatem zbliżają do Boga, odłączając świadomość od ciała fizycznego. Tak może zadziałać korygująca blokada mechanizmu destrukcji.

Każda nieprzyjemność, którą przeżywamy, jest rezultatem naszej niedoskonałości. – To przekonanie zdejmuje karmę, wybawia nas od chorób, polepsza los i zdrowie dzieci. Jeśli uczyniono nam coś nieprzyjemnego, nie powinniśmy odpowiadać wewnętrznym wzburzeniem. Rozdrażnienie, to atak energetyczny na człowieka, ale i na wszechświat.

Można przeciwstawić się na planie fizycznym, natomiast na wewnętrznym, duchowym należy zachować uczucie pokory, dobroć i miłość do ludzi [za pomocą świadomego wyboru takiej postawy, niezależnie od emocji]. Pokora to nie niewolnictwo, ale metoda rozwoju duchowego.

Skrucha jest bardzo istotna, prgramy niszczenia neutralizuje się _tylko_ przez skruchę. Każde uczucie obrazy, które dostało się na dużą głębokość, lub z którym człowiek długo chodzi – to duże niebezpieczeństwo.

Pokuta nie jest samobiczowaniem się. Nie jest to też żałowanie przeszłości. Okazać skruchę to działać ku przemianie siebie. Przy skrusze następuje rozerwanie w łańcuchu przyczyn i skutków, następuje harmonizacja i przemiana struktur pola.

Ł podaje, iż wiele przypadków negatywnej karmy [rodzinnej] jest wstanie człowiek przerobić, usunąć poprzez dobrze skierowaną postawę/modlitwę do Boga [otwartość na Źródło miłości]. W takim przypadku schodząca miłość potrafi naprawiać zdeformowane struktury losu, pola. W momencie kontaktu z Boskością przywracana jest harmonia struktur pola.

Wampir energetyczny

Przykład wampira [energetycznego] w rodzinie. Całej rodzinie zrobiło się źle, on zabiera energię, psuje los, zdrowie, włącza swoje negatywne programy w pole, jest dość egoistycznym człowiekiem. Ma negatywną karmę [i postawę], odchylenie od miłości, ogromną agresję wewnętrzną, egoizm, rozpad duszy – musi być wampirem. Następstwa życia takiego człowieka przejawiają się nie od razu, zniszczenia ciągną się kilka pokoleń.

Czerpanie energii z przyrody [chi, prana] bez łączenia tego z miłością [duchowym sercem] jest niepoprawne – jest to przesłanka do powstania wampiryzmu.
Zorientowanie na zwykłą energię deformuje subtelne struktury duchowe, a używanie jej w dowolnej formie prowadzi do degradacji.

[Ł zrezygnował z tego powodu z uprawiania bioenergoterapii na rzecz prostych rozmów z pacjentami i prób nakłaniania ich do zmiany ich postawy duchowej]

Aby otrzymywać wystarczająco dużo energii trzeba żyć miłością, szlachetnością, duchowością. Jeśli myśllimy o energii w oderwaniu od pojęć “duchowość” i “etyka”, to skazujemy struktury duchowe na nędzę [i wypaczanie się]. Energia, którą człowiek dostaje poprzez wyższe uczucia leczy ciało, duszę i los.

Pole informacyjne jest pierwotne w stosunku do ciała fizycznego. Uzyskiwanie pierwotnej wiedzy [z tego pola] jest dopuszczalne tylko z zachowaniem norm etyki. Osoby posiadające wiedzę z pola a nie zachowujące zasad etyki ponoszą negatywne konsekwencje.

Etyka i szkoły duchowe

Poziom etyczny, moralność nie jest uznawany zwykle w dzisiejszych szkołach rozwoju duchowego [A: szkołach psychotronicznych, ezoterycznych]. Bardzo często z tego powodu, iż nie jest manipulatywny, nie jest magią, do której dąży wiele osób. Zajmuje dużo czasu, wymaga pokory, często bez widocznych efektów.

W działaniach ezoterycznych jednak często liczy się bieżący efekt, bez oglądania się na to, jakie efekty to da w losie człowieka czy jego bliskich.

W rozwoju duchowym, magii, uczniami mogą zostać jednostki – nie jest to pole popularnej edukacji, jak to się dzisiaj dzieje. Uczniowie powinni posiadać dostatecznie czystą karmę, rozwinięte struktury duchowe, strategiczne myślenie, duchową dobroć i ogromną samodyscyplinę.

Kwestia ziemskości kobiet

Kobieta, jako związana mocno z ziemią, “uziemiona”, jest bardzo podatna na zbytnią dumę, Ł określa to, że 3x bardziej. I dlatego właśnie kobiety bardzo często są upokarzane przez partnerów.
Jeśli kobieta jest zbyt dumna, to “dostaje” za męża kogoś, kto ją upokorzy. I to jest dobre, wg. Ł.

Kobieta, jako wcielona w tą płeć jest trzy razy bardziej uziemiona, niż mężczyzna. Uduchowienie – to, co tak dobrze działa na wychodzenie z chorób – u mężczyzny jest o wiele lepiej rozwinięte.
Uziemienie kobiety daje o wiele większą dumę i większą potrzebę pokory i przyjmowania niejako uniżenia. Jeśli tego zabraknie, może ona spotkać się z wyrównaniem od Wszechświata poprzez chorobę, czy też od swoich dzieci – poprzez ich choroby.

Wszelaka pycha łatwiej u kobiet daje kłopoty niż u mężczyzn, ponieważ mężczyzna z natury jest bardziej w myślach i duchu, zaś kobieta bardziej w ciele.

Podobnie, jeśli kobieta ma wybitne możliwości osiągnięcia i przylgnęła do tych możliwości. Lgnięcie, przywarcie, zachłanność na sukcesy, na wyniki, osiągnięcia, pieniądze.

Gdy przez to poniechała należnego uniżenia, a utrzymała swoje możliwość, nie poddała się losowi, nie zauważyła, że się wynosi, że ma zachłanność,
to jej dzieci mogą to wyrównać poprzez nieumiejętność przystosowania się do życia.

Masz kolosalne osiągnięcia, ogromne umiejętności, a masz lgnięcie do nich – i masz dziecko – ono nie będzie zdolne do życia samo. I taki rodzic powinien odpowiedzieć za to, że dziecko przywiódł do nieumiejętności życia – np. przez wczesną własną śmierć.

U dziewczyn tych małych i tych większych może występować szczególny kłopot. Nadmierne lgnięcie do rodziny, wynoszenie jej ponad inne wartości. Taka postawa dumy i pożądania może skończyć się nawet samobójstwem, łagodniejsze stany dają bunty i depresje. [Pewne państwo o jednym z najwyższych poziomów życia ma również najwyższy odsetek samobójstw].

Rozwinięcie duszy zachodzi poprzez duchową i fizyczną traumę. [E.Tolle mówi, że prawdziwa akceptacja czegoś czego się nie daje zaakceptować daje duży postęp, dużą głębię]. Nasza cząstka ziemska jest zresztą przeznaczona do tego, żeby cierpieć i doznawać uszczerbku, natomiast cząstka wewnętrzna jest przeznaczona do ciągłej radości. Jeśli ktoś akceptuje niedoskonałości i cieszy się w duchu – jest szczęśliwy.

AK: tu widać, jak daleka jest to nauka od dzisiejszych kanonów konsumpcyjnych – naprawdę nie sposób sobie kupić dobrego samopoczucia, czy też szczęścia. Jeśli wierzyć reklamom i ich podświadomym przesłaniom, to właśnie poprzez zaspokojenie potrzeb fizycznych, poprzez doprowadzenie zewnętrza do połysku będziemy szczęśliwi. Niestety, nie jest to prawdziwa nauka, ona właśnie prowadzi do degradacji i albo pogłębienia duszy, albo jej powolnej utraty.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
IgaM
[Usunięty]

Wysłany: Pon Lut 15, 2010 21:07   

fink napisał/a:

To już tyle pijesz przed pisaniem, że nie umiesz rozróźnić między dwoma znaczkami przy pseudonimie w wiadomości ? Czy też po prostu nie wiesz co one oznaczają ? A może do końca nie przeczytałeś mojego loginu i myślisz, że wypowiada się figa ?
.

Fink daj sobie spokój z tym babskim pitu pitu,bo nie wiadomo ,czy facet jesteś czy kobita.
Jeśli jesteś facetem,to miejże jaja.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Lut 15, 2010 22:44   

Myślę, że za formę żeńską nie powinieneś się obrażać. Nie traktuje tego osobiście, to tylko nieistotny szczegół. Potrafktuj to jak przejęzyczenie.

fink napisał/a:
rakash napisał/a:

Gdybyś mogła to nie wklejaj jakichś gotowych odpowiedzi, tylko napisz jak ty to widzisz.

Chciałeś 10 przykładów, to je podałem. Nie będę tracił czasu na ubieranie tego we własne słowa, bo nie o to chodziło. Chciałeś przykładów to je skopiowałem i wkleiłem. Czego jeszcze nie rozumiesz ?


Mowa była o bezsensownych dogmatach. Skąd wiesz że są bezsensowne? Zakładasz? Tworzysz dogmaty?

Jasne jest że prosiłem o ustosunkowanie się bo to żadna dyskusja. Więcej na ten temat pisać nie będę dopóki nie usłyszę konkretów.

fink napisał/a:
rakash napisał/a:
Moment, stwierdziłaś że prawie wszytko w religii katolickiej jest bezsensowne. Napisz dlaczego tak uważasz. Dlaczego według ciebie są to bezsensowne dogmaty. I dalej jeżeli prawie wszystko to c o nie jest w niej bezsensowne?

Jeszcze się nie nauczyłeś podstawowej zasady, że w nauce nie udowadnia się, że coś nie istnieje, tylko udowadnia się, że coś istnieje. Tak więc nie ośmieszaj się prośbą abym udowadniał, że coś nie istnieje - tym bardziej w religii, w której większość "przekonań" jest dogmatami, które powstały tylko i wyłącznie w umysłach jakichś tam nawiedzonych "wizjonerów". Nie trzeba mieć skończonej politechniki czy uniwersytetu, aby zauważyć że przytoczone przeze mnie dogmaty są u podstaw nielogiczne a niektóre niezgodne z Biblią, i to nawet z jej dosłowną interpretacją.


Dogmatyczny bełkot.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pon Lut 15, 2010 22:48, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Lut 15, 2010 22:50   

IgaM napisał/a:

Fink daj sobie spokój z tym babskim pitu pitu,bo nie wiadomo ,czy facet jesteś czy kobita.
Jeśli jesteś facetem,to miejże jaja.


Spokojnie, fink potraktował to jako ATAK na jego męskość. Więc musiał się odgryźć. Jak widać niektórym "udaje się" odpowiednio nakierować ich agresję (jak się im wydaje).
_________________

 
     
IgaM
[Usunięty]

Wysłany: Pon Lut 15, 2010 22:50   

fink napisał/a:
Edycja...

Mylisz się.Moje imię to ,co jest zresztą napisane na moim Blogu,a twoja pisanina jest dla mych oczu,jak "pełzanie robaków po piasku".
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Mar 12, 2010 14:16   

http://swiatducha.wordpre...oncepcje-karmy/

Cytat:
Koncepcje karmy

Napisane przez: SwiatDucha | 7 Wrzesień 2009

Można podzielić podejścia do karmy na:

1. karmę reinkarnacyjną – która dotyczy danego człowieka, daną istotę i “ciągnie” się za nim jak .. zapach powiedzmy, może być to miły zapach, wtedy nazywana jest zasługą, albo niemiły i wtedy nazywana jest obciążeniem.

2. karmę rodzinną – która dotyczy rodziny, rzadziej klanu. Tu mają zastosowanie zasady, które mówią, iż co przodkowie się zasłużą, to dzieci będą korzystały. I to się ładnie i bezpośrednio potwierdza np. w poziomie majętności, spadkach itp. Ale jest również część karmy mówiąca o krzywdach rodziców, za które dzieci ponoszą cenę.. ta część jest niechętnie przyjmowana do wiadomości. Zwłaszcza, że ma komponenty ezoteryczne, czyli ukryte dla naukowca szkiełka i oka.


Sposoby postrzegania karmy wcieleniowej [reinkarnacyjnej]
:

a) karma postrzegana jest jako ślepy los, zdeterminowany, niewdzięczny czasami

b) karma z przeszłości [przeszłych żywotów] jest postrzegana jako wychylenie wahadła w jedną stronę. Po pewnym czasie możemy oczekiwać, że owo wychylenie odwróci się w drugą stronę i będzie mniej więcej tyle samo trwało, ale w przeciwnym położeniu.

Np. Jeśli ktoś był biedny przez 10 wcieleń, to po nich nastąpi samorzutnie 10 wcieleń bycia bogaczem.

c) karma jest to coś, co nas dopadło i musimy to odpokutować. Oczywiście jest to powodowane czymś niedobrym, co kiedyś zrobiliśmy w przeszłości i teraz musimy bezwzględnie ponieść tego konsekwencje. Taka postawa czasami zawiera spory przestrach przed takimi niechcianymi manifestacjami karmy, których nie chcemy, nie planujemy, a zdarzają się.

Np. Jadąc samochodem możemy się wpakować w jakiś wypadek, ponieważ kiedyś dawno zrobiliśmy komuś coś złego i teraz musimy sami ponieść karę za to. Niestety nie spodziewamy się tego wypadku, i nawet możemy być zupełnie w dobrym nastroju, i od iluś lat dobrze żyjemy, a tu nagle nas dopada zza węgła..

d) karma “musi się wypalić”. Jest to pogląd, że jeśli ktoś przeżywa w ciągu swojego życia ileś trudnych przeżyć, to

e) karma musi się powtórzyć. Jeśli jest ona oparta na wzorcach, które nadal działają, to się powtórzy. Jeśli nic nie zrobimy z wzorcami – to będzie dobry powód do powtórki karmy. Jeśli zabierzemy się do pracy nad nią, to zelży [jak mróz może zelżeć], a następnie się rozpuści, oczyści.

f) do oczyszczenia z karmy można stosować magię. Niektóre działania oczyszczające mogą się wydawać magią, np. rytuały Hellinerowskie. Niemniej, jeśli działają, to działają i oczyszczają. Jeśli zaś delikwent się oszukuje, albo jego oszukują stosując różne “terapie”, to karma pozostaje. Mam takie powiedzenie: “Do prawdziwych zmian potrzeba prawdziwych przyczyn”. I to się sprawdza. Oczywiście, jeśli coś nie zadziała, można zawsze powiedzieć: – o, to nie była prawdziwa przyczyna do zmiany :)

g) karma to wzorce, które można oczyścić.To przekonanie dzielą terapie regresywne, w tym Regresing. W czasie sesji, czyli jednego z typów pracy nad sobą, osoba cofa się do przeszłych zdarzeń, ich pamięci, energii i ponownie je przeżywa. Jako, że nie jest już w tamtym stanie ducha, świadomości, to najczęściej może powoli przyglądać się owym przeżyciom z przeszłości, opowiadać je w czasie sesji oraz może podejmować inne decyzje, niż wtedy, kiedy stawały się ważne sprawy z jej przeszłego życia. Z czasem, gdy dusza nauczy się pracować ze wspomnieniami i energiami sesje bywają szybsze, sprawniesze, a nawet mogą się pojawiać i dziać automatycznie, za sprawą umiejętnej duszy.

W sesjach karma jest oczyszczana, tzn. zapisy “wiszące” nad człowiekiem są rozpuszczane na podstawie tego, że on sam zdecydował się na inną wersję swojego życia, niż dotychczas była aktywna. Jest to dobra metoda, chociaż długotrwała i sporo uciążliwa, ponieważ trzeba się kontaktować z własną, czasami nieprzyjemną przeszłością. No ale jeśli ma to skutkować polepszeniem życia – to chyba warto?

Co trzeba powiedzieć – jeśli się robi sesjami “puste miejsce” w zapisie losu, to naprawdę warto w to miejsce wprowadzać pozytywne programy i inspiracje, np. za pomocą afirmacji z odpowiedziami, medytacji, podnosząc swoje wibracje. [gdy się tego nie czyni, można przyjąć coś innego, niż korzystne].


Sposoby postrzegania karmy rodzinnej:

a) nauki i terapia Berta Hellingera pokazują karmę rodową poprzez ustawienia systemowe [rodzinne], w których ujawniają się zależności pomiędzy członkami rodziny. Zależności w kształcie pozytywnych lub negatywnych relacji, przyciągania lub odpychania. W czasie takiego ustawienia odkrywa się drugie dno, przyczyny owych wiążących relacji.

Aby dokładnie je poznać, warto sięgnąć do jednej albo kilku z wielu książek, które są o tym temacie.




Cytat:
b) nauki Nikołaja Siergiejewicza Łazariewa bardzo ciekawie przedstawiają karmę.

Oto skrót z jego wypowiedzi w filmie:

Choroba ma ważny związek raczej z przyszłością, nie z przeszłością.
Choroba ma zabezpieczyć, żebyśmy czegoś w przyszłości NIE zrobili działając na podstawie naszych obecnych postaw i głębokich przekonań [mogą nie być świadome].

“Choroba za coś” – to zasada zachodniej filozofii
jest to kara. Kara, której nie daje się uniknąć.

Biblia, Stary Testament – człowieka nie ma. Osobista wola sprowadzana jest do zera.
Unicestw wszelkie pragnienia a będziesz jednym z Bogiem.

W chrześciaństwie choroba jest zbawieniem dla duszy.
Jest środkiem dla rozwoju duszy.


W chrześciaństwie dwa systemy, jeszcze jest świadomość, która jest w harmonii. Człowiek może mieć swoją wolę, swoją świadomość ponad Boga. Bóg trochę dziwnie wygląda.

Jeśli wiem, że choroba dana jest mi dla polepszenia kontaktu z duchowością, to mogę się wyleczyć, wiedząc o tym.

Jego wola powiększa się w tym stopniu, w jakim uznaje prawa, zasady duchowości. Jeśli chcę powiększyć swoją swobodę, powinienem odczuć na ile jestem zależny.
Im większa moja własna wola, tym bardziej włączają się mechanizmy mojej zależności od pola duchowego.

Jeśli kocham Boga, a nie otaczające osoby i obiekty, to uważam, że Bóg daje mi szczęście, które to szczęście się rozgrywa wśród osób i obiektów z którymi się stykam.
Boga nigdy nie widziałeś i nie zobaczysz, ale masz go kochać bardziej niż wszystko, co widzisz. To co widzisz, ma być wtórne.

Jeśli straciłem pieniądze, to oznacza, że bardziej mi zależało na nich, niż na Bogu. Jeśli mi dacza się spaliła, to znaczy, że bardziej ją kochałem niż Boga. Postawiłem swoją daczę wyżej od Boga.

Duch walczy z takim człowiekiem, który nie kocha Boga więcej niż sprawy przyziemne tak, jak organizm niszczy komórki, które nie współpracują z całym organizmem.

Jeśli płaczę po stracie pieniędzy, to oznacza, że nadal kocham pieniądze i nadal jestem w stanie stracić więcej pieniędzy.

Kobieta, która ubóstwia, absolutyzuje pieniądze dostaje męża, który nie umie zarabiać albo nie chce zarabiać pieniędzy, to jest jej leczenie.

Absolutyzacja jakiejkolwiek metody z przeszłości przynosi przegraną, ponieważ nie dopasowuje się do dnia dzisiejszego. Nawet absolutyzacja, wyniesienie ponad Boga tak szczytnej sprawy jaką jest zdrowe jedzenie może dać złe wewnętrzne, duchowe skutki.

Podobnie jak choroba ma przeciwdziałać szerzeniu się niemoralnych, zabsolutyzowanych zachowań, tak samo osoby bliskie są dawane tej osobie, ażeby ją “uleczyć” z tych niemoralnych przypadłości.

I nie trzeba być świadomym swoich “przyklejeń”, zachłanności, czy to zachłanności na pieniądze, czy to na posiadanie rodziny. Wystarczy nieświadomie je mieć .. i już Wszechświat reaguje podsyłając osobę, która będzie odpowiednio temperować taką zachłanną osobę, która w obyciu może być niezmiernie miła. Dodatkowo, taka “miła” choć zachłanna na coś osoba, jeśli negatywnie osądzi swojego “spłatora” – na zwykłych, racjonalnych zasadach – to da to negatywne skutki jej, albo jej potomstwu.

Chorujące dzieci też oczywiście mogą być spłatorami błędów rodzica, który wbił się w dumę.


Najlepiej zrządzenia Losu i Boga widzieć zarówno w swoich przeżyciach, jak i w przeżyciach innych ludzi. I tak nas samych to nie będzie dotykać, jak również nie będziemy się złościć na innych.

Dowolny człwowiek jest jak komórka w organizmie – najpierw jest wykonawcą, a potem dopiero autorem. Najpierw podświadomie są nam przydzielane losy, zgodnie z naszym przeszłym zachowaniem i postawami.

Nawet jeśli się opiekuję chorym, to pamiętam o tym, że to jest nieprzypadkowo, i że ta choroba dana mu była nieprzypadkowo.
Jeśli się buntuję przeciwko siłom, które powodują ową chorobę, to sam mogę zachorować – jako że przeciwstawiam się Wszechświatowi, siłom życia.

Oczywiście, jeśli się na chorego obrażę i będę na niego źle mówił, to też mogę zachorować, odrzucając bliźniego.

Podobnie, jeśli osobie, która postępuje głupio zwracam uwagę a ona mnie ma gdzieś, to mogę z pogardą się do niej odnieść. Uważam, iż moje rozumienie świata jest lepsze, a to już nie jest dobra postawa.

Podobnie działa skupienie się wyłącznie na sprawach duchowych, z odrzuceniem życia w świecie.

Dopiero wewnętrzna pełna akceptacja zewnętrza i zewnętrzne działanie daje pełne zdrowie.

Wiedza, że jakakolwiek nieprzyjemność, która nas spotyka jest z przyczyny naszej jakiejś dumy, jakiegoś lgnięcia nadmiernego, możemy łatwiej to znieść, a nawet wyszukawszy, co robimy nie tak, poprzez brak lgnięcia i dumy możemy sobie wyprostować los.

Trzeba dodać, że osoby z krokodylem mają go najprawdopodobniej z powodu dumy, z powodu niepokory w stosunku do wyższych energii, spływających z wyższych jeszcze ciał. Łazariew mówi, iż samobójstwo jest skrajnym przypadkiem dumy i niepokory w stosunku do Wyższych sił. Tak samo można określić obciążenie duchowe typu Krokodyl, które mocno człowieka wybija ponad przeciętność, oraz przekonuje do “wyjątkowości”, “lepszości”, która niestety jest złudna.

Zresztą jeśli już mówić o samobójstwie np. z powodu straty pieniędzy, to karma tak działa, że w przyszłym życiu utrata pieniędzy będzie jeszcze bardziej możliwa i jeszcze może być dotkliwsza, niż w obecnym, gdzie nastąpiło samobójstwo. Znam opinie osób, które nie chcą się tym przejmować i myślą o skorzystaniu z własnej ‘wolności’ i skoczeniu z okna budynku. Hmmm.. nie polecam tego, ponieważ to, iż się nie wierzy w karmę, to nie oznacza, że jej nie ma.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Pią Mar 12, 2010 14:28, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pią Mar 12, 2010 15:43   

Waldek, nie sposób tego strawić, więc odniosę się tylko do dwóch króciutkich fragmentów, które "wyskoczyły" do mnie z tego tekstu. Nie dam rady bez sarkazmu w tym przypadku.

Cytat:
Wiedza, że jakakolwiek nieprzyjemność, która nas spotyka jest z przyczyny naszej jakiejś dumy, jakiegoś lgnięcia nadmiernego, możemy łatwiej to znieść, a nawet wyszukawszy, co robimy nie tak, poprzez brak lgnięcia i dumy możemy sobie wyprostować los.


No, kuźwa, zakłada taka miniówę, ma te zgrabne giry, a potem się dziwi, że ją zgwałcono! Co za pycha! Zamiast być przesadnie dumną z własnej kobiecości, to powinna szarawary założyć i najlepiej worek na głowę. No i co teraz narzeka na karmę. Sama se winna! Ale ma teraz doskonałą szansę by wyciągnąć odpowiednie wnioski i pozbyć się tej piprzonej dumy. No chyba że się jej jednak spodobało i będzie dalej prowokowała...

Cytat:
samobójstwo jest skrajnym przypadkiem dumy i niepokory w stosunku do Wyższych sił.


No bo przecież każdy wie, że samobójca to taki palant, co zwyczajnie nie chciał cierpieć, jak mu bóg/karma nakazywała i wolał drogę na skróty. Co za pycha i niepokora! Wiadomo, nie ma to nic wspólnego z uczuciami, dzieciństwem, traumami i ogromnym bólem nie do zniesienia. Nieee, to przecież bujda na resorach wymyślona przez mało kumatych psychologów dla zmyłki. Tu chodzi o posłuszeństwo wobec "Siły Wyższej". Jak ci każe cierpieć, to masz cierpieć, psiamać jedna, a nie żyły ciąć, czy z okna skakać.

GGGGGGRRRRRRRRRRROOOWWWWLLLLLLL :razz:

Nie, no nie daję rady z tego typu tekstami. Nie jestem (i nie zamierzam być) "tolerancyjna" i dobrze mi z tym. Naprawdę wolę zdrowe poczucie dumy, niż taplanie się w poczuciu winy i pierońsko niskiej samooceny. Been there, done that. I teraz właśnie jest dobrze.

Marishka

P.S. Waldku, od dłuższego czasu nie mogę się oprzeć wrażeniu, że skupiasz się w dużej mierze na tekstach utrwalających poczucie niższości, niskiej samooceny i może nawet winy...
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 12, 2010 15:46, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Mar 12, 2010 17:11   

Jeśli sarkazm ci pomaga na trawienie to luz. Jeśli jest dobrze, to też fajnie. Ja jestem w sumie za tym aby Ci, Wam obojgu było dobrze. :-) Lubię wasze szczere pisanie mimo, że nie podzielacie mojej wiary w reinkarnacje i inne ezoteryczne koncepcje. Mało tego, wiele się nauczyłem i skorzystałem czytając wasze wywody. Stoimy jednak na przeciwległych biegunach jeśli chodzi o pewne sprawy.

Jestem w połowie pierwszego tomu "Diagnostyki karmy". Bezsprzecznie najlepsza książka jaka do tej pory wpadła mi w ręce. Co ciekawe bardzo podobało mi się pisanie Sarno, którego polecaliście. Ale w porównaniu z Łazariewem, Sarno to dla mnie zaledwie wstęp, pierwszy level, muśnięcie setnej milimetra całej skomplikowanej góry lodowej zagadnień związku charakteru, emocji, inkarnacji, uczynków, relacji rodzinnych, losu, ciała i zdrowia.

Owszem skupiałem się przez pewien czas na poczuciu niższości, winy, niskiej samoocenie. Może było to konieczną odtrutką po latach onadziewania się poczuciem wyższości i własnej genialności? Dodaj do tego przesadne krytykanctwo, fanatyzm, ogromną dumę i obrażanie się na wszystkich wokoło, to masz obraz niezbyt wesoły.

Natomiast teraz wydaje mi się, że idę nareszcie ku lepszemu. Ku jakiejś równowadze. Inną drogą niż wy, ale mnie ciągnie w inne strony.

Łazariew jest mi bliższy z powodu tej jego ezoterycznej drogi i magicznego myślenia. On nie promuje niskiej samooceny, pisze, że wyrzuty sumienia, samobiczowanie i żałowanie przeszłości mogą tylko szkodzić. Taka "pokuta" wbrew pozorom nie prowadzi do żadnego rozwoju duchowego. To jest podobnie jak samobójstwo "obrażanie się na wszechświat" zamiast podjęcia próby zrozumienia go. Wg diagnostyki karmicznej nie należy obwiniać siebie i bliskich, a starać się być jedynie świadomym ich i własnych błędów, zmieniać się, uczyć się, prostować relacje międzyludzkie.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Pią Mar 12, 2010 17:25, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pią Mar 12, 2010 17:40   

Ale wskoczyłeś z bieguna na biegun. Okres krytykanctwa, fanatyzmu i buntu musiał mieć wielkie znaczenie, bo mówił o tym, co Cię boli. A teraz wpadasz w ezoterykę. Piszę to, bo w okresie, gdy idealizowałem swoich katów wespół z ryczeniem na nich - i robiłem to tak intensywnie, że wciąż mnie to zadziwia - sam miałem co rusz to inne odchyły. Może to dobrze, może nie, ale rezultaty tego szperania były naprawdę podobne do Twoich. Była ezoteryka, okultyzm (nawet LaVey, nawet Crowley), zafascynowanie chrześcijaństwem średniowiecznym, tomizmem, otarłem się też chwilową fascynacją o gnozę chrześcijańską, wszelakich heretyków i mnichów.
Miotałem się jak mucha w sieci, a wystarczyło odnaleźć miłość, zerwać toksyczne relacje i rozliczyć świadomie przeszłość oraz mieć w miarę sprawną pieczę nad aktualnym stanem umysłu. Wraz z nią (miłością) nadszedł spokój i szczęście w najważniejszym aspekcie życia czyli bycia z wybraną przez siebie osobą, co nie przeszkadza mi wciąż się buntować, krytykować i się wściekać - tyle, że teraz kierunek uczuć jest jakby bardziej widoczny.

Napiszę Ci, bo pięknego posta wymiodziłeś powyżej, że mimo przerobienia dawnych czasów, blizny które zostają, nie dają się wymazać, nigdy nie znikają. Dlatego też, ja w przeciwieństwie do innych ludzi wychowanych w rodzinach, gdzie był konstruktywny dialog, jako takie wzajemne zainteresowanie i względne poczucie bezpieczeństwa - muszę starać się podwójnie, by zrobić, zadecydować, przemóc się do czegoś, co dla innych jest bułką z masłem. Za to zraniony, wzbieram i kipię jak wulkan w mgnieniu oka. Tego już nigdy nie zmienię, bo nawet nie chcę. Czemu miałbym tłumić coś, co jest reakcją na krzywdę. Najlepszym rozwiązaniem zawsze jest - o ile to możliwe - omijanie ludzi-szkodników, nie zaś usprawiedliwianie wszystkiego siłami wyższymi i pchanie się w dobryzm.

Jeśli pasuje Ci Twa droga, to spoko, bo ukojenie i synchronizacja z samym sobą, to rewelacyjny stan. Sądzę jednak, że to czy ktoś jest świadomy czy nie - wychodzi w praniu dopiero wówczas, gdy jesteś z kimś codziennie, 24h / dobę, w relacjach wypełniających związek. W samotni łatwo być Yodą.

Tomek
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Mar 30, 2010 14:25   

Ciąg dalszy opowieści dziwnej treści. Niestety tylko po rusku.

http://www.youtube.com/watch?v=KDk50K_ID4M

http://www.youtube.com/watch?v=_VfI67zU6ao

http://www.youtube.com/watch?v=MJl4USkU_Zc

http://www.youtube.com/watch?v=PTq18zoxSvQ
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Kwi 18, 2010 11:07   

http://video.google.com/v...389540134609095

Cytat:
Segey N. Lazarev. Meeting in Samara

2:06:25

Meeting with readers of thepsychologist and psychic, author "Diagnostics of karma" Sergey N. Lazarev. Samara city.

Date 28.02.2006.

Themes: Morals - a condition of preservation of love in soul. High morals - high power. Haste - aggressions by time. Dependence of ageing of the person on its power, jealousy, desire, sexuality. Irritability, discontent with people - the reasons of many illnesses. Constraining people. Fears. Low desires. The reasons of love of the girl only to married men. Vegetarianism. System of Norbekov. Onanizm. Mental diseases.


Po rusku wszystko, może ktoś zna to mu się przyda.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Kwi 18, 2010 11:11   

http://video.google.com/v...200877397600106

Cytat:
Segey N. Lazarev. Meeting in Volgograd

1:59:09

Meeting with readers of the psychologist and psychic, author "Diagnostics of karma" Sergey N. Lazarev. Volgograd city.

Date 22.04.2006. Illness - adaptation of an organism to the lowered power. Performance of precepts - a way to reception of the maximum energy and its correct use. A long mode of an overload - illness. Morals and a survival of descendants. Aversion of the past - the program of self-destruction. Consciousness, subconsciousness, emotions. Religion - contact to subconsciousness. Religion above a science. Christianity. Church ceremonies and their value. Education of children. Tearing away of children from parents - aggression to the God. Fear. Postnatal depression. Problems with legs.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Kwi 18, 2010 11:49   

http://mmyy.prv.pl/pl/001/

Cytat:
Wywiady N. S. Łazariewa udzielone moskiewskiej telewizji,

w serii programów „Bumerang"



Część I


Reporterka: O mojej podróży do Indii można by powiedzieć słowami lorda Henry: „Dobrze pamiętam, że się ożeniłem, ale nie przypominam sobie, że zamierzałem to zrobić". Sprzyjające okoliczności pojawiały się same, moja rola polegała wyłącznie na tym, aby się im nie sprzeciwiać. Ilość zbiegów okoliczności i „przypadków" przeszła w wyraźną regułę. Jednym z nich było to, że moim sponsorem okazał się prezes firmy „Hermes Planeta" -Włodzimierz Aleksiejewicz Morożenkow. Wspominam go nie tylko z powodu oczywistego uczucia wdzięczności. Stanie się to jasne w dalszym ciągu mojej opowieści. Zarówno do Indii, jak i po Indiach byłam prowadzona, a przebieg zdarzeń można by nazwać mistyką. Jeśli Państwo nie wierzycie - spójrzcie sami: U wjazdu w Himalaje stoi świątynia, poświęcona bogini Nauli. Należy się tu zatrzymać, by oddać cześć miejscowej bogini. Nie uczyniliśmy tego. Ekspedycja spieszyła się, gdyż chcieliśmy przed zmierzchem dotrzeć do doliny Kulu i... zlekceważyliśmy tutejszy obyczaj. Oszczędziliśmy 5 minut, jednak po przebyciu kilku kilometrów straciliśmy prawie godzinę na wymianę koła. Przypominając sobie, jak zakończyła się podobna sytuacja dla oblubieńca Tamary w Lermontowskim „Demonie", cieszyłam się, że i tak „wykupiliśmy się tanim kosztem". Cieszyłam się zbyt wcześnie. Z doliny Kulu należało jeszcze wyjechać. Na razie byliśmy tam i wreszcie mogłam przeczytać „Diagnostykę karmy". Droga (autora książki) Siergieja Nikołajewicza Łazariewa ku bioenergetyce wiodła przez kolejne etapy - poznawania magii, elementów czarów oraz metod ludowych uzdrowicieli i znachorów.

Łazariew: Wiele jeździłem po kraju, ucząc się tych metod. Za każdym razem, analizując nową informację, chciałem znaleźć pierwotną przyczynę, zrozumieć - co jest źródłem rodzinnych nieszczęść, dlaczego istnieją wymierające rody, dziedziczne choroby. Oczywistym było dla mnie, że geny nie mogą być źródłem tej informacji. Jest ona przechowywana i przekazywana potomkom wyłącznie w postaci pola (struktury energetyczno-duchowej). Choroba, to jeden z mechanizmów rozwoju ducha. Informacja o tym zawarta jest we wszystkich świętych księgach. Filozoficzne nauki Wschodu potwierdzają, iż podstawą są tu ciała subtelne. Biorąc za punkt wyjścia klasyczne pojęcie karmy, uważałem, że człowiek choruje, ponieważ coś naruszył. Jednak chorując i cierpiąc, winien być świadom zaistniałych wykroczeń, doskonalić siebie duchowo i poszukiwać nowych dróg rozwoju. Kiedy rozpoczynałem pracę, działałem po prostu jako bioenergoterapeuta. Miałem jedyny cel - była to potrzeba wyleczenia człowieka. Zacząłem oddziaływać na ludzkie ciało, działałem za pomocą dłoni lub wprost mówiłem: Niechaj ten człowiek wyzdrowieje! Człowiek zdrowiał, był nawet zdrowszy niż przedtem. Działałem rękami, potem stosowałem masaż punktowy. Wypróbowałem wszelkie możliwe sposoby oddziaływania na człowieka. Później zrozumiałem, że jest to „czarna skrzynka", gdyż nie wiem - czym leczę i jak leczę. Zrezygnowałem z tego. Postawiłem sobie zadanie: pojąć -czym jest człowiek oraz jak go leczyć? Zrozumiałem, że choroba przychodzi z pola i wpływa także na nie. Później ujrzałem w polu złożone struktury. Oddziaływałem na nie i po prostu likwidowałem. Uważałem, że wszystko jest bardzo proste. Potem, kiedy po raz pierwszy ujrzałem, że deformacja struktur poła związana jest z etyką człowieka, byłem wstrząśnięty. Zobaczyłem, jak ścisłe zdrowie związane jest z etyką, z systemem wartości. Ujrzałem, że nieprawidłowy postępek człowieka, czyn agresywny - doprowadza w rezultacie do deformacji pola. Karma - to prawo przyczynowości, czyli mówiąc o karmie, mówimy o istnieniu człowieka w czasie, o „ciele czasowym". Człowiek ma w przestrzeni ciało, zajmujące określony obszar. Ma on także „ciało w czasie", zajmujące nie jedno życie. Ciało to kształtuje się, tworzy - poprzez postępowanie człowieka i jego stosunek do życia. Czego więc potrzebuję, aby zmienić karmę? Muszę zmienić swój los, bo karma i los - to nierozłączna całość. Co to jest mój los? Los i charakter - to także nierozdzielna całość. Zmieniając charakter, człowiek zmienia swój los, swoją karmę, czyli zmienia samego siebie. Co to jest charakter? Charakter-to postępowanie oraz reakcja na otaczający świat. Zmieniając stosunek do otaczającego świata - zmieniam charakter, los i karmę. Wynika z tego, że nasz stosunek do świata w ostatecznym rozrachunku może zmienić dowolną karmę. Kiedy przypomnimy sobie Łotra na Krzyżu, to znajdziemy znakomity przykład tego, jak zmieniając swój stosunek do świata, człowiek może zmienić wszystko. Nie tylko siebie, lecz i otoczenie. Oddziaływanie na los zachodzi nie poprzez otaczający świat, ale przez wewnętrzne struktury. Wszystko zaczyna się od mego stosunku do zdarzeń, które przeminęły lub które zachodzą aktualnie. Okazuje się, że zmieniając stosunek do już zaistniałych wydarzeń, mogę zmienić przyszłość. Jest to niezwykle ważny fakt, którego nie ma w filozofii Wschodu. W tej filozofii rozumienie karmy jest bardzo surowe: „Ty to zrobiłeś - ty za to odpowiesz! „. Tylko tak i nie inaczej. W chrześcijaństwie rozumienie prawa karmy poszło o wiele dalej, chociaż mało, kto zdaje sobie z tego sprawę. Po pierwsze - w chrześcijaństwie odkryto następujące prawo: zmieniając swój stosunek do przeszłości, można zmienić i siebie, i swój los, i swoją przyszłość. Właśnie w chrześcijaństwie zjawiło się pokajanie - skrucha. Poprzez skruchę, pokajanie — człowiek może zmienić przeszłość oraz zmienić przyszłość. Tak więc chrześcijaństwo, w przeciwieństwie do hinduistycznego widzenia świata, jest bardzo silnie skierowane ku przyszłości. Proszę zwrócić uwagę - niemożliwe jest w filozofii hinduizmu, że Łotr na Krzyżu wyraził skruchę lub po prostu uświadomiwszy sobie wszystko - przemienił się. Ten właśnie przykład mówi, że chrześcijaństwo uczyniło krok dalej w rozumieniu praw karmy. Wcześniej pozostawałem pod wpływem filozofii hinduizmu. Byłem więc wstrząśnięty tym, co wykazały moje badania. Zobaczyłem, że choroba jest zsyłana na człowieka nie tyle za to - co zrobił, ale po to - by nie uczynił czegoś w przyszłości. Zrozumiałem, że jest to całkowicie inne spojrzenie. Zawsze uważałem, że choroba - to rozrachunek za uczynki. Okazuje się jednak, że człowiek często choruje po to, aby nie uczynić czegoś w przyszłości. Tu właśnie zmienia się podejście. Karma - to nie tylko przeszłość, ale i przyszłość. Zobaczyłem, że pozostajemy w bezustannej relacji ze zdarzeniami, które zajdą w przyszłości. Jeżeli jesteśmy nieprawidłowo ukierunkowani, to przyszłość zaczyna na nas oddziaływać, między innymi chorobami, dlatego - żebyśmy w przyszłości prawidłowo siebie prowadzili. To znaczy, że teraz pojęcie karmy przenosi się bardziej na wydarzenia przyszłe niż przeszłe. Pewnego razu zatelefonowała do mnie z innego miasta nieznajoma kobieta. Powiedziała, że ma bardzo niedobre wyniki badań i lekarze nie mogą jej już pomóc. Zapytałem - dlaczego zabija w sobie miłość? „Proszę nie zabijać w sobie miłości i wszystko będzie dobrze" -powiedziałem. „To jest właśnie przyczyną Pani choroby". Kobieta odrzekła: „Jakże mam nie zabijać miłości, przecież on mnie zdradził!". Odpowiedziałem: „Nie on Panią zdradził, ale poprzez niego Panią zdradzono".
Ostatnimi czasy ludzkość na tyle zabsolutyzowała sprawy ziemskie, że zatraciła poczucie mądrości Wszechświata. Natomiast kontakt z Boskością przynosi zrozumienie, że cały Wszechświat jest żywą istotą i wszystko, co się dzieje, jest bardzo rozsądne. Nie chaotyczne -lecz mądre. Kiedy pojawia się to właśnie poczucie - człowiek zaczyna zdrowieć. Powiedziałem więc: , Jeśli została Pani zdradzona, to przyczyna tkwi w Pani samej. Po drugie - to nie człowiek Panią zdradził, to poprzez tego człowieka Panią zdradzono. Jeśli to Pani przyjmie, zaakceptuje i uwierzy w logikę faktów, nawet jeśli Pani jej nie rozumie - wtedy Pani odczuje poprawę. Takie zdarzenia są w każdym wypadku nakierowane na ratowanie duchowych struktur. Powtarzam - proszę zrozumieć, że Pani logika, to logika ciała. Przyzwyczaiła się Pani nią myśleć i posługiwać. Ciało Pani jest teraz chore i sądzi Pani, że to katastrofa. Jednak zapomina Pani, że właśnie przy ograniczeniu potrzeb ciała fizycznego, aktywizują się duchowe struktury. Wyobraźmy sobie taką sytuację: idziemy po mieście i ktoś nas popchnął — to popchnął nas Wszechświat. Zostaliśmy skrzywdzeni - to skrzywdził nas Wszechświat. Ktoś nadepnął nam na nogę - to Wszechświat nadepnął, posługując się konkretnym człowiekiem. Kiedy Pani poczuje, że , że obcuje z nami Wszechświat i Boskość - wtedy wszystko u Pani ulegnie poprawie." Kobieta zatelefonowała do mnie za tydzień i powiedziała, że czuje się doskonale i analizy są w normie.
Moje badania wykazały, że dowolna sytuacja, dotycząca człowieka, jest skierowana na jego dobro. Dowolna. Człowiek - to wzajemny związek ciała i ducha, które tworzą pole. Pole jest priorytetowe - priorytetowe są jego potrzeby. Rozmaite sytuacje „pracują" więc w pierwszym rzędzie na struktury duchowe. Kiedy człowiek to poczuje - zmienia się jego stosunek do wszelkich zdarzeń przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Wtedy ten człowiek jest już w harmonii. To poczucie mądrości świata zagubiono w XVII–tym wieku. Wówczas zasada: człowiek - Panem przyrody, odcięła nas od kontaktu z Boskością. Z powodu tego paradygmatu nasze czyny i światopogląd zaczęły ulegać deformacji. Zasada „choroba za coś" - jest klasyczną zasadą wschodniej filozofii. Coś uczyniłem - została mi dana choroba - i będę się męczył. W filozofii Wschodu choroba jest karą, zaś w chrześcijaństwie tym, co nie daje ludziom grzeszyć. W chrześcijaństwie zmienia się stosunek do choroby. Choroba -jest dobrem dla ducha. Jeśli zachoruję - otrzymuję to po to, by moja dusza mogła się oczyścić. Nie zawsze mogę to pojąć, ale jeśli wewnętrznie czuję, że choroba - to nie najważniejsze, wówczas pozbywam się agresji. Agresja rodzi się poprzez przylgnięcie człowieka do spraw ziemskich. Długo to obserwowałem. Proszę zauważyć, że w mojej pierwszej książce zawarłem wyniki następujących dociekań: nienawiść - rodzi chorobę, zazdrość - rodzi chorobę, poczucie krzywdy - rodzi chorobę. Jednak nie wiedziałem, dlaczego jeden człowiek nienawidzi, a inny - nie. Okazało się, że nienawiść rodzi się z powodu przywiązania do spraw ziemskich. Im silniejsza jest gloryfikacja spraw ziemskich (jest to związane z ciałem), tym mocniej włączają się negatywne emocje. Odczuwając mądrość tego świata, czuję, że choroba dana mi jest w konkretnym celu. W celu zwiększenia kontaktu z Boskością. Kiedy to rozumiem - zdrowieję. Na chorobę zaczynam patrzeć nie jak na karę, której nie sposób anulować. Nie jak na coś, co muszę odpracować. Chorobę postrzegam jako dźwignię rozwoju, która znika, gdy zaczynam wzrastać. Jest to całkowicie mnę podejście do choroby, zupełnie inne postrzeganie struktur duchowych. Choroba - jako niezbędny czynnik w rozwoju człowieka.

Reporterka: Rozmowy o karmie kontynuowaliśmy w czasie naszej podróży do doliny Kulu. Tu, w Himalajach, twierdzy filozofii Wschodu, jej starożytna mądrość wydawała się oczywista i prosta. Nawet w prądzie górskich potoków. Jedne z nich mkną spiesznie, rozbijając się o kamienie (czyż nie są to nasze „kamienie obrazy"?). Tracą przy tym lepszą, być może, część swoich zachwycających kropelek. Inne zaś (a jest ich wyraźnie mniej) płyną z mądrością, trzymając się koryta. Równocześnie docierają do tego samego oceanu, gdzie oba potoki nikną, jednocząc się z tym, z czego powstały. I tam, w oceanie, krople potoków z pewnością częściej wspominają czasy, kiedy były lodem na szczytach gór, niż ten okres krótkiego biegu od gór do oceanu. Okres, który tak szybko się skończył, że w ogóle nie warto o nim wspominać. Ten, który się nie spieszył - więcej widział, więcej czuł i pamiętał. Czyż podobnie nie jest z wolnością naszej woli? Chociaż ani początku, ani drogi, ani OCEANU nie jesteśmy w stanie zmienić - to jednak sposób płynięcia wybieramy sami.

Łazariew: Każdą komórkę swego ciała organizm prowadzi w 90 - 98%. Czy ma ona osobistą wolę? Tak. Kiedy jednak jej własna wola zaczyna górować nad wolą organizmu -staje się ona komórką nowotworową. Możemy mówić o indywidualnej, osobistej woli tej komórki, ale powinniśmy też pamiętać, że polecenia organizmu winny być priorytetowe w każdym przypadku. Tak samo jest z człowiekiem. Człowiek - to komórka Wszechświata. Jego osobista wola oraz wolność wzrastają w miarę tego, jak poznaje on prawa Wszechświata. Jeżeli chciałbym zwiększyć swoją wolność, powinienem odczuć - w jakim stopniu jestem zależny. Ludzie mówią mi często: „Oto może Pan zmienić karmę, widzi Pan wszystkie zdarzenia, jakie zachodzą w strukturach pola. Pan, można rzec, rozstrzyga ludzkie losy". Jednak, kiedy widzę, w jakim stopniu jestem zależny i z jaką wirtuozerią prowadzony, wówczas wszystko, co (komuś z boku) wydaje się władzą, w pełni i aż nadto neutralizuje się poprzez poczucie mojej zależności. Im więcej mam możliwości wpływania na otaczający świat, tym mocniej czuję swoją zależność od niego. Istnieje tu walka przeciwieństw: im większa jest moja osobista wola i własne możliwości, tym silniej włącza się mechanizm mojej zależności. Dlatego wolność woli... och, rozumie Pani: istnieje świadomość, zorientowana na ciało i jest podświadomość, nakierowana na Wszechświat. Gdy mówimy - o woli i wolności - to są pojęcia świadomości. Podświadomość natomiast - to zupełnie inny obszar. To są dwie przeciwstawne rzeczy, jest to sprzeczność. Dlatego zakres osobistej woli człowieka jest określany w zależności od stopnia jego zgodności z prawami Wszechświata. W czym zawiera się sens moich podstawowych badań? Dane mi było zajrzeć „za kulisy". Wszyscy ludzie - to „aktorzy", którzy grają na „scenie". Jednak nie widzą oni, że mechanizm prowadzący ich -znajduje się za kulisami. Wszedłem za kulisy i ujrzałem, co się tam odbywa. Jest to płaszczyzna, na której widoczne są struktury karmiczne, tam widać jak odbywa się kierowanie ludźmi. Widoczne są te „niteczki", za pomocą, których odbywa się kierowanie naszym postępowaniem, naszym losem. Kiedy to zobaczyłem - zrozumiałem, że dowolne zdarzenie, dotyczące każdego z nas, skierowane jest na doskonalenie naszych struktur duchowych. Spostrzegłem, że absolutnie wszystko, co się wydarza z człowiekiem, nie jest przypadkowe na subtelnej płaszczyźnie. Odczucie stopnia tej zależności było czymś nieprawdopodobnie trudnym do zaakceptowania. Później zrozumiałem, że spowodowane tą informacją przygnębienie wynika z tego, że nie jesteśmy jeszcze doskonali. Biblia wyraża to w bardzo interesujący sposób. W filozofii Wschodu świadomość jest praktycznie zdławiona (tam człowiek jest nikim, człowieka - nie ma; wszystko jest tylko iluzją). Oznacza to niepodzielne panowanie podświadomości, a z tego królestwa jest wyjście do obszaru Jedności całego Wszechświata. Oto zasada wschodniej filozofii - zlikwiduj wszystkie pragnienia, zlikwiduj uczucia i zlikwiduj wszystko, co ziemskie - a staniesz się jednością z Bogiem. Tutaj pojęcia ziemskości w ogóle nie ma. W chrześcijaństwie zachodzi już równowaga: „to jest Boskie, a to - ziemskie". W tym aspekcie chrześcijaństwo wzniosło zrozumienie o stopień wyżej niż filozofia Wschodu, gdyż „ziemskie" może już w nim zaistnieć. Co to znaczy - „ziemskie"? Jest to świadomość. W chrześcijaństwie funkcjonują dwa systemy myślenia, zamiast jednego, jak na Wschodzie. Dlaczego wielu z tych, którzy w latach 70-tych zajmowali się aktywnie jogą, trafiało do klinik psychiatrycznych? Ponieważ niszczyli oni drugi, bardzo ważny element - świadomość. Właśnie ta świadomość, która potrafi być w równowadze, bardzo pięknie przejawia się w biblijnych przypowieściach. Bóg może absolutnie wszystko. Jednak człowiek ,rozrabia" i Boga nie słucha. Wynikałoby z tego, że człowiek ma prawo wyrażać swą własną wolę i nie podporządkować się Bogu. Bóg „nie dopilnował" i człowiek „coś tam zjadł". Wychodzi na to, że człowiek może okłamać Boga. Oto jest zasada triumfu świadomości. Świadomości, która stawia siebie ponad Boga. Jest to normalne i oczywiste - to jest zasada i prawo świadomości. Dlatego są takie właśnie przypowieści, w których Bóg bardzo dziwnie wygląda. Bóg jak gdyby może wszystko, ale gdy tylko zderza się z człowiekiem - bardzo wiele Mu „nie wychodzi". Człowieka nie jest w stanie uczynić „normalnym". Nie może przewidzieć jego postępowania. Dlatego go karze. Wszystko to wygląda jak dziecinna zabawa, lecz zawarta jest w tym kolosalna filozoficzna potęga. Pozwala ona świadomości na „utrzymywanie się przy życiu", gdy następuje kontakt ze Wszechświatem. Świadomość jest niesłychanie krucha. Jest jak bańka mydlana, która może pęknąć przy zetknięciu z kolosalnym mechanizmem podświadomości. Aby świadomość mogła przetrwać, powinna być ogrodzona, zabezpieczona. W chrześcijańskiej filozofii taką właśnie jest. Jeśli czytała Pani literaturę z zakresu magii, to Pani wiadomo, że pierwszą zasadą maga jest „odłączenie" świata, wyłączenie świadomości w tym celu, żeby ją ocalić. Jeśli wchodzi 011 z otwartą świadomością do świata podświadomości - ginie. W jodze jest podobnie. Jogin patrzy na punkt, zatrzymuje (wyłącza) świadomość i tylko po tym fakcie ma prawo do „wychodzenia gdzieś tam". Wszyscy, którzy nie znają tego elementarnego prawa, wprost giną. Kończą schizofrenią lub śmiercią. Dlatego istnieją zasady pracy z polem (a myśl i pole - to jedno i to samo) i praw tych przestrzegać należy bardzo skrupulatnie.
Nie jest ważne, z jakim schorzeniem przychodzi do mnie człowiek - czy jest to choroba onkologiczna, astma, wrzód żołądka, depresja czy choroby skórne - istotne jest, że zawsze obowiązuje jeden i ten sam schemat. Jego cel jest jeden - przybliżyć człowieka do Boskości. Zachodzi to w sposób następujący: komórka powinna pracować w pierwszym rzędzie na potrzeby organizmu, a na siebie - potem. Komórka kocha najpierw organizm, a potem -siebie. 80% komórka oddaje organizmowi, resztę bierze sobie. Pierwsza myśl komórki - to myśl o organizmie, potem o sobie. Dlaczego? Jeżeli pierwszą myślą komórki będzie myśl o sobie, to zacznie ona powolutku, niepostrzeżenie brać coraz więcej dla siebie i stanie się zrakowaciała. Przestanie podporządkowywać się organizmowi. Paradoks polega na tym, że komórka nie widzi organizmu. Widzi otaczające ją komórki, które dają jej - i tlen, i składniki odżywcze, i wszystko, co niezbędne. Wówczas w komórce może zrodzić się poczucie, że źródłem jej szczęścia są otaczające komórki. Jeżeli to wrażenie będzie się w niej podtrzymywało i zacznie ona pracować według tego schematu, powstanie tkanka rakowata -nowotworowa. Tak, więc komórka, chociaż nie widzi całości organizmu, powinna kochać go bardziej niż to, co jest widoczne i co daje jej szczęście bezpośrednio. Człowiek widzi wokół siebie rodzinę, dzieci, pracę, samochód, działkę i może pomyśleć, że są to źródła jego szczęścia. I pomyli się. Kiedy będzie sądził, że w tym zawiera się jego szczęście, upodobni się do nowotworowej komórki w ciele Wszechświata. Dlatego też człowiek, nie widząc Boga (człowiek Boga nie widział i nie zobaczy), powinien kochać Go bardziej niż wszystko to, co widzi. Ponieważ wszystko, co on widzi jest wtórne! Dlatego w epoce Mojżesza, kiedy ludzie modlili się do złotego cielca, on wpadał w ten tłum i zabijał ich. Dlaczego? Wydawałoby się -cóż może być bardziej naturalne, oczywiste? Złoto daje mi pożywienie, daje mi odzienie, złoto daje mi schronienie. Jest to źródło mojego szczęścia i o nie się modlę. Wszechświat jednak walczy z człowiekiem, który zaczyna pracować wyłącznie na siebie. Skutkiem jest śmierć, zachorowanie cięższe lub lżejsze, rozmaite urazy, albo też utrata „ziemskiego". Na przykład: swoją działkę, swój dom letniskowy stawiam ponad Boga. Wtedy mogę umrzeć i wówczas dacza nie będzie mi potrzebna. Mogę zachorować, a więc szczególnych życzeń nie będę miał. Dacza może także spalić się. O co w tym wszystkim chodzi? Dlaczego istnieją złodzieje? Dlatego, że istnieją ludzie, którzy dla pieniędzy gotowi są wyrzec się Boga.
Oznacza to, że jakakolwiek utrata tego, co ziemskie, nie jest przypadkowa, lecz uwarunkowana moją niedoskonałością. Jeśli spaliła się moja dacza, to prawdopodobnie zbyt się do niej przywiązałem. Jeśli zgubiłem pieniądze, to wskazuje, że zbyt do nich przylgnąłem. W tym momencie niezwykle ważny jest fakt, jak będę reagował. Jeśli będę rozpaczał po utracie pieniędzy, znaczy, że wewnętrznie nie przestałem ich kochać i jeszcze więcej będę je tracił. Jeśli natomiast mam do powyższego zdarzenia stosunek taki, jak wcześniej opisałem -„wszystko wedle woli Boga" - wtedy mój program absolutyzacji pieniędzy zostaje zakończony. Przykładem może być kobieta, która podlega temu procesowi. Otrzymuje męża, który pieniędzy nie umie zarabiać, lub nie ma do tego zdolności, albo mu się nie chce. Taka sytuacja - to jej leczenie. Kobieta, dla której absolutną wartością jest rodzina, dostaje męża, który nie bywa zbyt często w domu. Może on mieć „nieciekawy" charakter lub zawód, który nie pozwala mu przebywać w domu, albo lubi hulanki i pije. Wszystko to również nie jest przypadkowe. Dlatego taka żona może robić wszystko, co zechce, ale jeśli wewnętrznie nie osądza jego postępowania - program absolutyzacji rodziny zamyka się.

R: Nie zdążyłam zakończyć czytania książki w czasie pobytu w Kulu, gdyż przyszła pora powrotu do Delhi. Odjechaliśmy już dosyć daleko, kiedy jeden z członków ekspedycji przypomniał sobie o prośbie radży, byśmy obowiązkowo odwiedzili boginię Nauli w jej własnej świątyni. Nie widziałam tej świątyni i byłam bardzo rozgoryczona pominięciem jej, bowiem związana z nią legenda była niezwykła. W tej właśnie chwili nasz autobus zepsuł się. Dalsza jazda była niemożliwa. Należało wracać i reperować samochód, który nie ciągnął pod górę. Rzecz jasna, zaledwie wróciliśmy do Kulu, niezwłocznie wyruszyliśmy w góry, do świątyni. Po drodze zapominalski student Sasza opowiedział, że był już w niej. Kiedy wychodził z owej świątyni, chciał dać pieniądze braminowi. Tamten odmówił twierdząc, że zapłacimy, bo wszyscy jeszcze wrócimy do świątyni. I oto wróciliśmy. Zaledwie ujrzałam świątynię bogini Nauli, przypomniałam sobie epizod z książki Thomasa Andrew ..Szambala - Oaza Światła". Lama przyprowadził autora do identycznej, jak ta studni, bogini Tany. Powierzchnia wody pokryła się najpierw oparami, a potem stała się jak lustro i Thomas zobaczył naszą planetę. Spowijały ją gęste czarne, szare, czerwone i brązowe chmury. Od czasu do czasu przenikały je intensywne rozbłyski błękitnych, różowych i złotych promieni. Lama rzekł: „Obserwujesz mentalne (myślowe) i emocjonalne wibracje, które wypromieniowuje ludzkość. Szary obłok - to egoizm, zaś niebieskie rozbłyski - to duchowe dążenia mniejszości. Jednak zatapiają je fale strachu, namiętności, trwogi, chciwości i nienawiści. Czarne chmury Ziemi mogą być rozpraszane przez rozbłyski, wypromieniowane jako duchowe reakcje grup ludzkich. Narody Ziemi powinny zrozumieć, że czas ukrzyżowania i dobrotliwych proroków już minął. Zaczyna się walka ponadludzkich sil kosmicznych przeciwko złym mocom Ziemi, które zatruwaj ą przestrzeń Układu Słonecznego. Przemówią one błyskawicami, grzmotami i gwiezdnym deszczem. Tym niemniej istnieje sposób, aby przestroga władców karmy została usłyszana, a którą my, ich słudzy, powinniśmy przekazać. My, strażnicy kulturowego dziedzictwa zaginionych cywilizacji, otworzymy sekretne, tajne magazyny w Egipcie i ukażemy istnienie wysoko rozwiniętej nauki i techniki w dalekiej przeszłości. Na swoich telewizyjnych ekranach widzowie zobaczą oszałamiające zdobycze epoki, które istniały przed tysiącleciami. Wniosek będzie oczywisty. Wy także możecie stać się martwą cywilizacją, w istnienie, której, po upływie 10 tysięcy lat -nikt nie uwierzy. Nie podążajcie za przykładem Atlantydy!"
Kontynuowaliśmy podróż po Indiach. Jechaliśmy łykając kurz i na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów obserwowaliśmy monotonny krajobraz. Należy pobyć w Indiach, żeby się przekonać jak dobrze (w porównaniu z ich mieszkańcami) żyje się nam. Brud i bieda okazują się nie mniej fantastyczne, niż rozkosze przyrody. Ale ludzie są czyści i bezpośredni jak dzieci. Mało różniła się też od innych droga do świętego miasta Brindawan, gdzie zaproszono mnie do aszramu pewnego mahatmy. Na bazie tego aszramu Swami Sri Padżi utworzył duchowy uniwersytet. Sądziłam, że odwiedzę go przelotnie, ale stało się inaczej. Aszram mieścił się w pięknym pałacu, którego architektura uwzględniała wszystkie osobliwości tutejszego klimatu i sposobu życia. Nad wejściem był sanskrycki napis - dewiza akademii. Przetłumaczono mi go następująco: „Współcześni uczeni przywracają starożytną wiedzę". Omal nie upuściłam kamery: przecież mottem moich programów ,bumerang" jest właśnie „Powrót starożytnej wiedzy na płaszczyznę naukową"! To nie mógł być tylko przypadek... Postanowiłam nie wyjeżdżać, zanim nie spotkam się ze Swamim Sri Padżi (co w przekładzie znaczy „idący śladami Boga"). Spędziłam trzy dni na oczekiwaniu. Chociaż on sam prawie się nie pojawiał, czułam bezustannie jego obecność. Zezwolono mi na filmowanie wszystkiego i wszędzie, z czego też korzystałam. Moją uwagę przykuł do siebie od razu młody człowiek o imieniu Neki. Nie wiem, jakie jest jego prawdziwe imię. W przeszłości był znanym międzynarodowym dziennikarzem i czołowym społecznym działaczem Lidii, człowiekiem błyskotliwym, wykształconym i bogatym. Jedno jedyne spotkanie ze Swamim zmieniło jego los. Porzucił świeckie życie i długo walczył o prawo zamieszkania w aszramie. Wreszcie uzyskał zezwolenie pod warunkiem, że będzie zamiatał podwórze. Zgodził się. Było to 11 lat temu. Dopiero przed rokiem przeniesiono go do kuchni. Przez cały dzień obserwowałam go, wreszcie postanowiłam zadać retoryczne pytanie: czy nie żałuje swego wyboru? Przetłumaczenie odpowiedzi nie było potrzebne - jego oczy, to oczy szczęśliwego człowieka. Było mi jednak smutno, mimo wszystko wydawało się, że rację ma Łazariew...

Ł: Rzecz w tym, iż struktura duchowa ludzkości w miarę upływu czasu ulega rozlicznym, decydującym zmianom. Taki jest rozwój, „do tej samej rzeki nie można wejść dwa razy". Dlatego doświadczenia sprzed tysięcy lat... Otóż, gdy przeglądałem (starożytne) modlitwy, widziałem, że „pracowały" one w określony sposób przez dwa tysiące lat. Teraz jest inaczej. Ich wpływ, ich działanie - jest o wiele słabsze. To znaczy - są mantry, które już „zgasły", które już „nie pracują". „Pracowały" doskonałe 6 tysięcy łat temu. Teraz są one szkodliwe, ponieważ zmieniła się energetyka. A energetyka - jest to nasze pojmowanie świata. Czy zmienił się nasz stosunek do świata? Zmienił. To znaczy, że system (duchowy) powinien być adekwatny do sposobu widzenia świata. W związku z tym każdy, kto zaczyna zajmować się jogą lub czymś, co „pracowało" znakomicie 4 tysiące lat temu, zmierza przeciwko Boskości. Taki człowiek, „rozwala" sobie karmę i wszystko inne. Ponieważ absolutyzacji a jakiejkolwiek metody, wziętej z przeszłości - to zawsze przegrana. Człowiek powinien reagować i postępować odpowiednio do czasu, w którym żyje. Aktualny czas wymaga od człowieka, aby był joginem i człowiekiem „ziemskim" równocześnie. A jest to bardzo trudne. Księgi piszą o tym, co można osiągnąć dzięki jodze. Jednak teraz nie da się tego osiągnąć - księgi opisują doświadczenia sprzed paru tysięcy lat. O ile dawniej, na drodze określonych ćwiczeń, można było uzyskać jakiś efekt, to obecnie nie. Może być efekt zewnętrzny, jednak wewnętrzny rezultat będzie zupełnie inny. Obserwowałem przez cały rok struktury pola pewnego młodego człowieka, który przez cały ten czas jadł tylko skiełkowano ziarna pszenicy. Stwierdziłem, że w jego polu pojawiła się ogromna duma i agresja. Zobaczyłem deformację struktur duchowych. Wszystko dlatego, że tę skiełkowaną pszenicę postawił ponad Boga. Uczynił z niej bożyszcze. Oznacza to, że nasz stosunek do świata może nas zdławić lub podźwignąć. Jakakolwiek absolutyzacja czegoś, jakiekolwiek ukierunkowanie, prowadzące do czynienia bożyszcza (z czegokolwiek lub kogokolwiek) okazuje się odcięciem, odwróceniem od całego Wszechświata. Taki efekt daje zasada postawienia czegoś ponad Boga. Jest to kolosalne naruszenie duchowe, które charakteryzuje obecnie bardzo wielu ludzi, również hinduskich bardzo uduchowionych działaczy. Obecnie człowiek może być „mnichem w świecie". Powinien być świętym i człowiekiem czynu - jednocześnie. Człowiek, który chce być tylko działającym - „nie istnieje". Także ten, kto pragnie być tylko świętym, również wkrótce przestanie istnieć. Tak jest, choćby nas to dziwiło.

R: Drugie spotkanie było dosłowną ilustracją powyższych słów: przekazano mi prośbę Swamiego, abym poszła na medytację. Ustawiłam kamerę i przygotowałam się na grzecznościową nudę, gdy Natalia Michajłowna (nasz mdolog) zapytała czy wiem, kto gra na instrumencie. Okazało się, że to naczelnik tutejszego więzienia, najlepszy z uczniów Swamiego. Wiele razy prosił Swamiego, aby pozwolił mu opuścić zajmowaną posadę, lecz ten się nie zgadzał, uważając, że obecnie trzeba być „świętym" w społeczeństwie. Jego więzienie to coś unikalnego. Tak minął dzień, a Swamiego nie udało mi się zobaczyć. Po kolacji zapytałam Natalię Michajłowna, czy odpowie on na moje pytania. „Nie wiem" -ledwie zdążyła odpowiedzieć, kiedy równocześnie zauważyłyśmy na drzwiach napis, którego nie było, gdy udawałyśmy się na kolację. Podchodząc bliżej - przyjrzałyśmy się mu. Napis głosił: „Pod drzewem w milczeniu siedzi nauczyciel. Przed nim w milczeniu siedzą uczniowie, lecz on odpowiedział im na wszystkie ich pytania".
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Kwi 19, 2010 09:54   

Od 2:00:30 mówi o glistach, pasożytach i wegetarianizmie.

http://video.google.com/v...389540134609095

Nie znaju ruskiego, ale z tego co (chyba) rozumiem wychodzi mu, że zdrowym wegetarianinem może być wyłącznie "dobra dusza" - człowiek o mocnej konstytucji i bardzo wysokiej energetyce. Taki, który więcej daje niż bierze, nie marnuje sił duchowych na zawiść, kłótnie, zazdrość, pogardę, żal, nie wydatkuje nadmiernie energii na seks, nie spieszy się i przebywa dużo na słońcu. O wiele łatwiej być wege w ciepłym klimacie.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Pon Kwi 19, 2010 14:58, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Maj 01, 2010 18:34   

http://mmyy.prv.pl/pl/001/

Cytat:
Wywiady N. S. Łazariewa udzielone moskiewskiej telewizji,

w serii programów „Bumerang"


Część II

R: Każdy, kto przeczytał „Diagnostykę karmy" łatwo zrozumie, dlaczego natychmiast po powrocie do Rosji, pomknęłam do Sankt-Petersburga, do Łazariewa. Miałam zbyt wiele pytań. W ciągu trzech dni spotykałam się z Siergiejem Nikołajewiczem i rozmawiałam z nim wszędzie - w aucie, w domu, w gabinecie, a także w czasie przerw w przyjęciach pacjentów.

Ł: W mojej pierwszej książce mówiłem o badaniach, które pozwoliły na wyciągnięcie jednoznacznego wniosku. Agresja, nienawiść, poczucie krzywdy - to potencjalna choroba, to choroba w przyszłości. To jest wyraźnie połączone. Osądzanie, poczucie krzywdy, zazdrość, nienawiść - dają chorobę. To wszystko odkłada się w naszej podświadomości i jest przekazywane dzieciom, wnukom. Choroba - to nieprawidłowy światopogląd. Nie ma dziedzicznych chorób, to tylko określony światopogląd jest dziedziczny. Dlaczego tak się dzieje? Nasz światopogląd, nasza emocjonalna reakcja na wszystko - to właśnie nasze pole. Jeden i ten sam program, jedno i to samo postępowanie, dają zupełnie inny efekt z zewnątrz i od wewnątrz. Dlaczego? Zewnętrznie - stykamy się z tym światem, z tym oto pokojem, w którym siedzimy. Wewnętrznie - kontaktujemy się z całym Wszechświatem, z Bogiem. Dlatego zewnętrzna agresja jest dla Wszechświata obojętna, ale agresja wewnętrzna - jest dla tego Wszechświata bardzo niebezpieczna. To właśnie ona jest blokowana, bo wszystko wewnętrzne jest dla Wszechświata niebezpieczne. Dlatego Chrystus mówił:, .Pokochaj wrogów swoich!". Oznacza to, że z wrogami na zewnątrz można walczyć, ale wewnętrznie powinno się ich kochać. Ponieważ każdy mój wróg - jest na poziomie subtelnym zjednoczony ze mną. On jest mną. Takie właśnie wewnętrzne przyjmowanie tego, co się zdarza, pozwala człowiekowi być zdrowym. Moje badania mówią, że to, co dzieje się z człowiekiem, jest w pełni określone przez kody informacyjne jego pół. Oznacza to, że jakiekolwiek spotykające mnie zdarzenie, wyraźnie odpowiada memu polu. Jeżeli zmieni się konfiguracja pól - zmienią się okoliczności, które będą mnie dotyczyły. Stąd wniosek, że dowolne zdarzenie, które zachodzi z moim udziałem - „pracuje na mnie". Duchowe struktury, wg stopnia ważności, stanowią - 97%, a fizyczne tylko - 3%. Zasadnicze działanie ukierunkowane, więc jest na struktury duchowe. Jeżeli równocześnie myślimy logiką duchową i ziemską, wówczas rozumiemy, że dowolna sytuacja „pracuje" dla naszego dobra. Kiedy człowiekowi coś zostało dane, coś otrzymał - cieszy się i składa dziękczynienie Bogu. Jeśli to traci - nie cieszy się, jednak błogosławi Boga. W pierwszym przypadku - zostało dane ciału, w drugim - duchowi. W każdym przypadku człowiek „wygra". Bowiem każde zdarzenie, zachodzące z jego udziałem, „pracuje" na jego dobro. Jeżeli to czuje i wewnętrznie rozumie - ten człowiek jest już zdrów. Na przykład: dusza danej kobiety „zakotwiczyła się" na rodzinie, na stosunkach rodzinnych. Oznacza to, że każdy człowiek, który zerwał z nią stosunki, zdradził, odwrócił się, „zatruł" relacje - jest tym, który ją zbawia. Odbiera on w bezwzględny sposób (surowy dla ciała, a potrzebny duchowi) to co ziemskie, przybliżając ją do Boskości. Kobieta nie zawsze wie, czy jest „zakotwiczona" na stosunkach rodzinnych, czy nie. Jeżeli reaguje na zerwanie z ukochanym człowiekiem nienawiścią, osądzaniem, zazdrością, to znaczy, że jej „przylgnięcie" jest bardzo silne. Kiedy dana kobieta ma świadomość silnie „uczepioną" do relacji rodzinnych, to jest przygotowywana do życia rodzinnego następująco. Będąc młodą dziewczyną, uczennicą, przyjaźni się z kolegą z klasy. Zaczyna się zażyłość. To normalne. Nagle chłopak zakochuje się w innej dziewczynie, a poprzedniej nie chce znać. Czy jest to wstrząs? Tak, wstrząs, uraz. Dlaczego doszło do niego? Ponieważ im lepsze będą relacje z tym chłopcem, tym silniej jej dusza „zaczepi się" o te relacje. Tym silniej włączy się program rozpadu Wszechświata. Tym mniejsze będą szansę życia tej dziewczynki. Znaczy to, że dziewczyna ustawicznie będzie przeżywała zerwania z ukochanymi, ponieważ ukochanego „czepia się" ona silniej. Otóż właśnie jej stosunek do tych wydarzeń ustali, czy będzie chorowała, czy będzie miała dzieci i czy te dzieci będą zdrowe i szczęśliwe. Jeśli wewnętrznie odczuwa ona harmonię świata i potrafi - nie przyjmując z zewnątrz - przyjąć wewnętrznie, wówczas takie zerwanie stosunków będzie ją kierować ku górze. Jakikolwiek uraz, każdy dowolny stres - rodzi wybuch energii. Może się ona przekształcić w agresję, jeśli człowiek „uczepiony" jest spraw ziemskich. Skierowuje się ona wówczas przeciwko innym lub przeciwko sobie. Ale może też stać się energią silnego pchnięcia do rozwoju, energią podążania w górę. Dawniej, gdy człowiek tracił, mówił: „Boże, to jest Twoja wola". Dzięki tej wewnętrznej orientacji, wszystkie jego siły kierowały się na wzmożenie kontaktu z Boskością. Co z tego wynikało? Jeśli ukradziono mi pieniądze, modlę się i mówię: „Boże, daj mi miłość do Ciebie większą niż do pieniędzy!". Jeżeli spłonęła moja dacza, wewnętrznie rozumiem, że prawdopodobnie zapomniałem o Bogu, a „zapomniałem się" dla daczy. Właśnie takie, w pewnej mierze intuicyjne (a przecież dane nam w przykazaniach) podejście do świata - czyni człowieka harmonijnym. Kiedy człowiek wewnętrznie nie przyjmuje tego, co zaszło - nie przyjmuje zbawienia. Włącza się wówczas program agresji w stosunku do całego Wszechświata. Agresja ta zaczyna być wtedy unieszkodliwiana poprzez choroby. W przeciągu ostatnich 300-tu lat ludzkość, pracując wyłącznie na siebie, funkcjonuje jak guz nowotworowy na ciele Wszechświata. Jeśli „nie przełączy się" na Boskość - stanie się niezdolna do życia. Problem polega na tym, że zwyczajne wyłączenie tego, co ziemskie -obecnie nie jest możliwe. Aktualnie można przeżyć, funkcjonując na dwóch płaszczyznach równocześnie: zachowując ziemski porządek oraz usilnie skierowując się na kontakt ze wszystkim Prawdziwie Istniejącym. Właśnie to dążenie przejawia się w formie absolutnej wewnętrznej akceptacji tego, co się dzieje. Komórka nie zna logiki organizmu, lecz wewnętrznie akceptuje ją. Właśnie to, nie zawsze zrozumiałe odczucie, że „wszystko, co się wydarza - jest sprawiedliwe", nazywamy szczęściem. A najważniejszy wniosek - człowiek przeżywa lata i całe dziesięciolecia z określonym światopoglądem i to determinuje jego przyszłość. Jeżeli zmienia on swój stosunek do przeszłości, to zmienia się także jego przyszłość. Czyli - jeśli zrobimy przegląd życia i wydarzeń, które się w nim pojawiły oraz zmienimy stosunek do nich — zmienimy naszą przyszłość.

R: Przypomniał mi się epizod, o którym opowiedział Siergiej Nikołajewicz w drodze na zdjęcia.

Ł: Przychodzi do mnie pacjent, który mówi, że umierają jego bracia oraz ich żony. Wymiera cały ród. Powiedziałem: Pańska babka ze strony ojca zapoczątkowała nieprawidłowy stosunek do Wszechświata. To się w waszej rodzinie nasila i powoduje wymieranie rodu. Kobieta ta miała olbrzymie, prawie śmiertelne przywiązanie - do poczucia dumy, do rodziny i do pieniędzy. Przeniosła to wszystko z poprzedniego życia, ale mogła nie podejrzewać siebie o to. Nie uświadamiała sobie obecności tych przywiązań. Przypominała kapitana, który się obudził i niby robi wszystko idealnie, ale okręt biernie unosi się na fali. Oznacza to, że ta jej sfera powinna być leczona. Mój pacjent zdziwił się i powiedział: „To niemożliwe, babcia była wspaniałym i dobrym człowiekiem. Miała ośmioro dzieci. Nie powiedziała nigdy nikomu złego słowa. A Pan mi mówi, że ona była pełna pychy!". Wyjaśniłem, że podświadoma pycha, podświadoma duma, może wcale się nie przejawiać. Jednak można ją leczyć i trzeba leczyć skutecznie, aby ją wstrzymać. Ponieważ podświadomość wpływa na Wszechświat. Dlatego ta kobieta musiała otrzymać męża, który powinien ją obrażać i poniżać (blokowanie dumy), nie przychodzić do domu (blokowanie patologicznego przywiązania do rodziny) i nie dawać jej pieniędzy (blokowanie przywiązania do pieniędzy). Jej mąż, jak się okazało, taki właśnie był. Pracował jako odźwierny, popijał, wyganiał ją. Ona zaś była cudownym, dobrym człowiekiem. Jednak nie akceptowała tego wszystkiego, a skoro nie akceptowała - proces ulegał nasileniu. Bracia pacjenta umierają więc z powodu dumy. Dlaczego umierają ich żony? Dlatego, że dumny człowiek jest zazdrosny, aż do nienawiści, a jego zazdrość - zabija żonę. Ród wymiera, ponieważ dobra, wrażliwa i przyjazna kobieta osądziła kogoś, kto nieprawidłowo się prowadził (według kryteriów ziemskiej logiki). Człowiek czterokrotnie odpowiada za to, co uczynił. Po pierwsze - za to, co zrobił w przeszłych żywotach. Po drugie - za to, co zrobił w obecnym życiu. Po trzecie - za to, co przekazał dzieciom. Po czwarte - za to, co przekazał wnukom i prawnukom. Czasem człowiek zachorowuje, by odpracować to, co (niewłaściwego) przekazał dzieciom lub wnukom. Dlatego choruje, żeby oczyścić struktury duchowe i żeby jego potomkowie zostali wśród żywych. Tak to wygląda. Do czego może doprowadzić brak wewnętrznej akceptacji? Rodzi się agresja, osądzanie, nienawiść. Osądzanie męża powoduje dumę. U dzieci ta duma zwiększy się. Zazdrość o męża spowodowana jest nadmiernym przywiązaniem do rodziny. U dzieci będzie ono jeszcze większe. Istnieją dwie logiki — ziemska i Boska. Weźmy na przykład kobietę, którą według kryteriów ziemskiej logiki jakiś mężczyzna - ni z tego, m z owego - obraził i znieważył. Jeżeli posługuje się ona tylko ziemską logiką, to osądza go, obraża się itd. To zaś oznacza, że kieruje się ona zasadą komórki nowotworowej, co pracuje wyłącznie na siebie. Jeśli jednak mówi: ,Bóg będzie ci sędzią", to funkcjonują w niej już dwie logiki. Początkowo ziemska, która za jakiś czas zamyka się. Potem zaczyna pracować logika Boska:, Jeśli on tak postąpił, to znaczy, że tak nim pokierowano". Każda komórka prowadzona jest przez organizm w około 90 - 98%. Człowiek także jest prowadzony przez Wszechświat i Boga w 80 - 98%. Każdy człowiek jest w pierwszym rzędzie wykonawcą, a następnie autorem. Oznacza to, że najpierw każdym z nas „czynią", a potem - my czynimy. To, co nazywamy podświadomością, warunkuje sposób postępowania każdego człowieka. Przy czym świadomość kieruje postępowaniem maksymalnie w 20-tu procentach. Podświadomość - to pole, które kontaktuje się ze Wszechświatem. Każdy człowiek, to w pierwszym rzędzie wykonawca. Stąd wniosek, że jakikolwiek człowiek, który uczyni mi coś nieprzyjemnego - jest narzędziem. Poprzez niego coś jest „dokonywane". Kiedy to prawo rozumiem - odczuwam mądrość tego, co zaszło. W jakimś momencie pojawia się osądzanie, obrażam się. Potem jednak w głębi czuję, że to, co się stało - nie jest przypadkowe. Na przykład: jakiś człowiek choruje - współczuję mu i pomagam. Robię wszystko, aby mu ulżyć. Jednak wewnętrznie czuję - to nie jest przypadek, to nie spotyka go przypadkiem. Jeżeli zaczynam głęboko współczuć, zaczynam współczuć mu wewnętrznie - zaprzeczam temu, iż choroba zbawia jego duszę. Wówczas także i ja mogę zachorować. Jeśli człowiek choruje i męczy się, ja natomiast „pluję na to" - również mogę zachorować. Ponieważ jest to zdrada i odtrącenie człowieka. Dobre zdrowie i normalny los gwarantują nam wyłącznie: absolutna wewnętrzna akceptacja zaistniałych, zdarzeń oraz zewnętrzna zmiana tego, co nazywamy światem. Kiedy ,,punkt oporu" dotyczy pieniędzy - pieniądze stracimy. Wszystko wtedy łatwo się zrównoważy - dusza odbuduje się, odnowi. Moja dusza „przylepiła się" powiedzmy, do daczy. Staje się wtedy pełna dumy i agresji. Dacza się spaliła - dzięki temu jestem w równowadze. Jeśli „punkt oporu" dotyczy zdolności, duchowych jakości lub rozumienia świata (to wszystko także jest „ziemskie"), trudniej jest to usunąć. Jak to wygląda? Oto przychodzi do mnie człowiek, któremu mówię, żeby nie robił głupstw, l on robi je nadal. Jeśli go zaczynam osądzać, znaczy - „uczepiłem się" rozumienia świata. A to daje bardzo silną „pożywkę" dla pychy: „ja mam rację, a on nie ma racji". Każdy człowiek tępy, mądry, zdolny, uparty, każdy - prowadzony jest przede wszystkim przez Wszechświat, prowadzony jest przez Boga. Jeśli osądziłem tępego - jestem uzależniony" od zdolności i sposobu rozumienia świata. Rodzi się dziewczynka, ma olbrzymią dumę. Otrzymuje takich rodziców, którzy ją świadomie lub nieświadomie poniżają i obrażają. Tak oto ratowane jest jej życie. Jeżeli tego wewnętrznego programu nie ma - zaczynają się choroby. A propos - jąkanie się - bardzo skutecznie blokuje dumę. Jeśli mało tego wszystkiego - pojawia się ciężka patologia, do śmiertelnej włącznie. Teraz właśnie przekazałem tę informację, którą podaję zwykle podczas leczenia.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Sob Maj 01, 2010 18:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Maj 01, 2010 19:12   

Cytat:
Wywiady N. S. Łazariewa udzielone moskiewskiej telewizji,

w serii programów „Bumerang"


Cześć III

Ł: Rozmawiałem niedawno z pewną kobietą, która mi mówi:,,Facet - to tępawe domowe stworzenie, do którego trzeba zwracać się spokojnie itd." Powiedziałem: „Mam inny pogląd. Twierdzę, że najbardziej tępy, prymitywny „chłop" jest bliższy Boskości, ma większy z Nią kontakt, niż jakakolwiek, najbardziej uduchowiona kobieta". Rozmówczyni śmieje się i mówi: „Cóż, ma Pan swoje powiedzonka, a ja swoje!". Odpowiadam:,,Z tą tylko różnicą, że ja nie mam choroby nowotworowej, a Pani ją ma". Proszę zauważyć:, kiedy mężczyzna osądza kobietę - dochodzi do naruszenia zasad i będzie on z tego powodu chorować. Jednak, gdy kobieta osądza mężczyznę, zwróci się to także przeciwko niej, lecz może się skończyć trzy razy tragiczniej. Dlaczego? Ponieważ (jest przykazanie): „Będzie się bala żona męża swego". Oto tak. Otóż wartość życia kobiety jest 3-krotnie większa niż mężczyzny. Kobieta powinna rodzić. Powinna, więc, co najmniej trzy razy bardziej, dbać o swoje ciało. To oznacza, że kobieta jest trzy razy bardziej „zaziemiona". Jej duma jest, więc 3-kroć silniejsza niż duma mężczyzny. A dumę, pychę - leczy się przy pomocy poniżenia. Dowolna kobieta, aby pozostawać w równowadze, musi być (mniej więcej) trzy razy bardziej poniżana, obrażana i znieważana niż mężczyzna. Jej gotowość do przyjęcia poniżenia powinna być trzy razy większa niż u jakiegokolwiek mężczyzny. Kobieta jest „grzeszna" od początku, ponieważ jest „zaziemiona" - bliższa ziemi, bliższa diabłu, mówiąc prostym językiem. Aby kobieta była na tym samym poziomie, co mężczyzna, musi mieć etykę 3-krotnie wyższą. Jej dążenie do Boskości winno być trzy razy silniejsze niż u mężczyzny. Dlatego absolutna większość kobiet bardziej subtelnie odczuwa, bardziej skłania się ku pięknu niż mężczyźni. To także oczywiste. To znaczy - kobiety mają „szerszą amplitudę". Istnieją spostrzeżenia, że wszyscy geniusze mieli niepospolite matki, właśnie matki. Dlaczego? Kobieta ma większe „uziemienie", lecz jeśli je pokona - dostaje „pchnięcie" w dążeniu ku Boskości. Mężczyzna zawsze jest bliżej Boga. Ponieważ, rzec można, własne ciało nie jest dla niego ważne. Dlatego mężczyzna może sobie „porozrabiać" i nie dążyć „w górę". Ale kobieta powinna dążyć. Wówczas przekazuje to dążenie swoim dzieciom. Wniosek stąd taki, że grzech pierworodny kobiety warunkuje dążenie jej dzieci do Boga. A jeśli to nie są rodzone dzieci? Sprawa polega na tym, że coraz więcej widzę (i takich spraw jest większość) następujących przypadków. Jeśli kobieta ma wysoki poziom zdolności, to rośnie jej „przylgnięcie" do zdolności, image'u, itd. Może to przekazać swemu dziecku w tak niebezpiecznym stopniu, że dziecko stanie się niezdolne do życia. Aby temu zapobiec - dochodzi do faktycznego unicestwienia tej kobiety. Albo, jeśli to niemożliwe - jej dziecko urodzi się z innej matki (jej potencjalne dziecko). Dzieje się tak, dlatego, aby jej „zaprogramowanie" nie zaszkodziło potomkowi. Niedawno badałem pewną kobietę i zobaczyłem, że jest ogromnie zazdrosna. Zazdrość - to program unicestwienia męża oraz, oczywiście, potomstwa płci męskiej - a więc syna. Jej syn mógłby zginąć. I oto ten syn musi urodzić się z innej kobiety. Potem wraz z mężem spotykają się ze swoim synem i adoptują to dziecko. Wtedy ten program „śpi". Kiedy oglądam przypadki adopcji dzieci, widzę, że w zasadzie są to te same dzieci, które te kobiety rodziły w poprzednich żywotach. Jednak z różnych przyczyn dzieciom tym nie zostało dane, aby były zbytnio zjednoczone z nimi. Dlaczego? Np. w Indiach wszyscy mówią - wspaniałe osiągnięcia, rozwój nieprawdopodobnych talentów i przy tym - nie wolno mieć dzieci. Dlaczego? Kiedy dochodzi do rozwoju talentów i wszelkich innych przymiotów, człowiek przywiązuje się „nieprzytomnie" do tych swoich zalet. Jego dziecko będzie już z tego powodu niezdolne do życia. I taki człowiek powinien odpowiedzieć za to, że okaleczył dziecko. Z tego powodu ten człowiek powinien zachorować lub umrzeć. Wszyscy, więc stopniowo zauważali następującą „zależność": chcesz otrzymać nadzwyczajne zdolności - nie miej dzieci. Jednak prawda jest następująca: to kiedyś funkcjonowało, ale teraz już „nie pracuje". Obecnie każdy człowiek powinien się nauczyć:, mając wiele - nie przywiązuj się do tego". Ludzkość dojdzie nieodwołalnie do realizacji tej zasady.

R: A jak stać się szczęśliwym?

Ł: Można zacząć od tego, aby nie przejawiać do nikogo pretensji. Jest to punkt wyjścia, od którego człowiek rozpoczyna. Jednak u podstaw rzeczywistego szczęścia leży uczucie miłości człowieka - najpierw do Boga, a potem - do wszystkiego innego.

R: Czy warto starać się o wizytę u Pana i czy da ona więcej niż przekazaliśmy to w audycji?

Ł: Jakiekolwiek wtargnięcie w struktury czyjegoś pola, to już naruszenie wyższych praw. Człowiek, który przychodzi do mnie na wizytę, bardzo wiele otrzymuje. Otrzyma on jednak wielokrotnie więcej, jeżeli samodzielnie zrobi wszystko na podstawie powyższej informacji. W tym programie przekazuję taką samą informację, jaką daję przy osobistym zetknięciu się z pacjentem. Nic się praktycznie nie zmienia. W każdym razie na dzisiaj - to wszystko. Być może za miesiąc dowiem się jeszcze czegoś nowego.

R: Następnym razem porozmawiamy o mężczyznach. Także o problemach, których nie rozwiązuje nawet samobójstwo. O karmie naszych zwierząt domowych. I jeszcze o wielu innych sprawach...

Ł: Samobójstwo - to nie zaakceptowanie sytuacji. Dumni ludzie kończą swoje życie samobójstwem. Dlaczego? Powstają okoliczności, w której doświadczam cierpień, a cierpienia dotykają mnie, dlatego, że jestem przywiązany do spraw ziemskich. Natomiast, kiedy moja dusza nie „zrasta się" z ziemią, to nawet, gdy „ziemskie" ulega zniszczeniu, dusza czuje się normalnie. Jeżeli dusza zaczęła lgnąć ku, ziemskiemu", zaczęła czynić z czegoś bożyszcze, wówczas męczy się, gdy to „ziemskie" się rozpada. To tak, jakby ubranie przyrosło do ciała. Aby uratować, trzeba „oderwać z mięsem". Otóż, gdy zaczynają od człowieka „odrywać z mięsem", powinien się wznieść ponad ziemskość. Jeżeli nie rozumie, że to podstawa jego ocalenia, to nie pogodzi się z daną sytuacją. Zakończy życie samobójstwem. Dlatego człowiek wierzący rozumie, że jakakolwiek zdarzająca się przykrość - to leczenie jego duszy. Człowiek wierzący zawsze był daleki od samobójstwa. Dlatego samobójców grzebano poza ogrodzeniem. Samobójstwo - to duma, to brak pogodzenia się z sytuacją, czyli zasada komórki nowotworowej: „nie zgadzam się z organizmem, który tak mnie traktuje". Człowiek, który skończył jako samobójca, w następnym wcieleniu musi ten program zamknąć. Jak to zrobić? Wszystko jest bardzo proste. Jeśli nienawidziłem swojego ojca z powodu pieniędzy, w przyszłym wcieleniu będę postawiony w takiej sytuacji, że ojciec ogołoci mnie do reszty, zabierze wszystkie pieniądze. Z punktu widzenia logiki „życiowej" powinienem go znienawidzić. Jednak ten program zlikwiduję tylko wtedy, gdy będę działał wbrew logice „życiowej", kiedy ją „odłożę" i posłużę się logiką Boską. Powiem: „mimo wszystko, nie będę osądzał!".

Jeżeli popełniłem błąd, to w następnym życiu otrzymuję sytuację po trzykroć gorszą. I muszę jej sprostać, i muszę zamknąć program. Dlatego, że na tym poziomie wszystko odbywa się na odwrót. W codziennym życiu jest tak: nie możesz udźwignąć dwóch worków, to nieś jeden. A na poziomie duchowym - nie możesz nieść jednego, to dźwigaj dwa. Nie potrafisz nieść dwóch - nieś trzy. Wcześniej, czy później -człowiek je poniesie. Tak więc samobójca, który skończył ze sobą z powodu utraty pieniędzy, w następnym życiu będzie je tracił bezustannie. Nie będzie miał pieniędzy i całe jego życie stanie się koszmarem tracenia pieniędzy. Wcześniej, czy później - nastąpi zrównoważenie. Dziewczęta kończą życie samobójstwem nie, dlatego, że nie są kochane przez swoich chłopców, ale ponieważ stawiają rodzinę ponad Boga. Dochodzi do absolutyzacji rodziny. Jest to jedno z najsilniejszych ogniw zaczepienia o sprawy ziemskie. Aby taka dziewczyna została ocalona, powinny ulec zerwaniu więzi z chłopcem. To jest jej zbawienie. Jednak ona nie przyjmuje tej sytuacji - dochodzi do samobójstwa. W następnym, więc życiu, aby nie powtórzyło się jej samobójstwo, nie powinna mieć rodziny. Dziewczyna albo urodzi się kaleka, przeczuwając, że rodźmy mieć nie będzie; albo jako zupełna „pokraka", albo jako kobieta bezpłodna albo, albo... itd. Po prostu nie będzie jej dozwolone posiadanie rodziny. Dlatego, by znowu nie skończyła życia samobójstwem, I oto przeżywszy życie bez rodziny, męcząc się, powolutku będzie się podnosiła, wychodziła z tego programu. Później, w następnym życiu, jeszcze raz będzie miała stworzoną taką samą sytuację, a nawet jeszcze bardziej trudną. Powinna jej sprostać, powinna wznieść się ponad utratą ziemskiego. Wtedy wszystko zostaje przywrócone. Tak więc człowiek odpracowuje jakiś konkretny program w przeciągu kilku żywotów, czasami przez 3-5 wcieleń. Kiedy człowiek ma jakiś (niewłaściwy) program, to niekiedy widzę: czeka go od 5-ciu do 8-miu przyszłych wcieleń, w których powinien odpracowywać jedną i tę samą sytuację. Jednak, z jakich konkretnych powodów może dochodzić do samobójstwa? Są to relacje rodzinne i duma. Gdy człowiek ma mniejszą dumę, zerwanie stosunków wytrzyma łatwiej. Duma - to nie pogodzenie się z sytuacją. Skąd się bierze duma? Po pierwsze - z osądzenia innych ludzi:, jeśli tamten człowiek to tępak, wówczas ja - automatycznie - mądry. Jeśli ten jest niegodziwy, to ja - automatycznie - uczciwy. Osądzając innych - rozkręcam w sobie mechanizm braku akceptacji Wszechświata. Dlatego Chrystus powiadał: „Nie sądź, a nie będziesz sądzony". Wówczas nie mógł On wyjaśnić, dlaczego nie wolno osądzać. Mówił po prostu „Oto róbcie tak!". Teraz przyszedł czas, że można to wyjaśnić. Jest to czas świadomej pokory, gdy człowiek nie przyjmuje niczego fanatycznie, lecz ze zrozumieniem. Pojmuje, że jest to niezbędne, że leczy to i rozwija jego struktur,' duchowe.

R: Przekazano Panu list młodej dziewczyny, która pisze, że coraz częściej myśli o samobójstwie. Przy czym jakiejś konkretnej przyczyny swego stanu nie znajduje. Rosła jako dziecko pełne radości, a teraz te myśli przychodzą same. Nie chce się jej żyć. Takich listów, jak ten, przychodzi wiele. Czy może Pan powiedzieć jakąś wspólną prawdę o podobnych sprawach?

Ł: Żadna sytuacja nie jest przypadkowa. Sprawa wewnętrznej depresji u tej dziewczyny związana jest z głęboką przyczyną. Otóż człowiek, który „uczepił się" czegoś „ziemskiego" i który nie chce, by mu to wydarto - wyrzeka się Boga. Przecież poprzez utratę „ziemskiego" dusza oczyszcza się. Poprzez odejmowanie ciału - dodaje się duchowi. Brak akceptacji dla konkretnej sytuacji - to wyrzeczenie się Boskiego. Ta dziewczyna ma potężne przywiązanie do rodziny oraz ogromną dumę. A to oznacza, że będzie kurowana przy pomocy człowieka, który ją zdradzi, z którym się pokłóci, i który odwróci się od niej. Jej duma będzie leczona przy pomocy osoby, która ją poniży i obrazi.

R: Czy jej duma przejawia się w ten sposób, że dziewczyna wszystkich osądza i nie akceptuje sytuacji?

Ł: To bardziej-skrajny przypadek. Rzecz w tym, że kiedy zepsują się relacje, będzie ona zazdrościć i nienawidzić do szaleństwa. Dlatego są w niej dwa potężne programy: pierwszy -zniszczenia męża i drugi - zniszczenia własnych dzieci. Jeśli człowiek jest rozwinięty duchowo, takie programy zwracają się przeciwko niemu. Program zniszczenia innych zwraca się wówczas przeciwko „nadawcy". Pojawia się wtedy ogromna niechęć do życia, co właśnie przejawia się u tej dziewczyny. Po to, by nie zabić męża i nie zabić dzieci, jak gdyby zabija ona siebie.

R: Co robić w tej sytuacji?

Ł: Wyjście z tego położenia jest bardzo proste. Dziewczyna powinna przeanalizować całe dotychczasowe życie i uświadomić sobie, co jest dla niej najbardziej bolesne. Najbardziej bolesne będzie dla niej, gdy zostanie obrażona, ponieważ jest dumna. Najbardziej bolesne będzie, gdy ją ktoś poniży w jakiejś sytuacji. Najbardziej bolesne będzie dla niej zerwanie stosunków, relacji. Bolesny punkt łatwo jest wyszukać, każdy człowiek poczuje go od razu. Dlatego powinna modlić się codziennie, nieustannie: Boże, kocham Cię bardziej niż rodzinę, ukochanego człowieka i siebie". Ta oto modlitwa, którą daję pacjentom, działa właściwie na wszystkie struktury duchowe. Człowiek modląc się, powinien poczuć, że to, co Boskie, jest dla niego ważniejsze niż ziemskie. Ważniejsze nawet niż własny los. Każda nieprzyjemna sytuacja „pracuje”, bowiem na konto struktur duchowych. Jeśli ta dziewczyna w chwilach modlitwy, uświadamiając sobie najważniejsze bolesne momenty i nieprzyjemne sytuacje, zacznie odczuwać miłość — to już dobrze. Pewien młody człowiek mówił mi: „Nieprawdopodobne, pokłóciłem się z żoną, która w ogóle nie chce mnie widzieć, a we mnie jest jakieś poczucie radości". Odpowiedziałem: „Gratuluję, zachodzi w tobie proces równoważenia". Nie znaczy, że trzeba wówczas krzyczeć z radości. Powinno to przebiegać wewnątrz, ponieważ człowiek powinien to przyjąć wewnętrznie. Człowiek składa się z dwóch zupełnie przeciwstawnych połówek. Jedna zwrócona jest ku sprawom ziemskim. Może ona cierpieć i obrażać się. Druga, skierowana ku Bogu, powinna wyłącznie radować się, i tylko dziękować, i tylko przyjmować. Niechęć do życia u tamtej dziewczyny jest powolnym „przetwarzaniem" programu, skierowanego przeciwko mężowi i własnym dzieciom. Programu, który mógłby ich zniszczyć. Taki program „pracuje" tym dłużej, im silniej człowiek przywiązany jest do spraw ziemskich. Obserwuję, że niekiedy musi upłynąć 5-8 żywotów ludzkich, aby zakończył się konkretny program. Dziewczyna powinna zrozumieć, że rozwój duszy odbywa się poprzez zaakceptowanie raniącej sytuacji. Powinna poczuć, że nie jest to tylko zranienie. Pojąć, że dusza rozwija się dzięki duchowym i fizycznym zranieniom człowieka. Człowiek przyjmujący, akceptujący całość raniącej sytuacji, stwarza sobie szansę na dokonanie się potężnego skoku w rozwoju duchowym. O ile zrozumie, że ta rana powoduje rozwój i że jest to pomoc udzielana jego duchowym strukturom. Wznosząc się ponad to konkretne cierpienie, dźwiga się coraz wyżej, na coraz subtelniejsze płaszczyzny struktur duchowych. Wówczas zmienia się obraz życia jako takiego. Zdarzenia, które kiedyś uważaliśmy za nieszczęśliwe, przerażające itp., pozostawiamy na powierzchni świadomości. Nie wprowadzamy ich w głąb siebie. Rozumiemy, że wszystko to jest przejawieniem Wszechświata, jego Stwórcy. Wewnątrz możemy doświadczać tylko uczucia bezgranicznej miłości i akceptacji. Jeśli dziewczyna jest w stanie wewnętrznej modlitwy, wznosi się ponad ziemskość, przyjmuje każdą sytuację z miłością i dziękczynieniem Bogu. Wówczas przejdzie nie przez osiem żywotów, a wystarczy rok lub dwa. Uciec od tego całkowicie nie sposób. Cały sens mojego systemu zawiera się w tym, żeby człowieka zorientować, ukierunkować prawidłowo. Pozwolić mu przyspieszyć proces stokrotnie, przejść go nie w ciągu 20 - 30 lat, lecz w ciągu pół roku.

R: Informacja do przemyśleń: kraj o najwyższej stopie życiowej, Szwajcaria, zajmuje pierwsze miejsce pod względem liczby samobójstw, przypadających na głowę mieszkańca.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Nie Maj 02, 2010 09:09, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Maj 01, 2010 19:30   

http://mmyy.prv.pl/pl/001/

Cytat:
Wywiady N. S. Łazariewa udzielone moskiewskiej telewizji,

w serii programów „Bumerang"


Część IV

Ł: Każdy przypadek - to nowe odkrycie. Pewien przyjaciel zapytał mnie, czy mogę na odległość obejrzeć jakiegoś człowieka. Poprosiłem, żeby pomyślał o tym znajomym i zacząłem obserwować strukturę jego duchowego pola. Zobaczyłem, że ów człowiek jest bezgranicznie zazdrosny, ponieważ jego przywiązanie do rodziny jest większe niż do Boskości. Zignorował on przykazanie Mojżesza: "Nie będziesz tworzył bożków". Rodzinę stawia ponad Boga, więc automatycznie - musi zazdrościć. Jego zazdrość przetworzyła się już w program zniszczenia. Może to grozić śmiercią jemu i jego żonie. Okazało się, że tydzień wcześniej oboje otrzymali lekarskie diagnozy, on ma białaczkę, a ona nowotwór jelit. Zazdrosny mąż może umrzeć, może też umrzeć żona, a także ich dzieci. Dzieci mogą nie umierać od razu, ale ten program, jeśli go nie zatrzymać, wcześniej czy później „dobije" kogoś - dzieci, wnuczęta. Jednak zazdrośnicy nie koniecznie muszą umierać. Może pojawić się choroba, która blokuje ich nienawiść, ich zazdrość. Choroby zablokowują różne niebezpieczne programy.

R: Pozwoli Pan, że teraz będę myślała o swoich konkretnych znajomych. (Reporterka czyni to przez chwilą).

Ł: Ze wszystkiego sądząc, jest to kobieta. Występuje tu proces czynienia bożyszcza z mężczyzn. Kobieta ta stawia mężczyznę ponad Boga. Ma też ogromne przywiązanie do rodziny. W sposób automatyczny pojawią się problemy z mężczyznami i rodziną, problemy ze zdrowiem: ginekologiczne, z wątrobą i trzustką (jako rezultat zwiększonej agresji); mogą boleć j ą nogi.

R: Tak, to kobieta, ale tam nie ma problemów ze zdrowiem.

Ł: Widzę te problemy, o których Pani nie wie.

R: Być może. Ale czynienie bożyszcza z mężczyzn? Czy to nie byłaby z jej strony kpina?

Ł: Widzi Pani, to wygląda tak. Obserwuję to, co bezpośrednio wpływa na zdrowie ludzi. Przecież zaczynałem od tego, że chciałem wyleczyć drugiego człowieka. Dlatego mój cały system dotyczy zdrowia i fizycznego stanu człowieka. Niewiele mnie obchodzi, czy ta kobieta kpi sobie czy nie. Interesuje mnie tylko to, jak może zakończyć się dla niej program potężnego przywiązania do rodziny.

R: A jak się przejawia u niej to tworzenie bożyszcza z mężczyzny? Przecież nie wprost?

Ł: To może się przejawiać w ten sposób, że na płaszczyźnie świadomości musi ona „pracować" przeciwstawnie, mówiąc: „kicham na wszystkich mężczyzn, oni mnie nie interesują" itd. - po to, by jakoś się zrównoważyć. Przejawiać się to może rozmaicie, a ja przecież nie analizuję tego, co ona myśli. Obserwuję te struktury, które znajdują się w podświadomości i których nie widzą ani hipnotyzerzy, ani psycholodzy, ani lekarze, nikt z nich. Dlatego to, co widzę, daleko odbiega od tego, co widzi sam zainteresowany lub ktoś drugi. Daję medyczne rozpoznanie.

R: Następny przypadek...( reporterka myśli o kolejnej osobie).

Ł: Tutaj widzę dumę, graniczącą z zabójczą. Potężny program unicestwienia ojca. Prawdopodobnie poszło to od matki - były tam pretensje do męża, spowodowane pychą, dumą. U tej kobiety duma ma taką skalę, że może być blokowana sprawami nowotworowymi, astmą, ciężkimi chorobami lub, jak to się powiada, czeka to wszystko za jej plecami.

R: Tak, tam jest ciężkie schorzenie... Ale czy nie było tam postępku, który mógł doprowadzić do konkretnego zachorowania?

Ł: Proszę zrozumieć, postępek-to postrzeganie świata. Jak się odnoszę do świata - tak też postępuję. Dlatego zaczynałem (swoje badania) od poszczególnych postępków i myślałem, że to one właśnie prowadzą ku chorobie. Jednak od postępków skierowałem się ku światopoglądowi, ku percepcji świata. Jeżeli mój światopogląd, moje pojmowanie świata jest zdefiniowane w określony sposób, to moje postępki będą idealnie dostosowane do tego. Dlatego też postępki przestały mnie interesować. Każdy postępek - to skutek. Ta kobieta ma nieprawidłowe postrzeganie świata. Ma wewnętrzną nienawiść do każdego, kto ją obrazi lub poniży, olbrzymią pychę i nie akceptowanie zaistniałej sytuacji.

R: - myśli o trzecim przypadku.

Ł: Tutaj jest wspaniałe pole, pomimo potężnej podświadomej agresji, skierowanej przeciwko kobietom. Sądząc ze wszystkiego - to mężczyzna. Agresja w stosunku do kobiet ogromna, ale pole doskonałe, a więc - człowiek bardzo rozwinięty duchowo, świetnie zrównoważony. Jedyne, co jest nader nieszczególne, to jego przywiązanie do zdolności. Zdolności swoje stawia on ponad Boga. Dlatego może uratować go wyłącznie taka kobieta, która dotknie jego słabego punktu, która go poniży w tym względzie. Jednak on tego nie przyjmuje, nie akceptuje, stąd jego nienawiść do kobiety. Cierpi jego trzustka i dół jamy brzusznej. Jednak na ogół - to człowiek bardzo dobrze zrównoważony.

R: Kolejno myślałam o 10 osobach i ani razu Siergiej Nikołajewicz nie pomylił się. Nota bene, wszyscy ci, o których myślałam, poznali siebie. Chociaż nie wymieniałam ich imion ani nazwisk...JR^ Siergieju Nikołajewiczu, co Pan myśli na temat listu. Władimira Maksimowa z Paryża, w którym żegna się on z Rosją, nie wierząc w dobro z nią związane. Maksimów ucieka z Rosji, nie znajdując w sobie akceptacji dla ludzi i spraw, dziejących się w kraju. Jest w nim tylko gorycz i rozczarowanie. Reporterka czyta Łazariewowi list i pyta:, Co Pan czuł, gdy czytałam ten list? Przecież obecnie wielu ludzi myśli tak lub w przybliżeniu tak, nie znajdując żadnego wyjścia.

Ł: Proszę wyobrazić sobie sytuację. Oto kobieta leży na stole operacyjnym, powinna rodzić, ma bóle, cieknie krew; cierpi. Obok stoją lekarze, którzy mówią: „Moja droga, wkrótce wszystko będzie dobrze". Oni wiedzą, bo są „z boku". Maksimów - to kobieta, która ma bóle. Nie potrafi się zdystansować, bo zbyt kocha Rosję. Sztuka bycia - rodzącą i lekarzem równocześnie - polega na przestrzeganiu przykazań Chrystusa: „Umiłuj Boga bardziej niż ojca, matkę i syna swego". Maksimów kocha matkę-Rosję bardziej niż Boga. Ten, kto gloryfikuje ukochanego człowieka - zawsze go zdradzi. To nieodwołalne.

R: Nie jest to zrozumiałe dla ogółu...

ł: Nie da się tego pojąć na płaszczyźnie świadomości. Można zupełnie nie rozumieć znaczenia słów, ale to nie najważniejsze.

R: To dobrze, a jak Pan postrzega ten konkretny okres dziejów?

Ł: Jak bóle porodowe. Cóż, jeżeli ktoś musiał ucierpieć za ludzkość i być ukrzyżowanym, to dlaczego nie może uczynić tego kraj? I dlaczego, gdy człowiek cierpi fizycznie, oczyszcza się jego dusza? Dlaczego w Biblii powiedziano, że choroba nie pozwala ludziom grzeszyć? Rosja chorowała i chorowała poważnie. Właśnie w Rosji nagromadziły się wszystkie choroby ludzkości. To przecież z Zachodu dotarły tam te choroby i ideologie. Rosja chorowała i cierpiała, a jej dusza w trakcie tego oczyszczała się.

R: Jednak na co dzień ludzie jakoś nie widzą tego oczyszczania duszy. Mówią: „Panie, za cóż na ten kraj wszystko się zwaliło?"

Ł: Wielu ludzi uważa, że dusza - to lady sklepowe, lecz mylą się oni. Już za dwa lata Rosja będzie skupiała uwagę całego świata na konstrukcji swoich struktur duchowych, tak jak Ameryka wabiła zawsze witrynami sklepów. Wszyscy będą spoglądali na filozofię Rosji, jej percepcję świata. Tak samo jak niedawno Rosja patrzyła na lady sklepowe zachodnich marketów. Trudno jest nam zrozumieć, o ile dusza ważniejsza jest dla człowieka niż ciało. Dusza jest priorytetowa. Przecież, kiedy ujrzałem, że niewielkie deformacje struktur duchowych prowadzą do ciężkiego zachorowania i że osoba zmieniająca stosunek do czegoś ulecza u siebie np. raka, wtedy pojąłem - jak ważne są te duchowe struktury i decydujące o fizycznym stanie człowieka. To samo wydarza się i z narodami. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele znaczy duchowa struktura narodu lub ludzkości. Nie mamy systemu oceny tego zjawiska. W przeciągu ostatnich 4 lat ujrzałem to wystarczająco wyraziście: niewłaściwe postrzeganie (rzeczywistości) - naród wymiera, cywilizacja ginie. Nieznacznie zaakcentowane odchylenia w percepcji świata - człowiek nie będzie żywotny i zdolny do działania. Percepcja, charakter, światopogląd - w ostatecznym rozrachunku tworzą karmę. Dlatego prawidłowe postrzeganie świata przez ludzkość - to otwarte drzwi w przyszłość. I nieprawidłowe postrzeganie - to śmierć ludzkości i żadne lady sklepowe tu nie pomogą; w te obszary nie przenikają one.

R: Czy to znaczy, że Rosja będzie źródłem odrodzenia duchowego?

Ł: Rosja już dawno jest źródłem odrodzenia duchowego.

R: Nie Indie?

Ł: Owszem, Indie pozostają nim w znacznym stopniu. Rzecz w tym, że każdy kraj ma swoją rolę. Ameryka - to mięśnie. Czy organizm musi posiadać mięśnie? Musi. Jednak, kiedy cały organizm składa się wyłącznie z mięśni, to już... Mięśnie powinny się czymś pożywiać. W chwili obecnej mięśnie odżywiają się tym, co wytwarzają struktury duchowe - mózg. Zasadniczo - odżywianie Ameryki odbywa się na rachunek Wschodu - Indii i przede wszystkim - Rosji. Przy czym ważne jest, że Ameryka - to kraj nie tylko zwykłej emigracji. Zdziwiłem się, gdy zobaczyłem niedawno, że jest to kraj również emigracji karmicznej. Człowiek, który spędził w Ameryce jeden lub dwa żywoty, nie będzie więcej zdolny do życia w niej. Zbytnio przywiąże się tam do spraw ziemskich, stanie się inwalidą, kaleką. Jedyna szansa, by nie zginąć - to urodzić się w Rosji lub w Indiach. Mniej myśleć o pieniądzach, a bardziej o swojej duszy i w ten sposób dalej ewoluować.

R: Indie. Święto światła. W aszramie wystawiano sztukę o Krysznie. W jednej ze scen Kryszna proponuje zabawę, przypominającą grę w śnieżki. Zamiast śniegu - płatki kwiatów. W pieśni, która towarzyszyła tej grze, wyraźnie posłyszałam słowo „Rossija". Okazało się. że w sanskrycie słowo to oznacza „pole zabawy bogów". Właśnie tak, ni mniej ni więcej - „pole zabawy bogów"...
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
figa


Pomógł: 8 razy
Wiek: 62
Dołączył: 07 Lut 2005
Posty: 1141
Skąd: dolnośląskie
Wysłany: Sob Maj 01, 2010 22:15   

uffffff...szkoda ,ze ten Wielki Uczony ,nie opisał TEgo w paru zdaniach
ledwo przez to przebrnełam .
No cóż , jeżeli Boga zastąpimy słowem Natura.
reszte -tej kaszany chyba nie da się kupić i jako kobieta :mad:
chyba czeka mnie wiecej reikarnacji.
_________________
pozdrawiam
Ostatnio zmieniony przez figa Sob Maj 01, 2010 22:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Nelka 

Pomogła: 3 razy
Dołączyła: 05 Mar 2006
Posty: 247
Skąd: Częstochowa
Wysłany: Sob Maj 01, 2010 23:12   

Smutny los kobiet wg, Lazariewa niestety. :sad:
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 09:24   

I smutny był też los człowieka przywiązanego do talentów :sad:
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 10:12   

http://mmyy.prv.pl/pl/001/

Cytat:
Wywiady N. S. Łazariewa udzielone moskiewskiej telewizji,

w serii programów „Bumerang"


Część V

R: Latające talerze. Moje zainteresowanie nimi ograniczało się w swoim czasie do szukania odpowiedzi na pytanie:, co robić w przypadku ewentualnego spotkania: biec ku, czy też dalej od nich? Postanowiłam, że - od nich, dopóki zjawisko to jest mało wyjaśnione. Podobnie też było z bioenergoterapeutami. Nie znając natury zjawiska, zawsze intuicyjnie sprzeciwiałam się ich działaniom. Łazariew potwierdził moje obawy w sposób przekonujący.

Ł: Im silniej bioenergoterapeuta nastawia się na ciało fizyczne, tym bardziej niebezpieczne jest jego działanie. Chrystus także leczył poprzez nałożenie rąk. Na czym polega, więc różnica pomiędzy działaniem Chrystusa i bioenergoterapeutów? Każdy, kto działa przy pomocy pola (energii), przekazuje przede wszystkim wzorzec swojej duchowej struktury i swoje postrzeganie świata. Jeśli jest we mnie podświadoma miłość do pieniędzy, a leczę kogoś, to ta osoba również będzie kochała pieniądze, podobnie jak ja. Przekazuję jej swój charakter razem z moim polem informacyjnym. Święty, który w pełni wyrzekł się spraw ziemskich i nieustannie zwracał się do Boga, jeśli modlił się za danego człowieka i kładł ręce na jego głowie, przybliżał go Boskości i doskonalił struktury duchowe tego człowieka. Czy ta metoda ma perspektywy? Nie, ponieważ nie wnosi zrozumienia. Dlatego Chrystus równocześnie dawał także rozumienie: „Postępuj prawidłowo!". Dawał przykazania. Dawał nie tylko mechaniczne ukierunkowanie pola, dawał też świadomość. Oddziaływał i na podświadomość i na świadomość. Dzięki temu człowiek osiągał równowagę. Co daje bioenergoterapeuta? Działa tylko na podświadomość - na pole. Dlatego oddziaływanie bioenergoterapeutyczne, takie w klasycznej postaci, przynosi szkodę. Pod tym względem cerkiew ma rację. Ze swego punktu widzenia kościół (cerkiew) całkowicie słusznie mówi o bioenergoterapeutach. Rzeczywiście — nie widząc, na co działają i stawiając leczenie ciała fizycznego na plan pierwszy, przynoszą ogromną szkodę. Jednak kościół zwalczając bioenergoterapeutów, zwalcza także bioenergetykę - „wylewając dziecko z kąpielą". Przecież Chrystus to także bioenergoterapeuta, ale na wysokim poziomie i z prawidłowym ukierunkowaniem. Bioenergetyka - to poznawanie ducha - pola ducha; Duchowni wiedzą, że jest karma, że jest reinkarnacja. Jednak, aby oficjalnie mogli to zaakceptować, musi być jakiś autorytet, który to wniesie, który to potwierdzi. Kościół (cerkiew) chce uznać wiele spraw, lecz nie może. Stosunek kościoła jest równocześnie pozytywny i negatywny. Przecież kościół odrzucił kiedyś prawdę, że Ziemia jest okrągła i przy tym bardzo surowo odnosił się do uczonych. Pozostaje niezrozumiałym fakt, dlaczego chrześcijańskie kościoły, potwierdzając wieczne istnienie duszy, odmówiły zaakceptowania prawa karmy i wielokrotnych wcieleń, wbrew biblijnej logice. Istnieje bardzo prosta zasada - „wszystko, co się wydarzyło, zdarzyć się powinno". Przyjęcie takiego założenia nie jest przypadkowe. Wszystko jest systemem wahadłowym. Przecież gdyby chrześcijaństwo zaakceptowało prawo wielokrotnych wcieleń, otworzyłoby granice podświadomości. Wówczas świadomość byłaby zdławiona. Cóż to jest -świadomość? Świadomość skierowana na potrzeby mego ciała - to właśnie jest cywilizacja. Chrześcijaństwo miało właśnie za zadanie stworzenie cywilizacji. W chrześcijaństwie aspekt cielesności powinien być podkreślony. Stopniowo świadomość winna była zwyciężać podświadomość. Na tym właśnie polega rozwój cywilizacji. Odrzucenie, więc koncepcji reinkarnacji nie było przypadkowe. Gdyby chrześcijaństwo ją przyjęło, to potencjał jedności ze Wszechświatem utworzyłby ładunek, aktywujący podświadomość i zostałaby zdławiona świadomość. Efektem - byłaby kolejna próba poznawania świata wyłącznie z punktu widzenia hinduizmu, nic więcej. Ponieważ zwyciężyła świadomość - zrodziła się cywilizacja. Cała epoka Odrodzenia oraz kapitalizmu - to zwycięstwo świadomości nad podświadomością. Jest to prawidłowy, uzasadniony etap rozwoju. Jednak obecnie zwycięska świadomość dochodzi do takiej fazy, w której musi znowu uznać priorytet podświadomości. Bowiem właśnie przez podświadomość uzyskujemy kontakt z Boskością. Cały mój system jest przede wszystkim nauką o prawidłowości, o uporządkowaniu Wszechświata. Dosyć dawno już pojąłem, że prawidłowe rozumienie (otaczającego świata) leczy skuteczniej niż wszystko inne. Można przecież do woli remontować silnik, „dłubać się" w mechanizmach, łatać dziury. Można też, nauczywszy się prawideł ruchu, nie uczestniczyć w żadnej „kraksie", w żadnym nieprzyjemnym zdarzeniu. Cała nasza medycyna i nasz światopogląd - to poglądy człowieka, nastawionego na jak najlepsze załatanie dziury w dnie statku. Nikt nie myśli o nawigacji, o tym jak poruszać się prawidłowo. Rozumienie - czym jest Wszechświat, rozumienie jego praw, leczy skuteczniej niż jakiekolwiek lekarstwa. Najpierw to przeczuwałem, a później zrozumiałem, że informacja - czym jest choroba i skąd przychodzi oraz badanie przyczyn choroby — uratuje wiele żywotów i losów ludzkich. Pozostawione przez Mojżesza i Chrystusa przykazania, uczyniły dla medycyny o wiele więcej niż jakiekolwiek proszki i tabletki. Dlatego moim głównym celem stało się opracowanie takiej metody, którą stosując, człowiek mógłby całkowicie zapomnieć imię jej twórcy. Metoda ta powinna pracować „sama z siebie", a człowiek ma stać się niezależny. Wszędzie panuje jedna i ta sama zasada - u źródeł wszystkiego leży miłość. Jednak miłość bywa nieprawidłowo ukierunkowana. Miłość, która najpierw dąży ku sprawom ziemskim, a dopiero potem ku Bogu - rodzi nienawiść, zazdrość i w ostatecznym rozrachunku — choroby. Oto przykład. Jechałem do Moskwy. W pociągu siedziała naprzeciw mnie kobieta, a obok niej spała mała, 5-6 - letnia córka. Automatycznie zauważyłem w polu duchowym śmierć tego dziecka. Może ono umrzeć w przeciągu 2 lat. Przyczyna - matka zabija je swoją miłością. Zabija - ponieważ stawia swoje dziecko ponad Boga, ubóstwia je. Miłość skierowana najpierw na ziemskość, dopiero potem na Boskość - taka miłość zabija. A tym bardziej, gdy jest skierowana wyłącznie ku sprawom ziemskim. Przecież, dlatego właśnie Chrystus powtarzał wciąż główne przykazanie - przecież dotyczy ono fundamentów. A fundamentem wszystkiego jest miłość. Stąd najważniejsze przykazanie „Kochaj Boga bardziej niż ojca, matkę i syna swego". Myślałem - cóż powiedzieć tej kobiecie w pociągu? Przecież, jeśli powiem coś nieodpowiedniego, ona się obrazi i będzie bardzo źle. W końcu nie rozumie ona tego wszystkiego. Tak, więc jakakolwiek negatywna emocja skierowana do mnie jest niebezpieczna dla niej i jej dziecka. Siedziałem i starałem się uchwycić odpowiedni moment. Wreszcie go znalazłem i zadałem trzy pytania. Po pierwsze: czy wie, że Boga należy kochać bardziej niż wszystko ziemskie? Kobieta odpowiada: „Tak, wiem". Pytam, więc dalej: „A czy wie Pani, że Boga człowiek powinien kochać bardziej niż swoje dzieci?". Ona mówi: „Wiem, ale na razie to mi się nie udaje". Pytam znowu: „Czy Pani wie, że Bóg odbiera to, co stawiamy wyżej Niego?". Następnie milczy ona i milczę ja. Nie mówiłem już nic więcej. Po prostu obserwowałem dziewczynkę i jej pole... Pole zaczęło się oczyszczać - matka zrozumiała! Zabijamy swoje dzieci miłością, nawet nie podejrzewając tego. I zabijamy ich dzieci. Takie właśnie ukierunkowanie jest nadzwyczaj niebezpieczne. Podam przykład. Przyszła do mnie pewna kobieta. U jej córki stwierdzono nieuleczalną chorobę mózgu. Kilkumiesięczna dziewczynka praktycznie umiera. Wniknąłem w przyczynę - sytuacja była prosta. Rodzice dziewczynki żyli poprzednio w innych związkach małżeńskich. Rozwiedli się jednak z dotychczasowymi partnerami, gdyż zakochali się w sobie. Pobrali się, urodziło im się dziecko i nagle taka katastrofa! Wyjaśniałem matce: „Gdy była Pani żoną człowieka, do którego nie czuła miłości, to Boskość kochała Pani w 80%, a ziemskie w 20%. Wówczas była Pani w równowadze. Gdy spotkała Pani ukochanego człowieka, to zapomniała, że Boga należy kochać bardziej niż partnera. Zaczęła Pani kochać ziemskie w 80%, a Boskie w 20% i zawróciła Pani wstecz." Dziecko wzmacnia program. Czy takie dziecko może być zdrowe? Nie. Następuje zablokowanie - choroba, np. cysta w tkance mózgowej lub mnę schorzenie mózgu, albo jakiekolwiek inne zachorowanie. Czyli - choroba powstrzymuje duszę tego człowieka, który zaczyna zabijać Wszechświat. Zdawałoby się, cóż się stało, koniec końców ta para tylko zakochała się w sobie... Jednak zapomnieli oni o Bogu. Dziecko jest więc niezdolne do życia. Dlatego właśnie Chrystus mówił: „Przyszedłem, by rozdzielić męża i żonę". Wskazywał - by Boga kochać bardziej niż siebie nawzajem. Po to, by być zdrowym i chronić zdrowie oraz szczęście swoich dzieci, człowiek powinien po prostu przypomnieć całe swoje życie i jakby od nowa je przeżyć. Powinien wybaczyć wszystkim, którzy go skrzywdzili, obrazili i poniżyli. Powinien, w swych myślach zwracając się do Boga, poprosić Go o wybaczenie - za osądzanie, zazdrość, za wszystkie obrazy, żale i krzywdy. Osądzanie jest jedną z najpotężniejszych form pożywki dla dumy. Dlatego Chrystus powtarzał: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni". Ponieważ osądzając człowieka - osądzamy Wszechświat, który go posyła oraz Boskość. Jeśli nie przyjmuję obelgi, zniewagi, obrazy, upodabniam się do człowieka, który odtrąca rękę z gorzkim, niesmacznym lekarstwem. Jedni odtrącają tę rękę i wylewają lekarstwo. Ci - umierają. Drudzy - krzywiąc się i dławiąc, jednak je połykają. Oni przeżyją. Trzeci - z radością wypijają wstrętne i gorzkie lekarstwo, wiedząc, że się wyleczą. Ci oto będą szczęśliwi. Jakakolwiek utrata ziemskiego powoduje, że stajemy się bliżsi Boskości. Prawidłowy stosunek do tego jest dwoisty. Jednak nie może zabraknąć w nim radości skierowanej ku Bogu, który leczy naszą duszę cielesnymi utratami. Ta radość kierowana wzwyż, w górę - leczy nas. Czy powinniśmy cierpieć? Tak. Cierpimy, obrażamy się, żałujemy, ubolewamy. Wewnętrznie jednak wiemy, że jesteśmy tym leczeni. Wewnątrz jesteśmy wdzięczni Bogu, dla którego nasza dusza ważniejsza jest od ciała, ponieważ ciało jest wtórne. Człowiek, który w ten sposób kilkakrotnie wejrzy w swoje życie, przyjrzy się wszystkim sytuacjom - taki człowiek jest już zdrów. Żeby obecnie móc przeżyć, każdy człowiek powinien codziennie zwracać się do Boga i modlić. Modlitwa jest wyznaniem miłości do Boga i tekst szczególny do tego nie jest potrzebny. Są ludzie, którzy modlą się w świątyni cały dzień, biją pokłony. Po wyjściu z niej, gdy np. zostaną potrąceni - obrażają się. Podobni ludzie - to ateiści. Taki człowiek nie wierzy w Boga, chociaż modli się do Niego. Ktoś inny przechodzący obok świątyni, gdy zostaje potrącony - nie obraża się, nie osądza. Ten oto jest wierzącym człowiekiem. Poczucie mądrości Bytu, oczyszczenie się z nienawiści, żalu, pretensji; odczucie wielkości Wiecznego, który stworzył mnie i wszystko istniejące; uczucie miłości do Niego w pierwszej kolejności, a potem - do mego dziecka, żony, rodziny, ukochanego - oto jest właśnie wiara w Boga. Oto jest prawidłowa współzależność. Przy czym bardzo proste jest sprawdzenie, kiedy pojawia się we mnie przywiązanie do ziemskości. Jakakolwiek negatywna emocja we mnie - świadczy o tym, że ziemskość zacząłem kochać bardziej niż Boga. Natomiast uczucie miłości do Boga, poczucie, że jestem kierowany „od góry", równoważy mnie w sposób automatyczny. Człowiek, nawet nie znając przykazań (to jest bardzo ważne) - może się w nich orientować. Otóż, jeśli kocham Boga i czuję Jego wolę, to nawet wiedząc, że mam wolę własną, nie chcę nią łamać czegoś. Jestem wtedy w równowadze. Wszyscy myślą, że,rzucenie uroku" - to zło, które trzeba „odczynić". Podobnie jak chorobę. A przecież, tak jak choroba, jest on zsyłany nie przypadkowo. Otóż jest takie powiedzenie: „Nie pchaj się tam, gdzie cię nie proszą" - nie wtrącaj się do losu innego człowieka. Jeśli cię nie pytają, nie proszą - nie wpychaj się na siłę, nie burz. Wiele osób uważa, że z surowością kierując swoim dzieckiem, narzucając coś, doradzając komuś -pomaga. Nic podobnego. Jest to życzenie zmiany losu innego człowieka wg swego uznania. A ja przecież nie widzę wszystkiego. Mogę człowieka zniszczyć. Będę ukarany za to. Pewnego razu przyjechała do mnie cała rodzina, w której omal nie zginęło dziecko. Ojciec był dowódcą jednostki wojskowej. Wejrzałem w strukturę pola i powiedziałem: „Czy Pan wie, że jest klątwa nad całym rodem? W końcu ubiegłego roku przeklęła Pana kobieta". On odpowiedział: „Tak, w mojej jednostce zginął żołnierz i jego matka przeklęła mnie. Próbowali mnie wyleczyć znachorzy. Zaczynali i przestawali, nie mogli leczyć dalej. Wysyłali mnie do cerkwi, żebym się modlił. Powiedzieli, że to jedyne, co może mi pomóc". Obejrzałem jego pole i powiedziałem, że nie wolno go leczyć i zdjąć przekleństwa, ponieważ to przekleństwo zablokowuje coś o wiele groźniejszego. Powiedziałem:..Pojawiła się u Pana tendencja, podobnie jak u wielu osób na stanowiskach kierowniczych, władania ludzkimi losami. Nie umiał Pan w porę tej tendencji w sobie zwalczyć. Zaczął Pan wkraczać w ludzkie losy na subtelnej psychologicznej płaszczyźnie. Bardziej niż należało. Z tego powodu zginął żołnierz. Mógł Pan tego wszystkiego nie odczuwać zewnętrznie, ale wewnątrz zaistniał w Panu ten program. Jeżeli nabierze on rozpędu. Pan nie odczuwając tego wewnętrznie, zniszczy losy dziesiątek i setek ludzi. Otóż, żeby do tego nie dopuścić, nałożono na Pana przekleństwo. Dlatego też, aby Pana leczyć, nie wolno zdjąć przeklęcia. Pan sam musi zmienić swój stosunek do wydarzeń." Widziałem, że zaczyna rozumieć i przekleństwo zaczęło opuszczać jego pole. To oznacza, że przekleństwo, „rzucenie uroku", choroba - są poważnymi ostrzeżeniami wskazującymi, że odwróciliśmy się od Boga, że tracimy poczucie Boskości i zaczynamy żyć ziemską logiką.

R: Wracając do kwestii ludzi wierzących i ateistów, chcę opowiedzieć o pewnym epizodzie zaistniałym w dniu Bożego Narodzenia w jednej z moskiewskich cerkwi. Robiłam zdjęcia ikonostasu, gdy usłyszałam dobiegające z tyłu obraźliwe słowa. Odwróciłam się i zrozumiałam, że jedna z bogobojnych staruszek wysyła te „perły słów" właśnie pod moim adresem. Ciągle nie dowierzając własnym uszom, odpowiedziałam: „Niech Bóg będzie Pani sędzią! Z jakiego powodu spotyka mnie to ?". Wtedy ona z rozmachem uderzyła w moją kamerę siatką z zakupami, wygłaszając teksty, których, jak sądzę, nie ma w żadnych świętych pismach. Dopiero po tym zdarzeniu skierowałam obiektyw kamery w jej stronę.

Ł: Człowiek przywiązany do cerkwi (kościoła) może postawić ją ponad Boga. I to będzie naruszenie (zasad duchowych). Może on ikonę postawić ponad Boga. To także będzie naruszenie. Może także słowa, wypowiedziane przez duchownego, postawić ponad Boga. Duchowny - to członek organizacji, która zajmuje się wiarą, a każda organizacja ma swoje prawa, zasady. Czy może organizacja ta być w pełni identyczna z Boskością? Oczywiście, że nie, tak jak wszystko, co ziemskie.

R: Jakie są najczęstsze pogwałcenia praw duchowych, których ludzie nawet nie dostrzegają?

Ł: Po pierwsze - przejawy dumy. Cała filozofia zachodniego stylu życia, to filozofia dumy. Stąd nie akceptowanie zaistniałych sytuacji. A to niesie kobietom bezpłodność. Dlaczego w historii ludzkości mamy przykłady poniżania kobiety? Dlatego, że poniżenie (umniejszenie dumy, pychy) przynosi w rezultacie kontakt z Boskością. Poniżenie kobiety = zdrowe dzieci. Obecnie proces ten przesuwa się w przeciwną stronę. Poprzednio blokowanie płodności odbywało się przez anatomiczne nieprawidłowości, ale teraz medycy nauczyli się to omijać, dokonując sztucznych zapłodnień. A przecież, jeśli u kobiety dominuje pycha, duma, to u jej dziecka będzie ona pięciokrotnie silniejsza. To już dla Wszechświata - komórka nowotworowa, nie wolno do tego dopuszczać. Odbywa się, więc zablokowanie poprzez bezpłodność. Jednak kobieta chce mieć dziecko, próbuje robić operację. Wtedy włącza się poważniejszy system blokowania - patologia hormonalna. Właśnie tak się obecnie dzieje -nie anatomiczne zmiany, ale hormonalne. Lekarze wówczas niewiele mogą pomóc. I wszyscy myślą: „och, bezpłodność"... A bezpłodność - to obrona Wszechświata przed niedoskonałymi dziećmi. Wyleczyć bezpłodność może sama matka, zmieniając na prawidłowy - duchowy, swój stosunek do całego życia.

R : Czy miał Pan takie przypadki?

Ł: Oczywiście, nawet często. Miałem wizytę kobiety, której dziecko zachorowało na białaczkę. Powiedziałem jej, by przemyślała całe swoje dotychczasowe życie. Mówiłem: „Jest Pani bardzo dumną osobą. Żeby uratować Panią i aby przyszłe dziecko było bardziej harmonijne, powinno się było (szczególnie podczas ciąży) poniżyć Panią i obrazić, bez jakiegokolwiek realnego powodu. Gdyby Pani przeszła taką próbę, przełknęła ją jak gorzkie lekarstwo, które trzeba przyjąć. Pani dziecko byłoby zdrowe. Pani nie przeszła próby. Duma przekazana dziecku, przekroczyła maksymalny stan alarmowy. Dlatego musi ona zostać zablokowana czymkolwiek." Bardzo wiele kobiet skazuje swoje dzieci na nieszczęścia poprzez niezrozumienie, że jakiekolwiek problemy, dowolna utrata ziemskiego w okresie ciąży i poczęcia - to leczenie ich dzieci. Pewnego razu przyszedł do mnie z wizytą człowiek ze skargą, że ma bardzo wiele problemów. Prosił o moją pomoc. Wejrzałem w jego pole i zobaczyłem, że wchodzi w to pole dusza jego syna. Powiedziałem:, Niedługo będzie poczęcie Pańskiego syna. A Pan poddaje się procesowi absolutyzacji dóbr materialnych. Dlatego obecnie powinien Pan je tracić". Mężczyzna powiedział, że niedawno go okradziono. Pogratulowałem mu i powiedziałem, że jego dziecko będzie zdrowe. Najważniejsze, by nie osądzać złodziei. Zapytał: „A cóż to, mam ich całować?". Odpowiedziałem: „Powinien Pan zrozumieć, że to za pośrednictwem złodziei jest leczony Pana syn. Może Pan się bronić, podawać do sądu, rozpoczynać śledztwo, ale osądzać - nie wolno. Weźmy przykład: napada na Pana człowiek, który chce Pana zabić. Może się zdarzyć, że broniąc się - zabije go Pan. Jednak osądzać go Pan nie może, ponieważ każdy prowadzony jest przez Boskość. Człowiek podły, niegodziwiec i przestępca - wszyscy oni prowadzeni są przez Boga tak, jak komórki przez organizm. Dlatego każde osądzanie jakiegokolwiek człowieka, jest osądzaniem całego Wszechświata - a to już choroba. Kolejny przykład: Odpoczywałem niedawno w domu wczasowym. Siedziałem w holu, gdy weszła tam kobieta, by skorzystać z telefonu. Dzwoniła do kogoś i mówiła, że dziecku nic nie pomaga, nasila się odwodnienie organizmu, żadne antybiotyki nie leczą choroby. Ona daje wodę, a dziecko ma nudności, czyli że nasila się zatrucie coraz bardziej poważne. Próbując konsultować się z lekarzem przez telefon, matka mówiła, że wypróbowała już wszystkie możliwe środki i sposoby. Podszedłem do niej i zaproponowałem swoją pomoc. Rozmawiałem z nią przez 5 minut. Powiedziałem, że dziecko nie ma zatrucia, wszystkie te objawy, które medycy diagnozują jako zatrucie pokarmowe, nie są tym. Mówiłem: „Dziecko ma 13 lat, odbywa się proces aktywizacji jego karmicznej pamięci. Obecnie każdy negatywny program nasila się wielokrotnie. Ma Pani potężną dumę. Po to, by dziecko było zdrowe, należało Panią w ciągu życia poniżać, obrażać i znieważać. Powinna była Pani przyjmować to wszystko, jak gorzkie lekarstwo. Nie przyjmowała tego Pani, tylko obrażała się i osądzała. Szczególnie silnie obrażała się Pani na męża. Obrażanie się i osądzanie męża - to program jego „zlikwidowania". Zniszczenia go nie tylko jako męża, ale i jako przyszłego ojca. Ten program przekazywany jest dzieciom. U Pani dziecka program zniszczenia ojca jest bardzo silny, a teraz blokowany zostaje przez objawy zatrucia. Proszę przejrzeć całe swoje życie, momenty, w których osądzała Pani każdego, szczególnie męża i chwile, gdy ktoś Panią obrażał i poniżał. Zwracając się w myślach do Boga, niech Pani prosi o wybaczenie za to. Syn Pani będzie zdrów." Po obiedzie zaszedłem do tej kobiety. Powiedziała: „Po naszej rozmowie syn wypił wodę i od razu zasnął". Następnego dnia zapytała mnie, czy warto jechać do miasta (do lekarza), bo jej syn jest z wyglądu całkowicie zdrowy. Powiedziałem, że nie tylko z wyglądu, ale i wewnętrznie jest zdrów. Nigdzie jeździć nie trzeba, ponieważ wszystko jest w pełni przywrócone do normy. Wtedy matka powiedziała interesującą kwestię: „Zawsze myślałam, że to dobrze - być dumnym". Otóż niczego nie rozumiemy. Poczucie dumy, ta absolutyzacja swego świadomego Ja" - czy to dobre czy złe? Dobre - do pewnej określonej granicy, tak jak każda miłość do wszelkich spraw ziemskich. Powyżej tej granicy jest stan alarmowy, który zostaje blokowany bardzo surowo. Obecnie cała ludzkość doszła do takiej fazy, w której duma staje się śmiertelnie niebezpieczna. Duma - to nie przyjęcie, nie akceptowanie sytuacji. Duma - to wyrzeczenie się całego Wszechświata, nie uznawanie go: „ ja nie chcę czynić tak, ja tego nie uznaję". Zaczynam nienawidzić i osądzać. To właśnie wywołuje - przede wszystkim - nowotwory i inne ciężkie choroby. Dlaczegóż Święty Serafin z Sarowa mówił: „ Radości moja, zdobądź ducha pokory, a będą wokół ciebie tysiące zbawionych. Tylko poskrom dumę!”? Poskromienie dumy, to nie jest życzenie, by siebie „rozdeptać". Jest to zdobycie poczucia, że jestem podrzędny, „wtórny", że to nie ja kieruję Wszechświatem. Wszechświat kieruje mną, a ja to wewnętrznie akceptuję. Po to, bym rozwijał struktury duchowe potrzebna jest zasada wahadłowa, wykorzystywana w chrześcijaństwie: okresowe posty. Człowiek okresowo wyklucza mięso -wtedy następuje „karmienie" struktur duchowych. Potem zaczyna się odżywiać zwyczajnie i uziemia się. Potem znów robi skok i unosi się ponad tym. Dzięki temu jakby po schodach podnosi się do góry. Kiedy człowiek razem wszystko odstawia - podobny jest do tego, kto zrobił rozbieg i chce od razu przeskoczyć całą drabinę. Czy to mu się uda, a szczególnie w regionach północnych, nie w Indiach? Powiedzmy tak:, gdy głoduję, wtedy odbywa się we mnie aktywizacja struktur duchowych. Jednak nie mogę powiedzieć, że będę absolutnie „prześwietlony", jeżeli będę wciąż głodował. Jest to dźwignia, ale nie najważniejsza. Tak samo jest z wegetarianizmem. Kiedy zaś ilość używanego mięsa jest niewielka - to daje określony efekt. Człowiek, który je mięso ma „uziemienie" większe niż ten, który mięsa praktycznie nie jada. Czyli — mięsne, ostre, słone pożywienie — „uziemia" człowieka. Jednak rzecz w tym, że przyziemność - to punkt wyjściowy do rozwoju, czyli - tylko nad przyziemnością można się unieść.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
ali
[Usunięty]

Wysłany: Nie Maj 02, 2010 10:14   

Waldek B napisał/a:
I smutny był też los człowieka przywiązanego do talentów :sad:


smuty to wiara w reinkarnacje i podobne bzdety,
wydumane przez nawiedzonych
logiczne jest
że życie tobie ktoś przekazuje , wychowuje , kształtuje
przejmujesz więc ten spadek
a za to co z tym zrobisz
odpowiadasz sam

ps.
nawet nawiedzeni twierdzą że karme można przerwać
 
     
Nelka 

Pomogła: 3 razy
Dołączyła: 05 Mar 2006
Posty: 247
Skąd: Częstochowa
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 11:29   

A co z tymi, którzy są zsyłani nam jako dopust boży tj. z osobami, które obrażają kogoś, zaniedbują, krzywdzą fizycznie lub psychicznie. Mamy im być wdzięczni??? To jest dla mnie nie do pojęcia.
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 77
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 2980
Skąd: Australia
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 12:05   

fink napisał/a:
ali napisał/a:
smuty to wiara w reinkarnacje i podobne bzdety

ali, skoro Ty nie przyjmujesz do wiadomości, że istnieje dusza, to nie masz prawa się wypowiadać o reinkarnacji. A wielu badaczy potwierdza istnienie duszy niematerialnej, nie elektromagnetycznej. A skoro istnieje dusza, to co innego jak nie reinkarnacja ? Co, niebo i piekło ? Podejrzewam, że nawet Bóg nie mógłby zaprojektować nieśmiertelności. Bóg stworzył dusze aby te reinakarnowały w kolejne ciała. Życie ludzi ma umożliwiać Bogu powiększanie wiedzy. Wszystko to układa się w jedną logiczną całość, w której reinkarnacja jest jednym z elementów. Cóż, nie chcesz przyznać teraz, to po śmierci się przekonasz, kiedy staniesz przed wyborem w którym Wszechświecie Równoległym inkarnować i w które ciało.

Wiele uzytkownikow tego i sasiedniego forum juz sie reinkarnowalo w postaci roznych zwierzatek i innych objektow. Niektorzy wielokrotnie pod roznymi nikami.
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 13:29   

Cytat:
Wiele uzytkownikow tego i sasiedniego forum juz sie reinkarnowalo w postaci roznych zwierzatek i innych objektow. Niektorzy wielokrotnie pod roznymi nikami.


reinkarnacja nie musi oznaczać że odrodzisz się jako zwierze. Ja wierze w reinkarnację ale tylko ludzką
 
     
ali
[Usunięty]

Wysłany: Nie Maj 02, 2010 14:39   

fink napisał/a:


Ty nie przyjmujesz do wiadomości, że istnieje dusza, to nie masz prawa się wypowiadać o reinkarnacji. A wielu badaczy potwierdza istnienie duszy niematerialnej, nie elektromagnetycznej. A skoro istnieje dusza, to co innego jak nie reinkarnacja


przeginasz
czy istnienie duszy jest dowodem na inkarnacje?
nie - nie ma nic z tym wspólnego

w bibli stoi podział
dusza - świadomość,
duch - życie
dusze dostał człowiek
i przekazuje dalej wraz z życiem (duchem)
reszta jest mglista
nie wiadomo
wraca do Boga czy "wisi"

i podważyć się tego nie da
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 14:59   

Nelka napisał/a:
A co z tymi, którzy są zsyłani nam jako dopust boży tj. z osobami, które obrażają kogoś, zaniedbują, krzywdzą fizycznie lub psychicznie. Mamy im być wdzięczni??? To jest dla mnie nie do pojęcia.


Nelka, mądre pytania zadajesz! Nie wiem, czy czytałaś artykuł, który wklejałam w innym wątku:

http://www.dobradieta.pl/...p=125876#125876

Marishka
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 15:06   

ali napisał/a:
logiczne jest
że życie tobie ktoś przekazuje , wychowuje , kształtuje
przejmujesz więc ten spadek
a za to co z tym zrobisz
odpowiadasz sam


No to przecież dokładnie o tym w kółko trąbimy z Tomkiem :)

Np. jak kogoś chlejący czy maltretujący "wychowali", to właśnie od tego dorosłego dziecka zależy by później przerwać błędne koło, potępić taki rodzinny "przekaz" i wziąć odpowiedzialność za swoje życie we własne ręce. Dlatego jeden to zrozumie i nie zamieni się we własnego rodziciela, a inny wykręci się "karmą", genami czy inna bajką i też pójdzie chlać, etc.

Proste jak drut! :faint:

Marishka
Ostatnio zmieniony przez M i T Nie Maj 02, 2010 15:59, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
xvk 

Pomogła: 20 razy
Dołączyła: 31 Sie 2009
Posty: 715
Skąd: Poznań
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 15:55   

Czy smutny jest los człowieka wg Łazariewa?
Dla człowieka, którego ego przywiązane jest nadmiernie do tego co ziemskie, materialne, pewnie tak może być.
Jeżeli wejdzie się na ścieżkę rozwoju świadomości i rozwoju duchowego, to widzi się wszelkie fakty szerzej, z innej perspektywy.
Życie na ziemi to jest jednak nie lada wyzwanie. Nigdzie nie jest powiedziane, że ma tu być lekko, łatwo i przyjemnie. Na pewno jest ciekawie, twórczo, często dramatycznie ale idzie znaleźć w tym sens, co wielu już zrobiło. Łazariew jest jednym z nich.
Nelka napisał/a:
A co z tymi, którzy są zsyłani nam jako dopust boży tj. z osobami, które obrażają kogoś, zaniedbują, krzywdzą fizycznie lub psychicznie. Mamy im być wdzięczni??? To jest dla mnie nie do pojęcia.

Po jakimś czasie może się okazać, że jednak można być i wdzięcznym. Przynajmniej potwierdza się to w moim przypadku. Byłam w dosyć przeciętnym związku małżeński od ok. 18 lat, kiedy mój mąż wpadł w oko swojej sekretarce (lub odwrotnie). Przez 5 lat lub dłużej trwał kryzys w naszej rodzinie, wszystko się zaczęło sypać, na żaden temat nie można było się sensownie dogadać. Nie mogłam zrozumieć skąd tyle złej woli w moi, dosyć ugodowym dotąd, mężu.
Ponieważ nigdy nie kontrolowałam męża, to nie przyszło mi do głowy, że on już ma jakieś drugie życie i drugą kobietę z którą się dogaduje. Dopiero jak przypadkiem wpadł mi ręki jednoznaczny dowód rzeczowy, to doszło do mnie jak banalna jest przyczyna. Ponieważ mąż szedł w zaparte, tak po tchórzowsku coś tam kłamał, to tylko na mnie spadło rozwiązanie tej chorej sytuacji. Bo nic nie zmieniało się na lepsze.
Byliśmy po tych samych studiach, pracowaliśmy w tej samej firmie, dostaliśmy duży służbowy dom, właściwie na papierze on dostał :( Mąż zrobił tzw. karierę, ja nie, bo ktoś musiał mieć przerwy w pracy i dziećmi się zajmować. Obserwowałam, jak jego pensja bardzo rośnie, a moja niewiele. To też była niezła szkoła dla mojego ego, bo mieliśmy niby identyczny start. On zawsze powtarzał, że przecież dla mnie i dla dzieci zarabia.
W międzyczasie wpadłam w depresję, przez psychikę posypało się moje zdrowie, żyłam tylko dla dzieci, nie potrafiłam przez jakiś czas racjonalnie myśleć i samodzielnie znaleźć rozwiązania. Przeszłam przez piekło, wypłakałam morze łez. Piłam zioła silnie uspokajające, by jakoś funkcjonować w pracy.
Wtedy uratowała mnie pomoc psychologiczna i własna praca nad rozwojem duchowym, po to by właśnie zobaczyć to szerzej, by znaleźć siły do życia. Pomogło jedno i drugie, tak w moim odczuciu gdzieś po połowie, ze wskazaniem jednak na rozwój duchowy.
Przy okazji przepracowałam też różne rzeczy z dzieciństwa. Po kilku latach była kimś zupełnie innym, znalazła w sobie siłę, odwagę i kilka innych przydatnych cech.
Wniosłam o rozwód, bez orzekania o winie, by nie przeciągać i nie zwiększać cierpienia dzieci.
Rady, jakie dostawałam od innych kobiet: nie dawać się, walczyć z nią, w.....lić jej, nie wyprowadzać się z tego domu. Głośne komentarze od tych bardziej dosadnych: w tym wieku nie zaczyna się od nowa, nie znajdę już sobie faceta i będę sama do końca życia i inne takie czarne wizje.
Nikogo nie posłuchałam, bo ja już widziałam wszystko inaczej i czułam, że nie tędy droga. Walka i nienawiść w tym przypadku nic dobrego by nie przyniosła.
Zwolniłam się z pracy, bo przecież o jedno z nas było za dużo w tej firmie i w tym małym miasteczku. Zostałam sama, dobrze po 40-stce, bez mieszkania, bez pracy, bez swojego miejsca na ziemi. No i oczywiście moje ego zostało dobrze upokorzone.
Sytuacja zrujnowała mnie finansowo, ale tylko pod tym względem i tylko przejściowo.
Kilkakrotnie się przeprowadzałam, bo z pracą nie wypalało. Było bardzo ciężko przez pierwsze 2 lata, ale spotykałam na swojej drodze coraz to nowe obce osoby, które w ten czy inny sposób wyciągały do mnie rękę. Przez Sympatię poznałam nowego partnera (też po przejściach) i dziś po ponad 4 wspólnych latach jestem szczęśliwa, jak nigdy wcześniej w życiu. Doceniam teraz lepiej to życie, umiem cieszyć się drobiazgami :) Wcześniej tak nie umiałam.
Dopiero teraz wiem, co to znaczy być w naprawdę udanym, budującym związku. Temat związków też mocno wcześniej postudiowałam po linii psychologii, warto było.
Co mnie nie zabiło, to mnie wzmocniło.
Z perspektywy czasu mogę zaświadczyć, że można być wdzięcznym swoim „oprawcom”. Nie przesadzę, jeśli powiem, że jestem wdzięczna kobiecie, która uwolniła mnie od pierwszego męża i pośrednio zmusiła do sporej ale jakże twórczej i ciekawej pracy nad sobą. Bez tego „przymuszenia” nigdy bym nie zrobiła wielu ciekawych rzeczy i tkwiłabym w przeciętnym, płytkim, mało satysfakcjonującym związku, żyjąc na pół gwizdka.
To nie znaczy, że zaraz wsiądę w samochód i popędzę rzucić im się na szyję z tej wdzięczności :hah:
Moje ego ich unika, jeszcze pamięta rany - jestem tylko człowiekiem :) ale moja dusza jest wdzięczna.
To, co dostałam od losu, w zamian za to co straciłam, jest znacznie lepsze. I przede wszystkim ja sama jestem kimś innym, też lepszym :)
Ofiarami rozwodu były też dzieci, prawie dorosłe wtedy, ale cierpiały i niewiele dało się zrobić by im tego oszczędzić. Teraz nie potrafię ocenić co wniesie jeszcze to przykre doświadczenie w ich losy. Czas pewnie pokaże.
Jak czytam słowa Łazariewa, to rozmyślam nad nimi w kontekście swojego życia, jak i innych znanych mi bliżej historii i widzę sens w tym co on mówi.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 16:09   

No to może lepiej zastąpić "wdzięczność" innym słowem, żeby nie gubić i przeinaczać sensu?
Idąc drogą wypaczenia pojęć, okazać się może, że im ktoś bardziej nas kopie, tym bardziej będzie doceniany. Co w takim razie z ludźmi, którzy istotnie przyczynili się do naszego szczęścia? Z powyższego postu dla mnie wynika, że więcej miejsca poświęca się na podkreślenie roli podmiotu wywołującego nieszczęście, niż tego, który ostatecznie powoduje stan ukojenia i spełnienia.

Proces wynikania szczęścia z cierpienia. Dla mnie brzmi niezręcznie. Osobiście wolałbym nie przeżywać pewnych sytuacji.

Tomek
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 16:25   

xvk napisał/a:
To, co dostałam od losu, w zamian za to co straciłam, jest znacznie lepsze.


Xvk, a nie sądzisz, że to, co "dostałaś od losu", to było nie dzięki kochance męża, ale dzięki TWOJEJ ciężkiej pracy? Dlaczego tak umniejszasz wysiłek, który włożyłaś w to, by być SOBĄ?

Jasne, wszystko można odwrócić do góry nogami i na silę znaleźć coś godne "wdzięczności". Nawet spotkałam się z takim chorymi nawoływaniem do wdzięczności za molestowanie, które ponoć pomogło komuś tam mieć luźniejszy stosunek do seksu :razz: Tiaaaa, a Japończycy pewnie powinni być wdzięczni Amerykanom za zrzucenie bomb atomowych, bo dzięki temu po wojnie przeżyli niesamowity rozkwit gospodarczy. I jakie jeszcze bzdurne usprawiedliwienia można wymyślić dla ewidentnej KRZYWDY?

Napisałaś o wdzięczności dla kochanki, ciekawe, czy też udało Ci się obdarzyć taką wdzięcznością ex-męża, za to, że Ciebie zdradzał? Dla mnie, taka "wdzięczność" nie jest ani normalna, ani zdrowa, ani w ogóle na miejscu. To prędzej DEWALUACJA wdzięczności, niż autentyczne, zdrowe uczucie. To tak jak z miłością, szacunkiem i współczuciem...

Wdzięczność za krzywdę, poniewieranie, cierpienie, ból, etc. sprawia, że zaburza się prawidłowe postrzeganie tego, co się dzieje z nami, zaburza się właściwe rozpoznawanie uczuć. Bo skoro dziękuję za cierpienie, to znaczy, że jest ono w porządku, że ja się na to godzę. A co za tym idzie, będę godzić się na cierpienie w przyszłości i to nie tylko moje własne, ale również cierpienie INNYCH! Czyli, wracając do przykładu wdzięczności za molestowanie, skoro jestem za to wdzięczna, to nie ochronię przed tym też mojej córki. No bo co tam, niech tez nauczy się "luźniejszego podejścia do seksu"! I dlatego ja osobiście widzę ogromne niebezpieczeństwo w takim nawoływaniu do "wdzięczności".

Xvk, nie spotkałaś na przykład osób wdzięcznych swoim rodzicom za lanie? Nie zauważyłaś, jak taka "wdzięczność" ZAWSZE znajduje odbicie w ich poglądach i reakcjach (przeważnie klapsują własne dzieci)? Taki poseł Cymański jest tu znakomitym przykładem.

Marishka
Ostatnio zmieniony przez M i T Nie Maj 02, 2010 16:27, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 16:33   

Mariszka oczywiście literalnie ma rację, ale jednak patrząc z perspektywy czasu i chcąc pogodzić się z tym co nam dał los, rozsądnie jest powiedzieć to co stwierdziła XVK.

Mam w życiu trudne doświadczenia i mogę powiedzieć że czegoś one mnie nauczyły. Nie wcale nie umniejszam win, wręcz przeciwnie, jestem tego zdania co Arystoteles, ale przyznać róznież należy, też zgodnie z Arystotelesem, że mało jest takich świadomych ludzi. Gdyby bowiem było inaczej to nie dochodziłoby do takich sytuacji jak chociażby niedawo opisywana tu sprawa mobbingu, a w rzeczywistości braku reakcji wobec podłości i psychpatologii. Nie jako idei albo teori ale realnie w zyciu.

Niestety ta znieczulica rowniez dotyczy MiT którzy nie reagują na zachowania psychopatologiczne, natomiast gniewają się fałszywie tak jak to zauważył Arystoteles.

I takie jest właśnie życie, nieliczni zbawieni, tych licznych Bóg nie słucha.
_________________

 
     
xvk 

Pomogła: 20 razy
Dołączyła: 31 Sie 2009
Posty: 715
Skąd: Poznań
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 16:34   

M i T napisał/a:
Osobiście wolałbym nie przeżywać pewnych sytuacji.

Ja też nie chciałabym przechodzić jeszcze raz tego, co już za mną. Bo to było bardzo trudne. Ale nikt się mnie nie pytał co chcę przeżyć, przynajmniej tego nie pamiętam :)
Mąż pani sekretarki przypłacił tą historię nowotworem, bo się szarpał z losem i chciał za wszelką cenę zatrzymać żonę.
Ja poszłam zupełnie inną drogą i efekt jest taki, że słowo "wdzięczność" już od jakiegoś czasu pasuje mi, jako to właściwe. Bo teraz jestem zupełnie inna i baaaaardzo szczęśliwa - pewnie dlatego. Wydobyłam swój ciekawy potencjał, który mógł sobie spać nieużywany do końca żywota. Upłynął wystarczający czas, mam już dystans do tego co było i to też pozwala mi używać słowa "wdzięczność".
 
     
xvk 

Pomogła: 20 razy
Dołączyła: 31 Sie 2009
Posty: 715
Skąd: Poznań
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 16:39   

M i T napisał/a:
Xvk, nie spotkałaś na przykład osób wdzięcznych swoim rodzicom za lanie? Nie zauważyłaś, jak taka "wdzięczność" ZAWSZE znajduje odbicie w ich poglądach i reakcjach (przeważnie klapsują własne dzieci)? Taki poseł Cymański jest tu znakomitym przykładem.

Oczywiście, że to widzę. Tylko te osoby, bite w dzieciństwie i dalej klapsujące nie wyglądają na takich, którzy zrobiliby coś w temacie swojego dzieciństwa od strony psychologicznej czy w temacie rozwoju świadomości.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 16:46   

xvk napisał/a:
Tylko te osoby, bite w dzieciństwie i dalej klapsujące nie wyglądają na takich, którzy zrobiliby coś w temacie swojego dzieciństwa od strony psychologicznej czy w temacie rozwoju świadomości.


No co Ty? A np. taki John Rosemond nie tylko "zrobił coś" od strony psychologicznej, ale nawet sam jest - o zgrozo - psychologiem :razz: Albo taki Hellinger...

Marishka
 
     
xvk 

Pomogła: 20 razy
Dołączyła: 31 Sie 2009
Posty: 715
Skąd: Poznań
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 16:48   

M i T napisał/a:
Napisałaś o wdzięczności dla kochanki, ciekawe, czy też udało Ci się obdarzyć taką wdzięcznością ex-męża, za to, że Ciebie zdradzał? Dla mnie, taka "wdzięczność" nie jest ani normalna, ani zdrowa, ani w ogóle na miejscu. To prędzej DEWALUACJA wdzięczności, niż autentyczne, zdrowe uczucie.

Wdzięczność z mojej strony jest do losu (Boga, czy jak tam sobie to kto nazwie) za to, że w ostatecznym rozrachunku, za włożony wysiłek, dostałam więcej niż miałam. Tak w uproszczeniu objaśniam co czuję. Jestem na dużym plusie pod wieloma względami, no to co mam czuć? Złość do końca życia? Ten etap już za mną.
 
     
xvk 

Pomogła: 20 razy
Dołączyła: 31 Sie 2009
Posty: 715
Skąd: Poznań
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 16:55   

M i T napisał/a:
John Rosemond

Nie znam.
Hellingera też pobieżnie, nie byłam na takich warsztach, więc nie mam zdania. Wasze zdanie znam, ale musiałabym zobaczyć na własne oczy taką terapię, żeby jednoznacznie ocenić.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Maj 02, 2010 17:05   

xvk napisał/a:
no to co mam czuć? Złość do końca życia? Ten etap już za mną.


A w życiu! Odczuwanie nieskończonej złości, nie jest ok. Ale wykopyrtywanie i konwersja złości/wściekłości we wdzięczność, wygląda bardziej na element dobrystyczny, irracjonalny. Nie można czuć autentycznej wdzięczności za razy, jakie ktoś nam zadawał. Nie wierzę w takie deklarację, choć przyjmuję do wiadomości, jak bardzo są trendy i że można użyć błędnego sformułowania.

Tomek
 
     
xvk 

Pomogła: 20 razy
Dołączyła: 31 Sie 2009
Posty: 715
Skąd: Poznań
Wysłany: Pon Maj 03, 2010 11:23   

M i T napisał/a:
wykopyrtywanie i konwersja złości/wściekłości we wdzięczność

Dojaśnię jeszcze to, co może za słabo podkreśliłam wcześniej.
Byłam najpierw załamana z niewiedzy, wypłakiwałam bezsilność, w międzyczasie poszukałam pomocy, później kiedy dowiedziałam się całej prawdy, byłam bardzo wściekła około 2 lata.
Wściekła tak, że ludzie „schodzili mi z drogi”, co dzisiaj wspominam z rozbawieniem. Coś, jak się budzi uśpiony wulkan, ale i on ma kiedyś koniec aktywności :)
Złość stopniowo się rozpływała, zastępowały ją inne emocje. Później była przede wszystkim mobilizacja, żeby tą sytuację rozwiązać, z jak najmniejszą szkodą dla dzieci. Trzeba było szukać sobie nowego miejsca. Problemem, który pamiętam do dzisiaj, było dźwiganie kartonów z książkami przy kolejnych przeprowadzkach. Resztki złości miałam na te książki, że one takie ciężkie, już myślałam czy się ich nie pozbyć :)

Co zrobiłam sama, a do czego by nigdy nie doszło, gdyby nie ta sytuacja kryzysowa (czyli ta krzywda wyrządzona przez innych ludzi):
zagłębiłam się sporo w psychologię, z czasem z coraz większą przyjemnością, przez pewien czas z pasją – taka przygoda intelektualna. Nie zrobiłabym tego, gdybym nie była przymuszona, gdyby nie ten kopniak od losu.
Zagłębiłam się w rozwój duchowy, to akurat często się zdarza po 40-stce, więc pewnie szukałabym czegoś, ale nie tak intensywnie.
Zadbałam o ciało, wyrzucałam stresy i blokady za pomocą większej dawki ruchu (poszło na zdrowie), masaży – bardzo miłe i pożyteczne.
Poznałam siebie, zmieniłam siebie. Odnalazłam cechy charakteru wycofane gdzieś głęboko w czasie dzieciństwa.
Zweryfikowałam swój życiorys, znalazłam odwagę (nie widziałam innego wyjścia), by zacząć życie od nowa.
W krótkim czasie okazało się, że strach zamienia się w ciekawość tego nowego. Zmobilizowana robiłam rzeczy, które koleżanki określały: „podziwiam cię, ja bym tak nie umiała”.
Dla mnie coś stało się oczywiste, dla nich było ekstremalne.
Mogłabym jeszcze wymieniać pozytywy i pewnie by tak było, gdybym rozmawiała z kimś na żywo o tym :)
Nie pomogłam sobie jakoś na skróty, np. hipnozą, NLP, pisaniem afirmacji typu: „jestem spokojna...”, czy samym pozytywnym myśleniem i czekaniem aż samo się rozwiąże. To było aktywne, wielotorowe i twórcze, trwało dobre 10 lat – każdy rok był trochę inny.
Dzisiaj w ogóle nie potrafię sobie wyobrazić, że mam dalej tego samego męża, tkwię w tym miasteczku i pracuję dalej w tej firmie (gdzie też nie było dobrej atmosfery).

Trochę się rozpisałam, ale chciałam tylko pokazać, że wdzięczność może być finałem wielkiego kryzysu. Tego, co przynosi los, nie da się obiektywnie ocenić od razu, na gorąco, z emocjami. Dopiero z dystansu widać, że to był „zapakowany prezent”.
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Maj 03, 2010 14:58   

innymi słowy Tomku na wszystko trzeba patrzeć z prespektywy czasu, 10 lat temu użytkownik xvk miała bardzo trudną sytuację przez męża, po 10 latach dzięki właśnie jej ex podniosła radyklanie swój poziom życia, dziwne byłoby się dalej na niego gniewać skoro efekt końcowy był naprawdę bardzo dobry
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pon Maj 03, 2010 15:14   

Illiq, zachowując cierpliwość, wytłumaczę raz jeszcze: KTO MÓWI, BY CZUĆ GNIEW po tylu latach i w innych okolicznościach??? I gdzie, w którym miejscu??
Pomijając oczywisty sukces Xvk, ja się pytam, po diabła miesza się w to wdzięczność, przeinaczając jej znaczenie, a tym samym gotując się do postawy, która napotkawszy na osobę z głębokim problemem, może spowodować zignorowanie jej cierpienia, np. "ee..słuchaj, to że chłop daje ci w ryja na śniadanie, znaczy, że tak naprawdę obdarza cię prezentem, za który będziesz mu wdzięczna, tylko że jeszcze tego nie wiesz.."

Ja to widzę tak. Xvk odwaliła kawał roboty, co poskutkowało osobistym sukcesem. To jest TYLKO jej zasługa, to JEJ praca, upór i odwaga - żaden prezent. Uderzanie we wdzięczność dla palantów z przeszłości, którzy zatruwali życie, jest dla mnie nie do przyjęcia. Uważam, że to racjonalizacja przeszłości - ot, szczypta idealizacji, dobryzmu, wyparcia, zaprzeczenia. W sumie żaden problem, bo nasza koleżanka forumowa jest szczęśliwa, więc spoko.

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pon Maj 03, 2010 15:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Neska 


Pomogła: 23 razy
Wiek: 38
Dołączyła: 01 Sie 2009
Posty: 1331
Wysłany: Pon Maj 03, 2010 16:19   

MiT i xvk ja mysle, ze Wy mowicie o tym samym tylko blad w definicji pojecia. Moze chodzi o poczucie spokoju, spelnienia, akceptacji wszystkich doswiadczen dobrych i zlych. A wdziecznosc to w takim przewrotnym sensie, jak kiedys wyrazil moj kolega - "zeby byc dobrym rodzicem trzeba byc zlym rodzicem", chodzi o odwrocenie logiki pojecia, jego rodzice tez prali przy kazdej okazji, rozbierali go ze spodni, przekladali przez krzeslo i jeszcze po czyms takim musial ojca w reke pocalowac i podziekowac za pasy. Ten kolega mowil, ze gdyby nie fakt posiadania takich rodzicow (podobnie jak xvk meza) nigdy w zyciu nie przepracowywalby, nie terapeutyzowal tylu spraw, nie mialby w ogole pojecia, ze mozna przechodzic przez takie problemy, on by o tym czytal w gazetach lub ogladal w tv na zasadzie sensacji. Za sprawa takich doswiadczen uwaza sie za madra osobe, bardziej swiadoma niz ludzie bez takich doswiadczen, jest w stanie duzo wiecej zrozumiec z tego swiata, ale on nie chcial miec takiego dziecinstwa, nie chcial tego przezywac, ja tez nie i xvk tez pewnie wolalaby czuc sie szczesliwa przy pierwszym mezu. Niestety to nie zalezy od nas. I teraz to stwierdzenie, ze dobrzy rodzice to zli rodzice - tylko w tym sensie, ze mamy szerzej otwarte oczy, jestesmy bardziej wrazliwsi, empatyczni, tyko to jest in plus a nie wdziecznosc za to do kata. To taki bagaz nie chciany,ale zaakceptowany, bo innych doswiadczen nie mielismy.
Bardzo fajnie by bylo gdybysmy wszyscy byli czysci i prosci jak bialy kwiatuszek. Ale takich ludzi po prostu nie ma. Wazne jest to co podkreslaja Marysia i Tomek - co my z tym zrobimy? Czy wystrzelimy w tzw kosmos czyli zamieciemy pod dywan i udajemy, ze nic nie smierdzi, tzw falszywy wstyd, czy zapijemy, zajemy czy nie wiadomo od jeszcze sie uzaleznimy, zeby nie myslec, czy skierujemy to przeciwko sobie i to nas zniszczy? Wiecie ilu moich znajomych bylo tluczonych przez swoich rodzicow, ilu robi to samo swoim dzieciom, ale nie zrobilo nic by to przerwac, by zrozumiec skad to sie wzielo? Dociec do poczatku, do zrodla, do rozdzicow? Dla mnie wazne jest to, ze kazdemu lamie sie glos i ma mokre oczy jak o tym opowiada, szkoda tylko, ze to wszystko, ze nie robi nic z tym dalej, udaje, ze jest ok, tak mialo byc jak swiat swiatem. Przezycie tego, zrobienie z tym porzadku daje uczucie fantastycznego spokoju i wladzy nad zlymi emocjami, i chyba o tym mowila xvk. O takiej 'wdziecznosci'.

xvk - mozna juz gratulowac forumowej babci?
_________________
Pachelbel Canon in D
 
     
xvk 

Pomogła: 20 razy
Dołączyła: 31 Sie 2009
Posty: 715
Skąd: Poznań
Wysłany: Pon Maj 03, 2010 16:59   

JaśniePani napisał/a:
Przezycie tego, zrobienie z tym porzadku daje uczucie fantastycznego spokoju i wladzy nad zlymi emocjami, i chyba o tym mowila xvk. O takiej 'wdziecznosci'.

Ładnie to wyjasniłaś w swoim poście , z wyjątkiem tej władzy na złymi emocjami. Ich już nie ma po takim czasie i przede wszystkim dlatego, że mam teraz nowe, ciekawsze życie, fantastycznego faceta, zaprzyjaźnionego z moimi dziećmi. Razem przeżywaliśmy śluby, wesela wszystkich naszych dzieci, no pięknie się wszystko rozwija. Jutro jedziemy do mojej córki, rodzić ma jeszcze w tym tygodniu. :viva:
Mój były do pięt nie dorasta temu obecnemu. Ja dzisiaj nie związałabym się z kimś takim jak kiedyś, dawno temu :)

M i T napisał/a:
ja się pytam, po diabła miesza się w to wdzięczność, przeinaczając jej znaczenie, a tym samym gotując się do postawy, która napotkawszy na osobę z głębokim problemem, może spowodować zignorowanie jej cierpienia, np. "ee..słuchaj, to że chłop daje ci w ryja na śniadanie, znaczy, że tak naprawdę obdarza cię prezentem, za który będziesz mu wdzięczna, tylko że jeszcze tego nie wiesz.."

Zignorować cudze cierpienie, po tym co sama przeszłam? No wybacz, mylisz się po stokroć.
W tym konkretnym przypadku, nigdy w życiu nie powiedziałabym tak do osoby, którą ktoś bije. Gdybym była w stanie, najpierw uświadomiłabym jej, że ma natychmiast przerwać ten chory układ. Jak życie pokazuje, ktoś bity czy w jakikolwiek sposób poniżany w dzieciństwie ma niskie poczucie własnej wartości i znajduje sobie partnera, który też mu w jakiś sposób dołoży. Jeżeli po pierwszym nieudanym związku taka osoba nie popracuje nad sobą, nie przejdzie żadnej terapii czy w jakikolwiek inny sposób nie dojdzie do tego, że dopóki sama siebie nie będzie szanować, to kolejni partnerzy też jej dołożą, to żadnego rozpakowania prezentu nie będzie i o wdzięczności nie ma co wspominać, bo daleka do niej droga. Wielu wycofuje się na początku tej drogi, nigdzie nie dochodząc. Wycofują się ze strachu przed dotykaniem swojej przeszłości.
Mój przyjaciel za studiów rozwodził się po znacznie gorszych przyjściach w tym samym czasie co ja. Użyłam swoich kontaktów, żeby poszukać najlepszego psychologa w jego mieście, wspierałam go telefonicznie. Od psychologa uciekł po trzeciej wizycie. Nie wytrzymał. Nic nie zrozumiał, nic nie przerobił. Znam jego dzieciństwo, wiem gdzie jest problem. Teraz jest w nowym związku. Jako bogaty biznesmen znalazł atrakcyjną, młodszą kobietę. Z charakteru – powtórka z rozrywki – młodsza, pazerniejsza wersja pierwszej żony, tak samo bez skłonności do wierności. Nie da się pomóc komuś, kto sam sobie nie pomoże.
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Maj 03, 2010 19:59   

Cytat:
uwaza sie za madra osobe, bardziej swiadoma niz ludzie bez takich doswiadczen, jest w stanie duzo wiecej zrozumiec z tego swiata, ale on nie chcial miec takiego dziecinstwa, nie chcial tego przezywac, ja tez nie i xvk tez pewnie


ja np z perspektywy czasu najbardziej jestem zadowolony z tego co mi dały te najgorsze sytuacje i jak najbardziej cieszę się że mnie spotkały

Cytat:
Illiq, zachowując cierpliwość, wytłumaczę raz jeszcze


Po Twoim ponownym wytłumaczeniu zorientowałem się że pisałem jak hipokryta, pisząc o wdzięczności kiedy sam może nie tyle obwiniam te osoby co czuję do nich niechęć
 
     
Neska 


Pomogła: 23 razy
Wiek: 38
Dołączyła: 01 Sie 2009
Posty: 1331
Wysłany: Pon Maj 03, 2010 20:48   

ja sie ciesze, ze nie drecze fizycznie i psychicznie swoich dzieci tylko pozwalam im rosnac w milosci mojej i meza. Ale absolutnie sie nie ciesze, ze mialam takie dziecinstwo i mlodosc jaka mialam :roll: . Wspominam to z niechecia i skurczem zoladka. Na pewno jestem umocniona, ze z tego zla wyniknelo jednak dobro, ale gdybym miala wybor wolalabym miec inne doswiadczenia. Ale nie mamy na to wplywu, nie mozemy decydowac czy urodza nas chlory, ktore pozwola nam wypasc z okna, bo sami sa napruci, czy nasi rodzice to psychopaci czy tez dziecinstwo spedzimy w domu dziecka :shock: To tak jak gdyby pytac naiwnie dlaczego sa wojny, istnieje glod, ludzie sie zabijaja, niszcza sie wzajemnie, maltertuja, kradna...
_________________
Pachelbel Canon in D
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Maj 03, 2010 20:55   

Łazariew mówi, iż złodzieje istnieją min dlatego, że są ludzie absolutyzujący to co ziemskie, stawiający pieniądze oraz majątki ponad Boga i Wszechświat.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
figa


Pomógł: 8 razy
Wiek: 62
Dołączył: 07 Lut 2005
Posty: 1141
Skąd: dolnośląskie
Wysłany: Wto Maj 04, 2010 00:56   

błogosławieni złodzieje , ispekulanci i mafiozi :shoot:
a w przykazaniu stoi-"nie kradnij"
poszkodowani- łapią za ręke albo ucinają .
W zasadzie mało się słyszy ,zeby wszystkich bogaczy
i przekrętaczy spotkała kara sroga.
_________________
pozdrawiam
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Maj 04, 2010 05:30   

Może dlatego, że wielu z tych bogaczy i spryciarzy mimo, że na poziomie zewnętrznym, fizycznym opływa w bogactwo, to w środku, wewnętrznie, na poziomie duchowym nie stawia majątku ponad Boga. Nie potrafię zajrzeć im w duszę, ale np Daniken, Tolle albo Kostabi wydają się być na takim poziomie. Albo Marek Aureliusz. Na zewnątrz twardy cesarz, wojownik, wewnętrznie - filozof niosący piękne uniwersalne zasady Wszechświata (przynajmniej takie wrażenie się odnosi po tym co pisał).

Tu nie chodzi o odwetowo-planktonowe marzenia zazdrośników, że "bogaczy ma spotkać kara" za to tylko, że są bogaczami. Kara spotyka tych, którzy na poziomie psyche absolutyzują pieniądze i materię, niezależnie od tego czy żyją w wielkim pałacu, czy w ziemiance.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Wto Maj 04, 2010 07:29, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Nelka 

Pomogła: 3 razy
Dołączyła: 05 Mar 2006
Posty: 247
Skąd: Częstochowa
Wysłany: Wto Maj 04, 2010 20:19   

To jeszcze złodzieja mogę przyjąć jako to pożyteczne narzędzie ale nie osobę pomiatająca innymi w taki czy inny sposób. Skoro jest narzędziem boskim to należałaby jej się nagroda? Przecież jest "posłańcem".
A tak w ogóle po co jest świat ziemski. Wystarczyłoby stworzyć dusze, które nie potrzebują jedzenia, picia ani ciepła. Mogłyby sobie rozmyślać, tworzyć coś itp. Zamiast tego jest walka i twarde reguły. I to słynne ukojenie na łonie natury. Przypatrzyć się temu bliżej to widać jak stworzenia pożerają się nawzajem.
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Maj 04, 2010 20:38   

Nelka:
Cytat:
po co


nie zrozumiemy naszym rodzajem świadomości, Bóg / Elohim / Natura mają inny rodzaj świadomości więc nie da się tego pojąć naszym rozumem, to tak jakby kot chciał zrozumieć psa/człowieka
 
     
Neska 


Pomogła: 23 razy
Wiek: 38
Dołączyła: 01 Sie 2009
Posty: 1331
Wysłany: Śro Maj 05, 2010 00:03   

q.
_________________
Pachelbel Canon in D
Ostatnio zmieniony przez Neska Śro Paź 26, 2011 23:51, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Śro Maj 05, 2010 21:16   

napisz coś więcej o tych mistykach
 
     
Neska 


Pomogła: 23 razy
Wiek: 38
Dołączyła: 01 Sie 2009
Posty: 1331
Wysłany: Czw Maj 06, 2010 19:20   

q.
_________________
Pachelbel Canon in D
Ostatnio zmieniony przez Neska Śro Paź 26, 2011 23:55, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Maj 06, 2010 21:33   

Ekharta akurat znam i jego potęge teraźniejszości, szczerze to jest to dość trudne i męczące, fakt pare fajnych rzeczy wyniosłem i trochę zmieniło mi mój światopogląd ale jeszcze ine czuje potrzeby czytać tak skomplikowanych tekstów o duchowości. Narazie jestem bardziej za Huną i Osho, osoby typu de Mello bądź Tolle trochę nie pasują mi do obecnych dążeń bo radzą żeby wyzbyć się pragnień ego, które mam narazie zamiar karmić
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Maj 06, 2010 21:40   

iliq napisał/a:
Narazie jestem bardziej za Huną i Osho


Z tym Oshołomem radzę uważać. A przynajmniej uważnie przestudiować jego życiorys. Bardzo fajny rozdział jest o nim w "Kolosach na glinianych nogach" A. Storr'a. Zresztą cała książka jest w dechę i dobrze się czyta. Polecam każdemu, kto interesuje się tematyką guru, autorytetów, lub sam ma ku temu predyspozycje :evil:

Marishka
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Maj 06, 2010 23:42   

kurna nie ma czasem gdzieś tego w formie e-booka za free? Wujek google średnio pomógł
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 77
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 2980
Skąd: Australia
Wysłany: Pią Maj 07, 2010 00:36   

iliq napisał/a:
kurna nie ma czasem gdzieś tego w formie e-booka za free? Wujek google średnio pomógł

W postkomunistycznej Rosji powstala proznia duchowa po upadku idei komunistycznej.
Rozne koscioly zaczely tam wysylac swoich predstawicieli. Osobiscie znam/znalem ministranta Kosciola 7 Adwentystow, ktory tam chrzcil niewiernych. Byl wolnym czlowiekiem, bo jego zona, siostra zony i maz siostry zmarli ma raka. Bardzo pilnie przestrzegali diety. Jedno jajko na tydzien bez zoltka. Otoz temu ministrantowi w czasie misji zabolalo zebro podczas proby naprawy silnika w samochodzie kiedy oparl sie o blotnik samochodu.
Pani lekarz stwierdzila pekniecie zebra. Wzieli slub i on ja sprowadzil do Australii. Moj kontakt sie z nim urwal.

Otoz Lazariew karmi to spoleczenstwo swoja karma. Nie za darmo.
Ksiazki trzeba kupowac, a spotkania tez nie sa za darmo.
Rozbawil mnie historyjka, jak to na koncie bankowym pewnego mlodzienca znalazla sie pokazna suma pieniedzy bez wiedzy wlasciciela konta. On radzil matce tego mlodzienca co ma robic, aby uniknac klopotow.

Lazariew kaze sobie za wszystko placic, a ty chcesz za darmoche?
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Maj 07, 2010 08:00   

Cytat:
a ty chcesz za darmoche?


tak 8) ale chcieć a mieć to dwie różne rzeczy


Marishka a mogła byś powiedzieć co jest nie tak w Osho? Pozatym że był hipokrytą?
 
     
Neska 


Pomogła: 23 razy
Wiek: 38
Dołączyła: 01 Sie 2009
Posty: 1331
Wysłany: Pią Maj 07, 2010 10:50   

Iliq ze wschodnich czytalam tylko Krishnamurti'ego. Raczej skupilam sie na tych, ktorych wymienilam.
Co do zyciorysow to jesli sa zle to raczej mi to ni eprzeszkadza, np wpsomniany przeze mnie Buber zaniedbywal notorycznie swoje dzieci, spotykal sie z nimi raz w tyg i nie mial do nich kompletnie cierpliwosci.
_________________
Pachelbel Canon in D
 
     
Neska 


Pomogła: 23 razy
Wiek: 38
Dołączyła: 01 Sie 2009
Posty: 1331
Wysłany: Pią Maj 07, 2010 13:13   

zapomnialam o Mertonie :

Jestem wystarczająco samotny, aby wysoko sobie cenić każdy prawdziwy kontakt.

"Jest taki optymizm, który pomniejsza chrześcijaństwo i czyni je absurdalnym, pozbawia je sensu. To głupi, małostkowy optymizm, który polega na tym, że jest się bezpiecznym, ponieważ zna się właściwe odpowiedzi. Jeśli powiedziałem, że mam dość odpowiedzi, to miałem na myśli odpowiedzi kategoryczne, gotowe, takie, które ignorują pytanie. Dzisiaj wszystkie odpowiedzi nabierają takiego charakteru, ponieważ tak głęboki jest w nas zamęt i rozpaczliwie chwytamy się tysięcznych przebłysków pozornej jasności."

Swietnie pasuje do dzisiejszych czasow i kondycji czlowieka, samotnego czlowieka, ktory ciagle teoretyzuje a nie zyje naprawde "Strzeż się pokusy odmawiania miłości lub też odrzucania miłości dla rzekomo "duchowych powodów". Zważ straszliwą bezpłodność tych, którzy twierdząc, że kochają Boga, w rzeczywistości zwolnili siebie z obowiązku kochania kogokolwiek i zastygli, skarłowacieli w ciasnym kręgu abstrakcyjnych błahych spraw, dotyczących ich samych i kilku innych, podobnie jak oni bezpłodnych!
Zamiast kultywować [...] aurę rozpylonej życzliwości, powinieneś z drżeniem serca, głęboko i szczerze przejąć się losem tych niewielu osób, które Bóg powierzył twojej opiece - są to członkowie rodziny, twoi studenci, twoi pracownicy, twoi parafianie. To przejęcie się znaczy zaangażowanie, rozterkę i jest zasadniczo pilną sprawą. Nie wolno ci uniknąć tego, nawet jeśli często będzie powodem "wewnętrznego zaniepokojenia". Jest rzeczą słuszną i dobrą, aby twój pokój wewnętrzny był zakłócony w ten sposób, abyś zmuszony był cierpieć i dźwigać niewielki ciężar tych trosk, których zazwyczaj nie da się opowiedzieć nikomu."
_________________
Pachelbel Canon in D
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Maj 07, 2010 15:17   

iliq napisał/a:
Ekharta akurat znam i jego potęge teraźniejszości, szczerze to jest to dość trudne i męczące


Nie czytałem książek, ale wykłady na YT są wg mnie dość przystępne.

Eckhart Tolle PL - Oddech http://www.youtube.com/watch?v=Z0OkAm1m4BM

Eckhart Tolle PL - Dom wariatów http://www.youtube.com/watch?v=a_N2bDCht1Q

Eckhart Tolle PL - Relacje międzyludzkie http://www.youtube.com/watch?v=1hmKzLm5dig

Ps. Z fizjonomii wygląda jak rekonstrukcja Homo pongoides. Pewnie jego ulubionym sportem jest pływanie na plecach.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Pią Maj 07, 2010 15:49, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Neska 


Pomogła: 23 razy
Wiek: 38
Dołączyła: 01 Sie 2009
Posty: 1331
Wysłany: Pią Maj 07, 2010 15:36   

chodzilo mi o tego mistrza :-) Eckhart z Hochheim (1260-1327) - dominikanin, pochodził z rodziny arystokratycznej, niemiecki mistyk , filozof, twórca neoplatońskiej mistyki. Gdyby Bóg mógł zboczyć z drogi prawdy, pozostałbym wierny prawdzie i opuściłbym Boga.

Cytat:
Centralną ideą eckhartiańskiej teologii pokory jest to, że Bóg, stojąc wobec duszy całkowicie opróżnionej z wszelkiej reprezentacji, słowem, wobec tej pustki, która jest straszna dla natury, stoi w obliczu Swego naturalnego Miejsca, w obliczu samego Siebie, i nie może nie oddać się jej zupełnie, skoro nic nie stwarza przeszkód dla Jego rozlania się w niej, bo daje się Sobie w sobie. Dusza nie zmusza więc Boga, by jej słuchał, lecz pozwala Mu być w Nim tym, kim jest. Bóg wewnętrznie uniżony nie traci nic ze swej boskości, bo zstępuje w Siebie. Wysokość Boga i głębia pokory spotykają się w Głębi bez dna, w jedności Boga i człowieka, który poddany jest Bogu w samym Bogu.

Eckhart ilustruje tę trudną tezę na przykładzie geometrycznym. W projekcji kuli na płaszczyznę, biegun, oś kuli, nie tylko pokrywa się z jej dnem, lecz i z centrum obwodu wykreślonego na płaszczyźnie. Jest więc uniżenie, lecz uniżenie wewnętrzne, góry do środka. Eckhartiańskia koincydencja przeciwieństw, góry i dołu, dokonuje się w duszy, tam, gdzie współistnieje biegun powszechny z powszechnym centrum, wnętrze z zewnętrznością. Góra i dół utożsamiają się w centrum, w narodzinach Syna w duszy chrześcijanina.
_________________
Pachelbel Canon in D
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Maj 07, 2010 21:04   

Cytat:
Nie czytałem książek, ale wykłady na YT są wg mnie dość przystępne.


na YT ma bardzo trafne, przejże jeszcze raz jego książke bo z tego co pamiętam to lekką sieczkę robiła, niby coś tam gadał w niej ale morał z tego żadny nie wychodził :viva:
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Maj 10, 2010 18:41   

Cytat:
Z tym Oshołomem radzę uważać. A przynajmniej uważnie przestudiować jego życiorys. Bardzo fajny rozdział jest o nim w "Kolosach na glinianych nogach" A. Storr'a. Zresztą cała książka jest w dechę i dobrze się czyta. Polecam każdemu, kto interesuje się tematyką guru, autorytetów, lub sam ma ku temu predyspozycje


przeczytałem rozdział o osho akurat z tym że dobrze się czyta to bym polemizował. Ciekawiło mnie czemu mam niby uważać na Osho i na dobrą sprawę nie znalazłem odpowiedzi. Osho umarł w tym roku w którym ja się urodziłem więc raczej nie będę w jego sekcie. Ponadto autor neguje go za:

- depresje (valium)
- zbyt szybki wytrysk :hihi:

wiedziałem że osho miał problemy ze swoją osobowością jednak jego poglądy w dalszym ciągu mi pasują (nie wszystkie!!)
 
     
ali
[Usunięty]

Wysłany: Pon Maj 10, 2010 21:41   

fink napisał/a:


To teraz się zastanów jakie inne możliwości są poza reinkarnacją albo pójściem do Boga po śmierci ciała fizycznego. Nie ma innych możliwości. Istnieje wiele dowodów na reinkarnację, i jeśli Twoja dobra wola, to je sobie odnajdziesz. M. in. Robert A. Monroe wiele pisze w swojej trylogii o reinkarnacji. Polecam.


niestety w tych dywagacjach jest pełno dziur

zważ że "reinkarnowani" w opisanych przypadkach w poprzednim wcieleniu ginęli w dramatycznych okolicznościach
te okoliczności powodowały silny "krzyk duszy"
który ktoś usłyszał
przyjmując że dusza jest świadomością niosącą informacje / zapis swego bytu/
reinkarnacja jest tylko i wyłącznie odbiorem owej informacji a nie duszy
stąd reinkarnacja jest fikcją

co do wedrówki dusz
wierząca i czysta idzie do żródła swej wiary
niezdecydowana "wisi "
mająca coś na sumieniu pokutuje
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Maj 10, 2010 22:31   

Cytat:
stąd reinkarnacja jest fikcją


udowodnij :viva:
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 77
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 2980
Skąd: Australia
Wysłany: Pon Maj 10, 2010 22:44   

iliq napisał/a:
Cytat:
stąd reinkarnacja jest fikcją


udowodnij :viva:

Najpierw trzeba udowodnic istnienie czegos co nie isnieje, a nie odwrotnie.
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Maj 11, 2010 11:22   

Kangur napisał/a:
Najpierw trzeba udowodnic istnienie czegos co nie isnieje, a nie odwrotnie.

Zgadzam się. Tak więc udowodnij mi, że istniał Jezus Grzybus. 8-)
 
     
Joannaż 
sinsemilla


Pomogła: 38 razy
Wiek: 35
Dołączyła: 19 Kwi 2010
Posty: 2284
Wysłany: Wto Maj 11, 2010 13:31   

Jezus Grzybus? a któż to?? Jeżeli piszesz o Jezusie Chrustusie, to ja sie pytam jak można udowodnić istnienie jednostki sprzed tylu lat? Co byłoby da Ciebie dowodem? Kości, odcisk palca w kamieniu? Myslisz,że Twoje istnienie będzie można udowodnić za dwa tysiące lat? W sumie w dobie dzisiejszego rozwoju technologii, może będzie to mozliwe...Ale nie możemy porównywać czasów życia Jezusa z naszymi.
 
 
     
ali
[Usunięty]

Wysłany: Wto Maj 11, 2010 14:42   

fink napisał/a:

. Popełniasz klasyczny błąd logicznego rozumowania (w tej chwili nie ma znaczenia jak się ten błąd nazywa). Poczytaj najpierw książki. Jeszcze raz Ci polecam książki Robert'a A. Monroe. Tam są jeszcze inne dowody na reinkarnację, poza wspomnieniami ludzi. Monroe, przebywając poza ciałem, "widział" jak niektóre dusze się wcielają.

Edycja:
Jeszcze raz podkreślę - ali, powinieneś przedstawić inne dowody na swoją teorię, ponieważ ten wspomniany to zdecydowanie za mało.



he ten jego Hemi Sync i stan OBE
to zadne podróże duszy tylko mentalne czytanie hologramu
zawsze obraz jest niewyraźny
bajki ja też potrafiłbym pisać
ps.
a Boga łon też widział?
Ostatnio zmieniony przez ali Wto Maj 11, 2010 15:02, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
ali
[Usunięty]

Wysłany: Wto Maj 11, 2010 20:57   

fink napisał/a:

- przeczytaj książki, to się dowiesz co widział i co doświadczył.


lepiej przestań wierzyć w bajki
ps.
nawet teleportacja mentalna znana była od dawna

ale to nie jest wędrówka dusz tylko wysłany hologram
 
     
figa


Pomógł: 8 razy
Wiek: 62
Dołączył: 07 Lut 2005
Posty: 1141
Skąd: dolnośląskie
Wysłany: Wto Maj 11, 2010 21:24   

fink napisał/a:
Skąd wiesz, że obraz jest zawsze niewyraźny ? Monroe nic nie pisał na temat wyrazistości. Pytałeś się każdego dokonującego OOBE ? Dlaczego Monroe miałby to wszystko zmyślać ? Był dobrze prosperującym biznesmenem, gdy zaczął doświadczać OOBE, więc motyw pieniędzy odpada. Nie ryzykowałby też ośmieszenia się, gdyby to wszystko miałoby być zmyślone.

a może SCHIZOFRENIA??? a może niuchał zioła?
_________________
pozdrawiam
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 77
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 2980
Skąd: Australia
Wysłany: Wto Maj 11, 2010 22:32   

fink napisał/a:
figa napisał/a:
a może SCHIZOFRENIA??? a może niuchał zioła?

Nie ośmieszaj się, a lepiej najpierw, zanim napiszesz coś takiego, poczytaj sobie jakie są objawy schizofrenii czy palenia marihuany. Poza tym, Monroe, pierwsze co zrobił, to poszedł do psychiatry. Ten nic nie zdiagnozował.

Nie do tego psychiatry poszedl. Powinien sie dac przebadac przez MiT-ow.
fink napisał/a:

Nie czytałem też, żeby kiedykolwiek zażywał jakiekolwiek narkotyki.

To jest rzeczywiscie przekonywujacy dowod, ze ich nie zazywal. Ja tez nie czytalem, ze ty prowadzisz swoje forum.
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
ali
[Usunięty]

Wysłany: Wto Maj 11, 2010 22:33   

fink napisał/a:
ali napisał/a:
lepiej przestań wierzyć w bajki
ps.
nawet teleportacja mentalna znana była od dawna

ale to nie jest wędrówka dusz tylko wysłany hologram

Może dla Ciebie Twoja teoria jest jasna i oczywista, ale nie dla wszystkich, w tym i dla mnie też nie. Możesz zatem opisać tą "teleportację mentalną" i "wysyłanie hologramu" ? Na czym polega owo zjawisko ? Z czego wynika jego istnienie ? Zobaczymy kto wierzy w bajki.


no no takiś łoczytany a nie czytałeś o cudach ojca Pio?
 
     
figa


Pomógł: 8 razy
Wiek: 62
Dołączył: 07 Lut 2005
Posty: 1141
Skąd: dolnośląskie
Wysłany: Śro Maj 12, 2010 00:06   

fink napisał/a:
Nie ośmieszaj się, a lepiej najpierw, zanim napiszesz coś takiego, poczytaj sobie jakie są objawy schizofrenii czy palenia marihuany. Poza tym, Monroe, pierwsze co zrobił, to poszedł do psychiatry. Ten nic nie zdiagnozował. Nie czytałem też, żeby kiedykolwiek zażywał jakiekolwiek narkotyki

ja tak tylko zapytać nie można?
Troche mam za ciasną głowe ,zeby to ogarnąć i jeżeli reikarnacja jest prawdą to choć troche pamięci z poprzedniego zycia by sie zdało ,a tak :shock:
co z tego ,ze kimś tam byłam jak tego nie pamiętam i doświadczenia wiedze musze od nowa zdobywać
_________________
pozdrawiam
 
     
ali
[Usunięty]

Wysłany: Śro Maj 12, 2010 15:25   

fink napisał/a:



A Ty się nie wypowiadaj o OOBE Monroe'a, skoro nie czytałeś jego książek, bo jesteś po prostu śmieszny. Nie musiałem czytać o cudach ojca Pio, bo nigdy nie interesowałem się tego typu rzeczami. I w przeciwieńswtie do Ciebie, nie wypowiadam się o rzeczach, o których nie czytałem. Może w przyszłości, bliższej lub dalszej, poczytam.


ha
trza wszystko czytać żeby mieć blade choćby pojęcie i skalę porównawczą
a tak masz racje nie warto
jestem odporny na reinkarnacje na OOBE, Hemi sync
p.s.
cuda z teleportacją są potwierdzone a wydumki Monroe'a, nie
Ostatnio zmieniony przez ali Śro Maj 12, 2010 15:33, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
ali
[Usunięty]

Wysłany: Śro Maj 12, 2010 16:06   

[quote="fink"]


tak tak wszysto już przećwiczyłem
ps.
te opisane spotkania wcale o niczym nie świadczą odczyty hologramów mogą się zgadzać
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Maj 30, 2010 11:49   

http://mmyy.prv.pl/pl/001/

Cytat:
Wywiady N. S. Łazariewa udzielone moskiewskiej telewizji,

w serii programów „Bumerang"


Część VI

R: A propos jedzenia: zwyczaj modlenia się przed posiłkiem, to nie tylko uprzejme dziękczynienie Bogu za chleb powszedni, lecz także energetyczne oczyszczenie pożywienia z karmy osoby, która je przygotowywała. Ponieważ bez modlitwy bierzemy na siebie także karmę kucharza. Jednak zwierzęta domowe obronić się przed karmą gospodarzy nie mogą. Przyjmują ją z pożywieniem. Ponadto zwierzęta postrzegają gospodarzy jak własnych rodziców, co oznacza, że biorą na siebie część rodzinnej karmy. Niedawno, gdy moi znajomi rozwodzili się, ich pies omal nie zginął. Kiedy opowiedziałam o tym Łazariewowi, odpowiedział: „To oznacza, że podczas rozchodzenia się - nienawidzili się nawzajem, a program unicestwienia przeszedł na psa." Pamiętajmy, jesteśmy odpowiedziami za wszystkich, których przygarnęliśmy. W Indiach nawet dzieci znają prawo karmy, wiedzą o nieśmiertelności duszy i jej wielokrotnych wcieleniach. Model ten przynosi rozwiązanie wszelkich sprzeczności ludzkiego życia. Jedna z legend hinduskich opowiada o wymarłym mieście Padagri, historia, którego może służyć jako przykład działania prawa karmy. Mieszkańcy naruszyli prawo i na następny dzień z miasta uszła cała woda. Ludzie zostali przez to zmuszeni do porzucenia miasta. Prawo karmy, to wyższa sprawiedliwość Wszechświata.

Ł: Niedawno o mały włos nie rozjechał mnie samochód. Zacząłem analizować przyczynę: o co chodzi? Niedawno mówiłem, że w Indiach fakirzy powszechnie demonstrują cuda, ale wiedzy - nie posiadają. Otóż „przegiąłem" w wewnętrznych pretensjach. Pojawiła się we mnie potężna gloryfikacja mądrości i rozumienia świata, a zablokowanie tego nastąpiło w ciągu pięciu minut. Ledwo zdążyłem odskoczyć. Wszystko to jest nieprawdopodobnie ściśle powiązane!

R: Mam pytanie: jak można zobaczyć, gdzie człowiek żył w poprzednim wcieleniu? W polu można dostrzec - jak pracują programy z pokolenia na pokolenie. Ale jak można zobaczyć konkretnie, gdzie człowiek żył?

Ł: Zaczyna we mnie pracować tylko to, co wspomaga proces leczenia. Coś, co nie pomaga - nie pracuje. Niekiedy potrzeba, bym określił miejsce, w którym żył człowiek, żeby go ukierunkować. Jeżeli w poprzednim wcieleniu człowiek żył w Ameryce, będzie już miał określoną ilość cech. Zawsze będzie w nim duma, przywiązanie do wyglądu (image), pieniędzy itd. I w tych aspektach będzie od życia „dostawał po głowie". Dlatego można objaśnić wiele spraw... Widzę na przykład: ta oto osoba przeżyła jedno życie w Ameryce, a tamta - dwa. Mówię, więc „proszę być przygotowanym, trzeba będzie oczyszczać duszę". I człowiek już się orientuje, jest już ukierunkowany. Siedziałem w gronie osób, wśród których znajdował się młody Niemiec. Uzdolniony artystycznie, znający pięć obcych języków, bardzo uduchowiony, a jednak mieszka w Niemczech, na Zachodzie. Jak to wytłumaczyć? W poprzednim wcieleniu żył on w świątyni w Indiach i modlił się nieustannie. Teraz dano mu możliwość życia w innych uwarunkowaniach. Mój współtowarzysz nie uwierzył mi. Wyjechał do Niemiec i w Berlinie skontaktował się z pewną organizacją. Robiono mu tam horoskopy astrologiczne, rozpatrywano, wyliczano i... słowo w słowo potwierdzono moje informacje. Nie wiedziałem nawet, że to, co widzę, można sprawdzić. Dzwonił do mnie z Niemiec i powiedział:,.Potwierdziło się wszystko, o czym mówiłeś. Co mam teraz robić?". Odpowiedziałem: „Nie denerwować się, wszystko jest normalnie".

R: Pragnęłam sprawdzić prawdziwość przekonań, Łazariewa na temat pieniędzy. O tym, kto je ma, i kto może lub nie może ich mieć - pośród ludzi wielkiego biznesu. Umówiłam się na spotkanie ze sponsorem mojej podróży do Indii - Władimirem Aleksiejewiczem Morożenko. Interesował mnie wyłącznie jego stosunek do pieniędzy. Zapytałam go o to.

Morożenko: Mój stosunek do pieniędzy? Uważam, że jest wiele dobrych wzorców w tym względzie. Mogę powiedzieć, że dla mnie pieniądze - to krew ekonomiki. W aspekcie władania nimi są jednak niczym. Mówi się, że pieniądze rządzą ekonomią. Mój stosunek do nich jest taki: uznaję fakt, iż przy pomocy pieniędzy mogę realizować swoje idee i tylko tyle. Jestem człowiekiem, który przyszedł do biznesu ze świata nauki. Moja opinia jest jednoznaczna - pieniądze są nam potrzebne tylko po to, aby rozwijać program ekonomiczny, który rozpoczęliśmy obecnie.

R: Czyli, mówiąc krótko, trzeba, aby pieniądze „pracowały"?

M: Pieniądze - to narzędzie przy pomocy, którego się pracuje, dzięki któremu my sami możemy pracować.

R: A jaki jest Pana stosunek do własnych pieniędzy?

M: Kiedyś było takie powiedzenie, że człowiek myli kieszeń swoją z państwową. Chciałbym powiedzieć, że u mnie też dochodzi do takich pomyłek, ale z efektem zupełnie odwrotnym. Bywają sytuacje, kiedy jakiś osobisty grand, jakąś swoją premię otrzymaną z międzynarodowej fundacji lub innej organizacji albo własne pobory, zwracam z powrotem do przedsiębiorstwa (spółki). Dlatego, że rozumiem - moje życie, mój wysiłek są nieodłączną częścią całego przedsięwzięcia. Jeśli więc komuś się powiodło, to wszystkie swoje pieniądze lokuje jako współudział w przedsiębiorstwie. Mój osobisty stosunek do pieniędzy jest taki, że nie mogę wydawać ich na prawo i lewo, widząc wokół ludzi, którzy nie mogą sobie na to pozwolić. Właśnie tak zostałem wychowany. Dlatego wszystkie moje osobiste pieniądze należą także do ogromnej liczby osób, które trudzą się razem ze mną, ale na razie nie zupełnie efektywnie.

R: Czy łatwo się Pan z pieniędzmi rozstaje?

M: Zupełnie łatwo.

R: Nasza ekipa TV przyjechała do Igora Judina w innej sprawie, ale i jego zapytałam: „Co by Pan zrobił, gdyby niespodziewanie wygrał Pan miliard?"

JUDIN: Odpowiedziałbym: gdybym zarobił miliard, nic bym nie zrobił. Tak jak pracowałem, tak pracowałbym nadal. A jeślibym wygrał miliard, to zapytałbym: „w dolarach czy w rublach?"

R: W dolarach.

J: Jeśli w dolarach, to po pierwsze - stworzyłbym normalne warunki dla siebie i swojej rodziny, takie które pozwoliłyby nie tylko pracować, pracować i pracować, ale umożliwiły uzyskanie odpowiednich warunków do duchowego rozwoju, wzbogacania ducha, osiągania wiedzy, do podróżowania, kształcenia się, kształcenia dzieci. Po drugie – obowiązkowo stworzyłbym jakieś miejsca pracy, najlepiej - przedsiębiorstwo produkcyjne (sam zaczynałem w takim przedsiębiorstwie). Zbudowałbym fabryki, zakłady takie, które dziś są potrzebne, to byłaby sprawa... No i po trzecie założyłbym oczywiście jakąś fundację. Uczyniłbym swoją żonę jej dyrektorem i byłaby to dobroczynna pozarządowa fundacja.

R: Czym ta fundacja by się zajmowała?

J: myślę, że zakres byłby maksymalnie szeroki — od wsparcia tych, którzy nie mogą zarabiać pieniędzy, do pomocy tym, którzy w przyszłości będą zarabiali, ale dziś nie mają pieniędzy - jest to płaszczyzna literatury, sztuki, muzyki - i dorośli, i ich dzieci. To wszyscy ci, którzy dziś pieniędzy potrzebują, a którzy kiedyś staną się pożyteczni.

R: A Pańska reakcja w przypadku zgubienia swojej wypłaty?

J: Zerowa.

R: Nie zdenerwowałby się Pan?

J: Nie.

R: Ganesza, to książę z głową słoniątka, pogodny bóg wszystkich przedsiębiorców indyjskich, wierzących, że Ganesza im pomaga; A oto modlitwa sprzedawcy:.Jestem sprzedawcą. Handel - to moja karma. Kupujący - moje bóstwo. Wytrwały trud - moja służba, a zadowolenie klienta - to moja komunia". Nieźle by było, gdyby nasi sprzedawcy wyznawali taką religię, nieprawdaż?

Ł: Niedawno w trakcie rozmowy z pewnym człowiekiem powiedziałem, że przywiązał się on nadmiernie do pieniędzy. Odpowiedział, że przecież wszyscy są do nich przywiązani. Odrzekłem: ,.Proszę zrozumieć, w czym rzecz. Wszyscy czasami padają na ulicy i mają potem sińce oraz stłuczenia. Jednak niektórzy spadają z piątego piętra - otóż Pan jest właśnie na piątym." U tego pacjenta pretensje do społeczeństwa, do ludzkości, szły po ojcowskiej Unii przez sześć pokoleń. Tak, więc dla niego było to już piąte piętro. Musi on tutaj zachowywać się wyjątkowo poprawnie. Obecnie cała ludzkość „sprowadza się na górne piętra". Teraz człowiek bardzo szybko rozlicza się z nieprawidłowego postępku. O ile dawniej człowiek, który przez całe życie postępował niewłaściwie - dopiero w następnym wcieleniu musiał za to odpłacić, to teraz okres „spłaty" skraca się do 15-20 lat. Dlatego człowiek, któremu dano pieniądze, musi mieć do nich zrównoważony stosunek. W przeciwnym wypadku nie będzie miał pieniędzy i zdrowia także nie. Kiedy przyglądałem się polom (strukturom duchowym) milionerów, stwierdziłem, że są to ludzie zawsze wyważeni (zrównoważeni) w kwestii pieniędzy. Kiedyś siedziałem w towarzystwie młodego człowieka, który mówił, że pieniędzmi rzuca na prawo i lewo, a one potem same wracają do niego. Zainteresowałem się tym. Wejrzałem w jego pole losu i stwierdziłem, że było doskonałe. Trwał ciągły kontakt z Boskością. Powiedziałem mu, że ma doskonałego Anioła Stróża. Powód: w poprzednim życiu był mniszką, modlącą się nieustannie. Pieniądze nie były mu potrzebne. Ta dusza uniosła się już ponad ziemskość. Dlatego - jak by go nie obciążyć - wszystko wytrzyma. Tak, więc wolno mu nawet posiadać miliony. Okazuje się, że absolutnie nie każdy człowiek ma prawo być bogaty. W obecnym życiu człowiek ma to, czego jest gotów wyrzec się dla Boga w dowolnym momencie. To właśnie może on posiadać. A wszystkiego pozostałego nie. W związku z tą zasadą milionerzy i miliarderzy, są to ludzie, którzy byli w poprzednim wcieleniu albo mnichami, albo osobami wierzącymi, albo nędzarzami, we właściwy sposób odnoszącymi się do ubóstwa. Rozumiejącymi, że pieniądze nie są im potrzebne do szczęścia. Zmuszony byłem do zajęcia się przeszłymi wcieleniami, dlatego, że napotykałem wiele niezrozumiałych zagadek. Tylko dzięki „dołączeniu" tych poprzednich żywotów, mogłem nie tylko zrozumieć, lecz także pomóc. Podam przykład. Przyprowadzono do mnie 4-letnią dziewczynkę z opóźnionym rozwojem umysłowym, która nie potrafiła mówić. Patrzę i szukam przyczyny - w czterech poprzednich wcieleniach wychodziła ona za mąż z powodu pieniędzy. Czyli, że pieniądze były dla niej ważniejsze niż miłość. W tym życiu nie powinna zawierać małżeństwa, żeby jej dusza nie stała się okaleczona. Dlatego następuje zablokowanie -opóźnienie rozwoju umysłowego - żeby dusza mogła odpocząć. Inaczej doszłoby do degradacji struktur duchowych. W czasie wizyty dziewczynka zaczęła dokazywać, biegać po gabinecie. Wzięła lusterko. Poprosiłem matkę, żeby uspokoiła dziecko, które mogłoby siebie zranić. Matka, chcąc by dziewczynka zwróciła lusterko, podała jej portmonetkę. Dziewczynka podbiegła, wyjęła pieniążek, zaczęła go całować i głaskać nim swój policzek. Tej dziewczynce nie powinno się nawet pokazywać pieniędzy. Dlatego, że z ich powodu zawierała ona małżeństwa i pieniądze nadal wewnętrznie ją pociągają. Matka mówi: „Widzi Pan, to interesujące, wszystko, co się jej daje - wyrzuca, tylko pieniążki akuratnie układa obok siebie". Rodzina ta była u mnie na jednym spotkaniu i więcej nie przyszła, pod pretekstem, że dziewczynce się polepszyło. Pierwsza moja reakcja, to wewnętrzny żal. Potem patrzę, o co chodzi? Widzę - przeznaczenie dziewczynki zabrania rodzicom dalszego przyprowadzania jej. Ponieważ w mojej metodzie jest jeszcze element oddziaływania na fizyczność. Dlatego nie mogę leczyć wszystkich. Nie mogę, dlatego, że jeśli jakiś człowiek nie uzyskał jeszcze mądrości i za mało jeszcze dostał cierpień, musi nadal się męczyć. A propos tamtej dziewczynki. Po kilku miesiącach otrzymałem wiadomość, że po pół roku (od wizyty) dziewczynka zaczęła mówić. Jej pierwszymi słowami były: „dzieci" i „pieniądze" - to właśnie skutek minionych wcieleń. Widzę, że mój system „pracuje". Przychodzą do mnie ludzie z najprzeróżniejszymi schorzeniami, ale przyczyna wszystkich chorób jest taka sama: absolutyzacja czegoś ziemskiego. A chorobę przezwycięża właściwy stosunek do świata. Jednak jest on obecnie prawie u każdego człowieka wypaczony. System priorytetów jest przesunięty, dlatego następuje zablokowanie. Rozpatrywałem na przykład problem AIDS - czym to jest uwarunkowane? Chodzi tu o absolutyzację, to jest o wywyższenie zadowolenia cielesnego ponad Boga. Chodzi o rewolucję seksualną, która zaczęła się w latach 60-tych. Jest to szczególnie niebezpieczny program - absolutyzacja ciała i rozkoszy cielesnych. W ciągu 10-ciu - 15-tu lat trwania rewolucji seksualnej, program ten zaczął wnikać do podświadomości ludzkości. To oznacza, że powinno nastąpić jego zablokowanie. Pojawia się AIDS. Każda epidemia na dużą skalę jest zablokowaniem jakiegoś programu w ogromnych populacjach ludności. To nie ma znaczenia, czy epidemia była przewidywalna, czy nie. Jakikolwiek zmutowany wirus może wywołać epidemię, gdy na płaszczyźnie pola włączy się rozkaz zablokowania. Jaki rodzaj wirusa się włączy, to już wtórne pytanie, najważniejsze jest zablokowanie szkodliwej tendencji. Dlaczego? Zapytajmy tak - czym jest pornografia? Jest to życzenie skierowania wszystkich sił swego ducha na ciało, a nie na rozwój struktur duchowych. Ta absolutyzacja ciała jest chciwym „dopadaniem do miski z żarciem". W ostatecznym rozrachunku tendencja ta prowadzi do poważnej degradacji duchowej, a w rezultacie i cielesnej. W kontekście tego wszystkiego ważna jest sprawa aborcji, etyki dokonywania aborcji. Otóż, jeśli aborcja jest dokonywana do 10-go tygodnia ciąży, stanowi to mniejsze naruszenie niż późniejsza. Jeśli usuwa się ciążę, w którą kobieta zaszła z kochanym przez nią mężczyzną - to bardzo niebezpieczne. Jeśli aborcji dokonuje się u kobiety bardzo młodej, jeszcze dojrzewającej - to jest niebezpieczne. Kiedy aborcja dokonywana jest u kobiety, która jeszcze nie rodziła, to też niebezpieczne. Gdy aborcja jest wykonywana po urodzeniu, np. trójki dzieci - to właściwie nie ma wpływu na zdrowie. Najbardziej niebezpieczna aborcja - to usunięcie ciąży, w którą kobieta zaszła z ukochanym człowiekiem. Dlatego, że jeśli było uczucie, to rodzi się doskonałe dziecko. Kobieta, która nie daje możliwości przyjścia na świat doskonałym dzieciom, jest karana za to bardzo poważnie. W jakich przypadkach dziecko jest doskonałe? Kiedy istnieje uczucie miłości. Jeśli więc kobieta nie kieruje się uczuciem, a formą - to rujnuje, okalecza dusze przyszłych dzieci. Bywają następujące sytuacje. Są dwie dziewczyny; każda chce wyjść za mąż za mężczyznę, który ma auto, pieniądze i daczę. Jedna z nich wychodzi za takiego i żyje świetnie. Druga też wychodzi, jak zaplanowała, ale umiera na raka, albo jest bezpłodna. Pojawia się pytanie - w czym rzecz? W pierwszym przypadku nie było miłości i dlatego ta kobieta nie ponosi kary, bo dzieci zharmonizowane nie były tam przewidziane. Jednak w drugim przypadku kobieta kochała kogoś innego, ale odeszła od niego i zaprzeczyła prawdziwemu uczuciu. „Załapała się" na auto i daczę. Z tego powodu utraci ona wszystko. Czyli kierowanie się potrzebą posiadania (auta, daczy) stanowi już utajony program unicestwienia dusz przyszłych dzieci. Jest to taki sam proces jak w przypadku pornografii. To tak jak człowiek, który zacząłby cenić ubranie bardziej niż własne ciało. Rzuciłby się w ogień w celu ratowania koszuli i musiałby zginąć. Jakakolwiek kobieta, której ukierunkowanie jest właśnie takie - najpierw na ziemskość, a potem na duszę - skazuje się na niedoskonałe potomstwo.

R: Czy dlatego tak wiele prostytutek później nie mogło mieć dzieci?

Ł: Rzeczywiście, dlatego. Jednocześnie prostytutki mają ogromną agresję w stosunku do mężczyzn. One ich nienawidzą. A nienawiść do mężczyzny - to nienawiść do męża i dzieci. Dlatego prostytutki - nie dość, że nie mają dzieci, ale stwierdza się także u nich dumę płciowości. Przecież, jeśli w przeciągu 2-3 wcieleń ta kobieta „hoduje" w sobie wewnętrzną nienawiść do mężczyzn, to nie będzie miała niczego - ani rodziny, ani dzieci, ani męża. Wszystko jest jeszcze zależne od subtelnych kwestii. Jeśli kobieta została prostytutką, dlatego, że życie ją zmusiło, ale wewnętrznie pragnie uwolnić się od tego - to jej możliwość zrównoważenia się jest o wiele większa niż kobiety, która jest prostytutką z własnego, świadomego wyboru (a to kaleczy bardzo poważnie).

J: Jak na los dziecka wpływa jego imię?

ł: Istnieje tu o wiele bardziej skomplikowana zależność niż mi się kiedyś wydawało. Jeżeli w imieniu jest na przykład program potężnego poniżenia, a dziecko posiada dumę - to takie imię ocala mu życie.

R: A jeżeli imię ma zakodowany spokój, harmonię itd., lecz człowiek jest niedoskonały?

Ł: W imieniu może nie być żadnych negatywnych informacji, ale to imię jest dla danego dziecka gorsze, niż imię niosące w sobie program poniżenia. Dlatego, że zło leczy nas często efektywniej niż dobro.


R: Kiedy dziecku nadaje się imię na pamiątkę kogoś konkretnego, to czy bierze ono karmę tego człowieka?

Ł: Tak, o ile dzieciom nadaje się imiona świętych - odbywa się podłączenie. Niedawno była u mnie kobieta, jej dziecko nazywano Antonem (potężne przywiązania), przemianowano go na Światosława - połowa tych przywiązań odeszła. Jeżeli w imieniu jest potężne dążenie w górę - takie imię przynosi wyjątkowo dobry rezultat. Dlaczego wielu dzieciom zmienia się imiona? Np. poprzednio dziecko nazywano tak, jak jakiegoś krewnego. A ten w głębi duszy bardzo kochał pieniądze. Dziecko też nie będzie inne - podłączyło się do niego.

R: Czyli, że imię niesie w sobie jakąś własną energetykę?

Ł: Tak.

R: Jakie więc imiona są najbardziej pod tym względem wskazane?

Ł: Imiona świętych.

R: W jakim okresie życia najczęściej pojawiają się i w jaki sposób się przejawiają programy karmiczne?

Ł: Pierwsze włączenie się, jak wynika z mojej obserwacji - następuje w 5-tym roku życia. Oto u dziecka, u wnuka - gdy ma on 5 lat - włącza się karmiczny program. Równocześnie babcia lub dziadek zachorowują- w związku z tym, co negatywnego mu przekazali. U wnuka włącza się program karmiczny, a od nich idzie spuścizna. Dziadkowie powinni „odkupić" to, co mu dali. Pierwsze włączenie - w 5 lat, drugie - w okresie dojrzewania płciowego - w 11- 12 lat, potem w 18-tym roku życia, dalej - w 30-tym. I z reguły bliscy zachorowują, gdy u dzieci w rodzinie trwają w/w krytyczne okresy. O ile nieprawidłowo ukierunkowywali oni te dzieci.

R: A czy dzieci „same z siebie" nie chorują?

Ł: Wszystko zależy od wagi tego, co było w ich poprzednich wcieleniach. Jeśli dużo ”nakręciły”, też będą chorować. Oczywiście, prowadzenie się w poprzednich inkarnacjach także determinuje. Jednak, jeżeli większa część negatywnego pochodzi od rodziców, to ci wezmą więcej na siebie.

R: Filmy rysunkowe (kreskówki) i reklamy - czy Pan sprawdzał ich wpływ?

Ł: Ten problem, to wtargnięcie w podświadomość. Jest to temat, który poruszaliśmy. Istnieje konieczność tworzenia ośrodków z komisjami ekspertów, ponieważ ekologia ducha, ekologia naszej podświadomości, naszych struktur duchowych - wymaga już ochrony. A wszystko, co na nią wpływa - kontroli. Sztuka wpływa w pierwszej kolejności na naszą podświadomość. Co się okazuje? Rosyjska sztuka jest wyjątkowo pozytywna wewnętrznie i zewnętrznie. Czym jest maksymalny komfort zewnętrzny i wewnętrzny, czym wyjątkowo pozytywny stosunek do wszystkiego? Jest to działanie na płaszczyźnie podświadomości, jedności, Boskości. Tym dobrem okazuje się być rosyjska sztuka. A czym jest zachodnia sztuka? To oddziaływanie na „ego". „Ego" - to ziemskość. To, co ziemskie - zawsze ulega zniszczeniu. Ukierunkowanie na „ego" łączy się zawsze z okrucieństwem. Rosyjskie filmy, to brak agresji zarówno zewnętrznej jak i wewnętrznej. Nie przyjmowanie agresji ani tu, ani tam. Zachodnie filmy, to agresja od zewnątrz i agresja wewnątrz, a to już choroba. Jak przebiega rozwój w tym względzie? Początkowo nie ma we mnie agresji, zostałem uderzony, lecz nie reaguję ani w swoim wnętrzu, ani na zewnątrz. Później stopniowo uczę się odpowiadać, przejawiam agresję zewnętrzną, przy całkowitym braku agresji wewnątrz. Jednak, kiedy jest we mnie agresja i tam i tu, to już pojawia się choroba. Taki jest proces. Aktualnie odbywa się oddzielanie: kultura Zachodu przenika coraz głębiej do wnętrza i wypływa z niego agresja. Natomiast obecna kultura Rosji, to dopuszczalna agresja zewnętrzna i niedopuszczania wewnętrzna. Jeśli ta równowaga zostanie odnaleziona, a zasadniczo wszystko ku temu zmierza, to przetrwa wyłącznie sztuka z tego planu (jak np. w Rosji). Wszystkie kreskówki, które teraz oglądamy, cały ten kram filmów rysunkowych - to przyszła choroba naszych dzieci.

R: Czym jest reklama?

L: Jest wtargnięciem w podświadomość. Dawno już zaprzestano eksperymentów, gdy jeden kadr reklamy „wcina się" w film - i ludzie biegną potem do sklepów. Reklama jest to jednoznaczne wtargnięcie w podświadomość. Zastosowana w nieodpowiednim miejscu i czasie, bez wcześniejszego nastawienia się na jej odbiór - szokuje podświadomość. Naturalnie, cierpi człowiek, który ją odbiera i ci, którzy ją tworzą, – ponieważ naruszają wyższe prawa. Nie tylko bezpośrednio pracujący przy reklamie, ale i cała firma może mieć potem duże problemy ze swoimi dziećmi. Przy czym taki człowiek nie zawsze zrozumie, że wiąże się to właśnie z reklamą.

R: Czy zdarzały się Panu niepowodzenia? Jeżeli tak, to czy może Pan wyjaśnić - z jakiej przyczyny?

Ł: Niepowodzeń było bardzo wiele. Zabroniłem sobie „dociskania". To jest - metoda pracuje - człowiek zdrowieje. Czegoś nie zrozumiałem - człowiek zdrowieć nie będzie. Czyli świadomie ograniczałem siebie po to, aby moje rozumienie rozwijało się szybciej niż wyzdrowienie człowieka. W ten sposób mogę pomóc o wiele większej liczbie osób. Ponieważ, gdy widzę, że człowiek doskonale się czuje - myślę:, po co mam go nauczać, jest przecież zdrów! Bywają momenty, gdy czuję, że tworzy się jakaś ściana... to są bardzo męczące chwile... A czasami z ciałem dzieje się coś wprost tragicznego... czuję, że niech jeszcze raz coś takiego się powtórzy, taka właśnie sytuacja... to już więcej nie będę pracował. Miałem kilka przypadków, kiedy postanawiałem przerwać zajęcia, ale potem, cóż... Kiedy to się nasila do rozpaczliwego poziomu, wtedy trzeba wychodzić na wyższe płaszczyzny. Tego wychodzenia można dokonać tylko z sytuacji rozpaczliwej, inaczej nie wystarcza sił, zbyt dużo wysiłku trzeba włożyć...

R: Niedawno miał Pan możliwość odwiedzenia Ameryki. Proszę o pierwsze wrażenia.

Ł: Na filmach Nowy Jork wygląda zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Nie poczułem, że czymś się różni od Petersburga. W jakimś miejscu budynki są trochę wyższe, w innym niższe. Jednak pod względem energetyki, to całkowicie inne miasto. Ameryka - to kraj, w którym potrafi mieszkać tylko wyjątkowo zharmonizowany człowiek. Cała energetyka Ameryki jest nieprawdopodobnie „uziemiona". Jest energetyka narodu, energetyka kraju - to realnie istnieje i wykazuje potężny wpływ na każdego, kto wchodzi w strefę oddziaływania tych energii. Tak, więc stwierdziłem, że energetyka Ameryki jest „uziemiona" w stopniu nieprawdopodobnym. Duchowe struktury Ameryki są wycieńczone. Zobaczyłem, że Ameryka jest krajem podwójnej emigracji, przede wszystkim karmicznej. A także, iż Ameryka bezustannie „dożywiała się" duchowością całej Ziemi. Pojąłem wówczas jak nierozerwalnie splecione są losy wszystkich narodów. Ameryka posiada „psychologię mięśni" i stanowi „mięśnie" ludzkości. Ameryka bardzo wiele zdziałała. USA - to mięśnie, które pchały ludzkość do przodu. Wszystkie kraje próbują teraz stworzyć u siebie amerykański styl życia i amerykańską filozofię (sposób myślenia). A więc Ameryka po raz pierwszy w historii pozbawiona jest tego, czego zawsze miała pod dostatkiem. Nie dostaje ona (z tych krajów) duchowej „pożywki", duchowego „zasilania". W Ameryce zaczynają się potężne procesy degradacji i to właśnie obserwujemy. Zrozumiałem, że losy Ameryki i Rosji są ściśle powiązane, zarówno poprzez fakt zwykłej, jak i karmicznej emigracji. Wychodząc z marketu zwróciłem uwagę na młodą dziewczynę, bardzo wytworną Amerykankę. Wejrzałem w pole - widzę - wielka duchowość struktur. Patrzę - w poprzednim wcieleniu żyła na Dalekim Wschodzie - więc wszystko jest zrozumiałe. Ten proces odbywa się nieprzerwanie. Cywilizację stworzyć jest stosunkowo prosto - bo to technologia. Kulturę - setki razy trudniej. Obecnie jedynym miejscem na Ziemi, w którym odbywa się tworzenie duchowych wartości jest Rosja, właśnie Rosja. Rola Rosji w ocaleniu świata jest olbrzymia. Ponieważ, jak się okazało, najbardziej niebezpieczna dla ludzkości nie jest wojna jądrowa, ani kryzys ekologiczny, lecz niedoskonałe myślenie.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
zbiggy 
Genotypowy Troll


Pomógł: 28 razy
Dołączył: 11 Paź 2008
Posty: 1273
Wysłany: Nie Maj 30, 2010 21:38   

a może pokusisz się o jaką małą syntezę? przyznam że nie dokończyłem ale dojechałem dość daleko :) , dla mnie to ściemniacz. co on w ogóle proponuje - w sensie że powiedzmy masz problem bo jesteś np. nieśmiały albo masz kryzys małżeński, idziesz do niego a on co? mówi - w poprzednim wcieleniu byłeś mnichem narkomanem i miałeś garba, musisz być pokorny wobec swojej karmy - stówka się należy.
coś w tym stylu?
_________________
I never forget a face, but in your case I'll be glad to make an exception.
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Maj 31, 2010 07:28   

:hah:

Ps. A owszem w swoim czasie się pokuszę. Ale najpierw doczytam oraz powklejam do końca wywiady i recenzje.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Pon Maj 31, 2010 07:29, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Maj 31, 2010 11:36   

http://mmyy.prv.pl/pl/001/

Cytat:
Wywiady N. S. Łazariewa udzielone moskiewskiej telewizji,

w serii programów „Bumerang"



Część VII

R: Podczas gdy nasza wycieczka oglądała w dolinie Kum posiadłość Rerichów, spędziłam długi czas siedząc na górze. Przyglądałam się przeciwległym zboczom, wypatrując tajemnej ścieżynki, co wiedzie do nieosiągalnej Szambali... Stamtąd, od świetlistych przywódców ludzkości, docierały do nas wiedza, prawda i mądrość. Jakości te ludzie na przemian tracili - i znowu odzyskiwali. Teraz nadszedł czas ponoszenia odpowiedzialności.


Pytania kierowane do Łazariewa przez uczestników spotkania z nim:

Pytanie l: Czy można się dowiedzieć o swoich poprzednich wcieleniach i wcieleniach swoich dzieci?

Ł: Można, ale nie trzeba. Dlaczego? Ponieważ wszystkie nasze poprzednie wcielenia przejawiają się w naszych postępkach. Cały mój wcześniejszy żywot „odciska się" w każdym moim czynie. Dlatego wystarczającym jest - dokładne przejrzenie swego obecnego życia - i można „czyścić karmę". Gdy przed człowiekiem odkrywa się drobiazgowo poprzedni żywot, to traci on poczucie ważności obecnego życia. Zachodzi proces „neutralizacji" i pojawia się w nim obojętność do aktualnego życia. Jest to niebezpieczny program. To jest przyhamowanie rozwoju. Dlatego - jeśli nie znamy przeszłości, jeśli jest ona dla nas zakryta, podobnie jak i przyszłość - dzieje się to nie przypadkowo. Ponieważ zobaczenie przyszłości, przyszłych wydarzeń, szczególnie, gdy nie da się na nie wpłynąć - to uraz, wstrząs dla świadomości. Dlatego posiadamy instrument - mamy nasze obecne życie, mamy emocje, za pomocą, których odbieramy (odczuwamy) całe życie i to jest w pełni wystarczające. Po to, by zmienić swoją karmę, powinienem zmienić swój los. Karma - to los wielu żywotów. Mój los - to mój charakter. Mój stan wewnętrzny zależy od tego, jak się prowadziłem w poprzednim życiu. Aby zmienić karmę i los, trzeba zmienić charakter. A charakter - to postrzeganie świata. Jeżeli w dowolnej chwili potrafię zmienić postrzeganie całego świata, jeśli dokona się to na wszystkich płaszczyznach - moja karma jest „zdjęta". Przykładem jest symbolika „Łotra na krzyżu" - człowiek zmienił całkowicie postrzeganie świata i zmieniła się jego karma.

Pytanie 2: Dlaczego dzieci „rozliczają się" za swoich rodziców i krewnych?

Ł: Istnieje prawo: Kapitan dowodzi okrętem. Nie zawsze potrafił on stanąć na wysokości zadania - okręt wpłynął na rafy i pasażerowie utonęli. Więc czy jest to sprawiedliwe, że pasażerowie zginęli? Jest prawo, istnieją także wyższe prawa. Jeśli kapitan się „nie spisał" i pasażerowie zginęli, to znaczy, że każdy z nich trafił na ten okręt nie przypadkowo. Jeżeli moi rodzice coś „nakręcili", a ja też z przeszłych żywotów mam analogicznie negatywny „bagaż", to okazałem się ich synem nie przypadkiem. Jeżeli zaprzestałem osądzania ich -zamknąłem najbardziej głębokie analogiczne struktury. I na odwrót. A dlaczego ludzie odpowiadają za grzechy kraju itd.? Znowu wszystko jest nie przypadkowe. Każdy człowiek precyzyjnie trafia w miejsce, które dokładnie odpowiada wewnętrznemu zakodowaniu jego pól. Trafiłem do jakiegoś kraju - bo na głębokim poziomie jestem z nim w zgodności.

Dlatego istnieje Wschód i Zachód. Np. kobieta na Zachodzie - wyemancypowana, osądza, pogardza, lekceważy - jest tam bezpłodna. Rodzi się potem na Wschodzie i „oduczają" ją tam. „Oduczają" wystarczająco długo. Odradza się i potem może już żyć na Zachodzie. Tak wygląda wahadłowy system, dzięki któremu żyjemy.

Pytanie 3: Jak samemu można się zorientować, doszukać się w sobie programu, który jest przyczyną nieszczęść? Po przeczytaniu Pańskiej pierwszej książki wszyscy „rzucili się" do obwiniania rodziców, grzebania się w swoich biedach i zaczęli szukać przyczyny własnych problemów- w życiu swoich krewnych...

Ł: O tym właśnie będziemy mówili. Pierwszą książkę napisałem jako sprawozdanie i druga też będzie sprawozdaniem z moich badań. Do niczego nie przywołuję, niczego nie żądam. Przedstawiam tylko taki obraz świata, jaki mi się układa. Przedstawiam informację, która pomaga ludziom wyzdrowieć. Dopiero po napisaniu pierwszej książki zobaczyłem, że osobista karma, indywidualne postrzeganie świata przez danego człowieka - jest najważniejsze. Jeżeli w czterech minionych żywotach wyrzekałem się wszelkiej świętości z powodu pieniędzy, to w obecnym życiu rodzę się w rodzinie, gdzie w czterech pokoleniach moich przodków trwał taki sam proces. Karma rodziców - to rzecz wtórna, a moja własna karma, moje indywidualne prowadzenie się, osobiste postrzeganie świata - pierwotne. W ostatnim czasie wyjaśniam pacjentom, którzy przychodzą do mnie, że np. - ktoś z nich nieprawidłowo postrzega otaczający świat, ktoś niewłaściwie postępuje itd. Niektórzy mówią na to: „Niech Pan lepiej opowie, co tam wyprawiali moi rodzice". Odpowiadam: „Wyprawiał Pan (Pani) i Pan (Pani) ". Wszystkie wykroczenia rodziców są odpowiednikiem naszych własnych wykroczeń. Dlatego osobiste ukierunkowanie danego człowieka decyduje o wszystkim. Jestem przede wszystkim badaczem, nie należy mnie mylić z działaczem religijnym. Zarzuca mi się często: „Oto mówi Pan w kontekście Biblii, potem zahacza Pan o karmę, później o coś jeszcze - zbyt dużo wszystkiego Pan namieszał". Nie robię żadnego zamieszania, mam swoje badania i po prostu przekazuję ich rezultaty. Na ile są one zgodne z jakimś systemem religijnym, o tyle je potwierdzam w ramach tego systemu, oto i wszystko. W mojej drugiej książce doszedłem do wniosku, że jedną z głównych przyczyn choroby jest osądzanie kogoś. Jest to także jedna z najważniejszych przyczyn zachorowania na raka. Dlatego umiejętność przyjęcia wszystkiego, jako pochodzącego od Boga - to umiejętność bycia zdrowym. Jak wyjaśniam to w czasie przyjęć swoim pacjentom? Mówię: „Każda komórka organizmu jest przez niego kierowana w 90%, a więc najpierw tą komórką się pracuje (posługuje), a potem ona pracuje na siebie samą. Każdy człowiek również prowadzony jest przez karmę Wszechświata i przez Boga w takich samych proporcjach - w 90%. To znaczy, że każdy z nas jest najpierw „narzędziem". Kiedy więc osądzam innego człowieka - osądzam Boga, który go prowadzi. Świadczy to o tym, że wzrasta we mnie pycha, duma, która jest zablokowywana poważnymi chorobami. Wniosek jest taki- możemy walczyć ze złem, ale nie możemy osądzać zła. Ponieważ przy pomocy „ziemskiego błota" oczyszczana jest nasza dusza. Dusza może „ubłocić się" wtedy, gdy przylgnie do ziemskich dóbr. Umiejętność wewnętrznego przyjęcia zła, jako danego przez Boga, przy równoczesnej umiejętności sprzeciwienia się mu na zewnątrz - to umiejętność bycia zdrowym. W stosunku do dzieci można odnosić się surowo i karać je, jednak nie wolno gniewać się na nie i nie wolno ich osądzać. Wielu robi jednak odwrotnie. Dzieci niekiedy powinny mieć stworzone twarde warunki - to działa jak szczepionka (uodparnia). Dlatego, gdy widzę przywiązanie np. do dumy, dziecka, czy relacji, mówię rodzicom: możecie karać surowo, ale po 5 minutach trzeba dziecko pogłaskać po głowie, żeby nie „zepchnęło" ono poczucia krzywdy do swego wnętrza. Dziecko nauczy się wówczas przyjmować poniżenie i obrazę od bliskiej osoby i będzie to oczyszczało jego duszę. Dlatego powiedziano: „Czcij ojca swego i matkę swoją", tj. kiedy rodzice dają mi karę, a ja mimo wszystko szanuję ich, to dzięki temu pozbywam się pierwotnego „przylgnięcia" do ziemskości (do matki i ojca).

Pytanie 4: Czy można likwidować (zabijać) karaluchy i komary? (Śmiech na sali)

Ł: Można, tylko nie wolno się na nie obrażać. [ Znowu salwa śmiechu]. Przypominam sobie pewną kobietę, która kiedyś przyszła do mnie i powiedziała: „Mój kot ma pchły, czy może go Pan wyleczyć?" Odpowiedziałem: „Oczywiście!". „A cóż trzeba zrobić?" - zapytała.. Mówię jej: „ Problem, który ma Pani sama ze sobą, powoduje zachwianie Pani układu immunologicznego. Kot bierze to na siebie, jego odporność spada i rozmnażają się pchły".

Pytanie 5: Jaki jest Pana stosunek do medytacji?

Ł: Człowiek Wschodu, dla którego „ziemskość" nie ma znaczenia, podczas medytacji po prostu likwiduje „ziemię" i idzie wzwyż. Natomiast człowiek Zachodu ma z „ziemskim" związki i żeby „wyjść do góry" - musi zablokować wszystko, związane z „ziemią". Odbywa się to poprzez skruchę - pokajanie. W związku z tym, jeśli człowiek Zachodu rozpoczyna medytację - może mieć problemy. Żeby medytować, trzeba siebie najpierw odłączyć od ziemi. W jaki sposób? Powinienem zlikwidować wszystkie namiętności, pragnienia, trwogę, nienawiść, krzywdę, żal itd. Stanowią one „klej", który moją duszę przytwierdza do ziemi.

Tylko po wyzbyciu się tego wszystkiego mogę medytować. Ale, gdy tego wszystkiego się pozbędę, to i bez medytacji „pójdę w górę".
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
zbiggy 
Genotypowy Troll


Pomógł: 28 razy
Dołączył: 11 Paź 2008
Posty: 1273
Wysłany: Pon Maj 31, 2010 12:19   

to jest dobre:

Cytat:
przyszła do mnie i powiedziała: „Mój kot ma pchły, czy może go Pan wyleczyć?" Odpowiedziałem: „Oczywiście!". „A cóż trzeba zrobić?" - zapytała.. Mówię jej: „ Problem, który ma Pani sama ze sobą, powoduje zachwianie Pani układu immunologicznego. Kot bierze to na siebie, jego odporność spada i rozmnażają się pchły".


są ludzie (daleko nie trzeba szukać :) którzy twierdzą, że choroby bakteryjne, jakieś wrzody i raki są przede wszystkim skutkiem nieuświadomionych problemów ze sobą. Robisz psychoterapię i Helicobacter pylori znika jak ręką odjął.
Ale tu znacznie przebija ich pan Łazariew - terapia może być dobra też na odpchlenie kota :)
_________________
I never forget a face, but in your case I'll be glad to make an exception.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Maj 31, 2010 12:42   

Czytałem ostatnio na wyrywki ksiązkę Łazariewa. Zgadzam się z wieloma jego spostrzeżeniami,. w skali ludzkiej jest to wręcz coś wybitnego. Jednak jest to grzebanie w szczegółach, na takim poziomie ludzkość się pogubi. To pewne. To grzech.
Dla psychololo i dla leczenia ludzi to może być dobra wiedza, ale tylko dla terapeutów. jednak znowu Łazariew nie odpowiada jak sobie z tym radzić, to jest oczywiście trudna sprawa, ale prawda jest taka że żadne hipnozy terapie tutaj raczej nie pomogą. Możliwe że w przypadku osób które są totalnie nieświadomie co robia, jednak ja uważam że nawet w takich sytaucjach istotne jest skierowanie leczenia na ciało. W zdrowym ciele zdrowy duch. I tak to się zaczyna. Natomiast koncepcje duszy są zawsze niejako wtórne do ciała.
_________________

 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pon Maj 31, 2010 12:43   

Zbiggy, jak dużo wiesz nt. HP i/lub etiologii powstawania wrzodów? Jakie książki (w miarę naukowe) przeczytałeś nt. psychosomatyki?

Bo widzisz, od dawna odnoszę wrażenie, że przychodzisz na Forum by przetestować którąś z gierek, a nie wymienić się doświadczeniem i wiedzą. Merytoryki w Twoich postach coraz mniej, za to sarkastycznego trollingu coraz więcej. Szkoda.

Marishka
 
     
zbiggy 
Genotypowy Troll


Pomógł: 28 razy
Dołączył: 11 Paź 2008
Posty: 1273
Wysłany: Pon Maj 31, 2010 13:04   

M i T napisał/a:

Bo widzisz, od dawna odnoszę wrażenie, że przychodzisz na Forum by przetestować którąś z gierek, a nie wymienić się doświadczeniem i wiedzą. Merytoryki w Twoich postach coraz mniej, za to sarkastycznego trollingu coraz więcej. Szkoda.


muszę przyjąć krytykę, że coraz mniej merytoryki, sam o tym pomyślałem niedawno hmm
chyba czas sobie zrobić przerwę

to chyba związane jest z pewnym cyklem życia użytkownika forum - najpierw ktoś świeży czegoś się dowiaduje, czymś się dzieli ale po pewnym "klimaksie" się jakoś wypala, zresztą trochę zmieniłem zainteresowania w czasie tych prawie 2 lat i już wiem co jeść a czego nie (a i tak różnie z tym bywa) :( więc te dietowe rzeczy już tak mnie nie bawią

a z kolei temat z którym jestem teraz na fali wznoszącej realizuję gdzieś indziej. a co do HP to nie czytałem książek, bo nie miałem wrzodów, ale gdybym miał to bym zaczął od bakterii a nie dostrzegał źdźbło w oczach swoich bliźnich.
_________________
I never forget a face, but in your case I'll be glad to make an exception.
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Maj 31, 2010 14:41   

Cytat:
Merytoryki w Twoich postach coraz mniej, za to sarkastycznego trollingu coraz więcej.


ale sarkastyczne riposty zbiggiego to jest inna jakość

mi porawiają i tak już dobry humor

co istotne trollować też trzeba umieć, a to jest trolling bez dużego krokodyla, taki z klasą :hah: ;-)

Co do kotów, roślinek, zwierząt domowych, wypadków... Można dla szerszej perspektywy na taką radę spojzeć z punktu widzenia grubszej niż duchowa logiki. Bo to wszystko (psyche i soma) się splata w nierozerwalną spiralę. Prosto: zdrowszy, szczęśliwszy, pogodzony z rodziną, bardziej świadomy człowiek zaczyna dostrzegać wartość życia wokół, lepiej dba o nie.

W latach kiedy gardziłem ludzmi, rodziną, obmawiałem, gapiłem w tv, zasypiałem o 3 w nocy i byłem chory, chorowało i zdychało też wszystko wokół, salamandra, patyczaki, świnka morska, kot wyskoczył z czwartego piętra, 300 litrowe akwarium pełne życia opustoszało, uschły wszystkie roślinki łącznie z kaktusami. 8/

Dzisiaj kiedy zdrowieję, mam znowu pełno roślin i dbanie o nie nie sprawia mi żadnego kłopotu, mimo, że ostatnio mam trochę więcej zajęć na głowie. 8-)
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Pon Maj 31, 2010 14:44, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pon Maj 31, 2010 14:49   

Waldek B napisał/a:
W latach kiedy gardziłem ludzmi, rodziną, obmawiałem, gapiłem w tv, zasypiałem o 3 w nocy i byłem chory, chorowało i zdychało też wszystko wokół, salamandra, patyczaki, świnka morska, kot wyskoczył z czwartego piętra, 300 litrowe akwarium pełne życia opustoszało, uschły wszystkie roślinki łącznie z kaktusami. 8/


To chyba dlatego, że się nimi nie zajmowałeś. Jaki to ma związek z metafizyką??

Tomek
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Maj 31, 2010 15:07   

Poczytaj o Holograficznym Paradygmacie jeśli cię to ciekawi. Soma (+ cała materia wokoło) odzwierciedla psyche.

Niedbalstwo i wszelaka chałtura (największy grzech dzisiejszego człowieka wg astrologi kabalistycznej) nie bierze się z nikąd i wynika z naruszania wyższych praw, braku higieny ciał subtelnych. Jeśli np nie mam ideałów i wartości też pozorne, kanały zodiakalne zaniedbane, ciało mentalne przerośnięte, wszystko spłynie w dół, objawi się w wydarzeniach, uczuciach oraz ciałach grubszych. Kiedy choruje ciało fizyczne, to ostatni dzwonek, ktory znaczy, że pozostałe 6 już od dawna jest w rozsypce.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
zbiggy 
Genotypowy Troll


Pomógł: 28 razy
Dołączył: 11 Paź 2008
Posty: 1273
Wysłany: Pon Maj 31, 2010 17:34   

dzięki Waldek za ten feedback, miło mi chociaż pewnie wielu się z Tobą nie zgodzi :)
w ramach rewanżu powiem, że widzę Cię jako jednego z najlepiej poukładanymi klepkami na tym forum (może trochę dlatego, że czacha Ci się oddzieliła od reszty i szybuje gdzieś w chmurach ;)
i że zrobiłeś kawał drogi od czasu kiedy prześwitała pogarda dla ludzików o "niskiej wartości biologicznej".
_________________
I never forget a face, but in your case I'll be glad to make an exception.
 
     
grizzly
[Usunięty]

Wysłany: Pon Maj 31, 2010 17:51   

zbiggy napisał/a:
...zrobiłeś kawał drogi od czasu kiedy prześwitała pogarda dla ludzików o "niskiej wartości biologicznej"...
Zbiggy, ja jakos tej "pogardy"
nie zauwazylem jeno SPOSTRZEGAWCZOSC! :what:

Czy juz nie mozna w "ELITARNYM" gronie
pogadac o "miesie armatnim" ;-)

Ach! Ta poprawnosc polityczna! :shock:
Przypomiona to zjawisko ktore jest wszechobecne w USA,
czyli OFICJALNY!!! 8-) "brak segregacji rasowej" :hah: :hihi:

Przecie "Wampirowi" nie przystoi byc "hypokrytom" :viva:
.
 
     
zbiggy 
Genotypowy Troll


Pomógł: 28 razy
Dołączył: 11 Paź 2008
Posty: 1273
Wysłany: Pon Maj 31, 2010 18:22   

grizzly napisał/a:

Czy juz nie mozna w "ELITARNYM" gronie
pogadac o "miesie armatnim" ;-)


taka to jest elitarność, że szatniarz nie odpowie sprzątaczce na powitanie, kombajnista gardzi szatniarzem, a księgowa za nic ma kombajnistę.
Ale prawdziwa elita, czyli dyrektor PGR-u znajdzie czas na to, żeby powiedzieć coś miłego księgowej, z kombajnistą zamienić zdanie o rybach, a sprzątaczce pierwszy powie "dzień dobry".
Co tam sobie o nich wszystkich pomyśli, to inna sprawa, ale nawet na forum dyrektorów PGRów nie będzie widział potrzeby, żeby tę swoją elitarnością napawać

grizzly napisał/a:

Przecie "Wampirowi" nie przystoi byc "hypokrytom" :viva:


tutaj punkt za bystrość, ale nie to żebym się szczególnie identyfikował, to był akurat przypadkowy moment kiedy się tym tematem zainteresowałem :)
_________________
I never forget a face, but in your case I'll be glad to make an exception.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Maj 31, 2010 18:38   

Jak czytam takie analizy to mnie mdli, przecież Łazariew pisze o tym że wcale nie tylko od nas zalezy nasze zdrowie.

WaldkuB gdybyś zechciał więcej myśleć a mniej się emocjonować, bo twoje rozumienie jest poćwiartkowane, tymczasem rzeczywistośćskłada się z całości.
_________________

 
     
grizzly
[Usunięty]

Wysłany: Pon Maj 31, 2010 18:45   

zbiggy napisał/a:
...taka to jest elitarność, że szatniarz nie odpowie sprzątaczce na powitanie, kombajnista gardzi szatniarzem, a księgowa za nic ma kombajnistę.
Ale prawdziwa elita, czyli dyrektor PGR-u znajdzie czas na to, żeby powiedzieć coś miłego księgowej, z kombajnistą zamienić zdanie o rybach, a sprzątaczce pierwszy powie "dzień dobry".
Co tam sobie o nich wszystkich pomyśli, to inna sprawa, ale nawet na forum dyrektorów PGRów nie będzie widział potrzeby, żeby tę swoją elitarnością napawać...


Tutaj to juz jest powazny problem, kto co lubi. 8-)

Jeden woli udawane "glosne jenki i krzyki"
a inny mimowolne "mokre mlaskanie" :viva: :hihi:
.
 
     
zbiggy 
Genotypowy Troll


Pomógł: 28 razy
Dołączył: 11 Paź 2008
Posty: 1273
Wysłany: Wto Cze 01, 2010 05:57   

u mnie już się dzisiaj weekend zaczyna, no to jeszcze słowo na niedzielę :)

rozumiem skąd wynika potrzeba identyfikowania się jako elita, ale to nie rezonuje z moim podejściem do świata I'm OK, you're OK

zajrzałem w google, ktoś już wcześniej wymyślił słowo "eliciarstwo" więc ja wymyślę trochę brzydsze - "eliciurstwo"

chodzi o ocenę, że jakieś eliciury będą się chciały podłączyć pod takie samodefiniujące się (nawet i w dobrej wierze) elity - i to szybciej niż ktokolwiek inny
_________________
I never forget a face, but in your case I'll be glad to make an exception.
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Cze 05, 2010 10:37   

http://mmyy.prv.pl/pl/001/



Cytat:
Wywiady N. S. Łazariewa udzielone moskiewskiej telewizji,

w serii programów „Bumerang"

Część VIII



R: Przyroda umożliwia nam najbardziej doskonały rodzaj medytacji. Woda w jeziorze lub ' potoku górskim, czy też magiczny wpływ ognia.... Nie da się wzroku oderwać od migocących płomieni. Właśnie w takich chwilach jesteśmy bliscy usłyszenia głosu ciszy...

Pytanie 6: Mój mąż nie rozumie mojej potrzeby doskonalenia się, mego zainteresowania problemami rozwoju. Reaguje negatywnie. Jak mam żyć z takim człowiekiem? Może lepiej się rozejść?

Ł: Sprawa polega na tym, że jeśli istnieje jakaś niedoskonałość, to jej leczenie następuje poprzez ból fizyczny lub duchowy (psychiczny). Im bardziej gotów jest człowiek na przyjęcie bólu duchowego, tym mniej będzie fizycznego. Jednak człowiek obcy nie jest w stanie przyprawić o ból duchowy. Męki duchowe przyjmujemy od najbliższych nam ludzi - od rodziców lub ukochanego człowieka. Te męki duchowe doskonalą naszą duszę, o ile potrafimy wewnętrznie je przyjąć, zaakceptować. Dlatego bardzo ważne jest też zrozumienie, że osądzenie rodziców i osób bliskich leży u źródeł wszystkich problemów. Kobieta bezustannie osądza męża. Narasta w niej podświadoma agresja, która zaczyna go zabijać. Taki program jest blokowany programem przeciwnym. Jej podświadoma agresja powinna się spotkać ze świadomą agresją męża. Ten proces kończy się chorobą albo rozwodem. Jeśli są pretensje do męża, proszę najpierw prosić Boga o wybaczenie za wszystkie momenty osądzania go. Jakiekolwiek negatywne oddziaływanie na Panią, stanowi zawsze rezultat Pani wewnętrznej podświadomej agresji. Zawsze obchodzą się ze mną odpowiednio do kodu, zawartego w moim polu (w strukturach pola)! Jeśli mnie potrącono- przyczyna jest w głębi, we mnie. Przepraszam za to, że jestem autorem agresji, skierowanej przeciwko mnie. To ja sprowokowałem człowieka do agresji przeciwko sobie. Dlatego umiejętność oczyszczenia siebie jest także umiejętnością pomocy bliskiej osobie.

Ł: Problem alkoholizmu. Oto czyjś syn upija się, „rozwala sobie" wątrobę. Mówię matce: „Jest Pani przywiązana (absolutyzuje Pani) zdolności, gardziła Pani każdym, kto nie był zdolny, nieprawidłowo odnosiła się do takich ludzi. Osądzała Pani także siebie, kiedy coś się Pani nie udawało. Nienawidziła swego przełożonego, który poniżał Panią. U syna zaś absolutyzacja zdolności i odpowiednio do tego - duma, osiągnęły poziom zagrażający śmiercią. Aby przeżyć - musi on poniżać siebie. Poniża siebie alkoholem." Tak, więc alkoholizm, narkomania, nowotwory, astma, cukrzyca - to przejawy tego samego problemu. Są to objawy zablokowywania potężnego przylgnięcia do „ziemskości" i podświadomej agresji. Czyli dochodzi u niego do wewnętrznego przeciążenia, a jest ono związane właśnie z agresją i z nie akceptowaniem sytuacji, okoliczności. Jeżeli człowiek wewnętrznie kieruje się „w górę" i jeśli w jego duszy nie ma agresji - to potrzebuje minimum alkoholu. System zmiany postrzegania świata pomaga człowiekowi w równoważeniu się. Tak, więc problem nie polega na tym, czy ktoś pije alkohol, czy nie, lecz na tym jak ustosunkowuje się do np. niepowodzeń w pracy. Oto jakiś człowiek ma niepowodzenia zawodowe, przeżywa to, pojawia się przygnębienie, przekształcające się w depresję. Jest w nim nasilony proces „lgnięcia" do pomyślności w życiu i w pracy. Dlatego jeszcze bardziej będzie mu się .„rozwalała" praca i los, żeby oczyścić jego duszę. Jeżeli ten człowiek to przyjmie - dobrze, jeśli nie zaakceptuje - będzie pogorszenie wewnętrznego stanu. Picie alkoholu jak gdyby odrywa nieco od ziemi, lecz rzecz nie w alkoholu, ale we właściwym podejściu do okoliczności.

Ł: Pewnej kobiecie umierali kochankowie, zmarło 20-tu mężczyzn. Patrzę, o co chodzi? Otóż ukochanego człowieka i jego wiedzę, gotowa jest ona postawić ponad Boga. Ta kobieta zabijała ukochanych swoją miłością, „uziemiała" do takiego stopnia, że stawali się niezdolni do życia. Zapytała - co ma robić? Powiedziałem, że codziennie rano powinna zwracać się do Boga, mówiąc, że kocha Go bardziej niż jakiegokolwiek człowieka na Ziemi. Musi zdjąć z siebie ten „klej", którym przyklejała siebie do mężczyzn, do ich wiedzy, mądrości. „Proszę zrobić przegląd całego życia, proszę zdjąć ten „klej", zaprzestać pogardzania głupimi i niedoskonałymi, zaprzestać osądzania ich, obrażania się na tych, którzy oszukiwali czy głupio się zachowywali. Wtedy nie będzie Pani „zabijać miłością". Jeśli nie umie Pani zatrzymać wewnętrznej agresji - niech Pani ja zamienia w zewnętrzną". Kiedyś opowiadałem już o pewnym przypadku. Jeden z moich znajomych od 3 miesięcy był chory bardzo ciężko na bronchit. Zadzwonił do mnie. Powiedziałem: ..Masz gruźlicę, zapobiegaj biedzie, bo będzie za późno, nawet lekarze nie pomogą". Poradziłem mu, żeby zrobił cokolwiek, chociażby talerz rozbił, a żeby tylko nie trzymał we wnętrzu „biedy". Po tygodniu telefonuje żona i pyta, co mu powiedziałem, ponieważ po naszej rozmowie, chwycił za młotek i pokruszył kafelki w łazience. Po tygodniu jego płuca były zdrowe. Umiejętność „nie wpychania" krzywdy, czy osądzenia - do wnętrza - to umiejętność bycia zdrowym. Dlatego kobietom, które płaczą-jest lżej.

Pytanie 7: W jaki sposób rozwój intuicji wiąże się z karmą?

Ł: W bardzo prosty. Otóż francuscy (zdaje się) badacze spostrzegli, że w pociągu, który uległ katastrofie jest średnio o 15% mniej pasażerów niż zwykle. Dlaczego? Bardzo zwyczajnie - ten człowiek, którego karma jest lepsza - złamie nogę, zgubi lub ukradną mu bilet, albo rozmyśli się - i nie trafi do tego pociągu. A ten, którego karma jest gorsza, nie otrzyma intuicyjnego ostrzeżenia. Odwrotnie - „pogoni go" tam i pojedzie tym pociągiem. Intuicja - to właściwe przeczucie odnośnie przyszłości, związane z czystością duszy człowieka. Im bardziej czysta dusza, tym jestem „wyżej nad ziemią" i tym silniejsza jest moja intuicja oraz prawidłowe postrzeganie przyszłych zdarzeń. I na odwrót - w tych samych proporcjach.


Pytanie 8: Czy rodzeństwo bliźniacze niesie jednakową karmę?

Ł: Nie. Zwykle bliźniak, który rodzi się pierwszy - bierze więcej negatywu, drugiemu - jest lżej. Kiedyś, gdy ludzie mieli niezachwiane poczucie, że Bóg kieruje wszystkim -rozumowali prawidłowo. Kiedy ktoś dokonał złodziejskiego czynu, myśleli: „Bóg cię osądzi, ja teraz ciebie nie będę osądzać. Wsadzajcie go do więzienia, róbcie z nim wszystko, co trzeba, aleja go nie osądzam." Oto było właściwe ustosunkowanie się. Obecnie wiara w Boga powinna być świadoma i rozsądna - czyli religia winna stać się wiedzą, nauką. Proces ten właśnie zachodzi, widzę go w każdym doświadczeniu. Trzeba więc umieć pojmować właściwie zdarzenia: jeśli pojawiają się nieprzyjemności życiowe - należy rozumieć, że proces ten oczyszcza moją duszę. Trzeba umieć zobaczyć, że jeśli mnie oszukano i poczułem, że to „uraziło" moją inteligencję - jest to sygnał, że „przylgnąłem" do mądrości, wiedzy. Rozumienie tego wszystkiego, a zarazem nie osądzanie - to umiejętność pozostawania w dobrym zdrowiu.

Przed trzema dniami badałem młodego człowieka ze schizofrenią. Ujrzałem przyczynę: jego ojciec bezustannie osądzał siebie i innych - głupich, niemądrze postępujących, władze, sąsiadów i siebie. Nastąpił proces lgnięcia do mądrości oraz rozwój dumy. U matki - to samo zjawisko. A u syna - to już setki razy silniejsze. Lgnięcie do mądrości i „ziemskości" przekracza u niego stan alarmowy. A to oznacza - albo śmierć, albo chorobę, która odbiera mądrość. Jest jeszcze coś niedostrzegalnego, choć należącego do ziemi, ale bardziej subtelnej natury. Dlaczego niedostrzegalnego? Są to tak subtelne struktury duszy, że mogą one leżeć poza obszarami jednego żywota. O co chodzi? Pieniędzy nie zabiorę ze sobą do grobu, rodzina wraz z moją śmiercią także się rozpadnie. Jednak moje zdolności nie rozpadną się wraz z moją śmiercią. Przeniosę je w kolejne życie, ponieważ zdolności istnieją nie jedno wcielenie. Moje duchowe jakości - dobroć i przyzwoitość - trwają więcej niż jedno życie. Moja mądrość, która leży u podstaw duchowych jakości - może żyć dziesiątki wcieleń. Takie pojęcie - jak los, przeznaczenie - okazuje się, że jest to realny twór energetyczny. Twór informacyjny, który żyje, jak stwierdziłem, przez ponad 40 wcieleń. Otóż za to też można się „zaczepić". Jak można przylgnąć do zdolności? Jeżeli zaczynam lekceważyć niezdolnego -przylgnąłem do zdolności. Jeżeli zazdroszczę bardziej zdolnemu - przylgnąłem do zdolności. Jeśli osądzam siebie, bo coś mi się nie udało - także przylgnąłem do nich. Kiedy dusza lgnie do „ziemskiego" staje się harda, dumna. Duma jest blokowana najcięższymi chorobami, szczególnie obecnie, gdy ludzkość bardzo daleko zabrnęła w kwestii osądzania zdolnych i osądzania siebie. Praktycznie każdy człowiek, przychodzący do mnie na wizytę uważa, że osądzać siebie - to normalne. Nic podobnego. Osądzanie siebie, przygnębienie - to wola, by nie żyć, to program samounicestwienia, który daje bardzo ciężkie zachorowania. Kiedy człowiek zabłądził w lesie, to jego zachowanie ma trzy etapy. Pierwszy etap - nienawidzi on wszystkich, z powodu, których poszedł do lasu, którzy mu to doradzili. Najbardziej prymitywne podejście do sprawy - „wszyscy są winni". Potem staje się bardziej uduchowiony. Zaczyna coś rozumieć i zaczyna nienawidzić siebie - jest to drugi etap. Tak czynią bardziej „duchowi" ludzie. Trzeci etap - rozumie, że nikt nie jest winny, że winnych po prostu nie ma i zaczyna poszukiwać wyjścia. Aktualnie cała ludzkość zwraca ten program - nienawiści, osądzania i poszukiwania winnych - przeciwko sobie. Włącza się program samounicestwienia, odbywa się to automatycznie.

Pytanie 9: Czy Pańska żona podziela Pana poglądy, czy podąża za nimi?

Ł: No cóż, jeśli po trzy godziny dziennie przysłuchuje się moim telefonicznym biesiadom, to chcąc nie chcąc - zacznie podzielać... No, ale mówiąc poważnie, mieliśmy dość duże problemy zdrowotne u naszych dzieci, kiedy były małe. Był to okres, kiedy leczyłem, oddziałując rękami. Obiegłem wszystkich lekarzy, chcąc, by przynajmniej określili przyczyny zachorowań dzieci. Wówczas zrozumiałem, że to pragnienie jest bezsensowne i spróbowałem znaleźć przyczyny samodzielnie. I później nastąpiła znaczna poprawa. Dlatego z dziećmi postępuję tak. Oto córkę boli głowa. Mówię jej: „Sama musisz zrozumieć - dlaczego?" Odpowiada: „Tak, obraziłam się, osądzałam". „Cóż, poleż i żadnych tabletek nie bierz"- mówię. Jeżeli dziecko zrozumie, że jeśli kogoś znienawidziło - to może rozboleć go głowa, jeżeli obraziło się - rozbolał je brzuch, wówczas w przyszłości potrafi równoważyć się bez pomocy tabletek. Nie jestem przeciwny tabletkom ani medycynie, przecież, jeżeli będę miał złamaną rękę, to pobiegnę do lekarza. Powinienem jednak pamiętać, że złamanie - to skutek. Dlatego nauczenie dziecka, że choruje, ponieważ „zabrudziła się" jego dusza, że choruje - bo nienawidzi, obraża się i osądza -to umiejętność zaoszczędzenia także na tabletkach.

Pytanie 10: Jeżeli wszystkie choroby są karą, wychodzi na to, że nie ma sensu chodzić do lekarzy i zawód lekarza nie jest potrzebny?

Ł: Oczywiste, że to nieprawda. Wiedza jest nieskończona i zawsze będą takie sytuacje, gdy wskutek mego niezrozumienia pojawi się we mnie choroba - jako zablokowanie. Przecież poprzez choroby odbywa się rozwój. Zawsze będą lekarze, którzy stale będą musieli leczyć. To oczywiste. Jednak w tym zawodzie będzie coraz więcej elementów działania, wpływania lekarza na duszę chorego.


R: I tacy lekarze już są. Nowe odkrycia w dziedzinie medycyny zmuszają uczonych do kardynalnej zmiany spojrzenia na naturę ludzkich chorób i na naturę samej istoty ludzkiej, co staje się jakby eksperymentalnym potwierdzeniem koncepcji Łazariewa. Opuszczając Indie, w dniu wylotu otrzymałam ostatni prezent - bransoletkę. Napis w języku pali i znaki Tybetu na niej, powinny były przypomnieć mi o tym, że droga, którą zaczęłam kroczyć - wymaga męstwa, wytrzymałości i mądrości. Tak też się stało. Od l lipca kierownictwo Ostankino zaprzestało finansowania programów „Bumerang" i dzisiejsza audycja została sfinansowana całkowicie przez telewidzów.

Dziękuję wszystkim!!!
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
ali
[Usunięty]

Wysłany: Wto Lip 13, 2010 22:18   

fink napisał/a:
Uznałem, że ten wątek się na to nadaje.

Może konkretny przykład z własnego doświadczenia. W tym wcieleniu/ciele udało mi się wyzwolić umysł spod panowania religii, pomimo, że przeszedłem w dzieciństwie dość gruntowną indoktrynację religijną. Czy w innym ciele, podobnym do mojego, też by mi się to udało ? Co prawda udało mi się wyzwolić spod panowania religii dzięki różnym książkom, ale jednak udało. Co by było gdybym nie trafił na pewne pozycje książkowe ? Czy nadal bym chodził do kościółka co niedzielę (a raczej co kilka miesięcy ;) ) ?


ha ha
wciskaj sam sobie te bzdure

do wpływu religii wcale się nie wyzwoliłeś
popadłeś tylko w antyklerykalizm

ps.
gdybyś się wyzwolił
temat religii byłby tobie obojętny
Ostatnio zmieniony przez ali Wto Lip 13, 2010 22:19, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 77
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 2980
Skąd: Australia
Wysłany: Wto Lip 13, 2010 22:56   

ali napisał/a:
fink napisał/a:
Uznałem, że ten wątek się na to nadaje.

Może konkretny przykład z własnego doświadczenia. W tym wcieleniu/ciele udało mi się wyzwolić umysł spod panowania religii, pomimo, że przeszedłem w dzieciństwie dość gruntowną indoktrynację religijną. Czy w innym ciele, podobnym do mojego, też by mi się to udało ? Co prawda udało mi się wyzwolić spod panowania religii dzięki różnym książkom, ale jednak udało. Co by było gdybym nie trafił na pewne pozycje książkowe ? Czy nadal bym chodził do kościółka co niedzielę (a raczej co kilka miesięcy ;) ) ?


ha ha
wciskaj sam sobie te bzdure

do wpływu religii wcale się nie wyzwoliłeś
popadłeś tylko w antyklerykalizm

ps.
gdybyś się wyzwolił
temat religii byłby tobie obojętny

Nie musi tego robic. To juz ma wcisniete.
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Śro Lip 14, 2010 08:56   

ali napisał/a:

do wpływu religii wcale się nie wyzwoliłeś
popadłeś tylko w antyklerykalizm

ps.
gdybyś się wyzwolił
temat religii byłby tobie obojętny


Zgadzam się!

Ale zauważ też, że Fink pisał "z pod panowania", nie "od wpływu". Drobna różnica ale jednak.

fink napisał/a:
Otóż zastanawiam się w jakim stopniu dusza decyduje o życiu a w jakim stopniu ciało ? Czyli chodzi mi o determinizm materialny ciała. Czy podobnie by wyglądało życie danego człowieka, gdyby w dane ciało wcieliła się inna dusza ? Czy może wyglądałoby tak samo ? Czyli w jakim stopniu dusza decyduje o przebiegu życia danego człowieka, a w jakim stopniu ciało ?


To o co pytasz jest opisane w Teozofii różokrzyżowców, a pośrednio też u Podwodnyjego i Łazariewa (następne tomy, a jest ich 12).

Podwodnyj pisze, że człowiek ma 7 holograficznych ciał, z których fizyczne jest najmniejsze-najgęstsze. Wg Steinera ciało astralne (emocjonalne) jest subtelną matrycą fizycznego. Czyli nie jest do końca tak, że ot dusza tylko wybiera sobie najbardziej korzystnych dla własnego rozwoju rodziców (tak jest choć pozory mylą) i "wciela się" niczym pasożyt w jakieś tam obce ciało fizyczne. "Dusza" poprzez ciała subtelne (a głównie astralne) od samego początku bierze też udział w projektowaniu i tworzeniu swego ciała.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
Joannaż 
sinsemilla


Pomogła: 38 razy
Wiek: 35
Dołączyła: 19 Kwi 2010
Posty: 2284
Wysłany: Śro Lip 14, 2010 10:47   

fink napisał/a:

Otóż zastanawiam się w jakim stopniu dusza decyduje o życiu a w jakim stopniu ciało ?

A jakie to ma znaczenie? Co dałaby Ci odpowiedź? (gdyby taka była)

Dokładnie w tym ciele – Tu i Teraz – jest Twoja dusza.
Samym teoretyzowaniem nie znajdziesz praktycznej odpowiedzi na nurtujące Cię pytania.
_________________
Im więcej trudności w drodze do celu,
tym więcej radości w jego osiągnięciu.
 
 
     
ali
[Usunięty]

Wysłany: Czw Lip 15, 2010 02:05   

fink napisał/a:

Drobne sprostowanie - pisałem "religia", ale miałem na myśli oczywiście Kościół, chrześcijaństwo, tak więc na tym sprostowaniu będę się dalej opierał, .


jeszcze bardziej mnie ubawiłeś
ja się nie pomyliłem
jesteś antyklerykał i w dodatku hipokryta
przecie
dawno minęły czasy kiedy Kościól dysponował siłą i realną władzą
teraz prawa Kościól siła nikomu nie narzuca i nie egzekwuje

Kościół jako instytucja spełnia dość ważną społecznie rolę
ale też dba o swoje utrzymanie, więc nie gardzi tym co mu dają

robią to dla niego ci którzy chcą go wykorzystać i pozyteczni idioci
po cóż więc jedziesz po nim ?
zmień adresata
ps.
nie piszę o sobie że jestem wyzwolony spod wpływu Kościoła
ale jestem bardziej wolny od ciebie
sprawy kościelne traktuję obojętne tak jak na to zasługują
nie oceniam podług wciskanej miary,
a własnej niezależnej wyrobionej na podstawie obserwacji i faktów a nie mdialnych plotek
i robię to co uważam za potrzebne i stosowne
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Czw Lip 15, 2010 06:33   

sinsemilla napisał/a:

Dokładnie w tym ciele – Tu i Teraz – jest Twoja dusza.


według niektórych przekładów Biblii człowiek jest duszą , a nie ma duszę .

Duch czyli siła życiowa " wraca do Boga " .

Duszą żyjącą człowiek staje się kiedy oddycha , a dusza która grzeszy ta umrze .

Ale można myśleć inaczej :-)


Darek
_________________
The Truth is still out there.
 
     
Joannaż 
sinsemilla


Pomogła: 38 razy
Wiek: 35
Dołączyła: 19 Kwi 2010
Posty: 2284
Wysłany: Czw Lip 15, 2010 09:01   

dario_ronin napisał/a:
sinsemilla napisał/a:

Dokładnie w tym ciele – Tu i Teraz – jest Twoja dusza.


według niektórych przekładów Biblii człowiek jest duszą , a nie ma duszę .

Darek

W moim rozumieniu jest to jedno i to samo :)
W każdej najmniejszej cząsteczce ciała człowieka jest dusza = człowiek jest duszą.

dario_ronin napisał/a:

dusza która grzeszy ta umrze .

Oh, to straszne! To sa jakieś pomówienia :)
Jak to - umrze?
_________________
Im więcej trudności w drodze do celu,
tym więcej radości w jego osiągnięciu.
 
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Czw Lip 15, 2010 14:45   

sinsemilla napisał/a:
W moim rozumieniu jest to jedno i to samo


ma duszę = dusza oddzielna > człowiek umiera > dusza wędruje > dusza nieśmiertelna > ...

jest duszą = czlowiek umiera i ... koniec = dusza śmiertelna = nie ma czym straszyć

karą za grzech jest śmierć = ludzie umierają bo grzeszą = grzeszą bo odziedziczyli niedoskonałość ...

Dar
_________________
The Truth is still out there.
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Lip 15, 2010 14:49   

Dario a nie widzisz tutaj jednej rzeczy która za cholere nie pasuje? Skoro dusza "złych" umiera to czemu cały czas są źli. Jak rozumiem dobrzy się odradzają a źli znikają. Jednak cały czas są źli a gdyby tak było to by już dawno było po nich.
 
     
ali
[Usunięty]

Wysłany: Czw Lip 15, 2010 22:21   

fink napisał/a:

. Gdzie ja niby jestem zniewolony ? W którym miejscu ?


a komu kościół wątrobe gryzie
 
     
Joannaż 
sinsemilla


Pomogła: 38 razy
Wiek: 35
Dołączyła: 19 Kwi 2010
Posty: 2284
Wysłany: Nie Lip 18, 2010 14:06   

fink napisał/a:
Otóż zastanawiam się w jakim stopniu dusza decyduje o życiu a w jakim stopniu ciało ? Czyli chodzi mi o determinizm materialny ciała. Czy podobnie by wyglądało życie danego człowieka, gdyby w dane ciało wcieliła się inna dusza ? Czy może wyglądałoby tak samo ? Czyli w jakim stopniu dusza decyduje o przebiegu życia danego człowieka, a w jakim stopniu ciało ?

Zakładam, że Dusza tworzy ciało a ciało i Dusza tworzą Życie. Dlatego ja nie potrafię tego oddzielić i nadać im (ciału i Duszy) stopnia ważności w decydowaniu o życiu...

To tak jakby się zastanawiać, czy ptak lata dlatego, że jest ptakiem, czy dlatego,że otrzymał skrzydła?

fink napisał/a:
W tym wcieleniu/ciele udało mi się wyzwolić umysł spod panowania religii, pomimo, że przeszedłem w dzieciństwie dość gruntowną indoktrynację religijną.


Wg mnie nie jest to zależne od ciała czy duszy, tylko od stopnia zaprogramowania (czyli świata zewnętrznego). Szczęście, że KK przechodzi kryzys i nie idzie z duchem czasu, także coraz trudniej programować im młode umysły...Ja także przez 25 lat myślałam, że potrzebuję pośredników, szczególnego miejsca, oraz szczególnej formy, do spotkania z Neutrino (mój zamiennik słowo Bóg)... No cóż, lepiej coś odkryć późno niż później :)
A co do tych wcieleń, to czy masz pewność, ze w poprzednich ciałach nie udało Ci sie wyzwolić spod wpływu religii? Może też to miało miejsce.. Ważniejsze wydaje mi się jest to, jak człowiek wykorzysta tą odkrytą Tajemnicę.

PS. Żeby było jasne, Dusza to dla mnie jedno i to samo co Neutrino.
_________________
Im więcej trudności w drodze do celu,
tym więcej radości w jego osiągnięciu.
 
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Lip 18, 2010 18:34   

Jeszcze dodam, co diagnostyka karmy mówi odnośnie różnych wojujących heretyków, ateistów, materialistów i antyklerykałów. Pamiętać należy, że Wszechświat działa na zasadzie wahadła. Jeśli do czegoś przylgniesz, przesadzisz i wychylisz się za bardzo w jakąś stronę, to potem by nastąpiło zrównoważenie - musisz wpierw automatycznie polecieć równie daleko w przeciwną. Więc w poprzednich wcieleniach wszyscy ci uduchowieni asceci żyjący w celibacie byli zazwyczaj obibrzuchami, pijakami i hedonistami. Tak samo ateiści, liberalni liberałowie, agnostycy byli mściwymi fanatykami religijnymi, srogimi inkwizytorami (np taki Prokopiuk), krzyżowcami i zawistnymi szamanami dzikich ludów (np ja 8/ ). I odwrotnie.

W następnym życiu jest z początku oczywiście krytyka, bunt i wielka zapalczywa walka o słuszną sprawę z własnym dawnym "nieprawidłowym" aspektem. Ale należy pamiętać, że finalnie celem inkarnacji jest jakaś równowaga, harmonia i wreszcie bezwarunkowa miłość na wyższych planach.

Nie wolno stawiać duchowości i religii ponad Boga. Tak samo nie wolno stawiać walki o swoją ideologiczną wolność ponad ludzi i miłość. Tzn możesz sobie do woli walczyć z kościołem/ateizmem/scjentologią/dietą optymalną jako instytucją/ideologią (na planie materialnym), ale jeśli zaczniesz nienawidzić i osądzać ludzi kościoła w swojej duszy, księży, teologów, wierzących, niewierzących, to wtedy znowu przyklejasz się do ziemskiej mądrości, tuczysz ego, wyniosłość, pychę, zbaczasz na te same manowce, tylko, że z drugiej strony.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Lip 19, 2010 16:50   

To nie moja teoria, ale Łazariewa. Wolna wola to podstawa. Wahadło wprawiasz w ruch dzięki wolnej woli. Widzę to prawo w całym Wszechświecie, w epokach, w sezonach, w dniu i nocy. Nawet w polityce.

Przykładowo jako dzieciak nadużywałem telewizora, gier komputerowych, słodyczy i śmieciowego jedzenia, miałem wolną wolę, nikt mi nie bronił, wręcz odwrotnie. Wychyliłem wahadło tak daleko za młodu, że, by potem je zrównoważyć, uzyskać jakąś harmonię musiałem "przegiąć" i polecieć tak samo mocno w drugą stronę. W wieku 25 lat wyrzuciłem telewizor, zrezygnowałem ze słodyczy, sprzedałem psx i stosowałem nawet zero carb. Obecnie jem samą dziczyznę i leśne owoce, robię 16 godzin postu dobowo.

Teraz, co istotne - gdybym nie przegiął wahadła tak mocno w dzieciństwie w jedną stronę, zapewne nie podchodziłbym obecnie do spraw diety i gier tak skrajnie, a czasami wręcz fanatycznie. Panowała by prawdopodobnie wyważona harmonia i spokojne "wszystko jest dla ludzi".

Łazariew przychyla się do tego powiedzonka. Radzi by zachować balans, mieć wiele ale i nie dogadzać sobie za bardzo, czasem pościć, a czasem zjeść porządnie i uziemić się, dbać zarówno o świadomość skierowaną na materię, jak i podświadomość skierowaną na Wszechświat i Boga.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Pon Lip 19, 2010 18:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Lip 19, 2010 19:21   

Waldek B napisał/a:
To nie moja teoria, ale Łazariewa. Wolna wola to podstawa. Wahadło wprawiasz w ruch dzięki wolnej woli. Widzę to prawo w całym Wszechświecie, w epokach, w sezonach, w dniu i nocy. Nawet w polityce.


To wahadło to nie wahadło tylko Miecz Obosieczny.

Waldek B napisał/a:

Teraz, co istotne - gdybym nie przegiął wahadła tak mocno w dzieciństwie w jedną stronę, zapewne nie podchodziłbym obecnie do spraw diety i gier tak skrajnie, a czasami wręcz fanatycznie. Panowała by prawdopodobnie wyważona harmonia i spokojne "wszystko jest dla ludzi".


Dobrze jest mieć dystans. Lepiej mieć równowagę przekazaną przez rodziców, wychowawców ale jak się ma własne doświadczenie to nawet lepiej. Nie dostrzegam w tym co napisałeś wprawdzie żalu, ale nie jest tak że obojętność jest dobra.


Rzuciłem ostatnio oko na to co pisze Mindell. Jest w którejś książce u niego o hipnozie i świadomości, o wpływie na świadomość. No więc trzeba brać pod uwagę fakt że człowiek świadomy w zderzeniu ze schizofreniczną rzeczywistością społeczeństwa ma problem, przeważnie zostaje wkręcony przez innych zanim się zorientuje co stracił. A jeżeli będzie trzymał się świadomości tym bardziej będzie przez społeczeństwo uznawany za dziwaka i wariata. Przy czym to samo społeczeństwo dało podwaliny pod to aby człowiek wyrósł na osobnika o wysokiej sterowalności, czyli o słabej wolnej woli.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pon Lip 19, 2010 19:28, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Joannaż 
sinsemilla


Pomogła: 38 razy
Wiek: 35
Dołączyła: 19 Kwi 2010
Posty: 2284
Wysłany: Pon Lip 19, 2010 20:28   

rakash napisał/a:
No więc trzeba brać pod uwagę fakt że człowiek świadomy w zderzeniu ze schizofreniczną rzeczywistością społeczeństwa ma problem, przeważnie zostaje wkręcony przez innych zanim się zorientuje co stracił.

Z tym, ze człowiek zazwyczaj staje się świadomym właśnie po takim "zderzeniu", często bardzo bolesnym (w moim przypadku tak było). Myślę, że jak ktoś choć na chwilę "odzyskał świadomość" już nigdy jej nie straci, jedynie może się rozwijać, by być świadomym w wiecznym Tu i Teraz (o ile chce - wolna wola).

rakash napisał/a:
A jeżeli będzie trzymał się świadomości tym bardziej będzie przez społeczeństwo uznawany za dziwaka i wariata.

Nieświadome społeczeństwo...Pozostaje wybaczyć...Gdzieś to już było - "Boże wybacz im, bo nie wiedzą co czynią"...
_________________
Im więcej trudności w drodze do celu,
tym więcej radości w jego osiągnięciu.
 
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Lip 19, 2010 21:03   

sinsemilla napisał/a:
rakash napisał/a:
No więc trzeba brać pod uwagę fakt że człowiek świadomy w zderzeniu ze schizofreniczną rzeczywistością społeczeństwa ma problem, przeważnie zostaje wkręcony przez innych zanim się zorientuje co stracił.

Z tym, ze człowiek zazwyczaj staje się świadomym właśnie po takim "zderzeniu", często bardzo bolesnym (w moim przypadku tak było). Myślę, że jak ktoś choć na chwilę "odzyskał świadomość" już nigdy jej nie straci, jedynie może się rozwijać, by być świadomym w wiecznym Tu i Teraz (o ile chce - wolna wola).


Myślę że tak nie jest, to znaczy 'decyzja' ma miejsce w dzieciństwie. W dużej mierze, a właściwie głównie zależy to od naszych rodziców. Trzeba być wychowanym, dobrze wychowanym, natomiast dzisiaj ta większość, szczególnie w miastach właśnie jest jedynie wykształcona, a jak jest wykształcona to wiemy bardzo dobrze, tylko znowu większość udaje. Bo ze schizofrenikami tak jest. Mało tego dzisiaj stopień zboczeń, zepsucia, zwyrodnialstwa jest tak duży że przedstawiciele coraz głośniej domagają się praw. Co ciekawe prawa mają, chodzi im właśnie o to aby odrzucić jeszcze te ew. wątpliwości. Aby im nikt przypadkiem nie przypominał słowem, gestem i czynem że pobłądzili.

NAtomiast terapia szokowa nie jest dobra dla tych którzy są zdrowi, tylko właśnie dla chorych. Zdrowi nie potrzebują lekarza.

Łazariew jak dla mnie jest częścią tej schizofrenii. Ale spośród tych wszystkich setek mędrców jego sposób nazywania rzeczy jest bardzo klarowny.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pon Lip 19, 2010 21:07, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Joannaż 
sinsemilla


Pomogła: 38 razy
Wiek: 35
Dołączyła: 19 Kwi 2010
Posty: 2284
Wysłany: Wto Lip 20, 2010 07:45   

rakash napisał/a:
dzisiaj stopień zboczeń, zepsucia, zwyrodnialstwa jest tak duży że przedstawiciele coraz głośniej domagają się praw. Co ciekawe prawa mają, chodzi im właśnie o to aby odrzucić jeszcze te ew. wątpliwości. Aby im nikt przypadkiem nie przypominał słowem, gestem i czynem że pobłądzili.


Dziś interesuje mnie tylko moje Ja, chciałabym doskonale poznać siebie. Nie żyję po to, żeby oceniać innych:)

Własnie przeczytałam poniższy tekst w książce, dlatego go zamieszczam..
C.Sisson w "Wewnętrzne przebudzenie" napisał/a:
świat, w jakim żyjemy, jest taki, jakim go widzimy. Zmień widzenie świata, a zobaczysz, że świat się zmieni. Mamy za sobą historię walki o przetrwanie – to jest nasze uwarunkowanie. Co by było, gdybyśmy na chwilę zapomnieli o świecie, jaki znamy, i wyobrazili sobie nowy, inny – świat pokoju i miłości.
_________________
Im więcej trudności w drodze do celu,
tym więcej radości w jego osiągnięciu.
 
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Wto Lip 20, 2010 19:31   

sinsemilla napisał/a:
rakash napisał/a:
dzisiaj stopień zboczeń, zepsucia, zwyrodnialstwa jest tak duży że przedstawiciele coraz głośniej domagają się praw. Co ciekawe prawa mają, chodzi im właśnie o to aby odrzucić jeszcze te ew. wątpliwości. Aby im nikt przypadkiem nie przypominał słowem, gestem i czynem że pobłądzili.


Dziś interesuje mnie tylko moje Ja, chciałabym doskonale poznać siebie. Nie żyję po to, żeby oceniać innych:)

Własnie przeczytałam poniższy tekst w książce, dlatego go zamieszczam..
C.Sisson w "Wewnętrzne przebudzenie" napisał/a:
świat, w jakim żyjemy, jest taki, jakim go widzimy. Zmień widzenie świata, a zobaczysz, że świat się zmieni. Mamy za sobą historię walki o przetrwanie – to jest nasze uwarunkowanie. Co by było, gdybyśmy na chwilę zapomnieli o świecie, jaki znamy, i wyobrazili sobie nowy, inny – świat pokoju i miłości.


Masakra. To jest pospolite zmienianie głowy, nawet Chińczycy 5 tysięcy lat temu wiedzieli że takie działanie to przemoc i kończy się źle. Innymi słowy jest to WIDZIMISIZM.
_________________

 
     
Joannaż 
sinsemilla


Pomogła: 38 razy
Wiek: 35
Dołączyła: 19 Kwi 2010
Posty: 2284
Wysłany: Śro Lip 21, 2010 13:14   

rakash napisał/a:
Masakra. To jest pospolite zmienianie głowy, nawet Chińczycy 5 tysięcy lat temu wiedzieli że takie działanie to przemoc i kończy się źle. Innymi słowy jest to WIDZIMISIZM.


Próba zrozumienia i zaakceptowania SIEBIE to wg Ciebie - "zmienianie głowy", w dodatku "popspolite"? Chyba czegoś nie rozumiem :)
Mnie nie interesuje, co wiedzieli Chińczycy 5 tys lat temu, tylko to co wiem ja. A wiem, że narazie mało wiem na temat tego, co Istotne.
Widzimisizm - to pojęcie słyszę pierwszy raz, więc proszę o zdefiniowanie...
_________________
Im więcej trudności w drodze do celu,
tym więcej radości w jego osiągnięciu.
 
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Śro Lip 21, 2010 15:01   

sinsemilla napisał/a:
rakash napisał/a:
Masakra. To jest pospolite zmienianie głowy, nawet Chińczycy 5 tysięcy lat temu wiedzieli że takie działanie to przemoc i kończy się źle. Innymi słowy jest to WIDZIMISIZM.


Próba zrozumienia i zaakceptowania SIEBIE to wg Ciebie - "zmienianie głowy", w dodatku "popspolite"? Chyba czegoś nie rozumiem :)
Mnie nie interesuje, co wiedzieli Chińczycy 5 tys lat temu, tylko to co wiem ja. A wiem, że narazie mało wiem na temat tego, co Istotne.
Widzimisizm - to pojęcie słyszę pierwszy raz, więc proszę o zdefiniowanie...


Przeczytaj jeszcze raz co ta Sisson proponuje, on tam pisze że w razie dysonansu poznawczego który jest trudnym do zniesienia należy zmieniać głowę i stworzyc sobie swój nieadekwatny świat. Nie wiem od czego zacząć skoro nie rozumiesz tych słów. To jest typowe dla tych wszystkich dobrystycznych i mądrościowych książek, które tak naprawdę są zwodnicze.

C.Sisson w "Wewnętrzne przebudzenie" napisał/a:
świat, w jakim żyjemy, jest taki, jakim go widzimy. Zmień widzenie świata, a zobaczysz, że świat się zmieni. Mamy za sobą historię walki o przetrwanie – to jest nasze uwarunkowanie. Co by było, gdybyśmy na chwilę zapomnieli o świecie, jaki znamy, i wyobrazili sobie nowy, inny – świat pokoju i miłości.


Świat jest takim jaki jest, a nie takim jakim chcemy go widzieć. Chociaż te słowa są wieloznaczne i można jest różnie rozumieć. Można to przyjąć za dobrą monetę w sferze symbolicznej, problem w tym że nie ma tutaj o tym żadnej wzmianki, ktoś kto to czyta może to rozumieć wprost.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Śro Lip 21, 2010 15:06, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Joannaż 
sinsemilla


Pomogła: 38 razy
Wiek: 35
Dołączyła: 19 Kwi 2010
Posty: 2284
Wysłany: Czw Lip 22, 2010 08:14   

@rakash
Ja ten zacytowany przeze mnie fragnent książki Sissona rozumiem jasno.

Można w świecie zwracać uwagę na miłość, dobroć, można ufać światu, można akceptować zdarzenia takimi jakie się wydarzają, nie oceniając ich..
a można także widzieć w świecie zboczenia, zepsucia, zwyrodnialstwa..

Uważam, że ciągłe ocenianie zdarzenia w negatywny sposób, nie akceptowanie jego takim jakim jest, nie zmieni faktu, że się wydarzyło. Nie cofnie sie tym czasu, nie zmieni się tego zdarzenia.
A im dłużej człowiek będzie walczył z sytaucją ocenioną przez siebie jako złą, tym większą nadaje jej moc, taką moc, że może nawet przyciągnąć ją do siebie.

Oczywiście, nie piszę, że takie podejście jest to możliwe od razu, trzeba długo nad sobą i swoimi iluzjami popracować.

PS. Zacytowany fragment odnosił sie do tej oto Twojej wypowiedzi:
rakash napisał/a:
Mało tego dzisiaj stopień zboczeń, zepsucia, zwyrodnialstwa jest tak duży że przedstawiciele coraz głośniej domagają się praw. Co ciekawe prawa mają, chodzi im właśnie o to aby odrzucić jeszcze te ew. wątpliwości. Aby im nikt przypadkiem nie przypominał słowem, gestem i czynem że pobłądzili.
_________________
Im więcej trudności w drodze do celu,
tym więcej radości w jego osiągnięciu.
 
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Lip 22, 2010 17:29   

Ashkar napisał/a:
Przeczytaj jeszcze raz co ta Sisson proponuje, on tam pisze że w razie dysonansu poznawczego który jest trudnym do zniesienia należy zmieniać głowę i stworzyc sobie swój nieadekwatny świat. Nie wiem od czego zacząć skoro nie rozumiesz tych słów. To jest typowe dla tych wszystkich dobrystycznych i mądrościowych książek, które tak naprawdę są zwodnicze.

Prosta zasada widzisz to na czym się koncentrujesz nie ma znaczenia że w około jest tysiąć pięcet sto dziewięcet innych rzeczy jeśli koncetrujesz się na jednej widzisz tylko ją.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Czw Lip 22, 2010 17:56   

sinsemilla napisał/a:
@rakash
Ja ten zacytowany przeze mnie fragnent książki Sissona rozumiem jasno.

Można w świecie zwracać uwagę na miłość, dobroć, można ufać światu, można akceptować zdarzenia takimi jakie się wydarzają, nie oceniając ich..
a można także widzieć w świecie zboczenia, zepsucia, zwyrodnialstwa..

Uważam, że ciągłe ocenianie zdarzenia w negatywny sposób, nie akceptowanie jego takim jakim jest, nie zmieni faktu, że się wydarzyło. Nie cofnie sie tym czasu, nie zmieni się tego zdarzenia.
A im dłużej człowiek będzie walczył z sytaucją ocenioną przez siebie jako złą, tym większą nadaje jej moc, taką moc, że może nawet przyciągnąć ją do siebie.

Oczywiście, nie piszę, że takie podejście jest to możliwe od razu, trzeba długo nad sobą i swoimi iluzjami popracować.

PS. Zacytowany fragment odnosił sie do tej oto Twojej wypowiedzi:
rakash napisał/a:
Mało tego dzisiaj stopień zboczeń, zepsucia, zwyrodnialstwa jest tak duży że przedstawiciele coraz głośniej domagają się praw. Co ciekawe prawa mają, chodzi im właśnie o to aby odrzucić jeszcze te ew. wątpliwości. Aby im nikt przypadkiem nie przypominał słowem, gestem i czynem że pobłądzili.


Z pierwszą częścią twojej wypowiedzi zgadzam się. jednak to odnośnie zboczeń to nie ten poziom. Zboczenia mają siłę realną, nie daną im przez moje, twoje czy czyjeś ocenianie i przypatrywanie się im, ale poprzez akceptację i dopuszczenie do głosu publicznego.

Pewnie że nie będę się martwić że na polu sąsiada rosną chwasty, bo to jego działka, co innego kiedy sąsiad sieje kąkol na moim polu czy też kiedy ten kąkol rośnie u mnie. Wtedy nie potrzeba żadnych ocen bo to nic nie da rzeczywiście, lecz potrzebne jest realne działanie. Jeżeli zaś posadzę zboże i nie będę o nie dbał, chwasty je zarosną.

tak więc jeżeli te słowa mają prowadzić właśnie do tego aby nic nie robić tylko czekać z założonymi rękoma i udawać że nic się nie dzieje to są to słowa złe.

iliq napisał/a:

Prosta zasada widzisz to na czym się koncentrujesz nie ma znaczenia że w około jest tysiąć pięcet sto dziewięcet innych rzeczy jeśli koncetrujesz się na jednej widzisz tylko ją.


Koncentrowanie się na czymś a tworzenie sobie swojego świata to delikatnie rzecz ujmując drobna różnica.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Czw Lip 22, 2010 18:02, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Lip 22, 2010 18:14   

Tutaj przyznam Ci rację, nie zwróciłem uwagi na to że tam jest napisane o wyobrażaniu sobie świata i myśleniu życzeniowym zamiast koncentracji
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pią Lip 23, 2010 00:05   

iliq napisał/a:
Tutaj przyznam Ci rację, nie zwróciłem uwagi na to że tam jest napisane o wyobrażaniu sobie świata i myśleniu życzeniowym zamiast koncentracji


No ja bym powiedział ze te słowa wręcz zmierzają do tego aby stworzyć schizofrenika. Wprawdzie cytat jest wyrwany, ale przekaz jest dosyć jasny. Masz przestać widzieć świat takim jaki jest a zacząć budować sobie jego idealny obraz. Takie obrazy były już testowane na dużą skalę, a jakie były tego konsekwencje to widać dzisiaj i jeszcze długo będzie to widać. Problem chyba polega na tym że mamy do wyboru albo trzymać się tej ciężkiej rzeczywistości i dźwigać ten ciężar albo go porzucić. Z jednej strony to jest sensowne, ale widząc wszystko nie takim jakie jest a jakie sobie wyobrazimy mamy przekłamanie na łączach. Jeżeli zbyt głęboko wejdziemy w takie zafałszowanie to może nas czekać poważna kara, że o dzieciach nie wspomnę, bo w istocie wszelkie zaburzenia emocjonalne, nerwowe typu schizofrenia, czy nerwice które niszczą życie biorą się z zakłamania. I przed tym chcę przestrzec że nie warto iść na skróty i uciekać od siermiężnej rzeczywistości.

Fakt że jest coraz więcej ludzi z problemami tego typu, i wiem że to jest okropne i każdy chce mieć spokój, ale obawiam się że nie tędy droga. To czego my nie poniesiemy to nasze dzieci będą dźwigać podwójnie. No ale oczywiście nie roszczę sobie prawa do decydowania za innych,a tym bardziej nie chciałbym brać odpowiedzialności za czyjeś życie, proszę mnie źle nie zrozumieć, po prostu jeżeli my nie weźmiemy odpowiedzialności każdy z osobna i nie będziemy wymagać jeden od drugiego to będziemy się pogrążać, czy to w absurdzie czy to w dobryzmie czy to w jakichś wyobrażeniach, odcinamy się od rzeczywistości, a więc od Boga.

A to co na moje słowa krytyki pod kątem tego tekstu odpowiedziała sinsemilla:

sinsemilla napisał/a:

Próba zrozumienia i zaakceptowania SIEBIE to wg Ciebie - "zmienianie głowy", w dodatku "popspolite"? Chyba czegoś nie rozumiem :)


Oczywiście zgadzam się z tym że zrozumienie i akceptacja siebie to niejako podstawa i ma wielki sens. Natomiast to co przytoczyła w tym kontekście z ksiazki Sisson jest zupełnie czym innym. Wprawdzie sinsemilla tak rozumie te słowa ale przepraszam bardzo, te słowa znaczą dokładnie to co znaczą! A nie to co się komuś wydaje. Rozumiem że jest to ksiązka typu poradnik, czyli konkrety, ponad to przeczytałem to jeszcze raz i te słowa są nie tylko przepisem ale wyraźnie te zalecenia są zbudowane na jasnym zaprzeczeniu.

C.Sisson w "Wewnętrzne przebudzenie" napisał/a:
świat, w jakim żyjemy, jest taki, jakim go widzimy. Zmień widzenie świata, a zobaczysz, że świat się zmieni. Mamy za sobą historię walki o przetrwanie – to jest nasze uwarunkowanie. Co by było, gdybyśmy na chwilę zapomnieli o świecie, jaki znamy, i wyobrazili sobie nowy, inny – świat pokoju i miłości.


Chciałbym poznać tekst poprzedzający ten wycinek, i chciałbym się mylić, ale wszystko wskazuje na to że jest to typowe szarlataństwo.

Być może jest tu raczej mowa o zmianie nastawienia do świata, ale co najmniej napisane jest to w sposób mało odpowiedzialny.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pią Lip 23, 2010 00:37, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Lip 23, 2010 07:35   

Tutaj masz rację wymyślanie sobie świata takim jak chcemy go widzieć jest szkodliwe. Nie mówię tutaj o wizjach inżynierów typu Forda/Gate'sa ale o uciekaniu od problemów w świat fantazji.

Cytat:
świat, w jakim żyjemy, jest taki, jakim go widzimy.

Z tym się zgodzę bo poeta inaczej odbiera kwiat niż naukowiec. Ksiądz inaczej odbiera seks niż tantryk etc. etc.
 
     
Joannaż 
sinsemilla


Pomogła: 38 razy
Wiek: 35
Dołączyła: 19 Kwi 2010
Posty: 2284
Wysłany: Pią Lip 23, 2010 09:25   

Ten cytat może rzeczywiście wyrwany był z kontestu. Przeczytałam rozdział z tej książki, potem zajęłam się lekturą postów no i tak coś mnie "tknęło",żeby go wkleić. Poprostu robię, to co czuję Tu i Teraz i myślę, że wszystko to ma jakiś sens.

iliq napisał/a:

Cytat:
świat, w jakim żyjemy, jest taki, jakim go widzimy.

Z tym się zgodzę bo poeta inaczej odbiera kwiat niż naukowiec. Ksiądz inaczej odbiera seks niż tantryk etc. etc.


No właśnie!

rakash napisał/a:
… słowa znaczą dokładnie to co znaczą! A nie to co się komuś wydaje.


Mi się wydaje inaczej. Dla uproszczenia słowa mają swoje definicje (wymyślone przez człowieka), jednak każdy człowiek ma swoje własne znaczenie każdego słowa, nie zgodzisz się?
Np. zwykłe słowo działka zapewne ma wiele znaczeń. Dla Ciebie może to być miejsce, gdzie stawiasz dom, masz ogród, dla mnie jest to przedmiot handlowy, bo pracuję z nieruchomościami. Jeszcze inny człowiek będzie miał inne znaczenie słowa "działka". Przyczyną tego jest, że każdy ma inną skalę wartości, inne doświadczenie, wychowanie, itd.

Najważniejszym w moim życiu wydaje się odnależć To, czego opisać nie można, a co ma takie samo znaczenie dla wszystkich i wszystkiego co istnieje.
Uwarunkowania i kupa iluzji, które siedzą w mojej głowie napewno temu nie pomogą, a intuicja mówi mi, że To czego szukam może pod tą kupą być.

Zamieszczam troche większy fragment rozdziału z cytowanej wcześniej książki.
Cytat:
ŚWIAT PRZETRWANIA (LĘK)
Ludzkie dzieje to przede wszystkim historia walk o przetrwanie, ucisku i znęcania się ofiar nad ofiarami, zmagań o dominację. Nie zawsze wiązało się to z otwartą agresją, ponieważ ucisk może występować w przebraniu słabości. W relacji ciemiężyciel-ofiara to (naszym zdaniem) ofiara kontroluje sytuację. Ciemiężyciel potrzebuje ofiary, by być ciemiężycielem. Ofiara jest ofiarą zarówno z ciemiężycielem, jak i bez niego. Nie potrzebuje nikogo, by być ofiarą.
Taki świat stworzyło nasze zaprogramowanie; dziś Jest on może trochę bardziej cywilizowany – tysiąc lat temu konflikty rozwiązywano na polu bitwy, dziś są one rozwiązywane głównie na poziomie emocjonalnym. Ale stopień przemocy niewiele się zmienił; jest tylko o wiele mniej krwi i o wiele więcej bólu – bólu emocjonalnego.
Nasze zaprogramowanie kreuje przekonania i postawy, a te z kolei kształtują nasze myśli i uczucia wobec świata i ludzi. To wpływa na nasze decyzje dotyczące funkcjonowania w tym świecie. Sprowadzają się one do postanowień, Jak przetrwać. Decyzje i wybory prowadzą do myśli i uczuć, a te z kolei wzmacniają nasze postawy i przekonania, których fundamentem jest wiara w konieczność obrony i ataku. Cykl sam się powtarza; nie potrzeba nawet zewnętrznych bodźców. I tak tworzymy własny gabinet ministrów – swój ego-system iluzji.
Naszym zdaniem, świat, w jakim żyjemy, jest taki, jakim go widzimy. Zmień widzenie świata, a zobaczysz, że świat się zmieni. Mamy za sobą historię walki o przetrwanie – to jest nasze uwarunkowanie. Co by było, gdybyśmy na chwilę zapomnieli o świecie, jaki znamy, i wyobrazili sobie nowy, inny – świat pokoju i miłości.
ŚWIAT POKOJU (MIŁOŚĆ)
w którym możemy:
• tworzyć swoje życie bez potrzeby kontrolowania innych;
• używać swej siły, by działać i panować nad własnym życiem;
• współpracować z innymi i dzielić się z nimi energią i miłością – wówczas każdy wygrywa;
• żyć w świecie, który jest przyjazny i wspierający;
• żyć w teraźniejszości i pozwolić jej być taką, jaka jest;
• żyć tu i teraz, ufając w pełną miłości przyszłość;
• akceptować swe uczucia jako własne, pochodzące z naszych decyzji i wyborów, przekonań, postaw i myśli, i w konsekwencji kochać najpierw siebie, a potem innych.
Przebudzenie oznacza rozpoznanie rzeczywistości i świata, jaki stworzyliśmy sami sobie. Oznacza pozbycie się iluzji i porzucenie przywiązania do starych schematów.
[…]
PIĘĆ ELEMENTÓW INTEGRACJI ODDECHEM
1. Swobodne oddychanie
2. Świadomość swych uczuć – obserwacja siebie
3. Akceptacja uczuć i przyzwolenie, by były takie, jakie są
4. Zrelaksowanie się, zaufanie i uwolnienie
5. Integracja – wszystko, co się zdarza, jest doskonałe.


Miłego dnia!
_________________
Im więcej trudności w drodze do celu,
tym więcej radości w jego osiągnięciu.
 
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Lip 23, 2010 11:34   

Ashkar napisał/a:
słowa znaczą dokładnie to co znaczą! A nie to co się komuś wydaje.

co dla Ciebie oznacza słowo "szerelem". Dla mnie nic nie znaczy. Węgier widzi 2 zakochane osoby ale każdy węgier widzi inny tego objaw, jeden będzie widział seks, inny romantyczną kolację a jeszcze inny same spojrzenia emanujące seksem.

Idąc za ciosem słowo "ładna" bądź "seksowna" w odniesieniu do kobiet. Czy jeżeli jedna osoba nazwie jakąś kobiete seksowną to znaczy że nagle stanie się seksowna dla wszystkich? Czy jeżeli jedna osoba powie o mnie że jestem inteligenty to zmieni to stan mojej inteligencji? A jeżeli 1000 osób to powie, to będzie miało to wpływ? Pozatym jakaś rzecz nie staje się bardziej prawdziwa tylko dlatego że częściej się powtarza.

Wytłumacz komuś jak wylgąda liść skoro słowo znaczą dokładnie to co znaczą będzie to łatwe, pewnie już zrozumiałeś ten przekaz.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pią Lip 23, 2010 14:23   

Musi być jakaś reguła, porządek, inaczej nie idzie się dogadać. Chyba że to ma być szyfr.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pią Lip 23, 2010 14:23, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Lip 23, 2010 14:42   

Ashkar po prostu pokazałem Ci jak różne znaczenia ma takie samo słowo w zależności od kontekstów etc.
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Sie 14, 2010 17:20   

http://www.cudownyportal....article_id=1450

Cytat:
2010-05-23 Amarantia


Siedem grzechów głównych według Łazariewa


Ukazała się na naszym rynku pierwsza książka rosyjskiego badacza, jasnowidza i terapeuty Siergieja Łazariewa pt.”Diagnostyka karmy”. We wstępie do swojej książki Autor zwraca się do czytelnika. „Drogi Czytelniku zanim zaczniesz czytać tę książkę ,sprawdź swój stan emocjonalny.Stanowczo odradzam jej czytanie, gdy odczuwasz obrazę, rozdrażnienie, albo wykazujesz inne negatywne emocje w stosunku do kogokolwiek lub czegokolwiek”. Muszę przyznać, że książka ta działa jak przysłowiowy papierek lakmusowy, albo jak kto woli czuły barometr mierzący stan naszych emocji, zadr, żalów i nierozwiązanych problemów. Od dawna żadna książka nie poruszyła tak bardzo mojej duszy. Uświadomiłam sobie ,że pominęłam lub zignorowałam kilka podstawowych kwestii, które mogą być istotne w rozwiązaniu moich własnych spraw. Wracając do pierwszych słów Łazariewa, należy podkreślić, że silne, negatywne emocje mogą być udziałem tych czytających, którzy nie uregulowali sobie życia w trzech ważnych sferach. Pierwsza i chyba najważniejsza, to nasze układy z rodzicami i z rodziną. Odrzucenie rodziców, żal, obraza i obwinianie za nasze prawdziwe i urojone krzywdy. Druga sfera, to sfera płciowości.
Niestety silniej dotyka ta sprawa kobiet, aniżeli mężczyzn. Kompleks płci, niepogodzenie się z jej specyfiką i wzajemna rywalizacja. Wreszcie trzecia sfera, to religie i ich wartości. Nierozwiązane powyższe problemy, nie pozwolą czytelnikowi spokojnie przyjąć przesłania zawartego w książce. A sam autor postrzegany będzie jako archaiczny fanatyk religijny i do tego jeszcze męski szowinista. Oczyszczone intencje wobec wspomnianych aspektów naszego życia, pozwolą przebrnąć przez tę książkę bez większych turbulencji. W zamian za to, otrzymamy ważne i usystematyzowane informacje, oraz inspiracje, aby spojrzeć na życie i naszą karmę z jeszcze szerszej perspektywy.

Co takiego szczególnego przekazuje nam Łazariew?
Przekazuje nam podstawowe, ale zapomniane prawdy. Przypomina o prawach rządzących wszechświatem oraz o naszym w nim miejscu. Ostrzega, że człowiek odszedł od respektowania tych praw. Zacznę jednak od faktu, że Łazariew zbadał i opisał w polu człowieka struktury, które zachowują i przenoszą pewne informacje z pokolenia na pokolenie. Struktury, te nazwał stałymi grupami informacyjnymi. Człowieka postrzega jako bardzo złożony system informacyjno-energetyczny w którym ciało fizyczne i świadomość to zaledwie kilka procent w stosunku do warstw podświadomości. Zdrowie, charakter człowieka, a nawet jego los są określone przez struktury karmiczne. Organizm ludzki jest jednym systemem w którym zdrowie, los, charakter i psychika są nierozłączne. Łazariew zobaczył i opisał fenomen inny niż pole ciała fizycznego, nazwał go polem informacyjnym człowieka. Cała informacja o człowieku i stanie jego ciała jest zakodowana w tym polu. Na tym odkryciu oparł swoją metodę uzdrawiania. Odszedł w niej od oddziaływania energetycznego na rzecz dokładnej diagnostyki, analizowania sytuacji i znajdowania praprzyczyny chorób, złego losu itd. Choroba jest czerwonym sygnałem dla człowieka, informującym ,że ten podąża niewłaściwą drogą. W związku z tym należy położyć szczególny nacisk, na uświadomienie sobie popełnionych naruszeń.

Dalsze obserwacje i badania doprowadziły do odkrycia tych elementów, które nazwał systemem samoregulacji pola. „System ten, to system zwrotnego związku z wszechświatem. Jego istota polega na tym, że dowolne działanie człowieka, dobre czy złe wraca do niego poprzez jedność informacyjno –energetyczną pola wszechświata.” Znajomo brzmi, ale jeszcze chyba nikt nie opisał tego tak dokładnie, nie stworzył podstaw i metody do pełnego uzdrawiania.
Dla mechanizmu samoregulacji pola nie istnieje pojedynczy człowiek. Jeśli zachodzi negatywny proces, który trzeba powstrzymać, to mechanizm blokowania tego procesu włącza się automatycznie. W obecnych czasach, szybkość tych procesów wzrosła na tyle, że człowiek zdąży zapłacić za swoje czyny zdrowiem swoim i swoich dzieci w jednym wcieleniu.
Dlaczego dzieci?
Łazariew wyjaśnia, że z pozycji człowieka wygląda to absurdalnie, ale na poziomie pola nie ma ludzi, są idee. Każdy człowiek jest zbiorem konkretnych programów. Mechanizm blokowania działa przeciwko niebezpiecznym dla świata negatywnym ideom i programom. Jeśli spotykają nas niepowodzenia, choroby psychiczne i fizyczne, to są one wymuszoną blokadą zaczynającego się rozpadu struktur duchowych, odpowiedzialnych za przetrwanie człowieka i jego potomstwa.
Co powoduje, że człowiek wysyła w świat negatywne idee i programy. Jakie są główne błędy i przyczyny naruszenia przez człowieka harmonii z wszechświatem, czego następstwem są choroby, smutek i cierpienie.
Łazariew wymienia siedem najważniejszych, powtarzających się przyczyn na poziomie myśli, słów uczynków i zaniedbań.

Przyczyna pierwsza – obrażanie się. Obraza jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych naruszeń praw wszechświata. Najsilniej działa wzajemne obrażanie się na siebie rodziców i dzieci. Powoduje ona rozerwanie najsubtelniejszych struktur odp owiedzialnych za wzajemne, życzliwe relacje. Obraza, nienawiść, zawiść, to jedna z form zniszczenia człowieka i energetycznej napaści.

Przyczyna druga – zabicie miłości. Zanim zabije się człowieka, trzeba najpierw zabić miłość do niego. Łazariew twierdzi, że miłość do dzieci należy do największych uczuć wszechświata, a wyrzeczenie się jej poprzez rezygnacje z dziecka(np. aborcja), w kontekście relacji z ukochanym człowiekiem, prowadzi do poważnych negatywnych następstw. Równie ważna jest miłość do samego siebie.

Przyczyna trzecia - negatywne myśli, słowa. W momencie gdy o kimś myślimy, pojawia się energetyczne połączenie z tym człowiekiem. Każda negatywna myśl jest energetycznym atakiem i może wyrządzić krzywdę. Najbardziej niebezpieczna energetycznie może być obmowa kochanego człowieka, ponieważ stopień jedności na poziomie pola jest najwyższy pomiędzy kochającymi się ludźmi.

Przyczyna czwarta - wampiryzm. Łazariew określa go jako skomplikowane i poważne zagadnienie. Według niego jest to nie tylko powszechnie znane pobieranie energii, a przez to uszkadzanie powłoki pola. Jest to takie uszkodzenie subtelnej struktury pola, które może doprowadzić do zniekształcenia karmicznych linii losu, zdrowia i psychiki. Ludzie, którzy potrzebują energii denerwują i męczą swoją ofiarę, starają ją sobie podporządkować.

Przyczyna piąta - obraza na zmarłego. Także obrażanie się umierającego na zostawiany świat. Te negatywne obopólne uczucia powodują „sklejanie” się pól żywych i umarłych. Jest to naruszanie praw wszechświata. Łazariew wskazuje jak ważne w tym wszystkim są obrzędy religijne wszystkich kultur, które maja na celu rozłączenie tych pól i pomyślne przejście struktur pola zmarłego na odpowiedni poziom.

Przyczyna szósta – myśli samobójcze. Każda myśl samobójcza jest niebezpieczna nie tylko dla danego człowieka, ale i dla jego potomstwa. Program samozniszczenia formujący się w polu jednego człowieka, który długo zachowywał w myśli niechęć do życia, lub podejmował próby samobójcze, jest na tyle trwały, że przekazywany jest potomkom nawet do czterech pokoleń wstecz.

Przyczyna siódma - nieprawidłowe pożywienie oraz nieprawidłowe zasady towarzyszące spożywaniu posiłków.

To co powyżej to tylko malutki skrót bardzo szerokich i wnikliwych badań oraz działalności
terapeutycznej Łazariewa, przedstawionych w jego książce.
Zachodzi pytanie, co ma robić zwykły człowiek, aby zniwelować, uzdrowić, naprawić szkody
jakie poczynił w swoim polu i w polu innych ludzi poprzez swoją działalność?

Łazariew bardzo wyraźnie kładzie nacisk na poniższe działania i trudno się z nim nie zgodzić.

*Modlitwa o przebaczenie –zwracanie się wprost do Boga, powoduje w duszy i ciele zdumiewające zmiany. Poprzez uznanie swoich błędów, człowiek otrzymuje od Stwórcy siły ,aby się zmienić i wejść w harmonię z wszechświatem.

*Pokuta – czyli skierowanie wszystkich sił na zmianę siebie i przyrzeczenie nigdy nie powtarzać swoich błędów. W trakcie pokuty następuje rozerwanie łańcucha przyczyn i skutków. Mechanizm pokuty wiąże się ze zrozumieniem praw wszechświata. Aby zdać sobie sprawę z naruszenia prawa, trzeba je znać.

*Pokora – pojęcie przyjęte przez chrześcijaństwo nie jest zniewoleniem, ale mechanizmem rozwoju duchowego. Przez wewnętrzną pokorę (zrozumienie dla życiowych prób) osiąga się harmonię z wszechświatem na najsubtelniejszym poziomie. Z energetycznego punktu widzenia oznacza to zaoszczędzenie ogromnych sił, które zostałyby zużyte na pretensje w stosunku do zaistniałej sytuacji.

Jest jeszcze tzw. Metoda terapeutyczna Łazariewa. Jej autor stawia sobie i potencjalnym uczniom bardzo wysokie wymagania etyczne i profesjonalne.
Jeszcze jedna bardzo ważna uwaga. Po lekturze pierwszej książki Łazariewa możemy odnieść wrażenie, że przedkłada on karmę rodzinną ponad karmę indywidualną. W jednym z wywiadów jednak dodaje, że w swoich dalszych badaniach przekonał się, że karma indywidualna ma dla nas pierwszorzędne znaczenie.
Ja osobiście znalazłam szereg inspiracji i uzupełnienie dla mojej duchowej praktyki czego i innym z całego serca życzę.

_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 77
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 2980
Skąd: Australia
Wysłany: Sob Sie 14, 2010 21:54   

Waldek B napisał/a:

Przyczyna siódma - nieprawidłowe pożywienie oraz nieprawidłowe zasady towarzyszące spożywaniu posiłków.

Przewrocic te piramide do gory nogami, a inne problemy nie beda istniec.
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
Neska 


Pomogła: 23 razy
Wiek: 38
Dołączyła: 01 Sie 2009
Posty: 1331
Wysłany: Sob Sie 14, 2010 22:57   

swietne :pada:
_________________
Pachelbel Canon in D
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Nie Sie 15, 2010 14:58   

Kangur napisał/a:
Waldek B napisał/a:

Przyczyna siódma - nieprawidłowe pożywienie oraz nieprawidłowe zasady towarzyszące spożywaniu posiłków.

Przewrocic te piramide do gory nogami, a inne problemy nie beda istniec.


Jak odwrócić, chyba przywrócić.
_________________

 
     
sylwiazłodzi 
AutismLowCarbDiet

Pomogła: 13 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 20 Mar 2007
Posty: 1774
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 07:56   

Kangur napisał/a:
Waldek B napisał/a:

Przyczyna siódma - nieprawidłowe pożywienie oraz nieprawidłowe zasady towarzyszące spożywaniu posiłków.

Przewrocic te piramide do gory nogami, a inne problemy nie beda istniec.


to zależy od wyboru człowieka myślę czy pierwsze jedzenie a potem psychika czy odwrotnie

własnie z ciekawości czytam książkę"Jedyna dieta jaka jest" i jest tam ciekawy opis człowieka , który zaczał medytować, wstąpił do klasztoru i uznał,że będzie jadła chyba 2 jabłka dziennie wypluwając miąższ a w zimie jakieś warzywa , cytuję z pamięci i gdy potem uznał,że to chore,że odrzucił jedzenie gardząc nim i stawiając brak jedzenia podobnie jak jakiegos bożka to wrócił do jedzenia, jadł nawet mięso i m.in. z tych jego doświadczeń autorka napisała tę książkę.

To nasze wybory Nas kształtują a niekoniecznie kształy czegoś kierują naszymi wyborami. ( sorry zbyt skomplikowane nie potrafię tego dobrze przełozyć na słowa co chcę powiedzieć)
_________________
Powołałam "Fundację Rodzin i Terapeutów Autyzm bez granic"
*w 2012 zostałam dietetykiem*
moja www / my website
Autyzm dieta niskowęglwodanowa - Autism Low Carb Diet

 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Lis 08, 2010 10:18   

http://www.bleckt.com/en/...rgey-n-lazarev/

Cytat:
Interview with Sergey N.Lazarev




The author of the book “Diagnostics of Karma” Sergei Nikolayevich Lazarev became world known for his work in the bioenergetics field. His precise diagnostics of a person’s health condition made him famous fifteen years ago. Even though he was able to see the body organs and successfully heal people with his hands he quit that practice after realizing that the energy field of a single organ and a body as a whole is structured according to a person’s karma; karma, in its turn, directly depends on your world perspective, personality and actions. The process of mere mechanic cleansing of a human field can deliver effective results at first. However, if a person does not change his personality at the time of this cleansing, it can lead to greater misfortunes and sicknesses for a patient as well as a healer. He [Lazarev] created a particular system that allows you to cleanse your own field as well as self-heal. He single-handedly cured himself from cancer, helping a great number of people to heal from this disease and overcome many other problems and ailments.

In brief, his main stances are about how much love a person has in his soul and how much a person is driven by the Unconditional Love in his life. If a person puts anything before his Love for God, it will only bring him misfortunes and he will end up losing whatever he puts before God anyway.

These postulates have great resemblance with what I have been taught myself and what I practice. During his rare visits to Israel we used to spend hours talking on that topic. And during his most recent visit I took a few days off and dedicated that time to discussing a multitude of topics in the tranquil atmosphere of the Dead Sea. He turned out to be an exceptionally interesting narrator with the wide scope of knowledge and a great ability to listen keeping his mind open to any new information. At a certain point of our conversation I got a great desire for at least some of the topics to be heard by others. I suggested making an interview out of our discussions and he agreed (despite of the fact that he hardly ever gives interviews). So we got into the car, I turned on the tape recorder and started asking questions that I found to be of a special interest to the readers. We would pass by the most eye-catching landscapes of Judaic Desert ever more tuning us into the philosophical ambiance.

S.N.L – In order to start changing a person must put a stop to all his desires. Since all the belief systems are directed to fulfillment of the concealed human desires, they essentially shut down your ability to change. That explains why a person reading a massive amount of literature ends up with even worse results. No matter what he talks himself into thinking his energetic plane will only get worse. A person can work on his problems for millions of years on the superficial level; sooner or later it will all sink in. Obviously, it is better to make realistic changes on the inside plane; however, not everyone is up for it. Many are ready to perform the heroic actions, but cave in when it comes to realistically changing themselves. I can see that by my own example. I only recently have realized that I cannot count on freebies and freeloading. I always wanted to purchase something of higher quality for a cheaper price. However, I have recently realized that it’s a parasitical tendency when you rely on a good thing to cost cheap. If I pay less than I have to it means that in some sense I’m stealing.

R.B. – During one of your first lectures in Israel you said that Israel was exposed to a triple lethal danger because of its tremendous fixation on a prosperous destiny

S.N.L – Yes, but it all was before this business with the intifada.

R.B. – Now, you are saying that things are getting better…

S.N.L – On the whole, yes.

R.B. – I hope that it is also thanks to your help. Your books are selling out pretty fast in our stores.

S.N.L – As a matter of fact, there is an influence. In other words, even if a small number of people accept this information it will all resound on the subtle insubstantial plane.

R.B. – Could you shortly tell our readers about how you came to do the work in this field?

S.N.L – What do you mean how I “came?” Someone takes a person by the hand and guides him; how does he come to do it? When your intuition is in a nonstop mode it becomes apparent that situation takes over the events. I did not come to do anything yet; I am still walking the road!

R.B. – Are you somehow associated with science?

S.N.L – The scientific point of view is an experimental base, an establishment. It is a so called permit to working access. The scientific research and studies are a huge routine usually used for defending your dissertation, not for the breakthrough. The creative breakthrough is fueled by enthusiasm, energy, the concept or idea. It does not need special advanced equipment; it suffices with the high school level technology. Only then after everything had been confirmed, in order to prove that it works people explore it and make a “scientific discovery.” The discovery had been made long ago; and now it has to be confirmed with hardcore visible facts in the material world. The conclusions that I have been drawing within these past ten years are only now being proved by academic scholars, psychologists and physiologists who use my work as a subject for their doctorates and dissertations. So, there is no need for me to take my conclusions through to the last stage to prove it; others have already done their business for me and they are succeeding in that too. My objective is to make a discovery; then the scholars who read my books prove my research, using scientific facts and foundation. And since they do it with scientific approach they are credited with being the first to make a discovery. They have a right to be called the pioneer explorers. Unfortunately, you cannot put a patent on the idea.
I researched the idea that a child can change its gender during the first months of pregnancy; it sounded wild and ridiculous at that time. Then the American scientists had performed a research study proving that it was true. Another thing: I supported the idea that intestines can receive information. They used to say it was a complete gibberish. It has now been scientifically proved that your intestines as well as your stomach are nerve centers, while the solar plexus itself often works as a second and at times as a primary brain. They have everything including the latest technology and equipment, everything but the understanding of the idea. So, a labor division where one party comes up with an idea and another party proves it is not such a bad idea after all.

R.B. – One way or another, science has now started approaching an idealistic stance.

S.N.L – I see it not so much as an idealistic position, but it is just that science is entering the zone that used to belong to religion. Throughout the research of subtle planes, science and religion eventually come to collaboration. In this area both science and religion become secondary. Religion made its conclusions based on research of singular mystics who entered subtle planes. Science does the same now using technical equipment. Conclusions are factually the same.

R.B. – Your essential conclusion is that love for God should be the main goal in a person’s life. If a person places anything above or before the Divine unconditional Love the Universe will teach that person a lesson in some way or another. We simply come to this world to accumulate and develop Divine Love. However, it is not clear for many what it all means.

S.N.L – All your goals must eventually unite into one. If this main goal does not correspond to the principal goal of the whole Universe it will undergo the natural sort out. It is a natural occurrence. A cell can concentrate on itself, it can think about itself but it still unquestioningly obeys a command given by an organism without questioning, explaining it or understanding. A cell obeys an organism’s command just because it has to. A person must act the same way with the Divine Logic. If this logic is unclear or hard to explain it does not mean that you should decline it.

R.B. – Many people did not believe in God at all before reading your books; so when they read that you need to love God this concept sounds somewhat abstract to them. Sometimes I hear people say that in order to follow your recommendations; one would need to join a monastery.

S.N.L – You can always find a particle of Divine love in your human love, in your love for money, your love for food, your love for your loved ones. Any vector contains a main direction, a primary current, an essential purpose. Any situation that happens within the Universe contains an element of original cause. The less your love depends on money, well being or desires, the closer it is to God. In other words, your love for God is the same as the union with God; you need to experience unity with God, and you can only unite with Him via love. How does this love look? The love that has fewer conditions, demands, fears and so on is the love that contains more of the Divine substance in it; the true love should not merge with superficial layers. Let’s say you love money. The next thing you know you get robbed and you lose all of your money. If you manage to preserve love in this situation, it indicates that you have some Divine love in you. You can say your human love has transformed into Divine Love. However, if you feel like putting a rope around your neck and hanging yourself after losing your money, it means that your love was a mere infatuation. In other words, a human love primarily consists of addictions or fixations; human love usually comes down to your desire to use up, expend, freeload. Divine love consists of giving away. The more we give, the easier it is for us to get a sense of the Divine love. So, no matter how many lectures about Divine Love you read to a scrooge he will never understand it.

A person can sense that Divine Love is not when he gets money but when he loses something, especially if it’s his life. Those who are about to die can sense their death. Many begin to believe in God and sense that this unexplainable love for the Creator becomes a reality; the rest of their life seems an illusion while feeling of affection and fixation disappears. You can only experience that true love if you are able to lose something precious to you and let go of your material well being. You must be able to fast, keep the lent, care for others, and enjoy giving more than taking. If you are able to do that much for the start you will see that this very mythical obscure unknown love can become a reality. If you only want to take and consume, if you don’t want to care about others, if you are selfish, holding your well being, a bite of food, and a piece of gold as your main primary goal you will not be able to understand what Love for God is.

R.B. – Whatever you have just said is commonly known. However, you have introduced the revolutionary idea in your discoveries by saying that an individual can engage in religious and spiritual practices and turn into a spiritual being but it would still hurt his soul. And when something injures your soul it is bound to consequently reflect on your physical body; so in the end both body and soul will end up suffering.

S.N.L – Your soul will not suffer from it but spiritual and religious practices do not guarantee the purity of your soul; and that is what I was talking about. Ordinarily a person views his material values (such as money, food) and the Divine aspect as two opposites. Spirituality and Divinity, though, have never been viewed as two opposite or separate things. What we never took into consideration is that even the highest spiritual endeavor still belongs to things of earthly nature, hence can never belong to Godly category or be identical with Divine aspect. So, the same processes can be activated. The mechanism works the same way, whether you worship your food and money or your principles. Besides, it is easier to turn away from your material values, such as food and money; it is much harder to let go of your spirituality, abilities, or intellect.

R.B. – So you are saying it can sometimes be harmful for a person to strictly follow certain religious rules or strictly observe certain esoteric postulates…

S.N.L – Not exactly. If a person strictly observes his financial politics, earns his money, puts it aside, circulates his budget, than it’s not bad and won’t harm him. It will only start doing damage, when money becomes his priority; at that time he would be capable of giving up on love for his folks, his children, and the feeling of love in general—all for the sake of money. In other words, while a person views money as something of a secondary nature, being able to give it up or sacrifice it for the sake of love, it is not dangerous. It works the same way with your spirituality. What does it mean to be ready to sacrifice your spirituality? It means to forgive a person who is wrong in your eyes; you have to realize that love is more important than righteousness and justice. When justice is more important to you than love, it indicates that you give your priority to spirituality. If a person who is engaged with spiritual or religious practices puts love in the second place, his spiritual work can start doing him harm. This happens to religious fanatics for whom religious and spiritual laws are more important than life, love, and anything else. It also happens when people hold their moral principles above all, even when facing a life and death situation; they would not abrogate their principles no matter what the circumstances are. This is an unnoticeable invisible line; if a person crosses it, he will start stepping away from God and Love and to indulge his concepts and his spiritual wealth.

R.B. – I got to meet people who had serious problems with their psyche; however, they did not become religious fanatics. They were usually involved with some esoteric, mystical, most frequently eastern teachings.

S.N.L – Let’s see now. A student went to the first grade. After that he must go to the second and third grades. A friend of his runs up to him during the break and tells him: “Did you know what kinds of things they are teaching in college?! Just skip this school; you don’t need it. Let’s go study in college.” You can approximately imagine the outcome of such schooling and what kind of results students will come up with. You should keep in mind that you must be emotionally prepared to perceive and realistically understand the esoteric knowledge primarily coming from the East and from India. In order to discuss any incidences of ethereal planes such as out of body astral travels, a contact with other worlds, and journeys in your sleep and awaken states, you must first have a few grades of basic education. The basic education implies that you need to adjust yourself emotionally. You should not have any hatred, envy, bitterness, hurts, greediness, gloominess, fears, or regrets; if you overcome those it will help you establish harmony with your environment. The only way your soul won’t go insane when reaching ethereal insubstantial planes is, if it’s harmonious and doesn’t contain any aggression.

Many esoteric specialists offer somewhat hasty and abrupt information that does not agree with an individual that it’s being given to; if a person still keeps holding on to his grudges, being greedy and envious, this information can kill him. So, what is the most likely scenario for such a person, after he gets access to these esoteric mysteries? He will most likely shut himself down from this information, and it will be his only salvation. So, he can keep attending these schools for many years without any apparent results. Majority of this kind of schools appears to give knowledge, while in reality they eventually cause nothing but a bundle of certain problems to its students. Theoretically, you could skip a first year of college; however, not everyone can afford to do that.

R.B. – What kind of emotions in the modern society do you find to be most harmful and obtruding to the growth of Divine and unconditional love?

S.N.L – The closer you are to love, the more dangerous it is to keep the aggressive emotions within yourself. So, the most dangerous emotions are those that are directed to the people you love; those are usually emotions of hurt or feelings of hatred; also it is dangerous to judge your parents, siblings, and yourself as well as your children and your love partner. It is one thing to envy someone or hold a grudge against someone from the “neighboring village,” and it is completely different when you hold a grudge against your parents or yourself. This is a real catastrophe. So, the key is not in what sort of emotions we experience but whom these emotions are directed to.

R.B. – I have heard philosophers say that it is harder to love a person who is close to you and who you live with than it is to love the rest of the world.

S.N.L – That’s because the greatest pain comes through a person who is close to you. The greater is your love, the more intense cleansing you have to go through. So, as soon as we experience great love, we should be aware of the great pain that comes with it. For that reason people who are dear to us should cause us the greatest amount of pain and sorrow. Your readiness to accept this pain will help both your beloved and you yourself in your growth. Pain usually detaches you from certain things; it provides some sort of a split. It is very important to react to pain correctly. First of all, you need to uphold your divine spark at the time of being deprived of your human happiness. In other words, you need to conserve your compassion, goodwill and ability to forgive. Second of all, you should work on self discipline and self guidance as well as upbringing and guidance of others. If you don’t respond to pain you will fall into depression. You need to react to every kind of stress you have; you just have to do it correctly. If there is something you don’t like, you have to change yourself. You must remember that the best kind of a change is a change of your own self, since the condition of your field is identical with your psychological state. Your field later on determines everything that happens around you. In other words, the whole cause-effect mechanism in the surrounding world is connected with a person’s inner condition. The way I am on the inside determines the events that happen around me on the outside.

R.B. – I have noticed that mentioning God to people often provokes a question: How does God to be so unfair? Many people wonder why a nice person who goes to church and seems to live a right life has to suffer, experience sicknesses, and go through hardships, while a thief and a criminal are wealthy and well-off financially and physically?

S.N.L – First of all, we need to acknowledge what stands behind the concept of justice. A person tends to create this concept on his own. What is he using as a foundation? Let’s say, you read in the Old Testament that if you carry out all the God prescribed instructions your kinfolk will live long and prosper and that you will be healthy and have no ailments. The above presents a certain format; a corresponding analogy can be found in the ancient Indian philosophy. If you betray and steal, you will be punished for it in this life or next. So there are two explanations: 1) God is unjust. 2) God is fair, but we don’t realize His justice. You are either paying for something from your past life or there is something in you that you still have to work out; your problems may be present in a subtle invisible to you, nevertheless present layer. Everything can be explained even without the idea of past lives. Suppose there is a negative heredity in your blood line; it is not necessarily noticeable in your external condition. Things that happen to people are determined not by their superficial layer of awareness but by their subterranean level of consciousness lying deep inside. And it is very common that we have things on the inside that are not obviously manifested in what we appear to be on the outside. But those things which are deep inside of us can be traced by observing the events we experience on the outside; these events happen as a consequence of our inner condition. So before we decide whether God is fair or not we need to understand what the justice is. If we look at things from the Divine point, there is only one justice: if a person is moving towardss God he will be under constant protection. Accordingly, a person will be deprived of that protection, if he is moving away from God. Is this justice?–Yes, it seems fair. Is it something you can find in the Old Testament? Yes, this knowledge can be found in the Old Testament but not in the eastern teachings. What does it mean to move towards God? You can discover God through the feeling of love. Progress will continue while the feeling of love is more important to you than any other material or spiritual values, even your life. Divine logic works for God. Human logic works for your well-being, your body, and your life. People often do things for the sake of showing off and gaining points, hoping to get some benefits from God; and then they get mad when in return God puts their physical bodies through sufferings and inconveniences. God saves our souls and our feeling of love by putting our physical bodies through discomfort or sufferings. Unlike us, God can see the condition of our subterranean spiritual structures; thus He knows what we need to go through to sustain the Divine love. We never see those spiritual structures for we are hardly ever bestowed with such a vision. Therefore, we can never completely grasp or imagine the Divine logic. It is pointless to be distressed about it or present any stipulations or prerequisites to God. The logic of love is indestructible; it is eternal. We originated from God and we will go back to God. If we are experiencing problems with our physical bodies it indicates the lack of love in our souls. No matter how indecently a person acts on the outside, if he is harmonious in his soul he will still be insured from above. This protection, however, will not last forever, if he carries on with the old behavior pattern; when we repeatedly act a certain way on the outside, with the time being it is all bound to seep through and deposit inside of us. So sooner or later a crook and rascal will have to rip what he sawed. You are doomed to have problems sooner or later, if you judge others or choose the material or spiritual values over Love.

R.B. – You wrote in your books, and it’s a quite well known fact, that the feeling of Love can be seen in the material world most manifestly through a mother’s love for her child. In other words, a mother’s love is rather unconditional; however, there is another side of a coin here, when, as you said, parents are excessively attached to their children and worship them. Can there be too much of parental affection and love?

S.N.L – There is always too much of attachment, even if it’s in a minimum amount. There can never be too much love, though. What does the whole system come down to? It is about what principles a mother is governed by in her love for a child. What kind of qualities is she trying to bring out in him? That is a question that a mother needs to ask herself.

R.B. – And how do you see that fine line, a line between love and attachment for a child?

S.N.L – If you have a wrong world perspective, your attitude towards others cannot be harmonious. A mother with such a world perspective may love her child but at the same she will be involuntarily, unknowingly killing him.

R.B. – What are the typical cases of this happening?

S.N.L – A mother needs to ask herself what it is that she wants to eventually see in her child. What is she trying to get out of her child? If a mother wants her child to be smarter than she is, uphold her intellect, her talents, etc, than she will be expecting him to be more capable, skillful and accomplished. She will concentrate her child on his abilities, expecting him to advance his skills and talents. If a mother wants her child to live well and prosper she will get centered on his life. She will try to secure his life, giving him money, sweets, food, attention, fine clothing, and so on. The more a mother concentrates on her child’s life or his skills, the more destructively it will reflect on his life and abilities. In other words, how should one person treat another? It says in the New Testament that you should treat others the same way as you want to be treated. As I recall, this idea is also expressed in the Old Testament.

R.B. – It’s said in Midrashim that a Judaic wise man Gilel was once asked: Can you explain the quintessence of Torah while I stand on one foot? He answered: Yes, the essence of Torah is that you need to treat a person the same way you treat yourself; the rest of it is just comments to that notion.

S.N.L – The thing is that the New Testament repeats many things from the Old Testament but with a somewhat different accent. Any assertion, even if it was utterly fair and necessary three thousand years ago requires some sort of modification to adapt to the present time. There is a saying that you must treat another person the same way that you would treat yourself. What does it mean? It means that you need to fulfill the primary function by impeding any form of envy, hatred or aggression; you should slow down your aggressiveness, stipulations, stealing and such. By the time the next step comes into picture, you no longer have any hatred, and you need to move towards love. How do you move in the direction of love? You need to take a somewhat different approach here; a path towards love lies through self restraint, holding yourself back, at times requiring you to undergo a rigid regime. So, first of all, you should treat other people the same way as you treat yourself, also helping them to get a sense of their own divine spark. So, when it comes down to your own child, you should not over-feed him, but restrain him, punish him, while never stopping to love him. Some mothers treat their children only the way that they want their children to treat them in return, when they get older. In other words, a mother wants her child to carry her in his arms, kiss her, hug her, buy her all kinds of goodies; she treats her child in that manner, hoping that a child would treat her that way some day. She, however, does not realize what effect such a treatment has on a child; it’s killing him, by tying him to material values. So, in that sense, it is hard to fully fulfill a phrase saying that you should treat other people the same way as you want them to treat you. This phrase does not specify how one person should actually treat another. We should nurture and feel the Godly essence in ourselves, while helping others, especially our children, do the same. That is the time when you can start understanding Christ’s saying that your worst enemies are your loved ones. By “loved ones” he meant people who make you overeat, fussy over you, worship you, and without knowing or wanting to do so, harm your soul. This is how parents often involuntarily harm their own children. So, a mother should learn how to love her child, at the same time keeping some distance between herself and her child.

What did kings used to do in the old times? If they saw that their royal line was dying out, in order to prevent the death of a future king, they would give him away into a peasant’s family for upbringing, where his ambitions and physical comfort were demeaned. This foundation later on allowed him to exist in harmony with himself and the world. The king, however, would not want to be treated as a peasant, he would not allow it. So, why then would he send his child off to grow in a peasant’s family? Because he will only be a king after he grows to be a king; when he is a child, he’s not a king yet and is not supposed to get any royal treatment.

So, we are different today, and we must elevate and expand our understanding of how to treat others. On the one hand, you want things that benefit your well-being such as securing your life, and reinforcing your abilities; these are all human desires. On the other hand, you don’t want any disgrace, humiliation or sickness in your life, and you don’t want to die; however, this is what purifies your soul. If you only want to be wealthy and prosperous in your life, there will be someone in your life to rob you, betray you, and get you sick. If you refuse to move towards God voluntarily, you will be pushed to do so through pain. So do you need pain in relationships? Yes. A certain dosage of pain is necessary in your life; it unties you from stability, attachments, etc. And so, if a mother wants to bring her child up correctly she must learn to create the right environment for him to live in later on. And in some instances a mother needs to expose her child to pain, give her child a sense of pain and in some instances expose him to injustice, teaching him at the same time how to deal with those things.

R.B. – In one of your lectures you mentioned something that corresponds to the Eastern and Buddhist teachings; you said that that a woman’s conduct has a great effect on a man’s condition. In other words, the way a woman behaves 80% determines the condition of a man who lives with her. A woman is a soul of a family; she has a great spiritual responsibility lying on her shoulders.

S.N.L – There is no responsibility. A concept of responsibility implies demands. When you are trying to understand something from a point of view of demands and responsibilities you will never be able to comprehend anything. The family is a union of people with a purpose of prolonging your kinfolk and bringing children to life. Who gives birth in a family? A woman does. So, a family’s primary element is a woman. There are no responsibilities, demands or conditions; it is just a biological fact. Since a woman gives birth, she needs additional energy; it needs to be more powerful than a man’s. God gave a woman more potent energy so that children live off of it. I observed many cases when some women gave too much attention to their work and career, their children started getting sick. This is not accidental, there is no coincidence here. So, a woman’s more powerful energy influences her children; and then through her children and through herself it affects her husband.

Therefore, if a woman is discordant, it will cause problems in her family, as well as problems with her husband’s and children’s health and destiny. There is one more point to consider: no matter how powerful one’s energy is it is not as powerful as information; subtle fine information controls and governs the energy. So, on the energy level a woman is stronger than a man, while on the informational level a man is stronger than a woman, that is if a man has a correct world perspective and a woman has a right energy. However, if a man has a wrong world perspective, it will accordingly affect a woman’s energy, and a woman will be killing him with her energy. So, a man will actually get what he deserves.

R.B. – In one of your books you mentioned that every second in our lives either brings us closer to God or gets us further away from Him, and that we need to always try and develop God’s love in ourselves. What are you trying to say here?

S.N.L – Every split second, the Universe is expanding. Expansion is destruction. Destruction means loss. So, every split second our souls experience the pain of loss. If in our everyday lives we are used to responding to pain with hatred, condemnation and bitterness, it means that every split second we are attacking the Universe. This sets off the program of self-destruction, which causes diseases, a faster aging, and death.

R.B. – You frequently mention that the main problem of western society lies in its inability to accept the loss of its future, that society fears for its future too much. In your own terms you also use the phrase: a dependence on the future. What do you mean by that?

S.N.L – If you take human values, be they material or spiritual, eventually the more subtle planes you enter, the more you can see the union of things that would never be able to unite on the outward level. When we focus on our human happiness, be it spiritual or material, we lose love. Therefore, the finer and more subtle is the level that we attach to, the more dangerous it becomes. A person can appear to be very greedy on the outside level. However, if he’s pure inside, his love energy is great, and for the time being his tendency will not harm him. The problems don’t appear immediately. In other words, your fixation on human happiness is more dangerous on the inside level than it appears to be on the outside one. All the values have their roots planted in the future. So, dependence on the future is the seed of all your problems; this seed unravels later on with the increasing force. Let’s say a child gets born; he’s got a lot of love in his soul, and he wants food, nice clothing, money, abilities, and successful life. He eagerly takes all these things in and only thinks about them; and still he feels very well. Why is it so? Because he’s got a great love reservoir, and his dependence on human values did not seep into subtle insubstantial planes yet. So, he dives into that happiness, strives to it and all goes on well. You need to teach a child to restrain his desires, teach him not to pressure others for the sake of his personal enjoyment or just to indulge himself, teach him the right eating habits, avoid overeating, learn how to forgive, and not to hold grudges against others. A child will deplete his potential of love very fast, if he violates the laws that help him sustain love, which in its turn saves him, letting him do whatever he likes on the surface without having to suffer.

Parents sometimes eat up, so to speak, their own children’s love potential to a point where a child is born with insufficient reservoir of love. It is dangerous for this sort of individual to have any money, even if it’s not big money. A relatively prosperous destiny can be disastrous as well. A personal benevolent life will ignite a wild outburst of jealousy, followed by diseases, death, etc. So what is the conclusion? The reservoir of love is scarce, because on the subtle indistinguishable level there are already certain attachments and fixations. What is happening to the whole human race these days? The world religions supplied our humanity with a great reservoir of love; several thousand years ago there were a great number of people who chose seclusion, isolation, monasteries, and rigid self-restraint, giving up all their human benefits and values. I was surprised to learn that up until the end of last century in Russia a first child born in the family was given away to a monastery; it did not matter whether a child was beautiful, unattractive or talented. The first child was supposed to pray to God for forgiveness of his family’s sins. So, these days we cannot even imagine how religious we all used to be up until one or two hundred years ago. The world religions provided us with the powerful potential and reservoir of love; we received it and used it all up. These days everyone thinks only about money, well-being, and fulfillment of wishes; reservoir of love is depleting. People begin resembling a child who is deprived of his parents’ love. In such cases a person’s life is endangered at the sight of any kind of happiness. If such a person wants to survive, he must learn how to restrain himself in his eating habits, in his hatred towards others, in his ambitions and grudges. At that point he would need to restrain himself on the most profound and subtle levels. The subtle levels or planes are directly connected with the future. Therefore, you will have to withhold your fears, judgment, and gloominess since they are the first indicators that you are getting obsessed with your future. And this is a much harder task than it is to forgive, let alone grudges and hurts.

R.B. – How can a person develop Divine Love in his everyday life? There are so many abstract concepts out there, and life is turmoil. It is especially true for the West where the industrial lifestyle assumes that we have to spend large amount of energy on the external world. Too much time is preoccupied with things like maintaining your bank account, paying your bills on due date, not being late for work and so on. What sort of practical pieces of advice can you offer?

S.N.L – The practical recommendations are very simple. First and foremost, you have to understand that there is such a thing as civilization (the western one in this case) directed towards depriving a person of contact with God; such a civilization runs a risk of collapsing. Thirty five hundred years ago God had instructed Hebrews to dedicate one day of the week to Him; that day a person cannot work or be occupied with any other things, besides thinking of God and aspiring towards prayer. Both religion and government have allowed the possibility for people to think of God; that is why Jews managed to survive and carry on. There are governmental structures moving in the opposite direction, fixating a person on his daily problems; such a regime instead of collaborating a possibility of experiencing the Divine in yourself, deprives a person of that ability. Consequently such a system is predestined to become extinct and vanish. When your mind has to be occupied with the material welfares, it is hard to think of anything beyond how you are going to pay your rent. Western civilization had fastened a person to this kind of thinking. This process has been enduring for decades, not centuries or millenniums. So, first of all, a problem needs to be solved on the governmental level. There should be laws that if not obligate but at least allow a human being to think of the Divine. This fact needs to be recognized by psychologists, philosophers, and sociologists; otherwise, the society is doomed. Nowadays any person can find a few spare evenings to dedicate to his own soul. This comes down to limitation in food, sex, and ambitions; it also implies prayer and intervallic lent and fasting. A person needs to learn that the most important value isn’t your bank account, but condition in which your soul remains. This soul has an ability to love and forgive, simply be joyful about the fact that it is being growingly filled with the feeling of love more and more by each day.

R.B. – One rabbi was quite well known at the time of war; after seeing all the suffering that his people had to go thorough, he stopped believing in God. He said that there was no God, for He would not allow all the horrors if He existed. And so it was, a lot of orthodox Judaists have perished from European nation. There were many people observing traditions in the Eastern Europe. What do you see as a cause for that? In fact Jewish nation not only had to undergo a catastrophe, but it also was banished almost two thousand years ago. Even on their own land in Israel Jews up to this day live rather problematical complex lives.

S.N.L – Let’s examine the eastern classical understanding of karma for the start. As it states, a hard destiny in this life indicates to the wrongdoings in the past lives. So, according to it, if the Jewish people have such a destiny, it means that in their past lives they were stealing, murdering, treating people in an undignified manner. That is all logical according to classical Indian tradition. However, in reality those things did not actually happen. Let’s take a look at Judaism. God clearly specified: “If you commit my amendments, I will protect you, banish other nations, help you expel them and you will be healthy and your days will be prolonged.” In the end, the earnest believers were the ones explicitly destroyed. So where is the logic and justice in that? There is no explanation, if we look at things from the classical point of Judaism interpretation.

We need to take one fact into consideration. Orthodoxy has never mentioned those people who come to Orthodox temple can get gravely ill after that, get hospitalized, with psychical deviations and so on. I used to write about it, because that way you can discourage and frighten the congregation. In reality it is a profoundly positive process. If a person is inwardly oriented towards worldly aspects instead of love, there will be some great inconsistencies and clashes. That all could lead to death at the time of baptizing, during you brush or even briefest contact with God. While these mechanisms need not be publicly advertised, people need to have basic knowledge and idea that these things exist and operate.

Moreover, Orthodox religion never mentioned the fact that a quite large number of monks went crazy, became ill and died, after they started actively praying. It is a fact as well, even though little known. I was once reading a book on how Seluon Afonski was describing given problems. Since this book was not published by Orthodox religion, it contains some curious information. This all indicates that during aspiring to God you cannot count on freebies; it is a quite dangerous process. This process requires you to carry out and understand a certain pattern. When a Holy man Seluon Afonski converted to God, he received the answer: Keep your mind in hell. He had a feeling that he was going crazy; he started having problems. What it all actually meant (I shall give my personal interpretation) that striving to God takes you to subtle insubstantial planes; those planes are directly connected with your basic human earthly happiness. Those subtle higher layers are associated with your ultimate desires and consciousness.

So, during the prayer you need to learn to put a stop to your consciousness along with your ambitions, intentions, and wishes. If you fail to do so, you will expose yourself to danger at the time of the prayer. The above mentioned book says: “You need to stop your mind’s work and your intents, for those are dangerous for you at the time of your prayer.” What are your intents? Intent is your goal, your desire, your future. Simply speaking, using my personal research vocabulary, a person encounters the problem with the future, as he begins praying to God for the extensive periods of time. His contact with future increases, which has its own risks. So, to escape danger, he must shut down his contact with the future. In order to do that, you should impede the very things that keep you connected with the future; and those are your desires, your mind, goals, yearnings, and intents. As we proceed, the question comes up: Why do people who continuously prayed to God were so rigid in their conduct; near well tormenting themselves? It is because they thought it would help them. Or we can ask another question: Maybe they could not live otherwise? Have you ever thought about that? Why is it that the more spiritual the monk was and the more he prayed, the more he would torment himself? The monk kept himself in the stern regime, because his increasing contact with the future would cause stronger attachment and fixation on the human values; so he had to keep himself in a more austere regime. Otherwise, he would get fixated on those values, and his soul would experience problems, leading to physical sickness and death. That is why many saints and holy men were forced to chain themselves, kneeling down, deprived of sleep.

If a person has a brush with the higher spiritual values via his prayer, he will be exposed to much bigger danger than if he were simply working in the mud or just doing the rough material work. In other words, God is a very serious and dangerous process which can open up to the great extent your possibilities, desires, aptitudes, helping your intellect and spirituality evolve. So, in order to continuously strive towards God and to maintain your aspiration, you need to from time to time sort things out within your soul through the derogation of your body. If you fail to do that, your dependence on the subtle insubstantial planes will increase. So if we look at the Hebrew population thirty five hundred years ago, we will see that the great truths spoken at that time were necessary, rational and reasonable. So, a question arises: What was the purpose of Jesus’ coming? Why after repeating everything that was said prior to him, he began talking of other things. Why does the first commandment start with the words: “Blessed are the poor in spirit.”? So, most likely, some things were left unfinished or unaccomplished in Judaism. Even superficial analysis shows that an issue of spirituality is left unresolved. How can you overcome your dependence on spirituality? Judaism does not provide that opportunity, nor does the Christianity. Christianity, however, gives an understanding through Christ that spirituality is not your primary supreme goal. Christ told us not to think of tomorrow, and that those poor in spirit were blessed. Spirituality also comes through books and communication. So, we can say that the topic of dependence on spirituality and future is not surmounted. And if that’s the case Jewish nation needs to go through the periodic stages of soul cleansing in order to physically survive. The soul is cleansed through disparagement humiliation of your destiny, your physical body, your life, and so on. We should keep in mind that energetically a Hebrew nation plays a parental role for the modern civilization. So, we can draw some conclusions here. In order for the whole civilization to survive, the soul of Hebrew nation needs to maintain contact with God; in other words, it must keep getting cleansed. If Hebrew nation fails to overcome its dependence on spirituality, it will be doomed to go through constant nonstop physical humiliations along with demeaning of destiny and dignity.

R.B. – So, the main problem of the Jewish people is their obsession or fixation on the future and spirituality.

S.N.L – I was examining one female patient, whose daughter was very religious. I told that woman her daughter’s energy obviously indicates that the religion served as her salvation and protection. God promised to protect you and give you a long life, if you believe in Him, if you fulfill all the prophecies, and if you don’t occupy yourself with anything during the Sabbath, only eating the kosher food. What is the “God will protect me” phrase supposed to mean? It used to be valid and pertinent three thousand years ago. What does this phrase mean now? A person’s energy became so much more powerful ever since that time. If a person says “God will protect me,” he concentrates on his own life and wishes in his prayer. Therefore, he expects his desires to be fulfilled.

The Orthodox people that are praying to God are certain that their desires will get fulfilled and God shall protect them; so, when they are praying to God, they increasingly focus on worshipping their lives and their desires. This kind of prayer to God increases your dependence on the human aspect and does not put a stop to the theme of desires, life, and future. In other words, you believe that God has to protect you in the future. No matter how strange it may appear, God protects and saves Jewish nation by making it go through massacres and humiliations. If it were not for those, the Jewish nation would have died out, vanished disappeared from the face of the Earth.

R.B. – I’ve got a personal question. I myself have lived in the Indian temple as a monk for quite some while. They had quite rigid rules in there. I am still following certain amendments. I heard you say that the closer a person gets to God, the more he would have to renounce or give up things that are earthborn. However, only three years ago you recommended that I switch to a more down-to-earth, material lifestyle.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Lis 08, 2010 10:20   

Cytat:
S.N.L – There is a characteristic national Jewish feature; it is a tremendously high pragmatism. Why are all the bankers of Jewish nationality? Because they have an outstanding sense of practicality; there is no idealism whatsoever. There is only a clean-cut pragmatism. Being a total realist is a talent. A banker has to be an absolute realist, a completely down-to-earth person. Let’s take a Russian person for example: he can mount up a great stack of ideas and overload anything or anyone with them. A Jewish person, on the contrary, will say that everything is all right and will continue doing exactly what realistically is needed for the situation. Why is it so? Because a Jewish person is much more down-to-earth than a Russian one. A Russian will always stick his head into ideas, creating theories, such as the communism. Again the question is why? Where does this practicality in a Jewish nation come from, where does pragmatism take its roots? Why are all the bankers Jews? The reason is this: when a person is overly fixated on the spirituality, he needs to be balanced out by another extreme, i.e. by increasingly occupying himself with things of secular nature. So, the Divine aspect remains in the middle of these two extremes. It embraces both material and spiritual sides.

So, the Jewish nation is fixated on the spirituality too much; therefore, in order to survive, it is necessary to simultaneously proceed with pragmatism, practicality, and business. It also rescues the nation in a way. So, on the one hand, pragmatism and down-to-earth attitude can serve as a salvation for a person; however, the very same pragmatism and practicality should not cross a certain line; when things come to that point, it begins to injure a person’s soul. If pragmatism simply balances out a person’s excessively heightened spirituality, it is normal. However, as soon as practicality increases to the point of becoming greediness and stinginess, human race becomes extinct. Therefore, it is not so much about spirituality itself, as it is about keeping things balanced; there needs to be equilibrium between spiritual and material things. In other words, you need to alternate in your aspirations towards spiritual and material things, in order to experience the godly essence.

Let’s say a person used to be occupied only with spiritual things in India; in his next lifetime the same person will be born in America or some European civilized country and will only be caught up with the material things. I examined one Buddhist once. In his past life he was an incurable pocket picker. This was needed to balance things out in his soul. He used to say that life is baloney, and used to stick to rigid principles. Now, in this lifetime he dove into a completely different condition. This is what is called a mid-group.

R.B. – Where is that line or boundary between the spiritual and Godly aspects? In fact, people who decide to move towards God, where do they end up? With the specialist, i.e. priest. However, as you say, priest can often send you off in the direction of spirituality instead of God.

S.N.L – When you are ready to lose and let go of things, it is easier for you to experience the Divine quintessence; you are ready to withdraw from the worldly side. What does it mean to let go of or abandon your spirituality, abrogate your principles? The true meaning of losing your spirituality and abrogating your principles is to forgive the one who betrayed you; it is to remain peaceful at the time when your hopes and goals collapse. You need to be able to restrain your desires in eating, in some other areas of your life. That is to say, the more elevated desires and yearnings need to be upheld, while the business related desires that can potentially harm others need to be withheld.

So, you must learn to accept the collapse of your future and your virtues, your sense of righteousness, spirituality, hopes, goals, and desires, while preserving your love and kindliness. As your understanding advances, you will start realizing that the loss of insubstantial spiritual things is just as necessary as a loss of money and other material values. So, losing all your belongings at times and never losing your feeling of love, you can gradually start distinguishing love as a reality, while spiritual and material values are illusionary.

In order to reach this level of perception, you need to constantly aspire to love and God. If you are doing things as if you are trying to carry out some rituals or acquired knowledge, you are bound to be thrown either into one extreme or another. Love is created so that you cannot adjust any rituals to imitate or surrogate it. You can create a suitable background, a so-called environment for love; however, only your personal search and endeavor can let you experience love in its full beauty.

R.B. – One can get an impression that if you want to move towards Divine love, you will constantly have to thump from one extreme to another, shifting from material things to spiritual values and vice versa. Is there any mid road that does not require you to hit one wall, then another? You’ve said for a number of times that when people move towards God, they travel a zigzagged route; in other words, they must throw themselves from one opposite to another. Is my understanding correct?

S.N.L – The thing is that throwing yourself from one extreme to another is outdated. The physical and spiritual aspects used to be much different. On the one hand, there used to be a spiritual person sitting and meditating, and on the other hand, there was a merchant, who was trading silks, sitting with his fat belly on a stack of money, drinking wine. These days a scientist can make good money on his work and turn into a businessman. Also, a merchant and manufacturer can be reading all kinds of books, devoting himself to research of spiritual planes. Socialism proclaimed: “You have to erase the border between the mental and physical labor.” These days it is becoming increasingly hard to discern the difference among money, financial assets, material and spiritual values. Nowadays, if you want to have material goods, you have to be a spiritual person; you also need to have education, good stable nervous system, and knowledge. Formerly, a person used to obtain all these things from his past lifetimes; these days a person can get an education, expand his intellect and potential, and then earn good deal of money for his spirituality. The two concepts of “spirituality” and “materialism” are no longer so antagonistic as they used be. Speaking about the sinusoid line of movement towards God; it implies that a person needs to regularly submerge into material human life and then abandon it, aspiring to spiritual life. In other words, a person needs to occasionally find time for occupying himself with the spiritual life, creating corresponding background, which is seclusion, fasting, repudiation and shutting himself down from all the problems.

R.B. – While we are on the subject, I remember that you once said that “these days you have to be both a holy man and a man of business.” What does it mean? How can one apply it in everyday life?

S.N.L – Let’s look at the West; people are primarily businessmen out there. They find that the life is all about a bank account and paying for their residence. If a person, a unit of a certain society does not strive towards God, it will lead to death of the whole western civilization. Therefore, you should find some time when you don’t think about your rent. Why did Soviet Union set off such a strong outburst of researchers, scientists, and art? It happened because people were given an opportunity not to occupy their heads with the thoughts of paying the rent; people knew that they would not starve to death. Everyone at that time was provided with a survival minimum; there was a protection that allowed people not to worry. In the West people also have a sense of security; they, however, are tied up in economical and financial sense and are subjects to spiritual slavery.

In the Soviet Union a person did not have a lot of money, but he did not have to worry about paying for his rent. A person in the West has a relatively large amount of money, but all he can think about is how to pay for his rent. In other words, a person is seemingly protected, but this security is illusionary and superficial. On the inside a person becomes a slave to his own apartment and bank account; his soul is tied up by money. If a western civilization wants to survive, it needs to establish the kind of economy that would allow a person to take care of his soul, freeing him from a non stop fear of losing his place to live.

There is a certain stimulus coming from your fear of losing your job and a place to live; it intensifies a working process in a way. However, when this fear crosses a certain line, it will reflect destructively on your soul. If this is the case, all the advanced western technology along with the huge productivity will only contribute to suicidal tendencies in the society. These trends can be viewed in the American nutritional system. The mechanism works precisely; the food is treated in a highly technological manner. The food quality is horrible; it is genetically transformed, mutated, containing great amount of hormones and chemical elements. Americans eat this food, thus deviating from God’s laws and killing their own civilization through their own businessmen and scientists.

R.B. – I remember you saying that in the West there are a lot of people who on the outside appear to be obsessed with money, while on the inside they are total idealists. In other words, on the unconscious level they are greatly attached to spirituality.

S.N.L – I was talking about a child who can occupy his mind with thoughts about money, sweets, skills, and talents, and not have any problems while doing so. However, when this child hits his puberty, his dependence on those things will move from superficial material level onto the more subtle spiritual planes. When your dependence seeps into the spiritual planes, i.e. deeper layers, it is the surest sign that it’s time for you to age and die. The same mechanism goes for the whole civilization. So, at this point our civilization is tied to not only material, but also spiritual aspect. How is it usually manifested? Let’s take Islam, for example; the idea or principle in that religion is more important than life, justice or anything else for that matter, which indicates to a prevailing importance of spirituality and excessive fixation on spirituality. It indicates to a certain quite noticeable signs that our civilization is aging. It also indicates that it will be rather hard to endure undergo the process of overcoming human happiness and dependence. Besides, your dependence on spiritual aspect is more dangerous than your dependence on the physical and material values. Certain spiritual research or counseling, he should not be charging for his help. Throughout the recent years your whole life served as an evidence of your purely spiritual direction, moving towards God and helping people.

R.B. -You are, however, charging for your work; many people, especially in Russia, seem to question the idea of you charging money, and quite sufficient amount at that too.

S.N.L – Let’s first start with defining my status. I am a psychologist, a professional who is working in the field of helping people psychologically. I got convinced that this sort of help cannot be competent or realistic, if a person does not make changes in his own character. As a psychologist I realized that a person cannot make changes in his character without understanding the concept of “love for God.” So, I am working in my field: I do psychological consultations, which is the topic of my dissertation. My diploma is based on the subject of psychological counseling and psychological adjustment. As a specialist I charge for my sessions. An educator teaching in the school or university carries out the same spiritual practices: he passes on the knowledge. A doctor cures, helping to save lives. But does it all mean that you need to deprive doctors, psychologists, and teachers of their salaries just because they are involved in spiritual practices? There is also another rationale for charging. When a person is involved in spiritual practices, he runs a risk of getting fixated on spirituality, causing the dependence on the human aspect and worldly secular things to grow. If a person lives comfortably, continuing to charge money, it will become increasingly dangerous for him to employ in spiritual practices. That is simply a logical conclusion; I keep talking about it all the time. This mechanism works impeccably in the mechanical solely spiritual case. My case is somewhat more intricate; I have a number of factors working here. First of all, I am recognized as a scientist, doing research and working in the field of psychology. Second of all, if a person is constantly praying and is involved in spiritual practices, it is bound to increase his fixation on the worldly material aspect; as a rule, this tendency will be blocked [cured] with a number of methods including but not limited to extreme poverty, self tormenting, extreme self limitations, intense psychological, physical, and other kinds of losses, or systematic blockage of this dependence. In my books I don’t talk about how I am being “cured” or detached; it is too personal of a matter. I have mentioned that every time I write a book, I have near-death situations and experiences, such as catastrophes, car accidents, losses, and betrayals. It is all a cleansing process. Furthermore, using my understanding and through my love for God, I try to systematically get rid of my dependence on the human happiness in its any form or aspect, be it spiritual or physical. So what happens if this is accomplished? In this case, a person can continue spiritual practices and have money, while primarily realizing all the risks and dangers that come along with spiritual practices. In the West in the United States individuals involved in spiritual practices are among the wealthiest people, as you know. I don’t think however that it does them any good. Here is why: while they still have a certain potential of love, they don’t get obsessed with what they do. However, as soon as love reservoirs come to depletion, a person starts to get overly fixated or attached to spirituality, and then it becomes dangerous for him to have a lot of money. Possessing material welfares is dangerous, if you are hooked on or overly attached to spirituality; sooner or later your wealth will start causing you problems.

I myself realize that giving appointments and having individual sessions with patients is dangerous for me. An increased danger comes from my spiritual level that I attain through my research; it doubles the risks. My level of well being also poses a rather serious hazard, and I fully realize that. You will be harmed, if you fail to realize all the dangers that money, spirituality, and human stability can cause. Only after you realize it, you will be able to start overcoming those things.

Also, don’t forget that the times are changing; the spiritual and material aspects grow closer together. These days if you want to preach, you need to rent some space, pay your taxes and report to IRS. Here we’ve got some other laws working; the laws that correspond to the present situation, current state of affairs. If I did not charge money for my individual sessions, and if I did not receive some money from selling my books, I would have had to make my living by doing some other work. Everyone wishes and expects that a person practicing spirituality does all the dirty work for you, risks his life, researches new information, and then gives out precious instructions on how to be healthy and wealthy. But what would be of a person who does all the work? He’ll end up with no room and board, living in poverty. This is called freeloading, which is a very dangerous harmful tendency. You need to earn what you receive, including knowledge. People who were able to receive the secret esoteric knowledge had to go through all kinds of self-restraint, such as sitting in the dug out holes or caves over the years, tormenting themselves; only then were they able to get in touch with the higher knowledge.

Nowadays people have much easier access. There is no need for tormenting yourself for ten, twenty years to get an access to this sort of knowledge. You simply need to pay a certain sum of money to a person holding that knowledge; but people still don’t want to do that much. The scenario is pretty much the same. Only in the past a person would say that he did not want to make any sacrifices such as starving or sitting in the cave, but wanted to get admittance into higher knowledge, while trading [silks] goods, eating gourmet food and drinking vodka, expecting someone else to initiate him into the sacred knowledge. Nope, it does not work this way. In order to get something, you have to sacrifice something, give something in exchange. In our own country of Russia it costs one hundred U.S. dollars to have your tooth fixed, while a mere consultation with an expert costs three to four hundred dollars over the price of an appointment with me. No one seems to mind it, though, when a doctor charges three to five hundred dollars for his consultation, and if you add some minimum treatment, it will sum up to several thousand dollars. No one will pick on or complain about the doctor. So what are people used to? They are used to getting the essential information for free. And so it is, my books are probably the cheapest in Russia. Logically, my lectures and individual sessions cost more.

R.B. – I agree with you. I can personally add that if you set up a low price, people do not appreciate it; they won’t value your work. For example, I was consulting my friend. When we met a year later I asked him if he started reading the material or working on himself. He said that he didn’t. On the other hand, if I charge a person a full price, he will value my work and treat my information very seriously.

S.N.L – A friend of mine, a doctor, asked me once in a confidential conversation: “Do you want me to reveal the main secret of my treatment?” This doctor was diagnosing patients brilliantly; he was also treating people with acupuncture, otherwise known as reflex therapy. So this is what he said: “I will reveal you my secret; I put a few needles, and a person quits smoking.” So what is the key to the recovery? What is the most important target, the main spot where you have to put a needle? The main spot is a customer’s wallet. The more you charge a client, the higher is the probability that he will quit smoking. After paying a great amount of money, a patient feels obligated to quit smoking. That is a human nature; everyone has a very simple way of operating. A person is likely to get sick, if he has little energy. Who has little energy? A person who is used to taking instead of giving. That is what the whole mechanism comes down to. If you are used to taking, you will want to get as much as you can, and pay as little as possible. Such a person will always complain, no mater how little the tickets cost; he won’t do any work, expecting to get the most out of the lecture.

You could even see the soviet train of thought showing through; it taught people to take away from the riches. In a way it’s a soviet psychology that trained people to take; no one seemed to be touched by the fact that an intelligent, wealthy, and hard working person had to sweat day and night for his wealth. Only later on, after a person has earned his wealth and after it began to work for him, a rich person could get spoiled. However, everyone just seems to see this end result. No one looks at how it all started, the beginning of the process, and at how a person became wealthy.

When your chief goal is to rob and steal, it indicates that you are turning away from love. In order to create something, you need to have energy. You can only get energy through love. If you want to steal and rob, you don’t really need any love for that; the freeloading psychology is anti-Godly by its nature. It is natural for this kind of people to never understand and always be opposed to what I am saying.

R.B. – You also used to say that in our times all the processes are accelerated or expedited. A person can very quickly gain the negative luggage as well as the positive one. Did I understand you correctly?

S.N.L – When two currents of time or two opposites unite, it triggers an instant expedition of all the processes. At this point two currents of time – the future and the present, eastern and western civilizations – are uniting. We can see that by observing the escalating conflicts in the Near East. This is the point of collision of the western and eastern ways of thinking, the very point where they collide. There is another factor working here. Let’s say, a person who is praying to God, becomes fixated on spirituality; when a person is aging, he is also getting attached to spirituality. So, one can get an impression that praying to God makes us age faster. However, in reality it works somewhat differently. When a person prays to God, his reservoirs of love are growing; spirituality that derives from love is growing as well. When your spirituality grows, you are more prone to get obsessed with it. When a person gets old, his spirituality does not grow; he simply slows down and clutches on to it. So, what I am saying, that in both cases we can register the dependence on spiritual values, but it looks somewhat differently in each case. In one instance it implies development, while in the next case it indicates to degrading.

R.B. – How do you practically see the Road? Let’s say, for example, a person never observed any church rituals or believed in God; then he went ahead and read your books. What advice can you give that person, what should he begin with?

S.N.L – Don’t overeat, get rid of your fears, don’t regret about the way things happened in the past, learn to love your loved ones and yourself. Do not think negatively about yourself and others, never be judgmental. In the beginning you have to follow basic guidelines. The rules of the road, the traffic rules first concentrate on things you cannot do; only later on you learn about things that you can and should do. So, at first you need to accomplish essential elementary tasks that are very easy to explain. Do not kill love in yourself. Do not abandon love. Afterwards, we can talk about how to increase that feeling and what you need to do further. From time to time you need to go on lent, fasting, and self-restraint, especially in the spring time. This way you are creating the benevolent soil for freezing over or halting your human functions; that in turn allows you to experience the Divine quintessence in yourself more easily. This is what I call a healthy life style. First and foremost, the healthy way of living implies impeding your desires and your well being; your desires include your spiritual endeavors as well. This is the first grade stuff. So, initially you need to deliver the survival minimum; then you have to see how it worked out. You have to sense that you could be kinder and see the Will of God in what happens. You need to be more patient and tolerant with people; you need to learn to love a person with all his faults. You need to be strict and disciplined with yourself and all others around you. The whole point of guidance and upbringing is to help a person experience love. In order to do that, you need to restrain a person’s desires, halt his impudence, help him, care for him, and encourage him. In other words, you need to start with simple basic things. No matter how simple it seems, it is the hardest and longest path that you need to conquer; only then you can start discussing more elevated and out of this world topics.

R.B. – You often say that a person needs to take his hardships calmly. A person is being truly tested throughout critical situations. It is extremely hard to react to events without any emotions. Women are quite emotional by nature. It is hard not to react, if your loved one passed away or if you were betrayed. It is hard to live like a cold machine.

S.N.L – Now look, any kind of stress can activate a program of self-destruction, if a person does not react to it. A person can never turn into a robot. A person can become suicidal, if he does not respond. So, it is logical that there should be some sort of reaction to a painful experience. Let’s say a person who was dear to you died; what reaction would you have? A suicidal one. Why is it so? What can you do? A person can say that he cannot do anything. So, this outburst of energy should go somewhere. Where will it go? It can be spent on suicide and regrets. However, if you tell a person that he should not kill himself and that this energy outburst can be spent on creating, he will naturally ask what he can do. At that time you can explain, “A soul of the deceased is connected with your soul. If you experience gloominess, you will do the damage to the soul of your loved one and yourself.” Therefore, the first thing you need to do is to stop feeling gloomy. You need to give more love to a soul of the deceased. In order to do that you need to put yourself under certain restrictions. That is the whole point of grieving period. The mourning essentially comes down to self-limitation in food, joy, and desires. What is the point of this limitation? The whole purpose of it is to bring you closer to the feeling of love, let you experience the feeling of love more easily.

If you turn your grief into gloominess, you will have an opposite reaction. So, the purpose of grief or mourning period is to restrict yourself in the earthly things and to experience the Divine love in your soul; when you fill your own soul with love, you are thus helping the soul of the demised. Are these specific actions? Yes. Are they hard to accomplish? Yes, they are very hard to carry out; these actions require a great deal of energy. So, instead of destruction and suicide, all of the energy will be spent on creation.

Whatever conflict you are facing, (death of another person is also a conflict) you can choose to spend your energy either on destruction or creation. If a person you trusted betrayed you, you’d start wondering why he let you down. The answer may be that you got overly fixated on your moral ideals and that something is not right inside your soul, and you must sort things out within yourself. If you realize that given circumstances are pushing you to work on yourself, it will help you transform your energy into creation instead of hatred and desire to destroy. You need to bring yourself into senses; you need to help a person not to betray you again. You can still restrain a person who betrayed you. It will be a disciplining process, because he needs guidance and upbringing; otherwise, if you encourage his act of betrayal, he will take on the wrong path and start liking it. That’s what I am talking about. So I have to discipline myself and that other person. It’s a really hard thing to do; it requires energy, a great amount of energy. Is this a creative process? Yes. So, it’s not about just accepting something. What does it mean to accept something? To accept a traumatizing situation means to recognize a Divine will behind it. By relying on the Divine will and accepting the Divine reasoning, you’ll stop your own will and desires that come down to revenge, aggravation, and addictions. My protection will be about upbringing instead of revenge. You can accept your situation completely and realize that you needed it for your own refinement; it still doesn’t mean that you don’t have a right to action. When you’re being cleansed through a certain situation, it means there was no other way for you to get cleansed. First came mandatory cleansing followed by voluntary cleansing, where you have to change yourself. What does it mean to change yourself? It is also a kind of self-defense. Let’s say there is someone that could kill you. If you change yourself, your energetics will change too and you won’t get killed. Am I defending myself? Yes! That is one of the ways to protect yourself. You can defend yourself by killing a person who acts aggressively towards you, or you can protect yourself by changing your act and changing from the inside. Those are all various forms of defense. A person, who is accustomed to moving towards love, develops the most potential and forthcoming defense systems (reactions to pain). So a person does not run away from pain, but understands that pain contains the creative process and that pain is a necessary component. It, however, does not mean that you need to become masochist and take that pain in. Pain serves its function in your life; it is only necessary as a warning sign. The pain will lessen, as a person changes himself. He needs to understand that if he does not want to change voluntarily, he will be helped in a mandatory manner. Is it necessary? Yes, it is. Is it painful? Yes it is painful. It, however, does not mean that it is the only kind of treatment that there is. If a doctor puts iodine on your wound, it will sting and hurt. It is a painful process, but not necessarily unavoidable. You should not allow it to come to the point where you get wounds and pimples that undergo painful treatment. To be able to do that, you should not be envious or feel aggravated, and you need to develop correct eating habits. That is what the whole system comes down to.

Interview taken by Rami Bleckt.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Lis 08, 2010 12:20   

Dobrze pisze Łazariew o Jewsach. Niestety sam przerabiam ten temat w rodzinie i widzę jak bardzo jest to chore.

Może tyle że z kolei słowianie za bardzo skoncentrowani są na ziemi.
_________________

 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Pon Lis 08, 2010 12:33   

Cytat:

:hah:
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
Ostatnio zmieniony przez _flo Pon Lis 08, 2010 12:34, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Lis 08, 2010 19:25   

A u ciebie _flo, jak tam gadające mętne łby. Też szachrują?

Siostra jest zakonnicą może


albo chociaż babcia moherowa?
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pon Lis 08, 2010 19:27, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Wto Lis 09, 2010 00:16   

rakash napisał/a:
Też szachrują?

_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Wto Lis 09, 2010 13:41   

Jest na to tylko jedna rada. YeshuaTec.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Wto Lis 09, 2010 13:41, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Gru 23, 2010 19:48   

iliq napisał/a:
Waldku tak z ciekawości co Łazariew pisze o kobietach i o seksie?


To co on pisał o kobietach w pierwszej książce nie podoba się większości, nawet redaktorom w Nieznanym Świecie. Swego czasu przez to nie dostał też wizy do USA.

Kobieta "jest bardziej uziemiona", przyklejona do materii ponieważ rodzi i dba o dzieci. Ma ergo większe skłonności do dumy i osądzania. Mężczyzna jest z urodzenia "bliżej Boga" gdyż samiec od początku walczył, polował, mógł stracić ciało materialne w każdej chwili, więc naturalnie miał mniejsze przywiązanie do ziemskiego.

Kobiecie jest trudniej na duchowej ścieżce, jednak jeśli uda się jej te trudności przezwyciężyć to proporcjonalnie otrzyma od Wszechświata więcej.

Seks jest drugą po jedzeniu najważniejszą czynnością ciała ludzkiego, które jest "tylko udoskonalonym jelitem". Btw człowiek najwięcej informacji przyjmuje przez jelita (!) - stąd ważność diety. Wszystkie choroby psycho-somatyczne pochodzą z jelit - grubego (niewytrzymanie stresu, załamanie się) i cienkiego (złoszczenie się, zbieranie i tłumienie agresji).

Wracając do seksu - nie może być na pierwszym miejscu, gdyż zabiera ogromną ilość energii życiowej.

Prostytutki to kobiety, które nienawidzą mężczyzn lub osądzały i nienawidziły ich w poprzednim życiu.

Seksoholik zużywa całą energię witalną swojego pola, która mogła by potem zamanifestować się w myślach, wydarzeniach, wartościach i ideałach. Seks może być pięknym dialogiem między kobietą i mężczyzną. Nigdy nie powinien być wykorzystywany do rozładowania stresu, ulżenia w nieprzyjemnej sytuacji - wtedy staje się nieświadomym nałogiem. "Jeśli boli dusza - to dobrze", trzeba stawić temu czoło, czasem pościć, przebywać w ciszy na łonie natury, uświadomić sobie uczucia, żyć świadomie, być maksymalnie szczerym z każdym człowiekiem i z sobą samym, nie tłumić niewygody słodyczami i seksem.

Gdy mężczyzna oraz kobieta nie stawiają wzajemnej miłości do siebie i pomyślnego losu ponad miłość do Wszechświata, nie obrażają się, nie osądzają wewnętrznie bliskich, którzy podle i głupio postępują - w takim związku płodzone są bardzo piękne, zdrowe i harmonijne dzieci.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Sob Lip 02, 2011 17:13, w całości zmieniany 6 razy &