Strona główna Fakty żywieniowe Jak się żywić? Przepisy Historia diety Forum  

  Forum dyskusyjne serwisu www.DobraDieta.pl  FAQ    Szukaj    Użytkownicy    Czat      Statystyki  
  · Zaloguj Rejestracja · Profil · Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości · Grupy  

Poprzedni temat «» Następny temat
Filmowe Opinie
Autor Wiadomość
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Kwi 09, 2009 18:14   Filmowe Opinie

Nowy wątek, w który proponujmy i oceniajmy, analizujmy, wychwalajmy i krytykujmy bezlitośnie filmy, z którymi mieliśmy przyjemność lub nieprzyjemność :D

Tomek
Ostatnio zmieniony przez Molka Nie Sty 13, 2013 10:58, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
licho

Dołączył: 08 Paź 2008
Posty: 52
Wysłany: Czw Kwi 09, 2009 18:23   

Ostatnio "Kapitan Sowa na tropie". W razie czego -to serial z Wiesławem Gołasem :)

Świetny pomysł na wątek, Tomku :)

pozdrawiam,
licho.
_________________
licho nie śpi.
 
 
licho

Dołączył: 08 Paź 2008
Posty: 52
Wysłany: Czw Kwi 09, 2009 18:24   

Znaczy mieliśmy przyjemność, sprawa tak oczywista, że aż się nie wypowiedziałam do końca 8)
_________________
licho nie śpi.
 
 
VA 

Dołączyła: 04 Kwi 2009
Posty: 52
Wysłany: Czw Kwi 09, 2009 21:50   

"NO SMOKING" reż. Anurag Kashyap

Film dziwny, pełen niedomówień, przesiąknięty symboliką 8) uwielbiam go :]
http://www.youtube.com/watch?v=53D_Qs1C6k4
 
 
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Pią Kwi 10, 2009 09:10   

Nie mam czasu na wystawianie opinii,ale w/g mnie te filmy warto obejrzeć (w sumie to rzecz gustu).
"To nie jest kraj dla starych ludzi"
"Vicky Cristina Barcelona"
"Miłość w czasach zarazy"
"Lektor"
"Tajemnice Brokeback Mountain"

To są filmy,które oglądałam po kilka razy :)
 
 
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Kwi 10, 2009 11:06   

"Peut Etre" http://www.imdb.com/title/tt0189916/
"Bliskie Spotkania III stopnia"
"Crumb", film dok o ekscentrycznym rysowniku, nagradzany
"Totoro", film dla dzieci ale z jakim klimatem
"Autostopem przez Galaktykę"
"Grający z talerza"
"Nad rzeką, której nie ma"
"Sekret" (zabijcie mnie ale tak)
"Choke"
"Fountain"
"Baron Minahausen" czy jakoś tak (?)

Ale to wszystko się schowa jeśli zekranizują książki Pielewina "Generation", "Żółta Strzała" i "Empire V".
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Pią Kwi 10, 2009 16:42, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Pią Kwi 10, 2009 11:13   

Waldek B napisał/a:

"Crumb", film dok o ekscentrycznym rysowniku, nagradzany.

W takim układzie obejrzę na pewno 8)
 
 
grizzly
[Usunięty]

Wysłany: Pią Kwi 10, 2009 12:29   

Iga napisał/a:
..."Tajemnice Brokeback Mountain"...


Prawdziwy film o milosci, "po same kosci" 8) :hah:

Film ma klimat, swietna gra aktorow,
no i jest o "swinstwach" ktore rania "planktonistow" 8) :P
.
 
 
Abhilasha 

Wiek: 32
Dołączyła: 14 Lip 2008
Posty: 362
Skąd: Poznań / Londyn
Wysłany: Pią Kwi 10, 2009 13:18   

moj ulubiony film ktory nigdy mnie nie nudzi - Dirty Dancing :)
niby prosta fabuła, banalna, gra aktorska przecietna...ale film ma to coś
 
 
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Pią Kwi 10, 2009 15:14   

grizzly napisał/a:

Prawdziwy film o milosci, "po same kosci" 8) :hah:
.

Racja :) Ja się tak wczułam ,że w pewnym momencie zapragnęłam być facetem :hah:
 
 
Rossignol

Pomógł: 4 razy
Dołączył: 20 Lut 2008
Posty: 303
Wysłany: Pią Kwi 10, 2009 16:36   http://www.dobradieta.pl/przepisy.php

"Helikopter w ogniu"
"Braveheart"
"Skazani na Shawshank"
"Zielona Mila"
"Siedem"
"Requiem dla snu"
"Pulp Fiction"
"American Beauty"
"Piękny umysł"
"Forrest Gump"
"Milczenie owiec"
"Fight club" - cos dla Waldka :D no i dla dziewczyn bo gra B.Pitt :P

Duzo by jeszcze wymieniac ... to takie ktore mi utkwily gdzies tam w zakamarkach mojej slabej pamieci :D
 
 
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Pią Kwi 10, 2009 16:48   Re: http://www.dobradieta.pl/przepisy.php

Rossignol napisał/a:

"Pulp Fiction"

O właśnie :) Ten film,też nalezy do moich ulubionych :)
Jeszcze dodam,bo mi się przypomniało ;
"Efekt motyla".
Te filmy i tamte ,które wymieniłam poprzednio mogę oglądać wiele razy :)
 
 
Abhilasha 

Wiek: 32
Dołączyła: 14 Lip 2008
Posty: 362
Skąd: Poznań / Londyn
Wysłany: Pią Kwi 10, 2009 21:22   Re: http://www.dobradieta.pl/przepisy.php

Rossignol napisał/a:
"Helikopter w ogniu"
"Braveheart"
"Skazani na Shawshank"
"Zielona Mila"
"Siedem"
"Requiem dla snu"
"Pulp Fiction"
"American Beauty"
"Piękny umysł"
"Forrest Gump"
"Milczenie owiec"
"Fight club" - cos dla Waldka :D no i dla dziewczyn bo gra B.Pitt :P

Duzo by jeszcze wymieniac ... to takie ktore mi utkwily gdzies tam w zakamarkach mojej slabej pamieci :D
heh mamy podobny guścik-ze 2 nie widzialam a reszte lubię ;) ja bym jeszcze dorzuciła gladiatora i titanica :P
 
 
gudrii 


Pomógł: 19 razy
Dołączył: 29 Lut 2008
Posty: 1913
Skąd: everywhere
Wysłany: Sob Kwi 11, 2009 01:28   

"platoon"
"heat"
"wsciekly byk"
"collateral"
"bestia wojny" stary film o zalodze ruskiego t-54 zagubionego w Afganistanie
"300"
"prawo bronksu"
"bitwa o Anglie" ;)
"das boot"
"krwawy sport" ten z TongPo
"przyladek strachu"
"jestem legenda"
"czas apokalipsy"
"wielka czerwona jedynka"
"szregowiec ryan"
"cienka czerwona linia"
"hamburger hill"
"rainman"
"21"
"chlopaki z sasiedztwa"
"piatek"
"kasyno"
"carlitos way"
"american psycho"

i generalnie prawie wszystko z Pacino i Deniro...
_________________
"The object of war is not to die for your country but to make the other bastard die for his."
George S. Patton
 
 
chill 


Pomógł: 14 razy
Wiek: 37
Dołączył: 23 Paź 2008
Posty: 818
Skąd: W-W
Wysłany: Wto Kwi 14, 2009 16:56   

Ktoś widział?Wybieram sie na to na ENH
Co do moich naj to za dużo tego ;)
 
 
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Kwi 14, 2009 19:41   

Abhilasha napisał/a:
moj ulubiony film ktory nigdy mnie nie nudzi - Dirty Dancing :)
niby prosta fabuła, banalna, gra aktorska przecietna...ale film ma to coś

też mi się ten film podoba - oglądałem go wielokrotnie (w wersji oryginalnej, ma się rozumieć)
fajna jest szczególnie ta Żydówka Jennifer Grey ze swoim charakterystycznym pociągającym noskiem :P

co do filmów, które warto wg mnie obejrzeć to na pierwszym miejscu jest oczywiście Milczenie Owiec z pierwszorzędnym Hopkinsem 8)
świetny jest również Angielski Pacjent (+ wyśmienity soundtrack, np. węgierski Szerelem)
Remains of the Day - znów świetny Hopkins, no i ta muzyka, której nasłuchałem się naprawdę sporo
Zielona Mila
Gladiator
Kasyno
ostatnio oglądany Lektor
z polskich to Dług i Komornik z moim ulubionym Chyrą
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
 
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Śro Kwi 15, 2009 01:28   

Przymierzam się do "Zapaśnika". Dłuugo to trwa. Ciężko będzie oglądać zmordowaną, zeszpeconą, startą w proch przez cierpienie, twarz jednego z najbardziej utalentowanych aktorów lat 80-tych. Wtedy grał u najlepszych z najlepszymi. Mickey i DeNiro, Mickey i Neeson, Mickey i Parker, Mickey i Barbet Schroeder, Mickey i Faye Dunaway, Mickey i Liliana Cavani itd itd.
Wspaniałe role skończyły się jak ręką odjął. Ten powrót będzie gorzki, będzie dla mnie konfrontacją z przeszłością, gdy jako nastolatek uwielbiałem gościa, jego podejście do gry i własny, niepowtarzalny styl - oczywiście kopiowany u nas przez choćby aktora barrrdzo przeciętnego - Lindę. Ktoś kiedyś wypieeeerdział, że Linda to taki polski Rourke. Jassssne, a Zakościelny to polish Brad Pitt :hah:
Ociągam się z seansem "The Wrestler", choć to zapewne wielki come back w towarzystwie ponoć znakomitej Marisy Tomei, no i pod opieką znanego z "Pi" i "Requiem for a Dream", Aronofsky'ego.
Oczywiście, darowałem sobie wszelkie filmy z Rourke po "Ostatnim bandycie". Cały ten kryzys lat 90-tych ominąłem, wszystkie jego epizodyczne rólki w podrzędnych filmach dla wielbicieli bezsensownego mordobicia i kopania po mosznach.

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Czw Lut 03, 2011 17:54, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Śro Kwi 15, 2009 08:06   

"Wrestler" to całkiem dobry film, choć nie jakiś genialny.

Przy okazji niezłe filmy dokumentalne o mordybijących to "Choke" z Ricksonem http://www.youtube.com/wa...ex=0&playnext=1

i jeszcze najnowszy o Tysonie http://www.youtube.com/watch?v=wZT1-k5hbo0
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
 
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Śro Kwi 15, 2009 08:46   

M i T napisał/a:
Przymierzam się do "Zapaśnika".
Tomek

Warto.Na początku jakoś mnie nie wciągnął,bo byłam świeżo po Lektorze,ale później znakomity dla mnie,również wzruszający .
Wzruszająca jest bardzo scena ,w której główny bohater spotyka się z "porzuconą" niegdyś przez niego córką.
"Akcja" w sklepie ,w którym dostał pracę,również jest the best.
 
 
chill 


Pomógł: 14 razy
Wiek: 37
Dołączył: 23 Paź 2008
Posty: 818
Skąd: W-W
Wysłany: Śro Kwi 15, 2009 09:10   

Iga napisał/a:
"Akcja" w sklepie ,w którym dostał pracę,również jest the best.

Dokładnie ;) .
M i T nie ma się co tak zastanawiac dobry film obejrzyj.Aczkolwiek Mickey nie przypomina już amanicika cchociażby z 9 i pół ;)
 
 
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6868
Wysłany: Śro Kwi 15, 2009 11:42   

Myślę, że miejsca na Forum braknie, żeby wymienić wszystkie interesujące filmy. Trochę się tego uzbierało przez wiek kinematografu.
Do wymienionych dodałbym wszystkie filmy Barei,
Lot na kukułczym gniazdem, Władca much, Walka o ogień.
JW
 
 
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Pią Kwi 17, 2009 08:00   

Jeszcze mi się przypomniał film (parę lat temu oglądałam,też najmniej dwa razy ) "Miasto gniewu" .Może ktoś z Was go oglądał-dla mnie świetny film.
Jeszcze "Przeczucie" -też świetny .
 
 
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Kwi 19, 2009 18:21   

Wczoraj - niestety fragmentarycznie - po kilku już latach, "Alien",odsłona nr3
Mimo braku analogii w treści i gatunku, "Dziwny przypadek B.Buttona" - też Finchera - to jakiś żart i kpina. Autor arcydzieła "Seven", musiał zadowolić się wtedy nominacją za ... montaż !!!!!!!!!!!!
"Seven" dostaje za montaż, "Button" za najlepszy film!!!!
Wyraźny kryzys reżysera, nieudolnie posługującego się motywami z "F.Gumpa", tworzy film łzawy, przesłodzony, ckliwy i "serowy". Ciekawe, że do "Seven", "Alien3", "Fight Club" i "Zodiac", mogę wracać na okrągło.

Tomek

ps: I jeszcze jedno. Fincher pozbawił widzów jakichkolwiek złudzeń. Mówię o jego wersji "Alien3", UWAGA SPOILER, gdy uśmiercił wszystkich sympatycznych bohaterów, ocalałych u Camerona. Najpierw okazało się, że ocalona dziewczynka ma w sobie obcego, potem zaś widzimy, jak - tym razem łysa jak kolano - Ripley tacha na ramieniu pozostałości po Bishopie, których już nic nie zdoła poskładać w działającego androida, a na koniec główna bohaterka rzuca się zapłodniona obcym w płynny metal. Smutne, brutalne, a przy tym przewspaniałe kino autorskie - mimo, że przecież nie Fincher jest kreatorem tych przerażających stworzeń, a znany wszystkim i nie przez wszystkich lubiany Giger :D
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 16:23, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Śro Kwi 22, 2009 23:40   

Oglądałam kolejny interesujący film .
Podaję link i polecam :)
http://www.filmweb.pl/f37...82a+Moskwa,2008
 
     
chill 


Pomógł: 14 razy
Wiek: 37
Dołączył: 23 Paź 2008
Posty: 818
Skąd: W-W
Wysłany: Wto Kwi 28, 2009 09:37   

Polecam tego Oskara za najlepszy dokument.Pomijając całą otoczkę na temat WTC , dla mnie Philipee Petite wymiata.Podziwiam ludzi z tak wielką pasją.Wydaje się że urodził się po to żeby byc linoskoczkiem.Ogląda sie jednym tchem, a to za sprawą za pewne budowy filmu, większości oryginalnych zdjęc z tamtego okresu jak i przeżywania całej tej operacji przez wszystkich z nią związanych szczególnie Petita.
Człowiek na linie
Ostastnio jeszcze ten mistrzowsko dla mnie zagrany przez Seana Penna:
Obywatel Milk
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Pon Maj 04, 2009 11:29   

Jak dla mnie świetka polska komedia :) ))
http://www.filmweb.pl/f47...isz,+kotku,2008
Specjalnie dla lekarzy :hah:
 
     
Nowy24

Dołączył: 31 Mar 2009
Posty: 62
Wysłany: Pon Maj 11, 2009 08:12   

Z filmów bardzo mi się podobał film "Gangi Nowego Jorku" M.Scoresese.Jest scena jak Daniel Day-Lewis je posiłek :) :) Jest rzeźnikiem więc chyba wiecie co je a dodatkowo je na surowo...hehe taki miły akcent dla zwolenników surowego
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Śro Maj 20, 2009 20:15   

Ależ szykuje się uczta dla wymagającego widza (przynajmniej tak mi się wydaje na podstawie zwiastunu i tej recenzji):

http://film.onet.pl/18573,86121,recenzje.html

Marishka
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Maj 21, 2009 10:11   

Ostatnio oglądnąlem "Solaris". Całkiem fajny klimat miał ten film.
 
     
licho

Dołączył: 08 Paź 2008
Posty: 52
Wysłany: Czw Maj 21, 2009 11:03   

M i T napisał/a:
(przynajmniej tak mi się wydaje na podstawie zwiastunu i tej recenzji)


... i na podstawie tego co Trier stworzył wcześniej.... może uwielbiam to nie najszczęśliwsze słowo, bo filmy mocne bardzo, ale jego twórczość rzuca mnie na kolana.
_________________
licho nie śpi.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Maj 21, 2009 13:06   

Waldek B napisał/a:
Ostatnio oglądnąlem "Solaris". Całkiem fajny klimat miał ten film.


Pytanie, czy był to "Solaris" radziecki czy amerykański? Bo wersja Tarkowskiego powala, a ta Soderbergha jest tylko OK. Dobrze jest obejrzeć obydwie, dla porównania.

Marishka
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Maj 21, 2009 16:34   

Amerykański. Dzięki za info. Zapowiada się więc powtórka z rozrywki. 8-)
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
  Wysłany: Nie Maj 24, 2009 21:21   

To będzie Film (właśnie takie z dużej litery)!!! Znając Haneke, rozwali (psychicznie) dokumentnie widza, ale to będzie dzieło prawdziwe i tak bardzo potrzebne. I aktualne. Bo jeśli chodzi o temat podłoża autorytaryzmu/totalitaryzmu/faszyzmu, to warto o tym mieć rzetelną wiedzę. Wnioskując z zapowiedzi/recenzji, Haneke dotyka w swoim najnowszym filmie właśnie sedna problemu autorytaryzmu, jego prawdziwej przyczyny (podobnie jak Alice Miller w swojej znakomitej książce "Zniewolone dzieciństwo: ukryte źródła tyranii").

Cytat:

[Cannes 2009] Kino z najwyższej półki

"Biała wstążka" - dwuipółgodzinne, surowe i przegadane kino psychologiczne spod znaku Ingmara Bergmana. Przesłanie Haneke jest potężne, ale środki użyte do jego wyrażenia - bardzo skromne i surowe, a w niesprzyjąjących warunkach - zniechęcające. Co w pierwszej chwili wydaje się czysto naśladowczą, bergmanowską psychodramą, po pewnym czasie zaczyna żyć w naszych głowach własnym życiem. Może taki właśnie był zamiar Haneke - podczas seansu ziarno zostaje zasiane, jego plon przyjdzie nam zbierać znacznie dłużej. Akcja filmu toczy się w roku 1913, w małej niemieckiej, pozornie tylko zwyczajnej wiosce. Zamieszkałą głównie przez protestantów osadę zaczynają nękać niepokojące wydarzenia. Ktoś rozwiesza sznur wzdłuż drogi powodując wypadek, syn jednego z mieszkańców zostaje porwany i pobity, niepełnosprawny chłopiec brutalnie okaleczony... Łańcuch zdarzeń wydaje się nie mieć końca, sensu i sprawcy.

Bardziej przerażające od tych tajemniczych wydarzeń są jednak relacje między mieszkańcami wioski - zanik uczuć, ogólne zobojętnienie i chłód panujące w niepotrafiących się porozumieć familiach skutkuje odpowiednio skrzywionym wychowaniem: dzieci uczone są bierności, oswajane z sadyzmem, nastawiane na tłamszenie emocji. Początkowo jeszcze jest to smutny obraz niegodziwości zakorzenionej gdzieś głęboko w ludzkiej naturze. Gdy jednak zestawimy go z historycznymi, czającymi się za rogiem faktami, sytuacja ma się nieco inaczej. Otępiałe, niepotrafiące odczuwać karykatury ludzi, które wyrosną z młodocianych bohaterów filmu, staną się przecież główną pożywką dla Hitlera i jego nazistowskiej ideologii. Haneke trafia tu w sedno, bezlitośnie ukazując narodziny chorego, wypaczonego świata, który w niedługim czasie pochłonie kilka milionów ludzkich istnień. "Biała wstążka" to kino trudne i surowe, ale za to z najwyższej półki.

http://www.stopklatka.pl/...ecenzja&ri=6166


I jeszcze:

Cytat:
Podczas konferencji prasowej w Cannes Michael Haneke wyjaśnił, że chciał opowiedzieć historię dzieci, które bezkrytycznie przyjmują idee wpajane im przez rodziców. "W momencie, gdy dochodzi do absolutyzacji jakiejś idei, staje się ona nieludzka. To są korzenie wszelkiego rodzaju terroryzmu" - powiedzial austriacki reżyser, podkreślając, że nie zawęża tematu do problemu nazizmu.

http://tiny.pl/3qsv


Szkoda, że w Polskich kinach ukaże się dopiero na jesień...


Marishka
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Maj 28, 2009 16:42   

Olaboga!!! :-/

http://www.filmweb.pl/Rid...o,News,id=51833

Czas nagryzmolić jednak jakiś mały wtręt o arcydziele z 79 roku, póki Scott nie dokona artystycznego samogwałtu.

Tomek
 
     
gudrii 


Pomógł: 19 razy
Dołączył: 29 Lut 2008
Posty: 1913
Skąd: everywhere
Wysłany: Sob Cze 06, 2009 00:49   

dla wszystkich "w temacie" i tych chcacych poznac uliczne tematy polecam ten filmik...klasyk, prawdziwy do bolu! potrafia skubancy robic bardzo dobre filmy niskimi nakladami...
To jest trylogia i kazda czesc opowiada inna bajke ale lacza sie ze soba, swietny film.

link
nastepny klasyk ale to to juz kazdy pewnie zna..z usa ale ciagle prawdziwy i bardzo rzeczywisty...
link
a co sadzicie o tej scenie? moim zdaniem dzwiekowo jest zroboiona perfekcyjnie...
w tym filmiku pogrywa "body count" z Ice-T na czele w orginale nie ma muzy w ogole
link
_________________
"The object of war is not to die for your country but to make the other bastard die for his."
George S. Patton
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Cze 06, 2009 15:14   

http://www.filmweb.pl/f32268/Eksperyment,2001

Gorąco polecam(y) ten film. Niemcy nie boją się tej tematyki.
Dziś o godz. 0:45, TVP2

Tomek
 
     
licho

Dołączył: 08 Paź 2008
Posty: 52
Wysłany: Pią Cze 12, 2009 22:46   

Lekcje odrobione przed kwadransami dwoma :
"Prosta historia" (The Straight Story, 1999) Lynch'a i co ciekawe ten film stylistyką odbiega, prawie odcina się, od tego co kojarzymy z tym nazwiskiem. Poza tym ciepły i mądry, można się zatrzymać :)
_________________
licho nie śpi.
 
     
licho

Dołączył: 08 Paź 2008
Posty: 52
Wysłany: Pią Cze 12, 2009 22:50   

M i T napisał/a:
http://www.filmweb.pl/f32268/Eksperyment,2001

Gorąco polecam(y) ten film. Niemcy nie boją się tej tematyki.
Dziś o godz. 0:45, TVP2

Tomek


Kilka lat temu oglądałam ten film, ale z tego co pamiętam rzecz dotyczyła "doświadczenia Zimbardo", może różne nazwania. Mocna pozycja.
_________________
licho nie śpi.
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Cze 13, 2009 11:12   

Ruski Solaris faktycznie lepszy.

Dobra fantastyka jest też w "Dark City".
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
licho

Dołączył: 08 Paź 2008
Posty: 52
Wysłany: Sob Cze 13, 2009 18:41   

Mniej poważnie, niemniej mocno i niszowo jak lubimy: " Marco P. i złodzieje rowerów". Do wątku o rowerach tak naprawdę ;) tvp kultura zarejestrowało.
_________________
licho nie śpi.
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Śro Cze 17, 2009 14:25   

Właśnie obejrzałem sobie jedną z ekranizacji książek Farleya Mowata - "The Snow Walker" z udziałem urodziwej Annabelli Piugattuk :)
Północna Kanada, trudne warunki i różne sposoby, żeby sobie w nich poradzić - to na tym filmie zobaczymy
jedzenie surowego mięsa też ma miejsce ;)
inna ekranizacja to "Never cry wolf"- pokazana jest tam depopulacja caribou, wilków, no i samych Innuitów
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Cze 18, 2009 19:20   

Hannibal napisał/a:
inna ekranizacja to "Never cry wolf"- pokazana jest tam depopulacja caribou, wilków, no i samych Innuitów

właśnie ją oglądam
jest taka pouczająca scenka, kiedy główny bohater rozmawia z pewnym Inuitem, który powiedział:
"I met a girl in a bar, and she wanted me to buy her drinks, so I bought her some.
And then after a while, she wanted to come home with me.
But I made a mistake. I smiled at her.
That's what happens when a meat eater becomes a sugar eater."
gdy się uśmiechnął to ukazały się jego duże brak w uzębieniu
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Pon Cze 22, 2009 22:21   

Może ktoś z Was pamieta taki serial ("leciał" już bardzo dawno ) o malarzu ,który spalił swoje obrazy -tylko to mi utkwiło w pamięci .Pamiętam,że bardzo mi się podobał.
Malodii z niego chyba nigdy nie zapomnę,ale tytuł mi jakoś uleciał .
Z chęcią bym sobie go obejrzała,ale nie wiem,jak go znaleźć,bo nie znam właśnie tytułu .
 
     
sherpa 

Dołączył: 03 Cze 2009
Posty: 35
Wysłany: Wto Cze 23, 2009 09:45   

Może chodzi o ten?
http://www.filmweb.pl/f11...a+Mistrala,1984
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Wto Cze 23, 2009 12:06   

sherpa napisał/a:
Może chodzi o ten?
http://www.filmweb.pl/f11...a+Mistrala,1984


TAK! Chodzi mi o ten serial :) Znałam go pod tytułem "Dziedzictwo miłości" .
Znalazłam nawet muzykę :)
http://www.youtube.com/watch?v=Y8_fumP9nRE
-już tyle lat siedzi mi ona w głowie :)
Ponadto oglądałam go jako dziecko ,tych rudych piękności nie pamietam nawet :) ,pamiętałam tylko tego malarza i tę scenę jak palił obrazy (dokładnie nie wiem jak to było,bo to kupe lat temu ) ,jak będzie ten serial do ściągnięcia,to go ściągnę -chcę go obejrzeć i zobaczyć jakie teraz wywrze na mnie wrażenie :)
Dzięki! :)
 
     
Magdalinha 

Pomogła: 22 razy
Dołączyła: 16 Paź 2008
Posty: 879
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Cze 23, 2009 18:19   

Od siebie mogę polecić kilka filmów w paru gatunkach:

Z komedii:
„Święci z Bostonu” – komedia o dwójce zwariowanych braci Irlandczyków, którzy na własną rękę prowadzą wojnę z mafią; mnóstwo strzelanek ale jaki humor w wykonaniu Willema Dafoe :D
„Armia ciemności” – kapitalny, stary komediohorror (kontynuacja „Martwego zła”), z rozbudowanym humorem sytuacyjnym
„Dama za burtą” – urocza komedia z Goldie Hawn (Kurt Russell jest tu taaki męski )
„Tootsie” – Dustin Hoffman rewelacyjnie gra kobietę; zabawny filmik

Z dramatów, obyczajowych:
„Sex, kłamstwa i kasety video” – jeden z najlepszych filmów o relacjach damsko-męskich
„Biały pałac” – Susan Sarandon zmysłowo romansuje z młodszym o 20lat Jamesem Spaderem;
„Księga Diny” o małej dziewczynce, która przeżywa w dzieciństwie ogromną traumę, wskutek której dziczeje, po czym wyrasta na atrakcyjną i zaborczą kobietę o b silnej osobowości i niezwykłym darze… Film pełen magii w scenerii surowego skandynawskiego krajobrazu
„Człowiek z ziemi” opowiada o niezwykłej historii pewnego człowieka … ciekawy pomysł z filozoficzną otoczką
„Interstate 60” – filozoficznie i zabawnie o życiu – ale to jest amerykańska komedia więc można zobaczyć; Gary Oldman świetnie zagrał przewrotnego chochlika spełniającego życzenia
Polecam 2 filmy Bergmana, które wbrew pozorom nie są ciężkie:
„Siódma pieczęć” filozoficzny o życiu i śmierci; jest tu oryginalny motyw gry Rycerza z Śmiercią w szachy; tu ponure motywy przeplatają się z zabawnymi;
„Lekcja miłości” ironicznie o stadle małżeńskim

Z sci-fi:
Nieśmiertelny „Łowca androidów” z H. Fordem – o wyścigu z czasem, niemożliwej miłości, ulotnośći; porywający Rutger Hauer jako android
2 ruskie filmy: „Nocna straż” i „Dzienna straż” – niesztampowo i trochę w stylu Bułhakowa przedstawiona walka sił dobra i zła; efekty specjalne, których my Polacy możemy tylko pozazdrościć ech..; sporo oryginalnych motywów, których nie ma w zachodnich filmach fantastycznych - polecam
„Pozwól mi wejść” – b dobry film o wampirach – skandynawskie podejście do tematu na serio; dający do myślenia
Odradzam oglądanie filmu „Stalker” Tarkowskiego – ciężki pseudofilozoficzny 3-godzinny gniot o … nie wiem o czym; tylko zdjęcia są wielkim atutem tego filmu

Generalnie większość filmów powyżej to starocie – są dla mnie po prostu ciekawsze od obecnych filmów.
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Wto Cze 23, 2009 19:00   

Ja dziś obejrzałam sobie dwa świetne filmy.
Pierwszy to ; http://www.filmweb.pl/f36...zebaczenia,2007
Drugi ; http://www.filmweb.pl/f42...amie,2008/opisy
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Śro Cze 24, 2009 08:01   

Wczoraj oglądałam jeszcze jeden film.Zaliczam go do tych najlepszych,jakie oglądałam.
Film oparty na faktach,gorąco polecam wszystkim;
http://www.filmweb.pl/f293878/Oszukana,2008
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Śro Cze 24, 2009 13:26   

Zgadza się, "Oszukana", to jeden z najlepszych filmów Eastwooda. Jeszcze dodać do tego "Grand Torino" i "Mystic River". W ogóle bardzo lubię Eastwooda...

Marishka

P.S. W "Oszukanej" niesamowicie jest pokazane, jak zupełnie normalnej kobiecie wmawia się chorobę psychiczną. Rozwaliło mnie to, bo było BARDZO realistycznie przedstawione...
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Śro Cze 24, 2009 15:08   

M i T napisał/a:

P.S. W "Oszukanej" niesamowicie jest pokazane, jak zupełnie normalnej kobiecie wmawia się chorobę psychiczną. Rozwaliło mnie to, bo było BARDZO realistycznie przedstawione...

Ja się tak denerwowałam,gdy oglądałam ten film,jabym tam sama była.
To co napisałaś mnie oburzało,cała postawa policji ,to jak działali,ale na szczęście zawsze się znajdą ludzie,ktorzy nie pozwolą sobie wejść na głowę .
Ostatnio zmieniony przez Iga Sob Cze 27, 2009 11:53, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pią Cze 26, 2009 17:27   

Naszło mnie na Boyle'a. Danny zaczyna robić mierne kino, czego dowodem jest "Slumdog.."
Czas sobie przypomnieć:

Legendarny już Szkocki Sracz :)

http://www.youtube.com/watch?v=1XrvpEIiC1w (mat. zablokowany)

I Begbiego:

http://www.youtube.com/watch?v=yx5wj2w68CA (mat. zablokowany)

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Czw Lut 03, 2011 18:01, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pią Cze 26, 2009 20:37   

edycja
Ostatnio zmieniony przez M i T Wto Wrz 14, 2010 17:54, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zbiggy 
Genotypowy Troll


Pomógł: 28 razy
Dołączył: 11 Paź 2008
Posty: 1273
Wysłany: Pią Cze 26, 2009 23:21   

Iga napisał/a:

Miałam nadzieję,że ...


no dałaś tu do pieca, jeżeli możesz to wyedytuj i wykasuj to ostatnie zdanie! (spoiler)
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Sob Cze 27, 2009 06:07   

zbiggy napisał/a:
Iga napisał/a:

Miałam nadzieję,że ...


no dałaś tu do pieca, jeżeli możesz to wyedytuj i wykasuj to ostatnie zdanie! (spoiler)

No proszę.Skoro tak Ci zależy na mojej "reputacji" ,że aż posunąłeś się do tego,że radzisz mi wykasować do zdanie ,to nie rozumiem dlaczego tak to zaznaczasz publicznie.Trzeba bylo "walnąc" na priv ,albo sprawę przemilczeć,a Ty wprost przeciwnie. Upubliczniasz,że "dałam do pieca",radzisz kasować,niby po co? skoro już wszyscy o tym wiedzą,bo to Ty zwróciłeś wszystkim na to uwagę.
To tak jakby dziecko,które już doskonale umie chodzic ,nagle zawadziło o korzen i się przewróciło.Rodzic krzyczy:"no dałes/łas do pieca,podnoś się szybko żeby nikt nie zauwazył!!!",a tymczasem wzrok wszystkich ludzi skierowany jest na lezące dziecko.
Gdyby rodzicowi tak bardzo zależało,żeby nikt nie zauwazyl upadku dziecka,to podszedł by do dziecka i szybciutko pomógłby mu wstać.Wtedy zapewne nikt lub mniejsza część osob by zauwazyła ten upadek.

Każdy ma prawo do błędów,nikt idealnym człowiekiem nie jest.Ważne jest to,aby nie bać się swoich błędów-błąd jest czymś zupełnie naturalnym.

Matka tego chłopca również nigdy go nie przestała szukać.Czy jej również byś powiedział ,że dała do pieca? -pytanie retoryczne.
 
     
zbiggy 
Genotypowy Troll


Pomógł: 28 razy
Dołączył: 11 Paź 2008
Posty: 1273
Wysłany: Sob Cze 27, 2009 08:16   

Iga napisał/a:
zbiggy napisał/a:
Iga napisał/a:

Miałam nadzieję,że ...


no dałaś tu do pieca, jeżeli możesz to wyedytuj i wykasuj to ostatnie zdanie! (spoiler)

No proszę.Skoro tak Ci zależy na mojej "reputacji" ,że aż posunąłeś się do tego,że radzisz mi wykasować do zdanie ,to nie rozumiem dlaczego tak to zaznaczasz publicznie.Trzeba bylo "walnąc" na priv ,albo sprawę przemilczeć,a Ty wprost przeciwnie. Upubliczniasz,że "dałam do pieca",radzisz kasować,niby po co? skoro już wszyscy o tym wiedzą,bo to Ty zwróciłeś wszystkim na to uwagę.
To tak jakby dziecko,które już doskonale umie chodzic ,nagle zawadziło o korzen i się przewróciło.Rodzic krzyczy:"no dałes/łas do pieca,podnoś się szybko żeby nikt nie zauwazył!!!",a tymczasem wzrok wszystkich ludzi skierowany jest na lezące dziecko.
Gdyby rodzicowi tak bardzo zależało,żeby nikt nie zauwazyl upadku dziecka,to podszedł by do dziecka i szybciutko pomógłby mu wstać.Wtedy zapewne nikt lub mniejsza część osob by zauwazyła ten upadek.

Każdy ma prawo do błędów,nikt idealnym człowiekiem nie jest.Ważne jest to,aby nie bać się swoich błędów-błąd jest czymś zupełnie naturalnym.

Matka tego chłopca również nigdy go nie przestała szukać.Czy jej również byś powiedział ,że dała do pieca? -pytanie retoryczne.


Przepraszam Cię,
ja bym to nazwał "overreacting" z Twojej strony.

W moim pojęciu to drobiazg, nie jest to Twój ostateczny upadek Igo! :)
Spokojnie możesz mieć inne zdanie, tzn. że ja nie mam racji.

Ale skąd przekonanie że wszyscy oglądają takie dyskusje i coś im z tego w głowach zostaje? Przeczyta taki jeden z drugim "dałaś to pieca" (to nie jest wyzwisko!) nawet nie będzie wnikał o co chodziło i zapomni po przeskoczeniu do następnego wątku, dopiero takie tyrady jak Twoja gromadzą większą oglądalność, bo ludzie przychodzą z popcornem w nadziei na wirtualne mordobicie :)
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Cze 27, 2009 08:27   

A ja sobie kolejny raz obejrzałem Wielki Błękit.
Pierwszy raz go widziałem jak byłem dzieckiem i zrobił na mnie wtedy wrażenie.
Teraz też mi się podobał - lubię oglądać ludzi z taką wielką pasją, jak bohaterowie Jacquest i Enzo
no i muzyka Erica Serry wyśmienita :)
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Cze 27, 2009 11:24   

Coś takiego nazywa się "spoiler" i na niektórych forach masz za to bana 8/ (niektórzy nie mają przyjemności z oglądania filmu znając wcześniej zakończenie). :faint:
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Sob Cze 27, 2009 11:29   

No tak .Teraz widzę swój błąd.Nie przebywam na forach filmowych i dlatego nie wiedziałam nic o czymś takim.Mogłam faktycznie pomyśleć,ale akurat się tak złożyło,że "rozmawiałam" z Marishką,która oglądała ten film.
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Sob Cze 27, 2009 11:52   

Zbiggy miałeś rację,że zwróciłeś mi uwagę,ale z drugiej strony jednak,trzeba było to zrobić na priv ,ponieważ ja nie wiedziałam zupełnie,że to "coś" kryje się pod nazwą "spoiler" i wątpię,że kazdy to wie.
Poza tym napisałam tak zupełnie mimowolnie,bo czasem ja lubię wiedzieć jak się potoczą losy bohaterów,zwłaszcza kiedy ogladam film i się przejmuję tym, co się na nim dzieje.
"Męczę" niekiedy swojego Męża,żeby mi zdradził to,co się stanie ,bo po prostu nie mogę wytrzymać :)
Fajnie ,że teraz wiem co to jest ten spoiler :)
Zdanie wykasowałam :) Ale pomimo tego ,że ktoś już może wiedzieć "coś nie coś" ,to film i tak jest bardzo,bardzo ciekawy,ponieważ nie tylko "TO" było w nim istotne.Wiele rzeczy w nim ukazanych są warte obejrzenia .

Poza tym film jest na faktach.Ludzie niektórzy wiedzą,jak się zakończyła ta historia,ale pewnie pomimo tego z chęcią obejrzeli ten film.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Cze 27, 2009 12:24   

Mistrz chyba szykuje się do kolejnej romantycznej perełki z ciekawą obsadą (ale tym razem bez jego ulubionej Scarlett???):

Cytat:

Woody Allen kręci Paryż
(Megafon.pl/screen music, KL/27 czerwca 2009 09:05)

Kolejny film Woody'ego Allena powstanie w Paryżu.

Obecnie nowojorski reżyser przygotowuje się do zdjęć do kolejnego filmu. Powstaną one w Londynie. Następnie artysta planuje przenieść się do stolicy Francji. O zamiarach twórcy powiadomili producenci z hiszpańskiego studia Mediapro.

Firma podpisała bowiem kontrakt z Woodym Allenem na trzy obrazy. Pierwszy, "Vicky Cristina Barcelona", już powstał. Teraz reżyser pracuje nad filmem z udziałem Naomi Watts, Josha Brolina, Anthony'ego Hopkinsa i Antonio Banderasa. W Paryżu kręcić będzie romantyczny film.

Szczegóły projektu nie są jeszcze znane. Wiadomo jedynie, iż zdjęcia powstaną w 2010 roku i będą kręcone w stolicy Francji. - Woody Allen pisze obecnie scenariusz. Jak na razie nie otrzymaliśmy od niego żadnych informacji na temat obsady, czy tytułu - oświadczył Javier Mendez z Mediapro.

W kwietniu mogliśmy podziwiać wspomniany obraz "Vicky Cristina Barcelona" w reżyserii Allena.


http://film.onet.pl/0,0,1998070,wiadomosci.html

Marishka
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Sob Cze 27, 2009 19:38   

Jestem po lekturze filmu "Co się wydarzyło w Madison County" -ten film (chyba) powinien obejrzeć każdy :x
Dziś jeszcze planuję Doubt -ciekawa jestem czy dobry...
Ostatnio zmieniony przez Iga Nie Cze 28, 2009 21:06, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Nie Cze 28, 2009 21:05   

Oglądałam ten film "Doubt" -wkurzyła mnie Meryl Streep :evil: Była okropna jako siostra zakonna :evil:
BTW.Rolę zagrała znakomicie.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Wto Lip 14, 2009 16:26   

Cytat:
Ależ szykuje się uczta dla wymagającego widza (przynajmniej tak mi się wydaje na podstawie zwiastunu i tej recenzji):

http://film.onet.pl/18573,86121,recenzje.html


ANTYCHRYST - arcydzieło von Triera! Pierwsze czarno-białe ujęcia w zwolnionym tempie istnie Bergmanowskie. Potem już tylko duch Tarkowskiego unosił się nad filmem (szczególnie skojarzyło mi się ze "Zwierciadłem"). Oczywiście w napisach końcowych dedykacja dla Mistrza rosyjskiego filmowego surrealizmu.

Ale realizm "Antychrysta" był wręcz zabójczy. Psychologicznie wysmakowany, bezbłędnie zagrany, szarpie nerwami. Wyszliśmy z Tomkiem z kina psychicznie wymiętoleni, interpretując film na wiele róznych sposobów.

Film daje też dużo do myślenia na temat stanu współczesnej psychologii (jeden z dwóch głównych bohaterów jest właśnie psychologiem, wygląda mi na wyznawcę terapii behawioralno-poznawczej), oderwania jej od psychologii głębi. Dużo możnaby pisać, może przy okazji, bo akurat brak mi czasu.

Proszę się nie sugerować kontrowersjami wokół filmu i etykietkami, że to niby "pornografia" czy "propaganda satanizmu". Ten, kto obejrzy "Antychrysta" będzie wiedział, jak bardzo nie na miejscu są takie "oPISy". Film trudny i wymagający zwiększonej pracy szarych komórek i wytrzymałości psychicznej. Klimat jak w wysmakowanym horrorze, kolorystyka też. Mnie "rozwaliły" już pierwsze ujęcia - lepiej nie można było tego sfilmować...

No i oczywiście wielki zacunek dla aktorów za TAKĄ naturalną, emocjonalną, trudną grę!!!

Marishka

P.S. Może Tomek znajdzie chwilkę czasu i dopisze trochę więcej.
 
     
Magdalinha 

Pomogła: 22 razy
Dołączyła: 16 Paź 2008
Posty: 879
Skąd: Warszawa
Wysłany: Śro Lip 15, 2009 00:52   

Początkowo chciałam obejrzeć "Antychrysta" ale gdy się dowiedziałam jak bardzo ma drastyczne sceny, jak np wycinanie nożyczkami łechtaczki, to odpuściłam sobie. To jest dla mnie zbyt mocne, taką Piłę 1 ledwo przebrnęłam.
Szkoda, że von Trier był tak dosadny w zobrazowaniu tych okropieństw bo niewątpliwie warstwa psychologiczna jest godna uwagi.
Wolę horrory w starym stylu, gdzie nie ma tak popapranych akcji i pomysłów wyciąganych z najgłębszych i najciemniejszych mroków chorego umysłu. Wystarczy mi wiedza z historii o tym na co ludzi stać...
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Śro Lip 15, 2009 01:13   

edycja: "Antychryst" VonTriera, nie każe do siebie wracać.

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Czw Lut 03, 2011 18:03, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Sie 02, 2009 17:02   

Magdalinha, przebrnęłaś?

Tomek
 
     
Magdalinha 

Pomogła: 22 razy
Dołączyła: 16 Paź 2008
Posty: 879
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Sie 03, 2009 15:19   

MiT napisał/a:

Magdalinha, przebrnęłaś?

Tomek, ostatnio nie oglądam filmów, a ten rarytasik to zostawiam sobie na specjalna okazję
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pon Sie 03, 2009 18:20   

Niemiecki "Obcy we mnie" (Fremde in mir) w reż. Emily Atef - MIAŻDŻY!!!

Taka psychologiczna perełka, że nie wiem, jak to ubrać w słowa. Film nie jest "dobrystyczny", jest do bólu realistyczny i prawdziwy. Szczególnie polecałabym go tym, którzy jeszcze nie są rodzicami. Nie, nie chodzi mi o to, że film "odstrasza" od rodzicielstwa, bo wcale tak nie jest.

Jak się pozbieramy to napiszemy z Tomkiem coś więcej na ten temat...

Marishka
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Wto Sie 04, 2009 17:27   

Wywiad z Emily Atef, reżyserem "Obcego we mnie":

http://film.onet.pl/F,171...96,artykul.html

I recenzja:

http://film.onet.pl/F,171...00,artykul.html

Marishka


P.S. Generalnie kino niemieckie w ostatnich latach zaskakuje psychologiczną głębią. Prócz wymienionego wyżej "Obcego we mnie" godne polecenia są również takie perełki jak "Requiem" (2006), "Życie na podsłuchu" (2006) oraz "Fala" (2008).

Do tego prawie wszystko Michaela Haneke (szczególnie obydwie wersje "Funny Games", "Pianistka" oraz najnowsza "Biała wstażka", której jeszcze nie widziałam, ale wyczuwam, że będzie znakomita).
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Sie 25, 2009 16:26   

DYSTRYKT 9 :shoot: to jest to co się bardzo rzadko w obecnym zalewie sajęsfajansowej tandety zdarza. Bardzo wizjonerski i realistyczny film. Nietypowy temat, podejście, coś nowego, stylizacja na dokument, świetna przekonująca gra jakiś nieznanych aktorów. Jedynie imo nieco za dużo sieki, ale takie już te filmy w epoce przeludnienia są, muszą robić kasę, plankton chce igrzysk.

Błąd, że wieczorem sobie oglądnąłem, bo potem spać z wrażenia nie mogłem. 8/ Od czasu MITowego Solarisa wreszcie coś z gatunku sf co porusza i trafia w moje gusta.

Btw obcy wiedzą co dobre, zajadali surowiznę, głowiznę jagnięcą/cielęcą. ;-) W sumie potem też i mięso z puszek dla kotów no ale to już z braku laku. 8/

Film powstał jako rozwinięcie krótkometrażowego 6 minutowego "Alive in Joburg" Blomkampa. >> http://video.google.com/v...812222812358837
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
are

Pomógł: 1 raz
Dołączył: 06 Mar 2005
Posty: 744
Wysłany: Czw Sie 27, 2009 01:47   

Miasto gniewu / Crash (2004)

Rewelacyjny i genialny film. Pokazuje, że na świecie tak naprawde nie istnieja zadne problemy, oprycz tych, które sami sobie i innym stwarzamy przez własną głupote. Pomaga w rozwoju osobistym i duchowym w jego wczesnych stadiach - zrozumienie tej kwestii jest na tym etapie b. ważne.

http://miasto.gniewu.filmweb.pl/



 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pią Wrz 04, 2009 17:19   

edycja
Ostatnio zmieniony przez M i T Wto Wrz 14, 2010 17:57, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
are

Pomógł: 1 raz
Dołączył: 06 Mar 2005
Posty: 744
Wysłany: Śro Wrz 09, 2009 22:30   

Waldek B napisał/a:
DYSTRYKT 9 :shoot: to jest to co się bardzo rzadko w obecnym zalewie sajęsfajansowej tandety zdarza. Bardzo wizjonerski i realistyczny film. Nietypowy temat, podejście, coś nowego, stylizacja na dokument, świetna przekonująca gra jakiś nieznanych aktorów. Jedynie imo nieco za dużo sieki, ale takie już te filmy w epoce przeludnienia są, muszą robić kasę, plankton chce igrzysk.


Swietne wyniki finansowe filmu wskazuja, ze sequel będzie na pewno. Wczesnie juz o tym niesmialo mowili, ale teraz to pewnik:

http://www.kinomaniak.pl/film/1513/dystrykt_9

    Budżet filmu "Dystrykt 9": $30,000,000
    Przychody z biletów w USA: $103,388,712
    Przychody z biletów poza USA: $14,336,708
    Suma przychodów z biletów na całym świecie: $117,725,420
 
     
amii 


Wiek: 35
Dołączyła: 26 Cze 2009
Posty: 14
Skąd: Łódź
Wysłany: Pią Wrz 11, 2009 12:59   

Oglądałam pare dni temu film niemiecki pt. Experiment był to eksperyment w, którym ludzie grali więźniów i strażników. Film trzymający w napięciu i naprawdę ciekawy zwłaszcza z psychologicznego punktu widzenia.
_________________
Pkt. 6
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6868
Wysłany: Pią Wrz 11, 2009 13:20   

Filmu nie widziałem, ale musiał być nakręcony na podstawie prawdziwych eksperymentów prowadzonych przez psychologów w latach siedemdziesiątych. To niesamowite, że w ciągu kilkunastu dni obie grupy wciągały się dokładnie w swoje role. Dochodziło do łamania osobowości, buntu i zażegnania go siłą z użyciem gaśnic p.poż, a nawet paranicznej obawy "strażników", że zwolnieni "więźniowie" na wolności planują odbicie współtowarzyszy. Do tego stopnia wciągnęli się w realizm, że zarazili obawą prowadzących ekperyment psychologów i wspólnie prosili naczelnika prawdziwego więzienia, żeby pozwolił przechować w prawdziwym więzieniu ich "więźniów".
JW
 
     
grizzly
[Usunięty]

Wysłany: Pią Wrz 11, 2009 14:59   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Filmu nie widziałem, ale musiał być nakręcony na podstawie prawdziwych eksperymentów prowadzonych przez psychologów w latach siedemdziesiątych. To niesamowite, że w ciągu kilkunastu dni obie grupy wciągały się dokładnie w swoje role. Dochodziło do łamania osobowości, buntu i zażegnania go siłą z użyciem gaśnic p.poż, a nawet paranicznej obawy "strażników", że zwolnieni "więźniowie" na wolności planują odbicie współtowarzyszy. Do tego stopnia wciągnęli się w realizm, że zarazili obawą prowadzących ekperyment psychologów i wspólnie prosili naczelnika prawdziwego więzienia, żeby pozwolił przechować w prawdziwym więzieniu ich "więźniów".
JW


Panie Witoldzie, ale przyzna pan, ze dzieki tej wspanialej wlasciwosci
"ludzkiego umyslu" gry komputerowe sa "lepsze od sexu"!!! :what: :hah: :hihi:

BTW
Mam na mysli interakcje z "niezbyt starymi ale juz nie mlodymi" samiczkami! :shock: :hihi:
Tak, tak ..... poziom "feromonu" u takich "opalikow"
jest na poziomie "szczerosci politykow" ! :what: :hah: :hihi:
.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pią Wrz 11, 2009 15:29   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Filmu nie widziałem, ale musiał być nakręcony na podstawie prawdziwych eksperymentów prowadzonych przez psychologów w latach siedemdziesiątych.


Film oparty na powieści Mario Giordano "Black Box", a ta z kolei opiera się ewidentnie na eksperymencie Zimbardo. Jak się czytało "Efekt Lucyfera", to można sobie porównać film do prawdziwego eksperymentu. Dużo podobnych szczególików. Ciekawe, bo ponoć Zimbardo dopiero w "Efekcie" ujawnił wszystkie szczegóły dt. eksperymentu. A film powstał parę lat wcześniej.

Witold Jarmolowicz napisał/a:
To niesamowite, że w ciągu kilkunastu dni obie grupy wciągały się dokładnie w swoje role.


Tak naprawdę wystarczył jeden dzień. Na trzeci dzień już była "masakra"...

Marishka
 
     
grizzly
[Usunięty]

Wysłany: Pią Wrz 11, 2009 15:58   

M i T napisał/a:

Tak naprawdę wystarczył jeden dzień. Na trzeci dzień już była "masakra"...

Marishka

No i znowu "te aluzje" do .... 8-)

BTW
Czy znacie to z "autopsji" ? :shock: :hihi:
.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pią Wrz 11, 2009 16:09   

grizzly napisał/a:
Czy znacie to z "autopsji" ?


Tak, "Efekt Lucyfera" Zimbardo znam z autopsji ponieważ właśnie kończę czytać tę pasjonująca lekturę. :)

Marishka
 
     
Magdalinha 

Pomogła: 22 razy
Dołączyła: 16 Paź 2008
Posty: 879
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Wrz 20, 2009 01:41   

Obejrzałam "District 9" - ciekawy filmik sci-fi ale szczerze, to spodziewałam się większej rewelacji. Soundtrack jest świetny - ciągle go słucham.

Z nie hollywodzkiego sci-fi dobry jest japoński "Casshern" z 2004r. Nie jest to manga ale podrasowany komputerowo to i owszem.

Specyficzny jest "Immortal" również z 2004r. - świetna wizualnie ekranizacja komiksu Enki Bilala. Jest to film bardziej fantasy, mający swoisty klimacik z poetyckimi wtrętami.

P.S. Znajomi polecili mi norweski komediohorror "Dead Snow" - ponoć jest w stylu "Dead Evil".
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pon Wrz 21, 2009 19:28   

Magdalinha, "Dead Snow" wymaga sporego przymrużenia oczu w trakcie seansu


Norwedzy faktycznie zainspirowali się trylogią Raimiego - zwłaszcza drugą i trzecią częścią - ale także wprowadzili kilka własnych szalonych pomysłów (np. scena siekania nazi-zombich z przypominającym tyrolski wesoły pop kawałkiem w tle)
Film jest głupi jak but z lewej nogi, ale w ramach nadrobienia zaległości w branży gore na wesoło, sprawdza się znakomicie, bo reżyser robi sobie niezobowiązujące jaja z konwencji, kpi już nawet z kpiny (zombiak-faszysta, a dokładnie jego jelita służą jako lina ratunkowa nad przepaścią) i zalewa jatkę siarczystym humorem.
Oczywiście historia, mimo swego banału, jest opowiedziana konkretnie i zgrabnie - z fajnym zakończeniem, KAPITALNYM POCZĄTKIEM i niezłym aktorstwem. Reasumując, grupa norweskiej młodzieży wybiera się do chatki w górach. Jest zimowo i wesoło. Nad górami niesie się echo debilnych rozmów między młodziakami, a w pobliżu budzą się .... co to w ogólee jest ?? :-D
Jak lubisz ociekające keczupem i czerwoną wodą gore-komedie na kształt "Evil Dead" i to w wydaniu europejskim, będziesz zadowolona. Jest głupio, oryginalnie, mamy nazi-zombie, flaki i ucięte głowy, miażdżone penisy, bebechy wylewają się z jamy brzusznej, a młodzież spółkuje w drewnianym klopie na mrozie :)
Wolę m.in. taki odpoczynek od kina ambitniejszego, niż idiotyczne bzdety z Kuną, Dorocińskim (jak ja nie znoszę takich mamincycowatych lalusiów!) czy jakąś tlenioną córką producenta sitcomów.
A jak się nie lubi gore i slasherów, jak się nie trawi Monty Pythona czy fajowych kreskówek, to zawsze można sięgnąć do klasyki i po raz n-ty oglądać Petera Sellersa rozwalającego snobistyczne przyjęcie czy duńskich pogromców sejfów Franza Jaeggera z Berlina :)

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 16:27, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pią Paź 02, 2009 20:40   

"Janosik. Historia prawdziwie spier...a."

Agnieszka Holland, reżyserka uznana, wraz z córą, nakręciła najgorszy film w swej karierze i jeden z najgorszych tego roku!
Poniosła sromotną klęskę, babrząc fizycznie fajnego (edycja: Janosik nie może mieć gładego lica. To góral i zbójnik: na pewno brudny, zeszpecony, odrażający) Janosika w kiczu, chaosie i partactwie realizatorskim. Spodziewałem się po tej polsko-słowackiej koprodukcji czegoś przyzwoitego, a otrzymałem 140 minutowy gniot, w którym sympatyczny, przystojny Słowak, miał zagrać harnasia, ukazując spragnionemu widzowi - jak głosi tytuł - prawdziwe dzieje. Swoją drogą, co to za trYnd z "prawdziwymi historiami"? "Czerwony Kapturek:Prawdziwa historia", "7 krasnoludków:prawdziwa historia", "7 krasnali: historia jeszcze bardziej prawdziwa", "Prawdziwa historia Kota w Butach", to tylko niektóre przykłady z ostatnich lat.
A teraz Holland zabrała się za zbójców-górali i stworzyła opowieść o konstrukcji rozsypanych puzzli. Wątki biegają jak oszalałe, nic z niczym się nie wiąże. Trochę przypomina to "Drakulę" Coppoli, ale jeszcze nie zgłupiałem, by dać się ponieść stanowczej analogii, bo Francis z premedytacją obrał formę teledyskową, wtedy bardzo oryginalną, a i zadbał o jakąś tam spójność.
W "Janosiku" brak spójności w ogóle. Mało tego, o prawdziwej tandecie świadczą również:

- brak choćby stylizacji góralskiego języka. Postacie mówią czystą polszczyzną. U Passendorfera gwara była, a tu język jak z filmu o projektantach mody.

- brak początku, kulminacji, jakiejkolwiek intrygi. Zero napięcia, raczej zbiór nie związanych ze sobą clipów i to nieudacznie nakręconych. Kompozycji i treści nie stwierdziłem.

- drewniane aktorstwo. Juraj nie jest Jurajem. Juraj tkwi na ekranie, kopuluje, liczy kiecki dziewczęciu, flirtuje, coś tam syczy nawet w pewnym momencie jak rozwścieczona kotka, biega wkurzony za Huncagą niczym rozsierdzone dziecko, któremu piaskownicowy koleś zajumał grabki i wiaderko. Biega też jak Robin Hood szybko po lesie, zacięte oczy, gotowość do walki i hyc na dorożkę przejeżdżającego urzędasa.
Juraj się uśmiecha, ciągle szczerzy zęby, strzela celniej niż ówczesna broń na to zezwala, na dodatek z pozycji siedząco-odpoczywającej. Wszystko to jest na poziomie telewizyjnym, serialowym. Nie żałowaliśmy z Marishką Janosika, gdy nadziewano go na hak, ponieważ Holland użyła kukły bez charakteru, stworzyła kolejną rolę-pomnik, zupełnie jak Wajda w "Katyniu", gdzie mimo parszywej sytuacji, wszyscy byli święci, szlachetni, nieskalani, pomnikowi - żadna "k.u.r.w.a" nie poleciała z ekranu. Aktorstwo całej reszty - no comments. Sprawa jest prosta - to nie wina aktorów, mogli zagrać na poziomie, to wina Holland i córy, które nie tchnęły w nich życia. Jedyna sytuacja, kiedy się ocknąłem, to strzał Huncagi, którym uśmiercił klechę, ale co to za pociecha. :faint:

- gdzieniegdzie w tym żenującym spektaklu, można natknąć się na niezłe "odjazdy", tzn haluny Juraja albo reżyserek, sam nie wiem do końca. Spróbujcie na trzeźwo przez to przebrnąć. Przyłazi jak Chrystus po wodzie do Janosika jakaś Matka Boska wyglądająca jak szałowa babka, coś tam bełkoczą do siebie, albo latający Juraj :-D Sami zobaczcie. Fruuuuu w przepaść i leci jak Superman poprzez góry swe ukochane. No to jeszcze oniryczna kąpiel w towarzystwie pięknych kobiecych ciał w maskach na twarzach. Dziżas, co to za SHIT!!!! ??

- aktorzy drugiego planu, co jest nagminne w polskim kinie, już prawie w ogóle nie starają się wczuć w rolę. Po prostu są, łażą, wpatrują się w coś jak zombie, ktoś ich przebrał za górali, juhasów, hajduków. Od Agnieszki Holland przynajmniej oczekuję filmu do jednorazowego, zaangażowanego seansu - bez wszystkich ułomności polskiego kina dla mas szerokich. Niestety, wszystkie one wystąpiły w głównych rolach i zagrały koncertowo, o czym świadczy dokumentne spieprzenie materiału i daremne wypieprzenie pieniędzy w błoto przez twórców.

Agnieszka Holland zapomniała jednak, by tchnąć życie i autentyczność w bohaterów i umieścić ich w zwartej, sensownej akcji, którą widzowie śledzić będą z wypiekami na twarzy. Powstał film właściwie nic nie mówiący, pusty w środku i płytki jak kałuża na asfalcie.

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 16:33, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pią Paź 09, 2009 20:14   

edycja
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 16:34, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Paź 10, 2009 17:42   

Chciałem tylko napisać - na razie - że prawdopodobnie w tym roku już nic nie przebije "District9". Takiej torpedy w kinie s/f nie było od czasu "Matrixa"!!
Muszę sobie to wszystko w głowie poukładać, by wyklikać bez chaosu co myślę.

Tomek
 
     
Magdalinha 

Pomogła: 22 razy
Dołączyła: 16 Paź 2008
Posty: 879
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Paź 10, 2009 19:06   

Ale co w "District 9" rewelacyjnego? Nie rozumiem zachwytów nad tym filmem. Oryginalne w nim motywy (jak na S-F):
- bardziej skomplikowane relacje ludzkie i ogólnie podkreślona "parszywość" natury ludzkiej,
- odwrócenie pozycji Ziemian i Obcych - tu to Ziemianie są niedobrymi a Obcy są ofiarami.
Co więcej? Żadnego przesłania ten film dla mnie nie ma, a w prawie każdym filmie czegoś tam się doszukam. Napiszcie mi proszę jakie przesłanie Wy dostrzegliście? Gdzie te wizjonerstwo? :shock:

Nie porównywałabym Districtu do Matrixa - ten pierwszy ma zero ukrytej treści, nie skłania do refleksji. Nie mówiąc o tym, że po 10 latach nawet nie dogania poziomu efektów specjalnych (co z tego, że niskobudżetówka - Ruscy dali radę zrobić, przy znacznie niższym budżecie, lepsze efekty specjalne w Dziennej i Nocnej Straży). Szybko zapomnę o tym filmie - po prostu przyzwoita rozrywka i tyle. Gdy oglądam Matrixa to za każdym razem dostrzegam inne motywy i treści.
Matrix rulez!
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Paź 10, 2009 19:23   

"District 9" nie ma ukrytej treści. Nie musi. Jest jak reportaż. Autentyczność i realizm bije z ekranu na lata świetlne, relacje pomiędzy ufokami a ludźmi są nakreślone mistrzowską dłonią. Obserwuję mknący jak pershing dramat sf, który nie ma żadnej litości dla widza-snoba, szukającego drugiego dna nawet w pustej puszce po konserwie lub w "Lodach na patyku". Nie ma tez taryf ulgowych dla kinowych purystów bluzgających na bluzganie - bo jest ostro, rynsztokowo, realistycznie, pomysłowo, fenomenalnie aktorsko. To jest debiut???????? !! To jest mistrzostwo świata!!

Tomek

ps: Magdalinha, ja nie porównuję, tylko napisałem "od czasu Matrixa".
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 16:36, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Magdalinha 

Pomogła: 22 razy
Dołączyła: 16 Paź 2008
Posty: 879
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Paź 10, 2009 20:25   

M i T napisał/a:
realistycznie, pomysłowo, fenomenalnie aktorsko
Hmm... konwencja reportażu nadaje pozorów realistyczności ale fabuła potem ją nakryła.
Aktorstwo było naprawdę przeciętne. Alieny lepiej wypadły aktorsko od Ziemian.
Pomysł był jeden dobry - odwrócenie schematu złych Obcych napadających na tę piękną planetę.
Pyszczki ufoków ciągle mi przypominały innych ufoków z historii kina. Wymieszali dolną część facjaty Predatora z górną częścią twarzy innego aliena - musiałabym sobie przypomnieć ten film. Głupie było jednak przedstawienie tych 2 inteligentnych ufoków jako dobre i pokrzywdzone istoty, którymi zazwyczaj byli ludzie w wcześniejszych kinowych spotkaniach z Obcymi. Natomiast reszta ufoków to prymitywne głupki w dużej masie - taka kosmiczna wersja ziemskiego mrowiska <- to takie nierealistyczne i zbyt mało oderwane od naszej planety.

Fabuła Districtu była nielogiczna i miała absurdy jak np moduł dowodzenia ukryty pod chatynką, którego ludzie mimo wytężonych poszukiwań nie mogli znaleźć albo inny motyw,że alieny dysponujące tak zaawansowaną technologią były w większości tak prymitywne.

Ja bym powiedziała, że to widzowie snobi obwołali District rewelacyjnym i wizjonerskim filmem - i nie potrafią wyszczególnić co w nim jest cudownego?

Dwa pierwsze Terminatory nie miały drugiego dna i były sensowniejsze i bardziej realistyczne od Districtu - zwyczajnie lepsze.

Wszystko byłoby dobrze gdybym oglądała ten film z zwykłym nastawieniem a nie podkręcona przez entuzjastyczne recenzje. Po prostu się rozczarowałam bo spodziewałam się czegoś naprawdę bardzo dobrego.
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Paź 10, 2009 21:43   

M i T napisał/a:
"District 9" nie ma ukrytej treści. Nie musi. Jest jak reportaż. Autentyczność i realizm bije z ekranu na lata świetlne...

...realistycznie, pomysłowo, fenomenalnie aktorsko. To jest debiut???????? !! To jest mistrzostwo świata!!


Podpisuję się wszystkimi czterema łapami pod tym.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Paź 10, 2009 22:07   

Magdalinha napisał/a:

Aktorstwo było naprawdę przeciętne. Alieny lepiej wypadły aktorsko od Ziemian.


Co ty gadasz? Aktorstwo było genialne. Nie mówiąc już o sprytnie doklejonych w film wywiadach z ludzmi (nie aktorami), którzy wypowiadali się nie o kosmitach, a o uchodzcach. Mistrzowski pomysł.

Cytat:
Pyszczki ufoków ciągle mi przypominały innych ufoków z historii kina. Wymieszali dolną część facjaty Predatora z górną częścią twarzy innego aliena - musiałabym sobie przypomnieć ten film.


Niczego nie mieszali, wzorowali się na owadach społecznych i krewetkach (stąd dodatkowe odnóża do czyszczenia pokarmu na tułowiu, predator ich nie miał ;-)

Cytat:
reszta ufoków to prymitywne głupki w dużej masie - taka kosmiczna wersja ziemskiego mrowiska <- to takie nierealistyczne i zbyt mało oderwane od naszej planety.


Taki był koncept, rój traci królową i mamy same robotnice. Całkiem fajny pomysł.

Cytat:
Fabuła Districtu była nielogiczna i miała absurdy jak np moduł dowodzenia ukryty pod chatynką, którego ludzie mimo wytężonych poszukiwań nie mogli znaleźć


Z tym modułem to fakt. Tu dali plamę.

Cytat:
albo inny motyw,że alieny dysponujące tak zaawansowaną technologią były w większości tak prymitywne.


Jeśli przyjmiemy, że kosmici mieli kasty, jak termity czy ludzie to dlaczego nie? Matrix 90/10. 8-) Gdyby na Marsie rozbił się statek ze śląskimi górnikami, Grzesiakiem albo kibicami jakiejś drużyny piłkarskiej to też by mogli uchodzić za absurdalnych prymitywów o zaawansowanej technologii. A pal licho górników! Ja ani nikt z mojej rodziny też nie potrafi zbudować telefonu komórkowego! :shock: Nie wiem też jak działa aparat cyfrowy. :-D Mogę bufonowato powiedzieć "10 megapiixel", ale tak naprawdę nie mam zielonego pojęcia jak to skonstruować. Nawet nie wiedziałbym od czego zacząć. 8/ Wyobrażacie sobie jak ląduję na obcej planecie z tym wszystkim, laptopem, photoshopem, zegarkiem, latarką, mp3 i jabłkiem GMO? Kosmici stojący np na etapie średniowiecza-renesansu by się szybko rozczarowali moją osobą z punktu widzenia techniki. "O tu naciskam to okrągłe, a tu się wkłada to czarne kwadratowe." ;-( :-| :hah:
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
VA 

Dołączyła: 04 Kwi 2009
Posty: 52
Wysłany: Nie Paź 11, 2009 00:21   

Waldek B napisał/a:
Taki był koncept, rój traci królową i mamy same robotnice. Całkiem fajny pomysł.
Czyżby inspiracja "Grą Endera" Scott'a? :) Mnie tam się bardzo podobało zarówno aktorstwo (zwłaszcza główny bohater - cudowna i świetnie oddana przemiana z początkowego urzędnika - "klapka z puszkiem" do niezłego wojaka :) ) jak i sam pomysł na para dokument.

Mocne, porządne kino.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Paź 11, 2009 00:33   

Waldek B napisał/a:
wzorowali się na owadach społecznych i krewetkach


Waldek, może Ty dobrze usłyszałeś, jakiego oni używali angielskiego określenia na to, bo na pewno nie było to "shrimp".

Marishka
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Nie Paź 11, 2009 00:41   

M i T napisał/a:

Waldek, może Ty dobrze usłyszałeś, jakiego oni używali angielskiego określenia na to, bo na pewno nie było to "shrimp".


moze "prawn" (fuuuuj)
filmu nie ogladalam
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Paź 11, 2009 00:48   

Dzięki, Flo, dokładnie o to chodziło! Akurat tego określenia nie spotkałam wcześniej. W Stanach to wsio było "shrimp". A w GB pewnie rozróżnia się bardziej?

Marishka
 
     
are

Pomógł: 1 raz
Dołączył: 06 Mar 2005
Posty: 744
Wysłany: Nie Paź 11, 2009 02:17   

Waldek B napisał/a:
Jeśli przyjmiemy, że kosmici mieli kasty, jak termity czy ludzie to dlaczego nie? Matrix 90/10. 8-)


Ja Matrixowi daje 1/10, za tandetę, płytkie nibyprzesłanie, zepsucie, za mocne filtry, chora psychicznie muzykę. Potem każda część już coraz gorsza, o żałosnej trzeciej lepiej nie pisać.
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Nie Paź 11, 2009 03:13   

M i T napisał/a:
Dzięki, Flo, dokładnie o to chodziło! Akurat tego określenia nie spotkałam wcześniej. W Stanach to wsio było "shrimp". A w GB pewnie rozróżnia się bardziej?

Marishka


nie jestem pewna tak do konca.
jak ja to rozumiem, to shrimp to sa te male (zupelnie juz niezjadliwe), a prawns to beda po amerykansku "jumbo shrimp"? biologicznie to sa chyba dwa oddzielne gatunki robactwa.
(btw, maja duzo cholesterolu)
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Paź 11, 2009 09:00   

are napisał/a:
Waldek B napisał/a:
Jeśli przyjmiemy, że kosmici mieli kasty, jak termity czy ludzie to dlaczego nie? Matrix 90/10. 8-)


Ja Matrixowi daje 1/10, za tandetę, płytkie nibyprzesłanie, zepsucie, za mocne filtry, chora psychicznie muzykę. Potem każda część już coraz gorsza, o żałosnej trzeciej lepiej nie pisać.


Ja miałem na myśli miśkową filozofię, a nie film Matrix. :what:
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Czw Paź 22, 2009 23:08   

Wczoraj oglądałam jak dla mnie świetny film z Clintem Eastwoodem "Gran Torino"
http://www.filmweb.pl/f476580/Gran+Torino,2008
Jesli ktoś lubi tego aktora,a jeszcze nie ogladał tego filmu,to polecam .
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Paź 23, 2009 18:18   

Całkiem niezły, choć trochę zbyt "czarnobiały" punkt widzenia przedstawia imo. Podobnie bardzo nie podobał mi się aktorsko-reżyserski pokrak Stuhra - "Pogoda na jutro". To dopiero potworny badziew był. Jeden z najgorszych polskich filmów hands down the worst movie of all times.

Natomiast aktorstwo i zakończenie w GT bardzo dobre.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
ashkar
[Usunięty]

Wysłany: Pią Paź 23, 2009 18:32   

Tak, Gran Torino jest wyjątkowy. No i może jakiś dziadek w końcu się odważy. U nas wprawdzie najwięcej odwagi mają też dziadki - przezywane Moherami, ale przydałoby się wiecej świadomych obywateli, wtedy byśmy mieli porządek obywatelski jak trza.

A platformę czym prędzej zatopić!
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Pią Paź 23, 2009 21:09   

ashkar napisał/a:
Tak, Gran Torino jest wyjątkowy.

To jest film,którego z pewnością obejrze ze dwa razy,a może nawet i trzy 8-)
W każdej dzielnicy większego miasta przydałby się taki dziadek :)
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Paź 24, 2009 19:40   

"Surogaci" z Willisem. Rewelacyjny wizjonerski pomysł. Realizacja zaskakująco badziewna.

Oglądając zrozumiałem jak się czuł Hannibal gdy zamówił dziczyznę, a przysłali mu chleby.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Paź 24, 2009 21:16   

Waldek B napisał/a:
Oglądając zrozumiałem jak się czuł Hannibal gdy zamówił dziczyznę, a przysłali mu chleby.

to były masła niepasteryzowane :)
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Sob Paź 31, 2009 00:54   

obejrzelim dzisiaj Gran Torino, i niestety 5/10
ladna historia, ale raczej slabiutko zagrany

ale potem bylo "burn after reading". nie wiem, jak to mozliwe, ze przegapilam ten film w kinie.
hands down, bracia coen w bardzo dobrej formie i Clooney / Brat Pitt / Malkovich - trio nie do pobicia, mistrzostwo swiata :shock:
8/10
Ostatnio zmieniony przez _flo Sob Paź 31, 2009 00:55, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
ashkar
[Usunięty]

Wysłany: Sob Paź 31, 2009 05:57   

_flo napisał/a:
obejrzelim dzisiaj Gran Torino, i niestety 5/10
ladna historia, ale raczej slabiutko zagrany


NIestety, trzeba jeszcze rozumieć przesłanie. A film jak Brudny Harry... to znaczy Eastwood, zawsze ten sam, taki sam, nudny do znudzenia. A jednak ten film to coś więcej. No ale to może nie każdy rozumie, nawet w USEJ, a co dopiero w Polszy ;) my dopiero hameryke robimy. Beda i Gran Torino.
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Sob Paź 31, 2009 14:31   

Ach przeslanie. W zyciu nie pomyslalabym o tym. Przeslanie, zeby nie klepac maych Hmong po glowie? :roll: W zasadzie z tej okazji zabiore temu filmowi 2 gwiazdki, bo nie ma nic gorszego niz kiepsko zrobiony film z patetycznym, krowie na rowie podanym przeslaniem.
Na dodatek Clint Eastwood "spiewa" na koncu - to tylko dowodzi, jakie rozmiary przybralo jego ego.
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6789
Wysłany: Sob Paź 31, 2009 15:52   

Oglądałam Gran Torino całkiem niedawno, nie jestem w stanie obiektywnie ocenić tego filmu ponieważ uwielbiam Clinta Eastwooda i każdy film z jego udziałem pochłania mnie do reszty. Ten mega charyzmatyczny aktor zawsze wyróżniał się dla mnie niewzruszonym magicznym spokojem, wymownym spojrzeniem, grą gestami....

Film typowo psychologiczny jak dla mnie, wymownie pokazana walka nie tylko ze złym, okrutnym światem który nas otacza , ale przede wszystkim walka ze samym sobą tym trudniejsza bo nafaszerowana takimi a nie innymi doświadczeniami, przeżyciami... piękne jest to, iż Walt Kowalski pomimo własnych uprzedzeń odkrywa inną lepszą stronę samego siebie właśnie dzięki konfrontacji z czymś czego tak bardzo nienawidził.....wątki humorystyczne dodają pikanterii, jak dla mnie poruszający film.... :viva:

dzisiaj mam zamiar obejrzeć sobie "Black book" ... :-)
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Sob Paź 31, 2009 17:41   

Okey, rzeczywiscie zapodalam malo rzetelna recenzje. Errata:
"Sztampowy, przewidywalny, westernowski, i zle zagrany- nuda :zzz: " :D
Jesli chodzi o westerny :-] , to lubie "truposza", i na przyklad tez "jeremiah johnson" dal rade.
Black book to chyba misiek polecal co, ale nie zanosi sie, ze obejrze, bo superprodukcje zasadniczo nie sa "moja filizanka herbaty"
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
m
Site Admin


Pomógł: 9 razy
Dołączył: 16 Sie 2007
Posty: 835
Wysłany: Sob Paź 31, 2009 18:04   

_flo napisał/a:
Okey, rzeczywiscie zapodalam malo rzetelna recenzje. Errata:
"Sztampowy, przewidywalny, westernowski, i zle zagrany- nuda :zzz: " :D

Ja się zgadzam w 100%. Cała historia jakaś taka naciągana i nazbyt wydumana. Clint jest mi winien dwie godziny mojego życia.
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6789
Wysłany: Sob Paź 31, 2009 19:46   

_flo napisał/a:

Black book to chyba misiek polecal co, ale nie zanosi sie, ze obejrze, bo superprodukcje zasadniczo nie sa "moja filizanka herbaty"


tak misiek polecał, mam na płytce dvd wiec nic tylko ogladac.... :-)
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Lis 01, 2009 12:57   




Dobrze pomyślany, dobrze zagrany i bardzo klimatyczny film sf. Nie ma tu tandety i przekombinatorstwa. Wciąga niesamowicie.

Ale za krótki jak na film kinowy. Wręcz powiem niedorozwinięty... Zostawia uczucie niedosytu. Chciało by się obejrzeć jeszcze raz, ale w zasadzie nie trzeba.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Nie Lis 01, 2009 13:00, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pon Lis 02, 2009 03:23   

Omadafaka !!!

"Paranormal Activity" !!

Przypadkowo wynalazłem w necie. Film rozwalił nas kompletnie. Jestem zagorzałym fanem "Blair Witch Project", dzielnie zaakceptowałem VonTrierowską manierę szamotania kamerą "z ręki" - bo realizm niby, ale świeże wrażenia po tym spirytystycznym filmowym dramacie a la recepta Sancheza i Myrricka, są mówiąc oględnie i lightowo, mocno pozytywne.
Amerykanie zobaczyli, co wyprawiają na poletku grozy Hiszpanie, Azjaci czy począwszy od "28 Days Later" Brytole i znów odgrzebali - nie licząc dobrego "Cloverfield" i rewelacyjnego "Open Water" - swój dobry patent pt: kamera w rękach bohaterów.
Z jakim skutkiem?
Fenomenalnym!!!

Póki nie napiszę czegoś lepszego, jeszcze w temacie tego zaskakującego eventu filmowego. Miał on swą premierę w 2007 roku na świecie, a w Katolandzie po dwóch latach, jak jakaś zemsta psiakrew!!
Pewien forumowicz z branży za miedzami, za lasami, wyklikał, że dystrybutorzy mają umysł ciężki jak wzbogacony uran i nie mylił się. Napisałbym więcej, ale jestem świeżo wystraszony, zadowolony, śpimy dziś przy lampce 8-) i w ogóle trza ochłonąćsięwyspać.


Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Wto Wrz 14, 2010 18:09, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Pon Lis 02, 2009 13:38   

8/
"szatanisci masokisci" :hihi:
Ostatnio zmieniony przez _flo Pon Lis 02, 2009 13:39, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Lis 03, 2009 10:42   

słyszałem że ten "Paranormal" jest dobrze zrobiony, ale historia jest mało prawdopodobna i prawdziwi "paranormalsi" się raczej zawiodą :mad:
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Wto Lis 03, 2009 11:23, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Lis 03, 2009 11:55   



Nie jestem fanem hororów, ale przekonującym filmem o wampirach czy wilkołakach bym nie pogardził. Tu się to nie do końca udało. Ale było blisko. Zwłaszcza początek oczarowuje. Nowe podejście do tematu. Bida z nędzą, szaro bury klimat blokowisk w jakimś hutniczym kopytkowie i problemy ludzi tam wegetujących.

Potem niestety autorzy dodali latanie i np spalanie się w słońcu. Ten zabieg mnie brutalnie wybudził z tego zabójczo realistycznego snu. Czy to jest obowiązkowe? Jakiś kanon gatunku, który trzeba w kółko sztampowo powielać? Jakby samo żywienie się krwią i nieśmiertelność nie wystarczały...

Do tego to nie jest horor. Nie przestraszy, nieco obrzydzi, trochę zdziwi, może wzruszy. Takie nie wiadomo co. Do tej pory najlepszy film o wampirach i tyle.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Wto Lis 03, 2009 12:00, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Wto Lis 03, 2009 19:21   

Waldek, "Paranormal Activity" to poważne podejście do szpikowania widza autentyczną grozą... a dla takich jak ja - grozą i rozrywką, dlatego palcyma i rękomyma bronić będę tego typu filmów, tym bardziej, że nie kieruję się w tym konkretnym przypadku jakąś zgodnością z religiami paranormalsów. Mam gdzieś ich gusła, gdy chodzi o film, przy którym przeżywam projekcyjny orgazm wielokrotny i po którym nachodzi mnie nieodparta ochota, by analizować, wyrażać emocje, sączyć zachwyt i o nim pisać 8-)

Mogę nie być zrozumiały dla kogoś, kogo nie bawi świat horroru. Mnie rajcuje, a choćby z tego powodu, że dobry horror lepszy jest i pełniejszy niż wiele nieudolnych dramatów psychologicznych albo przeintelektualizowanych gniotów, które każą ci kochać wielcy "znafcowcfowie". Może jestem chory, może zboczony, ale kocham dobre kino grozy dokładnie tak samo, jak arcydzieło opisane dramatem obyczajowym.

ps: "Moon" nie byłby tak wspaniałym powrotem do ambitnego s/f, gdyby nie zawierał pierwiastków grozy. "Paranormal Activity" wcale tak daleko nie odbiega od rzetelnego spirytyzmu, ale jego głównym zadaniem jest taka zabawa konwencją, formą i emocjami, by widz struchlał na kinowym fotelu.
Zauważ Waldek, "Moon" zapewnia wrażenie realizmu, nawet gdy jest paradoksalnie fikcją. Tak samo "Paranormal Activity". Ducha nie widziałem i chyba nie słyszałem, w demony nie wierzę absolutnie, ale miałem frajdę, że wlazłem w film bez wazeliny, mając z tego radochę.

cdn...

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 16:39, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Sob Lis 07, 2009 20:27   

Rocknrolla - dla fanow Guy'a Ritchie - koniecznie. Ten sam poziom co snatch czy lock stock and 2 smoking barrels, czysta przyjemnosc, czysta rorywka. Zabawny, dobrze opowiedziany, dobrze zrobiony, ma klimat, bez egzaltacji, i co najfajniejsze - z badass w brytyjskim wydaniu. jea

_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Lis 08, 2009 18:16   

Niskobudżetowo, po australijsku, z chwilami wybornym aktorstwem i bardzo mocnym, przy pierwszym oglądnięciu, prawie nieznośnym, suspensem. Na dodatek, wedle prawdziwych wydarzeń, sprawnie technicznie i bez większego kitu. Kilka wpadek, potknięć, zrytych dialogów- nie było w stanie zobrzydzić mi jednego z najlepszych filmów nurtu "animal attack" jak do tej pory, czyli "Black Water" autorstwa tandemu David Nerlich , Andrew Traucki.

Film oparto na historii dwóch turystów, którzy sterroryzowani przez słonowodnego krokodyla różańcowego, spływ namorzynowy zakończyli na jednym z niskopiennych drzew zalanego wodą lasu. "Saltie" czekał na ich błąd z nieubłaganą konsekwencją, pożerając przedtem na ich oczach współtowarzysza.

Bardzo podobnie jest w filmie, rzekłbym - wiernie. Na dodatek żadnych CGI czy kukiełek nadmuchiwanych naiwnością widza. Zdjęcia gada są kompilacją wysiłku filmowców, którzy cierpliwie zlepiali foty prawdziwego potwora, prowokując go do gwałtownych zachowań. Reszta była kwestią profesjonalnego montażu.
Udało się nakreślić niesamowity klimat osaczenia, bezradności i desperacji, bez ucieczki w tandetę, nadmierną ckliwość czy patałajstwo aktorskie. Dziewuchy grają znakomicie, czyli naturalnie (no może tylko ich kolo jest mało przekonujący). Bez teatralnego syfu czy serialowego nieudactwa. Zresztą, casting był ponoć długi i wyczerpujący. Co jeszcze jest fajowe?
Zdjęcia przyrody. Zdjęcia w ogóle. Montaż. Stopniowanie napięcia i grozy. Mrożące krew w rurkach oczekiwanie na "ten " moment bohaterek. Nieubłagane rozwiązania akcji. Brak hollywoodzkich wad, choć raz lub dwa muzyka była zbyt hałaśliwa, ale ogólnie prawie ambient lub cisza, więc można faktycznie wczuć się, wręcz ubrać w koszmar i dramat postaci. Jeśli lubisz "Open Water", "Jaws", "Long Weekend" (też australijski), a nie znosisz kału w postaci np. "Anakondy" czy trzeciego epizodu "Szczęk", to odpal "Black Water", dając się wciągnąć w kolejną zgrabną opowieść o tym, czego boją się daleko za górami, za lasami.




Bohaterem nie tylko filmu, ale kilku tragedii rocznie w Australii, jest krokodyl różańcowy, o którym kiedyś przeczytałem, że może osiągać nawet 12 m długości. Dziś źródła podają 10, ale wątpię, czy ta różnica miała dla bohaterek "Black Water" jakieś większe znaczenie. Inne nazwy zwierza: pieszczotliwa "salties", krokodyl morski lub słonowodny.
W Australii występują dwie grupy krokodylich gadziorów: właśnie słonowodne i słodkowodne (te drugie są spoko dla ludzi, w sensie, że nie żywią się nimi). Słonowodne france potrafią wyleźć na ląd nawet dalej niż na 100 m i tam ścigać ofiarę. Gdy zostaną spłoszone przez mocniejsze osobniki, wypływają w otwarty ocean, by znaleźć dla siebie nowe lokum. Potrafią wówczas przebyć dystans nawet 1000 km. Ważą prawie tonę (samce) i są bardziej inteligentne niż szczury, uczą się podobno niezwykle szybko.




Ten jest typowy, jakieś 4,5 m. Dożywają średnio 60 lat, a często 100.


Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 16:47, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Lis 08, 2009 20:39   

Jakoś mnie naszło, bo Grizzly przypomniał ostatnio o Spielbergu, by skrobnąć trochę o jego filmach, które cenię niezmiennie od lat, ale też nie zdołałem ich uchronić przed moim wewnętrznym krytykiem. Od razu dodam, że skupię się na początek na "spielbergowskiej przesadzie" w "Liście Schindlera". Co mam na myśli? Parcie reżysera, by przeginać z łzawością i patosem w obrazach nie mających wiele wspólnego z Indim, ufokami czy wielkim białym rekinem, a rzekomo wiele z rzeczywistością, jak np. "Schindler's List".
Ostatnio katolandzka TV go nadała , a ja utwierdziłem się tylko w przekonaniu, że:

- Ralph Fiennes jako Amon Goeth, zdominował głównego bohatera i przejął we władanie cały film. Sorry, ale śledziłem jego przerażającą postać niepomiernie bardziej uważnie, niż kolejne masowe egzekucje i cały ten holokaust żydowski. Po prostu stało się tak, że postać Schindlera roztopiła się , bo była z lukru, a pełnokrwisty psychopata okazał się strzałem w dziesiątkę!! Oczywiście, wiem - być może zrobiono z niego prze-potwora, ale ja to kupiłem i kropka. Scena w willi, gdy do połowy rozebrany, ze spuszczonymi gaciami, nadętym kałdunem i obwisłymi szelkami, z karabinem snajperskim przechadza się po balkonie i obserwuje, którego icka tym razem pozbawić złudzeń, albo jego rozmowa o władzy z Schindlerem - bezcenne!!

- motyw grany... nie wiem - albo na altówce, albo na skrzypcach, jest jednym z najpiękniejszych w historii muzyki i tego nikt ani nic nie zmieni. Całość - nadworny kompozytor Stefka - John Williams skomponował ok, ale ten motyw bije resztę i mógłby w zasadzie funkcjonować sam, w różnych tylko wariacjach. A tak, niepotrzebnie rozpisano muzykę na wiele instrumentów, czyniąc jeszcze większy paaaatos w filmie, który od 2/3 swego trwania jest jakby esencją nadęcia, aż cukier zgrzyta między zębami.

- Spielberg nienawidzi hitlerowców. Dawał temu wyraz w trylogii o Indim, jak i w "S.L.". I wszystko ok, gdyby nie położył filmu idealizując bohatera (transformacja personalna i mentalna jest nie do zniesienia plastikowa i kreskówkowa). Scena, gdy odmieniony Oskar przemawia do przez siebie ocalonych, wykupionych Żydów, a potem jego łkanie i wyrażanie poczucia winy na klęczkach, jest żenująca. W rzeczywistości Schindler był fizycznie odpychający, nie tak jak z gęby szlachetny Liam Neeson. Na pewno nie łkał swojemu żydowskiemu księgowemu w rękaw. Zresztą, należałoby się w tej sprawie skontaktować..no właśnie, z kim? No przecież nie ze Spielbergiem, bo ten kręci dziwaczne filmy, np. "Monachium", gdzie tworzy pomnik Mossadowi. No bez jaj...

- dedykacja wieńcząca dzieło, budzi moje najgłębsze wątpliwości, a obecnie już tylko rozdrażnienie.

Ale... jest to film technicznie doskonały, świetnie zagrany, i w ogóle służy sprawie hokokaustycznej, więc zadanie swe Stefek odrobił doskonale. Wszyscy - w tym kiedyś ja - płaczemy, gdy płacze Schindler, ...y się na Goetha nonszalancko rozdającego śmierć i w cichości ducha oczekujemy, że może Helen Hirsch go zmieni. Wciąż prawie czujemy smród palonych zwłok świeżo wygrzebanych z ziemi i ze współczuciem patrzymy, jak dzieci - zawsze niewinne - chowają się w przepełnionych obozowych sraczach, bo wiedzą, że czeka je natychmiastowa śmierć.
Reżyser Stefan, o co się założę, zawsze zaprzęgał do pracy wewnętrzne dziecko, co powoduje, że widz jest zwykle zadowolony. Szkoda tylko, że w przypadku "Listy Schindlera" nie był skory dać sobie na wstrzymanie. Jeszcze tylko brakowało, żeby przez okno zakładu widać było ten wszędobylski meteoryt przecinający spielbergowskie niebo.

ps: Niebawem skrobnę coś o "The Duel" i "Jaws".

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 16:58, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Lis 13, 2009 11:38   




Wojna polsko ruska. Znakomity film! Wreszcie coś mocnego i nadrealistycznego w polskim kinie. Coś co położyć można obok klasyki typu Szulkin.

Aczkolwiek to jest chyba jeden z tych filmów tylko dla młotków i ludzi rozumnych. Przeciętni "parafianie" i inteli-gęsi lepiej zrobią jak sobie go odpuszczą.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Pią Lis 13, 2009 11:43, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Pią Lis 13, 2009 12:45   

Filmu jeszcze nie widzialam, ksiazke czytalam, dosc dawno juz, faktycznie rewelacja. Chociaz widzialam tez ostatnio jakis wywiad z Maslowska, i mialam mieszane uczucia, bardzo ciezko jej przychodzila jakakolwiek werbalizacja mysli, no ale i tak bywa...
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Lis 13, 2009 13:39   

_flo napisał/a:
widzialam tez ostatnio jakis wywiad z Maslowska, i mialam mieszane uczucia, bardzo ciezko jej przychodzila jakakolwiek werbalizacja mysli, no ale i tak bywa...


z cyklu dwa narody w jednym łonie

neandertalka i cro-magnon ;-) > http://www.youtube.com/wa...feature=related

Co by nie mówić, Bosak elokwencją deklasuje całą trójkę.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Pią Lis 13, 2009 13:40, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pią Lis 13, 2009 14:09   

"Wojna Polsko-Ruska" jest jednym z filmów, które mogę oglądać niemalże codziennie, choć jest fatalnie zrealizowany. Aż dziw bierze, że stworzono go w Katolandzie, gdzie obecnie brylują panienki typu Dorociński czy choćby Zakościelny. Ostatecznie do sukcesu przyczynił się Borys Szyc grający rolę swojego życia i dziwaczny scenariusz. Ale prócz Szyca jest też prawdziwa bomba wodorowa, Sonia Bohosiewicz.
Poniżej zalinkowana scena to prawdziwe "Wejście Smoczycy" :viva: Od razu, jak zobaczyłem Bosaka, wyklikałem ten ze wszech miar zajebisty epizodzik.

http://www.youtube.com/watch?v=Aa7Md9dIaSo

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Pią Lis 13, 2009 15:12   

Waldek B napisał/a:
Co by nie mówić, Bosak elokwencją deklasuje całą trójkę.


Tak, wlasnie ten epizod sobie obejrzalam
Jak najbardziej Bosak wypadl jak dla mnie duzo lepiej, niz cala reszta, mimo ze absolutnie nie sympatyzuje z taka obsllizgla pacynka. Zastanawiam sie w ogole, co Najsztub i Zakowski robia w tym programie, gosci maja widowiskowych (eg. Kononowicz) i nic tylko jechac na tym, a tu - nuda, smuty.

No film musze sobie obejrzec, podobala mi sie zajawka. BTW, plakat sciagniety z Trainspotting jako zywo.
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pią Lis 13, 2009 18:05   

edycja
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:14, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Pią Lis 13, 2009 18:47   

Hm...To jest ksiazka z serii tych gdzie ekranizacja sie "nie miesci w glowie". Okej, sfilmowali, i sie domyslam, ze fajnie, bo czemu nie, ale jednak... ksiazka to co innego. To jest taka z gatunku tych gdzie jednym slowem sa wyrazone 3 mysli, i ciezko to sztywnym obrazem uchwycic. To tak jak ekranizacje, nie wiem, dajmy na to Marqueza, Lysiaka, albo Hrabala - awykonalne.
Takze polecam.
Oczywiscie, to pisalam ja (jarzabek) - przez pryzmat moich preferencji, ktore sa ewidentnie ksiazkowe, a nie filmowe.
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pią Lis 13, 2009 20:43   

Adaptacja książek na potrzeby filmu, to materiał na spory wątek. Ja go nie pociągnę, bo jestem dość słabo oczytany. Moi książkowi "idole" to Stephen King, David Lodge i Sapkowski. Może jeszcze ktoś by się znalazł, ale te nazwiska narzucają mi się od razu, a łączy je jedno: że próby adaptacji ich prozy na klatki 35 mm, mogą być skuchą, a w przypadku Sapkowskiego, to nawet nie była skucha, a największa kompromitacja w dziejach polskiego - a może nawet światowego kina.

Może jeden przykład, kiedy zawartość książki poległa przy adaptacji filmowej.
Mam na myśli opowiadanie Daphne Maurier "Don't Look Now". Czytałem cały zbiór i byłem zawiedziony. "Nie oglądaj się teraz" w porównaniu do filmu Nicholasa Roega, było jak czytanka przedszkolna. Kiedy znajdziecie chwilę czasu, sami porównajcie - to sromotna klęska literatury wobec braci Lumiere, co o niczym nie świadczy, gdyż większość adaptacji np. prozy Króla Stefana, to muliste dno. Ale King kompletnie nie zna się na kinie.
Chlubne wyjątki? Jasne, np. "Zielona Mila", "Skazani na Shawshank", "Mgła" (wszystkie 3 Franka Darabonta), " Misery", "Ciało", "Lśnienie", "Dolores Clairborne", ale tu proza była doskonała, więc jest zachowany zdrowy balans, czyli że można z równym zapałem iść do kina lub zarwać pół nocy, ślęcząc i śliniąc się z zachwytu nad książką.

Itd, itd...

Tomek
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Lis 14, 2009 08:40   

M i T napisał/a:
Chlubne wyjątki?

"Milczenie owiec" - znakomity film, lepszy od książki
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Sob Lis 14, 2009 12:38   

M i T napisał/a:
Chlubne wyjątki? Jasne, np. "Zielona Mila", "Skazani na Shawshank", "Mgła" (wszystkie 3 Franka Darabonta), " Misery", "Ciało", "Lśnienie", "Dolores Clairborne", ale tu proza była doskonała, więc jest zachowany zdrowy balans, czyli że można z równym zapałem iść do kina lub zarwać pół nocy, ślęcząc i śliniąc się z zachwytu nad książką.


Z tego wszystkiego, to czytalam tylko Lsnienie, i to tez nie do konca, tak mnie sie zdaje teraz. I nie zrobilo na mnie wrazenia. A film oczywista oczywstosc - TAK. Bardzo malarski, kazdy kadr z osobna.
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
ashkar
[Usunięty]

Wysłany: Sob Lis 14, 2009 19:35   

http://www.youtube.com/watch?v=dOtZPD0stoc
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Lis 15, 2009 16:18   

Hannibal, "Milczenie owiec" niegdyś robił wrażenie, teraz jakby ono przyblakło. Hopkins w roli killera mocno teatralny (co nie zmienia faktu, że rola wspaniała), w przeciwieństwie do krótkiego epizodu tej postaci u Michaela Manna w "Manhunter", intepretowanej przez Briana Coxa.



Ostatecznie, film Manna bije dwie ekranizacje Harrisa - o klasę w przypadku "Silence of the Lambs" i co najmniej dwie klasy swój własny remake "The Red Dragon". :-D

Zobaczcie tylko psychola w wersji Mannowskiej. "Buffallo Bill" z "M.O.", a szczególnie ta sama postać grana przez Fiennesa, to przy nim Kiwaczki 8-)




Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:18, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Nie Lis 15, 2009 16:27   

W milczeniu owiec na mnie wrazenie glownie zrobila Jodie Foster. Teraz rzadko kiedy aktorki w mainstreamowych filmach sa takie naturalne, niewymeczone totalnym "make-over" - od stop do glow.
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Lis 15, 2009 16:37   

M i T napisał/a:
Hannibal, "Milczenie owiec" kiedyś robił na mnie wrażenie, teraz jakby ono przyblakło. Hopkins w roli killera mocno teatralny (co nie zmienia faktu, że rola wspaniała), w przeciwieństwie do krótkiego epizodu tej postaci u Michaela Manna w "Manhunter", intepretowanej przez Briana Coxa.

Brian Cox całkiem dobrze zagrał swoją rolę, ale jeśli chodzi o wrażenie, o strach połączony z podziwem to Hopkins wymiata. Oczywiście na taki mój odbiór złożyło się również wiele innych czynników, takich jak profesjonalna reżyserska robota Jonathana Demma, czy muzyczna Howarda Shora.
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Lis 15, 2009 17:34   

Można pospierać się na temat wyższości dzieła Manna nad oskarowym filmem Demme 8-)

Wspomniałeś Hannibal o muzyce Shore. I tu właśnie się rozmijamy, bo już dawno odszedłem od napuszonych, kwiecistych, pełnoskładowych orkiestrowych aranży. O ileż bardziej tajemniczo i niesamowicie oglądałoby się np. "Lord of the Rings", gdyby nie ten orkiestrowy patos. Scena się bohaterów w zamkniętym pomieszczeniu z trollem jaskiniowym - kompletnie bez muzyki - było czymś ABSOLUTNIE i nieskazitelnie zajebistym oraz prze-perfekcyjnym !!
Ale wracam do psychopatów.

Muzycznie Mann zarżnął swojego konkurenta, bo Demme dał zarobić patosiarzowi Shore, a Mann postawił na ... cieniowanie akcji za pomocą muzyki elektrycznej, ledwo obecnej, a stanowiącej idealne dopełnienie pełnej grozy historii. Podczas, gdy akcję "Milczenia" ilustrują rozlazłe orkiestrowe gluty, całkiem psując koncentrację i suspens, u Manna jest malarsko i panuje podskórne napięcie podsycane przez dźwiękowe plamy czy plamki.
Doskonale pamiętam i nigdy nie zapomnę - nawet po lobotomii, kiedy w kulminacyjnej, pełnej ekspresji scenie potyczki ścigającego ze ściganym, pojawia się znany utwór grupy Iron Butterfly "In a gadda da vida", ale nie jako element stanowiący część ścieżki, a coś, co puszcza na swoim sprzęcie Czerwony Smok. To tak idealnie skomponowana część filmu, że sama robi większe wrażenie, niż Demmowe perypetie agentki w tanim obuwiu i jej apsztifikanta-kanibala w krainie milczących, zażynanych owieczek.
Reasumując, Demme wykorzystał w swoim filmie standardowo ujętą muzykę, a Mann postawił na klimat, jak zwykle.

Co do poziomu. No widać od razu, że "Barany" są typowe, bardzo komercyjne, bardzo hollywoodzkie, choć sprawiły mi wielką radochę. Ale wtedy nie doceniałem autorskiego kina Michaela Manna, choć od dawna jego wersja "Czerwonego Smoka", wzbudzała we mnie grozę.

Jakie są plusy "Milczenia owiec"?
- teatralna, fajowa rola Hopkinsa i doskonała Foster.
- gdy wystraszona agentka idąc korytarzem w stronę celi Lectera, słyszy z ust jakiegoś osadzonego "... czuję zapach twojej cipy". Rozumiecie, że chodzi mi o odwagę tej sceny, a nie o jakąś tanią prowokację. Zresztą, widzimy dalej jak ów więzień ciska w nią świeżo wyonanizowaną spermą. Straszne, ohydne, ale w filmie potrzebne.
- aktor grający Buffalo Billa i w ogóle ta postać.
- scena z fortepianowym Bachem w tle, gdy Hannibal knuje ucieczkę
- epizody konwersacji Starling z Lecterem (to jest proszę Państwa wspaniałe!)

Jakie są plusy filmu "Manhunter" ?

- film w całości.


Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:22, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Lis 15, 2009 19:09   

"The Duel" - jeden z moich ulubionych filmów Spielberga, będący jednocześnie jego debiutem reżyserskim. Debiutem doskonałym!

W Katolandzie, żeby buraki też zdecydowały się oglądnąć, tytuł polski brzmiał "Pojedynek na szosie", bo sam "Pojedynek" uznano, że nie wystarczy. Zresztą, z tłumaczeniem tytułów w Klecholandzie jest prawie zawsze tak samo, czyli źle.

Film jest prosty jak ostrugany kij, nie ma w nim żadnej głębi ani intelektualnej wyrwy do eksploracji. Zresztą, Stefek nie aspirował nigdy w tym kierunku z pożytkiem dla swych filmów i dla kina rozrywkowego. No, może kilka razy go poniosło, bo przecież spłodził mityczną opowiastkę o robinhoodzkim Schindlerze, film o murzynach "Kolor purpury" i tragicznie fanfaronadzki "Monachium". Tak czy siak, rozrywa to domena Żyda Stefana i za dobrą zabawę lubię większość jego filmów.
W "The Duel" nie ma głębi, ale jest za to realizm postaci bohatera i jego wszystkie słabości.
Zaczyna się obrazkiem otwieranych drzwi garażu, z których wyłania się przeciętny wóz przeciętnego amerykańskiego obywatela, z przeciętnymi problemami małżeńskimi i finansowymi. Gość wyjeżdża w sprawach zawodowych, zalękniony, naładowany frustracją i zmęczony życiem w rodzinie.
Oczywiście to nie będzie przejażdżka z tych nudnych, ale prawdziwa walka o życie, ponieważ w krajobrazie autostrady międzystanowej, pojawia się drugi główny bohater - też sfrustrowany, też zmęczony - ale nie swoim życiem, a życiem innych kierowców.

Fota przedstawia dwóch graczy. Na pierwszym planie ten, co został do gry brutalnie zmuszony.




ps: Im mniej postaci w filmie, tym on lepsiejszy. Tak już mam. Może dlatego nigdy w pełni nie mogłem docenić większości tzw. superprodukcji, gdzie lista płac ciągnie się jak Mur Chiński. W "The Duel" bohaterów jest tak naprawdę czterech, z czego dwóch to samochód osobowy i brudna jak świnia i czarna jak śmierć ciężarówka.
Tym co jeszcze nie widzieli, serdecznie i z premedytacją polecam :)

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:26, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Lis 15, 2009 19:37   

M i T napisał/a:
Tym co jeszcze nie widzieli, serdecznie i z premedytacją polecam :)

Ja widziałem i potwierdzam Twoje słowa, że ten film, mimo prostej fabuły, ma coś w sobie
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Lis 15, 2009 20:13   

Good for You Hanni!

Jeszcze coś o Stefanowych "Jaws".
Arcydzieło ze skazą. Co nią jest?
Scena, kiedy zębatek dosłownie wpełza na pokład kutra naszego tria, by pożreć dzielnego Quinta. Nie, nie panie Spielberg, tu pojechałeś po bandzie, tak nie wolno. Tą scenę należałoby wyrżnąć. To tylko jakieś kilka metrów filmu, a nie pasuje do reszty.
Rekin biały zachował się jak rasowy i wściekły krokodyl, a nie ryba. Gdyby Quint złamał kulasa czy wystraszony się potknął i wpadł do wody, ale żeby rekin zadziabał go niczym aligator - to już nein, nein
I tyle, co tu komentować? Kawał kina łączącego wielką przygodę z kapitalnie nakreślonymi postaciami. A ... i jeszcze jedno - Richard Dreyfuss zawsze będzie dla mnie tym gościem od rekinów i oceanów 8-)

Tomek

Oooo..znalazłem makietkę opisywanej nieszczęsnej sceny:
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:27, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Lis 16, 2009 10:17   

M i T napisał/a:

Wspomniałeś Hannibal o muzyce Shore. I tu właśnie się rozmijamy, bo ja już dawno odszedłem od napuszonych, kwiecistych, pełnoskładowych orkiestrowych aranży. O ileż bardziej tajemniczo i niesamowicie oglądałoby się np. "Lord of the Rings", gdyby nie ten orkiestrowy patos.


Coś w tym jest. Filmy od dzieciństwa praktycznie zabiły moją wrażliwość na muzykę orkiestrową.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Lis 16, 2009 10:40   

A ja lubię taką muzykę, co nie zmienia tego, że film z taką muzyką może być marny, co często się obecnie zdarza. W "Milczeniu Owiec" nie uświadczam napuszonej muzyki orkiestrowej, jaką można usłyszeć np. w "Poszukiwaczach zaginionej arki".
Muzyka Shora jest tajemnicza, zrównoważona i idealnie pasująca do fabuły filmu.
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Wto Lis 17, 2009 21:52   

"Inglorious Basterds".

Cokolwiek by nie napisać o samym filmie, jedno mi się tłucze po głowie. Bezapelacyjnie najlepsza rola Brada Pitta w karierze, którą nawet przebił świrusa-ekoterrorystę z "12 Monkeys" Gilliama.
A Morricone dostał zajoba i przypomniał sobie, że jest jednym z najlepszych kompozytorów filmowych ever. Zrehabilitował się za badziewo jakie napisał do propagandowego gniota o papieżu. Voight jeszcze tego nie zrobił - i o ile nie zatrudni go jakiś ogarnięty świeżą werwą reżyser - nie zdąży, dając tyłka notorycznie w taniej sensacji lub walcząc na ekranie z anakondami.

Tomek
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Wto Lis 17, 2009 22:35   

A co myślisz, Tomku, o "Angielskim Pacjencie"? Bo mi ten film bardzo przypadł do gustu, a pierwszy raz oglądałem go jakieś 10 lat temu.
Ma swój niepowtarzalny klimat, dodatkowo wzbogacony muzyką Gabriela Yareda, świetnym "Szerelem, Szerelem" Márty Sebestyén, Wang wang Blues, Aria, itd.
Poza tym ciekawa jest historia samego László Almásy, który spędził sporo czasu w poszukiwaniu słynnej Zerzury.
W sumie jest niewiele filmów, które zapadły mi na długo w pamięć, ale ten akurat do nich należy.
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6789
Wysłany: Wto Lis 17, 2009 22:49   

http://www.filmweb.pl/f55...7+si%C4%99,1984
Falling in Love
czy ktoś oglądał ten film? świetna kreacja Roberta De Niro i Meryl Streep!
Mogłabym go oglądać seki razy.... :-P nie będę ukrywać iż marzy mi się taki scenariusz w realu.... :hihi:
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Śro Lis 18, 2009 01:52   

M i T napisał/a:
"Inglorious Basterds".

Ogladalam, ale "jednym okiem" i moze po prostu wlasnie z braku koncentracji jakos sie "nie wciaglam"
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Śro Lis 18, 2009 21:53   

Hannibal, odpowiem n/t "Pacjenta" tak:

Dzielę filmy na takie, które:

- są do jednorazowego użytku i nie jest to czas stracony
- są do jednorazowego użytku z epizodami do wielokrotnego "seansowania"
- można sobie odpuścić po kilkunastu minutach nie dbając o resztę
- są do dwukrotnego seansu, z czego drugi już zaczyna męczyć
- oglądać można niemalże codziennie z równym albo i rosnącym zaangażowaniem
- są tak wstrząsające swą brutalnością lub dołujące, iż mimo, że chce się je oglądać często, robi się wiele innych czynności, by na seans brakło czasu dziś, jutro, pojutrze.. ;)
- potrafią tracić świeżość po latach i kończą jak (patrz: wers 3 od góry)

"Angielskiego pacjenta" wyreżyserował zmarły niestety Anthony Minghella, twórca arcydzieła "Utalentowany pan Ripley". Pierwszy z nich mieści się w treści kategorii czwartej od góry, a drugi w piątej :)

Zbyt melodramatyczny ten film, zbyt kwiecisty, wielowątkowy, wystudiowany.

Tomek
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Śro Lis 18, 2009 21:56   

M i T napisał/a:
"Utalentowany pan Ripley"

si, byl to jeden z moich ulubionych filmow swego czasu, bardzo dlugo meczylam sciezke dzwiekowa
mimo ze nie przepadam ani za Judem Law, ani za Matt'em Damonem
Phillip S. Hoffaman - klasa!
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Śro Lis 18, 2009 22:23   

_flo napisał/a:
mimo ze nie przepadam ani za Judem Law, ani za Matt'em Damonem


Law jest dobry, no i ma taką retro urodę, pasuje do tego typu filmów. Świetny był w pojedynku z Caine'm (bardzo go przypomina z urody) w Branagh'owskiej ekranizacji Pinter'owskiej "Sleuth", która niestety nie doczekała się premiery kinowej w Polsce.

Jak nie cierpię Damona, tak w roli Ropley'a mnie rozwala swoją w każdym calu doskonałą grą! Jest bezbłędny. Zresztą cały film jest bezbłędny. Wczoraj oglądałam go po raz trzeci (leciał akurat w TV) i nadal jestem zachwycona.

Co do Minghella, to jeszcze "Cold Mountain" był w jego reżyserii.

Marishka
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Śro Lis 18, 2009 22:29   

Tak, ktokolwiek stal za castingiem do tego fillmu, zrobil swietna robote.
Law - maksymalna arogancja
Damon - psychopata
Obaj pasuja jak ulal.
Cold Mountain wlasnie nie ogladalam, i czaje sie ciagle, ale jakos nie mialam okazji.
Wiem, ze Minghella chyba mial albo rezyserowac albo byc producentem "The Reader", ale w koncu nie bylo mu dane. Dobry film.

M i T napisał/a:
Wczoraj oglądałam go po raz trzeci (leciał akurat w TV) i nadal jestem zachwycona.

ach az sobie wlaczylam
http://www.youtube.com/watch?v=5QmaKIDoTk8
Ostatnio zmieniony przez _flo Śro Lis 18, 2009 22:34, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Lis 19, 2009 17:34   

No, ja nie ufam takim twarzom jak Jude Law, ale jako aktor parający się rolami dandysów, aroganckich dupków, lalusiów i bawidamków, spisuje się nie tyle świetnie, co fenomenalnie. Zresztą, by być sprawiedliwym, udaje mu się raz na jakiś czas od tego wizerunku uciec.

Nie wyobrażam sobie innych twarzy w Ripleyu. Damon-Ripley, psychopata pobierający rys osobowości od upatrzonych przez siebie, silnie wyidealizowanych ofiar, jest DOSKONAŁY. Czy kiedyś jeszcze tak zagra? Kubrick nie żyje (albo został zamordowany), a Damon zaczyna to samo co DiCaprio - rozmieniać się w kinie akcji, więc który reżyser przywróci go do pionu artystycznego? Czemu wspomniałem Kubricka? Bo zdołał jako pierwszy i jedyny wycisnąć, wydoić, wycyckać wszystko na co stać Cruise'a.

Tomek

P.S. Jude Law oderwał się od tego "aroganckiego" wizerunku właśnie w "Cold Mountain". Z długimi włosami (i brodą!) był prawie nie do poznania :)

Marishka
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:29, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Lis 19, 2009 18:23   

Od jakiegoś czasu nosimy się z Tomkiem z zamiarem opisania swoich wrażeń po oglądnięciu "Białej wstążki" Hanekego. Radiowa Trójka nas "wyprzedziła", bowiem dziś w Klubie Trójki o 21:00 będzie rozmowa właśnie na ten temat:

http://www.polskieradio.p...ykul122356.html

Marishka
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Lis 19, 2009 18:32   

Jasne Kwiatuszku, ale Jude mimo to, wciąż był postacią cokolwiek melodramatyczną :)
Dupczył nawet będąc robotem w "A.I." Spielberga :-D

Uwielbiam Law jako robota od seksu. "A.I" miał reżyserować Kubrick, zrobił to Stefek, ale coś Stanleyowskiego jest w tym filmie. Żeby nie zostawić tego "cosia", to nagryzmolę w ramach dalszego ciągu o Spielbergu.

ps: Haneke, nawiązując do posta Marishki, nie zmienił się nic a nic. Wciąż interesują go źródła przemocy. "Biała wstążka" jest... cdn

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:30, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Czw Lis 19, 2009 19:17   

M i T napisał/a:
Dupczył nawet będąc robotem w "A.I." Spielberga :-D

:what:
nooo taki jest wlasnie typowy bubek
goss goss -> znajomy znajomej znajomego byl kiedys na "party" z Judem i Sienna, i Jude bardzo nieladnie sie ponoc zachowywal w stosunku do narzeczonej
chociaz z ta broda calkiem niezle :viva:
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Lis 19, 2009 19:37   

M i T napisał/a:
Dupczył nawet będąc robotem w "A.I." Spielberga :-D


Ale w "Cold Mountain" ledwo co zdążył, taki był wierny :)

Tu Flo masz go z długim włosem i z brodą:

(kojarzy mi się na tym zdjęciu z Carlem McCoy'em z FOTN, brrrrrr...)






No i nie zapominajcie jakiego skur... assassina-fotografa zagrał w "Road to Perdition"! On jest świetny w takich rolach :)

Marishka
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Lis 19, 2009 19:42   

O psiakrew, no ja właśnie zapomniałem !!!
Kwiatek, :pada:

Faktycznie, rola assasina całkiem przeczołgała się po coraz słabiej grającym Hanksie. Tak więc dla mnie, "Road to Perdition" to film człowieka z drugiego planu, w tym przypadku Lawa.

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Czw Lis 19, 2009 19:43, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6789
Wysłany: Czw Lis 19, 2009 20:11   

http://www.filmweb.pl/f7971/Na+kraw%C4%99dzi,1993

Cliffhanger "Na krawędzi"
świetny film z udziałem Sylvestra Stallone....film akcji, wręcz przejmująca fabuła, można obgryźć wszystkie paznokcie do krwi... :viva:


http://www.youtube.com/watch?v=SRCvGpUnBbY
http://www.youtube.com/watch?v=URdSD8UWxLk
Ostatnio zmieniony przez Molka Czw Lis 19, 2009 20:22, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Czw Lis 19, 2009 20:17   

M i T napisał/a:
"...Mountain"
Marishka

Od razu przypomniał mi się "Brokeback Mountain" -oglądałam kilka razy-świetny film ,jak dla mnie.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Lis 19, 2009 20:25   

Viola, lubię Sylwka, naprawdę uważam, że potrafi zagrać bardziej złożoną rolę - w przeciwieństwie choćby do gubernatora Kaliforni - Arniego, słynnego z faszystowskich sympatii i ciągotek depopulacyjnych.
Ale "Na krawędzi" to badziew, a dla kogoś, kto choć trochę interesuje się wspinaczką - double badziew :) Ale nadaje się do jednorazowego użytku, jak kondom.

W ogóle, temat wspinaczki został strasznie zbanalizowany w filmach. Weźmy takie "K2" - co to ma być? Jakiś żart? Nie dość, że rolę K2 zagrał McKinley, to jeszcze ten naciągany i zwyczajnie głupi scenariusz.
Oczekuję, że historia tragedii zespołu Toni Kurza na Eigerze, czyli "Nordwand", zmieni obraz wspinaczki na dużym ekranie. W jakimś stopniu, Werner Herzog za sprawą "Krzyku Kamienia" jakoś utrzymał poziom. Jak ktoś widział "Nordwand", proszę serdecznie o opinie, najlepiej drobiazgowe.

Tomek

ps: "Brokeback Mountain" - jakoś zupełnie do mnie nie przemówił. Nie było się z kim utożsamić, a i historia jakaś taka ckliwa.
Ostatnio zmieniony przez M i T Czw Lis 19, 2009 20:37, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Lis 19, 2009 20:32   

No nie mogę się powstrzymać, właśnie mi wpadło do głowy, że "Brokeback Mountain" jest do doopy :viva: :faint:
If You Know What I Mean.. :x

Tomek
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Czw Lis 19, 2009 20:35   

M i T napisał/a:
No nie mogę się powstrzymać, właśnie mi wpadło do głowy, że "Brokeback Mountain" jest do doopy :viva: :faint:
Tomek

:hihi:
Tak na poważnie ,to jeden z lepszych filmów dla mnie :)
Ostatnio zmieniony przez Iga Czw Lis 19, 2009 20:36, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6789
Wysłany: Czw Lis 19, 2009 20:37   

M i T napisał/a:
Viola, lubię Sylwka, naprawdę uważam, że potrafi zagrać bardziej złożoną rolę - w przeciwieństwie choćby do gubernatora Kaliforni - Arniego, słynnego z faszystowskich sympatii i ciągotek depopulacyjnych.
Ale "Na krawędzi" to badziew, a dla kogoś, kto choć trochę interesuje się wspinaczką - double badziew :) Ale nadaje się do jednorazowego użytku, jak kondom.

W ogóle, temat wspinaczki został strasznie zbanalizowany w filmach. Weźmy takie "K2" - co to ma być? Jakiś żart? Nie dość, że rolę K2 zagrał McKinley, to jeszcze ten naciągany i zwyczajnie głupi scenariusz.
Oczekuję, że historia tragedii zespołu Toni Kurza, czyli "Nordwand", zmieni obraz wspinaczki na dużym ekranie. W jakimś stopniu, Werner Herzog za sprawą "Krzyku Kamienia" jakoś utrzymał poziom.

Tomek

Tomek Ty jestes widze "oblatny" w wielu produkcjach, nie czuje sie na silach dyskutowac z Tobą...mnie sie ten film podobał, pomijając samą fabułe, piękne widoczki wysokogórskie urzekły mnie w tym filmie dogłebnie... :-D w ogóle uwielbiam filmy gdzie akcja konfrontuje się z bezwzględną naturą, z żywiołem do których między innymi zaliczyć należy góry wysokie... :-D

Być może jednym z powodów dla których czuje jakiś sentyment do tego filmu jest fakt mojego ogromnego podekscytowania się książka pt. Wszystko o Wandzie Rutkiewicz....niesamowita opowieść o przeżyciach Himalaistów , ich determinacji w dążeniu do pokonywania samych siebie, miłości do gór, ich przemijaniu...kto nie czytał gorąco polecam... 8-)
Ostatnio zmieniony przez Molka Czw Lis 19, 2009 20:46, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Lis 19, 2009 20:42   

Viola, ja także uwielbiam filmy, gdzie człowiek - najlepiej sam jak Jeremiah Johnson - konfrontuje się z przyrodą i uprawia ogólnie rozumiany survival, ale Sylwkowe perypetie "Na krawędzi" absurdu :) , nie znalazły we mnie odbiorcy. Na jeden raz - OK.
Jak poszperam, to poznajduję Ci takie perełki zetknięcia człeka z naturą.

Tomek
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6789
Wysłany: Czw Lis 19, 2009 20:47   

M i T napisał/a:
Viola, ja także uwielbiam filmy, gdzie człowiek - najlepiej sam jak Jeremiah Johnson - konfrontuje się z przyrodą i uprawia ogólnie rozumiany survival, ale Sylwkowe perypetie "Na krawędzi" absurdu :) , nie znalazły we mnie odbiorcy. Na jeden raz - OK.
Jak poszperam, to poznajduję Ci takie perełki zetknięcia człeka z naturą.

Tomek

ok poszukaj będę wdzięczna ... :hug:
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Lis 19, 2009 20:48   

Molka napisał/a:
w ogóle uwielbiam filmy gdzie akcja konfrontuje się z bezwzględną naturą, z żywiołem


Tu doskonale pasuje Pennowski "Into the Wild" (idiotycznie przetłumaczony jako "Wszystko za życie") na podstawie powieści Jona Krakauera (opartej na realnych wydarzeniach) z piękną muzyką Eddiego Veddera...

Marishka
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6789
Wysłany: Czw Lis 19, 2009 20:50   

M i T napisał/a:
Molka napisał/a:
w ogóle uwielbiam filmy gdzie akcja konfrontuje się z bezwzględną naturą, z żywiołem


Tu doskonale pasuje Pennowski "Into the Wild" (idiotycznie przetłumaczony jako "Wszystko za życie") na podstawie powieści Jona Krakauera (opartej na realnych wydarzeniach) z piękną muzyką Eddiego Veddera...

Marishka


no ukłony wielkie i dzieki... :-D
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Czw Lis 19, 2009 23:16   

M i T napisał/a:

Tu Flo masz go z długim włosem i z brodą:

nooo, jak mawia moj kolega - "z lozka bym go nie wyrzucil"

M i T napisał/a:
Tu doskonale pasuje Pennowski "Into the Wild" (idiotycznie przetłumaczony jako "Wszystko za życie") na podstawie powieści Jona Krakauera (opartej na realnych wydarzeniach) z piękną muzyką Eddiego Veddera...

baudzo dobry, swietny swietny film
ja ostatnio obsesyjnie ogladam wywiady z Madonna z lat 80 i 90tych i odkrylam, ze oni byli malzenstwem przez jakis ulamek sekundy :shock:
Ostatnio zmieniony przez _flo Czw Lis 19, 2009 23:44, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pią Lis 20, 2009 10:10   

Wczorajsza trójkowa rozmowa o "Białej wstążce" do odsłuchania pod tym adresem:

http://www.polskieradio.p...12009074041.mp3

Marishka
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Lis 20, 2009 10:39   

M i T napisał/a:
Jak poszperam, to poznajduję Ci takie perełki zetknięcia człeka z naturą.

Cast away? :]
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6789
Wysłany: Pią Lis 20, 2009 16:45   

dzisiaj bede miała fim into the wild na płytce :viva:
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Sob Lis 21, 2009 02:06   

Cytat:
dzisiaj bede miała fim into the wild na płytce :viva:

no prosze
Przez chwile sie zastanowilam, co mi sie najbardziej podobalo w tym filmie, i chyba szczerosc i zero egzaltacji, wydumanych gornolotnych watkow, po prostu fajny klimat. Chociaz ja mieszczuch jestem, pewnie ze wzgledu na traume z dziecinstwa, bo mnie ciagano bardziej niz bym chciala po jeziorach, gorach, fiordach i lodowcach. :razz:
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Lis 21, 2009 06:55   

_flo napisał/a:
pewnie ze wzgledu na traume z dziecinstwa, bo mnie ciagano bardziej niz bym chciala po jeziorach, gorach, fiordach i lodowcach. :razz:

dzieciństwo marzenie 8-)
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6789
Wysłany: Sob Lis 21, 2009 10:37   

Hannibal napisał/a:
_flo napisał/a:
pewnie ze wzgledu na traume z dziecinstwa, bo mnie ciagano bardziej niz bym chciala po jeziorach, gorach, fiordach i lodowcach. :razz:

dzieciństwo marzenie 8-)

tez tak mysle.... :-D
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 54
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3510
Skąd: Częstochowa/UK

Wysłany: Sob Lis 21, 2009 13:50   

bardziej o ludziach niż o górach ( historia prawdziwa ) - warte obejrzenia

Czekając na Joe


Reżyseria: Kevin Macdonald
Scenariusz: Joe Simpson
na podstawie własnej książki "Dotknięcie pustki"

Czekając na Joe to oparta na prawdziwej historii opowieść o wyprawie dwóch przyjaciół w peruwiańskie Andy. Joe i Simon wspinając się na Siula Grande wybierają najtrudniejszą, zdradliwą trasę – zachodnią ścianę szczytu. Pozornie łatwa droga jest początkiem dramatu, który stawia obu bohaterów przed pytaniami o granicę przyjaźni, odwagi i lojalności.

?
_________________
The Truth is still out there.
 
     
ashkar
[Usunięty]

Wysłany: Sob Lis 21, 2009 14:10   

Tak, "Touching the Woid" warty jest obejrzenia, hicior to może nie jest, ale są i ciekawe sceny.

Tutaj jest całość: http://www.youtube.com/wa...7zadH1ZqAE&NR=1
Ostatnio zmieniony przez ashkar Sob Lis 21, 2009 14:11, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Lis 21, 2009 16:12   

fink napisał/a:
Najbardziej mnie ciekawi 2012. Ale boję się, że będzie on równie sztuczny, naciągany, z drewnianą grą aktorów i głupawym wątkiem romantycznym, co np. "Armageddon" czy "Dzień niepodległości".


Fink, jeśli nie przeszkadzają Ci SPOILERY, to pod tym linkiem znajdziesz super fajną recenzję 2012, prawie że klatka po klatce. Mogę się pod nią podpisac wszystkimi kończynami, bo ten film uwłacza inteligencji widza. To już "Pojutrze" było lepsze.

Nie wiem, co nazywasz "wątkiem romantycznym", bo trudno nazwać "romantycznym" wątek rozwiedzionego i skłóconego małżeństwa z dwójką dzieci... No i ten Cage'owaty Cusack. Nie do zniesienia. Najlepiej to już wypadł "spiskowiec" Harrelson :viva:

A pod tym linkiem MEGA SPOILERY w świetnie napisanej recenzji:

http://prawda2.info/viewpost.php?p=125824

Marishka
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Lis 21, 2009 17:08   

Jeden z lepszych filmów z moich lat dzieciństwa - "Never Ending Story"
muzyka też "fajowa" :)
http://www.youtube.com/wa...4U&feature=fvst
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Lis 21, 2009 17:24   

haha też pamiętam to cudo

jeszcze był "Labirynt"
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6789
Wysłany: Sob Lis 21, 2009 17:36   

właśnie skończyłam oglądać "into the wild", przepiękny film....jeszcze raz dziękuje MIT za tę propozycje.....bardzo chciałabym wiedzieć co myślał umierając.... czy myslal o rodzine, ....dla mnie to ewidentnie autodestruktywne, autoagresywne zachowanie w odpowiedzi na brak milosci ze strony rodziców..... :sad:
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Sob Lis 21, 2009 18:08   

Molka napisał/a:
Hannibal napisał/a:

dzieciństwo marzenie 8-)

tez tak mysle.... :-D


tak, z perspektywy fotela ustawionego przed kompem na pewno :-p
tu sie podtopic, tam pokicac po polkach skalnych - warunki wymarzone dla n-latki
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Lis 22, 2009 19:20   

Właśnie obejrzałem sobie "Czekając na Joe" - można zobaczyć jak przeogromna może być siła człowieka, żeby przeżyć, żeby nie zrezygnować i ot tak nie umrzeć w "zwykłych śpiworze" :)
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Lis 22, 2009 20:42   

Hanni, zabierz się za książkę napisaną przez Joe, bo film zajeżdża cienizną. Byłem kompletnie rozczarowany, gdy po kilkukrotnej lekturze, wreszcie doczekałem się ekranizacji - mając mocno wyśrubowane oczekiwania. Prawie się śliniłem w oczekiwaniu na film jak już były zapowiedzi, a tu gniot.

Zresztą, materiał scenariusza sam się napisał ręką cudem ocalałego wspinacza. Myślałem, że tego nie da się spieprzyć, a jednak. Siła książki tkwi w fenomenalnej narracji i uzewnętrznieniu cierpienia, by sobie czytelnik wyobraził, co mógł czuć bohater, gdy złamał kończynę na filarze, czym wydał na siebie wyrok, a odpowiedzialnością za jego wykonanie - wedle reguł tej gry - obarczył kumpla-partnera na jednej linie. Późniejszy upadek w szczelinę, zatrzymanie się w niej, dotarcie do wyjścia i wędrówka w dół poprzez lodowiec, aż w rejon bazy wypadowej - to wszystko Joe zobrazował słowami wręcz namacalnie. Dramat fizyczny i psychiczny Joe jest trudny do wyobrażenia. Pamiętam jak czytałem o sytuacji z innej opowieści, gdy ocalały alpinista dociera w nocy do drzwi schroniska. Przeżył upadek, ocalał jako jedyny, ale zmarł z wycieńczenia na progu..

Film nawet minimalnie nie wydolił, grzebiąc moje nadzieje na monstrualnie dobrą adaptację. W temacie wspinaczki wciąż czekam na seans "Nordwand". Może wtedy...

Tomek



To jest właśnie Joe Simpson.
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:34, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Lis 22, 2009 20:54   

M i T napisał/a:
Hanni, zabierz się za książkę napisaną przez Joe, bo film zajeżdża cienizną.

a oczekiwałeś jakiegoś wielkiego rozmachu z fanfarami?
film w sposób prosty pokazuje tę historię i mi się to akurat podoba
książka to książka, na pewno jest w niej o wiele więcej niż w filmie - nikt tego nie kwestionuje
oczywiście z chęcią ją sobie przeczytam :)
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
Ostatnio zmieniony przez Hannibal Nie Lis 22, 2009 20:54, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Lis 22, 2009 21:04   

Co Ty?

Jakiego rozmachu i fanfar? Oczekiwałem wniknięcia, wręcz werżnięcia się dłutem w psyche widza, by ten struchlał, a po wielu minutach (taki film powinien trwać co najmniej 4 godziny :) ) doznał tego, co bohater - słodyczy ocalenia. By spięty jak agrafka nagle rozluźnił się niczym Joe, a właściwie jego obleczony skórą szkielet - cały w moczu i kale docierający do namiotu, z którego nikt szczęśliwie nie ruszył dupska.

Rozmach i fanfary rozniosłyby ten film na strzępy.

ps: By pokazać to, czego chciałem w tym filmie - potrzeba inteligencji, odwagi, empatii i eksplorującego jak kret ziemię umysłu. Atakowanie widza teledyskowymi wstawkami jeszcze pogorszyło sprawę. Jak przeczytasz Hanni, to daj znać.

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Lis 22, 2009 21:09   

To za dużo oczekiwałeś, bo to czego oczekiwałeś jest piekielnie trudne. Chętnie bym zobaczył, czy "you can walk the walk" jeśli chodzi o te sprawy i coś samemu zekranizował ;)
A czytałeś "The Reader" Schlinka? Tutaj też film się nie umywa.
Pomarzyć zawsze można, ale trzeba być realistą i nie oczekiwać nie wiadomo czego. :)
P.S. Wstawka teledyskowa rzeczywiście chybiona
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
Ostatnio zmieniony przez Hannibal Nie Lis 22, 2009 21:10, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Lis 22, 2009 21:19   

Nie czytałem "Lektora", lecz film jest dobry.
Film o Joe Simpsonie i jego pełzaniu ku życiu w smrodzie zgniłych, zagęszczonych odwodnieniem szczyn, i w nadziei na przetrwanie pachnącej jak letni poranek, nie spełnił ich nawet w ułamku.

Za to czekam, by jakiś fachura zobrazował zdobycie najwyższej ściany świata, Nanga Parbat, przez tego oto człowieka:

Fota przed:



i po zdobyciu 5 kilometrowej ściany (dżisas, kumacie? Pięć kilosów granitu, 5 kilosowa przepaść !!)



Wygląda mi, że mógłby go zagrać Ralph Fiennes :viva:

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:36, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Lis 22, 2009 21:25   

W sumie teraz jak patrzę na te dwa zdjęcia Buhla (spadł ostatecznie z nawisem śnieżnym w otchłań) to na pierwszym wygląda jak Fiennes, po zejściu jak Adrien Brody 8-)

Tomek
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Pon Lis 23, 2009 01:08   

:viva:
bingo
Tomek, moglbys robic castingi do filmow
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
ashkar
[Usunięty]

Wysłany: Pon Lis 23, 2009 01:26   

Adrien Brody tak. Fiennes zdecydowanie nie. To znaczy zagrać mógłby na pewno. Podobieństwo nikłe.
Ostatnio zmieniony przez ashkar Pon Lis 23, 2009 01:29, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Lis 23, 2009 07:38   

M i T napisał/a:
Za to czekam, by jakiś fachura zobrazował zdobycie najwyższej ściany świata, Nanga Parbat, przez tego oto człowieka:

a istnieje w ogóle jakiś film o górach, o który z czystym sumieniem mógłbyś powiedzieć, że to kawał dobrej roboty?
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Pon Lis 23, 2009 12:24   

ashkar napisał/a:
Adrien Brody tak. Fiennes zdecydowanie nie. To znaczy zagrać mógłby na pewno. Podobieństwo nikłe.


Imo, maja bardzo podobne rysy twarzy, ale inny kolor oczu i stad diametralnie inny efekt.
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 40
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Lis 23, 2009 13:12   

Ktoś z Was oglądał "Bękarty Wojny"???
Dla mnie Christoph Waltz w roli pułkownika Landa rewelacja na miano Oscara.
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 01:51   

Tomek cos pisal kilka postow temu, ze Brad Pitt dal rade. Ja widzialam, ale nie liczy sie. Musze powtorzyc seans. :hihi:
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
Nowy24

Dołączył: 31 Mar 2009
Posty: 62
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 08:29   

MonikaW zgadzam się z tobą :) :) Zagrał niesamowicie. Także uważam że zasługuje na oscara za 2-role :) :) W ogóle bardzo dobry film. Polecam (Bękarty Wojny)
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 20:50   

Panie, Panowie - nie mamy w tej chwili neta w chałupie, ale wczoraj na serio przyjrzałem się "Bękartom..". I zanim nagryzmolę o wrażeniach, tylko jedna sprawa - nie wiem jak Tarantino to zrobił, co zażył, z kim się przespał czy co go natchnęło -bo stworzył najlepszy jak dotąd film w swej karierze! I nieważne, czy napiszę jutro jak patałachy zdołają wreszcie naprawić usterkę, czy za tydzień, bo w tej materii nic się nie zmieni.

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 20:51   

no my tutaj tesknimy sobie, wracajcie :papa:
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 40
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 21:02   

M i T napisał/a:
Panie, Panowie - nie mamy w tej chwili neta w chałupie, ale wczoraj na serio przyjrzałem się "Bękartom..". I zanim nagryzmolę o wrażeniach, tylko jedna sprawa - nie wiem jak Tarantino to zrobił, co zażył, z kim się przespał czy co natchnęło -bo stworzył najlepszy jak dotąd film w swej karierze. I nieważne, czy napiszę jutro jak patałachy zdołają wreszcie naprawić usterkę, czy za tydzień, bo w tej materii nic się nie zmieni.

Tomek

Podzielam Twoją opinię do kina wyciągnął mnie mąż, nie czytałam wcześniej recenzji.
Jak usłyszałam film o II wojnie i Tarantino :mad:
Miło mnie zaskoczył chociaz nie powiem momentami zamykałam oczy.
Wracajcie szybko tu ...
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 21:04   

Widzę, że jutro - o ile lesery naprawią net, ja i Marisha będziemy musieli narobić sporo dobrej kawy, usiąść wygodnie i po prostu przeczytać te ponad 200 fascynujących postów :)

Tomek
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 40
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Wto Lis 24, 2009 21:51   

Ile z tych 200 będzie fascynujących :-D
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Śro Lis 25, 2009 18:47   



Zalatuje takim hipisowskim kwasowym klimatem. Ma coś w sobie. Co tu dużo gadać. Staroć, który daje radę. Ba, on deklasuje większość współczesnej badziewiady fantastycznej, która opiera się głównie na młócce i komputerowych efektach.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Lis 26, 2009 21:28   

Jak ktoś jeszcze nie oglądał Fincherowskiego "Zodiaka", to teraz właśnie zaczyna się w TVNie.

Marishka

P.S. No i ten lektor!
Ostatnio zmieniony przez M i T Czw Lis 26, 2009 21:42, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pią Lis 27, 2009 11:38   

pamiętacie tę scenę - http://www.youtube.com/wa...feature=related ? :-D
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
Nowy24

Dołączył: 31 Mar 2009
Posty: 62
Wysłany: Pią Lis 27, 2009 15:57   

"Zodiak". Kiedyś ten film oglądałem i pamiętam że jest dobry. Ostatnio oglądałem serial "dexter". Nie ukrywam że wiązałem z tym serialem olbrzymie nadzieje (lubię amerykańskie seriale: "the wire", "Rodzina Soprano"-mój ulubiony, "Świat Bundych" :) , i nawet 1,2-sezon były w miarę ok. (ocena 6/10) niektóre sceny w ogóle super!! to pozostałe sezony 3,4 to totalne dno...Tak mi się akurat dexter skojarzył z zodiakiem :) :) Dlatego napisałem.

Pozdrawiam
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Lis 28, 2009 09:31   

Ktoś może się orientuję, skąd można ściągnąć lub ew. kupić sztukę teatru telewizji - "Trąd w Pałacu Sprawiedliwości" w reż. Janusza Morgensterna z 2001 r.?
Oglądałem go wtedy i pamiętam, że duże wrażenie zrobiła na mnie gra aktorska Zapasiewicza, Treli czy Holoubka.
Sprawdzałem, gdzie się dało i nigdzie tego nie ma. Nawet nie mają w sprzedaży w TVP
http://tiny.pl/hx1l4
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
Ostatnio zmieniony przez Hannibal Sob Lis 28, 2009 09:33, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
iliq 

Pomógł: 26 razy
Dołączył: 18 Wrz 2009
Posty: 1238
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Lis 29, 2009 19:59   

http://www.youtube.com/wa...l&v=l92ok_SHxsQ <- ponoć lepsze od pełnometrażowego, ciekawe jest to że jest to firm nie odbiegający tak bardzo od "real world"
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Śro Gru 02, 2009 18:16   

Gore na wesoło, czyli "Zombieland".

W dechę!!!!!! Tego się nie spodziewałem.
Wiedziałem, ze chodzi o zombiaki " do śmiania się" - temat zryty do szpiku kości - ale że zobaczę taką komedyję? Nosz ten film jest do wielorazowego użytku, bo dobra zabawa, świetni bohaterowie, kapitalne dialogi, BILL MURRAY, sytuacyjny humor i pomysł.

Zobaczcie bohaterów.


Patykowaty, zahukany i prawie allenowski Żydek, dwie dziołszki-patentowane złodziejki oraz drągal Woody z południowym akcentem. Mało tego, film zaczyna się jak wystrzelony z bawolego kopyta - w czołówce mamy "For Whom the Bell Tolls" Metalliki z drugiego, prze-zajebiaszczego albumu. Kto wpadł na ten pomysł, musiał zrobić rasowy film. O reszcie nie wspomnę, by nie spoilerować, ale Bill Murray - sami oceńcie :)

No i mamy też: dym lecący z Kapitolu, ogólną degradację USraela, hordy martwych paszczaków (nie najważniejsi w filmie), zafiksowanie bohatera na cucu pod postacią jakiegoś batona ... i napiszę raz jeszcze z i naciskiem - MURRAYA BILLA :-D

Generalnie jest śmiesznie, lekko, bez zobowiązań - czacha odpoczywa i raduje się przygodami świrów w świecie, gdzie martwiżywi opanowali przestrzeń publiczną.

ps: Mały przykład: bohaterowie szwendają się po opustoszałym otoczeniu Hollywood. Odwiedzają willę Billa, a ten mówi, że widział Eddiego Van Halena. I co z nim? - pyta podekscytowany Woody. "Jest zombiakiem" - rzecze na to bez emocji Bill :-D

Tomek

ps: No wyobraźcie sobie, że tego rodzaju film rozpoczyna się tak:
http://www.youtube.com/watch?v=bg92QpjRcJk
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:39, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Gru 03, 2009 18:32   

"Galerianki" czyli "w pogoni za komórą i dymu chmurą".

Film zarobił więcej w stosunku do wkładu niż ustawa przewiduje. Chciałoby się krzyknąć, że to polski przypadek "Blair Witch Project", jednak primo - nie ta klasa, secundo - "Galerianki" nie zostały nakręcone z entuzjazmem debiutującego.
Od razu dygresja: jak zwykle w Polsce nie zadbano o odpowiednią ilość kopii, bo nikt nie spodziewał się komercyjnego sukcesu, choć film poziomem przypomina "Klan": tak Panie i Panowie - dokładnie tak!!

Jednak dystrybutor w ostatniej chwili użył szarości komórek mózgowych swoich i jął się dorobienia kopii, ale mniejsza o to, bo i tak mamy do czynienia z gniotem, któremu nic nie pomoże.
Film reklamowano jako prowokujące, realistyczne spojrzenie na nastolatki szukające tzw. sponsorów w handlowych molach, a skończyło się na zmarnowanym, dobrze rokującym pomyśle.
Po seansie i w trakcie miałem dziwne uczucie, że postacie są odklepującymi swe kwestie aktorami, którzy ograniczyli się do poziomu małomiasteczkowego szkolnego teatrzyku, gdzie widownią są rodzice występujących, radni oraz zaproszeni sołtysi i okoliczne klechy.

Plakat przedstawiający znieczulone emocjonalnie dziewuchy, zwiastował zupełnie co innego, niż to co zobaczyłem na ekranie. Obiecywał dawkę porażającego realizmu, znakomitej gry młodych ludzi oraz naturszczykowy charakter. Nic podobnego! Obserwowałem żenujący poziom warsztatu aktorskiego, cholernie złe dialogi (no jak można wkładać w usta na wszystko dookoła nastolatki słowa "prawdopodobnie, wręcz"?) Słaby aktor, zwłaszcza teatralny (teatr to takie miejsce, gdzie pracują bardzo słabi aktorzy :x ), skupia się wtedy na wypowiedzeniu poprawnie takiego zawijańca i od razu traci na wiarygodności. Powinno być jak w realu, czyli krótkie zdania albo równoważniki zdań i do ciężkiej cholery, wciągające postacie, a nie tekturowe i płaskie udawanie na ekranie.
Ten film POWINIEN poruszyć mózg, uczucia, a wywoływał ciągłe oczekiwanie na koniec. Nie udało mi się uronić łzy ani zdenerwować, bo z monitora walił po oczach plastik i totalna amatorka.
Bohaterkami były 4 dziewczyny. Historię jednej z nich reżyserka ucięła nagle jak gilotyną, by istotnego w końcu wątku nie rozwijać dalej - bo i po co? Mało wyrobiony widz będzie i tak śledził losy herszta tej grupki i jej nowej przyjaciółki, która przez cały czas poszukuje dla siebie odpowiednio cool komóry, bo jej dotychczasowa, wielka jak cegła - uniemożliwiała koleżeńską akceptację.
Oczywiście, że ironizuję, bo gdzieżby tak wartościowy (debiut roku) film miał opowiadać o polowaniu na lepsiejszy telefon komórkowy, ale istotne wątki i sens filmu, były tak dokumentnie spitolone, spłycone i zserializowane, że ironia narzuca się sama.
Nie zgadzam się z szumem wokół "Galerianek", bo to film bardzo mierny, wręcz beznadziejny.
To, że reżyserka coś tam chciała przekazać o kondycji nastoletniej młodzieży i fatalnym wpływie toksycznych rodziców, nie jest wystarczające. Trzeba mieć materiał i go nie spieprzyć. Pierwszy warunek został spełniony, drugi - jak w przypadku porażki pod tytułem "Janosik - prawdziwa historia".

ps: Nie dowiedziałem się nic o galeriankach, bo scen w galerii - jak na lekarstwo. Raz czy dwa dziewczyny zaczepiały jakichś fagasów z wyglancowanymi karkami i w krawatach, ale kurcze, są filmy tak dobre, że ich akcja mogłaby rozgrywać się w tekturowym pudle tylko, bo tak dobre są dialogi i tak doskonała gra.
KLAPA !!

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:43, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Śro Gru 09, 2009 12:52   

M i T napisał/a:
ps: Nie dowiedziałem się nic o galeriankach, bo scen w galerii - jak na lekarstwo. Raz czy dwa dziewczyny zaczepiały jakichś fagasów z obrzytwowanymi karkami i w krawatach, ale kurcze, są filmy tak dobre, że ich akcja mogłaby rozgrywać się w tekturowym pudle tylko, bo tak dobre są dialogi i tak doskonała gra.
KLAPA !!

Tomek

A "Mean Girls" widziałeś? Tematyka dość zbliżona do "Galerianek".
Wg mnie lepiej zrobiony, choć oczywiście pewnie do majstersztyku "troszkę" mu brakuje ;)
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Gru 12, 2009 15:30   

Cytat:
Film "Ślepy los" Lucy Walker mówi o przekraczaniu barier pozornie niemożliwych do przekroczenia. Opowiada o niewidomych, którzy prowokują los, żeby nie był ślepy. Chcą zobaczyć wszystko. Obraz 11 grudnia wchodzi do polskich kinach. W Tybecie niewidomi są obywatelami obciążonymi religijną anatemą. Powszechnie uważa się, że brak wzroku jest efektem śmiertelnego grzechu jednego z poprzednich wcieleń chorego. Film "Ślepy los" w kinach od 11 grudnia 2009

http://www.students.pl/ku...-recenzja-filmu

wydaje się ciekawy
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
Ostatnio zmieniony przez Hannibal Sob Gru 12, 2009 15:30, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Gru 12, 2009 20:02   

No to Cameron wziął się i zawziął. Tak się naprężył, 15 lat przygotowywał, czekał na TEN moment, wydał ponad 200 mln zielonych, zatrudnił mrowie ludzi, komputerów. Obiecuje się film rewolucyjny, zmieniający oblicze kina i inne posrane tego typu hasełka, a tu taka żenada. Popatrzcie sami:



CO TO MA BYĆ, JA SIĘ PYTAM ? !! Czy to jest mieszkaniec obcej planety na miarę filmu rewolucyjnego? Czy ta alien-dziewoja, sztuczna jak bohaterowie s/f dla tatusia z dziećmi wracających z niedzielnej mszy, to jest opus magnum w twórczości Camerona? Czy 15 lat czekał, by światu zaprezentować taki badziew?

Przecież jeszcze nawet filmu nie ma w kinach, a ja nie mam najmniejszej ochoty oglądać nejlepsiejszego dzieła Jamesa Camerona?

Ależ gniot się szykuje! :razz: Może autor KAPITALNEGO "Aliens" i "The Abbys" ma cofkę do kołyski czy co?

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:44, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Gru 12, 2009 20:17   

No po prostu ŚWIETNE!! Aż mi ulżyło :viva:




Gaddemyt !! Widzieliście "Rec"? Nie podoba się? To po "dwójeczkę" nie sięgajcie, bo jest jeszcze bardziej "nie do zniesienia". Uwielbiam trYnd kręcenia niby-dokumentów ku chwale maniaków grozy i na pohybel dodowatym :what:

Nic na razie nie napiszę, bo to byłby jeden wielki spoiler. A ten plakat jest dla mnie zaskoczeniem, oficjalne są bardzo grzeczne lub minimalistyczne (ot napis jedynie i czerń lub jakieś oko zalane czerwienią).

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Sob Gru 12, 2009 20:19, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Sob Gru 12, 2009 21:18   

Cytat:
Ależ gniot się szykuje! :razz: Może autor KAPITALNEGO "Aliens" i "The Abbys" ma cofkę do kołyski czy co? Zresztą, nie moja kasa no i mam "Dystrykt9" - starczy na zajebiście długo



A widziałeś najnowsze recenzje? Jeśli to nie jest jakiś żydomasoneandertalski spisek, to wszyscy po obejrzeniu trailera i fragmentów w necie mówili, że badziew będzie. Ajak wyszli z kina 10/10 dają.

Podobno historia jakich wiele, ekobajeczka, bohaterowie słabi, jakieś mangowe żenado-ludy itd ale... sposób podania tego, zrobienia, skonstruowania przedstawienia - "miażdży".

no ciekaw jestem jak to się będzie broniło
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Sob Gru 12, 2009 21:19, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Nowy24

Dołączył: 31 Mar 2009
Posty: 62
Wysłany: Sob Gru 12, 2009 23:17   

Widziałem "rec 2" i osobiście mi się nie podobał. W treści nie wnikałem bo ogólnie kiczowato zrobiony (bardzo po Amerykańsku)...

"Rec" cz.1 bardzo mi się podobał a cześć 2 jak zawsze...
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Gru 12, 2009 23:36   

Nie jak zawsze, bo ... "Aliens" Camerona, "Godfather II" Coppoli, "Back To The Future II" Zemeckisa, "Evil Dead 2" Raimiego i wiele innych.

Cóż hiszpańskiego poza językiem jest w pierwszym "Rec"?
To kawał Blairwitchpodobnego, kapitalnego amerykanopochodnego kina, tyle, że z bezpardonową szarzą na zmysły osłupiałego realizmem widza.

Tomek

Ps: Ale fakt - dwójka ustępuje pierwowzorowi (edycja: jest do bani). Tamten gruchotał zwoje mózgowe i przerywał synapsy, wręcz zdzierał z nich mielinę 8-)
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Iga
[Usunięty]

Wysłany: Nie Gru 13, 2009 10:32   

Nie wiem,czy ktoś pisał tutaj o "Millennium".
Film gorąco polecam,szczególnie Marishce i Tomkowi-sądzę,że spodoba się Wam.
http://www.filmweb.pl/f46...%85+kobiet,2009
Ostatnio zmieniony przez Iga Nie Gru 13, 2009 10:32, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Gru 13, 2009 14:48   

Waldek B napisał/a:
wszyscy po obejrzeniu trailera i fragmentów w necie mówili, że badziew będzie. Ajak wyszli z kina 10/10 dają.


A to bardzo ciekawe jak tego dokonali, skoro na oficjalnej stronie jest podane, że światowa premiera ma być dopiero... 18 grudnia :what: ?!

Marishka
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Gru 13, 2009 15:33   

no ale dla elit było 10 bodajże
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Gru 13, 2009 22:53   

Chyba czas się przyznać bez lania...

Drodzy Forumowicze, dzwońcie po pogotowie, zawezwijcie mocnych kolesi z kaftanem bezpieczeństwa, bo chyba mnie popieściło i popadłem w szaleństwo !!!!
Panie i Panowie! Pragnę zadeklarować poparcie i sympatię dla filmów: "Zmierzch" i "Księżyc w nowiu" :faint:
Mało tego, choroba zdaje się potrwać aż do końca cyklu :(

I kto to pisze? Ja, Tomkiewicz, roztkliwiający się nad "Addiction", "The Hunger", "Låt den rätte komma in", "Interview With A Vampire", "Nosferatu" Herzoga, "Shadow of the Vampire", "30 Days of Night" czy "Dead Girl"...

Dałem się ponieść, zaraziłem tym Marishkę, razem teraz chorujemy, mając przedupczone do końca tej żenującej metro-gejowatej sagi o wyżelowanym lalusiu, jego pannie z wiecznym karpikiem na twarzy i zgrai wilkołaków kojarzących się z gay-parade w Amsterdamie :what: Co-jest-grane?

Czy ktoś miałby chęć wspomóc chorych? :roll:

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:47, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Gru 13, 2009 23:05   



Serdecznie polecam ten film wszystkim lubiącym dobre kino kreślące relacje pomiędzy człowiekiem a naturą.

Hannibal, widziałeś?

Scena przeprawy przez stary indiański cmentarz, robi kolosalne wrażenie.

Dziś o godz. 23:45 na TVN

"Jeremiah Johnson" Sydneya Pollacka. W roli głównej Robert Redford.

Tomek
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Pon Gru 14, 2009 01:06   

Zgadza sie, to jest swietny "western", ale gdzie Hani o takiej szalonej godzinie mialby cus ogladac, jutro trzeba wstac, koniom wody dac, pole zaorac...
Twilight mi wczoraj strasznie zachwalala moja fryzjerka, a ze rowna z niej babka, to moze obejrze. A zaraz zabieram sie za powtorne, tym razem uwazne ogladanie "Inglorious basterds" :D

btw, wpatrywalam sie w ten profil Marishki chyba ze 2 minuty, bo tak mi strasznie kogos przypomina, i juz wiem - Andy MacDowell! :D
Ostatnio zmieniony przez _flo Pon Gru 14, 2009 01:08, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pon Gru 14, 2009 02:11   

Super, to ja się zbieram powoli za rzetelniejszy opis wrażeń dot. basterdów.
Ociągam się, ale do jasnej cholery, to najlepszy film Quentina Tarantino :viva:

Tomek


Na początek fota bohatera numer 1 :pada: :

 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pon Gru 14, 2009 02:22   

Flo, śmiało możesz prowadzić castingi :)

Stare zdjęcia: zarówno jednej jak i drugiej Pani w zestawieniu z lat 80-tych. Po lewej: makijaż nie stosowany, tyle że retusz fotografa.





Tomek
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Pon Gru 14, 2009 04:47   

M i T napisał/a:
Stare zdjęcia: zarówno jednej jak i drugiej Pani w zestawieniu z lat 80-tych. Po lewej: makijaż nie stosowany, tyle że retusz fotografa.

:viva: :hah:

okej obejrzalam "Inglorious Basterds"
dobry w ryj!!!
Tomek pisz te recenzje koniecznie, bo jest o czym pisac.
Kilka zdan ode mnie:
- naturalizm Tarantino i bezczelne sceny skalpowania czach, rozcinanych gardel - pasuja do tematu wojny jak ulal. Ja ogolnie ciezko znosze takie klimaty i musialam zatrzymywac na chwile oddechu co jakis czas, ale ten aspekt jak najbardziej tutaj przydaje tylko lepsiejszosci.
- aktorstwo pierwsza klasa. Brad Pit i Waltz czynia z filmu czarna komedie. Momentami. Tyle ile trza.
- bardzo mnie sie podobal watek romansowy Shoshanna + Fredrick i ich ostateczne "zblizenie". W ogole podobala mi sie rola Melanie Laurent - dziewczę charyzmatyczne i samodzielne, lubie takie postaci.
- sam watek "the basterds" - amerykanskie chlopaki zabijaki prosto z boiska do baseballa - "kewwwl"
Ostatnio zmieniony przez _flo Pon Gru 14, 2009 04:47, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Gru 14, 2009 08:27   

M i T napisał/a:
Hannibal, widziałeś?

nie, ale obejrzę sobie :)
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Gru 14, 2009 10:45   

"Wszystko co kocham" w reż. Jacka Borcucha.
http://www.plejada.pl/2,2...ni,artykul.html
Występuje tu Olga Frycz, która mówi o sobie, że ma "twarz srającego kota na deszczu".
Była ostatnio u Kuby W. i muszę powiedzieć, że zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Jak Kuba dobrze podsumował - "Ty jesteś tak z innej bajki" :-)
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Pon Gru 14, 2009 13:30   

M i T napisał/a:

Panie i Panowie! Pragnę zadeklarować poparcie i sympatię dla filmów: "Zmierzch" i "Księżyc w nowiu" :faint:
Mało tego, choroba zdaje się potrwać aż do końca cyklu :(


Mnie wyleczyło przy drugiej części, bo szczerze mówiąc, o ile pierwsza miała swoje momenty, to druga wbrew trailerowi nie daje się oglądać, nudzi, zniesmacza, wręcz uwłacza, chyba nawet tym nastolatom.

Ale domyślam się, która stłamszona część hybrydy wyje do księżyca i nocnej magii. Zamiast grzybów bogini dostaje niedziałający opłatek gargamela, surogat alkoholowy albo logiczne życie w trzezwości. I tak "z braku laku" to się kończy, że dorośli ludzie zdziwieni znajdują siebie przed podobnymi gniotami, szukając podświadomie nie do końca wiedząc czego...
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
 
     
Nowy24

Dołączył: 31 Mar 2009
Posty: 62
Wysłany: Wto Gru 15, 2009 09:55   

http://poland.bbcknowledge.com/tribe/episodes.html

Ostatnio widzałem ten dokument na BBC. Bardzo fajny:) Polecam.

Jeszcze jedno pytanie. Widział ktoś film "apocalypto" ?? Warto go zobaczyć ??
Ostatnio zmieniony przez Nowy24 Wto Gru 15, 2009 09:58, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
gravs 


Pomógł: 10 razy
Wiek: 34
Dołączył: 13 Gru 2009
Posty: 482
Skąd: ze wsi
Wysłany: Wto Gru 15, 2009 17:52   

warto, mi się podobało choć nie ma co ściemniać - jest to typowe amerykańskie kino akcji tyle, że osadzone w dość ciekawych realiach. ale na pewno lepsze niż przereklamowany i nudny zmierzch;P
_________________
każda sztuka jest bezużyteczna - oscar wilde
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Wto Gru 15, 2009 23:17   

O "Białej wstążce" raz jeszcze, krótko i na temat:

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,7013

Marishka
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Śro Gru 16, 2009 18:16   

gravs napisał/a:
ale na pewno lepsze niż przereklamowany i nudny zmierzch;P


Nudny nie jest, a po prostu głupi, przeciętnie zagrany, z przeciętnymi dialogami. I podoba mi się.
I nic na to nie poradzę.

Wczoraj w ramach odświeżenia pamięci jeden z najpiękniejszych filmów, jakie widziałem -
"My Girl".



Notorycznie pomijany przez publiczną telewizornię przy okazji powtórek, ten przedziwny film, ma dwie płaszczyzny. Jedna - związana z tragedią - wisi prawie niewyczuwalnie w powietrzu, by pod koniec uderzyć w widza, który już prawie uznał "My Girl" za jeden z lepszych filmów familijnych, a druga - będąca bazą - to typowa, ale doskonała obyczajówka naładowana re-we-la-cyj-nym humorem, aktorstwem (Lee Curtis, Aykroyd, Culkin i nasza 11 letnia bohaterka tytułowa) i scenariuszem, który umieszcza akcję w domu z zakładem pogrzebowym.
Właśnie, trupiarnia w domu przeciętnej rodziny amerykańskiej na przedmieściach !!
Ten film musiał WYJŚĆ! Właściciel i ojciec Vedy - zatopiony we własnym smutku po stracie żony, nie zauważa osamotnionej, cierpiącej na poczucie winy, super-inteligentnej córeczki, a ta z kolei - nie zdaje sobie do końca sprawy, że jej najlepszy przyjaciel - Thomas J. (Culkin), jest naprawdę NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM i może w przyszłości także mężem. Thomasa i Vedę łączy poziom wrażliwości oraz silna więź i to właśnie na tej relacji opiera się główny emocjonalny ładunek wybuchowy i siła filmu. Pisano wtedy, że reżyser - jak nikt wcześniej i nikt potem - doskonale poprowadził małego Culkina i ja się pod tym podpisuję.

Dorosły w tym filmie ma równie mocno pokiereszowane, co dziecko.
Tata Vedy zajmuje się wizualną kosmetyką zmarłych z taką pieczołowitością, jakby chciał w ten sposób przywrócić do życia swą żonę, która - co podkreśla tylko dramat Vedy - zmarła w wyniku powikłań po jej narodzeniu. Zapomina o wszystkich, bo zapomniał, nie pamiętał już siebie z lat szczęścia.
Z trudem bohater Aykroyda przepycha się przez własny bezwład emocjonalny, by ponownie stanąć twarzą w twarz z dojrzałym uczuciem, którego perspektywę roztacza świeżo upieczona pracownica - kobieta stanowcza, wrażliwa, doskonale widząca swe emocje. Z takim samym wysiłkiem ponownie zbliża się do córki, albo raczej powinienem napisać, że śmierć Thomasa go do niej zbliżyła.
Ostatecznie, to największa tragedia, bo dotykająca dziecko - ma w tym filmie siłę wiążącą, uświadamiającą i oczyszczającą, nawet większą niż żywotność i wigor Shelly.

Gdy oglądam "My Girl", nieodmiennie włącza mi się magiczne myślenie, by kazać oczekiwać na inny koniec, że jednak Thomas i Veda będą wciąż wspólnie jeździć na rowerach, śpiewać, rozmawiać, bawić się nad jeziorem, przekomarzać i droczyć. Że w przyszłości będą tworzyć dojrzały związek. Zupełnie rozkleja mnie "My Girl" - o dziwo, po latach jeszcze bardziej !!

Rozklejam się mimo wszechobecnego humoru, atmosfery swobody obyczajowej lat 70-tych. Nie pomaga ani świrnięta, żyjąca we własnym świecie, autystyczna, stetryczała babka Vedy, ani też scena w salonie bingo....
Przyznam szczerze, że mocno utożsamiam się z Thomasem. Jako dziecko marzyłem, by mieć TYLKO jednego przyjaciela (zwłaszcza przyjaciółkę), spędzałem więcej czasu z dziewczynkami, czułem się też nieco wyizolowany, nieśmiały i cholera..
Fizycznie, jako dziecko, byłem trochę podobny do malutkiego Culkina.

"My Girl" zastępuję mi całą sferę młodzieżowego amerykańskiego kina, gdzie główne role zarezerwowano dla dzieci. Film po tylu latach nie pokrył się pleśnią, "działa" jeszcze bardziej, więc co mi pozostaje, jak nie nazwać go swoim osobistym arcydziełem :-D

tekst dedykowany Marishce za wszystko!

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:53, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Śro Gru 16, 2009 18:39   

Cholera... A ja się rozkleiłam nie tylko oglądając film, ale czytając teraz recenzję Tomka...

:hug:
Marishka
 
     
Neska 


Pomogła: 23 razy
Wiek: 38
Dołączyła: 01 Sie 2009
Posty: 1331
Wysłany: Śro Gru 16, 2009 18:58   

Hannibal napisał/a:
"Wszystko co kocham" w reż. Jacka Borcucha.
http://www.plejada.pl/2,2...ni,artykul.html
Występuje tu Olga Frycz, która mówi o sobie, że ma "twarz srającego kota na deszczu".
Była ostatnio u Kuby W. i muszę powiedzieć, że zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Jak Kuba dobrze podsumował - "Ty jesteś tak z innej bajki" :-)
Tez widzialam ten program, ta Olga ma ladny sposob bycia, cos w sobie ma, dlatego dobrze, ze jest aktorka, widzialam ja po raz pierwszy jako dziecko w 'Weiser Dawidku' z moja ukochana muzyka Preisnera, hm, tylko martwi mnie, ze na pytanie Kuby 'w ktorym roku ogloszono stan wojenny?' odpowiedziala 'w 89' :roll: glaby rosna w mlodym pokoleniu.

Tomek nic dodac nic ujac w Twoim opisie 'My girl' to tez moj ulubiony film.
_________________
Pachelbel Canon in D
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Śro Gru 16, 2009 19:19   

O śmierci w "My Girl".

Wypełnia film udając jego tło.
To największa pułapka na dobrze już roześmianego widza, bo kiedy ten zdoła zaakceptować fakt profesji taty Vedy, uznając, że to job jak każdy inny, śmierć tak sympatycznego bohatera jak Thomas, musi być niezłą obsuwą.

W "My Girl" śmierć daje się jednak pozornie ugłaskać (do czasu) poprzez jej powszechność w życiu bohaterów. Zakład pogrzebowy znajduje się w podpiwniczonej części domu, Veda tam zagląda, piłka jej tam wpada przypadkiem, a ona sama, czy tego chce czy nie - ciągle o śmierci rozmyśla. No i ma objawy hipochondrii - stara się uciec w chorobę, by w końcu zostać zauważoną przez ojca i dokładnie z tego samego powodu nabiera przekonania, że zakochała się w swym nauczycielu (w domyśle: zastępcy ojca).
Śmierć zadomowiła się w rodzinie dziewczynki - i fizycznie i psychicznie. Wraz z nią nadeszły lęk i zanikające poczucie bezpieczeństwa. Nie ma już matki, bo zmarła, a paradoksalnie żyje sędziwa babka. Ale powstaje pytanie, czy ona faktycznie żyje, kiedy nie ma z nią werbalnego kontaktu, kiedy tylko porusza się jak nakręcony manekin i ogląda głupkowate show w TV - ciągle z tym samym, niezmiennym i pustym wyrazem twarzy? Ma się wrażenie, że lada moment przyjdzie na nią czas, ale nic podobnego!! Za to ginie w tragicznych okolicznościach malutki chłopczyk, nie żyje młoda i piękna matka Vedy, ojciec sam do pewnego momentu też jest jak zombie.
Ale "My Girl" nie jest - wbrew wrażeniom - pochwałą Thanatosa, jest afirmacją życia jak najbardziej. Bo gdy w samą porę zjawia się uczuciowe zaangażowanie, wiele wraca do normy, wiele spraw nagle zaczyna się układać. Harmonia ze śmiercią w tle - tak postrzegam sam finał filmu.

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 17:54, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Gru 19, 2009 18:25   

Jak to miło przeczytać recenzję idealnie oddającą niesmak po seansie amatorskiego filmidła "Katyń" !!

Gorąco zachęcam do jej przeczytania. Jako, że pokrywa się w 100% z moimi zarzutami, nie mam najmniejszej ochoty czynić dubla :)

http://www.zakazanaplanet...hp?readmore=853

Tomek
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Gru 20, 2009 20:41   

Awatar ssie.

Żartuję. To dobrze zrobione widowiskowe kino familijne. Niestety spóznione o kilkanaście lat dla mnie. Piękne latające krokodyle. I tyle.
Porywa oczy, ale duszę już mniej. No chyba, że tą naiwną dziecięco-neandertalską, która idealizuje "smalcożerne kamczadale" i inne "ludy Westona".

Być może obrazami sf się już przejadłem. Mimo to nadal powstają takie, gdzie można być zaskoczonym przez nową interesującą ideę lub formę - Dystrykt 9, Moon, Pozwól mi wejść. Awatar tego nie ma.

Nie ma głębi, nie ma świeżości. Za to kolor, patos, dzicz i "pompatyzm" wylewa się tonami. Niebiescy są zbyt czarni. Nawet zwierzęta pandoriańskie to odgrzewane kotlety z krzyżówek ziemskich stworzeń. Przypuszczam, że nie projektowali ich Artyści - psychodeliczni wizjonerzy w rodzaju Moebiusa, Gigera, Crumba, a tabletowi zarobkowicze od tzw "concept art".

Słowem nie sztuka, a dobre rzemiosło.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Nie Gru 20, 2009 20:45, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Nie Gru 20, 2009 21:13   

http://abcnews.go.com/Ent...tory?id=9385992
RIP Brittany Murphy
32 lata
Ostatnio zmieniony przez _flo Nie Gru 20, 2009 21:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Nie Gru 27, 2009 09:12   


good things come for those who wait :viva:
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Gru 27, 2009 09:14   

_flo napisał/a:
good things come for those who wait :viva:

Trochę w innej formie jest "All good things to those who wait". Wiesz z jakiego filmu? :)
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Nie Gru 27, 2009 09:17   

no powinno byc "to" chyba, a nie "for"
z jakiego to filmu Hani, nie mam pojecia

edit: ano, juz wiem, Hannibalu Lecter :-)
Ostatnio zmieniony przez _flo Nie Gru 27, 2009 09:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
alejasienieznam 

Wiek: 29
Dołączył: 13 Maj 2009
Posty: 340
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Gru 27, 2009 12:42   

Waldek, ale tego Avatara nie oglądałeś w kinie?
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Czw Gru 31, 2009 02:23   

kosz
:D
Ostatnio zmieniony przez _flo Czw Gru 31, 2009 02:24, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Gru 31, 2009 02:34   

Co do "Avatara" : jestem po seansie z kompa w 2D, więc przeklejam swój tekst z wczoraj - nadal aktualny. "Avatar" jest gupi i nie odszczekam opinii :)

Nie pojmuję tego:

- widziałem "Avatara" i jest zajebisty do sześcianu!
- ee..a ja czuję totalne rozczarowanie... film niegodny Camerona i ogólnie do doopy.
- a widziałeś go w 3D, w dobrym kinie?

No właśnie. Jaką ma niby mieć większą wartość potencjalnie dodoopny film, gdy zamiasst na whs, zobaczy się go w kinie na 3D?

Wybitny film to ten, który oglądnięty na VHS lub na kompie, wywołuje natychmiastowe podniecenie i niemożliwą do opanowania ochotę, by iść nań do kina już będąc pewnym, że to jest TO. Nie rozumiem oczekiwania, że seans w 3D miałby nagle podnieść rangę filmu, który ma spleśniałą bazę.

Przykładowo "Aliens". Załóżmy, że wpierw poznaję go w tv z najgorszym lektorem, jakim jest Olejniczak i perforowanego reklamami. Mimo wszystko, mimo chałupniczej prezentacji, "Aliens" to "Aliens" i głupie okoliczności nie będą w stanie zabić potęgi przyciągania filmu. Czyli, że po tak niewygodnym seansie, mam chcicę kupować go we wszystkich dobrych formatach i oglądać w kinie, byle nie w 3D, bo 3D jest do BANI!! :razz:
Co to za film, którego jedyną zaletą są przestrzenne efekty?

Jeszcze "Avatara" nie widziałem, lecz dziś seans chałupniczy. Kopia zassana, kamerą filmowana. Jak na monitorze się nie sprawdzi, to w żadnym kinie nie nabędzie jaj.

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Czw Gru 31, 2009 02:36, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
alejasienieznam 

Wiek: 29
Dołączył: 13 Maj 2009
Posty: 340
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Gru 31, 2009 10:48   

Tomku, to chyba też zależy od tego kto czego oczekuje.
Ja ze swego doświadczenia wiem, że na niektóre filmy muszę iść do kina. Filmy oglądam rzadko, a do kina chodzę w ogóle od święta i to raczej towarzysko. Kiedy do kin trafiła 1 część Transformersów, to zwiedziony sentymentem z dzieciństwa udałem się na seans wraz z kilkoma przyjaciółmi, dzielącymi ze mną ten sentyment. Dodatkowo wzmocniliśmy się 3-4 piwami :-D . Film był dla nas absolutnie rewelacyjny. Tak rewelacyjny, że potem postanowiliśmy sobie jeszcze raz obejrzeć ten film w domu, kręcony z rękawa. Po tym obejrzeniu i jeszcze rok później po obejrzeniu go na c+ zastanawialiśmy się czy na pewno byliśmy na transformersach a może upiliśmy się 3 piwami? 2 część transformersów oglądana w kinie na trzeźwo rozwiała wątpliwości. Dla mnie to po prostu film do obejrzenia w kinie. Powiedziałbym nawet, że tylko w kinie da się go oglądać :-D
Właśnie w takich kategoriach rozpatruje filmy typu Transformersów, Avatar, Terminator(ten ostatni) itp
Seans w kinie zawsze dodaje trochę wartości do filmu, ale w przypadku tego typu filmów, często stanowi o być albo nie być, czyli oglądać czy nie oglądać.
Taka moja subiektywna opinia.
Ostatnio zmieniony przez alejasienieznam Czw Gru 31, 2009 10:49, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6789
Wysłany: Czw Gru 31, 2009 11:02   

Dzisiaj rzeszowskie kino Helios 3D, organizuje "sylwka" z Awatarem w roli głownej... godzina 20:45 :-P
 
     
m
Site Admin


Pomógł: 9 razy
Dołączył: 16 Sie 2007
Posty: 835
Wysłany: Czw Gru 31, 2009 13:05   

Molka napisał/a:
Dzisiaj rzeszowskie kino Helios 3D, organizuje "sylwka" z Awatarem w roli głownej... godzina 20:45 :-P

Doniosły mi ziomy co się tam wybierają, że w seansie zawarty jest również skromny poczęstunek i symboliczna sylwestrowa lampka szampana. Nie jestem pewien czy można zamówić highmeat'a.
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa
Wysłany: Czw Gru 31, 2009 15:04   

molar napisał/a:
Nie jestem pewien czy można zamówić highmeat'a.

dowiozą z "hannibalandii" 8-)
_________________
Don't buy into mono-dimensional training regimens. Exercising should reflect how rich and varied life is. #MovNat
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6789
Wysłany: Czw Gru 31, 2009 15:36   

Ja nie jadam na imprezach... chyba ze jakies ciekawe specjały... :viva:
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Gru 31, 2009 16:15   

alejasienieznam napisał/a:
Tomku, to chyba też zależy od tego kto czego oczekuje.


W tym wypadku, zależy czego oczekuje się od Camerona.
To nie reżyser lubujący się w przedszkolnej fantastyce typu "Transformers" (zalecałbym ostrożność w porównaniach do "Terminatora"). To koleś, który przejąwszy pałeczkę od Ridleya Scotta - twórcy ARCYDZIEŁA DOSKONAŁEGO - "Alien" z 79 roku, pociągnął jak podrasowany perszeron historię Ellen Ripley w kolejnym filmie doskonałym, czyli "Aliens".
Całość genialnie zamknął Fincher, ale to jakby inna historia.

Od Camerona oczekuję balansu pomiędzy zajebistą rozrywką, hollywoodzkim rozmachem a pierwiastkiem artyzmu. Udało się to w jakiejś mierze w "Terminatorze" i "The Abbys" - apogeum osiągając właśnie w "Aliens". Oczywiście, można pytać i gruchotać mózg w debatach, czy artyzm opowieści Scotta przeniósł się do Cameronowej wizji, czy poległ w starciu z doskonałą porcją rozrywki i suspensu, ale mniejsza cholera o to :)

Ale do czego zmierzam? Do stwierdzenia, że od Camerona oczekuję wszystkiego, tylko nie taniego efekciarstwa, sprawnie maskującego pustkę i wtórność durnego scenariusza o losach kalekiego komandosa w bajkowym, wyidealizowanym świecie elfowatych, niebieskich, ektomorficznych dryblasów.

W tym "rewolucyjnym" filmidle mierzi prawie wszystko:

- muzyka: pompatyczne, tysiąckrotnie wcześniej przemielone hałaśliwe pitolenie, które powoduje, że po 10 minutach projekcji, ma się dość. Żadnego konkretnego motywu przewodniego, za to natężenie dźwięku walczące z kaskada udźwiękowienia.
O dziwo, w pewnym momencie pojawia się... (cholera, to niemożliwe) fraza dęciaków żywcem wyjęta z "Aliens". Poza tym dziwnym zdarzeniem mamy albo rzygaśne new-ageowe elektroniczne jęki, albo katorżnicze zapędy wielkiej, bufoniastej orkiestry, cholera jasna, symfonicznej ! :razz:

- postacie Pandorczyków: ŻENADAAAAAAAAAA !! 12 czy 15 lat Cameron kazał czekać na film, w którym postać obcego z innej planety, jest wariacją na temat pocahontas, elfów z bajek i okładek neoprogowych zespołów typu Pendragon. A widz daje się nabrać tylko dlatego, że ich ruchy, mimika i ogólny wizerunek są bardzo realistyczne (wiecie o co mi chodzi). Oczywiście, można uznać, że to bajka fantasy, ale nazwisko reżysera i klimat przedpremierowy w tym przeszkadzają.

- ucieczka w efekciarskie 3D na koszt zajmującej treści, przykuwających postaci itp.
Jeśli kino zmierza w kierunku okularów na czaszce widza i podłączenia go do ustrojstwa, które będzie pozwalało POCZUĆ mu fizycznie film - to ja wysiadam i to pi....lę.
Jeśli film nie sprawdza się "na płasko", żadne 3D mu nie pomoże. Prawdziwym skokiem do przodu, faktycznie i zasadnie "lepsiejszym" jest format BLU-RAY , a nie oczojebne lizanie się do widza za pomocą sztucznie pogłębionej wizji.

- ekstremalna przewidywalność rozwoju wydarzeń w filmie.

cdn.....


ps: Podkreślam raz jeszcze: zarzuty kierowane są do rzekomo rewolucyjnego dzieła.


Zresztą, jak się cierpi na uwiąd twórczy, zawsze można wykonać telefon do Gigera. Oczywiście, nie chodzi o to, by Pandorczyk miał wyglądać właśnie tak:



..lecz to jest właśnie coś, co nie wygląda człekokształtnie i wymaga pewnego pomyślunku.


Można było także tyrknąć np. do tego gościa, jak już nie żyje Stan Winston:

Dave McKean



Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 18:00, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pią Sty 01, 2010 14:29   

Gorąco polecam wszystkim lubiącym psychologiczny dreszczyk i nie lubiącym kategorii wiekowych: "Orphan".





Wziąłem się za niego jakby od niechcenia, a okazało się, że wrył mi się w mózg do końca życia. Nie będę więcej pisał, po prostu znakomity dreszczowiec, wedle najlepszych recept. I choć prawie wszystko już było, to zapewniam: pewna wtórność jest ostatnią kwestią, na którą zwraca się uwagę w trakcie obcowania z "Orphan".

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Sty 01, 2010 15:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Sty 02, 2010 03:19   

Zupełnie nieoczekiwanie wpadła mi w oko odtrutka na "Zmierzch". Co prawda, nie szukałem jej w desperacji, niczym Indiana Jones zbawiennej fiolki z antidotum w "Świątyni zagłady", ale nie mogąc zrozumieć sympatii do nastolatkowej sagi o metro-wampirach, albo raczej o wampirzynach - poszukiwałem kina krwiopijczego z najwyższej póły. Szperanie opłaciło się i zostałem nagrodzony filmem prawie wybitnym, czyli "Bakjwi" (aka "Thirst") rodem z Korei Pd. - gdzie nakręcono m.in. kameralną perłę - "Opowieść o dwóch siostrach".



uwaga: nieco spoilerów

W "Thirst" reżyser bawi się z widzem, a to mróżąc do niego oko dawkując czarny jak smoła humor, serwując gore-motywy, stosując surrealistyczne zagrywki, a to wkręcając w epilog coś na kształt sparafrazowanego kina niemego (to trzeba normalnie na własne gały zobaczyć, bo te 5 czy 6 minut to majstersztyk !!).
Panie i Panowie, bohaterem jest katolicki klecha-wampir zarażony wirusem, który musi żłopać krew, by sukcesywnie usypiać objawy chorobowe. Stara się też możliwie nie szkodzić ludziom, dlatego chłepcze od tych, którzy proszą o śmierć (to ci wszyscy chorzy, zdesperowani, chcący umrzeć, lecz nie potrafiący zadać sobie śmierci). Czyli taki rodzaj eutanazji. Tego rodzaju motywów, z powodu których wampir cierpi dysonans, w żadnym filmie nie widziałem. Wszystko jest we względnej równowadze do momentu, kiedy wampirzy ksiądz zakochuje się w młodej, neurotycznej kobiecie...
Wtenczas filmowy granat eksploduje racząc odbiorcę monstrualną dawką idealnie rozłożonych akcentów i zwrotów akcji. Film jest mocno czarno-humorowy, a Topor gdyby żył, w trakcie seansu szczytowałby z rozkoszą :)

Sceny, gdy klecha leży pod szpitalnym wyrem pacjenta w comie i przez rurki do niego podłączone, ratalnie karmi się gościem, są po prostu genialne, jak i seksualny szał łączący ekscentrycznych kochanków. No i finalne "nieme" fragmenty, których nie zapomnę do końca życia. Jedyny minus widać w scenach "fruwania", choć jak się je ubierze w kontekst, wszystko wskakuje na swe miejsce.

Ostatni tak dobry film wampiryczny, jaki miałem zaszczyt poznawać, to był szwedzki przepiękny "Pozwól mi wejść", o którym zresztą zdążył już napisać Waldek. Cieszę się przeogromnie, że temat krwiopijców wciąż nie jest całkowicie ... wyssany :)

Gorąca rekomendacja!

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Pią Mar 04, 2011 18:03, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Sob Sty 02, 2010 09:52   

Brzmi przepysznie.
Wlasnie sprawdzilam - Chan-Wook Park robil tez Oldboya, no i "I'm a cyborg but that's ok".
Ostatnio zmieniony przez _flo Sob Sty 02, 2010 09:55, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Hannibal 
Moderator

Pomógł: 191 razy
Wiek: 34
Dołączył: 25 Lut 2007
Posty: 15904
Skąd: Warszawa