Strona główna Fakty żywieniowe Jak się żywić? Przepisy Historia diety Forum  

  Forum dyskusyjne serwisu www.DobraDieta.pl  FAQ    Szukaj    Użytkownicy    Czat      Statystyki  
  · Zaloguj Rejestracja · Profil · Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości · Grupy  

Poprzedni temat «» Następny temat
Otwarty przez: Witold Jarmolowicz
Wto Sty 01, 2013 11:12
Reumatoidalne zapalenie stawów
Autor Wiadomość
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Nie Sie 15, 2010 17:51   

M i T napisał/a:
MONIKAW napisał/a:
Monikaf walczy o zycie - sepsa.


Wkurzajace i niesprawiedliwe to jest, aczkolwiek absolutnie mnie ta informacja nie dziwi. Zycze Monice wygrania tej walki, ale niestety, czarno to widze. I bardzo, i to BARDZO, chcialabym sie pomylic...

Sa osoby, dla ktorych (nieswiadoma, rzecz jasna) ochrona "swietosci" rodzicow jest wazniejsza niz ochrona wlasnego zycia. Sa osoby, ktore swoja (sluszna i absolutnie uzasadniona!) nienawisc do rodzicow w calosci przekierowuja na siebie. Odwrocenie tych procesow wymaga czasu, cierpliwosci, ogromnego wysilku i SWIADOMEJ checi zycia. Czasem bywa to zwyczajnie niemozliwe...

Marishka


Darowalabys sobie.
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Sie 15, 2010 18:43   

Coś w zamian Zenek? Czy tylko niepotrzebny wpis?
Dla Monikif jedynym wyjściem jest terapia głęboka jak Bajkał i prowadzona przez człowieka, który nie usprawiedliwia rodziców - nie przez sieć, nie w gabinecie psychoszmoga-dobrysty-misjonarza, nie w aurze dobrotliwych formułek kurtuazyjnych, nie w oparach dupczenia o zawartości talerza itd..
NIE NA TYM FORUM, NIE NA SKYPE i PRIVIE do nędzy!!

Ale to pikuś, bo trzeba CHCIEĆ terapii. I tu jest kanał. Nie terapii, podczas której czyta się gluty Coelho i innych świrów lub uprawia pozytywne myślenie i łazariewizm!!
Pozytywne myślenie w kontekście modnych obecnie trendów i leczenie dietą, aplikowane osobom z głęboką depresją, jest ... (wolę nie kończyć)

:(

Tomek

ps; Nie chcecie widzieć? Czy kilka postów wyżej MonikaW nie napisała o braku reakcji po mlecznych? I skąd ta cisza potem? Żadnych komentarzy?
MonikaW, sam jestem ciekaw, jak tłumaczysz ów brak reakcji.
Ostatnio zmieniony przez M i T Nie Sie 15, 2010 18:57, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Nie Sie 15, 2010 18:54   

M i T napisał/a:
Cos w zamian Zenek? Czy tylko niepotrzebny wpis.
Dla Monikif jedynym wyjsciem jest terapia, gleboka jak Bajkal i prowadzona przez czlowieka, ktory nie usprawiedliwia rodzicow - nie przez siec, nie w gabinecie psychoszmoga-dobrysty-misjonarza, nie w aurze dobrotliwych formulek kurtuazyjnych, nie w oparach dupczenia o zawartosci talerza itd..
NIE NA TYM FORUM, NIE NA SKYPE i PRIVIE do [bluzg] nedzy!!

Ale to pikus, bo trzeba CHCIEC terapii. I tu jest kanal. Nie terapii, podczas ktorej czyta sie gluty Coelho, Foley lub uprawia pozytywne myslenie i lazarewizm!!
Pozytywne myslenie w kontekscie modnych obecnie trendow i leczenie dieta, aplikowane osobom z gleboka depresja, jest ... (wole nie konczyc)

:(

Tomek


Nic w zamian, gdybym wypowiadal sie o kims kogo nie znam byloby to aroganckie i nie na miejscu.
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Sie 15, 2010 18:59   

No widzisz Zenek, założyłeś błędne dane. Nieważne zresztą...
Powtórzę tylko to, co już pisałem. Dajesz sobą manipulować...
Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Nie Sie 15, 2010 19:01, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Nie Sie 15, 2010 19:17   

M i T napisał/a:

ps; Nie chcecie widziec? Czy kilka postow wyzej MonikaW nie napisala o braku reakcji po mlecznych? I skad ta cisza potem? Zadnych komentarzy?
MonikaW, sam jestem ciekaw, jak tlumaczysz ow brak reakcji.


Widzialem, widdzialem.

1/ to moze byc absolutnie biologiczny mechanizm. Na przyklad: abstynencja alergenow, podrazniajacych blone sluzowa i wywolujacych reakcje alergiczne. Przez ten czas jelitkowo sie goi, przez co potem po jednorazowym spozyciu nie ma zadnej reakcji. Zauwazalna szkodliwosc zostalaby odnotowana po pewnym czasie w miare regularnego spozywania, kiedy jelitkowo znowu zostaje pouszkadzane, a negatywne reakcje ponownie skojarzone z danym produktem.

2/ u astmatykow atak moze byc wywolany przez sztuczna rosline, na ktora sa uczuleni. Byly tez badania, gdzie mowiono pacjentom, ze robi im sie proby alergiczne, i ze na jednym ramieniu nanosi sie alergen, a na drugim sol fizjologiczna, ktora nie wywoluje reakcji.W rzeczywistosci na obyu ramionach na naklucia nanoszono rte sama probke. Doswiadczenie bylo rrobione z podwojnie slepa proba w roznych wariantach: raz na oba naklucia na skorze nanoszono alergen, a raz na oba sol fizjologiczna.
U wielu pacjentow reakcja nastepowala tylko tam, gdzie lekarz mowil, ze nanosi alergen.
Emocje maja wielki wplyw na reakcje fizjologiczne.
Byc moze u Moniki wielki wplyw miala redukcja leku zwiazana z jej przekonaniami.

3/ mozliwe tez, i calkiem prawdopodobne, ze ma to zwiazek z jej przepracowaniem i najzwyczajniej w swiecie z wyeliminowaniem pewnych sytuacji obciazajacych w zyciu. Wiele chorob jest psychosomatycznych w tym sensie, ze psychika ma bardzo wielki wplyw na ich intensywnosc i przebieg.


Mozliwe, ze w tym wszystkim byly rozne inne czynniki.
Nie wiem jakie proporcje sa kazdego z ww czynnikow.
Jezeli ktos dzieki temu poczuje sie lepiej mozemy uznac, ze #1 to czynnik biologiczny, #2 i #3 to czynniki psychosomatyczne, wiec jest 2 do 1, i psyche MIAZDZY some.

Dla mnie to absolutnie za malo danych. Odnotowalem to doniesienie, czytam Monike regularnie i bacznie obserwuje wszelkie jej postepy.
Wybaczcie mi prosze, ze nie interpretuje wszystkiego bezrefleksyjnie pod Milleryzm, i dopuszczam takze inne mozliwosci.
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
Ostatnio zmieniony przez zenon Nie Sie 15, 2010 19:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Nie Sie 15, 2010 19:18   

M i T napisał/a:


ps; Nie chcecie widzieć? Czy kilka postów wyżej MonikaW nie napisała o braku reakcji po mlecznych? I skąd ta cisza potem? Żadnych komentarzy?
MonikaW, sam jestem ciekaw, jak tłumaczysz ów brak reakcji.

Przepracowaniem pewnych tematów, wglądem emocjonalnym tak myslę.
Choc do końca nie wiem co działby się gdyby alergen pozostawić na kilka m-cy.
Sprawdze moze kiedys ale nie jestem gotowa na to.
Dlatego kazdy z Was moze mieć rację i MiT i Zenek.
Nie ma stuprocentowej pewności.
Ostatnio zmieniony przez MONIKAW Nie Sie 15, 2010 19:21, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Nie Sie 15, 2010 19:35   

M i T napisał/a:
No widzisz Zenek, zalozyles bledne dane.

OK, znasz Monike lepiej niz ona sama, jestes lepszym ekspertem od jej ciala niz ona sama, wiesz lepiej od niej co jest dla niej dobre, i nie jestes ani arogancki ani autorytarny.
Cytat:
Powtorze tylko to, co juz pisalem. Dajesz soba manipulowac...
Tomek

Ale ja sie daje manipulowac swiadomie! Wiec sie nie liczy :P
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Nie Sie 15, 2010 19:49   

Fink, przestań wyjeżdżać z Modziarstwem. Waldek akurat jest spoko człowiek, tylko oderwany od rzeczywistości, jego brocha. Wątek jest o RZS, nie o modach, karmie i czakrach.

Zenek, co to jest do diabła?!! Czy jako człowiek interesujący się aktywnie psychologią, nie kumasz czaczy, że istnieją ludzie, którym odebrano całkowicie możliwość kontaktu z samym sobą, a więc nie posiadają wiedzy o sobie, bo wydobycie jej boli i każe oskarżać/potępiać/nienawidzić tych, co tłamsili na najważniejszym etapie rozwojowym???!

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Nie Sie 15, 2010 19:50, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Nie Sie 15, 2010 19:57   

Cytat:
Zenek, co to jest do diabla?!! Czy jako czlowiek interesujacy sie aktywnie psychologia, nie kumasz czaczy, ze istnieja ludzie, ktorym odebrano calkowicie mozliwosc kontaktu z samym soba, a wiec nie posiadaja wiedzy o sobie, bo wydobycie jej boli i kaze oskarzac/potepiac/nienawidzic tych, co tlamsili na najwazniejszym etapie rozwojowym???!

Tomek


Przeciez ja tego nie neguje.
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
 
     
Waldek B 
Moderator


Pomógł: 51 razy
Dołączył: 06 Lip 2008
Posty: 3553
Skąd: Warszawa
Wysłany: Nie Sie 15, 2010 20:22   

fink napisał/a:
M i T napisał/a:
łazariewizm

Uważaj, narażasz się jednemu z naszych wspaniałych moderatorów. Zaraz przekieruje na Ciebie karmę. Jak masz koty albo psy to mały pikuś, ale w przeciwnym wypadku kto to będzie żarł ?


:faint: No prosze cie, Tomek niczym mi się nie "naraża", ani Ty również. Mi "łazariewizm", magiczne myślenie, LD, joga snu, feng shui i różne szamanizowanie pracuje i pomaga, ale nie mam żadnych problemów, iż zwolennicy obozu korpuskularnego (ani jakiegokolwiek innego) wyrażają krytyczne opinie odnośnie ww. Mało tego, to co MiT piszą, jeśli piszą bez umniejszania i pomocy "krokodyla" - bardzo chętnie czytam, nie ukrywam, że wiele się od nich dowiedziałem i ich polubiłem.

Ps. Sam Łazariew mówi, że ezoterykę też można zabsolutyzować i tym się pogrążyć. Więc piszcie szczerze co naprawdę myślicie, ja może w lato nie zawsze będę miał czas na jakieś dysputy, ale wszystko w moich tematach i działach przeczytam, przyjmuję na klatę, a potem postaram się przerobić mentalnie, emocjonalnie i wyższymi ciałami. Ale koniec już tego oftopa tu, bo zaśmiecimy wątek, który od czego innego jest.
_________________
http://waldekborowski.deviantart.com/
Ostatnio zmieniony przez Waldek B Nie Sie 15, 2010 20:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Nie Sie 15, 2010 21:09   

MONIKAW napisał/a:
M i T napisał/a:


ps; Nie chcecie widzieć? Czy kilka postów wyżej MonikaW nie napisała o braku reakcji po mlecznych? I skąd ta cisza potem? Żadnych komentarzy?
MonikaW, sam jestem ciekaw, jak tłumaczysz ów brak reakcji.

Przepracowaniem pewnych tematów, wglądem emocjonalnym tak myslę.
Choc do końca nie wiem co działby się gdyby alergen pozostawić na kilka m-cy.
Sprawdze moze kiedys ale nie jestem gotowa na to.
Dlatego kazdy z Was moze mieć rację i MiT i Zenek.
Nie ma stuprocentowej pewności.


To że MiTy upierają się przy swoim widzimisię nie oznacza że trzeba z czegoś rezygnować. To nie jest żadne przypuszczenie tylko fakty i o ile tak można powiedzieć pewne na 100%. Nikt rozumny przy tym nie dezawuuje znaczenia czynników emocjonalnych. Tyle że te nie stanowią wprost o zdrowiu. Dosyćdobrze znanym faktem jest istnienie i wpływ ukłagu wegetatywnego na organizm, i tego nie da się zaprzeczyć. Ale nie można wszystkiego spłaszczać i sprowadzać do problemu przepracowania. Ja znam ludzi którzy przepracowywują i przepracowywują i przepracować nie mogą. W ogóle gadanie o przepracowywaniu uważam za niezły kit, można tak sfiksować na tym punkcie że całkiem człowieka pochłonie.

Oczywiście aby wyjść z trudności trzeba postępować racjonalnie i jeżeli problemem są relacje z najbliższymi osobami, które to relacje wpływają na naszą fizjologię należy je wyeliminować aby nie powodowały szkód. Pytanie tylko czy możemy sobie pozwolić na taką zmianę. Każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie, a my tutaj nic nie wiemy.

Waldek B napisał/a:
Ps. Sam Łazariew mówi, że ezoterykę też można zabsolutyzować i tym się pogrążyć.


Właśnie takie odnoszę wrażenie, że Łazariew musi być świadomy że to jest tylko pewne narzędzie które pozwala mu lepiej wykorzystać wiedzę. Bo z tego co pisze wręcz przebija jego głęboka świadomość. Ja osobiście nie przepadam za ezoteryką. ale sposób w jaki on to wykorzystuje budzi moje zaufanie.

Poza tym pisanie pogardliwie o "łazariewizmie" przez MiTów właśnie jest śmieszne. Łazariew bowiem jeżeli idzie o przepracowywanie jest niedoścignionym mistrzem, w porównaniu z takimi specjalistami jak Miller chociażby. I nie ma tutaj nic do rzeczy ezoteryczna forma, w wielu miejscach Łazariew jest bardziej przyziemny niż cała psychololo. Co nie zmienia faktu że Łazariew w pewnych kwestiach nie ma racji. Chociaż przy założeniu pewnych ram terapii Łazariewizm jest bardzo spójny i skuteczny, o tyle o ile ludzie biorą sobie do serca to co on im mówi/zaleca.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Nie Sie 15, 2010 22:26, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 00:48   

zenon napisał/a:
OK, znasz Monike lepiej niz ona sama, jestes lepszym ekspertem od jej ciala niz ona sama, wiesz lepiej od niej co jest dla niej dobre


Tylko tyle Ci mogę powiedzieć, Zenek, że wystarczająco dobrze znam MonikęF z jej własnych wypowiedzi na temat jej przeżyć i uczuć. I na tej podstawię się opieram.

zenon napisał/a:
gdybym wypowiadal sie o kims kogo nie znam byloby to aroganckie i nie na miejscu.


Zgadza się. Ale zupełnie niesłusznie założyłeś, że my z Tomkiem jesteśmy w podobnej niewiedzy, co Ty.

Marishka
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 01:17   

Marishka, MonikaF pisała tutaj na forum niewiele, tyle co nic. O żadnych wypowiedziach być mowy nie może. Ja zastnawiam się nad tym jakie 'lekarstwa' w leczeniu stosowała MonikaF, bo pewne jej słowa o tym według mnie świadczą. No i jak się rzeczywiście odżywiała.


Typowe nieporozumienie wykazują ludzie od badań, które przytoczone zostały przez ciebie w formie cytatu z ksiażki:
http://www.dobradieta.pl/...ghlight=#134821

To jest typowe dla pscyhololo bajanie, w którym zawiera się trochę prawdy. Która jednak ma się praktycznie nijak do rzeczywistości. Bo co to znaczy niby odreagowywać, albo może co to znaczy że odkładanie się toksyn to nieświadomość? To jest gorsze od ezoterycznego diagnozowania Łazariewa. Po prostu nie dobrze się robi. Przestrzegam wszystkich przed tym psycholologicznym podejśćiem. Człowiek żeby żyć musi jeść, organizm potrzebuje odpowiednich skladników do odnowy. U osób chorych przewlekle pierwszym podstawowym i często najłatwiejszym sposobem pomocy jest odpowiednie odzywianie. JKązdy chory organizm ma zaburzenia spowodowane niedoborami. Oczywiśćie wyeliminowanie negatywnych czynników jest tym do czego należy dążyć. Nie dajcie sobie wmówić że musicie byćagresywni wobec tych którzy w stosunku do was zachowują się karygodnie. Zamiast zmieniać sobie głowę (przerabiać) i uciekać od problemu idźcie drogą rozsądku. To się zawsze bardziej opłaci. niż słuchanie różnych mądrali, którzy raz wyznają taką a za chwilę inną teorię.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pon Sie 16, 2010 02:02, w całości zmieniany 6 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 02:33   

zenon napisał/a:
Jezeli ktos dzieki temu poczuje sie lepiej mozemy uznac, ze #1 to czynnik biologiczny, #2 i #3 to czynniki psychosomatyczne, wiec jest 2 do 1, i psyche MIAZDZY some..


Zenon, jeśli traktujesz to zagadnienie jak jakiś mecz, to bez komentarzy. To nie jest nawet bitwa o racje. Cholera, żebym musiał akurat Tobie to wypominać. Bez sensu.

Tomek
 
     
tomtom

Dołączył: 17 Kwi 2009
Posty: 416
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 04:53   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
tomtom napisał/a:
@Kangur - rozpracowałeś mnie! Zaraz potem otworzę Arkonię i będę leczył ludzi Falami Kompensacyjnymi.
@Monika - za jakiś tydzień dziewczyna zrobi badania, wtedy obiecała opisać wszystko co robiła na moim foro (vegie.pl). Terapia była dość kompleksowa, z użyciem m.in. boru, jodu i witaminy D

Różne suplementy, zgoda. Ale po co jeszcze wit.D?
Witamina D podawana doustnie może powodować u osób podatnych wstrząs.
Czyż nie jest bardziej naturalne zwykłe opalanie się na Słońcu?
JW


byłby to pierwszy w historii medycyny przypadek wstrząsu po podaniu witaminy D doustnie, no ale zawsze musi być ten pierwszy raz.

Witamina D doustnie z wielu różnych powodów - m.in. niebezpieczeństwa wpadnięcia układu immunologicznego w szał po wystąpieniu nawet delikatnych oparzeń słonecznych. Grozi to tylko osobom z chorobami autoimmunologicznymi, ale właśnie o takich osobach mowa. Mechanizm występowania rzutów po ekspozycji słonecznej jest opisywany od lat (chociaż do końca nie wiadomo, czemu tak naprawdę tak się dzieje, wiadomo za to że dzieje się tak na tyle często by mówić o regule)
 
     
tomtom

Dołączył: 17 Kwi 2009
Posty: 416
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 04:56   

MONIKAW napisał/a:
Dziś rano dostałam wiadomość jedna z "moich dziewczyn" Monikaf walczy o zycie - sepsa.
Raczej wiemy jaka to walka.
Udało się ją jakoś postawić na nogi a teraz to.
Jestem zrozpaczona Moniś Mój Przyjacielu...


Czegoś nie kumam, przepisano jej taką wspaniałą dietę, same bardzo zdrowe i wzmacniające rzeczy, a tu... sepsa, schorzenie wynikające wprost z wyjątkowego osłabienia organizmu i kompletnego rozregulowania układu odpornościowego?

....a może jednak ta super dieta nie jest taka super?
 
     
tomtom

Dołączył: 17 Kwi 2009
Posty: 416
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 04:59   

M i T napisał/a:


ps; Nie chcecie widzieć? Czy kilka postów wyżej MonikaW nie napisała o braku reakcji po mlecznych? I skąd ta cisza potem? Żadnych komentarzy?
MonikaW, sam jestem ciekaw, jak tłumaczysz ów brak reakcji.


RZS jest potęgowane (i to dosłownie potęgowane) przez produkty wywołujące alergie pokarmowe. Mleko nie u każdego wywołuje alergię, więc nie u każdego jego odstawienie przynosi pozytywne efekty. Podobnie jest z wszelkimi innymi produktami, np glutenem.

Ciągle tu oczywiście mowa o jedynie podrażnieniu układu odpornościowego, sama praprzyczyna dla której ten układ atakuje własny organizm to jest zupełnie inna sprawa, niezależna od mleka, glutenu, psiankowatych etc.
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 09:50   

tomtom napisał/a:
MONIKAW napisał/a:
Dziś rano dostałam wiadomość jedna z "moich dziewczyn" Monikaf walczy o zycie - sepsa.
Raczej wiemy jaka to walka.
Udało się ją jakoś postawić na nogi a teraz to.
Jestem zrozpaczona Moniś Mój Przyjacielu...


Czegoś nie kumam, przepisano jej taką wspaniałą dietę, same bardzo zdrowe i wzmacniające rzeczy, a tu... sepsa, schorzenie wynikające wprost z wyjątkowego osłabienia organizmu i kompletnego rozregulowania układu odpornościowego?

....a może jednak ta super dieta nie jest taka super?

Tomton a gdzie jest napisane na jakiej Monika jest diecie, gdzie???
To po pierwsze a po drugie zamiast wszytsko krytykować napisz coś merytorycznego, moze wyciagnę cos dla siebie.
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 09:52   

Wczoraj przewieźli Monikę ze szpitala powiatowego do ośrodka akademickiego i tam rokowania są duzo lepsze czekam na kolejne informacje.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 13:09   

Monika, ale trzeba uczciwie przyznać, że MonikaF była chyba dość długo na żywieniu typu DO (bardzo rygorystycznie), a także w jakiś sposób Ewa "lekarka" starała się jej pomóc (taki mam obraz jeszcze zza miedzy). A zatem, nawet gdyby na jakiś czas zarzuciła nakazy niskowęglowodanowe, to raczej w wyniku poważnych psychicznych problemów. Nie na odwrót.

Naprawdę, czasem dobrze jest zazerkać poza talerz.

Tomek
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 14:32   

Oczywiscie Tomek, że dieta to nie wszystko. Jest bardzo ważna ale samo jedzenie nie rozwiązuje problemu rzs-u.
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 14:39   

M i T napisał/a:
Monika, ale trzeba uczciwie przyznać, że MonikaF była chyba dość długo na żywieniu typu DO (bardzo rygorystycznie)
Tomek

Była i wtedy czuła się dość dobrze ale tak jak pisałam to do końca nie rozwiązuje problemu.
Poza tym z tak agresywną formą rzs-u nigdy się nie spotkałam podobnie jak profesorowie reumatologii z którymi Monika ma do czynienia.
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 15:01   

rakash napisał/a:
No i odpowiedź Moniki chyba powinna co niektórym wyjaśnić jak to jest z takim chorowaniem. Współczucie jest ok, powiedziałbym że jednak chodzi tutaj o zrozumienie, a nie samo współczucie. No i z pewnością ktoś kto szuka pomocy, szczególnie poza oficjalną medycyną, nie robi tego z chęci zdobycia współczucia. Każda realna pomoc jest ważna. Pomoc to znaczy nie użalanie się, litowanie tylko rzeczowa pomoc. Nie ryba a wędka.

Rzekłbym, że osoby, które rzeczowo i konkretnie wysłuchują wszystkich rad i wprowadzają je w życie z pomocą Formuły 4eS rzeczywiście szukają prawdziwej pomocy i rzeczywiście chcą wyzdrowieć, tak, jak p. Monika.

Wszelako z własnego doświadczenia wiem, że takich osób jest może połowa, a może mniej. W zasadzie większość, nawet, jeżeli są bardzo chorzy, rzeczywiście szuka alibi dla nic nierobienia, łatwizny oddania swojego zdrowia w ręce fachowców, czego nigdy nie czynią z własnym samochodem, możliwości bezpłodnego przerzucenia swoich problemów zdrowotnych na cierpliwie słuchającego fachowca i pozorowanej psychoterapii przez wygadanie się z której nic nie wynika na przyszłość, bo dana osoba wie doskonale, że się nie zastosuje do zaleceń.

Nie chodzi o to, żeby mechanicznie zastosować jakieś rady, bo one mogą być niedobre. Ale chodzi o to, żeby je wypróbować, sprawdzić skuteczność, zadawać pytania i poszukiwać właściwego rozwiązania. Jeżeli tego nie ma, to prośba o pomoc była fikcyjna a rady będą nieskuteczne, bo nie zostaną wykorzystane.
JW
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 15:43   

Panie Witoldzie, jak pan widzi z dyskusji stałych bywalców o długim stażu mających pretensje do bycia autorytetami we wszelkich problemach nie wiele wynika. Raczej z braku trudności w zrozumieniu szukają różnych nowoczesnych zabobonów.
Bardzo łatwo jest wykazać zresztą ten obłęd, tylko co z tego jeżeli ktoś tkwiący w błędzie nie słucha tego co się do niego mówi. Bo właśnie dla kogoś takiego, szczególnie kiedy sam nie przechodzi takich problemów, pomaganie nie jest istotą problemu, a raczej tylko jak pan to nazwał alibi. W tym wypadku podwójnie beznadziejne.

Poza tym w przypadku osób zdrowych formuła 4eS jest zasadna, o tyle w przypadku osób chorych mogą i przeważnie występują zaburzenia w tym zakresie. Dlatego gdyby rzeczywiście DO czy 4eS miałyby mieć znaczenie lecznicze trzeba by opracować pewien szkielet schematu postępowania dla każdego chorego z uwzględnieniem potrzeb dla poszczególnych przypadków. Mniej więcej coś takiego jest u dra Kwaśniewskiego, publikacja listów ludzi chorych wraz z odpowiedziami. Wprawdzie jest to mało doskonała forma bo brakuje tam wielu danych do porównania ale to już coś. Natomiast ewidentnie brak jest takiego nadrzędnego opisu co trzeba brać pod uwagę i jak postępować w przewlekłych chorobach aby to odżywianie nie szkodziło a przynosiło efekty.

Zaznaczam jednak że mogę się mylić ponieważ nie znam większości pana publikacji, być może te zasady zostały już opisane. Jeżeli tak to powinny znaleźć miejsce w swego rodzaju kompendium, przewodniku.

Bardzo mądrym jest też korzystanie z wiedzy medycyny chińskiej, w takiej chociażby formie jaka jest dostępna w anglojęzycznym piśmiennictwie.

MONIKAW napisał/a:

Tomton a gdzie jest napisane na jakiej Monika jest diecie, gdzie???
To po pierwsze a po drugie zamiast wszytsko krytykować napisz coś merytorycznego, moze wyciagnę cos dla siebie.



Monika, a gdzie tu jest napisane w ogóle jakie lekarstwa brała i bierze MonikaF, jaki jest jej tryb życia, co szczególnie w połączeniu z lekami i tego typu schorzeniami ma kolosalne znaczenie.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pon Sie 16, 2010 15:55, w całości zmieniany 6 razy  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 20:35   

[quote="rakash"]
MONIKAW napisał/a:

Tomton a gdzie jest napisane na jakiej Monika jest diecie, gdzie???
To po pierwsze a po drugie zamiast wszytsko krytykować napisz coś merytorycznego, moze wyciagnę cos dla siebie.[/quote
Monika, a gdzie tu jest napisane w ogóle jakie lekarstwa brała i bierze MonikaF, jaki jest jej tryb życia, co szczególnie w połączeniu z lekami i tego typu schorzeniami ma kolosalne znaczenie.

Nigdzie nie jest napisane ale wiem dokładnie.
Klasyczne leczenie w Rzs kortizon, mtx, leki biologiczne (humira).
Tryb zycia hmm jaki moze byc tryb życia osoby która przez większość czasu ledwie albo i nie porusza sie o własnych siłach. Przy tym w ostatnim czasie trzy bardzo ciężkie operacje.
Trzeba na prawdę ogromnej siły , wiary w mozliwość wyleczenia i chęci zycia aby z tego wyjść. Zwłasza gdy cały "świat medycyny" temu zaprzecza.
Wiesz ile razy ja słyszałam, ze z tego nie wyjdę, że nie będę chodzić i takie tam.
Chcesz wyleczyć rzs, musisz się z tym pogodzić, zaakceptować :razz:
Tak na prawdę tylko moja mama wierzyła, ze znajdę sposób.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 20:37   

MonikaW, no i właśnie. Dlatego nie ma się co dziwić, że teraz Sepsa. Nie chcę tutaj uchodzić za mądrego, bo tu mądrych nie ma. Jedyna szansa to rzeczywiście odpowiednia dieta no i jeszcze metody naturalne. Myślę że wszystko zależy od czasu, ale przeważnie tacy ludzie szukają pomocy u 'konowałów' i jest tak jak u Moniki, a czas ucieka.

Mogę tylko ubolewać, że ludzie nie szukają tylko zdają się na to co i tak nie leczy.
_________________

 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 20:43   

Znam ten przypadek bardzo dobrze i wierz mi dieta to za mało.
Jakie metody naturalne akupunktura, akupresura ziołolecznictwo ???
To wszystko działa wspomagająco ja mam inny cel - wyleczyć.
Wejdź na fora dot. chorób reumatoidalnych to zobaczysz czego ludzie tam nie stosowali i z jakim skutkiem. Długie godziny poświęciłam aby to przesledzić.
 
     
dario_ronin
[Usunięty]

Wysłany: Pon Sie 16, 2010 20:46   

rakash napisał/a:
Nie chcę tutaj uchodzić za mądrego, bo tu mądrych nie ma. Jedyna szansa to


przemyśl to jeszcze raz :hihi:

sorry , nie mogłem sobie odmówić :-)
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 20:49   

MONIKAW napisał/a:
Znam ten przypadek bardzo dobrze i wierz mi dieta to za mało.
Jakie metody naturalne akupunktura, akupresura ziołolecznictwo ???
To wszystko działa wspomagająco ja mam inny cel - wyleczyć.
Wejdź na fora dot. chorób reumatoidalnych to zobaczysz czego ludzie tam nie stosowali i z jakim skutkiem. Długie godziny poświęciłam aby to przesledzić.


Tak na pewno. Z tym że zioła stosowane nie tle bezpośrednio na schorzenie a ogólnie na organizm. Ale nie tylko. Ćwiczenia, chociaż tutaj to może być duży problem. Jednak w tym wszystkim znaczenie ma też czas, jak długo choroba się rozwija, no i ile napsuli 'lekarze'.
Nie ma co tracić nadziei ale rehabilitacja rzeczywiście jest trudna, trzeba mieć przy sobie jakąś bardzo bliską zorientowaną osobę, która rzeczywiście pomaga.

Nie chcesz chyba powiedzieć że w sytuacji jakiej jest Monika zmiana nastawienia zmieni sytuację diametralnie tak jak to proponują MiTy wraz ze swoimi mądrościami z psychololo, o tym że trzeba zmienić sobie głowę.

Ja RZS nie mam ale tylko jakieś powiedzmy wczesne początki i wiem ile mnie już samo to kosztuje.

MonikaW, czy na przykład ludzie próbują się leczyć Metronidazolem?

dario_ronin napisał/a:
rakash napisał/a:
Nie chcę tutaj uchodzić za mądrego, bo tu mądrych nie ma. Jedyna szansa to


przemyśl to jeszcze raz :hihi:

sorry , nie mogłem sobie odmówić :-)


A mianowicie co?

Właśnie dlatego nie chcę tutaj wchodzić w szczegóły bo pewne sprawy wydawać mogą się śmieszne. A w rzeczy samej ludzie wolą iść do konowała, zaaplikować sobie kortizon, przeciwbólowe które powodują pogorszenie, niż popracować nad sobą. Poza tym istotne jest doświadczenie żeby zabierać głos, którego ja nie mam.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pon Sie 16, 2010 21:08, w całości zmieniany 8 razy  
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 21:12   

MonikaF napisał/a:
obecnie biore kortizon, azulfidyne, MTX,i quensyl, mam za soba juz terapie blokerami alfa czyli humira i enbrelem( nie wiem czy taka jest polska nazwa), i w zasadzie wszelkie mozliwe leki , ktore sa dostepne na niemieckim rynku. Teraz probuja w rozny sposob kombinowac kilka lekow naraz. Najlepiej chyba dzialala na mnie arava, ale tez tylko przez dosc krotki okres czasu. Troche to deprymujace wszystko...

Aha, o lekach przeciwbolowych to nawet nie wspominam bo to zrozumiale w sumie samo przez sie, ze biore ich naparwde duzo, zeby moc w ogole jako tako funkcjonowac. Pozdrawiam



masakra, w taki sposób to tylko rozwalamy organizm. A jak to trwa miesiącami, a może i latami to kaplica.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pon Sie 16, 2010 21:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 21:20   

rakash napisał/a:
MonikaF napisał/a:
obecnie biore kortizon, azulfidyne, MTX,i quensyl, mam za soba juz terapie blokerami alfa czyli humira i enbrelem( nie wiem czy taka jest polska nazwa), i w zasadzie wszelkie mozliwe leki , ktore sa dostepne na niemieckim rynku. Teraz probuja w rozny sposob kombinowac kilka lekow naraz. Najlepiej chyba dzialala na mnie arava, ale tez tylko przez dosc krotki okres czasu. Troche to deprymujace wszystko...

Aha, o lekach przeciwbolowych to nawet nie wspominam bo to zrozumiale w sumie samo przez sie, ze biore ich naparwde duzo, zeby moc w ogole jako tako funkcjonowac. Pozdrawiam



masakra, w taki sposób to tylko rozwalamy organizm. A jak to trwa miesiącami, a może i latami to kaplica.

Takie są standardy w leczeniu. Dziś mamy lepsze mozliwości poszukiwań rozwiązań alternatywnych, kontaktu z otoczeniem
Nie wiem jak potoczyłyby się moje losy gdybym zachorowała 20 lat temu.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 21:26   

MONIKAW napisał/a:

Takie są standardy w leczeniu. Dziś mamy lepsze mozliwości poszukiwań rozwiązań alternatywnych, kontaktu z otoczeniem
Nie wiem jak potoczyłyby się moje losy gdybym zachorowała 20 lat temu.


To nie ma nic do rzeczy. 100 lat temu mogłaś na tym lepiej wyjść. Medycyna nie ma tutaj nic do zaoferowania praktycznie. Te standardy to antystandardy. Jedyne co robi to pogarsza sytuację przez podawanie silnych leków przeciwbólowych i hormonów, które powodują osłabienie sił życiowych.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pon Sie 16, 2010 21:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 21:26   

[quote="rakash
Tak na pewno. Z tym że zioła stosowane nie tle bezpośrednio na schorzenie a ogólnie na organizm. Ale nie tylko. Ćwiczenia, chociaż tutaj to może być duży problem. Jednak w tym wszystkim znaczenie ma też czas, jak długo choroba się rozwija, no i ile napsuli 'lekarze'.
Nie ma co tracić nadziei ale rehabilitacja rzeczywiście jest trudna, trzeba mieć przy sobie jakąś bardzo bliską zorientowaną osobę, która rzeczywiście pomaga.

Nie chcesz chyba powiedzieć że w sytuacji jakiej jest Monika zmiana nastawienia zmieni sytuację diametralnie tak jak to proponują MiTy wraz ze swoimi mądrościami z psychololo, o tym że trzeba zmienić sobie głowę.

Ja RZS nie mam ale tylko jakieś powiedzmy wczesne początki i wiem ile mnie już samo to kosztuje.

MonikaW, czy na przykład ludzie próbują się leczyć Metronidazolem?

dario_ronin napisał/a:
rakash napisał/a:
Nie chcę tutaj uchodzić za mądrego, bo tu mądrych nie ma. Jedyna szansa to


przemyśl to jeszcze raz :hihi:

sorry , nie mogłem sobie odmówić :-)


A mianowicie co?

Właśnie dlatego nie chcę tutaj wchodzić w szczegóły bo pewne sprawy wydawać mogą się śmieszne. A w rzeczy samej ludzie wolą iść do konowała, zaaplikować sobie kortizon, przeciwbólowe które powodują pogorszenie, niż popracować nad sobą. Poza tym istotne jest doświadczenie żeby zabierać głos, którego ja nie mam.[/quote]
Sam widzisz to nie takie proste.
A jeżeli choroba ciagnie się długimi latami dokonuje spustoszenia, nieodwracalnych zmian????
A co jeżeli ostry stan zapaly nie pozwala na jakąkolwiek rehabilitację ruchową?
A co jesli się nie ma nikogo wokół siebie kto by Cię w tym wspierał?
A co jeżeli musisz rano wstac do pracy i kortizon jest jedym rozwiazaniem?
Ostatnio zmieniony przez MONIKAW Pon Sie 16, 2010 21:27, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 21:28   

MONIKAW napisał/a:

Sam widzisz to nie takie proste.
A jeżeli choroba ciagnie się długimi latami dokonuje spustoszenia, nieodwracalnych zmian????
A co jeżeli ostry stan zapaly nie pozwala na jakąkolwiek rehabilitację ruchową?
A co jesli się nie ma nikogo wokół siebie kto by Cię w tym wspierał?
A co jeżeli musisz rano wstac do pracy i kortizon jest jedym rozwiazaniem?


Zdaję sobie z tego sprawę. Dlatego napisałem to co napisałem.
Mogę też odpowiedzieć co... powinno być, ale żyjemy w kraju... no też nie chcę rozwijać tutaj tego wątku. Pretensje tu nic nie zmieniają. A tym bardziej zmiana głowy. Tu potrzeba konkretnych działań! Również warunków.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pon Sie 16, 2010 21:29, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 21:30   

rakash napisał/a:
MONIKAW napisał/a:

Takie są standardy w leczeniu. Dziś mamy lepsze mozliwości poszukiwań rozwiązań alternatywnych, kontaktu z otoczeniem
Nie wiem jak potoczyłyby się moje losy gdybym zachorowała 20 lat temu.


To nie ma nic do rzeczy. 100 lat temu mogłaś na tym lepiej wyjść. Medycyna nie ma tutaj nic do zaoferowania praktycznie. Te standardy to antystandardy. Jedyne co robi to pogarsza sytuację przez podawanie silnych leków przeciwbólowych i hormonów, które powodują osłabienie sił życiowych.

A jaki dostęp do wiedzy miałabym sto lat temu???
W jaki sposób odnalazłabym inne osoby chore w jaki sposób mogłabym to wszytsko porównywać,analizować????
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 21:38   

Ja nie napisałem że na pewno 100 lat temu wyszłabyś na tym lepiej, tylko że mogłabyś. Chodzi o to że tak naprawdę czy to 100 czy 200 lat temu nie ma większego znaczenia. TO co dzisiaj nazywasz wiedzą na ten temat jest żadną wiedzą, czego dowodem są "standardy" niszczące zdrowie dla chwilowej poprawy. To są standardy narkomanów.

Dodam może i podkreślę raz jeszcze że ważny jest czas i działanie.
_________________

 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 21:44   

rakash napisał/a:
Ja nie napisałem że na pewno 100 lat temu wyszłabyś na tym lepiej, tylko że mogłabyś. Chodzi o to że tak naprawdę czy to 100 czy 200 lat temu nie ma większego znaczenia. TO co dzisiaj nazywasz wiedzą na ten temat jest żadną wiedzą, czego dowodem są "standardy" niszczące zdrowie dla chwilowej poprawy. To są standardy narkomanów.

Dodam może i podkreślę raz jeszcze że ważny jest czas i działanie.

Mówię o swojej nabytej wiedzy nie o standardach w leczeniu rzs-u.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 21:47   

MONIKAW napisał/a:
Mówię o swojej nabytej wiedzy nie o standardach w leczeniu rzs-u.


A co nazywasz wiedzą? Odżywianie? Widzisz, gdybyś mieszkała na wsi to pewnie w ogóle mało prawdopodobne że byś na coś takiego zachorowała.
_________________

 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 21:52   

[quote="rakash
Nie chcesz chyba powiedzieć że w sytuacji jakiej jest Monika zmiana nastawienia zmieni sytuację diametralnie tak jak to proponują MiTy wraz ze swoimi mądrościami z psychololo, o tym że trzeba zmienić sobie głowę.

quote]
Wylogowało mnie w trakcie pisania dlatego jeszcze raz.
Moge posłużyć się tylko swoim przypadkiem i jeszcze jednej osoby z forum.
Świadomość pewnych spraw spowodowała całkowite wyciszenie stanu zapalnego.
Czy u osób z i wieloletnim rzs-em pozbedziemy się nieodwracalnych zmian typu zwyrodnienia nie. Ale czy mozna przywrócić im komfort życia???
Zdecydowanie. Powstrzymać stan zapalny, też.
Dieta, terapia , własciwa rehabilitacje ruchowa to droga do sukcesu.
Nie wiem co jest tu najwazniejsze myslę ze to powinno współistnieć.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 21:54   

MonikaW, znasz temat ćwiczeń Qi-Gong? Joga, oddychanie?
_________________

 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 21:57   

rakash napisał/a:
MONIKAW napisał/a:
Mówię o swojej nabytej wiedzy nie o standardach w leczeniu rzs-u.


A co nazywasz wiedzą? Odżywianie? Widzisz, gdybyś mieszkała na wsi to pewnie w ogóle mało prawdopodobne że byś na coś takiego zachorowała.

Na tym etapie wiedzą jest wiedza na temat własciwego odzywiania, wiedza dotyczaca wpływu psychiki na powstanie i przebieg choroby, wiedzą jest wiedza na temat odpowiedniej rehabilitacji ruchowej.
Na razie te trzy rzeczy czy to wystarczy czas pokaże.
A może znajdę coś wiecej, cały czas się uczę.
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 22:00   

rakash napisał/a:
MonikaW, znasz temat ćwiczeń Qi-Gong? Joga, oddychanie?

Na jogę mam za mały zakres ruchów jeszcze.
Od kilku m-cy zajmuję sie terapią manualną z duzym sukcesem. Dość podobne do jogi tylko dostosowane inndywidualnie do moich mozliwości i potrzeb.
Oddychanie na ten temat wiem mało ale jestem zainteresowana.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 22:04   

MONIKAW napisał/a:
rakash napisał/a:
MonikaW, znasz temat ćwiczeń Qi-Gong? Joga, oddychanie?

Na jogę mam za mały zakres ruchów jeszcze.
Od kilku m-cy zajmuję sie terapią manualną z duzym sukcesem. Dość podobne do jogi tylko dostosowane inndywidualnie do moich mozliwości i potrzeb.
Oddychanie na ten temat wiem mało ale jestem zainteresowana.


Jasne. Na tym to polega. Żeby nie robić nic co jest ponad siły. Wszytko musi być dostosowane do możliwości. Głęboki oddech zawsze pomaga, czasami jest w stanie zdziałać cuda. Proponuję zapoznać się z ćwiczeniami Qi-Gong, również Tai-Chi.
_________________

 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 22:07   

Jak masz cos do poczytania na ten temat, poproszę.
Nie mam w okolicy nikogo kompetentnego.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 22:16   

Nie mam. Z Qi-Gonga to mam taką ksiażeczkę o Kung-Fu, jest tam jeden zestaw ćwiczeń, ale bardzo skuteczny. Nie wiem tylko czy byś dała to rade robić. Chociaż są też na pewno inne, może bardziej adekwatne do twojego stanu. niestety wiem tylko że są różne ćwiczenia i systemy, żadnymi materiałami nie dysponuję. Najpewniej da się coś znaleźć "w googlach".
Tai Chi natomiast znam tylko ogólnie "z widzenia", ale zasady są podobne i dosyć proste. Stosowałem z dużym powodzeniem swego czasu. Ale uważam że podstawą jest odpowiedni oddech i relaks. Zamykassz oczy, wyobrażasz sobie że odpychasz i przyciągasz "energię", przy tym głęboko, powoli oddychając. No trudno to opisać, w sumie to dosyć popularne jest Tai Chi, czasami pokazują w TV jak Chińczycy ćwiczą w parku.

Jest jeszcze coś takiego jak terapia "gałkami ocznymi".

Wklepałem w googlach i widzę że coś jest. Ja ćwiczyłem coś takiego:
Efekt był rewelacyjny! Pozbyłem się tym silnej i długotrwałej rwy kulszowej (leczonej silnymi lekami) w ciągu kilku dni. A właściwie to i więcej, tylko że nie miałem nic zdiagnozowane specjalnie, tylko lekarz mi powiedział że mam odcinek piersiowy kręgosłupa zwyrodniały. Ale po tych ćwiczeniach nie tylko przeszła mi ale też zyskałem większy luz. praktycznie pełny luz.

Zastanowiłbym się też na twoim miejscy nad zmianą diety, czasowo. Ale to zależy od tego jak się czujesz.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pon Sie 16, 2010 22:20, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 22:21   

rakash napisał/a:
Nie mam. Z Qi-Gonga to mam taką ksiażeczkę o Kung-Fu, jest tam jeden zestaw ćwiczeń, ale bardzo skuteczny. Nie wiem tylko czy byś dała to rade robić. Chociaż są też na pewno inne, może bardziej adekwatne do twojego stanu. niestety wiem tylko że są różne ćwiczenia i systemy, żadnymi materiałami nie dysponuję. Najpewniej da się coś znaleźć "w googlach".
Tai Chi natomiast znam tylko ogólnie "z widzenia", ale zasady są podobne i dosyć proste. Stosowałem z dużym powodzeniem swego czasu. Ale uważam że podstawą jest odpowiedni oddech i relaks. Zamykassz oczy, wyobrażasz sobie że odpychasz i przyciągasz "energię", przy tym głęboko, powoli oddychając. No trudno to opisać, w sumie to dosyć popularne jest Tai Chi, czasami pokazują w TV jak Chińczycy ćwiczą w parku.

Jest jeszcze coś takiego jak terapia "gałkami ocznymi".

Co do rehabilitacji ruchowej ma 1,5 godziny zestaw ćwiczeń. Przykurcz się zmniejsza masa mięśniowa odbudowuje bez zastrzeżeń rehabilitantka rewelacyjna.
Bardziej interesują mnie cwiczenia oddechowe muszę poszperać.
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 22:24   

Myślę, że dieta jest w tej chwili dobrze dobrana.
Czuję się rewelacyjnie.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 22:45   

No to znaczy że jesteś na najlepszej drodze. Skoro sprawy posuwają się w tym właściwym kierunku.

Ja przedwczoraj i wczoraj miałem takie boleści, nie spoczynkowe tylko w zasadzie taką ruchową obolałość kręgosłupa, pół dnia przesypiałem, dużo się pociłem. Trochę starałem się mobilizować, a dzisiaj jest już dużo lepiej.

Z dietą to nie chodzi mi tyle o jej 'dobrość' ile o 'przestawienie' organizmu. Tylko że do tego potrzebne jest też wyciszenie, a więc żadne stresy, praca nie wchodzą w grę. No i wskazane czyste środowisko, najlepszy jest jednak las, ewidentnie wpływa na człowieka pozytywnie. A gdyby to był jeszcze las gdzie są dęby to już w ogóle.

Tak tutaj się produkuję a sam zaniedbuje się w tym wszystkim.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pon Sie 16, 2010 22:47, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 22:48   

rakash napisał/a:
No to znaczy że jesteś na najlepszej drodze. Skoro sprawy posuwają się w tym właściwym kierunku.

Z dietą to nie chodzi mi tyle o jej 'dobrość' ile o 'przestawienie' organizmu. Tylko że do tego potrzebne jest też wyciszenie, a więc żadne stresy, praca nie wchodzą w grę. No i wskazane czyste środowisko, najlepszy jest jednak las, ewidentnie wpływa na człowieka pozytywnie. A gdyby to był jeszcze las gdzie są dęby to już w ogóle.

Stres jes nieunikniony to raczej chodzi o umiejetność radzenia sobie z nim.
Nabywam ją stopniowo duuuużo pracy jeszcze.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 22:49   

Nie, nie. Nie w tym rzecz. Chodzi mi o okresowe wyciszenie, na czas zmiany odżywiania i nazwijmy to terapii. Nie o unikanie stresu w ogóle.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pon Sie 16, 2010 22:49, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 22:58   

rakash napisał/a:
Nie, nie. Nie w tym rzecz. Chodzi mi o okresowe wyciszenie, na czas zmiany odżywiania i nazwijmy to terapii. Nie o unikanie stresu w ogóle.

Rozumiem staram się chyba musiałabym do klasztoru albo buszu :what:
Eliminuję do maksimum toksycznych ludzi, miejsca, sytuacje.
Bardzo tez zmieniło się moje spojrzenie na wiele rzeczy, odbudowało poczucie własnej wartosc, pewność siebie. Inaczej widzę rzeczywistość.
To wszytsko wymaga nieustannej pracy.
Ostatnio zmieniony przez MONIKAW Pon Sie 16, 2010 23:00, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 22:59   

Może być klasztor ;) Lepszy jest las. Byle był efekt.

nie chcę się porównywać, ale kiedy ja ćwiczyłem to musiałem się ostro mobilizować, ból był nie do zniesienia i nie mógłbym ćwiczyć gdyby nie pogłębiony oddech, przy tym lał się ze mnie ostro pot, ale to zadziałało. Po kilku dniach, a właściwie problemy ustąpiły w mgnieniu oka. Po prostu w pewnym momencie ćwiczeń jakby wszystko ze mnie zeszło. Później spałem dwa dni :shock: i dziwiłem się bo poszedłem spać 17-go a wstałem 19-go.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pon Sie 16, 2010 23:08, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 23:02   

rakash napisał/a:
Może byś klasztor ;) Lepszy jest las. Byle był efekt.

Buduję dom pod lasem.
Musiałabym tam zamieszkać sama, nie wpuszczac nikogo, nie wychodzic do pracy przez pół roku. :hihi:
Ale wiem, ze kontak z przyrodą bardzo mnie wycisza las, morze...
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 23:03   

Nikt nie mówi że musisz mieszkać sama. Byle ci z którymi mieszkasz nie robili 'madness'.Chociaż chyba faktycznie taka możliwość skupienia się na sobie jest bardzo dobrym pomysłem. O ile jest to możliwe. Jeżeli nie to nawet tydzień czasu w takim skupieniu i pracy nad problemami jest dobry. Las jest niepowtarzalny, wiem to z doświadczenia, po prostu w lesie człowiek inaczej oddycha, inaczej żyje.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pon Sie 16, 2010 23:05, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 23:05   

rakash napisał/a:
Może byś klasztor ;) Lepszy jest las. Byle był efekt.

nie chcę się porównywać, ale kiedy ja ćwiczyłem to musiałem się ostro mobilizować, ból był nie do zniesienia i nie mógłbym ćwiczyć gdyby nie pogłębiony oddech, przy tym lał się ze mnie ostro pot, ale to zadziałało. Po kilku dniach, a właściwie problemy ustąpiły w mgnieniu oka. Po prostu w pewnym momencie ćwiczeń jakby wszystko ze mnie zeszło. Później spałem dwa dni :shock: i dziwiłem się bo poszedłem spać 17-go a wstałem 19-go.

Bardzo ważna rzecz skoro juz o tym.
W rzs-ie ćwiczy się tylko do granicy bólu wbrew opiniom części świata medycznego.
Pól roku mojej pracy z rehabilitantem, bólu -do ale cóż nauczyłam się na błedach.
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 78
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 3009
Skąd: Australia
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 23:05   

rakash napisał/a:
Lepszy jest las.

....... z laska.
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sie 16, 2010 23:07   

MONIKAW napisał/a:

Bardzo ważna rzecz skoro juz o tym.
W rzs-ie ćwiczy się tylko do granicy bólu wbrew opiniom części świata medycznego.
Pól roku mojej pracy z rehabilitantem, bólu -do [bluzg] ale cóż nauczyłam się na błedach.


Tak, zawsze tak się ćwiczy. Chodzi jednak o to aby doprowadzać do przełamywań. Ale trzeba to robić z wyczuciem. Tak jak pisałem ja swoje znaczące przełamywania opanowałem dzięki oddechowi. Przez co mogłem zdecydowanie pogłębić zakres ćwiczeń i ugruntować. Ćwiczenia Qi-Gong są tutaj najlepsze ponieważ rozbijają wszelkie "blokady".
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pon Sie 16, 2010 23:08, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Wto Sie 17, 2010 08:24   

rakash napisał/a:
Zaznaczam jednak że mogę się mylić ponieważ nie znam większości pana publikacji, być może te zasady zostały już opisane. Jeżeli tak to powinny znaleźć miejsce w swego rodzaju kompendium, przewodniku.

W Poradniku wydrukowałem ponad sto artykułów oraz kilkadziesiąt w innych gazetach.
JW
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Wto Sie 24, 2010 08:55   

Stan zdrowia Monikif stabilny jest coraz lepiej.
Wyjdzie z tego !!!!
Tak bardzo się cieszę :viva:
 
     
sylwiazłodzi 
AutismLowCarbDiet

Pomogła: 13 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 20 Mar 2007
Posty: 1774
Wysłany: Wto Sie 24, 2010 09:11   

Trzymam za nią kciuki,
_________________
Powołałam "Fundację Rodzin i Terapeutów Autyzm bez granic"
*w 2012 zostałam dietetykiem*
moja www / my website
Autyzm dieta niskowęglwodanowa - Autism Low Carb Diet

 
     
sylwiazłodzi 
AutismLowCarbDiet

Pomogła: 13 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 20 Mar 2007
Posty: 1774
Wysłany: Wto Sie 24, 2010 09:14   

Nie zgadzam się,że lepszy jest ból w ćwiczeniach. Takie głupie podejście wielu dzieciom z porażeniem mózgowym w tym mnie przysprzyło bólów i cierpień w ćwiczeniach w dzieciństwie. A jest tyle innych sposobów by zaczynać. Można od masażu, który rozluźnia mięśnie, można ćwiczyc codziennie przez wiele dni by ścięgna stopniowo rozluźniac i "wydłużać". Ból jest założeniem bezsensownym przy najmniej u dzieci.
_________________
Powołałam "Fundację Rodzin i Terapeutów Autyzm bez granic"
*w 2012 zostałam dietetykiem*
moja www / my website
Autyzm dieta niskowęglwodanowa - Autism Low Carb Diet

 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Wto Sie 24, 2010 10:47   

Ból jest załozeniem bezsensownym chyba w kazdej formie rehabilitacji ruchowej.
 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Wto Sie 24, 2010 10:54   

MONIKAW napisał/a:
Stan zdrowia Monikif stabilny jest coraz lepiej.
Wyjdzie z tego !!!!
Tak bardzo się cieszę :viva:

Baaaaardzo dobrze to slyszec, yay. :)
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Wto Sie 24, 2010 11:04   

Tak bardzo dobrze.
Walczy z całych sił.
Ostatnio zmieniony przez MONIKAW Czw Sie 26, 2010 13:00, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Wto Sie 24, 2010 14:13   

sylwiazłodzi napisał/a:
Nie zgadzam się,że lepszy jest ból w ćwiczeniach. Takie głupie podejście wielu dzieciom z porażeniem mózgowym w tym mnie przysprzyło bólów i cierpień w ćwiczeniach w dzieciństwie. A jest tyle innych sposobów by zaczynać. Można od masażu, który rozluźnia mięśnie, można ćwiczyc codziennie przez wiele dni by ścięgna stopniowo rozluźniac i "wydłużać". Ból jest założeniem bezsensownym przy najmniej u dzieci.


Ponieważ nie rozumiesz. Ból nie jest problemem tylko sygnałem. Dzięki bólowi wiemy gdzie.

MONIKAW napisał/a:
Tak bardzo dobrze.
Noga uratowana przed amputacją, nerki przed dializą. :viva:
Walczy z całych sił.


Masakra piłą łańcuchowo-konowałową.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Wto Sie 24, 2010 14:14, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
sylwiazłodzi 
AutismLowCarbDiet

Pomogła: 13 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 20 Mar 2007
Posty: 1774
Wysłany: Śro Sie 25, 2010 09:14   

[quote="rakash"][
Ponieważ nie rozumiesz. Ból nie jest problemem tylko sygnałem. Dzięki bólowi wiemy gdzie.

[quote]

Wiemy gdzie boli co?

W Porażeniu mózgowym jest porażenie co oznacza,że z reguły w ciągu dnia wystepuje mniejszy lub wiekszy problem z mięśniami. Twierdzi się,że to taka choroba i ,że pomagają ćwiczenia, które muszą boleć.

O bólu o jakim wspominasz to możemy mówić jak nas zaboli głowa, oczy, ucho, wnętrzności. Mięśnie nie muszą boleć ani ścięgna, mogą same się rozuliźnić na diecie niskowęglwodanowej czego sama doświadczyłam.
_________________
Powołałam "Fundację Rodzin i Terapeutów Autyzm bez granic"
*w 2012 zostałam dietetykiem*
moja www / my website
Autyzm dieta niskowęglwodanowa - Autism Low Carb Diet

 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Śro Sie 25, 2010 10:35   

Racja, to jest dużo większy problem. Mogę powiedzieć że coś takiego też doświadczyłem. Nie w jakimś wielkim stopniu ale jednak. Ból musi być, oczywiście że tak.

Wcale nie twierdzę przy tym że ćwiczenia mają ograniczać się do tych trudniejszych, powinny być dostosowane do stanu.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Śro Sie 25, 2010 10:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
EAnna 

Pomogła: 22 razy
Dołączyła: 03 Sty 2009
Posty: 1159
Wysłany: Pią Sie 27, 2010 13:29   

rakash napisał/a:
Tak, zawsze tak się ćwiczy. Chodzi jednak o to aby doprowadzać do przełamywań. Ale trzeba to robić z wyczuciem. Tak jak pisałem ja swoje znaczące przełamywania opanowałem dzięki oddechowi.

To tradycyjne podejście do rehabilitacji ruchowej. Może i skuteczne ale jakim kosztem!!!.
Obecnie istnieje wiele technik (nieintuicyjnych) pozwalajacych na bezbólowe rozluźnienia ścięgien i mięśni. Chociażby ćwiczenia z tzw. oporem. Są bardzo skuteczne i bezbolesne. Ta i wiele innych technik opisane są w znakomitej książce "Kręgosłup w stresie" dr Andrzeja Rakowskiego.

Pozdrawiam
EAnna
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pią Sie 27, 2010 13:42   

EAnna napisał/a:
rakash napisał/a:
Tak, zawsze tak się ćwiczy. Chodzi jednak o to aby doprowadzać do przełamywań. Ale trzeba to robić z wyczuciem. Tak jak pisałem ja swoje znaczące przełamywania opanowałem dzięki oddechowi.

To tradycyjne podejście do rehabilitacji ruchowej. Może i skuteczne ale jakim kosztem!!!.
Obecnie istnieje wiele technik (nieintuicyjnych) pozwalajacych na bezbólowe rozluźnienia ścięgien i mięśni. Chociażby ćwiczenia z tzw. oporem. Są bardzo skuteczne i bezbolesne. Ta i wiele innych technik opisane są w znakomitej książce "Kręgosłup w stresie" dr Andrzeja Rakowskiego.

Pozdrawiam
EAnna

EAnna w moim przypadku zupełnie nie skuteczne.
Własnie od kwietnia tego roku korzystam z terapii manualnej Rakowskiego rewelacyjna metoda rehabilitacji ruchowej, bezbolesna a bardzo skuteczna.
Polecam w RZS-ie.
 
     
grizzly
[Usunięty]

Wysłany: Pią Sie 27, 2010 13:59   

EAnna napisał/a:
rakash napisał/a:
Tak, zawsze tak się ćwiczy. Chodzi jednak o to aby doprowadzać do przełamywań. Ale trzeba to robić z wyczuciem. Tak jak pisałem ja swoje znaczące przełamywania opanowałem dzięki oddechowi.

...To tradycyjne podejście do rehabilitacji ruchowej. Może i skuteczne ale jakim kosztem!!!.
Obecnie istnieje wiele technik (nieintuicyjnych) pozwalajacych na bezbólowe rozluźnienia ścięgien i mięśni...
EAnna

Moim zdaniem liczy sie EFEKT. 8-)

Oczywiscie efekt zalezy bardzo duzo od tego,
jaka osoba ma "problem".

Jesli jest mozliwa "praca" gdzie jak pisze Rakosiu,
wykorzystuje sie bol jako swoisty "marker" to
efektywnosc jest NAJWIEKSZA. 8-)

Niestety czesto mamy do czynienia z "opornymi"
przypadkami gdzie obecny jest "deficyt rozumu" i tam musimy
zastosowac tzw. metody bezbolowe. 8-)

Jak wytlumaczyc "nieswiadomemu" koniecznosc
korzystania z bolu?
.
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pią Sie 27, 2010 14:11   

Oczywiście, ze najważniejszy jest EFEKT.
Ale jezeli bezboleśnie mozna osiągnąć podobny a nawet lepszy to po co się męczyć?
Analizuję to pod swoim kątem, porównuję rezultaty.
Ostatnio zmieniony przez MONIKAW Pią Sie 27, 2010 14:15, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
grizzly
[Usunięty]

Wysłany: Pią Sie 27, 2010 14:35   

MONIKAW napisał/a:
Oczywiście, ze najważniejszy jest EFEKT.
Ale jezeli bezboleśnie mozna osiągnąć podobny a nawet lepszy to po co się męczyć?
Analizuję to pod swoim kątem, porównuję rezultaty.


Jesli EFEKT jest lepszy, to znaczy,
ze w konkretnym przypadku metoda jest LEPSZA.

Wlasnie o to chodzi aby nieustannie DOSKONALIC! 8-)
.
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pią Sie 27, 2010 14:41   

Efekt w tak krótkim czasie w zasadzie przerósł moje oczekiwania.
Poszukiwania, samodoskonalenie i ciężka praca = EFEKT :viva:
 
     
grizzly
[Usunięty]

Wysłany: Pią Sie 27, 2010 15:03   

MONIKAW napisał/a:
Efekt w tak krótkim czasie w zasadzie przerósł moje oczekiwania.
Poszukiwania, samodoskonalenie i ciężka praca = EFEKT :viva:

Tego brakuje BARDZO w stosowaniu
"dogmatow wiary" uprawianych "za miedza" :viva:

Oj przydalaby sie KOREKTA! 8-)

Oslabiloby to "nekrobiznes". :hihi:
.
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pią Sie 27, 2010 15:04   

No cóż...
Dlatego cieszę się, ze jestem tu.
Panu Tomaszowi K. wielkie dzięki za bana. :pada:
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8501
Wysłany: Pią Sie 27, 2010 15:36   

Jak tak czytam, to straszne jest to srodowsko DOdowiczow, bany, kasacje kont, dzizas :roll: Niby powazni ludzie w kwiecie wieku ale zachowania gorsze od z forum hiphopowego.
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pią Sie 27, 2010 15:42   

Nic dodać, nic ująć...
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Sob Sie 28, 2010 10:43   

EAnna napisał/a:
rakash napisał/a:
Tak, zawsze tak się ćwiczy. Chodzi jednak o to aby doprowadzać do przełamywań. Ale trzeba to robić z wyczuciem. Tak jak pisałem ja swoje znaczące przełamywania opanowałem dzięki oddechowi.

To tradycyjne podejście do rehabilitacji ruchowej. Może i skuteczne ale jakim kosztem!!!.
Obecnie istnieje wiele technik (nieintuicyjnych) pozwalajacych na bezbólowe rozluźnienia ścięgien i mięśni. Chociażby ćwiczenia z tzw. oporem. Są bardzo skuteczne i bezbolesne. Ta i wiele innych technik opisane są w znakomitej książce "Kręgosłup w stresie" dr Andrzeja Rakowskiego.

Pozdrawiam
EAnna


Chyba trochę inaczej pojmujemy te kwestie. Ja nigdy nie doświadczyłem "tradycyjnego podejścia" i może stąd te nieporozumienie.
_________________

 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Sob Sie 28, 2010 10:44   

EAnna napisał/a:
rakash napisał/a:
Tak, zawsze tak się ćwiczy. Chodzi jednak o to aby doprowadzać do przełamywań. Ale trzeba to robić z wyczuciem. Tak jak pisałem ja swoje znaczące przełamywania opanowałem dzięki oddechowi.

To tradycyjne podejście do rehabilitacji ruchowej. Może i skuteczne ale jakim kosztem!!!.
Obecnie istnieje wiele technik (nieintuicyjnych) pozwalajacych na bezbólowe rozluźnienia ścięgien i mięśni. Chociażby ćwiczenia z tzw. oporem. Są bardzo skuteczne i bezbolesne. Ta i wiele innych technik opisane są w znakomitej książce "Kręgosłup w stresie" dr Andrzeja Rakowskiego.

Pozdrawiam
EAnna


Chyba trochę inaczej pojmujemy te kwestie. Ja nigdy nie doświadczyłem "tradycyjnego podejścia" i może stąd te nieporozumienie. Nie miałem na myśli pisząc o bólu, podejścia siłowego.

MONIKAW napisał/a:

EAnna w moim przypadku zupełnie nie skuteczne.
Własnie od kwietnia tego roku korzystam z terapii manualnej Rakowskiego rewelacyjna metoda rehabilitacji ruchowej, bezbolesna a bardzo skuteczna.
Polecam w RZS-ie.


Dla mnie ćwiczenia, mobilizacja to zawsze były kwestie intuicji. Jednak ćwiczenia kinetyczne to nie wszystko. Mechaniczne ćwiczenia czasami przynoszę dobre efekty szybkie a czasami nie, czasami prowadzą do stałej poprawy a czasami nie. Bo tutaj w grę wchodzą inne elementy i korelacje. Synchorniczność, dlatego że w organizmie nic nie dzieje się oddzielnie.
Poza tym wszystko to da się znaleźć w dawnych praktykach Jogi w zasadzie.
Pozwolę sobie zapoznać się z zaleceniami Rakowskiego i ew. skrytykować to co uważam za zbyt płytkie.

No więc przeglądam ksiażkę i widzę że tam nawet obrazki ćwiczeń są żywcem skopiowane z innych ksiązek 8/ jedne z takiej broszurki wydanej przez Santorskiego zanim jeszcze był "poważnym" wydawcą milionerem, a inne znowu wyciągnięte ze stretchingu.

Przy tym nie czytałem ksiązki, więc nie wiem co on tam mądrego pisze. Ale dodam raz jeszcze wschodnie systemy filozoficzne już tysiace lat temu opracowały tego typu ćwiczenie, a jako że mają one wielką tradycję również pozwalają lepiej zrozumieć i lepiej podchodzą do tych ćwiczeń. Chociażby kwestia oddychania, oddech jest niesamowicie ważny i bez oddechu ćwiczenie nie są tak skuteczne.

Pozwolę sobie jeszcze zauważyć że problem w RZS, czy raczej należałoby powiedzieć w chorobach reumatycznych tkwi gdzie indziej, mobilizacja powinna być tylko częścią leczenia dostosowaną zawsze do sytuacji.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Sob Sie 28, 2010 10:56, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Sob Sie 28, 2010 14:11   

Rakash ściągnęłam już kilka zestawów ćwiczeń oddechowych, wprowadziłam w życie jakiś czas temu.
Chwilowo mam mało czasu ale kupię książki i zajme się tym tematem dokładniej.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Sob Sie 28, 2010 14:21   

To bardzo dobrze, ja ze swojej strony polecam zgłębianie tematów Jogi i Qi-Gong. Wszystkie te ćwiczenia pochodzą z wielkiej duchowej tradycji. Były rozwijane przez setki lat, są podstawą wielu systemów. I wszystkie one są dużo bardziej zaawansowane niż metody "odkryte" - wtórne na zachodzie. Są na przykład ćwiczenia te które podaje ten doktor, są też bardziej sformatowane pod katem sportu ćwiczenia Stretchingu czy Pilates. W rzeczy samej są to bardzo podobne ćwiczenia. Natomiast w żadnym z nich nie znalazłem tego co w Jodze.
Chociaż przed Jogą przestrzegałbym. Natomiast można się tam wiele nauczyć a poprzez praktykę jeszcze więcej zrozumieć i pomóc sobie. To nie jest jednak wszystko. Czasami może być to ten brakujacy element który dopełni całości, a czasami jest tylko drobnym usprawnieniem, założywszy że ktoś ma tą sferę na wysokim poziomie wydajności. Pamiętać jednak należy że niektórzy ludzie słabo przykładają się do zajęć, tym bardziej więc potrzebny jest czas i praktyka aby odczuć wpływ. Podobnie zresztą z ludźmi których organizmy są w znacznym stopniu obciążone, okaleczone. W takich przypadkach ćwiczenia mogą sprawiać nawet duże problemy. Warto jednak systematycznie nad tym pracować, nie zaniedbując przy tym innych środków, którymi możemy z kolei poprawić inny zakres sprawności, co znowu przyczyni się do pogłębienia dobroczynnego ćwiczeń.

Natomiast przeważnie te wszystkie zachodnie systemy nie uwzględniają takiego całościowego ujęcia, wręcz marginalizują wszelkie inne czynniki i koncentrują się na jednym. Wprawdzie często analizy są celne, czasami wręcz odkrywcze to wnioski błędne, płytkie, nędzne, nijakie. O wskazówkach nie wspomnę bo ta cała "nauka" opiera się na jednym praktycznie aspekcie, tak jak to psychololo przeważnie. Kiedy pojawiają się pozostałe wtedy taki psychololiciel głupieje, w najlepszym razie uważa że odkrył jakiś nieznany świat i zadowolony z siebie poprzestaje na tym. Dokładnie tak jak tutaj:

Nic z tej wiedzy po prostu nie wynika, prócz może nadymania ego tych którzy tą wiedzę przyswoili.

MONIKAW napisał/a:
Rakash ściągnęłam już kilka zestawów ćwiczeń oddechowych, wprowadziłam w życie jakiś czas temu.
Chwilowo mam mało czasu ale kupię książki i zajme się tym tematem dokładniej.


No tak tylko tutaj też trzeba by zaczynać od podstaw, tak żeby te ćwiczenia nie były zbyt trudne.

Z innej znowu strony dobrze jest czasami mieć w ogóle świadomość że oddechem można leczyć. Podobnie jak jedzeniem. Więc czasami wystarczy tylko uświadomienie przez kogoś tego faktu no i impuls do działania.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Sob Sie 28, 2010 14:42, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Sob Sie 28, 2010 14:52   

Koleżanka od 10 lat ćwiczy Jogę i Qi-Gong muszę ją pomęczyć trochę.
Tak jak pisałam moje zestawy ćwiczeń są dostosowane indywidualnie do mojej sytuacji, potrzeb, mozliwości itd.
Przyznaję nie jestem specjalistką w tych tematach na razie oceniam tylko skuteczność.
Co do cwiczeń oddechowych oczywiście wybrałam łatwe.
Mam świadomość, że wszystko wymaga odpowiedniego przygotowania, wiedzy teoretycznej ale trzeba sporo czasu aby to wszystko ogarnąć.
 
     
grizzly
[Usunięty]

Wysłany: Sob Sie 28, 2010 14:54   

rakash napisał/a:
...świadomość że oddechem można leczyć...

Ale najpierw warto PRZECZYTAC i ZROZUMIEC!!!
FIZJOLOGIE "oddechu" 8-)

Czym ten oddech jest, gdzie on jest,
o co w tym wszyskim chodzi.

Jak ktos zaczyna "czakry szmakry"
uprawiac a jest po "szkole podstawowej"
to jest to po prostu PARODIA! :hah: :hihi:
.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Sob Sie 28, 2010 14:59   

MONIKAW napisał/a:
Koleżanka od 10 lat ćwiczy Jogę i Qi-Gong muszę ją pomęczyć trochę..


O właśnie, byle nie wariować. Joga raczej powinna być czymś prywatnym, jeżeli nauka w jakiejś szkole to tylko na czas aby się czegoś nauczyć. No i przy dobrym zdrowiu wystarczy systematycznie nawet raz na tydzień jakieś poważniejsze ćwiczenie. A tak poza tym to z wyczuciem. Wtedy kiedy czujemy że nam potrzebne. Życie nie polega na ciągłym ćwiczeniu ani przesiadywaniu 24/7 w grocie skalnej jak jacyś szukający nirwany. Bardziej bym traktował te ćwiczenia jako rehabilitacyjne, a życiu codziennym przy sprawnym organizmie lepiej jest systematycznie poruszać się, popracować w ziemi, z roślinami.

MONIKAW napisał/a:

Przyznaję nie jestem specjalistką w tych tematach na razie oceniam tylko skuteczność.
Co do cwiczeń oddechowych oczywiście wybrałam łatwe.
Mam świadomość, że wszystko wymaga odpowiedniego przygotowania, wiedzy teoretycznej ale trzeba sporo czasu aby to wszystko ogarnąć.


No i prawidłowo, gdybyś chciała studiować fizjologię (po co?) to można się specjalizować. Ale ty chcesz poprawić sobie jakość życia.

TAk wszystko wymaga odpowiedniego przygotowania, co wcale nie oznacza że musi to trwać latami. Chodzi o zrozumienie, a żeby to się stało potrzebny jest wgląd lub praktyka. Różnie ludzie poznają, ale przede wszystkim chyba należy naprawdę chcieć, czyli poświęcać się temu, przykładać.


Wracając do samych ćwiczeń to jest kilka naprawdę prostych, które nie wymagają wielkiego przygotowania, a które można praktykować właściwie wszędzie.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Sob Sie 28, 2010 15:03, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Sob Sie 28, 2010 15:19   

grizzly napisał/a:
Jak ktos zaczyna "czakry szmakry"
uprawiac .

Czakry-szmakry to pikuś blady. Najlepsze są te ataki lęku i hiperwentylacji wskutek ćwiczeń oddechu. Próbować ćwiczyć oddech to tak, jakby usiłować trenować mruganie oczami. Bezcenne i niezła beka ;)

ps: Ciekawe, że ludzie wolą mitrężyć czas na jogę niż np. ćwiczyć mięsień Kegla :evil:

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Sob Sie 28, 2010 15:20, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Sob Sie 28, 2010 16:13   

Inteligencja przemówiła.

:faint:

OCzywiście nie jest to żadne trolowanie, bo MiTrole nie trolują i nie rozwalają wątków bo ich wpisy są święte. Dlatego też tak nie cierpią wszelkich świętości.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Sob Sie 28, 2010 18:26, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Sob Sie 28, 2010 17:51   

M i T napisał/a:

ps: Ciekawe, ze ludzie wola mitrezyc czas na joge niz np. cwiczyc miesien Kegla :evil:

Tomek


wyobrazcie sobie taki przerosniety miesien kegla, najlepiej wyrzezbiony miesien kegla swiata, obwod 25cm w stanie spoczynku 8)
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
 
     
Maad


Pomógł: 18 razy
Dołączył: 17 Kwi 2009
Posty: 1172
Wysłany: Sob Sie 28, 2010 17:54   

dobrze wyćwiczony to i dziadka zastąpi .... dziadka do orzechów rzecz jasna :hihi:
_________________
Wszystko co dobre jest niemoralne, nielegalne, powoduje tycie albo ... jest po angielsku.
 
     
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Sob Sie 28, 2010 19:17   

Maad napisał/a:
dobrze wycwiczony to i dziadka zastapi .... dziadka do orzechow rzecz jasna :hihi:


co nie..
albo wzorem Gustlika z 4 pancernych: popisowy numer polegajacy na wyciagnieciu wbitego w deske gwozdzia :D
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
 
     
Maad


Pomógł: 18 razy
Dołączył: 17 Kwi 2009
Posty: 1172
Wysłany: Nie Sie 29, 2010 10:58   

zenek, Ty to masz wyobraźnię :hihi: :hihi: :hihi:
_________________
Wszystko co dobre jest niemoralne, nielegalne, powoduje tycie albo ... jest po angielsku.
 
     
tomtom

Dołączył: 17 Kwi 2009
Posty: 416
Wysłany: Pon Wrz 13, 2010 04:41   

M i T napisał/a:
Monika, ale trzeba uczciwie przyznać, że MonikaF była chyba dość długo na żywieniu typu DO (bardzo rygorystycznie), a także w jakiś sposób Ewa "lekarka" starała się jej pomóc


No, chociaż jedna uczciwa osoba :D

Trochę się rozpłynął temat, wracając do tematyki RZS, jest opisana zarówno metoda + skuteczność (pół roku bez leków, odstawione w dniu podjęcia diety, postęp ze stanu ledwo-chodzę do stanu tańczę-sobie bez żadnych ćwiczeń korekcyjnych, dieta ultrawysokowęglowa)

ALE

dużo ważniejsza chyba rzecz - coś zaczyna się przejaśniać w sprawie PRZYCZYN RZS u Beaty. Otóż dentyści wstawili jej 12 plomb z rtęcią. To musiało wywołać koszmarne zatrucie. Pytanie, czy RZS i zatrucie rtęcią mają ze sobą coś wspólnego? Czy wypłukanie zdecydowanej większości rtęci z organizmu całkowicie wyleczy RZS, pozwalając wrócić do "zwykłej" diety i "zwykłego" trybu życia?

W związku z tym pytanie do RZS-owców, ile plomb z rtęcią (te srebrne) macie w zębach?

Jednocześnie dla zainteresowanych - jest rozpisana cała terapia dość szybko wypłukująca rtęć z organizmu.
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 78
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 3009
Skąd: Australia
Wysłany: Pon Wrz 13, 2010 07:39   

tomtom napisał/a:

Jednocześnie dla zainteresowanych - jest rozpisana cała terapia dość szybko wypłukująca rtęć z organizmu.

Gdzie jest ta rozpiska, Tomtomciu?
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Wrz 13, 2010 09:57   

tomtom napisał/a:
M i T napisał/a:
Monika, ale trzeba uczciwie przyznać, że MonikaF była chyba dość długo na żywieniu typu DO (bardzo rygorystycznie), a także w jakiś sposób Ewa "lekarka" starała się jej pomóc


No, chociaż jedna uczciwa osoba :D

Trochę się rozpłynął temat, wracając do tematyki RZS, jest opisana zarówno metoda + skuteczność (pół roku bez leków, odstawione w dniu podjęcia diety, postęp ze stanu ledwo-chodzę do stanu tańczę-sobie bez żadnych ćwiczeń korekcyjnych, dieta ultrawysokowęglowa)

ALE

dużo ważniejsza chyba rzecz - coś zaczyna się przejaśniać w sprawie PRZYCZYN RZS u Beaty. Otóż dentyści wstawili jej 12 plomb z rtęcią. To musiało wywołać koszmarne zatrucie. Pytanie, czy RZS i zatrucie rtęcią mają ze sobą coś wspólnego? Czy wypłukanie zdecydowanej większości rtęci z organizmu całkowicie wyleczy RZS, pozwalając wrócić do "zwykłej" diety i "zwykłego" trybu życia?

W związku z tym pytanie do RZS-owców, ile plomb z rtęcią (te srebrne) macie w zębach?

Jednocześnie dla zainteresowanych - jest rozpisana cała terapia dość szybko wypłukująca rtęć z organizmu.

Ogólnie mam bardzo zdrowe zęby cztery plomby w tym jedna z czasów dzieciństwa i ta moze mnieć rtęć. :-D
Więc chyba to nie najlepszy trop poza tym za RZS chorują też dzieci, małe dzieci bez plomb
Ostatnio zmieniony przez MONIKAW Pon Wrz 13, 2010 10:00, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Pon Wrz 13, 2010 10:17   

tomtom napisał/a:
M i T napisał/a:
Monika, ale trzeba uczciwie przyznać, że MonikaF była chyba dość długo na żywieniu typu DO (bardzo rygorystycznie), a także w jakiś sposób Ewa "lekarka" starała się jej pomóc


No, chociaż jedna uczciwa osoba :D

.

Zwróć też uwagę na słowo "chyba dośc długo" i "była" :-D
Poza tym dieta jest bardzo ważna ale to nie wszystko, przecież.
Ostatnio zmieniony przez MONIKAW Pon Wrz 13, 2010 10:28, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
sylwiazłodzi 
AutismLowCarbDiet

Pomogła: 13 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 20 Mar 2007
Posty: 1774
Wysłany: Pon Wrz 13, 2010 10:51   

tomtom napisał/a:
M i T napisał/a:
Monika, ale trzeba uczciwie przyznać, że MonikaF była chyba dość długo na żywieniu typu DO (bardzo rygorystycznie), a także w jakiś sposób Ewa "lekarka" starała się jej pomóc


No, chociaż jedna uczciwa osoba :D

Trochę się rozpłynął temat, wracając do tematyki RZS, jest opisana zarówno metoda + skuteczność (pół roku bez leków, odstawione w dniu podjęcia diety, postęp ze stanu ledwo-chodzę do stanu tańczę-sobie bez żadnych ćwiczeń korekcyjnych, dieta ultrawysokowęglowa)

ALE

dużo ważniejsza chyba rzecz - coś zaczyna się przejaśniać w sprawie PRZYCZYN RZS u Beaty. Otóż dentyści wstawili jej 12 plomb z rtęcią. To musiało wywołać koszmarne zatrucie. Pytanie, czy RZS i zatrucie rtęcią mają ze sobą coś wspólnego? Czy wypłukanie zdecydowanej większości rtęci z organizmu całkowicie wyleczy RZS, pozwalając wrócić do "zwykłej" diety i "zwykłego" trybu życia?

W związku z tym pytanie do RZS-owców, ile plomb z rtęcią (te srebrne) macie w zębach?

Jednocześnie dla zainteresowanych - jest rozpisana cała terapia dość szybko wypłukująca rtęć z organizmu.


uściślij jak chcesz rozwiązać zagadkę bo wg założeń w różnych metodach odtruwania z rtęci najpierw trzeba zlokalizować w czym ta rtęć jest dostarczana i to się odcina a dopiero potem odtruwa. Dopisać więc trzeba, że nie odtruć tylko wyjąć plomby, inne założyć, ktore wg obecnych danych nie szkodzą i odtruć .Ale jest pytanie gdy wyjmiejmy plompy czy nie lepiej jest poczekać i spradzić poziom rtęci. Bo wg teorii wtedy organizm powinien sam zacząć usuwać. A dopiero wtedy jeśli w badaniach wychodzi, że nie usuwa, chleatować. I znać całą listę skutków ubocznych przed rozpoczęciem. !!! / to ostatnie wężykiem,ężykiem)
_________________
Powołałam "Fundację Rodzin i Terapeutów Autyzm bez granic"
*w 2012 zostałam dietetykiem*
moja www / my website
Autyzm dieta niskowęglwodanowa - Autism Low Carb Diet

 
     
sylwiazłodzi 
AutismLowCarbDiet

Pomogła: 13 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 20 Mar 2007
Posty: 1774
Wysłany: Pon Wrz 13, 2010 10:52   

P.S. A gdyby poziom rtęci po wyjęciu plomp zwiększał się należy szukać kolejnego źródła zatrucia
_________________
Powołałam "Fundację Rodzin i Terapeutów Autyzm bez granic"
*w 2012 zostałam dietetykiem*
moja www / my website
Autyzm dieta niskowęglwodanowa - Autism Low Carb Diet

 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8501
Wysłany: Pon Wrz 13, 2010 11:21   

Kangur napisał/a:
tomtom napisał/a:

Jednocześnie dla zainteresowanych - jest rozpisana cała terapia dość szybko wypłukująca rtęć z organizmu.

Gdzie jest ta rozpiska, Tomtomciu?


Znajac Tomtomcia to pewnie gdzies tutaj :viva: :hah: http://www.newsweek.pl/ar...-w-raka,30074,1
 
     
konrado5

Dołączył: 27 Cze 2010
Posty: 59
Wysłany: Pon Wrz 13, 2010 12:32   

Kangur napisał/a:
tomtom napisał/a:

Jednocześnie dla zainteresowanych - jest rozpisana cała terapia dość szybko wypłukująca rtęć z organizmu.

Gdzie jest ta rozpiska, Tomtomciu?

Tutaj:
http://www.zdrowiej.vegie.pl/viewtopic.php?t=4267
PS. Tomtomowi pomagam a on i tak nie chce odpowiadać na moje pytania.
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 78
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 3009
Skąd: Australia
Wysłany: Pon Wrz 13, 2010 13:08   

konrado5 napisał/a:
Kangur napisał/a:
tomtom napisał/a:

Jednocześnie dla zainteresowanych - jest rozpisana cała terapia dość szybko wypłukująca rtęć z organizmu.

Gdzie jest ta rozpiska, Tomtomciu?

Tutaj:
http://www.zdrowiej.vegie.pl/viewtopic.php?t=4267
PS. Tomtomowi pomagam a on i tak nie chce odpowiadać na moje pytania.

To niech sobie Tomtom poczyta:
Amalgam Illness Diagnosis and Treatment
By Anrew Hall Cutler.
I porowna swoje zalecenia z zaleceniami eksperta.
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
tomtom

Dołączył: 17 Kwi 2009
Posty: 416
Wysłany: Wto Wrz 14, 2010 00:51   

Największe źródło rtęci to ryby

Drugie w kolejności - narządy zwierząt, a zwłaszcza wątroba. Jeśli zwierzę zje 20 kg roślin na kg masy ciała, stężenie rtęci będzie nawet 20 krotnie większe w ciele zwierzęta niż w roślinach. W wątrobie nawet 200 krotnie. W ramach premii za dobre wspieranie przemysłu mięsnego dostaje się kadm, ołów i aluminium. Smacznego.

Dopiero na trzecim miejscu są wypełnienia amalgamatowe.

Nie ma testu który zbada stężenie rtęci, można co najwyżej badać stężenie we krwi, ale to nijak ma się do stężenia w np mózgu, wąŧrobie czy w kościach.

Organizm rtęci się pozbędzie, owszem, ale po np 20 latach. W przypadku rtęci w kościach nawet 20 lat może nie wystarczyć.

Naturalne terapie chelatujące nie mają skutków ubocznych, wprost przeciwnie - znacznie poprawiają ogólny stan zdrowia, jedynie tearpie proponowane przez lekarzy mają - i to bardzo poważne.

Małe dzieci bardzo często są koszmarnie zatrute rtęcią - a to ze zdrowych szczepionek, a to ze zdrowych rybek jedzonych przez mamusie.

No i na koniec - rtęć to tylko jeden ze śladów. Ja po prawdzie podejrzewałem fluor i brom, koleżanka wymyśliła sobie rtęć. Chelatowanie rtęci i wybijanie fluoru odbywa się w dużej mierze podobnie, więc na szczęście terapie się pokrywają.
 
     
brajan30

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 13 Lis 2005
Posty: 1020
Wysłany: Wto Wrz 14, 2010 01:11   

tomtom napisał/a:
Drugie w kolejności - narządy zwierząt, a zwłaszcza wątroba. Jeśli zwierzę zje 20 kg roślin na kg masy ciała, stężenie rtęci będzie nawet 20 krotnie większe w ciele zwierzęta niż w roślinach.

No a jeśli człowiek zjada tyle roślin, to co z tą rtęcią?
Dziś masz zasyfione rośliny bardziej niż kiedykolwiek, sąsiad na działce w tym roku pryskał chemią trzykrotnie drzewa, żeby coś mu urosło, niby urosło, ale drzewo chemie przyjęło. Dziesięć lat temu, mówił że wystarczyło raz pryskać.
A tu sobie poczytaj o swoich roślinach, bo tego zapewne nie wiesz, a w newswicku tego nie napiszą: http://www.dobradieta.pl/...pic.php?t=15145
Ostatnio zmieniony przez brajan30 Wto Wrz 14, 2010 01:17, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
tomtom

Dołączył: 17 Kwi 2009
Posty: 416
Wysłany: Wto Wrz 14, 2010 04:39   

nie myśl, nie udzielaj ludziom rad, zajmij się lepiej.... nie wiem, kopaniem w ogródku?

Jeśli jedzący kilogram mięsa dziennie zastąpiłby go 20 kilogramami soi, tak jak sugerujesz, to by PĘKŁ.Gimnazjalista powinien to przewidzieć, a Ty nie wpadłeś. Jednak zauważyłem, że nie przeszkadza Ci to udzielać złotych porad.

I jeszcze odnośnie pryskania roślin - jasne, to JEST problem. Ale dużo większym problemem jest

a. fakt, że rośłiny którymi karmi się zwierzęta są z reguły o wiele mocniej zanieczyszczone, jako że nie ma na nie nałożonych tak ostrych norm
b. fakt, że zwierzę ma w sobie skumulowane zanieczyszczena z wielokrotnie większej lości roślin oraz z wody pitnej, niż porównywalna ilość kalorii z pożywienia roślinnego. Nawet dziesiątki razy większe.
 
     
brajan30

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 13 Lis 2005
Posty: 1020
Wysłany: Wto Wrz 14, 2010 12:43   

tomtom napisał/a:
nie myśl, nie udzielaj ludziom rad, zajmij się lepiej.... nie wiem, kopaniem w ogródku?

To raczej się tyczy Ciebie w leczeniu kandydozy też się popisałeś, twierdząc że nie ma czegoś takiego, po czym "doradzałeś" jak sie jej pozbyć :hah: :hah: :hah:
dalej nie wyjaśniłes jak w dwa tygodnie pozbyć się RZS :hah: :hah: :hah:
Nie odpowiedziałeś na pytanie (a raczej się wykręciłeś) co z tą rtęcią z roślin zrobi człowiek, a weganin bazuje tylko na zielsku. Rozumiem że nie napisali tego z Newswicku :hah:
tomtom napisał/a:
I jeszcze odnośnie pryskania roślin - jasne, to JEST problem.

Problem zanieczyszczenia dotyczy roślin jak i też zwierząt, którymi są one karmione, problem polega na tym że ty robisz "z deszczu pod rynne" i uważasz że cały świat w błędzie a oczywiście ty oświecony.
 
     
Mariusz_ 
[Usunięty]

Pomógł: 12 razy
Wiek: 19
Dołączył: 16 Sie 2010
Posty: 2808
Wysłany: Wto Wrz 14, 2010 13:30   

tomtom nie wiem czy wiesz, ale w rybach jest selen, który wiąże ową rtęć ("unieszkodliwia ja"
 
     
Maad


Pomógł: 18 razy
Dołączył: 17 Kwi 2009
Posty: 1172
Wysłany: Wto Wrz 14, 2010 14:23   

tomtom napisał/a:
Drugie w kolejności - narządy zwierząt, a zwłaszcza wątroba.

dlatego należy jeść wątrobę od młodych sztuk, najlepiej grass-fedowych lub eko
wątroba ze starej krowy jest, nie dość że obrzydliwa w smaku, to jeszcze napakowana syfem
_________________
Wszystko co dobre jest niemoralne, nielegalne, powoduje tycie albo ... jest po angielsku.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Wto Wrz 14, 2010 14:24   

I dlatego też krew z noworodków miała właściwości magiczne. Odmładzające. Leczące.

Ale to tylko spiskowe teorie dziejów dla oszołomów. Tylko rdzenny ciemnogród znad Vistuli wierzy w takie bajki :what:
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Wto Wrz 14, 2010 14:30, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
brajan30

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 13 Lis 2005
Posty: 1020
Wysłany: Wto Wrz 14, 2010 15:48   

Nie dajmy się zwariować z tym niby "zabójczym mięsem" dla człowieka, czy z rybami. Na Okinawie zjadają ryby tonami, i chyba już zamiast krwi ci ludzie maja w sobie sama rtęć, a żyja bardzo długo.
Jeżeli tak będziemy do tego podchodzili to zaraz dojdziemy do wniosku, że najlepiej emigrować do eskimosów albo na marsa. Wszystko bierze się stąd że mamy tak skażone środowisko i dotyczy to zarówno roślin jak i mięsa zwierząt. Oczywiście jeśli ktoś jest fanatykiem to będzie widział problem tylko po drugiej stronie.
A tu ciekawostka nawet zaleca przy anemii zjadanie TEJ ZASYFIONEJ, :viva: ZABÓJCZEJ, :viva: ŚMIERCIONOŚNEJ :shoot: wątróbki: http://www.bioslone.pl/fo...06500#msg106500
Ostatnio zmieniony przez brajan30 Wto Wrz 14, 2010 15:56, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Wto Wrz 14, 2010 15:50   

Nie no zasyfionej to nie. Wiadomo powinna być im lepsza tym lepsza. Ale faktycznie nie przesadzajmy.
_________________

 
     
tomtom

Dołączył: 17 Kwi 2009
Posty: 416
Wysłany: Śro Wrz 15, 2010 01:02   

Widzę zgromadzenie geniuszy. Myśl tak światła się na forum ściele, że ani chybi zaraz noble polecą.

Na przykład dziś dowiedzieliśmy się, że rtęć z ryb nie szkodzi, bo mają selen. Na co dowodem jest super stan zdrowia Japończyków, którzy żyją bardzo długo. Nieważne, że śmiertelne zatrucia rtęcią na skutek spożywania ryb przez Japończyków dały nazwę chorobie, nieważne że wszyscy ci długowieczni japończycy jedli ryby dziesiątki lat temu, gdy w morzach nie było jeszcze rtęci, ważne że forumowi eksperci mają argument.

Wiecie, tak czytam te wasze wypociny - to nawet dobrze, że jesteście na low-carb. Jak już gdzieś napisałem, ludzi jest za dużo na tej planecie. Przydałaby się metoda naturalnej selekcji. Myślę, żę cud-diety to bardzo dobra metoda.
 
     
konrado5

Dołączył: 27 Cze 2010
Posty: 59
Wysłany: Śro Wrz 15, 2010 01:05   

Ale się ośmieszają na tym forum. Trudno uwierzyć, że po tym jak was tomtom tak ośmiesza nadal jesteście przekonani o skuteczności DO. To jest dla mnie niepojęte.
 
     
brajan30

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 13 Lis 2005
Posty: 1020
Wysłany: Śro Wrz 15, 2010 01:24   

tomtom napisał/a:
Przydałaby się metoda naturalnej selekcji. Myślę, żę cud-diety to bardzo dobra metoda.

E tam, weganizm przebija w tym wszelkie skrajności, nawet fundamentalizm islamski.
 
     
Adam319 
We are all One


Pomógł: 43 razy
Dołączył: 16 Sie 2009
Posty: 2411
Skąd: tiny.pl/hpb9n tiny.pl/hlhmn
Wysłany: Śro Wrz 15, 2010 04:09   

tomtom napisał/a:
Wiecie, tak czytam te wasze wypociny - to nawet dobrze, że jesteście na low-carb. Jak już gdzieś napisałem, ludzi jest za dużo na tej planecie. Przydałaby się metoda naturalnej selekcji.


Jakoś mi się zaraz ta "naturalna" selekcja skojarzyła.

Cytat:
Według historyka Roberta Payne, mit ścisłego wegetarianizmu Hitlera był głównie dziełem ministra propagandy nazistowskich Niemiec, Josepha Goebbelsa.

Pewnie był nieścisły bo miał źle dobrane suplementy.
:-)
Ostatnio zmieniony przez Adam319 Śro Wrz 15, 2010 05:42, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Adam319 
We are all One


Pomógł: 43 razy
Dołączył: 16 Sie 2009
Posty: 2411
Skąd: tiny.pl/hpb9n tiny.pl/hlhmn
Wysłany: Śro Wrz 15, 2010 04:11   

konrado5 napisał/a:
Trudno uwierzyć, że po tym jak was tomtom tak ośmiesza nadal jesteście przekonani o skuteczności DO.

A jak by Cię ktoś przekonywał, że nie umiesz chodzić to byś uwierzył ?
:-)
 
     
Mariusz_ 
[Usunięty]

Pomógł: 12 razy
Wiek: 19
Dołączył: 16 Sie 2010
Posty: 2808
Wysłany: Śro Wrz 15, 2010 14:47   

z vegami nie ma co dyskutować. Zjedli wszystkie rozumy i chcą na siłę uszczęśliwić cały swiat :razz: . Niech sobie jedzą co tam jedzą. Ja ich nie będę przekonywał do jedzenia mięsa i status quo zostanie zachowane.
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8501
Wysłany: Śro Wrz 15, 2010 15:02   

Najsmieszniejsze jest proszenie takich o jakies argumenty w postaci jakiejs ksiazki o tym, zaletach itd. Z reguly ograniczaja sie do jakiegos wyswiechtanego linka z NEWSWICKA i tyle, albo okreslen "poszukajcie w sieci'. Np jezeli ktos podaje argument za LC to podaje ksiazke Lutza , gdzie jest opisany mechanizm dzialania czlowieka, z ktorym trudno polemizowac. Jezeli poprosic weganina/wegetarianina to z reguly cisza albo bajki o diecie ludzi na drzewach.

Jest taka ksiazka "Na poczatku byl glod", znakjomicie ona pokazuje ewolucje jak czlowiek zmienial swoje naywki zywieniowe. tam jest opisane nawet , ze szympansy, ktore czesto sa "WzoreM" dla wegow urzadzaja polowania na mieso.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Śro Wrz 15, 2010 15:15   

zyon, książka to tylko książka. Jeżeli podaje jakieś dane, badania to nie koniecznie muszą być ona prawdziwe.


Z wegetarianami i weganami jest inny problem. Oni mogą mieć sporo racji ale nie chcą widzieć pewnych rzeczy.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Śro Wrz 15, 2010 15:17, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8501
Wysłany: Śro Wrz 15, 2010 15:50   

rakash napisał/a:
zyon, książka to tylko książka. Jeżeli podaje jakieś dane, badania to nie koniecznie muszą być ona prawdziwe.

Nie popadajmy w skrajnosci, ksiazki ktore sie opowiadaja z reguly za ktoras ze stron sa stronnicze z natury i moga przeklamywac lub przemilczac niektore sprawy. Ale mysle, ze sa ksiazki ktore nie naleza do tych kategorii. A pisanie ksiazki z nieprawdziwymi danymi...po co ?
 
     
tomtom

Dołączył: 17 Kwi 2009
Posty: 416
Wysłany: Śro Wrz 15, 2010 16:43   

histeryków zostawny ich własnemu losowi, a dla osób z RZS mam kolejną ciekawostkę.

Otóż to dziewczę które zaleczyłem ma koleżankę - również z RZS. Jako że terapia okazała się tak bardzo skuteczna, wzięła i skontaktowała się z nią, zeszło na temat rtęci. Cóż się okazało?

Ta kolezanka ma 9 (dziewięć!) plomb rtęciowych!

Dwa przypadki (na dwa które się do mnie zgłosiły) to nieco za mało, żeby tworzyć całą teorię, ale daje trochę do myślenia. Źródeł zatrucia rtęcią może być bardzo wiele, niekoniecznie plomby - praca z chemią, rozbity przez poprzedniego właściciela mieszkania termometr, żywność z własnej działki przypadkiem bardzo mocno skażonej, zamiłowanie do jedzenia ryb czy jakże zdrowej wąŧróbki i tak dalej, wszystkiego nie sposób wymienić. Jak ten shit dostanie się do organizmu, już go nie opuszcza, albo przeprowadzi się solidne odtruwanie albo można mieć kości zawalone rtęcią przez następne 20 lat.
 
     
Mariusz_ 
[Usunięty]

Pomógł: 12 razy
Wiek: 19
Dołączył: 16 Sie 2010
Posty: 2808
Wysłany: Śro Wrz 15, 2010 16:48   

Ja mam takich plomb jeszcze z 5 część już wymienionych, ale RZS nie mam. Może mam silny organizm? :)
 
     
konrado5

Dołączył: 27 Cze 2010
Posty: 59
Wysłany: Śro Wrz 15, 2010 21:03   

Widzę, że do was nie trafiają merytoryczne argumenty tomtoma, więc użyję takiego: jesteście śmieszni z tą swoją Dietą Pseudooptymalną. Mam nadzieje, że chociaż to zrozumiecie.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Śro Wrz 15, 2010 21:14   

Temat plomb jest przereklamowany. Może mieć znaczenie u kogoś i na pewno ma jakiś wpływ, ale ogólnie przesada. Lepiej ich nie mieć owszem, ale nie straszmy i nie żartujmy.
_________________

 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8501
Wysłany: Śro Wrz 15, 2010 22:05   

konrado5 napisał/a:
Widzę, że do was nie trafiają merytoryczne argumenty tomtoma, więc użyję takiego: jesteście śmieszni z tą swoją Dietą Pseudooptymalną. Mam nadzieje, że chociaż to zrozumiecie.


Przekonales mnie, zrozumialem to, przechodze na weganizm.

:hah: :hah: :hah:
 
     
tomtom

Dołączył: 17 Kwi 2009
Posty: 416
Wysłany: Śro Wrz 15, 2010 22:35   

Mariusz_ napisał/a:
Ja mam takich plomb jeszcze z 5 część już wymienionych, ale RZS nie mam. Może mam silny organizm? :)


Argument zrozumiały u kogoś, kto wierzy w dietę low-carb. W końcu cała ta dieta opiera się na podobnej paralogice.

Mam kolejny, równie światły - najstarsza kobieta na świecie paliła przez większość życia papierosy.
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8501
Wysłany: Śro Wrz 15, 2010 22:37   

tomtom napisał/a:
Argument zrozumiały u kogoś, kto wierzy w dietę low-carb. W końcu cała ta dieta opiera się na podobnej paralogice.
A ty czytales w ogole cos kiedys co o tej diecie? Czy tylko tak wlasnie bez zadnego argumentu sobie powtarzasz? Nie ma starszej diety przeciez u ludzi.
 
     
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Czw Wrz 16, 2010 10:11   

konrado5 napisał/a:
Trudno uwierzyc, ze po tym jak was tomtom tak osmiesza nadal jestescie przekonani o skutecznosci DO.


Po pierwsze kogo osmiesza i gdzie?
Po drugie wiekszosc ludzi z tego forum nie identyfikuje sie z DO.
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
 
     
Mariusz_ 
[Usunięty]

Pomógł: 12 razy
Wiek: 19
Dołączył: 16 Sie 2010
Posty: 2808
Wysłany: Czw Wrz 16, 2010 12:19   

tomtom napisał/a:
Mariusz_ napisał/a:
Ja mam takich plomb jeszcze z 5 część już wymienionych, ale RZS nie mam. Może mam silny organizm? :)


Argument zrozumiały u kogoś, kto wierzy w dietę low-carb. W końcu cała ta dieta opiera się na podobnej paralogice.

Mam kolejny, równie światły - najstarsza kobieta na świecie paliła przez większość życia papierosy.


Gdyby było tak jak piszesz i ciało na drodze ewolucji nie wytworzyła pewnych mechanizmów obronnych, to przy byle kichnięciu schodzilibyśmy z tego świata. Na szczęście matka natura nie da sobie w kaszę dmuchać :)
Dodam, że na low carbie jestem od niedawna jakiś 2-3 miesiące. Wcześniej miałem więcej plomb rtęciowych i ciało dawało radę z jej neutralizacja. Dodam, że zawsze starałem się prowadzić zdrowy tryb życia (oczywiście zdarzało się zejść z tej sciężki, ale jestem tylko czlowiekiem :) ) dużo sportu mało śmieciowego żarcia. Tak zostałem wychowany i to wyniosłem z domu. Problem pojawia się wtedy, gdy ciało (pewien organ niedomaga) i homeostaza jest zachwiana.

U ciebie według tego co piszesz wszystko i nic może być przyczyną . Zależy , którą nogą wstaniesz i jaka pierwsza myśl z rana wpadła do Twojej makówki :)
Dzisiaj będzie to rtęć jutro co innego. U ciebie nie ma nic stałego prócz roślin w Twojej diecie :)
 
     
Adam319 
We are all One


Pomógł: 43 razy
Dołączył: 16 Sie 2009
Posty: 2411
Skąd: tiny.pl/hpb9n tiny.pl/hlhmn
Wysłany: Czw Wrz 16, 2010 15:38   

tomtom napisał/a:
histeryków zostawmy ich własnemu losowi

konrado5 napisał/a:
Widzę, że do was nie trafiają merytoryczne argumenty tomtoma, więc użyję takiego: jesteście śmieszni z tą swoją Dietą Pseudooptymalną. Mam nadzieje, że chociaż to zrozumiecie.


Rozumiem, że Wasze nawoływania są dla „słuchaczy” zachwyconych melodyjnością, a nie spójnością logiczną. Ludzi jest dużo więc powodzenie gwarantowane, ale na tym forum przekonywanie co do szkodliwości mięsa to chyba jakiś masochizm jest. Zwróćcie uwagę tylko, że na tych „gościnnych występach” reprezentujecie poziom agresji, która nie bardzo reklamuje mądrość i pragmatyzm płynące z Waszej diety.
:-)
Ostatnio zmieniony przez Adam319 Czw Wrz 16, 2010 15:39, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Adam319 
We are all One


Pomógł: 43 razy
Dołączył: 16 Sie 2009
Posty: 2411
Skąd: tiny.pl/hpb9n tiny.pl/hlhmn
Wysłany: Czw Wrz 16, 2010 19:52   

Żeby było jasne, zbyt obfite koryto oparte na chlebie i mleku jest ZNACZNIE gorsze od wegetarianizmu, zawsze miałem, mam i będę miał szacunek do ludzi, którzy myślą co należy zjeść, a nie uważają, że jest to czynność fizjologiczna oparta na zachciankach i każda rezygnacja z zachcianki prowadzi do choroby bo „nie zaspokaja potrzeb organizmu”.
:-/
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8501
Wysłany: Czw Wrz 16, 2010 20:12   

fink napisał/a:
A właśnie, czy ktoś się orientuje, czy tomtom kiedykowiek podał jakąś bibliografię na poparcie swoich, tu wygłaszanych z takim pietyzmem, tez ? Bo przyznam, że raczej olewam jego wiadomości. Tomtom, to pytanie kieruję także do Ciebie, a zadaję Ci je już drugi raz. Kiedyś już prosiłem Cię o bibliografię w jakiejś sprawie, ale przyznam się, że nie pamiętam nawet w jakim wątku. Jeśli wtedy odpowiedziałeś mi na moje pytanie, to prosiłbym Cię o przypomnienie mi, w jakim to było wątku. Resztę sam znajdę.

Oczywiście odpadają "dowody" wywnioskowane przez różne kliniki. Z wiadomych względów. Proszę tylko o badania naukówców niezależnych od koncernów lekarsko-farmaceutycznych.


No wlasnie tez o tym mowilem. Oprocz linka do NEWSWICKA nic. Ja chetnie doczytam, chetnie zrewiduje poglady jezeli sa sluszne :hihi:
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Wrz 16, 2010 20:12   

Adam319 napisał/a:
Żeby było jasne, zbyt obfite koryto oparte na chlebie i mleku jest ZNACZNIE gorsze od wegetarianizmu

Absolutnie w ramki.

Tomek
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Nie Wrz 19, 2010 14:22   

fink napisał/a:
Oczywiście odpadają "dowody" wywnioskowane przez różne kliniki. Z wiadomych względów. Proszę tylko o badania naukowców niezależnych od koncernów lekarsko-farmaceutycznych.

Niestety, takich teraz już prawie nie ma.
Dlatego trzeba sięgać do prac sprzed pół wieku i starszych.
JW
Ostatnio zmieniony przez Witold Jarmolowicz Nie Wrz 19, 2010 14:23, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Śro Lis 03, 2010 19:23   

Wklejam w tym wątku, ponieważ dotyczy m.in. bólu - świetny wywiad z Dr. Sarno. Lubię tego "dziadka" (na filmiku ma 84 lata - obecnie już 87 - i wciąż się rozwija a także przyjmuje pacjentów), bo jego "teorie" znakomicie się sprawdzają w praktyce :viva:

http://www.wbaltv.com/video/16137057/detail.html

Nowość (jeśli chodzi o poglądy "dziadka"), której nie było we wcześniejszych jego publikacjach - zwraca uwagę na dziecko w każdym z nas i sugeruje by z tym dzieckiem "pogadać", otoczyć je opieką i miłością. No i oczywiście podkreśla, że ból z jednej strony ma na celu odwrócenie naszej uwagi od trudnych zagadnień emocjonalnych, ale też jest komunikatem, na który właśnie warto zwrócić uwagę.

A tu mocno okrojona wersja tego wywiadu, która ukazała się w lokalnej TV:
http://www.youtube.com/wa...player_embedded

Marishka
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Pią Lis 05, 2010 22:11   

I jeszcze ciekawy wywiad z Dr. Sarno w dwóch częściach (in English):

http://www.tms-mindbodymedicine.com/medscape1.htm
http://www.tms-mindbodymedicine.com/medscape2.htm

Marishka
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Wto Sty 25, 2011 13:20   

Najnowsze wyniki badań...
CRP 1,64 norma ( 0-10)
OB 5,00 norma ( 1-15)
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Wto Sty 25, 2011 14:41   

MONIKAW napisał/a:
Najnowsze wyniki badań...
CRP 1,64 norma ( 0-10)
OB 5,00 norma ( 1-15)


I co w związku z tym?
_________________

 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Wto Sty 25, 2011 19:34   

rakash napisał/a:
MONIKAW napisał/a:
Najnowsze wyniki badań...
CRP 1,64 norma ( 0-10)
OB 5,00 norma ( 1-15)


I co w związku z tym?

A co ma być w związku z tym???
Dobre są to się cieszę i tyle.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Śro Sty 26, 2011 13:45   

Że się cieszysz. No to super. A jak się czujessz?
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Śro Sty 26, 2011 13:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Śro Sty 26, 2011 14:16   

Dobrze się czuję.
Poza tym poprawia się moja sprawność fizyczna ćwiczę codziennie, sporo chodzę.
Jak na mnie to rewelacja.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Śro Sty 26, 2011 14:32   

I to jest ważniejsze od wyników.
_________________

 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Sty 31, 2011 12:57   

MonikaW, ciekawi mnie jak u ciebie przebiega i będzie przebiegać proces zdrowienia. Skoro masz tak niskie OB i CRP to jak to należy interpretować? Chodzi o to że nie doskwierają Ci bóle, czy jest zmiana w sprawności?

I co zamierzasz dalej z tym wszystkim robić. Czy pozostajesz przy LC czy może stosujesz coś jeszcze.
_________________

 
     
_flo 


Pomogła: 38 razy
Dołączyła: 26 Wrz 2009
Posty: 2853
Wysłany: Pon Maj 02, 2011 23:06   

http://www.sciencedaily.c...00225082441.htm
SSRI (e.g. Prozac) wstrzymują postępowanie RZS (u myszy) - mają działanie przeciwzapalne.
_________________
Ostatecznie, wszystko co żyje, ma w środku jakąś kiszkę
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Wto Maj 03, 2011 09:03   

No to teraz żermy Prozaki, aż się okaże że za następne 20 lat nie mamy połowy mózgu.
_________________

 
     
Joannaż 
sinsemilla


Pomogła: 38 razy
Wiek: 36
Dołączyła: 19 Kwi 2010
Posty: 2284
Wysłany: Wto Maj 03, 2011 12:41   

_flo napisał/a:

SSRI (e.g. Prozac) wstrzymują postępowanie RZS (u myszy) - mają działanie przeciwzapalne.

A jak ten Prozac działa na człowieka ? Jak się człowiek po tym czuje?

Nie trzeba żreć Prozaku, wystarczy to poczuć ;)


edycja:
Ja dziękuję, po Prozacu tyle możliwych działań:
stąd
Cytat:
U niektórych pacjentów mogą wystąpić działania niepożądane, takie jak: agresywne zachowania, ogólne osłabienie, gorączka, suchość w ustach, zaburzenia ze strony układu pokarmowego, podenerwowanie, bezsenność, bóle głowy, niepokój, nadmierne pocenie się, drżenie rąk, zmniejszenie łaknienia i spadek masy ciała, alergie, wysypka, obniżenie libido, zaburzenia widzenia (niewyraźne widzenie jak przy dużej wadzie wzroku). U pacjentów predysponowanych istnieje ryzyko wystąpienia zaburzeń mania/hipomania[6] oraz nasilenie epizodów rapid cycling[7]. Stwierdzono także przypadki wystąpienia orgazmu oraz nawet do kilku ziewnięć na minutę, nie połączonych z sennością[8]. Ze strony układu nerwowego mogą wystąpić zawroty głowy, uczucie ogólnego zmęczenia, przemijające zaburzenia ruchowe (skurcze mięśni, niepanowanie nad skurczami i rozkurczami mięśni dużych partii ciała, niezborność ruchów, drżenie, drgawki kloniczne mięśni, "uciekanie" gałek ocznych do góry, nie panowanie nad ruchem gałek ocznych), napady padaczkowe, niepokój psychoruchowy, omamy, dezorientacja, lęk i nerwowość, napady paniki. Działania niepożądane na ogół słabną lub mijają w miarę kontynuacji podawania fluoksetyny.

Możliwe jest również wystąpienie PSSD.
_________________
Im więcej trudności w drodze do celu,
tym więcej radości w jego osiągnięciu.
Ostatnio zmieniony przez Joannaż Wto Maj 03, 2011 13:07, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Śro Maj 04, 2011 14:22   

Szukając info o czymś innym, znalazłam przypadkowo rewelacyjne spostrzeżenie MonikiF (4 lata temu!) o rzutach RZS:
Cytat:
wprawdzie nie o padaczce, ale o naglym zaostrzeniu rzs-u , zawsze i tylko wtedy rzut choroby poprzedzalo jakies ogromnie poruszajace przezycie emocjonalne( zwlaszcza negatywne ) .

http://forum.dr-kwasniews...g23758#msg23758

Niesamowita i jakże kluczowa obserwacja, która w późniejszych latach niestety odeszła w zapomnienie na rzecz niepodważalnej wiary w "mleczne voodoo", czyli zabójczej mocy jednej łyżeczki mlecznych :roll: .

Marishka
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Śro Maj 04, 2011 15:01   

Skoro to takie proste to dlaczego nie każdy kto przeżywa jakieś silne stresy ma RZS?
_________________

 
     
monikaf 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 26 Cze 2007
Posty: 107
Wysłany: Czw Maj 05, 2011 12:46   

M i T napisał/a:
Niesamowita i jakże kluczowa obserwacja, która w późniejszych latach niestety odeszła w zapomnienie na rzecz niepodważalnej wiary w "mleczne voodoo", czyli zabójczej mocy jednej łyżeczki mlecznych :roll: .
juz nie :)
Pracuje nad soba, wprawdzie z roznymi efektami, ale ide do przodu. Pracuje nad emocjami, rozliczam sie z rodzicami, przestalam myslec kategoriami, iz rodzica tylko dlatego ze jest rodzicem nalezy kochac i szanowac.
Co do tamtego cytatu, po uplywie kolejnych 4ech lat jak najbardziej moge to potwierdzic.

rakash napisał/a:
Skoro to takie proste to dlaczego nie każdy kto przeżywa jakieś silne stresy ma RZS?

Rakash w przebiegu mojego RZS-u to po prostu prawidlowosc, logiczne nastepstwo negatywnych przezyc emocjonalnych.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Czw Maj 05, 2011 13:24   

monikaf napisał/a:

rakash napisał/a:
Skoro to takie proste to dlaczego nie każdy kto przeżywa jakieś silne stresy ma RZS?

Rakash w przebiegu mojego RZS-u to po prostu prawidlowosc, logiczne nastepstwo negatywnych przezyc emocjonalnych.


Nie w tym rzecz. Za przeproszeniem, kiedyś słyszałem takie powiedzenie - "wyborcza to i w puchu marznie". Rzecz w tym że do cholery mając wiedzę biochemiczną jakotaką człowiek wie co to są hormony, jak działają, z czego się biorą... Ja nie przeczę że wstrząs psychiczny, stres czyli inaczej mówiąc ucisk powoduje rzuty. Rzecz w tym żeby nie robić sekciarskich objawień które zwodzą że np. można jeść wszystko - to znaczy byle co - i być zdrowym.
Uznaję oczywiście wpływ i znaczenie psychiki, ale organizm dąży zawsze do homeostazy, i dotyczy to dosłownie każdej dziedziny życia. Dlatego też silny, zdrowy organizm każdy taki stres jest w stanie zwalczyć. Rozuimem że byłaś w takich warunkach od dziecka i że twój organizm nie ma tyle siły i że te silne czy nawet słabsze stresy powodują u ciebie sytuacje w której organizm nie daje rady. Jednak prawda jest taka że człowiek z nautry powinien być silny, zdrowy i wytrzymały; i to jest jedyny prawdziwy jednak kierunek. Co wcale nie zmienia że słabości w życiu też nam towarzyszą i tak naprawdę tylko ten jest w pełni człowiekiem i zrównoważonym kto nie gardzi i nie wykorzystuje słabszych. Bowiem tylko ktoś bardzo słaby - niezrównoważony i dążący do zniszczenia - psychopata szuka ofiary i nie jest zdolny do miłosierdzia. Przez co nie jest zdolny do empatii, przez co staje się zwierzęciem, a nawet gorzej. W efekcie za te grzechy inteligencja jego mocno spada, a życie wewnętrzne staje się udręką.
A prawdziwe psychologiczne przyczyny leżą w duchowości jak sama nazwa wskazuje i daje je się sprowadzić do prostego podejścia - miłość albo jej brak czyli miejsce dla zła lub konkretne zło.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Czw Maj 05, 2011 13:31, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Maj 05, 2011 22:25   

MonikaF, wielkie brawa za odwagę! :viva:
Informuj co i jak w przyszłości.
Fajnie, że w Twoim przypadku "ździebko" mlecznych już nie ma znaczenia. Kapitalnie!!

Tomek
 
     
monikaf 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 26 Cze 2007
Posty: 107
Wysłany: Pią Maj 06, 2011 10:15   

rakash napisał/a:
. Rzecz w tym że do cholery mając wiedzę biochemiczną jakotaką człowiek wie co to są hormony, jak działają, z czego się biorą... Ja nie przeczę że wstrząs psychiczny, stres czyli inaczej mówiąc ucisk powoduje rzuty. Rzecz w tym żeby nie robić sekciarskich objawień które zwodzą że np. można jeść wszystko - to znaczy byle co - i być zdrowym.
Moja babcia ma 94 lata, jest prostym, poczciwym czlowiekiem, nie ma absolutnie zadnej wiedzy biochemicznej. Cale zycie jadla i do dzis je wszystko , jest zdrowa. Gdy zainteresowalam sie ZO zaintrygowal mnie jej przypadek, przeciez przeczyl wszelkim zalozeniom zdrowego odzywiania . Poniewaz sama zauwazylam powiazanie stanu zdrowia z psyche przeprowadzilam z nia wiele rozmow. Nie czas aby tu wszystko przytaczac, w kazdym razie czula sie osoba kochana , respektowana i szanowana przez rodzicow. Miala rowniez malzenstwo oparte na partnerskich, przyjacieslki zasadach. Dzis wiem, ze to tutaj tkwi zrodlo jej ogromnej odpornosci na stresy i choroby.
Calkiem mozliwe, iz padnie argument iz to wyjatek, proponuje poszukac wokol siebie pogodnych, wiekowych i zdrowych przez cale zycie osob, ktore o biochemii nawet nie slyszeli, wtedy okaze sie ze calkiem sporo tych wyjatkow.

M i T napisał/a:
MonikaF, wielkie brawa za odwagę! :viva:
Informuj co i jak w przyszłości.
Fajnie, że w Twoim przypadku "ździebko" mlecznych już nie ma znaczenia. Kapitalnie!!
Dziekuje , jestem z siebie dumna :)
_________________
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pią Maj 06, 2011 10:52   

monikaf napisał/a:
Moja babcia ma 94 lata, jest prostym, poczciwym czlowiekiem, nie ma absolutnie zadnej wiedzy biochemicznej. Cale zycie jadla i do dzis je wszystko , jest zdrowa. Gdy zainteresowalam sie ZO zaintrygowal mnie jej przypadek, przeciez przeczyl wszelkim zalozeniom zdrowego odzywiania . Poniewaz sama zauwazylam powiazanie stanu zdrowia z psyche przeprowadzilam z nia wiele rozmow. Nie czas aby tu wszystko przytaczac, w kazdym razie czula sie osoba kochana , respektowana i szanowana przez rodzicow. Miala rowniez malzenstwo oparte na partnerskich, przyjacieslki zasadach. Dzis wiem, ze to tutaj tkwi zrodlo jej ogromnej odpornosci na stresy i choroby.
Calkiem mozliwe, iz padnie argument iz to wyjatek, proponuje poszukac wokol siebie pogodnych, wiekowych i zdrowych przez cale zycie osob, ktore o biochemii nawet nie slyszeli, wtedy okaze sie ze calkiem sporo tych wyjatkow.


Nikomu do szczęścia nie jest potrzebna wiedza biochemiczna. Pisałem o tym że w gruncie rzeczy te wszystkie badania to zło. Ludzie wiedzieli jak się odżywiać zanim jeszcze ktoś zrobił badania. Wiele osób, chociażby na tym forum w swojej pysze uchodzących za autorytety szydzi z wiedzy sprzed tysięcy lat, podczas gdy badania potwierdzają to co ludzie wiedzieli bez tych badań.

Twoja babcia jeżeli ma 94 lat to się urodziła przed rokiem 1920. Rzecz w tym że z pewnością nie spozywała róznego rodzaju chemii w pożywieniu, której dzisiaj coraz trudniej uniknąć. Tym bardziej istotne jest odpowiednie odżywianie, a jeszcze bardziej w przypadku kogoś kto ma chorobę. babcia nie była też narażona na spaliny i inne trucizny. Nie odżywiała się kokakolami, hamburgerami i innym badziewiem które dobrze smakuje ale ma nie tylko puste kalorie lecz jeszcze składniki antyodżywcze. No po prostu nie mogła, nie miała szansy tego doświadczyć, szczególnie jako dziecko. Jej organizm z pewnością odżywiany był naturalnie i jeżeli nie cierpiała wielkiego niedostaku oraz żyła rozumnie z umiarem dlatego też zbudowała silny orgainzm który nie tylko był w stanie wytrzymać nieodogodności wojny itp. ale też z siebie dać i przez to rozpoznać odpowiednie środowisko które zapewni jej odpowiednie warunki. O tym też wspominałem. To działa na każdym poziomie. Ty widzisz to co już jest. I masz rację, miłość buduje, ale ta budowa nie dzieje się w sposób magiczny. Jeść trzeba. Nawet największa miłość i dobro zginie jak nie będzie miało co jeść. Najlepszą kobyłę można zarżnąć na śmierć.
Nie mów mi tylko że babcia jadła suchy chleb przez 90 lat. Tu jednak wiedza biochemiczna potwierdza słuszność tezy o odpowiednim odżywianiu. Choć każda nauka akademicka nie zastępuje życia i co ważniejsze Boga.

Nie wiem czy jest sens się powtarzać ale napiszę z nadzieją że to zostanie zrozumiane.
Dużo gorzej jest dla człowieka żyć ponad stan niż być skromnym. To znaczy ze jedząc same wytworne rzeczy lub ich nadmiar spłukujemy się i niszczymy. To tak jakby coś budować na niepewnym terenie. Budujemy a przychodzi złe i niszczy. To jest naprawdę bardzo prosta logika, którą znajdziesz w naukach chrześcijańskich.

Nie da się jadać byle czego, szczególnie przez długi czas i mieć zdrowie. Nie da się truć organizmu jakimś silnym środkiem chemicznym i liczyć że serdeczne stosunki wszystko naprawią.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pią Maj 06, 2011 10:54, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
monikaf 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 26 Cze 2007
Posty: 107
Wysłany: Pią Maj 06, 2011 11:21   

Rakash, oczywiscie nie jadla przez cale zycie suchego chleba, ale jadla np przez cale zycie bardzo duzo potraw macznych, nie odmawia sobie do dzis ciast, ciasteczek , mocno slodzonych kompotow. Zgodze sie ,iz wyrosla w srodowisku bezporownywalnie zdrowszym od dzisiejszego. Jednak watpie, by zachowala tak doskonale zdrowie gdyby cierpiala emocjonalnie calymi latami.
Sadze, ze oba te aspekty sa bardzo wazne. Dlatego w efekcie nic mi nie da ZO jesli w dalszym ciagu bede odbierala sobie prawo np do odczuwania zlosci wobec zrodel,ktore te zlosc spowodowalo, i odwrotnie jesli bede trula sie codziennie cola predzej czy pozniej pogorszy sie moje zdrowie.
Zdrowie emocjonalnie jez bezsprzecznie powiazane ze zdrowiem fizycznym, wiem, wiem, nie odkrylam Ameryki :)
 
     
Maad


Pomógł: 18 razy
Dołączył: 17 Kwi 2009
Posty: 1172
Wysłany: Pią Maj 06, 2011 11:26   

Zastanawiam się, po co funkcjonuje i dlaczego powstał, ten cały mechanizm wywołujący choroby na skutek stresu? Jaki to ma cel dla naszego gatunku? Jaką korzyść w ujęciu ewolucyjnym nam daje?
Inne rodzaje wpływu stresu na organizm, np. przysłowiowe "zes...ranie się ze strachu" można jakoś wytłumaczyć, podobnie niekontrolowane oddawanie moczu. Ale wpadanie w choroby? Po co nam takie coś?
_________________
Wszystko co dobre jest niemoralne, nielegalne, powoduje tycie albo ... jest po angielsku.
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 78
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 3009
Skąd: Australia
Wysłany: Pią Maj 06, 2011 11:37   

monikaf napisał/a:

Sadze, ze oba te aspekty sa bardzo wazne. Dlatego w efekcie nic mi nie da ZO jesli w dalszym ciagu bede odbierala sobie prawo np do odczuwania zlosci wobec zrodel,ktore te zlosc spowodowalo, i odwrotnie jesli bede trula sie codziennie cola predzej czy pozniej pogorszy sie moje zdrowie.
Zdrowie emocjonalnie jez bezsprzecznie powiazane ze zdrowiem fizycznym, wiem, wiem, nie odkrylam Ameryki :)

Cytat:

monikaf
Gość



Nowe zycie :)
« : 2008-09-16, 14:00:14 »
Witam Was

zalogowalam sie specjalnie po to, aby potwierdzic co mowi moja kochana MONIKAW .
To moze od razu przejde do faktow :

-tancze
-biegam
-potrzebuje wyjatkowo malo snu
-rozpiera mnie energia
-schudlam 12 kilogramow
-biore 3 mg kortizonu dziennie, ( w sumie zachowaczo, od 1go pazdziernika schodze na 2)
-podobno odmlodnialam i jestem nie do poznania Cool
-wyregulowal mi sie okres
-"cudownie "bez lekow wyleczylam sie z ciezkiej depresji
-ide do pracy, zaczynam za 2 tygodnie
-ucze sie w blyskawicznym tempie
-spokojnie moge wziac i nosic na rekach , albo na barana mojego synka ktory wazy 18kilogramow
-nie przeziebiam sie
-calkowicie ustaly bole glowy
-wyostrzyl mi sie wzrok
-tryskam dobrym humorem

JESTEM SZCZESLIWA

Zawdzieczam to diecie p. Kwasniewskiego, jednak zmodyfikowanej przez Lekarke. Z cala pewnoscia stwierdzam , ze artykuly mleczne sa zabojstwem dla moich stawow.

_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
monikaf 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 26 Cze 2007
Posty: 107
Wysłany: Pią Maj 06, 2011 11:54   

Maad napisał/a:
Zastanawiam się, po co funkcjonuje i dlaczego powstał, ten cały mechanizm wywołujący choroby na skutek stresu? Jaki to ma cel dla naszego gatunku? Jaką korzyść w ujęciu ewolucyjnym nam daje?
Inne rodzaje wpływu stresu na organizm, np. przysłowiowe "zes...ranie się ze strachu" można jakoś wytłumaczyć, podobnie niekontrolowane oddawanie moczu. Ale wpadanie w choroby? Po co nam takie coś?
Maad a dlaczego rozni ludzie roznie radza sobie ze stresem, jeden zachoruje na raka, drugi obiektywnie oceni sytuacje i poszuka rozwiazania.
Moim zdaniem,choroby spowodowane stresem nie sa niczym innym niz sygnalem, ze cos na poziomie emocji nie funkcjonuje prawidlowo.

KangurTo wszystko prawda, tylko wlasnie tu caly pic polega na tym ze jesli NAJPIERW rozliczylabym sie z ludzmi, ktorzy mnie skrzywdzili, to przyslowiowe zdziebelko mleka najprawdopodobniej nie zaszkodziloby mi. Aby czuc sie zdrowa musialam co do grama jesc optymalnie . Wyniki byly rewelacyjne do chwili dopoki w jakis sposob nie zrobilam bledu w diecie. Wtedy zajelam sie tylko cialem, dzis zajmuje sie i cialem i emocjami.
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 78
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 3009
Skąd: Australia
Wysłany: Pią Maj 06, 2011 12:08   

monikaf napisał/a:

KangurTo wszystko prawda, tylko wlasnie tu caly pic polega na tym ze jesli NAJPIERW rozliczylabym sie z ludzmi, ktorzy mnie skrzywdzili, to przyslowiowe zdziebelko mleka najprawdopodobniej nie zaszkodziloby mi. Aby czuc sie zdrowa musialam co do grama jesc optymalnie . Wyniki byly rewelacyjne do chwili dopoki w jakis sposob nie zrobilam bledu w diecie. Wtedy zajelam sie tylko cialem, dzis zajmuje sie i cialem i emocjami.

W moim odczuciu caly pic polega na tym, ze ty picujesz.
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
monikaf 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 26 Cze 2007
Posty: 107
Wysłany: Pią Maj 06, 2011 12:53   

Kangur napisał/a:
W moim odczuciu caly pic polega na tym, ze ty picujesz.
przyjelam do wiadomosci Twoje odczucie :)
_________________
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pią Maj 06, 2011 13:29   

monikaf napisał/a:
Rakash, oczywiscie nie jadla przez cale zycie suchego chleba, ale jadla np przez cale zycie bardzo duzo potraw macznych, nie odmawia sobie do dzis ciast, ciasteczek , mocno slodzonych kompotow. Zgodze sie ,iz wyrosla w srodowisku bezporownywalnie zdrowszym od dzisiejszego. Jednak watpie, by zachowala tak doskonale zdrowie gdyby cierpiala emocjonalnie calymi latami.
Sadze, ze oba te aspekty sa bardzo wazne. Dlatego w efekcie nic mi nie da ZO jesli w dalszym ciagu bede odbierala sobie prawo np do odczuwania zlosci wobec zrodel,ktore te zlosc spowodowalo, i odwrotnie jesli bede trula sie codziennie cola predzej czy pozniej pogorszy sie moje zdrowie.
Zdrowie emocjonalnie jez bezsprzecznie powiazane ze zdrowiem fizycznym, wiem, wiem, nie odkrylam Ameryki :)


Owszem owszem. Czynnik psychologiczny jest istotny. Ale sama zauważasz że jednej osobie ten sam stres nie poczyni jakiejś wielkiej szkody a innej ttak. Problem nie jest taki prosty jak się wielu osobom wydaje. Ktoś o zdrowym podejściu tworzy sobie zdrowe warunki, dzięki którym w razie czego może unikać stresów.
W rzeczywistości jest jeszcze inaczej, bowiem wiele osób które nie ma chorób a unika rozwoju osobistego poprzez ucieczkę w przypadku sytuacji niespodziewanej wcale nie radzą sobie tak jak się komuś może wydawać. Często bywa że te osoby stają się ofiarami lub same stają się patologami lub są uzależnione.

Najlepszy dowód to chyba to że jak twierdzisz twoja 94 letnia babcia jest zdrowa i wszystko jada, a ty jej wnuczka masz problemy. Jakim cudem? Jakim cudem dziecko twojej babci doprowadziło do takiej sytuacji że Ty chorujesz?
_________________

 
     
monikaf 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 26 Cze 2007
Posty: 107
Wysłany: Pią Maj 06, 2011 14:03   

Rakash, czyli jestesmy zgodni co do jednego , ze nalezy dbac zarowno o psyche jak i cialo, sa jednakowo wazne .
rakash napisał/a:
Najlepszy dowód to chyba to że jak twierdzisz twoja 94 letnia babcia jest zdrowa i wszystko jada, a ty jej wnuczka masz problemy. Jakim cudem? Jakim cudem dziecko twojej babci doprowadziło do takiej sytuacji że Ty chorujesz?

I tutaj przyparles mnie do muru, nie obedzie sie bez szczegolow z zycia moich przodkow. Dziadek byl fanem tzw. kindersztuby, poniewaz moja matka byla najstarszym z osmiorga rodzenstwa bez sprzeciwu musiala opiekowac sie mlodszymi dziecmi, jednoczesnie nie bylo mowy by mogla okazac zlosc lub niezadowolenie z sytuacji,w ktorej przeciez ja wykorzystywano. Zawinili oboje dziadkowie. Nie tlumacze jej zachowania wobec mnie, nie szukam usprawiedliwienia dla jej podlego wobec mnie zachowania, z chwila gdy osiagnela dojrzalosc nie musiala powielac patologicznych zachowan, tak jak ja nie powielam zachowan wyniesionych z mojego rodzinnego domu wobec wlasnych dzieci . Co ciekawe moja matka rowniez chorowala na rzs, sadze ze tak uzewnetrznila sie calymi latami tlumiona zlosc i bunt wobec wlasnego ojca.

A jednak, mimo ze dziadek traktowal ja jak pomietlo do konca zycia wyrazala sie o nim jako o kims wyjatkowym, zaslugujacym na szacunek, tylko dlatego ze zostalo jej wpojone, ze tak powinna czuc . Wrecz stawiala go na piedestale i przypisywala mu cechy, ktore chciala w nim widziec.

Mnie na szczescie udalo sie wyrwac z tego kregu, w ktorym rodzice wychowuja sobie sluzacych, emocjonalnych niewolnikow i jeszcze oczekuja za to wdziecznosci.
Ostatnio zmieniony przez monikaf Pią Maj 06, 2011 14:12, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pią Maj 06, 2011 14:09   

monikaf napisał/a:
Rakash, czyli jestesmy zgodni co do jednego , ze nalezy dbac zarowno o psyche jak i cialo, sa jednakowo wazne .


Oczywiście. Ja nie zaprzeczam że czynnik psychiczny ma znaczenie. Właściwie nawet podstawowe bo właściwe funkcjonowanie psychiki pozwala na stworzenie sobie właśnie takich warunków które będą nas budową (miłość) a nie niszczyć bezmyślnie.

Jeżeli jednak będziesz się odżywiać w sposób destrukcyjny to nawet najspokojniejsza atmosfera nie pomoże. Matka kiedy urodzi dziecko karmi je a nie patrzy się na ten cud tylko. Z kolei dzieck okiedy jest głodne to drze jape ile ma sił. Trzeba umieć odczytywać znaki. Ucisk też o czymś świadczy. Człowiek który sam się dobrze czuje i może kreować swoje życie nie ma potrzeby naciskania innych i tworzenia chorych sytuacji.

Wiele z tego co napisał dr. Kwaśniewski naprawdę zasługuje na głebokie uznanie. dr Kwąsniewski Bogiem nie jest, ale gdyby chociaż jakaś część chciała tak pracować dla innych jak on to po jakimś czasie pozbyli byśmy się większej części patologii. Po prostu ludzie nie są aż tak głupi aby robić sobie krzywdę. A nawet tych którzy robią sobie krzywdę dałoby się uratować mniejszym czy większym kosztem. Odblokować organizm a przez to emocje.

monikaf napisał/a:

I tutaj przyparles mnie do muru, nie obedzie sie bez szczegolow z zycia moich przodkow. Dziadek byl fanem tzw. kindersztuby, poniewaz moja matka byla najstarszym z osmiorga rodzenstwa bez sprzeciwu musiala opiekowac sie mlodszymi dziecmi, jednoczesnie nie bylo mowy by mogla okazac zlosc lub niezadowolenie z sytuacji,w ktorej przeciez ja wykorzystywano. Zawinili oboje dziadkowie. Nie tlumacze jej zachowania wobec mnie, nie szukam usprawiedliwienia dla jej podlego wobec mnie zachowania, z chwila gdy osiagnela dojrzalosc nie musiala powielac patologicznych zachowan, tak jak ja nie powielam zachowan wyniesionych z mojego rodzinnego domu wobec wlasnych dzieci . Co ciekawe moja matka rowniez chorowala na rzs, sadze ze tak uzewnetrznila sie calymi latami tlumiona zlosc i bunt wobec wlasnego ojca.


Ja ciebie wcale nie osądzam. Dobrze rozumiem o czym mówisz. W takiej sytuacji obozu koncentracyjnego w domu niestety ważne jest właśnie aby przetrwać, nawet z tym RZSem, ale nie zatracić siebie. A odpowiednie odzywianie, i nie tylko przecież bo chodzi o aktywność życiową która nie polega tylko na przyjmowaniu pokarmu, pozwoli na odzyskanie swobody i zdrowia. Jeżeli np. uczono by o znaczeniu odżywiania w szkole podstawowej to nawet w cięzkiej sytuacji dzieci mogłyby przyjąć wobec chorych rodziców taką postawę która pozwalałby im wyjść z opresji cało.

Ja tak trochę się wymądrzam bo sam miałem/mam problemy i dopiero po mału sobie układam życie zupełnie od podstaw. A te rady psychololo nic mi nie pomogły w sytuacji jakiej byłem. Wręcz przeciwnie moje wyrażanie złości i emocji sprawiło że jeszcze mi te osoby bardziej szkodziły.

I bardzo mnie złości jak dzisiaj słyszę różne "objawione" psychololo mądrości niemające nic wspólnego z Bogiem, zaciemniające i sprowadzające ludzi na błedne drogi. Widzę jak się ludzie miotają i wiem ile sam zapłaciłem za to.

Bo życie tak naprawdę jest bardzo proste.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Pią Maj 06, 2011 14:22, w całości zmieniany 6 razy  
 
     
Sana 
mateistka

Pomogła: 12 razy
Wiek: 39
Dołączyła: 18 Sty 2009
Posty: 243
Skąd: Kraków
Wysłany: Pią Maj 06, 2011 14:52   

Maad napisał/a:
Zastanawiam się, po co funkcjonuje i dlaczego powstał, ten cały mechanizm wywołujący choroby na skutek stresu? Jaki to ma cel dla naszego gatunku? Jaką korzyść w ujęciu ewolucyjnym nam daje?
Inne rodzaje wpływu stresu na organizm, np. przysłowiowe "zes...ranie się ze strachu" można jakoś wytłumaczyć, podobnie niekontrolowane oddawanie moczu. Ale wpadanie w choroby? Po co nam takie coś?

Pewnym wytłumaczeniem może być fakt, że emocje, przeczucia i cała nieskażona jeszcze żadnymi teoriami sfera „bezwiedzowa”, odgrywały niebagatelną rolę w sztuce przetrwania pierwszych ludów.
Człowiek pierwotny najprawdopodobniej polegał głównie na swojej naturalnej intuicji, nie będąc jeszcze obciążonym cywilizacyjnymi protezami w postaci narastających w miarę czasu idei, w które to później mały człowiek był wdrażany od urodzenia. W ten sposób, dziecko jest „spłaszczone” już na starcie. Zwykle ma z góry przykazane, w co wierzyć, jak się sprawnie dostosować do reszty, zatraca swoją niezależność intelektualną i emocjonalną. O ile poczuje taką potrzebę, może spróbować powrócić do źródeł i zintegrować sferę mentalną z całą resztą. Być może, ludzkość re-ewoluuje w tym kierunku?

Umysł (w sensie: świadomość), uczucia i ciało podlegają wzajemnej regulacji – tworzą, mniej lub bardziej spójną - ale wciąż całość. Zaburzenie naturalnego przepływu informacji na linii emocje-świadomość-ciało, brak umiejętności odczytywania naturalnych sygnałów (np. złość, poczucie zagrożenia czy niesprawiedliwości) może być źródłem konfliktu, który znajduje ujście w postaci chorób. Prościej: postępowanie wbrew sobie - kończy się raczej źle dla delikwenta. Cóż, na takim etapie ewolucji przyszło nam egzystować. A ewolucja nie rewolucja ;) Nie odbierze nam emocji tak od razu. I dobrze, bo cóż taki cyborg może mieć z życia?
_________________
Ważne wydarzenia na świecie rozgrywają się w mózgu
- Oscar Wilde
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Nie Maj 08, 2011 20:57   

Maad napisał/a:
Zastanawiam się, po co funkcjonuje i dlaczego powstał, ten cały mechanizm wywołujący choroby na skutek stresu? Jaki to ma cel dla naszego gatunku? Jaką korzyść w ujęciu ewolucyjnym nam daje?
To, co na pewno wiadomo na temat stresu, to to, że w stresie wydzielane są hormony stresu: białkowe w przeciągu sekund i sterydowe w przeciągu godzin.
Po pierwsze, działają przeciwbólowo i przeciwzapalnie, co jest logiczne. Przygotowanie do walki powinno zmniejszać łaknienie, głód, strach i wrażliwość na ból, a zwiększać wściekłość, napięcie mięśni, ciśnienie krwi, skurcz naczyń na wypadek zranienia. Przygotowanie do długotrwałej wędrówki powinno działać podobnie, ale słabiej, bo nie istnieje bezpośrednie zagrożenie życia. Kortyzol, główny hormon sterydowy stresu osiąga największe stężenie o 8-mej rano i trzykrotnie mniejsze o północy.
Zapewne wiele osób zna doświadczenie z bolącym zębem. Kiedy po nieprzespanej nocy wreszcie decydujemy się drania ekstirpować, po wejściu do poczekalni łobuz zamienia się w spokojnego baranka i zupełnie nie boli. Dentysta nawet nie może zdiagnozować, o którego zęba chodzi, tak świetnie się zamaskował.
Czysto psychiczna antycypacja niewidocznego jeszcze zagrożenia spowodowała zwiększone wydzielanie hormonów stresu, które całkowicie uśmierzyły ból. Oczywiście po powrocie do domu ząb znowu zaczyna swoje, bo zmniejszył się poziom stresu.
To są klasyczne, czysto biochemiczne zmiany, spowodowane stanem czysto psychicznym.
JW
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Pon Maj 09, 2011 19:37   

Długotrwały stres i długotrwałe podwyższenie poziomu kortyzolu musi zmniejszać odporność, ponieważ kortyzol i cała jego rodzina działają immunosupresyjnie. Te hormony są podawane do końca życia po przeszczepie, żeby zmniejszyć ilość leukocytów i osłabić obronę oraz odpowiedź immunologiczną.
Natomiast, dlaczego kortyzol tak działa, nie wiadomo. Próbowaliśmy to już rozgryzać, ale nie udało się.
JW
 
     
monikaf 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 26 Cze 2007
Posty: 107
Wysłany: Wto Maj 10, 2011 12:43   

haha , to moja druga babcia, od strony ojca, ale ona niestety zmarla w wieku 87 lat. Dziekuje Kangur, ze poswecasz tyle czasu na przeszukiwanie for tylko po to by odszukac jakies moje sprzed lat wpisy. Czuje sie wyrozniona 8)
_________________
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 78
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 3009
Skąd: Australia
Wysłany: Wto Maj 10, 2011 13:02   

monikaf napisał/a:
:faint:

nie no, teraz to spowodowales salwy smiechu u mnie, dzieki za poprawe nastroju, fajny gosc z Ciebie ;D ;D ;D

Thanks for your complement. :hug: :hug:
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Wto Maj 10, 2011 13:58   

To nie Kangur, to jego kandyda :shock:
_________________

 
     
monikaf 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 26 Cze 2007
Posty: 107
Wysłany: Wto Maj 10, 2011 15:34   

Molka napisał/a:
monikaf na forum dr Kwaśniewskiego mialaś nick ? wiesz że nie wiedzialam?
na tamtym forum mialam identyczny nick jak tutaj :)
_________________
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Wto Maj 10, 2011 22:44   

A wracając do meritum...
Poszukuję dobrego terapeuty dla dziewczyny z rzs-em w okolicach W-wy.
Jakby ktoś miał sprawdzone namiary to poproszę.
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 78
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 3009
Skąd: Australia
Wysłany: Wto Maj 10, 2011 22:56   

MONIKAW napisał/a:
A wracając do meritum...
Poszukuję dobrego terapeuty dla dziewczyny z rzs-em w okolicach W-wy.
Jakby ktoś miał sprawdzone namiary to poproszę.

W Tworkach sa dobrzy terapeuci.
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Wto Maj 10, 2011 23:15   

MONIKAW napisał/a:
Poszukuję dobrego terapeuty dla dziewczyny z rzs-em w okolicach W-wy.

Monika, w W-wie warto poszukać Małgorzaty Liszyk-Kozłowskiej. Jeśli nie uda Ci się samodzielnie znaleźć namiarów, to daj znać na priv.

Marishka
 
     
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Śro Maj 11, 2011 02:38   

Maad napisał/a:
Zastanawiam się, po co funkcjonuje i dlaczego powstał, ten cały mechanizm wywołujący choroby na skutek stresu? Jaki to ma cel dla naszego gatunku? Jaką korzyść w ujęciu ewolucyjnym nam daje?


Bardzo dobre pytanie.


Wg teorii stresu Selyego - stres jest naturalnym mechanizmem adaptacyjnym i był człowiekowi, jak też i innym gatunkom niezbędny do przeżycia.

Jak to działa?
Pod wpływem emocji zostaje pobudzony układ współczulny, ponadto zostają wydzielone odpowiednie hormony, które najzwyczajniej w świecie mobilizują organizm.
Serce bije szybciej, podnosi się ciśnienie krwi, wzrasta poziom glukozy w osoczu, obkurczają się mniej strategiczne mięśnie, przez co są gorzej dotlenione, zostają też wyhamowane procesy regeneracji organizmu itd, wymieniać możnaby długo, ale chodzi o ideę.
W sytuacji krytycznej, np pod wpływem strachu, pobudzany jest organizm i zwiększają się jego możliwości. Człowiek dzięki temu mechanizmowi był w stanie uciec przed dajmy na to tygrysem, mięśnie niezbędne do walki lub ucieczki miały pod dostatkiem glukozy, tlenu, mięśnie mniej ważne w konteście przeżycia, przetrwania całego organizmu na tym cierpiały. Ponadto oszczędzana była energia na procesy regeneracji. Łatanie było w tym momencie mniej priorytetowe.

To takie uproszczenie rzecz jasna. Dzięki dużemu zastrzykowi adrenaliny jesteśmy w stanie pobić rekord w sprincie, lub przeskoczyć przez dwu metrowy płot uciekając przed rodwajlerem. Tak normalnie, na trzeźwo nie bylibyśmy w stanie dokonać takich wyczynów.
Ale stres to nie tylko adrenalina, to nie tylko emocja strachu. Stres może mieć różne natężenie, i w naturze służył różnym celom. Na przykład w lato, w strefie umiarkowanego klimatu osobniki były pobudzane by:
a/ zdobyć pokarm, i uzbierać zapasy na zimę
b/ być konkurencyjnym na rynku matrymonialnym i być w stanie się rozmnożyć.
Dlatego w lato krócej śpimy, jesteśmy bardziej wytrzymali, mamy tendencję do nabierania masy i tak dalej.
O tym między innymi mówi książka "lights out", w której forsowana jest teza, że sztuczne światło i wydłużenie dnia, kosztem snu jest przyczyną wielu chorób cywilizacyjnych, ale to też łączy się ze stresem i pokazuje jego biologiczną funkcję.

Zjawisko stresu odkrył Selye, Austriak z Węgierskimi korzeniami skończył medycynę na uniwersytecie w Pradze. Wyemigrował do Kanady uciekając przed nazistami.
Jako pierwszy sformuował pojęcie stresu i opisał jego specyfikę.
Na uniwersytecie w Toronto, zaraz po tym jak wyemigrował, zatrudnił się jako pracownik naukowy w katedrze endokrynologii.
Pracował w zespole, który miał ambicję odkryć jakie hormony są wytwarzane w jajnikach. Tzn sądzono, że jakieś hormony są tam produkowane, chciano zweryfikować eksperymentalnie jakie jest ich działanie na organizm samicy.
Ich metodologia nie była doskonała, z uwagi na ograniczenia technologiczne. Wycinano jajniki szczurzycom i obserwowano jak zaburzony jest ich rozwój i różne parametry.
Ponadto robiono preparaty z jajników i wstrzykiwano szczurzycom.
Selye miał pasjonującą pracę opolegającą na tym, że co rano chodził do rzeźnika i przynosił podroby krowie. Robiono preparaty z janików, wątroby, nerek, śledziony i wszystkiego tego co Hanni ma w menu.
Zasadniczo chcieli zbadać za jakie funkcje odpowiadają jajniki, ale wiedziano, że wstrzykując substancję obcą wywołuje się pewne uboczne reakcje organizmu. Dlatego stworzyli grupę kontrolną, której serwowano zastrzyki z wyciągiem z innych organów. Metodologia była taka, że zaburzenia wspólne dla grup są interpretowane jako wynikające z wstrzyknięcia substancji obcej, a te obserwowalne tylko w grupie szczurzyc jajnikowych - jako efekt działania hormonu produkowanego w jajnikach.

Badacze obserwowali m.in. że szczury mają liczne owrzodzenia, na przykład układu pokarmowego. Oczywiście stwierdzono, że to efekt wstrzykiwania substancji obcej.
Ale Selye zapostulował, że być może to efekt samego zastrzyku.
Przełożeni go wyśmieli.
On na to, że chciałby to zweryfikować.
Oni: no spoko koleś, jesteś niedouczony, trudno, jak chcesz to se weryfikuj, szczurów mamy przeludnienie, bylebyś to robił po godzinach.
I tak zaczął się jeden z najważniejszych eksperymentów w historii psychologii w zasadzie.
Selye zaczął dręczyć szczury. Trzeba mu przyznać, że robił to w sposób wymyślny i wyrafinowany.
Jedne szczury kuł igłami, nie wstrzykując nic, inne umieścił w klatce na dachu, jeszcze inne w kotłowni, gdzie było gorąco jak w piekle, innym wydłubał oczy, czy może zaszył powieki, kolejne miały wycięte powieki i non stop jasne światło na maxa, jeszcze inne szczury były poddawane ekstremalnym bodźcom akustycznym, inne biegały maratony na takim kręciołku, jakieśtam głodził, inne podtapiał. W skrócie gość był kreatywny jak cholera...

Potem wszystkie te szczury zarżnął i zreobił im sekcję zwłok, i nie pisalibyśmy teraz o tym, gdyby czegoś nie odkrył 8)
Otóż wszystkie szczury miały piękne owrzodzenia układu pokarmowego, oraz inne patologie obserwowane u szczurów z doświadczenia jajnikowego!
Czyli, że to nie był efekt wstrzykiwania substancji obcej, przynajmniej nie w 100%, ale w rzeczy samej, tak jak postulował młody austro-węgier - skutek samego robienia "stresujących" zastrzyków.

Od tego wszystko się zaczęło.

Potem Selye spiknął się z Cannonem, który odkrył adrenalinę.
Ten dla odmiany brał koty, wstawiał do klatki i szczuł tę klatkę psem, potem pobierał krew temu kotu i porównyweał z próbką kota względnie wyluzowanego. Tzn oba koty były jakośtam pobudzone, zestresowane, bo sam fakt pobierania krwi jest stresorem, ale ten poszczuty psem był speniany bardziej więc tej adrenaliny miał w osoczu więcej.


W każdym razie Selye, przy wsparci Cannona stworzył model stresu, który zakłada umowne fazy.
http://pl.wikipedia.org/w...chologia_stresu

Wszystko jest spoko, jeśli
a/ stres nie jest zbyt silny
b/ stres nie jest długotrwały.

W naturze mechanizm pobudzenia miał być tymczasowy.
Mobilizujemy organizm dla strategiczneo celu pt przetrwanie, zaniedbujemy niektóre zadania, uwalniamy rezerwy, wyciskamy maxa, ale potem wracamy do normalności i regenerujemy się,
wracamy do homeostazy.

To tak jak 1 red bull w czasie sesji krzywdy nie uczyni, ale red bull do każdego posiłku dzień w dzień już tak.
W dzisiejszym świecie mechanizm stresu jest nadużywany i stosowany nie zgodnie z instrukcją Elohim.

Stres nie jest szkodliwy, szkodliwy jest stres przewlekły, lub ciągłe jego wzbudzanie.

Tak jak napisałem na wstępie:
Szybsze bicie serca, wyższe ciśnienie krwi, wyższy poziom glukozy, zaniedbanie prewnych procesów w organizmie, odpływ krwi z jednych mięśni, zasilenie mięśni motorycznych - to wszystko sprawdza się na krótką metę.
Długodystansowo - organizm się sypie.
Nie jest tak skutecznie łatany, bo kortyzol hamuje regenerację tkanek, a jednocześnie ammy wysokie ciśnienie krwi, zwiększoną glikację, niedotlenienie części miśni i tkanek, itd itp.

I tu mogę odpowiedzieć na pytanie Rakaszka:

rakash napisał/a:
Skoro to takie proste to dlaczego nie każdy kto przeżywa jakieś silne stresy ma RZS?


Bo u danej osoby wysiada ten organ, który jest genetycznie najsłabszy. W pierwszej kolejności. A potem sypie się już wszystko po kolei.

Oczywiście jest to ujęcie czysto biologiczne.


W ujęciu psychodynamicznym mamy ciało, które coś poprzez chorobę wyraża, lub ego, które odwraca poprzez symptom uwagę od jakiegoś konfliktu wewnętrznego, jak u Sarno i Cohena.
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
Ostatnio zmieniony przez zenon Śro Maj 11, 2011 03:00, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
dario_ronin
[Usunięty]

Wysłany: Śro Maj 11, 2011 07:15   

Zenon ,

dziękuję :-)

napisz jeszcze jak bronić się przed skutkami długotrwałego/silnego stresu

Dar
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Śro Maj 11, 2011 07:54   

dario_ronin napisał/a:
Zenon ,
dziękuję :-)
napisz jeszcze jak bronić się przed skutkami długotrwałego/silnego stresu
Dar

Unikając sytuacji, które powodują przewlekły stres. Innego sposobu nie ma.
Jak nie można go uniknąć, przydatny jest trening autogenny Schultza, ewentualnie jego mutacje oraz trening asertywności i ćwiczenia fizyczne.
JW
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Śro Maj 11, 2011 08:05   

Cytat:
Otóż wszystkie szczury miały piękne owrzodzenia układu pokarmowego, oraz inne patologie obserwowane u szczurów z doświadczenia jajnikowego!
Czyli, że to nie był efekt wstrzykiwania substancji obcej, przynajmniej nie w 100%, ale w rzeczy samej, tak jak postulował młody austro-węgier - skutek samego robienia "stresujących" zastrzyków.

Swoją drogą ciekawe, że Selye ogłosił wyniki w 1956 roku a przez następne kilkadziesiąt lat medycyna bezradnie rozkładała ręce przy wrzodach żołądka i jedyne, co mieli do zaproponowania to wycinanie. (Mówimy o przypadkach, gdy nie było perforacji)
Zresztą, nie ma się co dziwić. Teraz niedawno, w 2011 roku, GASTROLOG na pytanie chorej po wzw, co powinnam jeść, szczerze się oburzył: "a co pani dieta pomoże?"
JW
 
     
dario_ronin
[Usunięty]

Wysłany: Śro Maj 11, 2011 08:06   

Panie Witoldzie , czy spotkania w bibliotece się jeszcze odbywają ? :-)

Dar
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Śro Maj 11, 2011 08:13   

Adam319 napisał/a:
MONIKAW napisał/a:
Znam Monikę osobiście i zapewniam Was, że to ona nie jest.
Mam nadzieję, że M(ł)odzi zrobią porządek
Zrobimy.
Obie Panie mają zupełnie różnych dostawców internetowych, z bardzo odległych rejonów i zupełnie różne nazwiska. Odtąd wywalamy wszystkie śmieciowe posty na ten temat.
JW
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Śro Maj 11, 2011 08:21   

dario_ronin napisał/a:
Panie Witoldzie , czy spotkania w bibliotece się jeszcze odbywają ? :-)
Dar

Tak, z przerwą dwumiesięczną na wakcje. Najbliższe spotkanie w czwartek, 2 czerwca. Pozdrawiam
JW
 
     
dario_ronin
[Usunięty]

Wysłany: Śro Maj 11, 2011 08:25   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
w czwartek, 2 czerwca.


Dziękuję

:-)

Dar
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Śro Maj 11, 2011 08:33   

M i T napisał/a:
MONIKAW napisał/a:
Poszukuję dobrego terapeuty dla dziewczyny z rzs-em w okolicach W-wy.

Monika, w W-wie warto poszukać Małgorzaty Liszyk-Kozłowskiej. Jeśli nie uda Ci się samodzielnie znaleźć namiarów, to daj znać na priv.

Marishka


Dziękuję Marishko nie przypuszczałam, że znalezienie odpowiedniego będzie takie trudne.
Po ostatnim spotkaniu jest bardzo rozczarowana. Wygląda to tak jakby terapeuta nie łączył zupełnie rzs-u z psychiką.
Porównuję to do przebiegu terapii za naszą zachodnią granicą. :faint:
Nic pewnie trzeba szukać do skutku tylko ile to czasu, pieniędzy.
Ale faktycznie może zacząć od M. Liszyk- Kozłowskiej ciekawe tylko czy jest uchwytna dla przeciętnego człowieka.
 
     
monikaf 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 26 Cze 2007
Posty: 107
Wysłany: Śro Maj 11, 2011 09:03   

MONIKAW napisał/a:
Porównuję to do przebiegu terapii za naszą zachodnią granicą. :faint:
tu tez trwalo to lata.

Bardzo zastanawia mnie fakt chorowania na rzs nawet niemowlat i malych dzieci, to ze rzs nie bierze sie z powietrza doswiadczam sama od wielu lat. Znam kilka chorujacych osob i schemat za kazdym razem jest ten sam. Sadze ze rzs to choroba niewyrazonych emocji.Czyzby te male dzieci byly narazone na traumatyczne przejscia ?
_________________
Ostatnio zmieniony przez monikaf Śro Maj 11, 2011 09:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Śro Maj 11, 2011 09:11   

monikaf napisał/a:
MONIKAW napisał/a:
Porównuję to do przebiegu terapii za naszą zachodnią granicą. :faint:
tu tez trwalo to lata.

Bardzo zastanawia mnie fakt chorowania na rzs nawet niemowlat i malych dzieci.


Czy tak intensywnie szukałaś przez te lata ??? :keep:
Znalazłaś to najważniejsze.
A co do dzieci niemowląt. Skoro dziecko już wszystko odczuwa w okresie prenatalnym, emocje matki , strach, stres to czy jest dzieckiem chcianym czy tez nie ect.
 
     
monikaf 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 26 Cze 2007
Posty: 107
Wysłany: Śro Maj 11, 2011 09:18   

MONIKAW napisał/a:
Czy tak intensywnie szukałaś przez te lata ??? :keep:
oczywiscie , ze nie, wygodniej i "bezpieczniej" zyc w starych schematach, niz poszukac prawdziwej przyczyny, ktora wiaze sie z przezywaniem bolu emocjonalnego od nowa.
_________________
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Śro Maj 11, 2011 09:23   

monikaf napisał/a:
MONIKAW napisał/a:
Czy tak intensywnie szukałaś przez te lata ??? :keep:
oczywiscie , ze nie, wygodniej i "bezpieczniej" zyc w starych schematach, niz poszukac prawdziwej przyczyny, ktora wiaze sie z przezywaniem bolu emocjonalnego od nowa.

Pewnie tak. Obie doskonale wiemy jakie to jest trudne a zarazem niezbędne.
Więc na prawdę warto!!!!
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Śro Maj 11, 2011 09:51   

zenon napisał/a:


rakash napisał/a:
Skoro to takie proste to dlaczego nie każdy kto przeżywa jakieś silne stresy ma RZS?


Bo u danej osoby wysiada ten organ, który jest genetycznie najsłabszy. W pierwszej kolejności. A potem sypie się już wszystko po kolei.

Oczywiście jest to ujęcie czysto biologiczne.

W ujęciu psychodynamicznym mamy ciało, które coś poprzez chorobę wyraża, lub ego, które odwraca poprzez symptom uwagę od jakiegoś konfliktu wewnętrznego, jak u Sarno i Cohena.


Jasne, najsłabszy. To wiele tłumaczy. No i genetycznie. To już w ogóle wiadomo o co chodzi.

Witold Jarmolowicz napisał/a:
dario_ronin napisał/a:
Zenon ,
dziękuję :-)
napisz jeszcze jak bronić się przed skutkami długotrwałego/silnego stresu
Dar

Unikając sytuacji, które powodują przewlekły stres. Innego sposobu nie ma.
Jak nie można go uniknąć, przydatny jest trening autogenny Schultza, ewentualnie jego mutacje oraz trening asertywności i ćwiczenia fizyczne.
JW


Można powiedzieć, z doświadczenia i obserwacji to wiem, że te metody to też dapu w płot.

Ale w rzeczy samej unikać takich sytuacji jeżeli można. Jest na to od dawna dobra metoda - JeshuaTec. Czyli nie kreować reaktywnie a proaktywnie. Rabin tak mówi.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Śro Maj 11, 2011 09:56, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Śro Maj 11, 2011 21:52   

dario_ronin napisał/a:
Zenon ,

dziękuję :-)

napisz jeszcze jak bronić się przed skutkami długotrwałego/silnego stresu

Dar


Miesiąc temu napisałem komentarz na bloga:
http://odzywianie-marid.b...bez-stresu.html

Oczywiście wiadomo, że to blog , ja też jestem zresztą alterego , mniejsza :P

Niestety wpis był za długi, jest tam ograniczenie znaków na komentarze, więc zostało to u mnie w szufladzie:

Cytat:

Hej "marid".

Przeczytałem Twoją notkę i mam kilka uwag.
Fajnie, że dotykasz tematu psychosomatyki, relacji umysłu i ciała i patrzysz holistycznie na organizm człowieka.
Tym niemniej wartobyłoby poświęcić temu nieco więcej miejsca i nieco rozwinąć niektóre myśli.

Moim zdaniem największym mankamentem Twojego tekstu jest ogólnikowość. Nie bardzo wiem czy zgadzam się z Twoim światopoglądem, czy też nie. Bo są potencjalne punkty sporne, tylko no właśnie – mogę jedynie zgadywać „co autor miał na myśli”. A takie zgadywanie byłoby bez sensu, co więcej byłoby obarczone moimi projekcjami wynikającymi z odpalonych u mnie w głowie stereotypów, przez co mogłoby być nietrafne i fdla Ciebie krzywdzące. Przyznam szczerze, że Twój tekst skojarzył mi się z monologami trenerów NLP, do których mam raczej mieszany stosunek. Postaram się jednak nie podchodzić do tekstu z góry „na nie”. Przepraszam, że być może Cię uraziłem tym wyznaniem, ale przynajmniej jestem szczery.

Zacznijmy od początku:
„Wybierz życie bez stresu!” – już tutaj się przyczepię. Nie da się wyeliminować stesu z naszego życia. Stres jest czymś naturalnym w przyrodzie. Mechanizm, który pobudza jednostkę do działania, zwiększa tymczasowo możliwości i wydolność organizmu. Stres sam w sobie nie jest zły.
Wedle modelu Selyego możemy wyróżnić umowne fazy stresu:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Stres#Fazy_stresu
To co jest szkodliwe i nieporządane to faza wyczerpania, oraz rzecz jasna to o czym piszesz, czyli stres wywołany bez sensu, niepotrzebnie, a także niezdolność do adaptacji, w momencie, gdy jest ona potencjalnie osiągalna.

„Stres pojawia się wówczas, gdy myślisz, że musisz robić coś na co nie masz ochoty.” – wg mnie to zdanie w ogólności jest nieprawdziwe. To znaczy zgoda – w sytuacji, gdy pojawia się tego typu myśl, nie dość, że marnuję zasoby na coś w istocie bezproduktywnego, to jeszcze dodatkowo generuję sobie niepotrzebnie negatywne emocje, i „dokładam sobie tylko do pieca”. Gdy w ten sposób „walczymy” z sobą generujemy sobie dodatkowy stres. Z tym się zgodzę. Ale to jest już „dodatkowy” a nie pierwotny stres.

„Ta sama czynność nie wywoła reakcji stresowej, gdy podejdziesz do niej, wykonasz ją z ochotą.” – to prawda. Dwuczynnikowa teoria emocji zakłada, że emocja = bodziec + jego interpretacja. Na przykład nie nawidzę zmywać, ale gdy mam świadomość, że stojąc przy zlewie wyręczam bliską mi osobę zrobię to z przyjemnością. Ta sama czynność - a w zależności od podejścia i od tego co się dzieje w głowie – odmienna reakcja emocjonalna.
Tyle tylko, że interpretacja bodźca nie zawsze jest świadoma. Emocje mogą działać automatycznie i refleksyjnie. Odpowiadają temu różne szlaki w mózgu.
Po pierwsze, wykazano istnienie bezpośredniego połączenia nerwowego między siatkówką a podwzgórzem - strukturą tradycyjnie wiązaną z procesami emocjonalnymi (Moore, lata ;70). Oznacza to możliwość przekazywania impulsów z siatkówki do podwzgórza bez żadnego pośrednictwa kory (a więc bez udziału procesów poznawczych). Po drugie, wykryto bezpośrednie połączenie wzgórza i ciała migdałowatego (czyli tak zwanego „centralnego komputera emocji") długości zaledwie jednej synapsy. Bezpośredni dostęp do wzgórza pozwala ciału migdałowatemu szybciej zareagować na bodziec niż hipokamp, który do wzgórza ma drogę znacznie dłuższą, oddzieloną licznymi
synapsami (LeDoux, lata ‘90).

„. Innymi słowy stres jest stwarzany przez ludzi. Najczęściej „ – o, tu mamy to słówko najczęściej, które sprawia, że już się nie „bulwersuję”. Tzn wykluczono „kwantyfikator ogólny”. Już nie mogę się przyczepić, że „to zdanie jest IMO w ogólności nieprawdziwe i przydałoby się doprecyzować”.

„To od Ciebie, ode mnie zależy, czy dana sytuacja to będzie źródło stresu czy przyjemności.” – nie zawsze.

„Jeżeli jeszcze jesteś w stanie otworzyć swój umysł i rozwinąć jego zdolności, oraz realizować swoje potrzeby, wtedy uwolnisz się od stresu.”
Uważam, że nie da się uwolnić od stresu, i że nie powinno się w ten sposób definiować celu.

„Podejście do życia pełne radości, optymizmu, pozytywnego myślenia, wybaczania, wdzięczności, powoduje w organizmie przewagę procesów przeciwutleniających.”
No tak, to jest taki truizm.
Oczywistym jest, że korzystniej dla organizmu, gdy doświadcza pozytywnych emocji, niż negatywnych.
Tyle tylko, że nie zawsze wszystko zależy od nas.
Ponadto wartoby wprowadzić kategorię mniejszego zła.

Bardzo lubię metaforę akcentującą dwuczynnikowe podejście do ludzkiej emocjonalności, zacytuję ze swojego bloga z komentarzami by pasowało do naszej dyskusji:
Mamy oto garnek z wodą, który stoi na gazie. Załóżmy, że zależy nam na tym, aby woda nie kipiała. Mądrze jest zatem pilnować by płomyk miał możliwie małą intensywność. To jest to, co psychologowie nazywają regulacją emocji (Ty to akcentujesz w swojej notce). Nie wkręcanie się w negatywne stany afektywne wtedy, gdy jest to po prostu zbędne. Niestety w życiu nie wszystko co nas dotyczy zależy od nas. Czasem intensywność płomyka nie może być przez nas kontrolowana, ktoś nam "dorzuca do pieca", lub doświadczamy jakiegoś życiowego kryzysu. W takiej sytuacji trzeba po prostu w warunkach kontrolowanych odchylić pokrywkę garnka i pozwolić parze wodnej ujść – mniejsze zło, co na model psychologiczny przekłada się na uświadomienie sobie i adekwatne wyrażenie negatywnych emocji (co nie musi być równoznaczne z konfrontacją – chodzi mi o to, że nie musimy na ten przykład uzewnętrzniać się przed osobą która nas wkurzyła. Nie zawsze jest to możliwe, chociaż warto z osobami, na którym nam zależy wyjaśniać sytuacje konfliktowe i rozmawiać o tym co nas zabolało i dlaczego. Jednak w życiu nie zawsze po prostu można każdemu wszystko mówić. Czasami to się po prostu nie opłaca. Tym niemniej – przynajmniej u mnie – powiedzenie sobie w myślach: „to mnie wkurzyło, mam prawo czuć to co czuję, było to nie w porządku” działa znacznie lepiej, niż nie robienie niczego ze swoimi wzbudzonymi już emocjami.). W sytuacji podkręconego na maxa płomyka absurdem jest za wszelka cenę dociskanie pokrywki (nie twierdzę bynajmniej, że do tego namawiasz) i obkładanie garnka gazą nasączoną zimną wodą (źle pojęta relaksacja). Z prawami fizyki się nie wygra. Pokrywka odskoczy nam w sposób przez nas niekontrolowany przez co poparzymy siebie lub co gorsza niczemu nie winne osoby trzecie. No i ponadto o wiele bardziej zużyje się materiał z którego wykonany jest garnek (nasze ciało).

No i a propos wybaczania – czy warto wybaczać każdemu, zawsze i wszędzie, niezależnie od okoliczności? Osobiście stoję na stanowisku, że na wybaczenie niekiedy trzeba sobie zasłużyć.
Nacisk na to, że wybaczenie jest konieczne do spokoju wewnętrznego może w niektórych sytuacjach spowodować dodatkowy konflikt wewnętrzny typu: „nie umiem wybaczyć, a bez tego nie zaznam spokoju, coś jest ze mną nie tak itp”.
No niestety niekiedy złość, nienawiść jest najbardziej adekwatną reakcją. Owszem, są to sytuacje raczej skrajne, ale warto je odnotować.
Czasem brak wybaczenia jest mniejszym złem niż usiłowanie by wybaczyć, walka z sobą, gdy tak czy inaczej zachowamy urazę gdzieś tam wewnątrz.
Ta druga opcja potencjalnie może powodować znacznie większy stres.
„Pułapka wybaczania” – Alice Miller
http://www.koniecmilczeni...rt/21brpul.html

„Kiedy umysł i ciało, przejdą od utleniania do przeciwutleniania, choroba może być pokonana.” – tak, ale uświadomienie sobie tego to dopiero początek drogi. Bo sama świadomość zjawisk psychosomatycznych nie da nam wiedzy jak redukować stres, jak się zachowywać w życiu.


To tyle ode mnie.
Pozdrawiam,
Z.


napiszę coś jeszcze, ale potem.
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
Ostatnio zmieniony przez zenon Śro Maj 11, 2011 22:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Śro Maj 11, 2011 22:34   

Polecam wątki:

http://www.dobradieta.pl/...pic.php?t=18063
http://www.dobradieta.pl/...p=106383#106383
Polecam też książkę "Stanowczo, łagodnie, bez lędku"

http://www.dobradieta.pl/...p=167035#167035
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 78
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 3009
Skąd: Australia
Wysłany: Śro Maj 11, 2011 23:08   

Witold Jarmolowicz napisał/a:

Obie Panie mają zupełnie różnych dostawców internetowych, z bardzo odległych rejonów i zupełnie różne nazwiska.
JW

No comment. :foch:
KMWTW.
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 01:06   

monikaf napisał/a:
Bardzo zastanawia mnie fakt chorowania na rzs nawet niemowlat i malych dzieci, to ze rzs nie bierze sie z powietrza doswiadczam sama od wielu lat. Znam kilka chorujacych osob i schemat za kazdym razem jest ten sam. Sadze ze rzs to choroba niewyrazonych emocji.Czyzby te male dzieci byly narazone na traumatyczne przejscia ?


W RZS na pewno jest przyczynek biologiczny, tego nie da się pominąć.

Choroba psychosomatyczna we współczesnym rozumieniu to każda choroba, w którejw genezie jest czynnik psychiczny, llub taka choroba, gdzie stan psychiczny istotnie wpływa na przebieg choroby, czy zaostrzenie objawów.
Więc w zasadzie każdą chorobę można postrzegać jako psychosomatyczną.

Wracając do RZS. Nie wiemy, czy u danej osoby predyspozycja genetyczna do choroby ujawniłaby się, gdyby nie pewne przeżycia. Być może ujawniłaby się w znacznie łagodniejszej formie. Być może pewne traumy są wśród przyczyn, a być może są tylko wyzwalaczami, zaostrzaczami objawów.

Snucie takich hipotez, że gdyby nie mój rodzic/rodzice/inny czynnik to bym nie miał/nie miała danej choroby jest moim zdaniem o tyle niebezpieczne, że opiera się na pewnej wierze. Jest nie do zweryfikowania. I sądzę, że generuje w czasie rzeczywistym negatywne emocje. To nie jest złość wyparta w przeszłości, do której wracamy w danej chwili, tylko to jest złość wygenerowana tu i teraz na wskutek myśli "ktoś jest winien tego, że choruję, gdyby nie ten ktoś nie miałbym choroby". Za tym podążają emocje. Ale czy to twierdzenie jest prawdziwe? Nie wiemy tego.
Moim zdaniem takie wygenerowane emocje są zbędne i nie uzdrawiają..


MONIKAW napisał/a:

Dziękuję Marishko nie przypuszczałam, że znalezienie odpowiedniego będzie takie trudne.
Po ostatnim spotkaniu jest bardzo rozczarowana. Wygląda to tak jakby terapeuta nie łączył zupełnie rzs-u z psychiką.


Nie chcę wypowiadać się na temat terapeuty, bo nic nie wiem o sprawie.
Ale pamiętam swoje własne poszukiwania. Był taki czas, że pojmowałem relację umysłu z ciałem w sposób "magiczny", na zasadzie, że gdy przepracuję jakąś kluczową traumę z przeszłości moje somatyzacje znikną jak po dotknięciu czarodziejskiej ruszczki, i od tej pory będę mógł sobie pójść na pizzę, zjeść kebab - bez negatywnych konsekwencji.
Ot taki redukcjonizm, naiwne rozumienie narracji Miller i innych psychoanalityków.

Teraz uważam, że akurat w moim przypadku kluczowe było tu i teraz i moje obecne dylematy i emocje. To, co uważam, że mi pomogłoto właśnie uporanie się z tym.
Przez długi czas, gdy metoda z regresją nie działała, tzn nie widziałem efektów których oczekiwałem, postępowałem wedle metodologii, że widocznie nie wszystko dostatecznie przepracowałem. I szukałem tej kluczowej traumy, wracałem po wielokroć do różnych przykrych sytuacji z dzieciństwa, by dostatecznie się w nie wkręcić i doznać tego uniesienia zwanego wglądem emocjonalnym.

Oczywiście gdy piszę, żeu mnie istotniejsza była teraźniejszość nie mam zamiaru nikogo zniechęcać do grzebania w przeszłości. Teraźniejszość i przeszłość nie są rozłączne, jedno jest konsekwencją drugiego. Pewnie, że cofałem się wstecz po wielokroć, ale był to już wtedy tylko efekt uboczny bieżącej pracy nad sobą, nad aktualnymi problemami i szukaniem rozwiązań.


Wracając do terapeuty...
Może być tak, że on chciał sprecyzować cele terapii tak by były realne?
Może nie miał zamiaru bagatelizować przeszłości, a jego intencją było skoncentrowanie się nad bieżącymi kwestiami?
No bo to co nas motywuje to teraźniejszość. Tu i teraz mam depresję, tu i teraz źle się czuję, tu i teraz mam wspomnienia, z którymi sobie nie radzę, tu i teraz jestem rozcwiany emocjonalnie i mi to nie pasuje,. Bo gdyby ktoś czuł się świetnie, to by nie szukał pomocy i wsparcia.

Oczywiście może być też tak, że to był kiepski terapeuta, wykluczyć się tego nie da.
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
Ostatnio zmieniony przez zenon Czw Maj 12, 2011 01:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 01:18   

Kangur napisał/a:
Witold Jarmolowicz napisał/a:

Obie Panie mają zupełnie różnych dostawców internetowych, z bardzo odległych rejonów i zupełnie różne nazwiska.
JW

No comment. :foch:
KMWTW.



Potrafisz być , no.
Uszanuj to, że większość z nas świadomie wybrała życie w kłamstwie, obłudzie i nieświadomości i nie uszczęśliwiaj nas demaskacją Monikif, która wedle twojej opinii jest .
OK?
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 01:39   

Zenek, skądinąd ciekawy post, ale...
Czemu Cię nie cieszy sukces Moniki?? Czemu tego nie ma w Twoim poście? Dlaczego jest pitolenie o zadzie maryny wzorowane na plural made by site admin - "nie wiemy". Co to do diabła jest? Co Ty, legion?

Moim, jakże skromnym zdaniem:
- może się wkręcałeś, ale nie wkręciłeś. Czy pomyślałeś, że nieświadomie, poprzez takie posty, chronisz rodziców? Nie tylko swoich, po prostu rodziców - jak site admin w swoim post-wodospadzie w wątku o Anneliese..
- Twój post jest raczej próbą podważenia tego, co z wielkim trudem osiąga Monika.
- jeśli zabierałeś się metodycznie, wg. wzorca, wg. Miller czy Forward i brnąłeś w oczekiwaniu na efekt, który nie nadchodził, oznacza tylko to, że zabierałeś się do tego metodycznie - jak w laboratorium. Powtarzam - jeśli się nie dokopiesz i pozostaniesz na poziomie intelektualnego pojmowania, to wciąż - umówmy się - stoisz w miejscu.

Zenek, bardzo mnie wnerwia, gdy po poście osoby, która autentycznie i dłuugo poszukiwała, była o krok od krawędzi i teraz stopniowo się podnosi, Ty roztaczasz ocean sceptycyzmu - kompletnie tu zbędnego. Jeśli coś zadziałało, Mr.Zenon, NIE WOLNO przeszkadzać - choćby nawet wpisem na forum. NIE ZAINTERESOWAŁ CIĘ BRAK REAKCJI PO MIKRO-PORCJI MLECZNYCH, które niegdyś dosłownie rozwalały Monikę?

ps: Poza tym, czynnik psychiczny wyzwala dynamikę hormonalną, metaboliczną itd. Proces psychosomatyczny w moim ujęciu, to nic innego jak przełożenie emocji w jak najbardziej biochemiczny skutek.

Tomek
Ostatnio zmieniony przez M i T Czw Maj 12, 2011 01:51, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 01:50   

Jeszcze jedno: Zenon, jeśli nie zagrało u Ciebie - zwłaszcza, gdy chodzi o tak trudne kwestie jak praca nad emocjami - to czy z automatu należy podkopywać szanse u innych? Skąd wiesz, czy Monice nie uda się za kolejnym razem lub teraz?

Tomek
 
     
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 03:24   

M i T napisał/a:
Czemu Cię nie cieszy sukces Moniki??


Nie odniosę się do tego, bo nie mam zamiaru udowadniać,, że nie jestem wielbłądem.

M i T napisał/a:
Dlaczego jest pitolenie o zadzie maryny wzorowane na plural made by site admin


Nie chcę się ekstrawertyzować, gdybym opisał swoje doświadczenia, pewnie miałoby to inny wydźwięk. Mogę napisać to Monice na priv jeśli sobie tego życzy.

M i T napisał/a:
"nie wiemy"


a wiemy?
Nie wiemy.
Moja opinia jest taka, że twierdzenie "mam chorobę przez rodzica, nie miałbym choroby gdyby nie rodzic i jego postępowanie" opiera się na wierze i jest nieweryfikowalne, a wskutek takiej myśli zostają wygenerowane emocje, które oddziałują negatywnie na ciało.
Jeżeli taka myśl pojawia się samoistnie - OK. Ale jeżeli pod wpływem lektur i pewnych przekonań - tak jak to było na przykład u mnie - inna sprawa.
To jest tylko moja opinia Tomku, nie musisz się z nią zgadzać.

M i T napisał/a:
Co Ty, legion?


Polonia Warszawa 8)

M i T napisał/a:
Moim, jakże skromnym zdaniem:
- może się wkręcałeś, ale nie wkręciłeś. Czy pomyślałeś, że nieświadomie, poprzez takie posty, chronisz rodziców? Nie tylko swoich, po prostu rodziców


No i OK. Jest to Twój pogląd, z którym się nie zgadzam. Takie życie.
Ja czytając powyższe zdanie odnoszę wrażenie, że za wszelką cenę bronisz idei.
Szczerze, to nie sądzę, żebyś wiedział tak do końca o co mi chodzi. Ale od razu wytaczasz najcięższe działo "chronisz rodziców, chronisz rodziców". Jejku, jakie to przewidywalne..

Cytat:
- Twój post jest raczej próbą podważenia tego, co z wielkim trudem osiąga Monika.


Przykro mi jest, że tak oceniasz moje wpisy.
Nie mam i nie miałem takich intencji.

Cytat:
- jeśli zabierałeś się metodycznie, wg. wzorca, wg. Miller czy Forward i brnąłeś w oczekiwaniu na efekt, który nie nadchodził, oznacza tylko to, że zabierałeś się do tego metodycznie - jak w laboratorium.


Jeny, twoim zdaniem. Strasznie projektujesz na mój temat.

Cytat:
Powtarzam - jeśli się nie dokopiesz i pozostaniesz na poziomie intelektualnego pojmowania, to wciąż - umówmy się - stoisz w miejscu.


Dziękuję za powtórzenie, ale mimo wszystko ja się na to nie umawiam.
Czyli, że nadal to jest Twoja opinia, której nie podzielam.

Ciekawa sprawa - powyższe cytowane zdanie zanegowane może mieć conajmniej dwie wersje:
a/ "jeśli się nie dokopiesz" - zanegowanie = już się dokopałem,
b/ "to stoisz w miejscu" - nie dokopałem się, ale nie zgadzam się z tym co ma z tego wynikać.

I ja już teraz wiem, którą opcję wybierzesz.
Wszak bronię rodziców.

M i T napisał/a:
Zenek, bardzo mnie wnerwia, gdy po poście osoby, która autentycznie i dłuugo poszukiwała, była o krok od krawędzi i teraz stopniowo się podnosi, ...


Tak. Monika się podnosi, a ja ją obuchem w łeb. Ku chwale rodzica.

M i T napisał/a:
Ty roztaczasz ocean sceptycyzmu


A tam od razu ocean.
Wyraziłem krytyczną opinię na jeden temat w zasadzie.

Cytat:
kompletnie tu zbędnego.


W Twojej opinii zbędnego.
A może akurat Monika uzna, że było to dla niej pomocne?
no chyba, że uważasz, że jesteś w stanie ocenić co jest dla Moniki dobre, a co złe.
Ale z takim myśleniem, to powinno się zmienić poglądy polityczne na lewicowe.

M i T napisał/a:
Jeśli coś zadziałało, Mr.Zenon, NIE WOLNO przeszkadzać - choćby nawet wpisem na forum.


Wiesz co, wolałbym żebyś mi napisał na priv że Twoim zdaniem przeszkadzam + uzasadnienie.
"Nie wolno przeszkadzać"
"Moja jest tylko racja, i to święta racja..."
Trochę pokory..

Co Cię TAK NAPRAWDĘ wnerwiło?
Że napisałem, iż można generować w mojej opinii zbędne emocje?
Że uważam, iż myśl "moja choroba jest z winy rodzica, gdyby nie postępowanie rodzica to by się nie ujawniła" opiera się na wierze i jest wg mnie wkrętką?
Opinia typu "za zaostrzenie objawów mojej choroby odpowiadają stany emocjonalne, w szczególności te wywołane przez rodzica" jest już weryfikowalna poprzez obserwację samego siebie i jest znacznie bardziej adekwatna.

A może coś jeszcze Cię wkurza?
Może to że mam inną opinię?
Może uwiera Cię dysonans poznawczy?
Nie wiem...
o co biega?
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
 
     
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 03:25   

M i T napisał/a:
Jeszcze jedno: Zenon, jeśli nie zagrało u Ciebie - zwłaszcza, gdy chodzi o tak trudne kwestie jak praca nad emocjami - to czy z automatu należy podkopywać szanse u innych? Skąd wiesz, czy Monice nie uda się za kolejnym razem lub teraz?

Tomek


Przeginasz stary.

A ego to Ci wyfrunęło w kosmos.
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 09:39   

Aż mnie korci aby tu popisać o różnych namacalnych dowodach związku rodzic, potem partner życiowy a RZS.
Niestety musiałabym za dużo szczegółów z własnego życia i nie tylko przytoczyć a złośliwych to tu akurat nie brakuje. Kiedys i tak pewnie to zrobię bo mimo wszystko warto.
Ostatnio zmieniony przez MONIKAW Czw Maj 12, 2011 09:41, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 10:00   

Sana napisał/a:
Człowiek pierwotny najprawdopodobniej polegał głównie na swojej naturalnej intuicji, nie będąc jeszcze obciążonym cywilizacyjnymi protezami w postaci narastających w miarę czasu idei, w które to później mały człowiek był wdrażany od urodzenia.
To prawda, wszelako człowiek pierwotny w zderzeniu z cywilizacją białego człowieka ulega błyskawicznej degradacji i chłonie bezkrytycznie najgorsze wzorce. NIC, żaden instynkt nie broni go przed tym, czego najlepszym przykładem Indianie północnoamerykańscy. Spośród czterech filarów Formuły 4eS brakło im samokształcenia, wiedzy, co się dzieje. Mieli naturalny instynktowny odpowiedni smak, samopoczucie, swoją właściwą wagę. Brakło samokształcenia, wiedzy. Biali mieli wiedzę i wykorzystali ją do zniszczenia Indian, również na drodze żywieniowej i robili to świadomie, z pełną premedytacją.
W zderzeniu ze złą wolą i wiedzą instynkt przegrywa. Bo nigdy w miliardletniej historii ewolucji instynkt nie musiał walczyć z pieniądzem.
JW
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 10:08   

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jednak prawda jest taka, dla wielu nie do przełknięcia że istnieje obiektywna PRAWDA. Docieeranie do niej bywa często trudne i bolesne, sami wiecie, ale to też działa w drugą stronę.

MiTy ekscytują się tym kawałkiem tortu który dostali a nie widzą że inni też mogą tort jeść. Witold Jarmołowicz próbuje na zimno przypominać na czym te wszystkie reakcje polegają. A wszystkim brakuje jakby pełnego spojrzenia. Trzeba wyciągnąć nos z talerzyka z tortem.

Zenek, interesujące jest to jak przejmujesz się tym co mają do powiedzenia MiTy. Widać masz rzeczywiście problemy ze swoimi emocjami, ale to co napisałeś nie jest niczym złym, jak to chcą oni widzieć. Właściwie to nawet jest bardziej rozwojowe od tego co oni tutaj powtarzają siedząc ciągle z nosem w torcie.
Nie przejmuj się tak, masz swoje zdanie i rację. Przypuszczam że MiTy jeszcze długo tego nie zrozumieją bo im jest dobrze, to znaczy wydaje im się że jest im dobrze chociaż wcale nie jest.

I w ogóle bardzo cenne jest to co napisałeś. Szczere i prawdziwe.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Czw Maj 12, 2011 10:15, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 10:18   

MONIKAW napisał/a:
Aż mnie korci aby tu popisać o różnych namacalnych dowodach związku rodzic, potem partner życiowy a RZS.
Niestety musiałabym za dużo szczegółów z własnego życia i nie tylko przytoczyć a złośliwych to tu akurat nie brakuje. Kiedys i tak pewnie to zrobię bo mimo wszystko warto.
Pani Moniko, przecież nikt nie zaprzecza istnienia chorób psychosomatycznych i wpływu psychiki na banalne przeziębianie się na przykład. Odwrotnie, to właśnie Państwo MiT nieustannie podważają wpływ żywienia na te choroby, a już na pewno permanentnie marginalizują żywienie i nieustannie tropią jako jedynie słuszną przyczynę psychiczną, traum wczesnodziecięcych. Takiego świata czarno-białego nie ma i nigdy nie będzie. To jest świat skonstruowany sztucznie, którego fundamentem są właśnie nieprzepracowane własne emocje oraz ich nieustanna projekcja, polaryzacja i sztywność postaw, jako neurotyczny mechanizm obronny. Sztywność postaw, to elementarne, podręcznikowe.
JW
 
     
monikaf 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 26 Cze 2007
Posty: 107
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 10:27   

Niestety nie dysponuje wiedza medyczna, co nie znaczy ze nie czytam z zainteresowaniem postow autorow roznych punktow widzenia. Najbardziej wymiernym i najwazniejszym wyznacznikiem dla mnie jest moje wlasne samopoczucie, fizyczny stan zdrowia, spokoj wewnetrzny, poczucie rownowagi a przede wszystkim mozliwosc odczuwania sensu istnienia, mozliwosc ,ktorej nie czulam w zasadzie od zawsze ( z bardzo malymi przerwymi). Odkad pamietam bylam smutnym, zamknietym w sobie dzieckiem, potem absolutnie nie umiejaca sobie poradzic z zyciem kobieta.
Z chwila gdy uswiadomilam sobie i dopuscilam do siebie prawde o krzywdzie jaka wyrzadzono mi w dziecinstwie, gdy przezylam zlosc , nienawisc, niemoc , przede wszystkim poczulam ogromna ULGE. To nie sa zadne czary, ani efekt placebo, ale faktem jest ze nastapila natychmistowa poprawa mojego zdrowia. Duzo pracy przede mna, w zasadzie jestem na poczatku drogi, ale juz w koncu wiem, w ktorym kierunku isc.
I za to dziekuje MiT, poniewaz to oni zwrocili moja uwage na to co dla mnie okazalo sie kluczem do normalnego, spelnionego zycia.
_________________
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 10:30   

To nie żadne uświadomienie tak napradwę, a odzyskanie kontroli nad sobą. Te emocje które sprawiały że byłaś sparaliżowana nie były niczym innym jak wyuczonym sposobem reakcji który w dzieciństwie bardzo mocno się koduje, powiedzmy że w psychice.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Czw Maj 12, 2011 10:32, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 10:34   

rakash napisał/a:
To nie żadne uświadomienie tak napradwę, a odzyskanie kontroli nad sobą. Te emocje które sprawiały że byłaś sparaliżowana nie były niczym innym jak wyuczonym sposobem reakcji który w dzieciństwie bardzo mocno się koduje, powiedzmy że w psychice.

Niech i nawet będzie, ze odzyskanie kontroli poprzez uświadomienie .
Czy nie efekt jest najwazniejszy w tym wszystkim???
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 10:36   

A właśnie do tego zmierzam. Znam trochę te tematy przepracowywania i wiem czym to pachnie. A realnie chodzi nie o to aby się zatrzymać na tym że coś przeprawcowaliśmy i spocząć na laurach bo to w konsekwencji może uderzyć ze zdwojoną siłą.

Prawda jest dużo bardziej prozaiczna. Tak jak pokarm powinien być lekarstwem tak samo nasze życie powinno być terapią. Trzeba tak żyć, świadomie, żeby zachować równowagę, która nie jest zależna od traumatycznych przeżyć ale tak jak to określił bardzo dobrze zenon od tego co jest tu i teraz.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Czw Maj 12, 2011 10:39, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 10:46   

rakash napisał/a:
A właśnie do tego zmierzam. Znam trochę te tematy przepracowywania i wiem czym to pachnie. A realnie chodzi nie o to aby się zatrzymać na tym że coś przeprawcowaliśmy i spocząć na laurach bo to w konsekwencji może uderzyć ze zdwojoną siłą.

Prawda jest dużo bardziej prozaiczna. Tak jak pokarm powinien być lekarstwem tak samo nasze życie powinno być terapią. Trzeba tak żyć, świadomie, żeby zachować równowagę, która nie jest zależna od traumatycznych przeżyć ale tak jak to określił bardzo dobrze zenon od tego co jest tu i teraz.


Nie zamierzam się zatrzymać ale własnie wyciagać wnioski, zyć świadomie.
Do tego spójność jest potrzebna
 
     
monikaf 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 26 Cze 2007
Posty: 107
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 10:52   

Rakash, wiem, ze zyje tu i teraz, ale to tu i teraz jest wynikiem tam i wtedy. Tego nie da sie rozdzielic . Jesli rozlicze sie z przeszloscia,przepracuje ja, przyznam sie do odczuwanych wtedy emocji , jesli autentycznie odczuje wspolczucie dla tamtej malej Moniki, wtedy nabiore sily do zycia tu i teraz.
Bede tez na tyle swiadoma, aby nie robic sobie krzywdy na przyklad wchodzeniem w toksyczne zwazki, uzaleznianiem sie od innych.
Bardzo wazna tez jest higienia zdrowia, zdrowe odzywianie, traktowanie swojego ciala z troska. Wazne sa zarowno fizyczne jak i psychiczne aspekty, ale o tym wiemy nie od dzisiaj :)
_________________
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 10:56   

zenon napisał/a:
M i T napisał/a:
Jeszcze jedno: Zenon, jeśli nie zagrało u Ciebie - zwłaszcza, gdy chodzi o tak trudne kwestie jak praca nad emocjami - to czy z automatu należy podkopywać szanse u innych? Skąd wiesz, czy Monice nie uda się za kolejnym razem lub teraz?
Tomek
Przeginasz stary.
A ego to Ci wyfrunęło w kosmos.
Bardzo łatwo znaleźć sobie kogoś, kto pod jakimś względem jest słabszy i potrzebuje pomocy. To bardzo dowartościowuje i ustawia nas w pozycji dominującej. Przypomnijmy tutaj starego, dobrego Alfreda Adlera z jego dążeniem do mocy.
Ale, czy to jest prawdziwa pomoc, czy tylko znajdowanie sobie podziwiającego nas zwierciadła? Czy naprawdę chcemy komuś "dać pozytywnego kopa", nawet prowokacyjną metodą Franka Farelly, czy też chcemy otoczyć się wianuszkiem podziwiających nas akolitów?
Zazwyczaj ustawiamy się w pozycji jednokierunkowego przekazu, z wiedzącej góry do dołu. Taki przekaz osoby podatne uzależnia, a budzi opór u osób niepodatnych. Zostaje zamknięta droga do wspólnych poszukiwań i dialogu. Powielany jest model autorytarnego ojca.
Zostając przy tej rodzinnej paraleli i wychowywaniu dzieci. Jak zrobić, żeby ten, któremu pomagamy, stanął samodzielnie na własnych nogach, żeby podniósł znękaną głowę i poczuł smak samodzielnego sukcesu, bez adlerowskiego umniejszenia mocy na rzecz wszechwiedzącego nauczyciela. Jak zrobić, żeby pomagając, nie umniejszać innych i nie rozdymać swojego autorytetu?
JW
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 10:57   

Ja może patrzę na to wszystko z punktu widzenia osoby która ma większe doświadczenie i dlatego o tym pozwalam sobie pisać. Chociaż tak naprawdę nie da się słowami ani terapiami zastąpić życia. Często takie terapie powodują że człowiek myśli że to jest właśnie to, że zrobi jeszcze tylko to i... nie będzie musiał nic więcej robić. Tutaj mogę jeszcze dodać że słaba osoba nawet jeżeli pozornie uwolni się z tych emocjonalnych więzów może i będzie najczęściej tkwić wciąż w pewnym błedzie wynikającym już to z tego błednego wychowania (braku wzorca) już to z przyzwyczajeń długoletnich. Dlatego warto sobie uświadomić czym tak naprawdę jest życie, jakie są ważne aspektym te naprawdę ważne. To też może być w myśl teorii o przepracowywaniu kolejny krok-blok w psychice, bo przecież inni żyją, specjalnie nic nie robią a powodzi im się. A my tymczasem musimy cały czas coś przerabiać. Kiedy się wpadnie w taki obłęd przerabiania i całą uwagę skoncentruje na tych terapiach zamiast na życiu to prędzej czy później będzie obudzić się można w sytuacji skrajnie trudnej z której nie będzie już możliwości wyjścia. Dobrze jeżeli jeszcze stanie się to wcześniej, gorzej jeżeli stanie się to później.

Dlatego ekscytowanie się tym jest z mojego punktu widzenia ostrym przegięciem, aczkolwiek aspekt dojrzałości emocjonalnej jest istotny, to również nie oznacza że w życiu już nie bedziemy czuć się źle, że nie spotkają nas trudne sytuacje, problemy rodzinne, z partnerem... nie wszystko jest od nas zależne, ale też z drugiej strony umiejętność radzenia sobie z tymi emocjami jest bardzo ważną sprawą. Tu i teraz i w przyszłości, a nie przerabianie tego co było. No a siła do walki z przeciwnościami losu bierze się z ogólnego przystosowania do życia, czyli naturalnej zdrowej relacji człowieka z Bogiem.

Oczywiście nie jestem w stanie powiedzieć niczego pewnego na wasz temat, bo nie znam was bliżej ani waszych zachowań (charkteru). Moim zdaniem jednak można to wszystko sprawadzić do pewnych prostych zasad. Ważne jest środowisko w jakim żyjemy, poczucie bezpieczeństwa, emocjonalne zrównoważenie, nie bycie reaktywnym. Jeżeli Ty czy ktoś inny tak właśnie postępuje to należy się zastanowić nad otoczeniem, może ono wymaga terapii a nie my, bo jeżeli będziemy leczyli objaw a nie przyczynę to będziemy wiecznie chorzy i wciąż zakręceni.

No i można jeszcze te wszsytkie kwestie rozciągać w różne strony. Prawdziwa droga rozwoju jest jednak trudna dla każdego niezależnie od tego czy ma RZS czy nie. Czasami ktoś kto pozornie ma wszystko ma trudniej.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Czw Maj 12, 2011 11:04, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 11:00   

rakash napisał/a:
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jednak prawda jest taka, dla wielu nie do przełknięcia że istnieje obiektywna PRAWDA.
Sorry, obiektywnej prawdy nie ma. To się zaczyna już na poziomie kwantów, od zasady nieoznaczoności Heisenberga. Fotony inaczej się zachowują, kiedy ktoś na nie patrzy, a inaczej, gdy nie patrzy nikt. I OBA STANY SĄ PRAWDZIWE! :)
JW
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 11:03   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
rakash napisał/a:
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jednak prawda jest taka, dla wielu nie do przełknięcia że istnieje obiektywna PRAWDA.
Sorry, obiektywnej prawdy nie ma. To się zaczyna już na poziomie kwantów, od zasady nieoznaczoności Heisenberga. Fotony inaczej się zachowują, kiedy ktoś na nie patrzy, a inaczej, gdy nie patrzy nikt. I OBA STANY SĄ PRAWDZIWE! :)
JW


Nie wydaje mi się. Nieoznaczoność jest czymś zgoła innym od PRAWDY. I raczej potwierdzeniem na to że obiektywna prawda istnieje. Sam pan to właściwie nazwał.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Czw Maj 12, 2011 11:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 11:12   

rakash napisał/a:
Ważne jest środowisko w jakim żyjemy, poczucie bezpieczeństwa, emocjonalne zrównoważenie, nie bycie reaktywnym. Jeżeli Ty czy ktoś inny tak właśnie postępuje to należy się zastanowić nad otoczeniem, może ono wymaga terapii a nie my, bo jeżeli będziemy leczyli objaw a nie przyczynę to będziemy wiecznie chorzy i wciąż zakręceni.No i można jeszcze te wszsytkie kwestie rozciągać w różne strony. Prawdziwa droga rozwoju jest jednak trudna dla każdego niezależnie od tego czy ma RZS czy nie.
Bardzo słuszna uwaga, najzdrowszego człowieka można zniszczyć, wstawiając go w chore układy. Dlatego zazwyczaj ludzie zdrowi znalazłszy się w chorym otoczeniu czym prędzej opuszczają je, gdy tylko mogą. Natomiast ludzie chorzy nie zawsze rozpoznają takie układy i czasem tkwią w nich, jak w pułapce, co jeszcze bardziej ich uzależnia i utrudnia terapię.
JW
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 11:15   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
rakash napisał/a:
Ważne jest środowisko w jakim żyjemy, poczucie bezpieczeństwa, emocjonalne zrównoważenie, nie bycie reaktywnym. Jeżeli Ty czy ktoś inny tak właśnie postępuje to należy się zastanowić nad otoczeniem, może ono wymaga terapii a nie my, bo jeżeli będziemy leczyli objaw a nie przyczynę to będziemy wiecznie chorzy i wciąż zakręceni.No i można jeszcze te wszsytkie kwestie rozciągać w różne strony. Prawdziwa droga rozwoju jest jednak trudna dla każdego niezależnie od tego czy ma RZS czy nie.
Bardzo słuszna uwaga, najzdrowszego człowieka można zniszczyć, wstawiając go w chore układy. Dlatego zazwyczaj ludzie zdrowi znalazłszy się w chorym otoczeniu czym prędzej opuszczają je, gdy tylko mogą. Natomiast ludzie chorzy nie zawsze rozpoznają takie układy i czasem tkwią w nich, jak w pułapce, co jeszcze bardziej ich uzależnia i utrudnia terapię.
JW


No między innym to staram się uświadomić. Inny przykład to ktoś chronicznie niedożywiony, lub może lepiej w naszych czasach mówić fałszywie niedożywiony (nie z powodu niejedzenia ale z powodu nizdrowego jedzenia). Czy ktoś taki będzie miał siłę na walkę, a jeżeli tak to z pewnością ktoś kto jest dożywiony będzie w stanie wytrzymać więcej. A mądrością jest nie marnotrawić swojej energii i energii innych. Dlatego mądry zdrowy i silny nie będzie marnował swoich talentów ale je raczej mnożył. Również w sensie społecznym. Ponieważ na to też mamy wpływ a otoczenia ma wpływ na nas. To tak jak z tymi kwantami co to się różnie zachowują kiedy się na nie patrzy i kiedy się nie patrzy.

Czasami te chore sytuacje nie są zależne od nas, ale w zależności jaki prowadzimy tryb życia takie mamy możliwości wyrwania się z chorych układów. Dlatego ważna jest rodzina która daje oparcie. Opoka. Dlatego dzisiaj trwa walka z rodziną. Świadoma. Idąc dalej tym tropem wszystko sprowadza się do: WIARA, NADZIEJA, MIŁOŚĆ. A największa z nich jest MIŁOŚĆ.

To jest właściwie mowa o wolności. Dzisiaj jest w świecie taki ucisk że jeżęli ktoś nie ma spokojnego domu to może mieć naprawdę trudno i będzie się miotać tylko.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Czw Maj 12, 2011 15:27, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 11:25   

rakash napisał/a:
Nie wydaje mi się. Nieoznaczoność jest czymś zgoła innym od PRAWDY. I raczej potwierdzeniem na to że obiektywna prawda istnieje. Sam pan to właściwie nazwał.
Być może ma Pan rację. Wszakże wszystko, co się dzieje w naszym makroświecie korzeniami tkwi w świecie kwantów. Dlatego my i protony nie możemy przejść przez ścianę, a neutrina mogą. Ktoś kiedyś policzył, że błąd obliczeń wynikający z zasady nieoznaczoności powoduje, że w makroświecie już przy siódmym zderzeniu kul bilardowych ten błąd jest równy średnicy kuli.
Zauważmy, że czas teraźniejszy nie istnieje w ogóle. Każda litera, którą tu napisałem natychmiast przechodzi do czasu przeszłego, każda litera, którą zamierzam napisać, nadlatuje po kolei z czasu przyszłego. Istnieje dla nas tylko czas przeszły i przyszły, a my poruszamy się w takiej rozmytej chmurce czasu guasi-teraźniejszego, którego NIE MA.
Podobnie rozmyta jest prawda. Poza algebrą Boola, nawet w matematyce, a już na pewno w świecie kwantów, nie istnieje prosta kwantyfikacja: PRAWDA - FAŁSZ.
A przecież z kwantów powstaliśmy i w kwanty się obrócimy. :)
JW
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 11:31   

No i to jest pewna obiektywna prawda :)
Mógłbym się kłocić co do tego teraźniejszego czasu, ale w rzeczy samej nie ma tutaj błedu. Czas teraźniejszy to pewna umowność i każdy o tym wie. Ja bym tutaj zadał pytanie czy do życia, do szczęścia potrzebna jest nam taka wiedza, czy to nie jest nakładanie sobie coraz większego jarzma a przez to mnożenie ucisku? Widzi pan ja jestem człowiek uduchowiony (przynajmniej na tyle na ile) i rozpatruję te kwestie trochę jakby inaczej. Nie zaprzeczam że nauka ma rację, ale człowiek świadomie nie został obdarzony takimi narzędziami - sensorami które "żyją" na pozimie cząstek elementarnych. Nasze miejsce jest tutaj gdzie nasze oczy. Kiedy ktoś widzi coś nietypowego to przeważnie jest to już poważne zaburzenie które zakłamuje rzeczywistość która staje się nie do wytrzymania. A jakbynie patrzeć to nawet tutaj większość jeżeli nie wszyscy sa po to aby sobie to życie uczynić znośnym, a nie bardziej skomplikowanym.

Przypomniała mi się scena z Waltariego gdzie rzymscy legioniści płacili Grekowi za naukę o istocie nieskończoności. Niestety ów Grek tłumaczył im to bezskutecznie mimo że robił to sprawnie, oni nie byli w stanie tego pojąć, czego też był świadom. W sumie nie wiadomo kto był przy tym głupszy, chyba rzymianie, choć nie dlatego że nie potarfili tego pojąć ale dlatego że próbowali wyjść z siebie i marnotrawili czas i pieniądze na coś mało istotnego. Ale Grek chociaż znalazł takich głupców że na tym robił łatwą kasę wydaje mi się człowiekiem nieszczęśliwym.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Czw Maj 12, 2011 11:43, w całości zmieniany 7 razy  
 
     
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 15:14   

Cytat:
ny: Dzisiaj 10:52
Rakash, wiem, ze zyje tu i teraz, ale to tu i teraz jest wynikiem tam i wtedy. Tego nie da sie rozdzielic . Jesli rozlicze sie z przeszloscia,przepracuje ja, przyznam sie do odczuwanych wtedy emocji , jesli autentycznie odczuje wspolczucie dla tamtej malej Moniki, wtedy nabiore sily do zycia tu i teraz.


Tak, tak, z tym się zgadzam.
Ale mnie to nie wystarczyło, tzn przez taki proces nie nabyłem nowych kompetencji, które były mi potrzebne tu i teraz.
I właśnie o tym staram się pisać, by iść wielotorowo. Bo mogę się tysiąc razy wkręcić we wściekłość, ale dzięki temu nie zyskam umiejętności nawiązywania nowych kontaktów z ludźmi, nie nauczę się asertywności, regulacji emocji itd itp.
Z drugiej strony - można iść na 1000 kouczingów skupiających się na kompetencjach społecznych, ale dalej być pod wpływem demonów przeszłości.
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 15:43   

Właśnie. Bo tu nie idzie wcale o jakieś "przepracowywanie" demonów, ale o pewną realną zmianę, która może się wiązać z czymś więcej niż tylko tym uświadamianiem sobie traumy.
Możliwie że zaczyna się to w głowie, gdzie tworzą się połączenia pod wpływem emocji (bodźców), druga sprawa to cały układ wegetatywny z hormonami i nawyki które z tego wynikają. Również żywieniowe. Prawdziwe przepracowanie więc polegać musi na nauczeniu się samokontroli. Ale tutaj wcale nie chodzi wyłącznie o psychologiczne mantry czy usilne trenowanie. Jeżeli ktoś rzeczywiście nie zdaje sobie z tego sprawy to jest tylko kwestia usłyszenia i ew. przyjęcia prawdy o przyczynie i błędnych działań.
Nawet jeżeli do tego potrzebne jest trochę czasu to nie ma tutaj mowy o jakimś procesie moim zdaniem w sensie terapii. Prędzej ktoś taki wpadnie w błedne koło uzależnienia od magicznych właściwości terapii i terapeutów.
Tutaj potrzeba raczej zadbać o podstawowe warunki egzystencji dając w ten sposób sobie możliwość poradzenia sobie z tymi demonami. Chodzi o relane działania i możliwości które tworzą przestrzeń dla rozwoju.
_________________

Ostatnio zmieniony przez rakash Czw Maj 12, 2011 15:46, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 19:06   

zenon napisał/a:
Ale mnie to nie wystarczyło, tzn przez taki proces nie nabyłem nowych kompetencji, które były mi potrzebne tu i teraz.

To już drugi taki Twój podważająco-umniejszający post do MonikiF. Tak, jakbyś nie mógł znieść tego, że kobieta po wielu latach wreszcie odczuła ulgę i pozytywną zmianę w swoim życiu i zdrowiu. Po raz drugi już piszesz o tym, jak Tobie się "nie udało" - w tym samym kontekście - kontekście sukcesu Moniki (zarówno F. jak i W.).

Poza tym, co to jest "taki proces"? I co wspólnego ma Twój "taki proces" z tym, co robi MonikaF i jak długo docierała do tego punktu, w którym jest obecnie? Jej słowa i jej uczucia nie maja najmniejszego znaczenia, bo... Tobie się "nie udało" (cokolwiek robiłeś stosując jakiś "taki proces"), a więc trzeba szybciutko podważyć jej słowa i uczucia, żeby przypadkiem nie poczuła się pewnie, bo jak tak można mieć pewność wobec pewnych rzeczy 8/ .

Taki właśnie pozbawiony empatii i zrozumienia stosunek bije z Twoich ostatnich postów. Zresztą robisz to nie pierwszy (i pewnie nie ostatni) raz - szczególnie w sytuacjach, kiedy komuś się udało. To trochę tak jak z nieszczęśnikami trwającymi w wieloletnich nieudanych małżeństwach, co to pouczają młode pary, że "zobaczą", i że im się też nie uda. Smutne to. Bardzo. Smutne są Twoje ostatnie posty bo naszpikowane wszelkiego rodzaju "nie". Przejrzyj je raz jeszcze i podlicz sobie. A to wszystko w kontekście radości MonikiF i jej pewności co do wyraźnej poprawy zdrowia/życia!

Co do tzw. "przepracowania", to było o tym już wielokrotnie, ale napiszę po raz kolejny. Jeśli pojmowałeś ten niezmiernie bolesny i trudnyproces jako machnięcie czarodziejską różdżką (w tym przypadku zakładam, że... książka?) po którym zniknie złość, ból, niepewność, samotność, zazdrość, bezsilność, żal i wszystkie inne uczucia, które z uporem maniaka nazywasz "negatywnymi", a w ich miejsce wstąpi błogość i nieustający radosny spokój, to nie dziwię się, że się mocno rozczarowałeś. Takie "cuda", to wiesz gdzie?

Ja pojmuję przepracowanie jako proces, który pozwala się scalić po wielu latach życia w oderwaniu od siebie (czyli swoich prawdziwych uczuć i przeszłości). I nie da się przez ten proces przejść tylko intelektualnie czy bez wsparcia rozumiejącej i współczującej osoby, która nie stoi w obrzydliwym rozkroku, ale całkowicie po naszej stronie. I nie da "przepracować" przeszłości bez konfrontacji z krzywdzicielami, nawet gdyby ta konfrontacja miała polegać jedynie na "wygarnięciu" wszystkiego w schowanym do szuflady liście albo wykrzyczeniu do zdjęcia. Przepracowanie to sklejanie się po kawałku w Całość, odnajdywanie co rusz to nowych fragmentów siebie (przede wszystkim chodzi o uczucia, na które wcześniej nie dawaliśmy sobie przyzwolenia) i wpasowywanie ich we właściwe miejsca, jak w puzzlach. Kiedy trafiają we właściwe miejsce, jest właśnie takie uczucie ulgi, o którym wspomniała MonikaF. Jest pewność. To się CZUJE, Zenek, tej pewności nie da się zabełkotać intelektualnie.

Przepracowanie to nic innego jak pozbieranie porozrzucanych chaotycznie po całym ciele i umyśle puzzli uczuć i przeżyć w harmonijna całość (na ile się da). Tak, żeby przeszłość - jakkolwiek by nie była bolesną - stała się integralną częścią mnie, a nie "demonem", którego muszę za wszelką cenę odpędzać. Tylko wtedy jest ona bezpieczna i nie jest ciężarem ani zagrożeniem (dla mnie lub innych). I wiesz co? Te puzzle układa się nie przez jeden dzień ani nawet przez jeden rok, ale przez całe życie, bo codziennie dochodzą nowe przeżycia i nowe uczucia, które muszą gdzieś trafić. Chodzi o to, by trafiały na właściwe miejsce w tej układance i nie pałętały się zbyt długo w nieświadomości.

Zauważyłam (zresztą, nie tylko ja), że w wyniku takiego przepracowania pojawia się kilka charakterystycznych zmian (pomijając oczywiste odejście wielu przewlekłych chorób, o którym już tyle razy było):

- empatia, która sprawia, że możemy szczerze wczuwać się w sytuację drugiej osoby i nie umniejszamy jej uczuć (np. słysząc od kogoś "rodzice mnie skrzywdzili" zwyczajnie nie będziemy już w stanie powiedzieć "przesadzasz, przecież cię kochali", albo na "mam doła" nie odpowiemy "weź się w garść").

- zaostrzone poczucie (nie)sprawiedliwości i chęć ochrony rzeczywiście słabszego/bezbronnego (co wynika z właściwego pojmowania współczucia, tzn. nie współczujemy katu, tylko jego ofierze, nie współczujemy rodzicu, który podnosi rękę na dziecko, ale temu bitemu dziecku, którym sam kiedyś był, etc.), brak relatywizmu i usprawiedliwiania rzeczy nieusprawiedliwianych.

- niezdolność do udawania i trwania w tym, co było toksyczne, czyli wewnętrzna potrzeba zmiany. Po prostu nie da się kontynuować układów, które stoją w sprzeczności z prawdziwym, na nowo zbudowanym, Ja. Stąd - w zależności od osoby i sytuacji - może nastąpić m.in. rozwód, zmiana pracy, przeprowadzka do innego miasta, odcięcie się od rodziców, zerwanie przyjaźni, nowe hobby, etc.

- odwaga by używać własnego doświadczenia jako konkretnego przykładu, zdolność do zauważania związku przyczyna-skutek, chęć dzielenia się sukcesami (nie unikając rozmów o porażkach) i za każdym razem operowanie konkretami. Sana swego czasu pisała o tym, jak o swego rodzaju "świadectwie". Dokładnie! Tak też rozumiem rolę "świadka empatycznego", który nie tylko wysłuchuje, ale również dzieli się własnym "świadectwem" na podstawie własnego doświadczenia.

- brak podziału uczuć na "pozytywne" i "negatywne", a co za tym idzie - brak panicznego lęku przed np. złością (swoją czy innych), lepsze odróżnianie adekwatnie wyrażonych uczuć (zarówno własnych jak i innych) od nieadekwatnie wyrażonych. Przeżywanie całej palety uczuć na bieżąco i zrozumienie, że "przepracowanie" nie oznacza zniknięcia złości raz i na zawsze, ale jej świadome przeżywanie wtedy, kiedy się pojawia i właściwe odczytywanie "komunikatu", który ze sobą niesie.

- przyznanie sobie i innym prawa do oceniania i "nielubienia", wyzbycie się lęku przed (negatywną) opinią innych na nasz temat (owszem, taka opinia może wkurzać lub smucić, ale nie będzie już sprawiała, że zrobimy wszystko, by znów poczuć się osobą wyłącznie lubianą przez innych). Po części z tym też wiąże się podważanie autorytetów, brak potrzeby guru/rodzica/mistrza/przewodnika/terapeuty/etc. oraz brak dziecięcego lęku wobec osób postrzeganych (przez innych) jako "autorytet".

- z powyższym wiąże się też umiejętność wyznaczania granic i mówienia "nie", która wreszcie przestaje napawać panicznym lękiem. Do tego jest potrzebne właściwe rozeznanie w uczuciach, które pozwalają zauważyć, kiedy dzieje mi się krzywda czy są naruszane moje granice/wartości, etc. Kiedy wiem, co jest dla mnie krzywdzące, jestem też w stanie zauważyć, co może być krzywdzące dla drugiej osoby i odpowiednio zareagować.

- brak uczucia wewnętrznego rozdarcia/sprzeczności lub tzw. "pustki", której wcześniej nie dało się niczym (ani nikim) wypełnić. Poczucie, że wreszcie jest się Całością, albo Sobą (jak kto woli), bez konieczności udawania, perfekcjonizmu lub spełniania cudzych oczekiwań. Poczucie, że to co myślę, mówię i robię jest w harmonii ze sobą, spójne.

- przyznanie sobie prawa do popełnienia błędów i wyciąganie z nich wniosków. Z tym wiąże się też odróżnianie pojedynczych błędów od notorycznie powielanego błędnego koła.

- w miejsce alergicznej reakcji na jakakolwiek wzmiankę o wpływie dzieciństwa i kluczowej roli rodziców w rozwoju osobowości przychodzi zrozumienie i akceptacja tych faktów. Zanika też potrzeba "zakneblowania" każdego, kto takie tematy porusza.

Takie "cuda" nie są w stanie stać się z dnia na dzień czy po przeczytaniu jednej książki. Nie sprawi tego jedna rozmowa czy mail, jedna przepłakana noc. Ale przede wszystkim, nie da się do tego podejść zadaniowo, w stylu "od dziś będę coś przepracowywać". Myślę, że by móc zacząć taką pracę, musi wpierw pojawić się poczucie, że coś jest nie tak, coś uwiera, boli, czegoś brakuje, nie jest się "sobą". To taki punkt zaczepny, od którego zaczyna się poszukiwanie i definiowanie, co to jest to "coś". A odpowiedzi przede wszystkim szuka się w SOBIE, uparcie i odważnie, powoli nabierając zaufania dla siebie i wszystkich swoich uczuć. Książki i inne osoby niewątpliwie w dużym stopniu pomagają, spełniają rolę katalizatorów, ale nie wykonają za nas ciężkiej i bolesnej pracy. Nie każdy i nie zawsze jest na to gotowy, a to wcale nie oznacza, że przepracowanie nie istnieje lub jest nieskuteczne.

Marishka
Ostatnio zmieniony przez M i T Czw Maj 12, 2011 19:30, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 19:35   

zenon napisał/a:
Cytat:
ny: Dzisiaj 10:52
Rakash, wiem, ze zyje tu i teraz, ale to tu i teraz jest wynikiem tam i wtedy. Tego nie da sie rozdzielic . Jesli rozlicze sie z przeszloscia,przepracuje ja, przyznam sie do odczuwanych wtedy emocji , jesli autentycznie odczuje wspolczucie dla tamtej malej Moniki, wtedy nabiore sily do zycia tu i teraz.


Tak, tak, z tym się zgadzam.
Ale mnie to nie wystarczyło, tzn przez taki proces nie nabyłem nowych kompetencji, które były mi potrzebne tu i teraz.

Zastanawiam się nad tym co napisałeś tutaj Zeniu i analizuję to w odniesieniu do siebie.
Wydaje mi się, że jednak trochę "nowych kompetencji" poprzez proces przepracowywania, poznawania siebie nabyłam. Nie należalam nigdy do osób asertywnych, wręcz przeciwnie co prowadziło ze strony innych do częstych nadużyć. Dziś potrafię powiedzieć "nie" uzasadnić to i czuć się z tym dobrze.
Poza tym nie bolą mnie juz tak bardzo jak kiedyś negatywne opinie na mój temat.
Rozumiem , że nie wszyscy muszą akceptować mnie, zgadzać się z moimi poglądami, odczuciami.
Przyznaję też sobie prawo do popełninia błędów co zastąpiło ciągłe dążenie do bycia najlepszą, perfekcyjną we wszelkich dziedzinach życia. Skazane z góry na porazkę i tym samym wieczne niezadowolenie z siebie samej.
Ostatnio zmieniony przez MONIKAW Czw Maj 12, 2011 19:39, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zenon 
Tygrys

Pomógł: 37 razy
Wiek: 33
Dołączył: 25 Sty 2006
Posty: 5624
Skąd: z nienacka
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 20:25   

M i T napisał/a:
zenon napisał/a:

Ale mnie to nie wystarczyło, tzn przez taki proces nie nabyłem nowych kompetencji, które były mi potrzebne tu i teraz.


To już drugi taki Twój podważająco-umniejszający post do MonikiF. Tak, jakbyś nie mógł znieść tego, że kobieta po wielu latach wreszcie odczuła ulgę i pozytywną zmianę w swoim życiu i zdrowiu. Po raz drugi już piszesz o tym, jak Tobie się "nie udało"


Że co?
gdzie ja niby piszę "że mi się nie udało"?
Gdzie ja niby umniejszam i podważam.

Dalej nawet mi się nie chce komentować :faint: :razz:
_________________

(\_/)
(O.o)
(> <)
This is Bunny.
Copy Bunny into your signature to help him on his way to world domination.
Ostatnio zmieniony przez zenon Czw Maj 12, 2011 21:30, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
M i T 


Pomógł: 66 razy
Dołączył: 09 Lis 2007
Posty: 7106
Wysłany: Czw Maj 12, 2011 20:34   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Odwrotnie, to właśnie Państwo MiT nieustannie podważają wpływ żywienia na te choroby

Odbieram to jako oczywiste pomówienie, ponieważ w żaden sposób nie twierdzę, że rodzaj, podaż, jakość i higiena odżywiania mają marginalne znaczenie. Zakładam jedynie, że w obliczu przewlekłego stresu czy poważnych i nie rozwikłanych problemów emocjonalnych, żywienie pełni rolę drugorzędną. Innymi słowy - dietetyka mieści się na podium bez problemu.

Widzę również próby podważania intencji. Znaczy -
Cytat:
czy to jest prawdziwa pomoc?
Faktycznie, w obliczu sukcesu Moniki, o którym sama pisze, moja - internetowego bytu - intencja, ma jakiekolwiek znaczenie. Żenada ostatecznie, zwłaszcza, że w takich sprawach, pomoc z zewnątrz odgrywa podrzędną rolę wobec indywidualnej pracy.
Terapeuta - nie ja, terapeuta, ma za zadanie pomóc wyzwolić emocje plus udzielić wsparcia w procesie powolnego zbierania się z rozrzuconych części. Wszystko inne jest psycho-bubble, przeszkadzaniem, akademicką żonglerką i szukaniem 16-listnej koniczyny.

Tomek
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Pią Maj 13, 2011 09:41   

M i T napisał/a:
Odbieram to jako oczywiste pomówienie, ponieważ w żaden sposób nie twierdzę, że rodzaj, podaż, jakość i higiena odżywiania mają marginalne znaczenie. Zakładam jedynie, że w obliczu przewlekłego stresu czy poważnych i nie rozwikłanych problemów emocjonalnych, żywienie pełni rolę drugorzędną. Innymi słowy - dietetyka mieści się na podium bez problemu.
To się cieszę, bo już zacząłem podejrzewać, że wyznaje Pan prymat ducha nad materią, co u człowieka nie wierzącego w życie pozagrobowe świadczyłoby o schizoidalnej rozbieżności poglądów. :)
Oczywiście, że silny stres ma prymat nad jedzeniem, żeby przygotować do walki. Pod Kurskiem nic by im jedzenie nie pomogło. Aczkolwiek zauważmy, że dowództwo uznało za przydatne rozdawanie wódki.
Natomiast niezależnie od stresu, wojsko musi być dobrze odżywione. To solidna kuchnia jest podstawą wysokiego morale wojska.
JW
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Pią Maj 13, 2011 09:46   

rakash napisał/a:
W sumie nie wiadomo kto był przy tym głupszy, chyba rzymianie, choć nie dlatego że nie potarfili tego pojąć ale dlatego że próbowali wyjść z siebie i marnotrawili czas i pieniądze na coś mało istotnego. Ale Grek chociaż znalazł takich głupców że na tym robił łatwą kasę wydaje mi się człowiekiem nieszczęśliwym.
To ja jestem głupcem do kwadratu, bo nie tylko tłumaczę na tym forum, ale jeszcze sam za to płacę. :)
JW
 
     
monikaf 


Pomogła: 2 razy
Dołączyła: 26 Cze 2007
Posty: 107
Wysłany: Pią Maj 13, 2011 23:10   

M i T napisał/a:
Faktycznie, w obliczu sukcesu Moniki, o którym sama pisze, moja - internetowego bytu - intencja, ma jakiekolwiek znaczenie.
Ma. Poniewaz byliscie jedynymi osobami , ktore zwrocily moja uwage w tymze kierunku. DO spowodowalo wycofanie sie ZEWNETRZNYCH objawow RZS.I Tylko zewnetrznych, poprawil sie moj stan fizyczny ale psychika caly czas lezala w gruzach..
Musialam dojrzec do tego , aby moc to w ogole zauwazyc. Nagle musialam byc szczera wobec samej siebie, musialam zniszczyc wygodny stereotyp, ze moja choroba pochodzi z zewnatrz, geny, zle odzywianie, grzech (?) I wtedy nie bylam na to gotowa. To ze nie bylam na to gotowa, nie znaczy iz nie zainteresowalam sie materia.
Posty MiTow zainteresowaly mnie od razu, pozbawione rozowych ramek,proste, bezposrednie, bardzo bolesne, krzyczaly wrecz o tym by sie obudzic i zajrzec tam, gdzie bYc moze lezy przyczyna ciezkiej fizycznej choroby. Co Ciekawe , coraz wiecej forumowiczow przyznawalo im smutna, poniekad, racje.
Marisha i Tomek spowodowali nie tyle moje wyleczenie, ale spowodowali ze nagle zerknelam w kierunku z ktorego nigdy nie spodziewalam sie dojrzec zla, spowodowali ze nabralam odwagi aby spojrzec spokojnie prosto w oczy istotom, ktore wyrzadzaly mi ewidentna krzywde, moim tak zwanym rodzicom.
Nie potrafie zonglowac slowami, jednak potrafie CZUC i to powoduje iz odrozniam dobro od zla
_________________
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Pon Maj 16, 2011 07:55   

Erich Fromm sformułował pojęcie tzw. magicznego pomocnika. Z grubsza jest to osoba, na którą przenosimy nieświadomie odpowiedzialność za siebie i oczekujemy od niej, że będzie decydować za nas i nas chronić, dzięki czemu jesteśmy bezpieczni. To może być każda osoba z naszego otoczenia, współmałżonek, rodzic, krewny, kolega, również psychoterapeuta. Gdy już się uporamy z upiorami dzieciństwa, dobrze jest przeciąć pępowinę łączącą z magicznym pomocnikiem i stanąć na własnych nogach. A odpowiedzialny magiczny pomocnik powinien w tym pomóc.
JW
 
     
rakash 
We called it war!


Pomógł: 8 razy
Dołączył: 29 Sty 2010
Posty: 2799
Wysłany: Pon Maj 16, 2011 22:05   

Nie da się nie zgodzić z Frommem. Szczególnie kiedy się to zna. jednak odcięcie pępowiny jest możliwe tylko wtedy kiedy ma się na to siłę albo warunki. Wszelkie inne zamierzenia są z góry skazane na porażkę i w przypadku recydywy mogą tylko pogarszać sytuację.
_________________

 
     
grizzly
[Usunięty]

Wysłany: Wto Maj 17, 2011 01:18   

[quote="rakash"]...Szczególnie kiedy się to zna. jednak odcięcie pępowiny jest możliwe tylko wtedy kiedy ma się na to siłę albo warunki. Wszelkie inne zamierzenia są z góry skazane na porażkę i w przypadku recydywy mogą tylko pogarszać sytuację...[/quote]
''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''

Widze, ze Rakosiu dostrzega zjawisko.
Ciekawe jak "silna pepowina" jest
gdy zapedzimy do pracy "komiksy"
wspierane ELITARNA KREATYWNOSCIA? :-)
.
Ostatnio zmieniony przez Molka Śro Maj 18, 2011 15:56, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 7247
Wysłany: Czw Maj 19, 2011 07:22   

rakash napisał/a:
Nie da się nie zgodzić z Frommem. Szczególnie kiedy się to zna. jednak odcięcie pępowiny jest możliwe tylko wtedy kiedy ma się na to siłę albo warunki. Wszelkie inne zamierzenia są z góry skazane na porażkę i w przypadku recydywy mogą tylko pogarszać sytuację.
No i oczywiście pod warunkiem, że magiczny pomocnik sam jest człowiekiem zdrowym i nie rekompensuje sobie swoich kompleksów, żeby się dowartościować kosztem słabszego. Nie wymądrza się, nie ustawia w pozycji wszechwiedzącego mentora i nie jest nachalny w swojej pomocy. Nagminne jest w najprostszej sprawie z życia codziennego, że człowiek poproszony o pomoc, nawet, jeżeli nie wie, ustawia się w pozycji dowartościowanego mentora i puchnie od adlerowskiej mocy. Tacy niezrównoważeni pomocnicy w przypadku oznak rzeczywistej samodzielności tracą szybko spokój ducha i reagują złością, zamiast czerpać satysfakcję ze skutecznej pomocy. Grzebiąc w psychice innych, sami skrupulatnie pilnują, żeby się nie odsłonić.
JW
 
     
MONIKAW 


Pomogła: 2 razy
Wiek: 41
Dołączyła: 27 Cze 2007
Posty: 546
Wysłany: Czw Maj 19, 2011 08:21   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
rakash napisał/a:
Nie da się nie zgodzić z Frommem. Szczególnie kiedy się to zna. jednak odcięcie pępowiny jest możliwe tylko wtedy kiedy ma się na to siłę albo warunki. Wszelkie inne zamierzenia są z góry skazane na porażkę i w przypadku recydywy mogą tylko pogarszać sytuację.
No i oczywiście pod warunkiem, że magiczny pomocnik sam jest człowiekiem zdrowym i nie rekompensuje sobie swoich kompleksów, żeby się dowartościować kosztem słabszego. Nie wymądrza się, nie ustawia w pozycji wszechwiedzącego mentora i nie jest nachalny w swojej pomocy. Nagminne jest w najprostszej sprawie z życia codziennego, że człowiek poproszony o pomoc, nawet, jeżeli nie wie, ustawia się w pozycji dowartościowanego mentora i puchnie od adlerowskiej mocy. Tacy niezrównoważeni pomocnicy w przypadku oznak rzeczywistej samodzielności tracą szybko spokój ducha i reagują złością, zamiast czerpać satysfakcję ze skutecznej pomocy. Grzebiąc w psychice innych, sami skrupulatnie pilnują, żeby się nie odsłonić.
JW

No to faktycznie taka pomoc mogłaby bardzo zaszkodzić.
Miałam dużo szczęścia, ze akurat trafiłam na Marishkę skłonną zawsze do wysłuchania przy tym bez nachalnego narzucania swojego punktu widzenia. Pokazującą pewne zależności na
przykładach z własnego życia. Lepszego Empatycznego Świadka chyba trudno byłoby znaleźć.
:hug:
No i przy tym efekty tej ciężkiej pracy są widoczne.
Ostatnio zmieniony przez MONIKAW Czw Maj 19, 2011 08:23, w całości zmieniany 2 razy