Strona główna Fakty żywieniowe Jak się żywić? Przepisy Historia diety Forum  

  Forum dyskusyjne serwisu www.DobraDieta.pl  FAQ    Szukaj    Użytkownicy    Czat      Statystyki  
  · Zaloguj Rejestracja · Profil · Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości · Grupy  

Poprzedni temat «» Następny temat
Zamknięty przez: Witold Jarmolowicz
Wto Lis 06, 2018 07:16
Głodówka
Autor Wiadomość
mariannaaa

Dołączył: 02 Wrz 2015
Posty: 3
  Wysłany: Śro Wrz 02, 2015 11:52   Głodówka

Cześć. Mam w planie przejście na głodówkę. Słyszałam wiele pozytywnych opinii jakoby miało to dobry wpływ na nasz organizm, czyli ogólnie oczyszcza go z toksyn. Podobno też mogą cofnąć się niektóre choroby oraz oczywiście, jak dla mnie główna z zalet, czyli strata kilogramów. Czy rzeczywiście taka głodówka dobrze wpływa na zdrowie, a nie np. zaszkodzi jeszcze bardziej? Ogólnie wydaje mi się, że organizm potrzebuje nieco więcej składników niż same warzywa, ale może to jest jednak przesadzone. Ogólnie, jak zabrać się za taką głodówkę – w sensie jak się do niej przygotować i czy w ogóle trzeba się jakoś przygotowywać, czy lepiej zrobić to tak z dnia na dzień? Poza tym, to ile powinna trwać taka głodówka, żeby uzyskać oczekiwane efekty, a przy tym nie zaszkodzić sobie, bo spodziewam się, że na dłuższą metę głodówka choćby nie wiem jak zdrowa może zaszkodzić.
 
     
Iwan 
Surojad

Pomógł: 1 raz
Wiek: 21
Dołączył: 19 Cze 2015
Posty: 109
Skąd: Wędrzyn
Wysłany: Śro Wrz 02, 2015 12:53   

Owszem głodówka może zaszkodzić. Są nawet tacy ludzie, którzy nic nie jedzą i żyją:
https://www.youtube.com/watch?v=6AM5gTemduI

Do głodówki możesz, ale nie musisz się przygotowywać - kwestia ceny i wyboru.
Przede wszystkim to musisz podczas głodówki bacznie obserwować zmiany jakie zachodzą w twoim ciele fizycznym i psychicznym. Tyle dni ile będzie trwała twoja głodówka, tyle dni powinnaś w nią wchodzić stopniowo zmniejszając porcje jedzenia. Przy wchodzeniu, polecam pić dużo wody, tak samo jak i przy wyjściu, ale tu już mniej. Jednak przy tym nie możesz postępować zbyt skrajnie, np. wychodząc z głodówki, pierwszy posiłek zjeść obfity. Musisz stopniowo wchodzić i stopniowo wychodzić - chyba, że masz silny organizm i silną psychikę to może da radę zrobić wszystko z dnia na dzień, ale do tego musiałabyś mieć naprawdę bardzo bardzo silny organizm i psychikę -wręcz boski.
Ja znam 2 rodzaje głodówek - skutecznych:
1. 40 dni bez jedzenia na samej wodzie (+ 40 dni wchodzenia i +40 dni wychodzenia)
2. 10 dni bez jedzenia i picia (+10 dni wchodzenia i +10 dni wychodzenia)

Ogólnie to przy wchodzeniu jak i wychodzeniu dobrze jest jeść dużo przyswajalnych i lekkostrawnych posiłków, np. owoce, zielenina, orzechy. Nie wiem jakie tu zalety ? Wady ? też nie wiem. Są za to efekty :) A jakie to każdy odczuje sam.
Czytaj jeszcze wiele, bo jest to dość ciężka jak na ludzi dzisiejszych, przeciętnych operacja. Jeżeli ona ma służyć tylko schudnięciu - to na starcie możesz jej Sobie nie darować, tylko jeść prawidłowo i prowadzić aktywny tryb życia - więcej nie trzeba żeby schudnąć, ale problemów z nadwagą może być tak dużo jak dużo jest ludzi żyjących i nieżyjących.
_________________
Surojedzenie to Prawidłowe odżywianie
Ostatnio zmieniony przez Iwan Śro Wrz 02, 2015 12:54, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Titelitury 

Dołączył: 29 Lip 2015
Posty: 394
Ostrzeżeń:
 4/2/3
Wysłany: Śro Wrz 02, 2015 15:49   

Iwan napisał/a:
Musisz stopniowo wchodzić i stopniowo wychodzić - chyba, że masz silny organizm i silną psychikę to może da radę zrobić wszystko z dnia na dzień, ale do tego musiałabyś mieć naprawdę bardzo bardzo silny organizm i psychikę -wręcz boski.

Ja znam 2 rodzaje głodówek - skutecznych:
1. 40 dni bez jedzenia na samej wodzie (+ 40 dni wchodzenia i +40 dni wychodzenia).


Według tego co piszesz w Afryce to co drugi ma boski organizm i umysł. Oni tam mają doskonały trening we wchodzeniu i wychodzeniu z głodówki.

Głodówka którą proponujesz to łącznie 120 dni. O jakim wychodzeniu mówisz? To jest droga w jedną stronę.

Wystarczy po prostu w miarę zdrowo się odżywiać, a jeśli już ktoś jest przekonany że głodówka jest mu do czegoś potrzebna to wystarczy jeden dzień postu w tygodniu.
Ostatnio zmieniony przez Titelitury Śro Wrz 02, 2015 15:52, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Iwan 
Surojad

Pomógł: 1 raz
Wiek: 21
Dołączył: 19 Cze 2015
Posty: 109
Skąd: Wędrzyn
Wysłany: Śro Wrz 02, 2015 17:48   

40 dni wchodzenia, 40 dni trwania i 40 dni wychodzenia - pierw jesz coraz mniej, potem nic, potem coraz więcej: wsjo stopniowo :]

No nie wiem jak sytuacja wygląda w Afryce, ale oni tam też coś jedzą, więc bretarianami nie są :hihi: ale czy nazwać ich głodowanie - postem oczyszczającym - tego też ni wim :D
_________________
Surojedzenie to Prawidłowe odżywianie
 
     
Titelitury 

Dołączył: 29 Lip 2015
Posty: 394
Ostrzeżeń:
 4/2/3
Wysłany: Śro Wrz 02, 2015 17:56   

Iwan napisał/a:
40 dni wchodzenia, 40 dni trwania i 40 dni wychodzenia - pierw jesz coraz mniej, potem nic, potem coraz więcej: wsjo stopniowo :]

No nie wiem jak sytuacja wygląda w Afryce, ale oni tam też coś jedzą, więc bretarianami nie są :hihi: ale czy nazwać ich głodowanie - postem oczyszczającym - tego też ni wim :D


Podstawowe pytanie brzmi - czemu ma ta głodówka służyć?

Ma służyć przede wszystkim wzbudzaniu apoptozy i stymulować podział komórek.
Aż się boję tłumaczyć tego typu rzeczy bo jeśli będziesz interpretował to tak jak yarosh to czarno to widzę.
Gdzieś dawno temu w którymś z tematów założonych przez Kangura zamieściłem link oraz własne wnioski dotyczące stymulowania apoptozy i podziału komórek poprzez głodówkę.
Jednak jak to zwykle bywa, dróg do tego samego celu jest wiele.
Aby śmierć wadliwej komórki oraz jej rozkład na czynniki pierwsze była procesem przebiegającym sprawnie, musi ona być oznaczona przez marker białkowy. Jest wtedy rozpoznawana jako komórka przeznaczona do utylizacji. Nic w przyrodzie nie ginie.
Ten proces zapobiega nowotworzeniu.
Co sprzyja organizmowi kiedy mechanizm oznaczania wadliwych komórek zachodzi?
Ketoza powstała czy to w wyniku głodówki, czy też diety ketogenicznej. Czasem wystarczy nawet dieta z ograniczeniem kalorii.
Dotlenienie komórek, czyli ruch. Nie jest istotne jaki, ruch bez względu na rodzaj powoduje lepsze dotlenienie komórek. Możesz maszerować, pływać, tarmosić wacka... Cokolwiek.

Co nie sprzyja? Wysoki poziom insuliny oraz IGF-1. To z reguły skutek nadmiaru węglowodanów w diecie.
Przeprowadzono szereg badań na cukrzykach przyjmujących insulinę i stwierdzono że ryzyko wystąpienia nowotworów jest u nich ogromne. Przebadano setki tysięcy cukrzyków.
Zresztą dużo wcześniej zauważono że częstotliwość występowania nowotworów koreluje z poziomem insuliny i cukrzycą w ogóle.
Braciszek insuliny czyli IGF-1 korzysta z tych samych receptorów i ma do niej podobne działanie, także to negatywne. Martwociągom przyjmującym igf-1 w celu powiększenia i tak już idiotycznie przerośniętej muskulatury, zaleca się nie przekraczanie dawki 100 mikrogramów. Jedną z przyczyn takiego ograniczenia jest bardzo duże ryzyko rozwoju nowotworów w przypadku przekraczania tych dawek.

Tak więc głodówka służy wymianie komórek na nowe. To ma być jej główny cel. Jednak tak jak powiedziałem dróg jest wiele. Czasami cały proces wymiany szwankuje. Wystarczy mu lekko pomóc.
7 do 14 dni to jest jeszcze rozsądne ale 120 to masakra. Wyjście z niej to chyba już tylko nogami do przodu, nawet jeśli 80 dni to wejście i wyjście.

Jeśli czegoś nie rozumiesz to mów. Chociaż nie mam pomysłu jak to jeszcze prościej wyjaśnić.
Ostatnio zmieniony przez Titelitury Śro Wrz 02, 2015 18:23, w całości zmieniany 7 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Sob Wrz 05, 2015 18:15   Re: Głodówka

mariannaaa napisał/a:
Cześć. Mam w planie przejście na głodówkę. Słyszałam wiele pozytywnych opinii jakoby miało to dobry wpływ na nasz organizm, czyli ogólnie oczyszcza go z toksyn. Podobno też mogą cofnąć się niektóre choroby oraz oczywiście, jak dla mnie główna z zalet, czyli strata kilogramów.
Jezu! Znowu głodówka i oczyszczanie?
JW
 
     
g69 

Wiek: 49
Dołączył: 27 Lis 2013
Posty: 331
Wysłany: Nie Wrz 06, 2015 05:39   Re: Głodówka

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Jezu! Znowu głodówka i oczyszczanie?JW

Skoro wywołana jest,ta postać,co czemu zdziwienie o o głodówce ?
Nasi dziadowie wychowani na tej tradycji,przynajmniej dwa razy w tygodniu pościli,byli niedobiałczeni,a jednak często wieku sędziwego dożywali.Czego nie można powiedzieć o dzisiejszym społeczeństwie.
W tym temacie polecam tę publikację w której między innymi wyjaśnia się różnicę między głodówką,a nie dożywieniem:
http://lubimyczytac.pl/ks...rowkowo--jarska
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Nie Wrz 06, 2015 11:52   Re: Głodówka

g69 napisał/a:
Nasi dziadowie wychowani na tej tradycji,przynajmniej dwa razy w tygodniu pościli,byli niedobiałczeni,a jednak często wieku sędziwego dożywali.
Dożywało 20%. Reszta, 80% wymierała bezpotomnie przed osiągnięciem tej mitycznej starości. Nic dziwnego, że ci, którzy przeżyli tę hekatombę ewolucyjnej selekcji byli zdrowi i zahartowani.
Co więcej, jeszcze za naszej pamięci 60-latek to był staruszek czy staruszka.
W kronikach Prusa można przeczytać zdanie: "Wóz potrącił przechodzącego człowieka. Pięćdziesięcioletni starzec został odwieziony do szpitala."
Sic!
JW
 
     
Titelitury 

Dołączył: 29 Lip 2015
Posty: 394
Ostrzeżeń:
 4/2/3
Wysłany: Nie Wrz 06, 2015 17:15   Re: Głodówka

g69 napisał/a:
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Jezu! Znowu głodówka i oczyszczanie?JW

Skoro wywołana jest,ta postać,co czemu zdziwienie o o głodówce ?
Nasi dziadowie wychowani na tej tradycji,przynajmniej dwa razy w tygodniu pościli,byli niedobiałczeni,a jednak często wieku sędziwego dożywali.Czego nie można powiedzieć o dzisiejszym społeczeństwie.
W tym temacie polecam tę publikację w której między innymi wyjaśnia się różnicę między głodówką,a nie dożywieniem:
http://lubimyczytac.pl/ks...rowkowo--jarska

O Jezu a po co tak kombinować. ;-)
Najlepiej po prostu nie mieć się z czego oczyszczać.
Co jest głównym źródłem toksyn?
 
     
g69 

Wiek: 49
Dołączył: 27 Lis 2013
Posty: 331
Wysłany: Pon Wrz 07, 2015 04:14   Re: Głodówka

Titelitury napisał/a:

Najlepiej po prostu nie mieć się z czego oczyszczać.

Najlepiej zrezygnować z wszelkich zabiegów higienicznych.Po co się tak codziennie męczyć.
Mikrobiom nas obrośnie od stóp,aż po uszy i nas żaden atom nie ruszy.hehe

Witold Jarmolowicz napisał/a:

Co więcej, jeszcze za naszej pamięci 60-latek to był staruszek czy staruszka.
W kronikach Prusa można przeczytać zdanie: "Wóz potrącił przechodzącego człowieka. Pięćdziesięcioletni starzec został odwieziony do szpitala."
Sic!JW

W obecnych czas,też jest mnóstwo starców po pięćdziesiątce. :hah:
Ostatnio zmieniony przez g69 Pon Wrz 07, 2015 04:21, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Titelitury 

Dołączył: 29 Lip 2015
Posty: 394
Ostrzeżeń:
 4/2/3
Wysłany: Pon Wrz 07, 2015 06:43   Re: Głodówka

g69 napisał/a:
Titelitury napisał/a:

Najlepiej po prostu nie mieć się z czego oczyszczać.

Najlepiej zrezygnować z wszelkich zabiegów higienicznych.Po co się tak codziennie męczyć.
Mikrobiom nas obrośnie od stóp,aż po uszy i nas żaden atom nie ruszy.hehe

He he ;-) Dobre, ale nie mycie się nie gwarantuje tego że obrośniemy prawidłowym mikrobiomem.
Mimo wszystko trafiłeś. Głównym źródłem toksyn w organizmie są metabolity patogennych bakterii.

W badaniach wykazano że dieta bogata we włókna roślinne, których jesteś ostatnio gorącym zwolennikiem, chroni przed rakiem, jeśli w jelicie grubym jest przewaga bakterii, których metabolitem jest maślan. Jeśli zaś te bakterie stanowią tam mniejszość ty dieta wegetariańska powoduje raka.

Tak więc dieta wegetariańska może chronić lub zabijać, co zresztą pokazuje życie.
Zagadka rozwiązana.
Wyniki badań są na stronie " kopalnia wiedzy" gdyby ktoś chciał coś więcej na ten temat przeczytać.
Ostatnio zmieniony przez Titelitury Pon Wrz 07, 2015 06:51, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Tosia93

Dołączył: 17 Maj 2015
Posty: 7
Wysłany: Nie Wrz 20, 2015 23:04   

Głodówka dłuższa niż 2 dni, to dla mnie głupota, jeśli nie jest zalecona przez lekarza. Można sobie czymś takim solidnie zaszkodzić. Lepiej przerzucić się na zdrowe składniki, np olej kokosowy. Dzięki temu prostemu zabiegowi nie dość, że oczyścimy organizm z toksyn, to jeszcze kilka kg na wadze na pewno zniknie.
 
     
gudrii 


Pomógł: 19 razy
Dołączył: 29 Lut 2008
Posty: 1913
Skąd: everywhere
Wysłany: Pią Wrz 25, 2015 13:09   

Tosia93 napisał/a:
Głodówka dłuższa niż 2 dni, to dla mnie głupota, jeśli nie jest zalecona przez lekarza. Można sobie czymś takim solidnie zaszkodzić. Lepiej przerzucić się na zdrowe składniki, np olej kokosowy. Dzięki temu prostemu zabiegowi nie dość, że oczyścimy organizm z toksyn, to jeszcze kilka kg na wadze na pewno zniknie.

Ohh... To już wiemy jakiego portalu unikać ;)
_________________
"The object of war is not to die for your country but to make the other bastard die for his."
George S. Patton
 
     
Titelitury 

Dołączył: 29 Lip 2015
Posty: 394
Ostrzeżeń:
 4/2/3
Wysłany: Czw Paź 08, 2015 10:16   

Iwan napisał/a:
40 dni wchodzenia, 40 dni trwania i 40 dni wychodzenia - pierw jesz coraz mniej, potem nic, potem coraz więcej: wsjo stopniowo :]

No nie wiem jak sytuacja wygląda w Afryce, ale oni tam też coś jedzą, więc bretarianami nie są :hihi: ale czy nazwać ich głodowanie - postem oczyszczającym - tego też ni wim :D


Mnie zaskoczyły efekty Głodówki Bez Głodowania autorstwa Józefa S, którego nazwisko jest tu zakazane.
7 dni temu zacząłem i dziś kończę. Bez żadnych kombinacji, tak jak opisane jest to na Biosłone.
W piątym dniu czyli przedwczoraj miałem potężny katar i to co mi z zatok wyszło to masakra. Dopiero teraz czuję to co to czyste zatoki. Coś tam w nich jednak siedziało. Trochę się fajek wypaliło więc nic dziwnego.
To jest dobra metoda. Nie znam do końca mechanizów jej działania ale to nieistotne jeśli działa.
Ostatnio zmieniony przez Titelitury Czw Paź 08, 2015 10:19, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Iwan 
Surojad

Pomógł: 1 raz
Wiek: 21
Dołączył: 19 Cze 2015
Posty: 109
Skąd: Wędrzyn
Wysłany: Czw Paź 08, 2015 13:29   

Małachow o tych mechanizmach zapewne dużo pisał, ja przeczytałem jego książkę "Ruch, oddychanie, hartowanie" to sporo tam pojęć i nowych i skomplikowanie długich ;)
Może w książce o głodówce coś napisał, ale nie wiem nie czytałem. Spróbuj tam, może coś ciekawego dla Ciebie będzie :D
_________________
Surojedzenie to Prawidłowe odżywianie
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6826
Wysłany: Czw Mar 02, 2017 20:56   

Mam pytanie z czystej ciekawości, jak to jest.
Wegetarianka przechodzi na 10 dniowa głodówke.
Czuje sie na niej bardzo zle, czuje duzy głód a w 7, 8 dobie bardzo duze osłabienie. W czasie tej głodówki pije tylko wode. Traci 8 kg, przed glodówka wazyła 68.

Moje pytania dotyczą tego, czy wegetarianin bedzie przechodził głodówke ciężej z uwagi na fakt ze nie jada tłuszczy albo w minimalnym stopniu? Czy przejście u niego w ketoze jest cięższe (okres adaptacyjny) w zwiazku z powyzszym to samopoczucie bedzie bardzo złe i bedzie czuł ten głód bardziej dotkliwie?

Czy zawsze jest tak ze najpierw spalamy glikogen potem tłuszcz a na koncu miesnie(bialko)? Czy w ciagu tej głodówki czyli 10 dni mogła spalac rowniez miesnie?

Czy z uwagi na dłuzszy okress adaptacyjny do wchodzenia w ketoze mogła czuc głód i miec złe samopoczucie i czy w tym czasie mogła gubić miesnie zamiast spalac tłuszcz?

Czy ludzie na diecie niskoweglowodanowej, przystosowani do ketozy łatwiej zniesli by stan głodówki bez duzego uczucia głodu z uwagi na łatwosc spalania tłuszczu (zwłaszcza bardziej otyle osoby z zapasem tego tłuszczu)?
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Pią Mar 03, 2017 08:46   

Przeciętnie człowiek ma 300 g zapasu glikogenu, z czego 80g jest ogólnie dostępne, reszta jest tylko do użytku w mięśniach. Minimalne zapotrzebowanie na glukozę na żywieniu bezwęglowodanowym to około 40g, więc po dwóch-trzech dniach mózg musi zarządzić spalanie mięśni. Niech spoczynkowe zużycie energii wynosi 1200 kcal, co oznacza, że trzeba spalić co najmniej 130 g własnego tłuszczu, z którego można odzyskać 13 g glukozy, resztę, 40-13=27g musi uzyskać ze spalania mięśni w proporcji 27/0,56=48g dziennie. Oczywiście część białek, to nie tylko mięśnie, ale różne inne źródła, ale jak by nie liczył, stuprocentowa głodówka musi po kilku dniach zacząć degradować mięśnie w stopniu tragicznym.
A wystarczy nie upierać się, tylko codziennie spożyć jednak 50 g glukozy w postaci jednej bułki lub kilku owoców. I dodać do tego 30g białka ze schabowego, co podtrzyma obrót metaboliczny.
Na takiej głodówce organizm nie musi już spalać własnych składników strukturalnych, a tylko tłuszcze, żeby uzyskać energię.
JW
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Pią Mar 03, 2017 14:43   

Jest też metoda spożywania 1,5 kg warzyw. Mniej więcej jest w tym 70 g węglowodanów i 25 g marnego białka, czyli kierunek dobry, ale strasznie męczący. Mało kto wytrzymuje taką objętość warzyw i błonnika. :)
JW
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Pią Mar 03, 2017 14:51   

Molka napisał/a:
Czy ludzie na diecie niskoweglowodanowej, przystosowani do ketozy łatwiej zniesli by stan głodówki bez duzego uczucia głodu z uwagi na łatwosc spalania tłuszczu (zwłaszcza bardziej otyle osoby z zapasem tego tłuszczu)?
Tutaj trzeba oddać sprawiedliwość dr Kwaśniewskiemu, że pisał o tym, że optymalni nie odczuwają silnego głodu, co chyba wszyscy niskoweglowodanowcy zauważyli, niezależnie od wyznawanej opcji.
To wegetarianie miewają blues cukrowy, pomimo, że jadają dużo węglowodanów, co właśnie wyzwala napady wilczego głodu i przykre doznania związane z hipoglikemią.
JW
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 77
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 2980
Skąd: Australia
Wysłany: Pią Mar 03, 2017 20:00   

Samoodnowa przy głodówce
W organizmie po ustaniu poboru pożywienia rozpoczyna się stopniowe
zakwaszanie krwi. Podczas krótkiego okresu głodu (1-2 dni), organizm
wykorzystuje glikogen, który jest polisacharydem znajdującym się
głównie w komórkach mięśni i wątroby.
Glikogen - Zapasowe źródło zasilania i po rozszczepieniu tworzy
glukozę, która przedostaje się do krwiobiegu. W tym czasie,
zakwaszanie krwi jest powolne i organizm zużywa mało tłuszczów. Dla
spalania tłuszczów jest potrzebne kwaśne środowisko.
Podczas stopniowego wykorzystywania kwasów tłuszczowych we krwi
wzrasta poziom ciał ketonowych takich jak aceton, kwas acetylooctowy
i kwas betaoksymasłowy zakwaszające krew. Organizm przechodzi na nowe
źródło zaopatrzenia endogennego z kwasów tłuszczowych, które
zapewniają ​​stosunkowo łatwo przejść głodówkę w ciągu najbliższych
dni.
W pierwszych dniach ludzie doświadczają ciągłego głodu, i myślą tylko
o jedzeniu. Jednak przy dalszej głodówce organizm przechodzi do
aktywnego korzystania z kwasów tłuszczowych i poczucie głodu znika. Na
początku głodówki podczas oczyszczania organizmu mogą wystąpić i inne
dolegliwości takie jak: suchość w ustach, zapach acetonu, osad na
języku. Dalsza głodówka powoduje to, ze organizm będzie się oczyszczał
z toksyn.
Jeżeli na początku głodówki zakwasić krew, to organizm szybciej
zacznie zużywać tłuszcz, dzięki czemu łatwiej jest przetrzymać
pierwsze dni głodówki.
Niektórzy badacze dodawali do wody miód, sok z cytryny albo ocet
jabłkowy które są kwaśne, powodując zakwaszenie krwi.
Dla całkowitego oczyszczenia organizmu z toksyn głodówka powinna trwać
40 dni (6 tygodni) jak to robił Chrystus. Najtrudniej jest przenoszony
5 i 6 tydzień głodówki, ale są one najbardziej potrzebne, gdyż
pozwalają wyeliminować głęboko zakorzeniona przewlekłą chorobę. Jeśli
masz bardzo zaniedbane choroby to nawet 40-dniowa głodówka nie
wystarczy, aby rozwiązać problem.

Dla odchudzania zwykle odbywają się 7-10-dniowe cykle, przy czym
najbardziej gwałtowny spadek masy ciała następuje w pierwszych dniach.
Najlepszym sposobem, dla utrzymania początkowych pozytywnych wyników
należy regularnie pościć przez cały rok. Należy również
rozumieć, że istnieje stan organizmu, w którym głodówka jest
przeciwwskazana:

całkowite wyczerpanie organizmu;
onkologii;
działa na choroby serca;
choroba wrzodowa;
Ciąża i laktacja.
Zrodlo:
http://vashezdorov-e.com/lechebnoe-golodanie/
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 46
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Sob Mar 04, 2017 08:07   

Gdy na co dzień w lwiej części czerpiemy energię z tłuszczu,
przy czasowym odstawieniu papu jest mniej zygzaków do przejścia,

zielona linia od razu jest z górki.
:viva:



https://intensivedietarymanagement.com/wp-content/uploads/2015/09/Macro-oxidation.jpg
http://s17.postimg.org/accpb9tlb/image.png
 
     
Kangur

Pomógł: 34 razy
Wiek: 77
Dołączył: 27 Sty 2005
Posty: 2980
Skąd: Australia
Wysłany: Wto Mar 07, 2017 18:53   

vvv napisał/a:
Gdy na co dzień w lwiej części czerpiemy energię z tłuszczu,
przy czasowym odstawieniu papu jest mniej zygzaków do przejścia,

zielona linia od razu jest z górki.
:viva:

Obrazek

https://intensivedietarymanagement.com/wp-content/uploads/2015/09/Macro-oxidation.jpg
http://s17.postimg.org/accpb9tlb/image.png


Potwierdzenie tego obrazka jest opisane w poście forumowym (nie głodowym):
http://www.dobradieta.pl/...p=252870#252870
_________________
Odkwaszać czy zakwaszać?
http://biblia.deon.pl/rozdzial.php?id=1159
14 W czasie posiłku powiedział do niej Booz: «Podejdź tu i jedz chleb, maczając swój kawałek w kwaśnej polewce».
 
     
vvv
^^^


Pomógł: 12 razy
Wiek: 46
Dołączył: 04 Sty 2013
Posty: 3503
Wysłany: Śro Mar 08, 2017 08:07   

http://www.freedomyou.com...freedomyou.aspx napisał/a:
Fasting vs. Starvation

There is a vast difference between fasting and starving.
During the absence of food, the body will systematically cleanse itself of everything except vital tissue. It continually readjusts to make minimum demands on reserves.
Starvation will occur only when the body is forced to use vital tissue to survive.

(...)

Our body goes into a state of fasting while we sleep. With great patience, it waits until we start dozing off, and finally, in the sleep state, begins its miraculous work of cleansing.
Breakfast is appropriately named, breaking a nightly fast with a morning meal.

(...)
 
     
Alapaleo

Dołączył: 12 Kwi 2015
Posty: 2
Wysłany: Pią Mar 24, 2017 16:37   

Witam serdecznie.

Czy jedząc owoce i kawałek mięsa nie przekraczające 30 g glukozy i 30 g białka dziennie nadal będziemy na odżywianiu wewnętrznym i uświadczymy korzyści z 40 dniowego postu?

Znany jest post Dr Ewy Dąbrowskiej, na którym przez 42 dni spożywa się tylko warzywa i odrobinę owoców tak aby nie przekroczyć 800 kcal. Pani doktor zapewnia, że w tym czasie korzystamy z odżywiania wewnętrznego i organizm leczy się tak samo jak na głodówce. Czy faktycznie tak jest?
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Sob Mar 25, 2017 08:36   

Alapaleo napisał/a:
Witam serdecznie.
Czy jedząc owoce i kawałek mięsa nie przekraczające 30 g glukozy i 30 g białka dziennie nadal będziemy na odżywianiu wewnętrznym i uświadczymy korzyści z 40 dniowego postu?

Znany jest post Dr Ewy Dąbrowskiej, na którym przez 42 dni spożywa się tylko warzywa i odrobinę owoców tak aby nie przekroczyć 800 kcal. Pani doktor zapewnia, że w tym czasie korzystamy z odżywiania wewnętrznego i organizm leczy się tak samo jak na głodówce. Czy faktycznie tak jest?
Żeby dostarczyć 800 kcal z owoców i warzyw, trzeba zjeść 0,5 kg warzyw i 1,5 kg owoców lub 1 kg warzyw i 1,2 kg owoców. Jest w tym 20-26g marnego białka, 6 g tłuszczu, 160 g cukru i 50 g błonnika.

30 g glukozy i 30 g białka to tylko 240 kcal, trzykrotnie mniej, niż zaleca dr Dąbrowska. W rzeczywistości 30 gramom białka zwierzęcemu towarzyszy zawsze tłuszcz w ilości 5-30g, średnio 15g, co dodaje 140 kcal, razem 380. Czyli nadal jest to głodówka znacznie bardziej restrykcyjna, więc organizm jeszcze szybciej spala własne tkanki. Jednocześnie niewielka ilość 30 g wartościowego zwierzęcego białka podtrzymuje maintenance białkowy i zapobiega spalaniu ważnych życiowo tkanek, czego na głodówkach warzywno-owocowych nie ma. Ponadto dieta dr Dąbrowskiej dostarcza niepotrzebnie 160 g cukrów, dwukrotnie więcej, niż na zwykłym, bez wyrzeczeń, żywieniu niskowęglowodanowym.
JW
 
     
Alapaleo

Dołączył: 12 Kwi 2015
Posty: 2
Wysłany: Nie Mar 26, 2017 23:29   

Dieta dr Dąbrowskiej dostarcza mniej cukrów, ponieważ dozwolone są tylko max. 3 jabłka lub 1 grapefruit dziennie, pozostałe kalorie pochodzą z warzyw i to nie skrobiowych. Myślę, że mało kto dobija do granicy 800 kcal i jest to raczej około 500-600.

Dla mnie istotne jest czy spożywając kawałek mięsa i warzywa nadal jest to głodówka zdrowotna gdzie zachodzą procesy ozdrowieńcze, jak ma to miejsce w przypadku 40 dniowej głodówki na samej wodzie?
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Pon Mar 27, 2017 08:08   

Stuprocentowa głodówka wodna tragicznie degraduje mięśnie, bo z czegoś musi powstać te 40g glukozy. No i organizm musi spalić i wydalić co najmniej 20 g własnych białek.
Głodówka z 30g węglowodanów i 30 g białka dostarcza do 400 kcal i jak najbardziej jest głodówką leczniczą, bo człowiek potrzebuje 5 razy więcej energii. Taka głodówka chroni jednocześnie ważne tkanki przed rabunkową degradacją, czego nie czynią głodówki warzywno-owocowe, czy nie daj Boże, wodne.
Nie ma cudów, 400 kcal to tak mało, że organizm musi maksymalnie oszczędzać, spalać zbędne zapasy i przebudować tkanki tak, żeby osiągnęły największą możliwą sprawność funkcjonowania i zdrowie. I jak w każdej głodówce, kiedyś trzeba przestać, bo nawet w tym wypadku organizm dojdzie do ściany po spaleniu wszystkich zapasów.
JW
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Pon Cze 25, 2018 17:41   

Oto najlepsza strona zachwalająca głodówkę leczniczą: https://kobieta.onet.pl/zdrowie/zycie-i-zdrowie/glodowka-lecznicza-i-oczyszczajaca-efekty-i-wskazania-zdrowotne-artykul/lbv3t

Głodówka dobra na wszystko?
Głodówka jest dobra na wszystko. Dosłownie. Źródła dotyczące głodówki leczniczej podają, że można nią leczyć zapalenie płuc, choroby skórne, choroby serca, układu oddechowego, reumatyzm, choroby weneryczne, choroby nerek, wątroby, padaczkę – żeby wymienić tylko kilka z długiej listy.

A tu o gościu który głodówką 12-dniową usunął trądzik z ciała. Wcześniej miał problemy ze skórą przez całe życie i nie mógł jej wyleczyć. Kuracje antybiotykowe pomagały tylko na krótki czas, po ich zakończeniu trądzik wracał. Nie mógł nawet publicznie pokazać pleców:
Cytat:
Po zakończeniu głodówki plecy miałem gładkie. Całe ciało bez jednej krosty. Skóra napięta i miękka w dotyku. Poprawiły mi się paznokcie. Od tego czasu minęło pięć lat. Problemy skórne nigdy nie powróciły, skórę mam jak małe dziecko, tak gładką – opowiada Piotr.

Cytat:
Czy głodówka wycieńcza?

Czy głodując tak długo, nie będzie nam brakować energii, aby po prostu żyć?

Paradoksalnie, ci, którzy przeprowadzili wielodniowe głodówki, twierdzą, że nie. Kobiety stosujące głodówkę, piszą na blogach, że w nastych dniach niejedzenia z nadmiaru energii sprzątały nie dość że cały dom, ale także piwnice.

- W tym roku przeprowadziłem głodówkę 19-dniową. W 18. dniu głodówki podnosiłem się 25 razy na drążku. Od 10. dnia, czyli od momentu kiedy przeszedłem na odżywianie endogenne, zaczęła mi się poprawiać koncentracja, czytałem jedną książkę dziennie. Byłem wyciszony i spokojny. Przed głodówką parę osób było u mnie na czarnej liście – moi byli wspólnicy, którzy oszukali mnie na pieniądze. Kiedy o nich myślałem, targał mną gniew i bezsilność. Po głodówce, te uczucia zniknęły. Głodówkę przeprowadzałem w górach, w odosobnieniu – tak jest najlepiej. Wróciłem z niej pełen harmonii i spokoju. – kończy Piotr.
 
     
pogodny 

Wiek: 29
Dołączył: 01 Cze 2015
Posty: 410
Skąd: Kraków
Wysłany: Pią Lip 06, 2018 12:13   

Ja tam od głodówek wolę się trzymać z daleka. Ze wszystkim w sumie trzeba uważać.
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Sob Lip 07, 2018 16:21   

pogodny napisał/a:
Ja tam od głodówek wolę się trzymać z daleka.

A ja nie mam wyboru. Na początku 2019 r. będę musiał przeprowadzić głodówkę 21-dniową żeby się pozbyć pewnego świństwa z mojej skóry, które sobie zafundowałem ekstremalnym przejadaniem się słodyczami. Chociaż możliwe że ono ustąpi już po 12 dniach głodówki, jak to parę osób stwierdziło, że po dwóch tygodniach pajączki im ze skóry zniknęły. A ja mam tych pajączków dosłownie tysiące na skórze całego ciała od 2012 r. Narazie nikt nie wierzy że można usunąć pajączki, ale jeśli efekt głodówki będzie pozytywny i potwierdzę go za pomocą zdjęć zrobionych przed i po głodówce, to pokażę że da się usunąć pajączki, a dzięki temu stanę się sławny na cały świat. Będą ze mną przeprowadzane wywiady w telewizji. Moje odkrycie zrewolucjonizuje wiedzę o tym schorzeniu i ludzie pojmą wartość odżywiania endogennego.
Moja najdłuższa głodówka trwała 6 dni. Przerwałem ją, bo straciłem motywację aby ją kontynuować - cel głodówki stracił dla mnie znaczenie i rzuciłem się na żarcie w 7. dniu. Głodu prawie nie czułem podczas głodówki, aczkolwiek marzyłem o wcinaniu pyszności. Jedyne co mnie odpycha od głodówki, to fatalne samopoczucie jakbym miał gorączkę, wielka bezsenność w nocy (max 3 godz snu), szybkie bicie serca przez cały czas, zawroty głowy przy wstawaniu. Ale ostatnio znaczenie celu głodówki (usunięcie pajączków i owrzodzeń z ciała) nabrało u mnie znaczenia i zdecydowałem ponownie przejść głodówkę, tylko że za rok, bo narazie muszę pracować by zarobić dobrą kasiorkę.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Sob Lip 07, 2018 18:08, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Sob Lip 07, 2018 17:54   

jarosinski napisał/a:
mam tych pajączków dosłownie tysiące na skórze całego ciała
Fatalny stan tkanki łącznej. Głodówka pomoże tyle co umarłemu kadzidło.
jarosinski napisał/a:
Jedyne co mnie odpycha od głodówki, to fatalne samopoczucie jakbym miał gorączkę, wielka bezsenność w nocy (max 3 godz snu), szybkie bicie serca przez cały czas, zawroty głowy przy wstawaniu.
"jakbym miał gorączkę". To nie była "jakby gorączka" ale gorączka. To ona w połączeniu odwodnieniem i hipoglikemią wywołała tachykardię. Jeśli bicie serca było miarowe, to pół biedy. Sama tachykardia nie jest wielkim zagrożeniem. Gorzej jeśli serce bije szybko i niemiarowo. Nazywa się to tachyarytmia i stanowi realne zagrożenie dla życia. Dodatkowym skutkiem odwodnienia było ortostatyczne niedociśnienie tętnicze, które powoduje zawroty głowy po zmianie pozycji z leżącej lub siedzącej na stojącą. Ogólnie obraz nędzy i rozpaczy, ale tak wege i wysokowęglowodanowcy reagują na głodówkę z wszystkimi jej konsekwencjami, w tym ketozę i spadek glikemii. Weź skończ z tą idiotyczną wegetariańską dietą i zacznij jeść jak człowiek.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Sob Lip 07, 2018 17:56, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Sob Lip 07, 2018 18:43   

Sentinel napisał/a:
Fatalny stan tkanki łącznej.

to dlaczego ta sieć naczynek wyskoczyła na mojej skórze dokładnie w lipcu 2012 r - w miesiącu w którym nastąpiło apogeum mojej bulimi? Wcześniej nigdy nie miałem czegoś takiego na skórze. Dlaczego nie przyjmujesz do wiadomości objadania się kilogramami słodyczy jako powodu wyrośnięcia tej sieci czerwonych naczynek oraz rozrośnięcia się żył? Trzeba dodać, że nawet mięsko mi się wtedy trafiało co kilka dni, bo wtedy ogarnął mnie szał wpieprzania czegokolwiek, byle się rozepchać do nieprzytomności. Więc nawet nie próbuj tego zwalać na brak mięsa w diecie.

Sentinel napisał/a:
w połączeniu odwodnieniem

O moje nawodnienie się nie martw, bo co godzinę popijałem swoją domowej roboty wodę, czyli wodę strukturowaną, do której mnie przekonał dr. Tombak. Jest to najzdrowsza i najczystsza woda na świecie. Ale twoja uwaga o odwodnieniu wyczuliła mnie na to i będę pić jeszcze więcej wody na wszelki wypadek.

Sentinel napisał/a:
Gorzej jeśli serce bije szybko i niemiarowo

U mnie serce bije szybko przez kilka godzin również po zjedzeniu dużej ilości słodyczy. Zawsze tak miałem. Co do szybkiego bicia serca podczas głodówki, to podejrzewam że organizm szaleje tak przez pierwszy tydzień - aż do pierwszego przełomu kwasiczego, a potem się uspokaja i wszystko wraca na normy, ale wcześniej organizm sie przestawia na nowy tor.

Sentinel napisał/a:
Nazywa się to tachyarytmia i stanowi realne zagrożenie dla życia.

Trudno. Życie w takim stanie jak obecnie jest dla mnie góówno warte, więc nic nie stracę jeśli umrę. Muszę zaryzykować.

Sentinel napisał/a:
tak wege i wysokowęglowodanowcy reagują na głodówkę z wszystkimi jej konsekwencjami

mięsożercy reagują jeszcze gorzej, bo dla ich organizmów głodówka to jest większy szok, skoro wcześniej tak się faszerowali padliną. Potwierdzają to opisy ich odczuć podczas głodówki, które były bardziej burzliwe i dokuczliwe niż u wegan. U wegan to wszystko odbywa się łagodnie. Pewien weganin napisał, że nawet nie poczuł żadnych przełomów kwasiczych podczas głodówki. Widocznie dieta wegańska tak mu wypolerowała ciało w środku, że nie było dużo do naprawy.

Sentinel napisał/a:
Weź skończ z tą idiotyczną wegetariańską dietą i zacznij jeść jak człowiek

Masz rację, dieta wegetariańska jest idiotyczna, dlatego jem po wegańsku.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Sob Lip 07, 2018 21:09, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Sob Lip 07, 2018 22:41   

jarosinski napisał/a:
to dlaczego ta sieć naczynek wyskoczyła na mojej skórze dokładnie w lipcu 2012 r - w miesiącu w którym nastąpiło apogeum mojej bulimi?
O ile to bulimia, bo mnie to wygląda na huśtawkę glikemiczną.
jarosinski napisał/a:
Dlaczego nie przyjmujesz do wiadomości objadania się kilogramami słodyczy jako powodu wyrośnięcia tej sieci czerwonych naczynek oraz rozrośnięcia się żył?
A gdzie napisałem, że nie przyjmuję?
jarosinski napisał/a:
Więc nawet nie próbuj tego zwalać na brak mięsa w diecie.
Nie próbuję. Równie dobrze może to być czynnik genetyczny, lub wczesny objaw schorzeń wątroby lub trzustki.
jarosinski napisał/a:
U mnie serce bije szybko przez kilka godzin również po zjedzeniu dużej ilości słodyczy. Zawsze tak miałem. Co do szybkiego bicia serca podczas głodówki, to podejrzewam że organizm szaleje tak przez pierwszy tydzień - aż do pierwszego przełomu kwasiczego, a potem się uspokaja i wszystko wraca na normy, ale wcześniej organizm sie przestawia na nowy tor.
Pitolicie hipolicie. Jeśli twoje serce bije szybko przez kilka godzin i nie jest to spowodowane wysiłkiem fizycznym lub silnymi emocjami, to znaczy, że organizm coś sobie tym kompensuje. Twój prawdopodobnie kompesuje zmniejszoną objętości krążącej krwi.
jarosinski napisał/a:
O moje nawodnienie się nie martw, bo co godzinę popijałem swoją domowej roboty wodę, czyli wodę strukturowaną, do której mnie przekonał dr. Tombak
Weź butelkę takiej wody, włóż do zamrażalnika, poczekaj aż zamarznie i stuknij się nią w dyńke.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Nie Lip 08, 2018 09:06   

Kiedyś chyba gdzieś pisałem o tym. Tachykardia pojawia się z różnych powodów, ale jednym z nich jest nadmiar tłuszczu w pożywieniu, a potem we krwi.
Analogicznie w głodówce, obniża się poziom insuliny i tkanka tłuszczowa zaczyna uwalniać tłuszcz do krwiobiegu, efekt podobny, jak przy przejadaniu się tłuszczem.
Podobny efekt występuje także po spożyciu dużej ilości cukrów, które w trybie awaryjnym wątroba przetwarza na tłuszcze, żeby nie umrzeć z powodu zatrucia glukozą.
JW
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Nie Lip 08, 2018 18:47   

Sentinel napisał/a:
Pitolicie hipolicie.

Wypróbuj na sobie, a zobaczysz jak grubo się mylisz. Zjedz 4 czekolady + 4 pączki + 10 cukierków takich jak Michałki. Też ci będzie serce zapieprzać przez kilka godzin, i to bez wysiłku fizycznego czy zdenerwowania.

Sentinel napisał/a:
to znaczy, że organizm coś sobie tym kompensuje.

Coś? A wiesz w ogóle co? Pomyśl, tak na logikę. Ja sam na to wpadłem. Przepływ krwi uczestniczy w trawieniu. Nowe żyły i pajączki powstały na skutek maltretowania układu krążenia. Miesiąc wystarczył żeby powstał efekt uboczny. Gdy najem się pełno słodyczy, to puls bardzo przyspiesza, serce bije jak szalone. Tętno robi się bardzo szybkie na kilka godzin, aż do chwili gdy te cukry zostaną strawione. A z czym jest związane tętno? Z przepływem krwi. A z czym jest związany przepływ krwi? Z ŻYŁAMI. Krew przepływająca przez żyły napędza procesy trawienia, musi być doprowadzana do żołądka. Im większy posiłek bogaty w cukier, tym większe obciążenie układu krwionośnego. Więc skoro codziennie zjadałem w jednym posiłku 1 kilogram cukierków, pizzę, ciastka, pierogi i inne carbowe smakołyki, to znaczy że katowałem swój układ trawienny i zmuszałem układ krwionośny do pracy ponad miarę. Wobec tego organizm był zmuszony rozbudować system krwionośny, aby mógł sprostać nowej, ekstremalnie ciężkiej pracy układu trawiennego, zmuszanego codziennie do wytężonej pracy, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczał. Dotychczasowa ilość żył przestała mu wystarczać.

Sentinel napisał/a:
może to być czynnik genetyczny, lub wczesny objaw schorzeń wątroby lub trzustki.

Mogła to być normalna reakcja organizmu na moje ekscesy żywieniowe, czyli taki efekt uboczny mógłby powstać u każdej osoby, gdyby się tak opychała przez miesiąc jak ja.

Sentinel napisał/a:
Weź butelkę takiej wody, włóż do zamrażalnika, poczekaj aż zamarznie i stuknij się nią w dyńke.

A co mogę na tym zyskać? Co ty dzięki takiemu zabiegowi zyskałeś że mi go polecasz?
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Nie Lip 08, 2018 20:12, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Nie Lip 08, 2018 21:38   

jarosinski napisał/a:
Wypróbuj na sobie, a zobaczysz jak grubo się mylisz. Zjedz 4 czekolady + 4 pączki + 10 cukierków takich jak Michałki.
Dziękuję postoję. Mdli mnie na samą myśl.
jarosinski napisał/a:
Pomyśl, tak na logikę. Ja sam na to wpadłem. Przepływ krwi uczestniczy w trawieniu.
Cieszę się że sam do tego doszedłeś, ale następnym razem po prostu zajrzyj do podręczników anatomii i fizjologii. Nie będziesz musiał myśleć nad tym miesiącami. W 10 minut znajdziesz takie informacje.
jarosinski napisał/a:
Nowe żyły i pajączki powstały na skutek maltretowania układu krążenia. Miesiąc wystarczył żeby powstał efekt uboczny.
Fantazjujesz.
jarosinski napisał/a:
Gdy najem się pełno słodyczy, to puls bardzo przyspiesza, serce bije jak szalone. Tętno robi się bardzo szybkie na kilka godzin, aż do chwili gdy te cukry zostaną strawione.
Poprzednio pisałeś, że tachykardia nawiedziła Cię podczas głodówki, więc się zdecyduj.
jarosinski napisał/a:
A z czym jest związane tętno? Z przepływem krwi. A z czym jest związany przepływ krwi? Z ŻYŁAMI. Krew przepływająca przez żyły napędza procesy trawienia, musi być doprowadzana do żołądka. Im większy posiłek bogaty w cukier, tym większe obciążenie układu krwionośnego. Więc skoro codziennie zjadałem w jednym posiłku 1 kilogram cukierków, pizzę, ciastka, pierogi i inne carbowe smakołyki, to znaczy że katowałem swój układ trawienny i zmuszałem układ krwionośny do pracy ponad miarę. Wobec tego organizm był zmuszony rozbudować system krwionośny, aby mógł sprostać nowej, ekstremalnie ciężkiej pracy układu trawiennego, zmuszanego codziennie do wytężonej pracy, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczał. Dotychczasowa ilość żył przestała mu wystarczać.
Znów fantazjujesz. Albo naoglądałeś się "Hulka", albo przeczytałeś coś o krążeniu obocznym i połączyłeś to wszystko na swój sposób. Najprościej rzecz ujmując, krążenie oboczne jest reakcją na znaczne zwężenie lub zamknięcie światła tętnic. OK, nie każdy może i musi tego typu kwestie rozumieć, ale Ty chcesz to wszystko ogarnąć, co widać po twoich wypowiedziach. https://www.kardiolo.pl/krazenie_oboczne.htm Tu jest to opisane przystępnie. Nic bardziej łopatologicznego nie znalazłem. Przeczytaj i nie pisz głupot, że Ci od słodyczy wyrastają nowe żyły.
jarosinski napisał/a:
A co mogę na tym zyskać?
To zależy jak mocno się tą butelką w dyńke pacniesz.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Pon Lip 09, 2018 19:50   

Sentinel napisał/a:
Dziękuję postoję. Mdli mnie na samą myśl.

A widzisz, umiesz tylko zaprzeczać i kwestionować, ale żeby samemu coś sprawdzić - to już nigdy. Ja sprawdziłem i ci podałem. Dopóki nie będziesz miał rzeczowych argumentów, nie będziesz wiarygodny.

Sentinel napisał/a:
Nie będziesz musiał myśleć nad tym miesiącami. W 10 minut znajdziesz takie informacje.

Przecież ja się zorientowałem odrazu, że organizm poprzez zwiększenie tętna kompensuje sobie zbyt mały przepływ krwi. A to, że przepływ krwi ma znaczenie w trawieniu, to już wiele lat temu gdzieś zasłyszałem. Powiązałem to z faktem szybkiego tętna po najedzeniu się słodyczami i trafnie wywnioskowałem skąd ten rozrost naczyń krwionośnych - z powodu częstego zmuszania układu krwionośnego do szaleńczego przepływu krwi.

Sentinel napisał/a:
Poprzednio pisałeś, że tachykardia nawiedziła Cię podczas głodówki, więc się zdecyduj.

Wcześniej pisałem o głodówce, teraz piszę o przejedzeniu słodyczami - w obu przypadkach serce zapieprza jak szalone. Tylko że w pierwszym przypadku to się dzieje 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, a w drugim tylko przez kilka godzin.

Sentinel napisał/a:
jarosinski napisał/a:
Dlaczego nie przyjmujesz do wiadomości objadania się kilogramami słodyczy jako powodu wyrośnięcia tej sieci czerwonych naczynek oraz rozrośnięcia się żył?
A gdzie napisałem, że nie przyjmuję?

Tutaj to napisałeś:
Sentinel napisał/a:
jarosinski napisał/a:
Nowe żyły i pajączki powstały na skutek maltretowania układu krążenia. Miesiąc wystarczył żeby powstał efekt uboczny.
Fantazjujesz.

No to zdecyduj się - uznajesz fakt, że rozrost sieci żył i pajączków nastąpił z powodu przejedzenia słodkościami, czy nie?

Sentinel napisał/a:
Znów fantazjujesz. Albo naoglądałeś się "Hulka", albo przeczytałeś coś o krążeniu obocznym i połączyłeś to wszystko na swój sposób.

Wyobraziłeś sobie, że w wyciąganiu wniosków wzoruję się na bohaterze filmowym lub jakiejś definicji o krążeniu, gdy nigdy nie dałem powodu by tak sądzić. Nikt poza tobą nie doszedł do podobnych błędnych wniosków, ponieważ całość tego wyobrażenia siedzi ci w głowie, co dość dobrze współgra z naturą wyobraźni. Poważnie, jeśli chcesz mi zarzucić, że się w moim przekonaniu mylę, udowodnij to. Ja muszę się trzymać faktów które znam z obserwacji zachowania mojego ciała, a ty jesteś w stanie pisać cokolwiek, to oczywiście nie daje mi szans :)

Sentinel napisał/a:
Tu jest to opisane przystępnie. Nic bardziej łopatologicznego nie znalazłem.

To, co tam napisane, prowadzi tylko do ogólnego wniosku - że krążenie oboczne jest wywołane zwężeniem lub zamknięciem naczyń krwionośnych. A ja się pytam: a co spowodowało owo zmniejszenie średnicy naczyń lub ich zamknięcie? Samo z siebie nastąpiło? Ot tak dla zabawy? Tu też powiesz, że to nie przez obżeranie się słodyczami?

Sentinel napisał/a:
To zależy jak mocno się tą butelką w dyńke pacniesz.

Bzdura. Gdy radziłeś ten sposób, to nic nie wspomniałeś o poziomie siły, z jaką należy się pacnąć. Teraz dobudowujesz sobie jakieś nowe wątki.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Pon Lip 09, 2018 19:53, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Pon Lip 09, 2018 22:03   

jarosinski napisał/a:
a co spowodowało owo zmniejszenie średnicy naczyń lub ich zamknięcie?
Gdyby faktycznie były zwężone, to może miażdzyca? Mało skomplikowane, prawda? Jesteś jednak za młody żeby mieć tak zaawansowaną miażdzycę.
jarosinski napisał/a:
w obu przypadkach serce zapieprza jak szalone. Tylko że w pierwszym przypadku to się dzieje 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, a w drugim tylko przez kilka godzin.
Przyśpieszona akcja serca może być objawem choroby, ale równie dobrze może po prostu wskazywać na kiepski stan ogólny organizmu. Zastanawiam się czy w ogóle konsultowałeś się z jakimś lekarzem i czy robiłeś jakieś badania. Biorąc pod uwagę objawy i wiek, można zakładać kilka możliwości. Drogą eliminacji można je po kolei wykluczać. Na podstawie twoich wpisów można powiedzieć niewiele, a jedyne co pasuje to naczyniowy zespół uciskowy. Prawdopodobnie to "zespół dziadka do orzechów". Jednak to tylko przypuszczenia.
jarosinski napisał/a:
jeśli chcesz mi zarzucić
Po cholerę miałbym Ci coś zarzucać?
jarosinski napisał/a:
Gdy radziłeś ten sposób, to nic nie wspomniałeś o poziomie siły, z jaką należy się pacnąć. Teraz dobudowujesz sobie jakieś nowe wątki.
Coś się tego uczepił? To była ironia. Sugerowałem Ci tylko to, że wiara w ustruktyzowaną wodę nie różni się niczym od wiary w reinkarnację.
Jeśli masz potrzebę wiary w zjawiska sprzeczne z Nauką, to po prostu w nie wierz. Ale Ty robisz tak, że najpierw się wkręcasz w te zjawiska nadprzyrodzone, a potem Ci z tym źle i szukasz naukowych kontrargumentów.
Wiara w takie rzeczy jest nieszkodliwa, a nawet pomaga. Pod warunkiem że jest czymś w rodzaju terapii skojarzonej, a nie terapią główną. Jeśli zastosujesz właściwy sposób leczenia, to możesz dodatkowo stosować "wodę strukturyzowaną". Jeśli zaś zaniechasz właściwego leczenia na rzecz strukturyzowanej wody, to możesz liczyć co najwyżej na efekt placebo. Ale uprzedzam, że ten daje kiepskie efekty w przypadku zylaków.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Pon Lip 09, 2018 22:17, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Wto Lip 10, 2018 05:57   

jarosinski napisał/a:

A ja nie mam wyboru. Na początku 2019 r. będę musiał przeprowadzić głodówkę 21-dniową żeby się pozbyć pewnego świństwa z mojej skóry, które sobie zafundowałem ekstremalnym przejadaniem się słodyczami. Chociaż możliwe że ono ustąpi już po 12 dniach głodówki, jak to parę osób stwierdziło, że po dwóch tygodniach pajączki im ze skóry zniknęły. A ja mam tych pajączków dosłownie tysiące na skórze całego ciała od 2012 r. Narazie nikt nie wierzy że można usunąć pajączki, ale jeśli efekt głodówki będzie pozytywny i potwierdzę go za pomocą zdjęć zrobionych przed i po głodówce, to pokażę że da się usunąć pajączki, a dzięki temu stanę się sławny na cały świat. Będą ze mną przeprowadzane wywiady w telewizji. Moje odkrycie zrewolucjonizuje wiedzę o tym schorzeniu i ludzie pojmą wartość odżywiania endogennego.
Moja najdłuższa głodówka trwała 6 dni. Przerwałem ją, bo straciłem motywację aby ją kontynuować - cel głodówki stracił dla mnie znaczenie i rzuciłem się na żarcie w 7. dniu. Głodu prawie nie czułem podczas głodówki, aczkolwiek marzyłem o wcinaniu pyszności. Jedyne co mnie odpycha od głodówki, to fatalne samopoczucie jakbym miał gorączkę, wielka bezsenność w nocy (max 3 godz snu), szybkie bicie serca przez cały czas, zawroty głowy przy wstawaniu. Ale ostatnio znaczenie celu głodówki (usunięcie pajączków i owrzodzeń z ciała) nabrało u mnie znaczenia i zdecydowałem ponownie przejść głodówkę, tylko że za rok, bo narazie muszę pracować by zarobić dobrą kasiorkę.


jak to czytam, to przypomina mi się taki przypadek - też muszę przeprowadzić głodówkę, bo nadwaga, bo problem taki, siaki i owaki. Głodówka 31 dniowa czy coś koło tego...efekty jakieś może i były, ale nie takie, jakie były oczekiwania....
Osobiście uważam, że jedzenie generalnie HC i głodówka, żeby przez czas głodówki doświadczać dobrodziejstwa ketozy jest trochę nie halo, lepiej zastosować jakąś odmianę diety ketogenicznej i mieć to na stałe.
Głodówki - tak, ale 1-2 dni raz na jakiś czas....jak ktoś musi...
Ostatnio zmieniony przez 3of5 Wto Lip 10, 2018 05:59, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Wto Lip 10, 2018 10:10   

3of5 napisał/a:
jarosinski napisał/a:

A ja nie mam wyboru.


jak to czytam, to przypomina mi się taki przypadek - też muszę przeprowadzić głodówkę, bo nadwaga, bo problem taki, siaki i owaki. Głodówka 31 dniowa czy coś koło tego...efekty jakieś może i były, ale nie takie, jakie były oczekiwania....
Osobiście uważam, że jedzenie generalnie HC i głodówka, żeby przez czas głodówki doświadczać dobrodziejstwa ketozy jest trochę nie halo, lepiej zastosować jakąś odmianę diety ketogenicznej i mieć to na stałe.
Głodówki - tak, ale 1-2 dni raz na jakiś czas....jak ktoś musi...


I to jest właśnie zdroworozsądkowe myślenie oparte na wiedzy. Na inicjowaniu ketozy i apoptozy wadliwych komórek kończy się podobieństwo  głodówki do KD. Reszta to już same przeciwieństwa, ponieważ: podczas głodówki organizm musi oszczędzać energię, a radzi sobie w ten sposób, że redukuje ilość mitochondriów, co jest zjawiskiem bardzo niekorzystnym w chorobach których przyczyną są dysfunkcje mitochondrialne. Może je wręcz pogłębić. Po zakończeniu głodówki łatwo utyć, ponieważ zmniejszona ilość mitochondrów nie jest w stanie przetworzyć na energię nawet tego, co określa się jako minimalne zapotrzebowanie kaloryczne i reszta jest odkładana w formie zapasowej tkanki tłuszczowej. Głodówka nasila miolizę, co oczywiście przyczynia się do znacznej utraty masy mięśniowej, co jest dodatkowym czynnikiem spowolnieniającym metabolizm i uszczuplającym pulę mitochondriów. Głodówka nasili lipolizę, a w adipocytach gromadzi się cały syf, którego watroba nie zdążyła zneutralizować. Uwalnia się on wraz z kwasami tłuszczowymi z komórek tłuszczowych, ale głodujący nie dostarcza odpowiedniej ilości białka do syntezy endogennych antyoksydantów, które neutralizują toksyny. Zależy to nie tylko od stężenia zredukowanego glutationu, ale też od ogólnego stężenia białek we krwi, a w przypadku głodówki jedno i drugie jest niskie. Teraz KD: KD zwiększa ilość mitochondrów poprzez stymulację ich biosyntezy, nie nasila miolizy, a wręcz przeciwnie, nasila lipolizę, ale jednocześnie dostarcza wystarczającej ilości białka do syntezy endogennych związków uczestniczących w neutralizacji i wydalaniu toksyn.

Desperacja jarosza jest spowodowana niewiedzą. Dlatego rzuca hasła "głodówka lub śmierć". Aż mi się Fidel Castro przypomniał ze swoim "socialismo o muerte". :-x
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Wto Lip 10, 2018 10:11, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Wto Lip 10, 2018 10:40   

Różnica jest taka, że niskowęglowodanowcy nie tęsknią za głodówkami i rzadko je stosują, właściwie to sobie nie przypominam takiej osoby. Natomiast wysokowęglowodanowcy uznają je za pożyteczne i poprawiające samopoczucie. Coś w tym jest.

Rozpatrując metabolicznie, to po kilku dniach głodówki organizm wysokowęglowodanowca przestawia się na żywienie wysokotłuszczowe, z małą ilością białka (B:T - 30g : 120g), coś zbliżone do diety optymalnej. To może łatwiej i przyjemniej byłoby zamiast miesięcznej głodówki przez miesiąc żywić się wg wskazań dra Kwaśniewskiego?
Metabolicznie to to samo, a uszczerbek na zdrowiu mniejszy i mniejsze męczarnie. :)
JW
  
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Wto Lip 10, 2018 20:10   

Sentinel napisał/a:
Jesteś jednak za młody żeby mieć tak zaawansowaną miażdzycę.

A co niby mogłoby spowodować miażdżycę? Tu nie było żadnej miażdżycy. Przecież wiem co popełniłem w lipcu 2012. To było takie obżarstwo, jakim nigdy wcześniej nie skatowałem swojego organizmu. Nie mogło to pozostać bez odpowiedzi organizmu, musiało to wywołać jakiś efekt uboczny.

Sentinel napisał/a:
Desperacja jarosza jest spowodowana niewiedzą.

I dlatego się cieszę że nie wiem tego co ty wiesz, bo gdybym działał wedle twojej wiedzy, to nigdy bym się nie wyleczył ze swoich schorzeń, tkwiłbym zawsze w bagnie. Nie muszę mieć wiedzy z biochemii żeby się domyślić co spowodowało rozrost sieci żył i nabiegnięcie skóry krwią. Ty masz wiedzę z biochemii, ale nie potrafisz niczego wykoncypować na najprostszym przykładzie, a strzelasz tak bardzo niecelnie, że bardziej się nie da. Wystarczy skojarzyć ze sobą proste fakty i wywnioskować co wywołuje co: pożeranie kilogramów słodyczy >>> wysoki wzrost bicia serca, a więc i prędkości przepływu krwi po każdym wchłonięciu bomby słodyczy >>> potrzeba rozbudowania sieci naczyń krwionośnych z powodu powtarzających się kilkugodzinnych sprintów krwi w żyłach.
Nie zgadzasz się z tym, a jednocześnie nie umiesz podać żadnej własnej hipotezy.

Sentinel napisał/a:
wiara w ustruktyzowaną wodę nie różni się niczym od wiary w reinkarnację.

Naprawdę sądzisz, że struktura wody roztopionej jest taka sama jak wody z kranu albo butelkowanej i że działają jednakowo na nasze ciało? Sugerujesz, że jakość wody nie ma znaczenia. Poczytaj o kącie między atomami wodoru w wodzie z lodu. Jest też różnica między wodą strukturowaną a reinkarnacją, gdyż fakty o tej pierwszej są poparte badaniami naukowymi, a tezy o tej drugiej są wymyślone przez tych i dla tych, którzy lepiej się czują z takim światopoglądem.

Sentinel napisał/a:
Jeśli zaś zaniechasz właściwego leczenia na rzecz strukturyzowanej wody

Mogę cię uspokoić, bo wodę z lodu, czyli pozbawioną minerałów, będę pił tylko przez pierwszy tydzień. Potem będę chlał wodę leczniczą, taką drogą i z minerałami, czyli nie jakąś byle jaką mineralną ze sklepu, lecz sześciopak za 25 zł. Bo z tym brakiem minerałów to jednak nie żarty. Zdarzali się biegacze, którzy umierali po dotarciu do mety, bo tyle wypocili minerałów z siebie i nie dostarczyli na czas.

3of5 napisał/a:
też muszę przeprowadzić głodówkę, bo nadwaga

osoba otyła nie odczuwa głodówki tak samo jak osoba chuda, bo cały czas się odżywia zapasami swojego tłuszczu, a osoba chuda nie ma nic, więc to u niej wcześniej zajdą poważne zmiany. Dla grubasa ważącego 130 kg głodówka 14-dniowa jest jak głodówka 3-dniowa dla chuderlaka.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Wto Lip 10, 2018 20:16, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Wto Lip 10, 2018 20:43   

jarosinski napisał/a:
Wystarczy skojarzyć ze sobą proste fakty i wywnioskować co wywołuje co: pożeranie kilogramów słodyczy
co wywołuje pożeranie kilogramów słodyczy?
Wystarczy skojarzyć ze sobą proste fakty i wywnioskować 8)
_________________
The Truth is still out there.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Śro Lip 11, 2018 09:56   

jarosinski napisał/a:
osoba otyła nie odczuwa głodówki tak samo jak osoba chuda, bo cały czas się odżywia zapasami swojego tłuszczu, a osoba chuda nie ma nic, więc to u niej wcześniej zajdą poważne zmiany. Dla grubasa ważącego 130 kg głodówka 14-dniowa jest jak głodówka 3-dniowa dla chuderlaka.
I tu się mylisz. Nawet szczupły mężczyzna ma 10-15% tkanki tłuszczowej. Tak więc weźmy mężczyznę o wadze 70 kg i średniej ilości tkanki tłuszczowej 70kg×12,5%=8,75kg a wiec 8750gr tłuszczu × 9kcal = 78750kcal. Przyjmijmy, że osoba poszcząca oszczędza się jak może i spala 1500kcal na dobę, więc 78750÷1500=52,5 doby. Trzeba jeszcze uwzględnić minimalną ilość tkanki tłuszczowej, która jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Jest to 3-4% dla mężczyzn. Zejście poniżej tej granicy może powodować problemy. Ale nawet jeśli uwzględnić ten czynnik, to i tak zostaje sporo i np szczupły Jezus miał wystarczająco dużo tkanki tłuszczowej do tego, aby przetrwać czterdziestodniowy post. Prawdopodobnie miał też wystarczająco dużą masę mięśniową z której organizm pozyskiwał białko niezbędne do podtrzymania procesów życiowych. Typowy grubas źle znosi dłuższą głodówkę, ponieważ z reguły ma mało mięśni i mimo większego zapasu tłuszczu, szybciej odczuje skutki niedoboru białka.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Śro Lip 11, 2018 10:21   

w punkt!
dodam do tego jeszcze fakt, że osoba otyła, ma w tym tłuszczu duży magazyn "syfu" - spalanie tego z pewnością wpływa na samopoczucie bardziej negatywnie niż u osoby która jest szczupła....

i jeszcze podkreślę - uważam te wszystkie głodówki ze bezsensowne. Stosując się do zaleceń Lutza, w większości czasu będziemy na deficycie kalorycznym (bo nie ma się ochoty na jedzenie, wręcz coś ala jedzenio-wstret) co dużo szybciej i skuteczniej powoduje spadek wagi.
Ile czasu zajęłoby mi zrzucenie 27kg stosując "tradycyjne" diety lub głodówki ?
na LC z uwzględnieniem zasad DDP zajęło mi to całe 3 miesiące...
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Czw Lip 12, 2018 09:36   

3of5 napisał/a:
uważam te wszystkie głodówki ze bezsensowne
Panowie, niepotrzebnie spłycacie temat
korzyści z poprawnie przeprowadzonej głodówki leczniczej są nieocenione
bliski kuzyn kilkukrotnie przeszedł 40dniowe co kilka lat
ze zdziwieniem obserwowałem poprawę zdrowia i zmiany w wygładzie w trakcie i po głodówce - skóra wygładzona sylwetka 'wysportowana' brak oznak wcześniejszych chorób
dziś lat 67 nadal w świetnej formie

D
_________________
The Truth is still out there.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Czw Lip 12, 2018 12:48   

dario_ronin napisał/a:

korzyści z poprawnie przeprowadzonej głodówki leczniczej są nieocenione
bliski kuzyn kilkukrotnie przeszedł 40dniowe co kilka lat
ze zdziwieniem obserwowałem poprawę zdrowia

D


Żeby poprawnie przeprowadzić taką głodówkę potrzebne są: wiedza, rozsądek, doświadczenie.

Popatrz teraz na posty jarosińskiego. Ma on którąś z wyżej wymienionych cech?

Wydaje mi się, że nikt tu nie neguje właściwości prozdrowotnych głodówki. To raczej kwestia wykazania tego, że to samo a nawet więcej można osiągnąć dietą ketogenną. Obie te opcje nie są dla każdego. Jest szereg chorób, które są przeciwwskazaniem zarówno do KD jak i głodówki. Są takie w których zdziała się więcej głodówką niż KD i vice versa.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Czw Lip 12, 2018 12:49, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Czw Lip 12, 2018 13:27   

Sentinel napisał/a:
Żeby poprawnie przeprowadzić taką głodówkę potrzebne są: wiedza, rozsądek, doświadczenie.
Są takie w których zdziała się więcej głodówką niż KD i vice versa.
otóż to
_________________
The Truth is still out there.
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Czw Lip 12, 2018 18:57   

Sentinel napisał/a:
I tu się mylisz. Nawet szczupły mężczyzna ma 10-15% tkanki tłuszczowej.

Przebieg głodówki jednak zależy od wagi ciała (zapasów wewnętrznego "jedzenia"). Był przypadek grubaska ważącego 150 kg, któremu była przypisana głodówka 6-miesięczna, i przeżył. Osoba szczupła by takiego okresu nie przeżyła. Ale nastawia mnie optymistycznie fakt, że pewien więzień przeprowadził protest głodowy, a umarł dopiero po 66 dniach głodówki. Czyli te 21 dni to powinna być pestka dla mojego organizmu.
Ludzie dają radę zarówno fizycznie jak i psychicznie. Terminologia medyczna posługuje się w tym przypadku terminem - post terapeutyczny.
Poniższe badanie dotyczy 27-letniego mężczyzny poszczącego przez 382 dni pod nadzorem naukowców z Uniwersytetu w Szkocji i jest to najdłuższy post jaki kiedykolwiek odnotowano w literaturze medycznej. Trzeba podkreślić, iż podawano pacjentowi suplementy witaminowe, drożdże (10 miesięcy), suplement potasu (od 93 do dnia 162) i suplement sodu (od dnia 345 do 355). Wodę pobierał swobodnie wg. potrzeb.
Pacjent stracił na wadze 125 kg (z 206,5 kg na 81,5), a 5 lat później przytył jedynie 5 kg. Ciśnienie krwi oraz poziom glukozy stopniowo i znacznie spadły, ale pacjent poruszał się o własnych siłach i czuł się dobrze. Zbadano szereg parametrów jak cholesterol, poziom potasu, magnezu, kwasu moczowego, elektrolitów, ketonów, mocznika itd., co omówiono i podano w formie tabelarycznej - szerzej i dokładniej w:
Features of a successful therapeutic fast of 382 days' duration , W. K.Stewart and Laura W. Fleming, Postgrad Med J. Mar 1973; 49(569): 203–209.-University Department of Medicine, Dundee DD1 4HN, Scotland https://www.ncbi.nlm.nih....les/PMC2495396/
Skuteczność postu leczniczego jest naukowo i klinicznie potwierdzona.

Sentinel napisał/a:
Popatrz teraz na posty jarosińskiego. Ma on którąś z wyżej wymienionych cech?

Wiedzę właśnie ci wypisałem powyżej w tym komentarzu. Doświadczenie z głodówkami też mam (przechodziłem w życiu dwie), a czy rozsądek - to się okaże, narazie zamiast rozsądek użyłbym słowa desperacja.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Czw Lip 12, 2018 19:03, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Czw Lip 12, 2018 22:21   

jarosinski napisał/a:
Przebieg głodówki jednak zależy od wagi ciała (zapasów wewnętrznego "jedzenia"). Był przypadek grubaska ważącego 150 kg, któremu była przypisana głodówka 6-miesięczna, i przeżył. Osoba szczupła by takiego okresu nie przeżyła.
A nie przyszło Ci do głowy, że osoba szczupła nie potrzebuje sześciu miesięcy postu? Bo i po co chudemu chudnąć ponad miarę? Nieskromnie powiem, że do najgłupszych nie należę, a wciąż nie mogę zrozumieć - dlaczego niektórym ludziom najtrudniej jest pojąć rzeczy najprostsze. Z czego ten fenomen wynika? Osoba ważaca 150-300kg nie ma wielkiego wyboru. Jeśli chce dożyć choćby wieku w którym ujrzy swoje wnuki, to musi podjąć radykalne działania. Jeśli tego nie zrobi, to nie pożyje na tyle długo, żeby pojąć, że prawa natury nie różnią się niczym od praw boskich, które wynikły z obserwacji praw naturalnych. Ujmując rzecz prościej: kto popełnia grzech obżarstwa, musi prędzej czy później ponieść tego konsekwencje.
jarosinski napisał/a:
Ale nastawia mnie optymistycznie fakt, że pewien więzień przeprowadził protest głodowy, a umarł dopiero po 66 dniach głodówki.
Może trudno Ci w to uwierzyć, ale mnie ta historia nie nastraja optymistycznie.
jarosinski napisał/a:
te 21 dni to powinna być pestka dla mojego organizmu.
Teoretyczne tak.
jarosinski napisał/a:
Terminologia medyczna posługuje się w tym przypadku terminem - post terapeutyczny.
Ale to tylko jeden z wielu rodzajów terapii. Pytanie czy najwłaściwszy dla Ciebie? Mnie się wydaje, że to kolejna głupawka, którą zasugerowałeś się serfując po necie w poszukiwaniu odpowiedzi.
jarosinski napisał/a:
Poniższe badanie dotyczy 27-letniego mężczyzny poszczącego przez 382 dni pod nadzorem naukowców z Uniwersytetu w Szkocji
A Ty będziesz pod nadzorem naukowców z uniwersytetu google. Zdrowia życzę.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Pią Lip 13, 2018 06:43   

Sentinel napisał/a:
Zdrowia życzę.

ja jeszcze tej wiedzy, rozsądku i doświadczenia
no i tu może być problem... :hah:
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Pią Lip 13, 2018 09:15   

3of5 napisał/a:
jeszcze tej wiedzy, rozsądku i doświadczenia
tia...
czytałem książkę, mam kilka prób za sobą, a nie przyszło mi do głowy, żeby nie robić głodówki w upał- odwodniłem się solą gorzką i r w a kulszowa się odezwała.
3 dni się nawadniałem zanim bóle minęły
ot rozsądek
ku przestrodze
D
_________________
The Truth is still out there.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Pią Lip 13, 2018 13:02   

3of5 napisał/a:
Sentinel napisał/a:
Zdrowia życzę.

ja jeszcze tej wiedzy, rozsądku i doświadczenia
no i tu może być problem... :hah:


I będzie problem bo
jarosinski napisał/a:
czy rozsądek - to się okaże, narazie zamiast rozsądek użyłbym słowa desperacja.
Desperacja to kiepski doradca. Problem jarosinskiego jest w głowie. Podchodząc do tematu od strony biochemicznej można obrócić to na swoją korzyść lub niekorzyść, jeśli wie się jak to zrobić. Oddziaływanie na metabolizm za pomocą prostych zabiegów dietetycznych nie jest jakąś wielką sztuką. Nie jest to wiedza tajemna. Tyle, że jarosinski ma podwójny problem. Kiedy po zakończeniu głodówki stwierdzi, że problem z poszerzonymi naczyniami nie zniknął (a nie zniknie), to jest duże prawdopodobieństwo, że znów popadnie w kompulsywne objadanie, a wysoki poziom greliny, który będzie skutkiem głodówki, jeszcze ten problem pogłębi. Znów zacznie się glikemiczny rollercoaster, a "Syzyf" przejdzie do poszukiwań nowego sposobu na wtoczenie kamienia na szczyt góry. Można próbować temu zapobiec poprzez wdrożenie niskowęglowodanowego odżywiania zaraz po zakończeniu postu, ale jarosz za bardzo lubi węglowodany. Nie zrezygnuje z nich na rzecz tłuszczu i białka. Dla niego ważny jest też aspekt finansowy, ale nawet gdyby wykazać, że LCD nie musi być drogą dietą, to i tak wybierze węglowodany.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Pią Lip 13, 2018 13:03, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Pią Lip 13, 2018 19:41   

Sentinel napisał/a:
kto popełnia grzech obżarstwa, musi prędzej czy później ponieść tego konsekwencje.

Przecież powodem otyłości wcale nie jest obżarstwo, lecz zła przemiana materii! Organizm niepotrzebnie robi zapasy w ciele. Nawet jeśli ktoś taki je mało, to pozostanie gruby. Musiałby jeść ekstremalnie mało, czyli tyle, co w łagrze sowieckim. Był kiedyś taki opasły Polak, który przed wojną ważył 120 kilo, a po zesłaniu na Syberię schudnął o połowę. Osoba szczupła jak ja nie ma problemu z odkładaniem się zapasów tłuszczu, ale ja ponoszę konsekwencje okresowego obżarstwa w inny sposób, który już opisałem. A tą psychiczną przemożną potrzebę pożerania pyszności, szczególnie słodyczy, to ja sam w sobie wykształciłem poprzez wielkie posiłki, których wielkość narastała miesiącami za każdym razem, aż do osiągnięcia zenitu w 2012 r. Potem przez 2 lata chyba 100 dużych kubków po jogurtach przyjęło moje rzygi, które wywoływałem metalową łyżką.

Sentinel napisał/a:
Mnie się wydaje, że to kolejna głupawka, którą zasugerowałeś się serfując po necie w poszukiwaniu odpowiedzi.

Nie ma lepszego sposobu jak przekonanie się o tym osobiście, czyli po prostu przejście tego, wykonanie na sobie.

Sentinel napisał/a:
Kiedy po zakończeniu głodówki stwierdzi, że problem z poszerzonymi naczyniami nie zniknął (a nie zniknie), to jest duże prawdopodobieństwo, że znów popadnie w kompulsywne objadanie

Oczywiście że tak zrobię! A co se będę żałował. Skoro szansa na wygląd ciała sprzed lipca 2012 okaże się zerowa, to przynajmniej sobie zaszaleję i urządzę rozkosze kulinarne na całego.

Sentinel napisał/a:
a wysoki poziom greliny, który będzie skutkiem głodówki, jeszcze ten problem pogłębi.

paradoksalnie po głodówkach nie mam parcia na opychanie się. Wystarczy mi wtedy mniej żarła niż "normalnie" żeby poczuć sytość.

3of5 napisał/a:
Sentinel napisał/a:
Zdrowia życzę.

ja jeszcze tej wiedzy, rozsądku i doświadczenia
no i tu może być problem... :hah:

No to ja ci współczuję ;D
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Pią Lip 13, 2018 19:46, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Sob Lip 14, 2018 11:02   

jarosinski napisał/a:
Nie ma lepszego sposobu
Jest, ale Ty idziesz w Tombaka "Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną" 😁
https://www.karger.com/Article/Abstract/106189
Cytat:
This study was designed to identify the global pattern of differentially expressed genes in human varicose veins. Using suppressive subtractive hybridization, we identified overexpression of genes known to be associated with extracellular matrix remodeling, including collagen III, tissue inhibitor of metalloproteinases I, dermatopontin, matrix Gla protein (MGP) and tenascin C. Real-time polymerase chain reaction analysis confirmed the differential expression of these genes. The overexpression of MGP transcript was associated with increased MGP level in varicose veins, in particular the undercarboxylated form of the protein. Smooth muscle cells from varicose veins showed increased proliferation rate and enhanced matrix mineralization. This observation correlated with the presence of ectopic mineralization areas in the varicose vein walls. The use of warfarin, to inhibit MGP activity, or siRNA targeting MGP transcript induced a reduction in the exacerbated proliferation of varicose vein smooth muscle cells. Our results suggest that high expression of MGP in varicose veins may contribute to venous wall remodeling by affecting proliferation and mineralization processes probably through impaired carboxylation of MGP. In addition, suppressive subtractive hybridization results also produce a profile of differentially expressed genes in varicose veins, in particular extracellular matrix components. Further study of these genes will provide insights into their specific roles in the etiology of venous disease.
Tak więc nieukarboksylowana forma MGP jest jedną z przyczyn żylaków. To o czym bidusie naukowce nie wspominają, jest to, że karboksylacja bialka MGP jest zależna od witaminy K. Proces karboksylacji MGP obywa się w cyklu przemian tej witaminy. Warto więc jaroszu sięgnąć po jakiegoś supla z witaminą K. Mówię Ci to jako umiarkowany sympatyk suplemenów diety. Biorąc pod uwagę cenę preparatów z witaminą K, które są dostępne bez recepty, jakimś wyjściem jest udanie się lekarza po receptę. Dostaniesz (albo i nie) receptę na filochinon, za który zapłacisz kilka zł. Co prawda ściany naczyń preferują i akumulują menachinon, ale K1 ulega konwersji do K2 w 90% przy niskim stężeniu K2 w organizmie. Nie przekraczaj zalecanej dawki. Do tego jakiś preparat z rutyną i małą dawką wit C np rutinoscorbin i B complex. Łączny miesięczny koszt takiej suplementacji to około 20 zł. Możesz też nauczyć się tego, jak w prosty sposób, domowym sposobem robić ekstrakty z kasztanowca oraz dębu. Takie ekstrakty wlewa się do wanny i trzeba się w tym zanurzyć na kilkadziesiąt minut. Taki zabieg co kilka dni byłby wskazany.

Po kilku tygodniach takich kombinacji powinieneś zauwazyć znaczną poprawę.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Sob Lip 14, 2018 19:04   

Sentinel napisał/a:
Jest, ale Ty idziesz w Tombaka "Lecz jeśli ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną"

Co ty masz z tym Tombakiem, że przy każdej chęci podważenia moich poglądów odwołujesz się do niego? Przecież Tombak w swojej książce nie pisał nic o głodówce 21-dniowej :? Moje przekonanie do głodówki i chęć przejścia nie wynikają z niczego od Tombaka.

Sentinel napisał/a:
Tak więc nieukarboksylowana forma MGP jest jedną z przyczyn żylaków.

Żylaki to ja se wyleczę operacyjnie - laserowo, bo już jest wiele gabinetów co reklamują laserowe usuwanie żylaków. Ale najpierw muszę przejść 21 dni głodu i zmusić moje ciało żeby zeżarło swoje pajączki. Nowo wyrośniętych żył się już nie pozbędę, bo to nie jest sama krew jak w przypadku pajączków, to są rurki. A pajączki to sama krew, więc dadzą się wchłonąć i znikną ze skóry, gdy organizm spojrzy na nie jak na pożywienie.
Już nie mogę się doczekać tej głodówki. Teraz nie mogę jej zrobić, bo muszę chodzić do roboty i zarabiać szmal na utrzymanie. Jak już będę zarobiony, to nie będę musiał pracować przez kilka miesięcy. Planuję wykonać głodówkę w lutym 2019 r., czyli w okresie gdy z reguły zaczyna się 5-miesięczne bezrobocie w zakładzie mojej pracy. I dlatego że jest wtedy chłodno, bo w lato są upały i trzeba pić dużo wody.

Sentinel napisał/a:
jarosinski napisał/a:
Ale nastawia mnie optymistycznie fakt, że pewien więzień przeprowadził protest głodowy, a umarł dopiero po 66 dniach głodówki.
Może trudno Ci w to uwierzyć, ale mnie ta historia nie nastraja optymistycznie.

Spokojnie:) W liczbie 66 są tylko 2 szóstki, a nie 3. Zatem to nie liczba 666, czyli nie ma się co bać:) Gdyby ten więzień umarł po 666 dniach głodówki , to faktycznie nie nastrajałoby to optymistycznie.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Sob Lip 14, 2018 21:16, w całości zmieniany 6 razy  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Sob Lip 14, 2018 21:39   

jarosinski napisał/a:
najpierw muszę przejść 21 dni głodu
Nie namawiam Cię do rezygnacji z głodówki. Pokazałem tylko inne możliwości.
Cytat:
i zmusić moje ciało żeby zeżarło swoje pajączki.
Nie zeżre. Głodówka wzbudza apoptozę pojedynczych komórek lub małych grup komórek, a nie obumieranie narządów (każde naczynie krwionośne to narząd). Zagłodzisz się na śmierć, a pajączki nie znikną. To co w przyrodzie jest zdolne pożreć pajączki, zwykle pożera je wraz z ich posiadaczem, np gangrena, albo tygrys lub anakonda.
Cytat:
Nowo wyrośniętych żył się już nie pozbędę
Wyimaginowych żył możesz się łatwo pozbyć. Wystarczy przestać o nich myśleć.
Cytat:
pajączki to sama krew, więc dadzą się wchłonąć i znikną ze skóry
Pajączki to nie sama krew. To poszerzone naczynia krwionośne.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Nie Lip 15, 2018 08:16   

Sentinel napisał/a:
jarosinski napisał/a:
Nie ma lepszego sposobu
Jest

Najpierw wyrywasz fragment mojego zdania z kontekstu, czyli przekręcasz moją wypowiedź poprzez nadanie jej fałszywego znaczenia, a potem wytykasz mi coś, czego nigdy nie stwierdziłem. Ja pisząc, że nie ma lepszego sposobu, odniosłem się tylko do sprawdzenia czy rzeczywiście głodówka to głupota w tym przypadku. Hasłem o braku lepszego sposobu nie odnosiłem się do możliwości wyleczenia schorzenia.

Sentinel napisał/a:
Nie zeżre.

to dlaczego zżera inne rzeczy jak obumarłe lub rakowe komórki? Twój sceptycyzm cieszy mnie, bo tym większa będzie moja satysfakcja z twojego zdziwienia jeśli się okaże coś przeciwnego do tego co teraz mówisz.

Sentinel napisał/a:
Cytat:
Nowo wyrośniętych żył się już nie pozbędę
Wyimaginowych żył możesz się łatwo pozbyć.

Czyli nowe żyły nie wyrastają? Ok, no to źle napisałem. Powinienem napisać, że żyłek które wcześniej były niewidoczne, a które przekształciły się w żyły widoczne, już nie dam rady cofnąć do poprzedniego rozmiaru, aby stały się niewidoczne. Teraz brzmi to poprawnie.

Sentinel napisał/a:
Pajączki to nie sama krew. To poszerzone naczynia krwionośne.

Ale innego rodzaju niż żyły, bo czerwone a nie zielone. I dużo cieńsze. No i siedzą w skórze, a nie pod skórą.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Nie Lip 15, 2018 08:19, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Nie Lip 15, 2018 12:34   

jarosinski napisał/a:
Najpierw wyrywasz fragment mojego zdania z kontekstu
Postaram się tego wiecej nie robić, choć ze względu na chaotyczność twoich postów jest to trudne.
jarosinski napisał/a:
czyli przekręcasz moją wypowiedź poprzez nadanie jej fałszywego znaczenia, a potem wytykasz mi coś, czego nigdy nie stwierdziłem.
Patrz wyżej.  Nie takie były moje intencje.
jarosinski napisał/a:
Ja pisząc, że nie ma lepszego sposobu, odniosłem się tylko do sprawdzenia czy rzeczywiście głodówka to głupota w tym przypadku.
Nie jest głupotą ani stratą czasu. To nowe doświadczenie. Zarówno głodówka jak i ketoadaptacja wymaga czasu i trudu, a gwarancji skuteczności żadnej z tych opcji nikt nie daje. Można tylko w przybliżeniu okreslić szanse na powodzenie.
jarosinski napisał/a:
Hasłem o braku lepszego sposobu nie odnosiłem się do możliwości wyleczenia schorzenia.
Wniosek z tego taki, że nie określiłeś jasno celu tej głodówki, bo poprzednio pisałeś o tym, że chcesz się poprzez głodówkę wyleczyć z ogólnie pojętej niewydolności żylnej, co przyniesie Ci światową sławę, albo chociaż szacun na dzielni.
jarosinski napisał/a:
dlaczego zżera inne rzeczy jak obumarłe lub rakowe komórki?
Obumarłe zżera, bo są obumarłe, i zostają zżarte przez komórki żerne ( wyszło coś a la "żółta żaba żarła żur"), ale najpierw coś musi spowodować ich obumarcie. Zmienione nowotworowo zżera, bo mają uszkodzone DNA.
jarosinski napisał/a:
Twój sceptycyzm cieszy mnie, bo tym większa będzie moja satysfakcja z twojego zdziwienia jeśli się okaże coś przeciwnego do tego co teraz mówisz.
Obym miał powody do zdziwienia.
jarosinski napisał/a:
Czyli nowe żyły nie wyrastają? Ok, no to źle napisałem. Powinienem napisać, że żyłek które wcześniej były niewidoczne, a które przekształciły się w żyły widoczne, już nie dam rady cofnąć do poprzedniego rozmiaru, aby stały się niewidoczne. Teraz brzmi to poprawnie.
Tak, teraz to brzmi poprawnie. Angiogeneza tyczy się tylko naczyń włosowatych, a od słodyczy nie wyrastają nowe naczynia krwionośne o dużym przekroju, bo gdyby tak było, to chorobę wieńcową dałoby się leczyć torcikami wedla.
jarosinski napisał/a:
Ale innego rodzaju niż żyły, bo czerwone a nie zielone. I dużo cieńsze. No i siedzą w skórze, a nie pod skórą.
Udam że zrozumiałem. To najsensowniejsza rzecz jaką mogę w tej sytuacji zrobić, bo ten "inny rodzaj żył" to pewnie tętnice, a kolor zielony można zinterpretować tak, że masz kruche naczyńka, które pękają i tworzą się wylewy podskórne, które mogą przybierać różne kolory.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Nie Lip 15, 2018 12:36, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Nie Lip 15, 2018 13:46   

Sentinel napisał/a:
Postaram się tego wiecej nie robić, choć ze względu na chaotyczność twoich postów jest to trudne.

Na czym polega rzekoma chaotyczność moich postów? Przecież fragment mojego zdania które przekręciłeś, był poprzedzony cytatem twojego zdania, do którego się odniosłem, zatem na podstawie całości powinieneś był rozkminić o co mi chodzi z twierdzeniem "nie ma lepszego sposobu". No ale skoro odniosłeś się tylko do niecałej mojej wypowiedzi, to nic dziwnego że sens ci umknął i musiałem potem to wszystko sprostować.

Sentinel napisał/a:
Patrz wyżej. Nie takie były moje intencje.

A po czym miałbym wtedy poznać, że nie takie były twoje intencje?

Sentinel napisał/a:
Nie jest głupotą ani stratą czasu.

To dlaczego poprzednio to zbeształeś i skrytykowałeś?

Sentinel napisał/a:
jarosinski napisał/a:
Hasłem o braku lepszego sposobu nie odnosiłem się do możliwości wyleczenia schorzenia.
Wniosek z tego taki, że nie określiłeś jasno celu tej głodówki

Znowu plączesz różne, niezwiązane ze sobą wątki rozmowy i próbujesz argumentować swoje widzimisię na temat jednego wątku za pomocą mojego stwierdzenia z innego wątku xD Co ma jedno do drugiego :keep:


Sentinel napisał/a:
od słodyczy nie wyrastają nowe naczynia krwionośne o dużym przekroju, bo gdyby tak było, to chorobę wieńcową dałoby się leczyć torcikami wedla.

Ale ja nie miałem choroby wieńcowej. Ja tylko niechcący zmusiłem słodyczami ciało, aby dopasowało się do nowego trybu trawienia i zwiększyło naczynia krwionośne. To tak, jak np. ciało dopasowuje się do nowego trybu używania mięśni, gdy ktoś niećwiczący zaczyna dźwigać ciężary i przez to jego ciało zaczyna się rozrastać, bywa że i żyły stają się bardziej widoczne. Albo gdy ktoś zaczyna pić nałogowo alkohol, więc jego serce staje się większe. Albo gdy ktoś regularnie uderza ramionami o cegły, więc jego kości stają się gęstsze i twardsze. Albo gdy ktoś regularnie wywiera fizyczny nacisk na konkretną część ciała, to wtedy mu skóra w tym miejscu grubieje. Tłumaczę ci na przykładach, żebyś wreszcie na podstawie analogii przyjął do wiadomości moje wytłumaczenie dlaczego organizm zareagował powiększeniem żył.

Sentinel napisał/a:
ten "inny rodzaj żył" to pewnie tętnice, a kolor zielony można zinterpretować tak, że masz kruche naczyńka

Zapytaj kogokolwiek jakiego koloru są jego żyły. Spojrzy i ci powie że jego żyły są koloru szaro-zielonego. A te inne żyły skórne o grubości do 1/3 milimetra, czyli pajączki, mają kolor różowo-czerwony (tak przynajmniej wynika z mojej obserwacji. I nie mam daltonizmu). Chyba że ty nie widzisz na swoim ciele nawet takiej rzeczy jak żyły, bo tyle masz tłuszczu pod skórą albo masz strasznie słabo rozwinięty układ krwionośny, to wtedy ci przebaczam tę ignorancję.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Nie Lip 15, 2018 15:00, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Nie Lip 15, 2018 16:31   

jarosinski napisał/a:
To dlaczego poprzednio to zbeształeś i skrytykowałeś?
Nie krytykowałem. Widocznie źle to zinterpretowałeś.
jarosinski napisał/a:
gdy ktoś niećwiczący zaczyna dźwigać ciężary i przez to jego ciało zaczyna się rozrastać, bywa że i żyły stają się bardziej widoczne.
To się nazywa waskulizacja. Niski procent tkanki tłuszczowej w połączeniu z intensywnym treningiem powoduje, że żyły powierzchowne biegnące w tkance podskórnej stają się bardziej widoczne. To jest naturalna reakcja fizjologiczna, a nie stan patologiczny. Natomiast Ty masz po prostu przewlekłą niewydolność żylną, do której próbujesz dorabiać niestworzone historie.
jarosinski napisał/a:
Zapytaj kogokolwiek jakiego koloru są jego żyły. Spojrzy i ci powie że jego żyły są koloru szaro-zielonego. A te inne żyły skórne o grubości do 1/3 milimetra, czyli pajączki, mają kolor różowo-zielony (tak przynajmniej wynika z mojej obserwacji. I nie mam daltonizmu).
U mnie są niebieskie. U innych także, bo tkanka w dużym stopniu absorbuje ze spektrum światła widzialnego kolor czerwony, a w mniejszym niebieski, który jest odbijany i naczynia położone płytko pod skórą widać jako niebieskie. Pajączków nie mam, więc nie wymienimy się wrażeniami z ich obserwacji.
jarosinski napisał/a:
Chyba że ty nie widzisz na swoim ciele nawet takiej rzeczy jak żyły, bo tyle masz tłuszczu pod skórą, albo masz strasznie słabo rozwinięty układ krwionośny
Ba...mam głęboki niedorozwój. Jedna patologia, bo gdzie nie spojrzeć tam same niebieskie żyły. Zero szarości i zieleni.
jarosinski napisał/a:
to wtedy ci przebaczam tę ignorancję.
Dzięki ci o panie i łaskawco. Poniosę w świat wieść o tym, jaki jesteś wyrozumiały dla wszystkich odmieńców z niebieskimi żyłami.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Nie Lip 15, 2018 16:34, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Nie Lip 15, 2018 17:24   

Sentinel napisał/a:
Nie krytykowałem. Widocznie źle to zinterpretowałeś.

Raczej dobrze to zinterpretowałem. Krytykowałeś. Zobacz sam co napisałeś odnośnie mojego postu terapeutycznego:
Sentinel napisał/a:
Ale to tylko jeden z wielu rodzajów terapii. Pytanie czy najwłaściwszy dla Ciebie? Mnie się wydaje, że to kolejna głupawka, którą zasugerowałeś się serfując po necie w poszukiwaniu odpowiedzi.

Więc ja odparłem, że najlepszym sposobem na przekonanie się czy masz tu rację czy nie, jest osobiste sprawdzenie tego na sobie.

Sentinel napisał/a:
Niski procent tkanki tłuszczowej w połączeniu z intensywnym treningiem powoduje, że żyły powierzchowne biegnące w tkance podskórnej stają się bardziej widoczne

Ale np. u kulturystów niektóre żyły są dużo większe niż gdyby ci ludzie nigdy morderczo nie trenowali.

Sentinel napisał/a:
masz po prostu przewlekłą niewydolność żylną, do której próbujesz dorabiać niestworzone historie.

A więc sugerujesz że przejadanie się słodyczami nie miało tu nic do rzeczy i ten rozrost żył i powstanie pajączków i tak by u mnie nastąpiło, nawet gdybym wtedy nie jadł słodyczy i spożywał miarowe posiłki? No to możesz już sobie darować dalsze wypowiadanie się na forum, bo chybiłeś o kilometr ze swoją diagnozą. Skoro wysnuwasz z doopy wzięte bezpodstawne deklaracje mijające się zupełnie z faktami w jednej dziedzinie, to robisz to z pewnością w innych dziedzinach, o których piszesz na forum. Zdyskredytowałeś właśnie siebie i z dużym prawdopodobieństwem wszystko inne co wypisałeś o funkcjonowaniu organizmu ludzkiego. Czyli na wszystkie twoje przekonania o procesach biologicznych należy od teraz patrzeć przez pryzmat idiotyzmu który właśnie palnąłeś i w którym twierdzisz, że faszerowanie się słodyczami nie spowodowało zmiany w układzie krwionośnym. To tak jakby powiedzieć, że gdy komuś walec przejedzie po nodze i ją złamie, to należy stwierdzić, że ta osoba miała po prostu zwiększoną łamliwość kości, a walec nie miał tu nic do rzeczy. Albo gdy ktoś w upały nie pił wody przez 3 dni i umarł, to ty powiesz, że miał po prostu zaburzoną potliwość, przez co stracił zbyt dużo wody, a 3-dniowy okres niedostarczania płynów w upały nie miał wpływu na jego śmierć. Oto twoje rozumowanie jakie można wynieść z twoich absurdów. Gratuluję pomyślunku.

Sentinel napisał/a:
U mnie są niebieskie.

Przyznam, że u mnie też są niebieskie/granatowe niektóre żyły, ale tylko te cienkie. A te największe żyły łącznie z tętnicami są wyraźnie szaro-zielone.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Nie Lip 15, 2018 19:40, w całości zmieniany 9 razy  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Nie Lip 15, 2018 18:42   

jarosinski napisał/a:
A więc sugerujesz że przejadanie się słodyczami nie miało tu nic do rzeczy i ten rozrost żył i powstanie pajączków i tak by u mnie nastąpiło, nawet gdybym wtedy nie jadł słodyczy i spożywał miarowe posiłki?
Tak. Prędzej czy później te symptomy by się pojawiły, bo masz do tego genetyczne predyspozycje. Nie nastąpiłoby to w 2012 to odczułbyś to w 2015. Nadmiar węglowodanów tylko przyśpieszył to co nieuchronne. Masz problem z zaakceptowaniem tego faktu, co jest zrozumiałe. Jesteś na tym forum od wielu lat. Już lata temu mogłeś zastosować się do zasad niskowęglowodanowego żywienia z prawdziwego zdarzenia, znacznie opóźnić tym postęp choroby i złagodzić objawy. Nie wnikam z jakiego powodu tego nie zrobiłeś. Nie moja brocha.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Nie Lip 15, 2018 19:10, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Nie Lip 15, 2018 19:31   

Sentinel napisał/a:
Tak.

No to potwierdziłeś moje wcześniejsze słowa o tobie. A uważałem cię za znawcę i człowieka intelektu.

Sentinel napisał/a:
Nie nastąpiłoby to w 2012 to odczułbyś to w 2015

Masz jakieś dowody na poparcie swojej tezy? Znasz jakiś przykład osoby, u której w ciągu kilku dni nastąpiło wyraźne powiększenie się drobnych żył w duże oraz nagły wyskok pajączków na całym ciele? Chodzi mi o taką sytuację, że przez 30 lat wszystko ładnie, a w którymś miesiącu nagle wszystko szlag trafia i nie ma porównania do wyglądu ciała sprzed miesiąca. Oczywiście przy założeniu że odżywianie u tej osoby było cały czas normalne, skoro negujesz wpływ przejadania się.

Sentinel napisał/a:
Masz problem z zaakceptowaniem tego faktu

Ten "fakt" to sobie uroiłeś w swojej główce, w której brak zielonego pojęcia o czyichś doświadczeniach i przeżyciach, więc narzucasz swoje wyobrażenia na rzeczywistość. Nie bierzesz w ogóle pod uwagę czynników zewnętrznych jako przyczyny jakiegoś efektu ubocznego.

Sentinel napisał/a:
Już lata temu mogłeś zastosować się do zasad niskowęglowodanowego żywienia

Mogłem i powinienem był to przeprowadzić odrazu po ujrzeniu tych skutków ubocznych, czyli na początku sierpnia 2012 (z tym, że zamiast LC zastosowałbym głodówkę). Ale przez 6 lat następnych lat nie mogłem tego zacząć, bo mój umysł był zniewolony przez bulimiczne żądze rozkoszy jedzeniowej. Zresztą dopiero po 4 latach dowiedziałem się jak inni usunęli pajączki domowymi sposobami i o leczniczych zaletach głodówki.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Nie Lip 15, 2018 19:43, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Nie Lip 15, 2018 20:26   

jarosinski napisał/a:
Masz jakieś dowody na poparcie swojej tezy? Znasz jakiś przykład osoby, u której w ciągu kilku dni nastąpiło wyraźne powiększenie się drobnych żył
Kilka dni to kupa czasu na zaostrzenie się objawów. Nawet bardzo duże naczynia potrafią się poszerzyć w kilka godzin i wrócić do stanu pierwotnego w ciągu kilku dni np poszerzone naczynia żyły splotu hemoroidalnego, czyli kolokwialnie mówiąc hemoroidy. Wieczorem jest ok, a rano budzisz się z bólem zadka, po czym hemoroidy znikają w ciągu kilku dni.
jarosinski napisał/a:
Chodzi mi o taką sytuację, że przez 30 lat wszystko ładnie
Co było ładnie jeśli żylaki masz od wielu lat? O czym zresztą w wielu tematach na tym forum pisałeś. Przecież to wszystko to tylko różne objawy jednego schorzenia. Wszystko jest ze sobą powiązane, ale tobie się nawet nie chce sprawdzić czym jest przewlekła niewydolność żylna. Gdybyś to zrobił, to wiedziałbyś, że choroba zaczęła się rozwijać na długo przed tym zanim zauważyłeś pierwszy żylak.
jarosinski napisał/a:
Mogłem i powinienem był to przeprowadzić odrazu po ujrzeniu tych skutków ubocznych, czyli na początku sierpnia 2012 (z tym, że zamiast LC zastosowałbym głodówkę). Ale przez 6 lat następnych lat nie mogłem tego zacząć, bo mój umysł był zniewolony przez bulimiczne żądze rozkoszy jedzeniowej. Zresztą dopiero po 4 latach dowiedziałem się jak inni usunęli pajączki domowymi sposobami i o leczniczych zaletach głodówki.
Wybiera się sójka za morze, ale wybrać się nie może.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Nie Lip 15, 2018 22:11   

Sentinel napisał/a:
Kilka dni to kupa czasu na zaostrzenie się objawów.

Nie wiem w ile dni te niewidoczne żyłki się powiększyły na tyle, że stały się widoczne. Mogła to być nawet jedna doba. Ale wpływ na tę zmianę miał miesiąc katowania organizmu, gdyż przez cały lipiec nie zauważyłem niczego złego, dopiero pod koniec lipca zobaczyłem że dłonie mam bardziej "okablowane" niż dotychczas. Sprawdziłem na reszcie ciała i tam też pokazało się to samo co na dłoniach i przedramionach.

Sentinel napisał/a:
Wieczorem jest ok, a rano budzisz się z bólem zadka, po czym hemoroidy znikają w ciągu kilku dni.

Ale u mnie to nie są hemoroidy. To, co u mnie zaszło, nie wraca w ogóle do pierwotnego stanu, niezależnie od diety. Nowo widoczne żyłki jak wyszły w 2012, tak są przez cały czas. Tak więc nietrafne twoje porównanie i nie jest to dowód na poparcie twojej tezy.

Sentinel napisał/a:
Co było ładnie jeśli żylaki masz od wielu lat?

A co mają do tego moje żylaki? Nie odróżniasz żylaków od żył i pajączków? Znowu wychodzi na wierzch twoje nieuctwo i brak doświadczenia w sprawach w których nie masz obycia. Może nie uwierzysz z winy swoich wąskich horyzontów myślowych, albo już nie pamiętasz jak tu kiedyś tłumaczyłem, ale żylaki też powstały u mnie na skutek patologicznego odżywiania, dokładnie 10 lat wcześniej. Ale w tamtym przypadku nie jadłem słodyczy i nie było przyspieszonego pulsu. Zatem logiczne, że niewidzialne żyłki nie miały powodu by urosnąć i stać się widoczne. I dlatego przez cały ten czas aż do 2012 było ładnie na całym ciele poza łydką. Ale w obu przypadkach winą było złe odżywianie i nie zdołasz mi wmówić że było inaczej. Przecież nie mam sklerozy i dobrze pamiętam co poprzedziło wystąpienie każdej z wad. Wystąpienie żylaków poprzedził rok jedzenia posiłków dwukrotnie większych niż normalne i niezdrowych w swoim składzie oraz monotonnych. Wystąpienie żył i pajączków poprzedził miesiąc zjadania worków słodyczy (tym razem 4-krotnie większych niż normalny posiłek), a codzienne objawy były tu inne.

Sentinel napisał/a:
Przecież to wszystko to tylko różne objawy jednego schorzenia.

Nie umiesz odróżnić jednego schorzenia od drugiego tylko dlatego, że łączy je ten sam organ, czyli żyły. Pojmij że jakaś anomalia niekoniecznie ma związek z inną, choć podobną, i że może ją wywołać ją coś innego. Musisz się jeszcze wiele nauczyć zanim będziesz mógł wydawać osądy w sprawach, z którymi nie miałeś nigdy do czynienia, albo których nie znasz z autopsji.

Sentinel napisał/a:
Gdybyś to zrobił, to wiedziałbyś, że choroba zaczęła się rozwijać na długo przed tym zanim zauważyłeś pierwszy żylak.

Gdybyś pamiętał co kiedyś pisałem o swoim odżywianiu odnośnie tego schorzenia, to byś wiedział o jak długim okresie rozwijania się tego schorzenia mówiłem. Był to najwyżej rok, bo tyle trwało objadanie się niezdrową rzeczą w niezdrowych ilościach. Pamiętam że ten nowy, żarłoczny tryb życia zacząłem w 2001 r. i rok później zobaczyłem efekt tego.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Nie Lip 15, 2018 22:24, w całości zmieniany 6 razy  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Pon Lip 16, 2018 06:38   

jarosinski napisał/a:
żyłki się powiększyły na tyle, że stały się widoczne


Dla kobiety mógłby to być jakiś problem, bo to mało estetyczne i takie tam. Ale dla faceta?

Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że faceci niewieścieją?
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Pon Lip 16, 2018 08:36   

Sentinel napisał/a:
Kilka dni to kupa czasu na zaostrzenie się objawów. Nawet bardzo duże naczynia potrafią się poszerzyć w kilka godzin i wrócić do stanu pierwotnego w ciągu kilku dni np poszerzone naczynia żyły splotu hemoroidalnego, czyli kolokwialnie mówiąc hemoroidy. Wieczorem jest ok, a rano budzisz się z bólem zadka, po czym hemoroidy znikają w ciągu kilku dni.

mam podobne zdanie ja Sentinel. Znam kilka przypadków, że hemoroidów wcale nie trzeba usuwać, tylko wystarczy zmienić żywienie (domyśl się na jakie :P ) i one zmniejszają się i praktycznie znikają. Znikają też wszystkie dolegliwości
Hemoroidy to też są żylaki....

Jarosiński - na twoim miejscu zamiast czekać do 2019r z rozpoczęciem głodówki, zrobiłbym podejście do LC/keto...
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Pon Lip 16, 2018 08:41   

Sentinel napisał/a:

Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że faceci niewieścieją?


to za dużo powiedziane...Skoro faceci gotują, sprzątają i robią wiele innych rzeczy które kiedyś robiły wyłącznie kobiety - w drugą stronę też to działa....
niewieścieją - za mocne określenie...świat się zmienia i my wraz z nim...
czasy niewątpliwie robią się ciekawe...i mam nadzieję, że ta chińska klątwa mnie nie dotknie....
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Pon Lip 16, 2018 13:53   

3of5 napisał/a:
Skoro faceci gotują, sprzątają

Pomiędzy gotowaniem i sprzątaniem, a jojczeniem z powodu pajączków jest przepaść.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Pon Lip 16, 2018 18:51   

3of5 napisał/a:
zrobiłbym podejście do LC/keto

Tak jak Sentinel nie tknie słodyczy które mu proponowałem aby się przekonał że zwiększają puls, tak ja nie tknę diety Kwacha. Mdli mnie na samą myśl. 5 lat temu spróbowałem przez jeden dzień. Uczucie ohydne, brak energii.

Sentinel napisał/a:
a jojczeniem z powodu pajączków

Gdzie widzisz jojczenie z powodu pajączków? Doczytaj, a może dotrze do ciebie, że problemem są tylko moje "nowe" żyły, bo organizm jest za głupi, żeby przestać je trzymać, nawet gdy już ich nie potrzeba kiedy odżywianie wróciło do normy. Na stopach stały się najbardziej liczne. Obserwuję swoje ciało przez 38 lat i wiem jak wyglądało przed, a jak wygląda po. Pajączków się nie boję, bo wiem że ciało je niedługo wchłonie gdy je zmuszę. Przed głodówką cyknę zdjęcia pajączków na różnych częściach ciała, a jak znikną, to po głodówce cyknę zdjęcia tych samych części ciała żeby zobaczyć różnicę i żeby mieć dowód co może zdziałać głodówka. Oczywiście tylko jeśli to zadziała.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Pon Lip 16, 2018 20:05, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Śro Lip 18, 2018 07:41   

jarosinski napisał/a:
3of5 napisał/a:
zrobiłbym podejście do LC/keto

Tak jak Sentinel nie tknie słodyczy które mu proponowałem aby się przekonał że zwiększają puls, tak ja nie tknę diety Kwacha. Mdli mnie na samą myśl. 5 lat temu spróbowałem przez jeden dzień. Uczucie ohydne, brak energii.


A o diecie Lutza słyszałeś?
słyszałeś/czytałeś może, że po przejściu na inny model żywienia trzeba przejśc adaptację która trwa nawet od 1-3 miesięcy? nalej ropy do benzyniaka i sprawdź czy pojedzie...jest pewna analogia do zmiany pokarmu z wysokowęglowodanowego jedzenia na niskowęglowodanowe...różnica taka, że organizm potrafi się przestawić na inne zasilanie, tylko potrzebuje czasu, żeby przebudować szlaki metaboliczne. Przez jakiś czas faktycznie może być złe samopoczucie i brak energii (tzw. grypa węglowodanowa)
Tylko wiesz co mi się nasunęło, jak to piszę? - ty się poddałeś po 1 dniu próbowania diety kwaśniewskiego? - to znaczy tylko, że albo nie posiadałeś minimum wiedzy na ten temat, albo posiadałeś tę wiedzę, ale bardzo szybko się zniechęcasz. Jeśli faktycznie tak jest, to to nie jest dobry prognostyk, także jeśli chodzi o jakiekolwiek eksperymenty głodówkowe.
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Śro Lip 18, 2018 07:59   

3of5 napisał/a:
Jeśli faktycznie tak jest, to to nie jest dobry prognostyk, także jeśli chodzi o jakiekolwiek eksperymenty głodówkowe.

Głodówka to nie to samo co dieta. Głodówka to żadna dieta. Tu nie ma kompromisów. Pewne informacje zmotywowały mnie bardziej do głodówki niż do LC. Kiedyś zasłyszałem plotkę Hannibala że na diecie Kwacha żylaki znikają po miesiącu, więc chciałem sprawdzić, ale nie miałem pewności ani wiary że tak się stanie. Nie znam też żadnych potwierdzonych przypadków, że ta dieta leczy z żylaków lub pajączków. A na głodówce mam potwierdzone przypadki wyleczenia, przynajmniej z pajączkami, zobaczymy jak żylaki i inne zmiany skórne zareagują.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Śro Lip 18, 2018 08:06, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Śro Lip 18, 2018 08:19   

Rozsądna dieta mięsna, niskowęglowodanowa, wzmacnia naczynia, likwiduje skłonności do ich pękania i powoduje, że u osoby ze skłonnością do wybroczyn te wybroczyny przestają powstawać. To miałem okazję ewidentnie obserwować. Howgh!
JW
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Śro Lip 18, 2018 12:23   

jarosinski napisał/a:
Kiedyś zasłyszałem plotkę Hannibala że na diecie Kwacha żylaki znikają po miesiącu, więc chciałem sprawdzić, ale nie miałem pewności ani wiary że tak się stanie. Nie znam też żadnych potwierdzonych przypadków, że ta dieta leczy z żylaków lub pajączków..


to nie plotki, tylko fakty. Wielu ludzi tego doświadczyło...
Nie wiem jak z "pajączkami" - ale pewnie jest tak samo jak z żylakami...tak jak napisał pan Witold wyżej...
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Śro Lip 18, 2018 13:01   

3of5 napisał/a:
jarosinski napisał/a:
Kiedyś zasłyszałem plotkę Hannibala że na diecie Kwacha żylaki znikają po miesiącu, więc chciałem sprawdzić, ale nie miałem pewności ani wiary że tak się stanie. Nie znam też żadnych potwierdzonych przypadków, że ta dieta leczy z żylaków lub pajączków..


to nie plotki, tylko fakty. Wielu ludzi tego doświadczyło...
Nie wiem jak z "pajączkami" - ale pewnie jest tak samo jak z żylakami...tak jak napisał pan Witold wyżej...


Jeśli PNŻ nie jest spowodowana wrodzonymi czynnikami które ją powodują, to ograniczenie węglowodanów może istotnie dać poprawę w niemal każdym przypadku, bo można wtedy określić ją mianem choroby metabolicznej. Winowajcą jest między innymi nadmiar IGF-1. Destrukcyjny wpływ nadmiernej syntezy IGF-1 opisany został przez Wolfganga Lutza w "Życie bez pieczywa" więc sprawa nie jest nowa. Nowe badania potwierdzają tylko stare wnioski.

Ocena zawartości insulinopodobnego czynnika wzrostu I
w ścianie żylaków kończyn
https://www.google.pl/url...TtL4GqerxkujBz7
Cytat:
Zawartość insulinopodobnego czynnika wzrostu I w ścianie żylnej przedstawiono na rycinie 1. Zawartość IGF-I jest większa (p < 0,05) w ścianie żylaków (152,73 ± 22,96 ng/g białka) w porównaniu ze ścianą żył
prawidłowych (80,76 ± 28,38 ng/g białka). W przebiegu zakrzepowego zapalenia zawartość IGF-I w ścianie żylnej (183,83 ± 51,14 ng/g białka) jest również większa niż w ścianie żył prawidłowych (p < 0,05), ale nie ulega
istotnym zmianom w porównaniu ze ścianą żylaków niepowikłanych (p > 0,05). W grupie kontrolnej i grupach badanych nie wykazano różnic w zakresie zawartości IGF-I zależnych od płci (p > 0,05). Zawartość białka 3 wiążącego insulinopodobny czynnik wzrostu w ścianie żylnej przedstawiono na rycinie 2. Zawartość IGFBP-3 w ścianie żył prawidłowych
(8,45 ± 0,9 ng/g białka) i żylaków (9,03 ± 1,97 ng/g białka) jest porównywalna (p > 0,05). Natomiast zawartość IGFBP-3 w ścianie żylaków powikłanych zakrzepowym zapaleniem (14,45 ± 4,09 ng/g białka) jest większa niż w ścianie żył prawidłowych i żylaków niepowikłanych
(p < 0,05). W grupie kontrolnej i grupach badanych nie wykazano różnic w zawartości IGFBP-3 zależnych od płci (p > 0,05). Zawartość receptora typu 1 dla insulinopodobnego czynnika wzrostu w ścianie żylnej przedstawiono
na rycinie 3. Zawartość IGF-1R w ścianie żylaków (321,28 ± 71,14 ng/g białka) jest większa (p < 0,05) niż w ścianie żył prawidłowych (207,92 ± 22,98 ng/g białka). Natomiast w ścianie żylaków powikłanych zakrzepowym zapaleniem zawartość badanego receptora (1276,47 ± 298,66 ng/g białka) jest większa w porównaniu ze ścianą żył prawidłowych (p < 0,001), jak również w porównaniu ze ścianą żylaków niepowikłanych
(p < 0,001). W grupie kontrolnej i grupach badanych nie wykazano różnic w zakresie zawartości IGF-1R zależnych od płci (p > 0,05).


A związek pomiędzy IGF-1 i węglowodanami jest taki:
1. Węglowodany pobudzają syntezę IGF-1
2. Insulina przedłuża okres półtrwania cząsteczki IGF-1
3. Niektóre węglowodany naśladuja IGF-1, przez co wiążą i aktywują jego receptory.

Po ograniczeniu węglowodanów komórkowa synteza IGF-1 spada niemal natychmiast.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Śro Lip 18, 2018 13:03, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
pogodny 

Wiek: 29
Dołączył: 01 Cze 2015
Posty: 410
Skąd: Kraków
Wysłany: Pon Lip 23, 2018 13:33   

Przez jak długo można ograniczać węglowodany, powiedzmy do 50g dziennie? Podejrzewam że na dłuższą metę będzie to miało niekorzystny wpływ na zdrowie? Kiedyś słyszałem o 3-4 tygodniach max, ale nie testowałem tego na sobie więc ciężko stwierdzić jak bym się czuł.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Pon Lip 23, 2018 20:34   

pogodny napisał/a:
jak długo można ograniczać węglowodany, powiedzmy do 50g dziennie?
Nie ma ograniczeń czasowych.
pogodny napisał/a:
Podejrzewam że na dłuższą metę będzie to miało niekorzystny wpływ na zdrowie?
Podejrzewasz, ale...
pogodny napisał/a:
nie testowałem tego na sobie więc ciężko stwierdzić jak bym się czuł.
...więc spróbuj
pogodny napisał/a:
Kiedyś słyszałem o 3-4 tygodniach max
Jeśli tak słyszałeś, to przykładałeś ucho w niewłaściwe miejsce.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Śro Lip 25, 2018 06:25   

pogodny napisał/a:
Przez jak długo można ograniczać węglowodany, powiedzmy do 50g dziennie? Podejrzewam że na dłuższą metę będzie to miało niekorzystny wpływ na zdrowie? Kiedyś słyszałem o 3-4 tygodniach max, ale nie testowałem tego na sobie więc ciężko stwierdzić jak bym się czuł.


w zasadzie już Sentinel odpowiedział i mógłbym napisać dokładnie to samo, ale....
O ile dobrze pamiętam, to dr Lutz zaczął stosować ograniczenie do 72g W/dzień gdzieś w wieku około 40 lat i stosował aż do końca życia...ta granica 72g jest taka a nie inna, bo przy nie przekraczaniu 72g W pozostaje się na granicy ketozy...(pewnie nawet przy mininalnej aktywności)
Teraz może chwila refleksji - niby dlaczego miałoby to mieć niekorzystny wpływ na zdrowie? Bo nie dostarczamy prozdrowotnego pieczywa pełnoziarnistego z mnóstwem mikroelemntów? Bo jemy dużo jajek od których potem mamy wysoki cholesterol? bo jemy dużo czerwonego mięsa które jest rakotwórcze? :hah:
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Śro Lip 25, 2018 11:40   

3of5 napisał/a:
O ile dobrze pamiętam, to dr Lutz zaczął stosować ograniczenie do 72g W/dzień gdzieś w wieku około 40 lat i stosował aż do końca życia...ta granica 72g jest taka a nie inna, bo przy nie przekraczaniu 72g W pozostaje się na granicy ketozy...(pewnie nawet przy mininalnej aktywności)


No właśnie.
Na jednym z anglojęzycznym forów dla diabetyków, w archiwalnych postach, jeden z użytkowników opisywał, że Lutz miał w zwyczaju pijać czerwone wytrawne wino. Robił to często, choć nie codziennie i chyba sobie nie żałował tego wina, bo czasem było to kilkaset ml, które jak twierdził Lutz nie należy wliczać w ogólny bilans spożywanych węglowodanów.
I ok, ale niektórzy twierdzą, że należy liczyć alkohol tak jak węgle i tu sprawa jest dla mnie niejasna.

C2H5OH jest metabolizowany do kwasu octowego, a u mnie produkty marynowane w occie i oliwie, które sam przyrządzam i wytrawne wino powodują znaczny spadek glikemii i wzrost ketonemii.
Co więcej nie następuje potem efekt odbicia i po spadku glikemii nie ma jej gwałtownego wzrostu.
Jakże mam wliczać w spożywane węglowodany coś, co powoduje spadek a nie wzrost glikemii? Przecież w organizmie niskowęglowodanowca kwas octowy jest substratem do syntezy de novo krótko- i średniołańcuchowych kwasów tłuszczowych.
Chyba że się mylę, to proszę o sprostowanie kogoś kto zna temat lepiej.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Śro Lip 25, 2018 18:05   

dokładnie tak samo z tym winem pamiętam...kojarzę że gdzieś się przewinęło, że pił lampkę wina dziennie...

a jeszcze gdzieś było, (zapomniałem wyżej napisać) że on w tym wieku 40 lat był trochę (?!?) schorowany...
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Czw Lip 26, 2018 08:25   

Alkohol, to nie glukoza, ale końcowy efekt jest ten sam, szybkie awaryjne przetwarzanie etanolu na kwasy tłuszczowe i rozrost tkanki tłuszczowej.
Chyba, że ktoś tylko pije i nie zakąsza, jak zawodowcy, ale to inna bajka.
JW
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Czw Lip 26, 2018 11:54   

3of5 napisał/a:
jeszcze gdzieś było, (zapomniałem wyżej napisać) że on w tym wieku 40 lat był trochę (?!?) schorowany...

Nie znam szczegółów, ale z tego co pamiętam z tego co czytałem w necie, to chorował od wczesnej młodości. To było kilka problemów zdrowotnych. Myślę, że wszystko jest w książce "My Life Without Bread: Dr Lutz at 90", którą mam w planach zamówić, ale teraz zafiksowałem się na Michio Kaku i jeszcze kilka jego książek czeka w kolejce.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Czw Lip 26, 2018 11:59   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Alkohol, to nie glukoza, ale końcowy efekt jest ten sam, szybkie awaryjne przetwarzanie etanolu na kwasy tłuszczowe i rozrost tkanki tłuszczowej.
Chyba, że ktoś tylko pije i nie zakąsza, jak zawodowcy, ale to inna bajka.
JW


Ileż tego alkoholu jest w wytrawnym winie? W porywach do 11%. Jeśli wypije się 50-100 ml dziennie to raczej wyjdzie in plus.
Czysty alkohol to opcja dla tych, którzy piją dla samego efektu oszołomienia, ale to nie ta liga. Kiedyś mi się zdarzało, ale od kilku lat unikam wody ognistej. Piwa zresztą też. Jedyną strawną opcją jest dla mnie czerwone wytrawne wino.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Czw Lip 26, 2018 12:00, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Antek

Dołączył: 17 Sie 2015
Posty: 8
Wysłany: Czw Lip 26, 2018 20:47   

11% wagowo czy objętościowo?

Przyzwoite wino powinno mieć minimum 13% vol., lepiej 13,5% do 14%.
Mała lampka to 125ml.

Czyli przy standadowym 13,5%-ym = 16,875ml czystego alkoholu o wadze 13,32g
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Czw Lip 26, 2018 21:51   

Antek napisał/a:
11% wagowo czy objętościowo?

Przyzwoite wino powinno mieć minimum 13% vol., lepiej 13,5% do 14%.
Mała lampka to 125ml.

Czyli przy standadowym 13,5%-ym = 16,875ml czystego alkoholu o wadze 13,32g


Mamy tu smakosza wina marki samuraj z dodatkiem destylatu. Dobre wytrawne wino jest robione z owoców zrywanych zanim osiągną wysoką koncentrację cukrów. Dlatego ma między 9 a 11% alk objętościowo. Hodowcy, którzy dbają o to, żeby wino wytrawne miało taką zawartość alkoholu jak w latach 80-ych (czyli do 11%), sadzą wyselekcjonowane odmiany winorośli o naturalnie mniejszej zawartości cukru. To o czym piszesz, czyli wino o zawartości 13% i wyżej, to wina z owoców zbieranych jak najpóźniej, właśnie po to, żeby miały jak najwięcej alkoholu. To tak jak u Arnolda Boczka z "Kiepskich", który twierdził, że "to musi sponiewierać". To nie ma sponiewierać tylko smakować i działać pozytywne na trawienie i układ krążenia. Chcesz porozmawiać o winach, to zapraszam. Ale jeśli wlepiłeś swój post tylko po to żeby w następnym wrzucić durną reklamę kiepskich win, to daruj sobie.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Pią Lip 27, 2018 09:29   

Sentinel napisał/a:
smakować i działać pozytywne na trawienie i układ krążenia
podaj przykład ;)
tylko bez snobizmu do 100zł max najlepiej w przedziale 20 - 40 jednak
jest nawet temat o winach jakby co
D
_________________
The Truth is still out there.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Pią Lip 27, 2018 10:50   

dario_ronin napisał/a:
podaj przykład ;)
tylko bez snobizmu do 100zł max najlepiej w przedziale 20 - 40 jednak
jest nawet temat o winach jakby co
D

Nawet 40 to przesada. Weźmy średnią z 20 - 40, uwzględnijmy to, żeby było łatwo dostępne nawet w średniej wielkości mieście, bo kiedy trzeba zamówić, to dochodzą jeszcze koszty wysyłki.
No to z takiej średniej wychodzi nam: Gallegas Castro Regio Tinto. Łatwo dostępne, cena w porywach do 30 zeta.
Może być też opcja tańsza i wcale nie gorsza: Lovico Kadarka. Świetne wino za nieco ponad 10 zł.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Pią Lip 27, 2018 10:51, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Pią Lip 27, 2018 12:16   

Sentinel napisał/a:
Gallegas Castro Regio Tinto
Kondrat poleca ;)
w UK chyba niedostępne , ale poszukam i przetestuję
Kadarkę też oczy wiście :D
THX

Ps. Mezzek znasz ?
np.Katarzyna Estate Mezzek White Soil Mavrud 2010
_________________
The Truth is still out there.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Pią Lip 27, 2018 13:12   

dario_ronin napisał/a:
Sentinel napisał/a:
Gallegas Castro Regio Tinto
Kondrat poleca ;)
w UK chyba niedostępne , ale poszukam i przetestuję
Kadarkę też oczy wiście :D
THX

Ps. Mezzek znasz ?
np.Katarzyna Estate Mezzek White Soil Mavrud 2010


Kondrat jak Kondrat. Na szczęście mam dwa sklepy z winami rzut mokrym beretem od domu, więc z oferty Kondrata nie korzystam. 😉
Mezzeki widuję na półkach sklepów dużopowierzchniowych, ale białe wina pijam bardzo rzadko. Jakiś Tokaj się czasem trafi. Z dwa miesiące temu piłem białe z Alzacji i to było tyle w tym roku z białych.
Wybieram te, które mają intensywny smak. Nie będę się tu wymądrzał i pisał "bukiet", bo mi się bukiet kojarzy zupełnie z czymś innym.
Staram się wybierać wina robione ze szczepu Syrah/Shiraz. Po lampce ma się dość. Nie dlatego że mocne, ale właśnie ze względu na intensywny smak.
A najchętniej to napiłbym się prawdziwego domowego wina z jeżyn. Piłem kiedyś takie i niech się gronowe schowa.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Pią Lip 27, 2018 13:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Pią Lip 27, 2018 13:36   

Temat jest o głodówce, a tu się o winach rozpisali. 😉 To na pewno jarosińskiemu ułatwia podjęcie decyzji. 😉

http://www.eduteka.pl/doc/wino
Cytat:
Wg przypowieści rabinackiej Szatan zakopał pod korzeniami pierwszej winorośli, zasadzonej przez Noego, lwa, owcę i wieprza; dlatego człowiek czerpie z Wina dzikość, łagodność i skłonność do tarzania się w błocie.

Słyszałem też taką wersję w której Szatan zakopał: lwa, owcę, wieprza i małpę. Co trochę wzbogaca opis zachowań ludzkich po nadmiernej ilości alkoholu.

Spektrum zachowań po wodzie ognistej jest szerokie i pewnie każdy mógłby zobrazować swoje zachowanie po alkoholu jakimś innym zwierzątkiem.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Pią Lip 27, 2018 20:00   

Sentinel napisał/a:
białe wina pijam bardzo rzadko
to się dobrze składa ponieważ gdyż... Mavrud jest winem czerwonym :D
https://www.vinisfera.pl/...0,0,F,news.html

Syrah też jest , ale nie każdy rocznik równie dobry
http://podaruj-prezent.co...rawne-2009.html

wino do tematu głodówki pasuje - zamiast pić wodę pić wino 'po trosze'
poziom glukozy obniży i samopoczucie poprawi

D
_________________
The Truth is still out there.
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Pią Lip 27, 2018 20:36   

Eh, rozmarzyłem się.
Za Gomułki polskie wina owocowe miały całkiem niezły smak, nieporównywalny z niczym innym, bo praktycznie importu win nie było i nie było z czym porównywać.
Za Gierka (od 1970) wprowadzono jakieś wysokowydajne technologie i najtańsze wino marki "Wino", czcionka stylizowana na patykiem pisaną, zaczęło mieć paskudny smak roztworu spirytusu w rozcieńczonym soku owocowym z dodatkiem fenolu. Nie wiem, co tam dodawali, ale tak to cuchnęło. Przy nominalnych zarobkach porównywalnych z dzisiejszymi, flaszka tego wina o objętości 75 cl kosztowała 21 zł i szybko podniesiono tę cenę na 23 zł. Stąd wino patykiem pisane zyskało kryptonim Hansa Klossa: J23 - jabol 23 złote.
Pojawiły się wina wina zagraniczne, Riesling, Fatima, Gellala po trzydzieści kilka zł i droższe od nich wermuty.
Butelka piwa, ale mała, 33 cl, i to tylko 3% alkoholu, kosztowała 3 zł.
Najtańsza paskudna wódka kosztowała wtenczas 50 zł za 50 cl i miała pseudonim "strażacka", ze względu na czerwoną etykietę. Najwyższej klasy czysta "Wyborowa" kosztowała około 80 zł i do dziś nie ma takiej wódki. Cytując kabareciarza Roberta Górskiego: "Jakby Pan Jezusek przebiegł bosymi stópkami po gardle".
A niedawno sprawdziłem, jak smakuje wino po 7 zł za 75 cl. Bez porównania lepsze, niż dawny Jabol 23. Podobno są wina po 4 zł, jak spotkam, to przetestuję.
Generalnie łatwiej naciąć się na droższe wino zachodnie, niż tańsze wino z demoludów, które bywa lepsze z oczywistych finansowych powodów.
JW
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Sob Lip 28, 2018 12:20   

dario_ronin napisał/a:
o się dobrze składa ponieważ gdyż... Mavrud jest winem czerwonym
No widzisz. Całe życie się uczę, a i tak "gupi" umrę.
dario_ronin napisał/a:
Syrah też jest , ale nie każdy rocznik równie dobry
To całkiem tak jak z ludźmi. Ci urodzeni w latach 70-ych są jeszcze znośni. Z młodszymi rocznikami bywa różnie.
dario_ronin napisał/a:
wino do tematu głodówki pasuje - zamiast pić wodę pić wino 'po trosze' poziom glukozy obniży i samopoczucie poprawi
Jest to jakiś fenomen wina, że nie powoduje hiperglkemii po hipoglikemii, czyli nie ma tzw efektu odbicia, który występuje w przypadków innych napojów alkoholowych. Nie wiem jak wygląda ta sytuacja u wysokowęglowodanowców. Może część z nich reaguje na wino podobnie, ale cukrzycy chyba nie zaznają tego komfortu. Dla nich choćby krótka głodówka + wino oznacza huśtawkę glikemiczną. Kiedyś już jako długoletni lowcarbowiec wypiłem w jeden wieczór 0,7 litra wytrawnego wina i glikemia istotnie zjechała w dół, ale nie skoczyła potem na jakąś nieakceptowalną dla mojego organizmu wartość. Wiem co mówię, bo to charakterystyczne znużenie towarzyszące wysokiej glikemii z wysokowęglowodanowych czasów pamiętam do dziś.
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Generalnie łatwiej naciąć się na droższe wino zachodnie, niż tańsze wino z demoludów, które bywa lepsze z oczywistych finansowych powodów. JW
To prawda. Wina: węgierskie, bułgarskie czy gruzińskie są tanie, a jakością nie różnią się od tych z najdalszych zakątków świata.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Sob Lip 28, 2018 12:23, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Sob Lip 28, 2018 17:37   

Sentinel napisał/a:
To prawda. Wina: węgierskie, bułgarskie czy gruzińskie są tanie, a jakością nie różnią się od tych z najdalszych zakątków świata.
lubię też esencjonalne wina słodkie np. Porto
mołdawski deserowy Kagor Pastorał (18zł) z mnichem na etykiecie 'bije na głowę' przeciętne Porto dwukrotnie droższe
dopiero 10 letni Grahams dostarcza więcej wrażeń smakowych i zapachowych, ale kosztuje 20f więc jest ok. 5 razy droższy od Kagora

niestety jest za słodki do głodówki ;)
D
_________________
The Truth is still out there.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Pią Sie 03, 2018 11:07   

dario_ronin napisał/a:
za słodki do głodówki ;)
D

Trochę biblijnie się zrobiło. ;) Pewnie przez to, że głodówka jest często kojarzona z chrześcijańską tradycją poszczenia. Chociaż starowiercy też praktykowali post.

Post z winem chyba by mi nie podszedł. Znośniejsze jest wino rozcieńczone wodą, czyli opcja o której wspominałeś. Jednak gdybym miał wybierać, to wybrałbym głodówkę z sokiem pomidorowym doprawionym solą morską, kamienną.

Przymierzałem się kiedyś do niskowęglowodanówki opartej na rybach, tłuszczach roślinnych, niskowęglowodanowych warzywach i pewnie się w tym roku zdecyduję. Cholernie lubię dotrzeć się wysiłkiem fizycznym i post mi nie leży, bo cudów nie ma i każdy dłuższy post oznacza spadek formy.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Sob Sie 04, 2018 05:09   

[quote="Sentinel"]
dario_ronin napisał/a:
za słodki do głodówki ;)
Przymierzałem się kiedyś do niskowęglowodanówki opartej na rybach, tłuszczach roślinnych, niskowęglowodanowych warzywach i pewnie się w tym roku zdecyduję.

bez problemu da się...(sprawdziłem) - tylko po co? ;)
Na takiej jarskiej odmianie LC odrobinę gorzej się czułem..podejrzewam, że to z powodu większej niż zwykle ilości W
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Sob Sie 04, 2018 08:28   

Ponadto taki nadmiar wielonienasyconych tłuszczów roślinnych nasila produkcję wolnych rodników i sprzyja powstawaniu raka.
Tylko olej kokosowy i oliwa nie zawierają dużych ilości tych kwasów.
JW
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Sob Sie 04, 2018 08:30   

Sentinel napisał/a:
dario_ronin napisał/a:
za słodki do głodówki ;)
D

Trochę biblijnie się zrobiło. ;) Pewnie przez to, że głodówka jest często kojarzona z chrześcijańską tradycją poszczenia. Chociaż starowiercy też praktykowali post.
A Ramadan? I nie tylko. Praktycznie wszystkie społeczeństwa kultywowały rytualne posty.
JW
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Nie Sie 05, 2018 09:21   

3of5 napisał/a:
bez problemu da się...(sprawdziłem) - tylko po co? ;)
Po to by czegoś innego spróbować. Trochę mi się znudziło mięso ssaków, to raz, a dwa to mam dostęp do prywatnych zbiorników wodnych, w których jest w cholerę ryb. Łowiłem ostatnio dość dużo i muszę coś z tymi rybami zrobić. Wędka trochę nudy, ale łowienie ościeniem czy kuszą podnosi poziom adrenaliny. Upał i w wodzie można się ochłodzić. Ma to wiele zalet.
Może na pióro od czasu do czasu wyskoczę, ale nie cierpię wybierać śrutów z ptactwa, a nie będę walił półpłaszczowym do pticów, bo potem nie ma czego zbierać. Do strusia byłby sens, ale nie widziałem strusi w lesie. :) )
Cytat:
Na takiej jarskiej odmianie LC odrobinę gorzej się czułem..podejrzewam, że to z powodu większej niż zwykle ilości W
Kwestia indywidualna. Ja na rybach, oleju kokosowym i oliwie mogę jechać przez dłuższy czas i dobrze się czuję. Węgli jest tyle samo lub mniej. Żeby z niskowęglowodanowych warzyw wydusić 50 gramów węgli, trzeba tego z dwa kilo zjeść, a to nie wchodzi w grę.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Nie Sie 05, 2018 09:22, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Nie Sie 05, 2018 09:25   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Tylko olej kokosowy i oliwa nie zawierają dużych ilości tych kwasów.
JW

Głownie tych używam, ale też nie można dać się zwariować. Tłoczony na zimno olej słonecznikowy też jest ok.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Nie Sie 05, 2018 09:29   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Sentinel napisał/a:
dario_ronin napisał/a:
za słodki do głodówki ;)
D

Trochę biblijnie się zrobiło. ;) Pewnie przez to, że głodówka jest często kojarzona z chrześcijańską tradycją poszczenia. Chociaż starowiercy też praktykowali post.
A Ramadan? I nie tylko. Praktycznie wszystkie społeczeństwa kultywowały rytualne posty.
JW

Tylko Celtowie głodowali kiedy zmuszał ich do tego brak pożywienia. Saracenów nie wliczam, bo to dla mnie żadna religia czy rasa. Nie potrafią nic prócz wysadzania się w powietrze, co szczerze popieram jeśli będą robić to u siebie na środku pustyni.
Rasistowsko trochę wyszło, ale kiedy czegoś nie toleruję to mówię wprost.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Nie Sie 05, 2018 12:51   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Ponadto taki nadmiar wielonienasyconych tłuszczów roślinnych nasila produkcję wolnych rodników i sprzyja powstawaniu raka.

Chyba wielonienasyconych tłuszczów roślinnych typu omega-6, jak już. Tłuszcze roślinne z grupy omega-3 są bezpieczne. Oczywiście muszą być świeże, niezjełczałe. Proces tworzenia się wolnych rodników dotyczy zwłaszcza tłuszczów zawierających wielonienasycone kwasy tłuszczowe typu omega-6, które bardzo łatwo ulegają utlenianiu. Najwięcej tych kwasów jest w oleju kukurydzianym oraz słonecznikowym, a najmniej w oliwie z oliwek i oleju lnianym.

Sentinel napisał/a:
Zagłodzisz się na śmierć, a pajączki nie znikną.

I kto to mówi? Gość który boi się przetestować na sobie cokolwiek, a już wydaje swoje wyroki, święcie przekonany o swojej nieomylności. Jasnowidzenie pierwszej miary. Z góry stwierdzasz iż faktem jest to co sobie powiedziałeś i na takim pułapie kończy się twoje myślenie. A ja w tym przypadku opieram się na sposobach innych ludzi i spróbuję wykazać czy one są skuteczne.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Nie Sie 05, 2018 13:53   

jarosinski napisał/a:
Chyba wielonienasyconych tłuszczów roślinnych typu omega-6, jak już.
Nie filozofuj. Wszystkie nienasycone łatwo się utleniają generując wolne rodniki... jak już. 😉
Ale od tego są enzymatyczne i nieenzymatyczne mechanizmy antyoksydacyjne żeby je redukować.

Cytat:
I kto to mówi? Gość który boi się przetestować na sobie cokolwiek, a już wydaje swoje wyroki, święcie przekonany o swojej nieomylności. Jasnowidzenie pierwszej miary. Z góry stwierdzasz iż faktem jest to co sobie powiedziałeś i na takim pułapie kończy się twoje myślenie. A ja w tym przypadku opieram się na sposobach innych ludzi i spróbuję wykazać czy one są skuteczne.
Sory gościu, ale w jakim celu miałbym zastosować głodówkę, która usunie mi pajączki których nie mam? Weryfikujesz czasem swoje wypowiedzi pod kątem logiki? Chyba nie bardzo, bo gdybyś to robił, to byś takich głupot nie pisał.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
samarytaninn 

Dołączył: 04 Gru 2013
Posty: 340
Wysłany: Nie Sie 05, 2018 15:38   

jarosinski napisał/a:
I kto to mówi? Gość który boi się przetestować na sobie cokolwiek, a już wydaje swoje wyroki, święcie przekonany o swojej nieomylności. Jasnowidzenie pierwszej miary. Z góry stwierdzasz iż faktem jest to co sobie powiedziałeś i na takim pułapie kończy się twoje myślenie. A ja w tym przypadku opieram się na sposobach innych ludzi i spróbuję wykazać czy one są skuteczne.
Nie przejmuj się, Grzesiu tak ma, rób co uważasz za stosowne. On na tym forum już wszystko „testował” najczęściej wirtualnie, w różnych wcielaniach, nawet płeć zmieniał. Wpierw chwalił dietę Kwaśniewskiego, a później ją krytykował. Za jakiś czas przekonywał że dieta Kwaśniewskiego starczy żeby wyleczyć się z miażdżycy. Dalej straszył ketozą, a teraz chwali ketozę, chwalił Mistrza jego miksturę, nawet napisał do niego list wychwalając go, a później oczywiście krytykował, podobnie ze szczepieniami, straszył nawet żeby tych co namawiają do nieszczepienia zgłaszać organom państwowym.
Teraz Grzesiu wziął się za głodówki, nie zdziw się jak Grzesiu napisze że ma pajączki zastosował wirtualnie głodówkę i nic nie zniknęło. :D
Grzesiu udaje mądrego jak stu głupich, to cytat z Mistrza którego Grzesiu też wychwalał, a Mistrz nazwał Grzesia zwykłym głupcem. :what:
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Nie Sie 05, 2018 19:23   

Sentinel napisał/a:
Nie filozofuj. Wszystkie nienasycone łatwo się utleniają generując wolne rodniki

To nie filozofia, a wiedza. Oleje tłoczone na zimno ze względu na obecność antyoksydantów odznaczają się największą stabilnością oksydacyjną. A w moim przypadku nie ma mowy nawet o tłoczonym oleju, tylko o zmielonych nasionach zjedzonych niezwłocznie. Więc nie ma tu żadnego przechowywania w butelce, wpływu słońca, tlenu, czasu itp. To jest zaledwie kilka minut od rozbicia nasion w blenderze, więc nic nie zdąży się utlenić. I zawsze jeszcze można dodać do tego jakiś produkt zawierający antyutleniacze, np. cytrusy. Nigdy nie będę używał olejów roślinnych z butelek, choćby nierafinowanych i tłoczonych na zimno, bo szkodliwe procesy już tam zachodzą i wolne rodniki rzeczywiście mogą tam być, ale zjedzenie świeżego koktajlu z nasion oleistych i owoców to inna bajka.

Sentinel napisał/a:
Sory gościu, ale w jakim celu miałbym zastosować głodówkę, która usunie mi pajączki których nie mam?

Coś logika kuleje w twoich wywodach, bo nigdy nie mówiłem żebyś przeszedł głodówkę. Zalecałem ci zrobić eksperyment z najedzeniem się wielką ilością słodyczy - po to gościu żebyś się przekonał, że spowodują u ciebie szybsze tętno tak jak u mnie powodowały, bo póki co nie wierzysz w to i wymyślasz swoje głupie teorie odnośnie genezy pajączków i powiększenia żył.

samarytaninn napisał/a:
Grzesiu udaje mądrego jak stu głupich, to cytat z Mistrza którego Grzesiu też wychwalał, a Mistrz nazwał Grzesia zwykłym głupcem. :what:

Na nieomylność i jedynosłuszność cierpi wiele z teorii Grzegorza. Ignoruje on fakty, a domniemania urastają w jego rozumowaniu do rangi niepodważalnych dowodów. Mówiąc inaczej, oszukuje sam siebie. Różne złudne i wygodne dla niego odczucia rodzą się w jego płytkim umyśle i oszukują go nieustannie:) Zatem może Bóg go kocha tak jak innych ludzi, ale na pewno nie za przenikliwość i polot ;(
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Nie Sie 05, 2018 21:07, w całości zmieniany 9 razy  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Nie Sie 05, 2018 20:26   

Cytat:
To nie filozofia, a wiedza, jak już. Oleje tłoczone na zimno ze względu na obecność antyoksydantów odznaczają się największą stabilnością oksydacyjną. A w moim przypadku nie ma mowy nawet o tłoczonym oleju, tylko o zmielonych nasionach zjedzonych niezwłocznie. Więc nie ma tu żadnego przechowywania w butelce, wpływu słońca, tlenu, czasu itp. To jest zaledwie kilka minut od rozbicia nasion w blenderze, więc nic nie zdąży się utlenić. I zawsze jeszcze można dodać do tego jakiś produkt zawierający antyutleniacze, np. cytrusy. Nigdy nie będę używał olejów roślinnych z butelek, choćby nierafinowanych i tłoczonych na zimno, bo szkodliwe procesy już tam zachodzą i wolne rodniki rzeczywiście mogą tam być, ale zjedzenie świeżego koktajlu z nasion oleistych i owoców to inna bajka.
Tylko że to się wiąże z niepotrzebnym pochłanianiem kupy błonnika, który organizmowi nie jest do niczego potrzebny.
Ja bym na twoim miejscu poszedł dalej i jadł te ziarna bez otwierania tego w co są opakowane. Wtedy kwasy tłuszczowe nie utlenią się nawet w przewodzie pokarmowym.
Cytat:
Coś logika kuleje w twoich wywodach, bo nigdy nie mówiłem żebyś przeszedł głodówkę. Zalecałem ci zrobić eksperyment z najedzeniem się wielką ilością słodyczy - po to gościu żebyś się przekonał, że spowodują u ciebie szybsze tętno tak jak u mnie powodowały, bo póki co nie wierzysz w to i wymyślasz swoje głupie teorie odnośnie genezy pajączków i powiększenia żył.
Nie mam ochoty na słodycze.
Już ci admin tłumaczył z czego to szybsze tętno wynikało.
Od szybszego tętna nie tworzą się pajączki. Chyba że ktoś ma tak marne żyły, że może je uszkodzić wzrost ciśnienia. Jeśli tak jest, to biorąc pod uwagę twój młody wiek, jest to kwestia dziedziczna, czego nie chcesz przyjąć do wiadomości.
Cytat:
Na nieomylność i jedynosłuszność cierpi wiele z teorii Grzegorza. Ignoruje on fakty, a domniemania urastają w jego rozumowaniu do rangi niepodważalnych dowodów. Mówiąc inaczej, oszukuje sam siebie. Różne złudne i wygodne dla niego odczucia rodzą się w jego płytkim umyśle i oszukują go nieustannie:) Zatem może Bóg go kocha tak jak innych ludzi, ale na pewno nie za przenikliwość i pomyślunek
I pisze to ktoś, kto wierzy, że głodówką wyleczy przewlekłą niewydolność żylną.
To już lepiej wierz sobie w tę reinkarnację, bo to mniej szkodliwe.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Nie Sie 05, 2018 20:29, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Pon Sie 06, 2018 07:36   

Sentinel napisał/a:
Tylko że to się wiąże z niepotrzebnym pochłanianiem kupy błonnika, który organizmowi nie jest do niczego potrzebny.

...oraz kupy białka, minerałów i troszku węglowodanów, które już są bardzo organizmowi potrzebne.

Sentinel napisał/a:
Ja bym na twoim miejscu poszedł dalej i jadł te ziarna bez otwierania tego w co są opakowane. Wtedy kwasy tłuszczowe nie utlenią się nawet w przewodzie pokarmowym.

Chyba nie rozumiesz po co jem te ziarna. Nie po to, żeby zdobyć kwasy tłuszczowe, lecz żeby się ogólnie odżywić. To jest rozmaity środek, który dostarcza wielu rzeczy. Nie jem nasion tylko po to, żeby tłuszcz się nie utlenił. To jest tylko jedna z korzyści.

Sentinel napisał/a:
Już ci admin tłumaczył z czego to szybsze tętno wynikało.

Zatem jemu też zalecam to, co tobie. A wtedy odkryjecie Hamerykę dzięki mnie.

Sentinel napisał/a:
Od szybszego tętna nie tworzą się pajączki.

Nie od szybszego tętna, lecz od potrzeby, która generuje to szybsze tętno - potrzeba cyrkulacji większej ilości krwi niż zazwyczaj. A ta potrzeba z kolei jest generowana przez zjadanie wielkiej ilości słodyczy.

Sentinel napisał/a:
I pisze to ktoś, kto wierzy, że głodówką wyleczy przewlekłą niewydolność żylną.

O czym teraz gadasz? Przecież ja nigdy nie miałem i nie mam niewydolności żylnej. To, co mi się stało z żyłami, to normalna reakcja organizmu w odpowiedzi na katowanie układu pokarmowego. To by się stało u każdego człowieka gdyby się tak ekstremalnie żywił jak ja.

Sentinel napisał/a:
To już lepiej wierz sobie w tę reinkarnację, bo to mniej szkodliwe.

na to bym ci odpowiedział w odpowiednim temacie, ale admin go zablokował. I nic nie jest szkodliwsze niż wiara w reinkarnację.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Pon Sie 06, 2018 07:40, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Pon Sie 06, 2018 11:04   

jarosinski napisał/a:

...oraz kupy białka, minerałów i troszku węglowodanów, które już są bardzo organizmowi potrzebne.

Problem w tym, że te węglowodany nie są organizmowi potrzebne. W ogóle.
Tyle ile organizm potrzebuje, bez problemu sobie wytworzy z białka(te potrzebne około 30g glukozy dla mózgu wytworzy sobie z białka, resztę dostarczą ciała ketonowe)
Gdyby to była prawda, to "Zero Carb" nie miałoby racji bytu, a tymczasem możesz sobie poszukać, że całkiem sporo ludzi to stosuje i ma się dobrze...
np. http://myzerocarblife.jamesdhogan.com/wp/
Ostatnio zmieniony przez 3of5 Pon Sie 06, 2018 11:05, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Pon Sie 06, 2018 13:57   

jarosinski napisał/a:
...oraz kupy białka, minerałów i troszku węglowodanów, które już są bardzo organizmowi potrzebne (...) Chyba nie rozumiesz po co jem te ziarna. Nie po to, żeby zdobyć kwasy tłuszczowe, lecz żeby się ogólnie odżywić. To jest rozmaity środek, który dostarcza wielu rzeczy. Nie jem nasion tylko po to, żeby tłuszcz się nie utlenił. To jest tylko jedna z korzyści.
A przyswoisz z tego niewiele, bo błonnik czy inne substancje antyodżywcze z ziaren jak np kwas fitynowy, ograniczają wchłanianie składników odżywczych. WSZYSTKICH: aminokwasów, tłuszczów, witamin i mninerałów. A co do tłuszczu, to i tak się musi utlenić bo bez tego nie da się czerpać energii z tłuszczu. Masz więc rację, że nie rozumiem po co ci te ziarna, bo to nie kupa białka i minerałów tylko kupa śmiechu.
Cytat:
Zatem jemu też zalecam to, co tobie. A wtedy odkryjecie Hamerykę dzięki mnie.
Przypuszczam, że Admina, podobnie jak i mnie, mało co jest w stanie zaskoczyć. Gdybyś zamiast ze zwykłą tachykardią wywołaną obżarstwem wyskoczył z jakąś Chorobą Burgadów, to co innego. Chociaż to też nie mecyje.
Cytat:
Nie od szybszego tętna, lecz od potrzeby, która generuje to szybsze tętno - potrzeba cyrkulacji większej ilości krwi niż zazwyczaj. A ta potrzeba z kolei jest generowana przez zjadanie wielkiej ilości słodyczy (...) O czym teraz gadasz? Przecież ja nigdy nie miałem i nie mam niewydolności żylnej. To, co mi się stało z żyłami, to normalna reakcja organizmu w odpowiedzi na katowanie układu pokarmowego. To by się stało u każdego człowieka gdyby się tak ekstremalnie żywił jak ja.
Posłuchaj dzieciaku - tętnice i żyły są przystosowane do wielkich zmian ciśnienia. Tętnica szyjna otoczona mięśniami potrafi wytrzymać ciśnienie kilku atmosfer. Ludzie ciężko pracujący fizycznie lub uprawiający sport wyczynowy zmuszają swój układ krążenia do ekstremalnie ciężkiej pracy. Piloci którzy wylatali tysiące godzin znosili przeciążenia do 10g i nawet im żyłka w oku nie pękła. Katapultowanie się z niektórych radzieckich samolotów odrzutowych wiązało się z przeciążeniem do 22g i piloci nie dostawali od tego żylaków. To co prawda jednorazowy strzał, ale dla układu krążenia jest to ekstremalny test na wytrzymałość. Podobnie jest w przypadku przeciążenia ujemnego, np podczas zderzenia samochodu z przeszkodą która go nagle wyhamowuje. Tu wchodzą w grę przeciążenia rzędu ponad 100g i ludzie z tego wychodzą. Piszę ci to po to, żebyś uświadomił sobie, że gdyby objadanie się przez miesiąc cukierkami wywoływało żylaki, to większość cukierników mogłaby sobie robić zaczeske z żylaków na czole. Nie mówię już o sportowcach, górnikach, hutnikach itp, którzy zmuszają swój układ krążenia do wielokrotnie cięższej pracy niż ta, którą wykonuje podczas trawienia dużej ilości cukrów prostych. Więc nie pisz, że "to normalna reakcja", że "to by się stało u każdego człowieka", bo są ludzie, którzy jedzą po 12 000 kcal na dobę i nie mają żylaków ani pajączków. Mają skórę jak pupa niemowlaka.

Tyle w tym temacie, jarosiński. Nie mam ani czasu, ani ochoty na tłumaczenie ci czegoś, czego zrozumieć nie chcesz.
Zrozumiesz coś po przeczytaniu, to zrozumiesz. Jeśli nie to znaczy że to nie PNŻ jest twoim największym problemem.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Pon Sie 06, 2018 13:59, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Pon Sie 06, 2018 19:05   

Panowie, wystarczająco za łby biorą się politycy.
Ja podziwiam determinację z jaką p. Jarosiński przedstawia swoje racje, tutaj, w gnieździe niskowęglowodanowych szerszeni. :) Uszanujmy to poprzez dyskusję merytoryczną.
JW
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Pon Sie 06, 2018 19:49   

Sentinel napisał/a:
błonnik czy inne substancje antyodżywcze z ziaren jak np kwas fitynowy, ograniczają wchłanianie składników odżywczych.

Błonnik nic do tego nie ma, on tylko spowalnia przyswajanie składników, bo też musi przejść przez układ pokarmowy. Ale w końcu reszta składników zostaje strawiona i przyswojona. A działaniu kwasu fitynowego zapobiegam poprzez moczenie ziaren w wodzie przez 8 godzin (podkiełkowywanie).

Sentinel napisał/a:
A co do tłuszczu, to i tak się musi utlenić bo bez tego nie da się czerpać energii z tłuszczu.

ale to już całkiem inny proces, to się dzieje podczas trawienia. To nie takie samo utlenianie co gdy to sobie stoi bezczynnie i jest wystawione na działanie powietrza.

Sentinel napisał/a:
nie rozumiem po co ci te ziarna, bo to nie kupa białka i minerałów tylko kupa śmiechu.

gdyby tak było, to czułbym się po nich głodny, zaś po ich zjedzeniu czuję sytość przez wiele godzin.

Sentinel napisał/a:
Przypuszczam, że Admina, podobnie jak i mnie, mało co jest w stanie zaskoczyć.

no to byście się dopiero zdziwili gdybyście wykonali mój eksperyment. I musielibyście uaktualnić swoje informacje, a w nich dużo jest do wymiany!

Sentinel napisał/a:
Ludzie ciężko pracujący fizycznie lub uprawiający sport wyczynowy zmuszają swój układ krążenia do ekstremalnie ciężkiej pracy.

Co ty tetryku porównujesz? Ich tętno nie zapierniczało przez taki czas jak moje. U mnie to było 5 godzin nieustannego sprintu pulsem! Codziennie! A u nich najwyżej 15 minut. Żaden sprinter czy pływak nie goni z maksymalną prędkością przez 5 godzin, bo nie dałby rady. Nie da się inaczej ustawić na kilka godzin galopującego pulsu niż opchaniem się 3 kg żarcia, głównie słodyczy. Trawienie nie robi sobie przerw, trwa nieustannie aż jedzenie się strawi.

Sentinel napisał/a:
i piloci nie dostawali od tego żylaków

O rety, przecież tu wcale nie chodzi o żylaki. Coś ci się pomyliło pryku. Znowu mieszasz jedno z drugim, a już ci tłumaczyłem, że od słodyczy żyły niewidoczne rozrastają się do rozmiarów ok 2 mm oraz pojawiają się pajączki. Żylaki to ci już wcześniej gadałem od czego powstały, a ty znowu pokręciłeś obie sprawy. Zmień okulary na dna od butelek, bo nie potrafisz odczytać cudzych tekstów i przypisujesz je oddzielnemu tematowi stary dziadu! Psychol jesteś i masz mózg strasznie pomarszczony zamiast pofałdowanego.

Sentinel napisał/a:
Nie mówię już o sportowcach, górnikach, hutnikach itp, którzy zmuszają swój układ krążenia do wielokrotnie cięższej pracy niż ta, którą wykonuje podczas trawienia dużej ilości cukrów prostych

Oni zmuszają swoje ciała do zapotrzebowania na większą ilość kalorii i wydatkowania większej ilości energii niż ta, która jest potrzebna do strawienia tej ilości słodyczy którą ja pożerałem. Ale to ma mało wspólnego z katowaniem układu krwionośnego. Niech by zrobili przez miesiąc codziennie takie długie rundy dla swoich krwiobiegów jakie ja robiłem poprzez wpychanie w siebie 3 kg żarcia w jednym posiłku, głównie łakoci, to by dopiero zobaczyli co to znaczy umęczyć swój układ krwionośny. I po miesiącu u nich też w końcu zaszłyby takie zmiany w naczyniach krwionośnych jak u mnie.

Sentinel napisał/a:
bo są ludzie, którzy jedzą po 12 000 kcal na dobę i nie mają żylaków ani pajączków.

Ale oni wszyscy jedzą zdrowe i normalne pożywienie! Rozłożone na kilka posiłków dziennie! A nie kupę ciastek, kremów czekoladowych, pralin, zapiekanek, pierogów itp. i to w jednym posiłku! Czaisz różnicę? Nikt z nich nie dałby rady zjeść NARAZ tyle co ja zjadałem w lipcu 2012. Nawet ja sam teraz absolutnie nie daję rady zjeść tyle co 6 lat temu. Moje łaknienie się opamiętało w końcu, a myślałem wtedy, że ono nigdy nie przestanie być szalone.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Pon Sie 06, 2018 20:55, w całości zmieniany 7 razy  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Pon Sie 06, 2018 20:49   

jarosinski napisał/a:
Ale oni wszyscy jedzą zdrowe i normalne pożywienie! Rozłożone na kilka posiłków dziennie! A nie kupę ciastek, kremów czekoladowych, pralin, zapiekanek, pierogów itp. i to w jednym posiłku!
Nie miałem na myśli diety  Michaela Phelpsa, ale to - http://www.fokus.tv/news/...-jej-pozbyc/559
Mężczyzna z filmu dokumentalnego jadł 12 500 kcal na dobę i były to wyłącznie fastfoody.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Pon Sie 06, 2018 21:04   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Ja podziwiam determinację z jaką p. Jarosiński przedstawia swoje racje, tutaj, w gnieździe niskowęglowodanowych szerszeni. :) Uszanujmy to poprzez dyskusję merytoryczną.
JW

Ja też podziwiam to z jaką desperacją ucieka od rzeczywistości. 😉
Cytat:
Chyba nie rozumiesz po co jem te ziarna. Nie po to, żeby zdobyć kwasy tłuszczowe, lecz żeby się ogólnie odżywić. To jest rozmaity środek, który dostarcza wielu rzeczy. Nie jem nasion tylko po to, żeby tłuszcz się nie utlenił. To jest tylko jedna z korzyści
Tylko gdzie te korzyści?
Moim zdaniem jest coraz gorzej, ale według jarosza ziarna dostarczają korzyści. Coś w stylu "operacja się udała, ale pacjent nie przeżył".
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Pon Sie 06, 2018 21:11   

Sentinel napisał/a:
Mężczyzna z filmu dokumentalnego jadł 12 500 kcal na dobę i były to wyłącznie fastfoody.

Fast-foody to są hamburgery, frytki, hod-dogi. A gdzie tu słodycze? Zjadał w ogóle jakieś? Chodzi mi ile w jego posiłkach było cukru białego. Pewnie w ogóle. Gdybym 6 lat temu jadł wagowo i objętościowo tyle samo, ale zamiast tych słodyczy jadłbym same hamburgery, cheesburgery, pizze i frytki, to nic by mi się nie stało z układem krwionośnym. Jak mówiłem, słodycze przy nie-słodyczach to jak koks przy węglu. Choćbym nie wiadomo jak dużo zjadał kotletów z bułkami, ale zjadałbym to zamiast tych posiłków które jadłem 6 lat temu, to puls by mi nie skoczył. Do tego potrzeba słodkości.

Sentinel napisał/a:
Ja też podziwiam to z jaką desperacją ucieka od rzeczywistości.

Od której rzeczywistości? Od tej preparowanej tu przez ciebie? No to wtedy nic złego, a wręcz pożądanego się robi, dla własnego dobra i zdrowia.

Sentinel napisał/a:
Moim zdaniem jest coraz gorzej, ale według jarosza ziarna dostarczają korzyści. Coś w stylu "operacja się udała, ale pacjent nie przeżył".

A to mówisz znowu na podstawie własnego widzimisię, bez żadnych potwierdzeń i argumentacji, bez poparcia doświadczeniem. Gdy dochodzą do ciebie niewygodne informacje, to uruchamiasz mechanizm samoobrony przed przykrą prawdą, który działa w ten sposób, że odrazu narzucasz wygodny dla ciebie stan rzeczy, nakładając swoje wyobrażenia na rzeczywistość, tak aby ci ona pasowała. Moja krytyka ciebie musi być bardzo trafna, skoro ciągle ją wypierasz swoimi urojeniami i odbijaniem piłeczki.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Pon Sie 06, 2018 21:28, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Wto Sie 07, 2018 06:23   

jarosinski napisał/a:
Ich tętno nie zapierniczało przez taki czas jak moje. U mnie to było 5 godzin nieustannego sprintu pulsem! Codziennie!
A może jest to wada serca, która wymaga wykonania zabiegu ablacji?
JW
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Wto Sie 07, 2018 06:35   

jarosinski napisał/a:
Ale oni wszyscy jedzą zdrowe i normalne pożywienie! Rozłożone na kilka posiłków dziennie! A nie kupę ciastek, kremów czekoladowych, pralin, zapiekanek, pierogów itp. i to w jednym posiłku! Czaisz różnicę? Nikt z nich nie dałby rady zjeść NARAZ tyle co ja zjadałem w lipcu 2012. Nawet ja sam teraz absolutnie nie daję rady zjeść tyle co 6 lat temu. Moje łaknienie się opamiętało w końcu, a myślałem wtedy, że ono nigdy nie przestanie być szalone.
Takie pożywienie dostarcza czystej energii w postaci węglowodanów i bardzo mało innych niezbędnych składników, więc organizm domaga się coraz więcej jedzenia, żeby te niezbędne składniki uzyskać, a przy okazji zalewa się energią. Zazwyczaj prowadzi to do zaburzeń żołądkowo-jelitowych i niemożności przejedzenia się. Jeżeli nie, to oznacza przełamanie ostatniej linii obrony, jaką jest cukrzyca. Jeżeli cukrzyca nie pojawia się, nadczynność trzustki i wysoki poziom insuliny prowadzą do otyłości olbrzymiej.
JW
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Wto Sie 07, 2018 08:46   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
A może jest to wada serca

A dlaczego uważa pan to za wadę? Proszę sprawdzić na sobie, to się pan przekona, że zjedzenie kilograma czekolad, toffików, ciastek + kilka dużych kanapek lub zapiekanek wymaga szaleńczego przepływu krwi.
Nie ważne jest ile się zje, tylko co się zje. Tylko zawodowi ścigacze w jedzeniu mogliby dorównać albo pokonać tą wersję mnie z 2012 r. w ilości zjadanego pożywienia.
Matt Stonie z youtube pokazuje we filmie jak zjada w jednym posiłku cały dzienny jadłospis Michaela Phelpsa. W innych filmach zjada co innego, ale to nie są słodycze, no może kilka razy zjadł same słodycze w obłędnej ilości, ale on tak nie robi codziennie, a ja tak jadłem codziennie. On takie gigantyczne posiłki zjada raz w tygodniu. A jest szczupły i drobny. I nie wiem czy on przypadkiem tego nie wymiotuje do kibla po każdym pokazie. Raz zjadł 4 kostki masła naraz, ale wątpię żeby trzymał to w sobie aż do strawienia, bo miałby ciężką noc. Inny koleś wypił litr oliwy, ale potem przez 9 godzin siedział na kiblu. Ja większości wypadków trzymałem w sobie i pokutowałem przez następne kilka godzin za to obżarstwo, bo to fatalne samopoczucie po przejedzeniu przychodziło o 20 minut za późno. Gdyby przychodziło wcześniej, to bym tak nie rozpychał brzucha. Gdybym za każdym razem to zwymiotował, to z powrotem czułbym pustkę w sobie, brak nasycenia i potrzebę ponownego opchania się.

Witold Jarmolowicz napisał/a:
więc organizm domaga się coraz więcej jedzenia, żeby te niezbędne składniki uzyskać, a przy okazji zalewa się energią.

Łał, tak by można bulimię tłumaczyć u bulimików: "Kto się obżera tak, że aż wymiotuje, temu brakuje niezbędnych składników w jadłospisie i dlatego organizm dopomina się o więcej". Wygląda na to, że ten, kto się nie przejada i nie ma bulimii, ten ma prawidłową dietę ze wszystkimi niezbędnymi składnikami. Zatem prawie 100% społeczeństwa ma zdrową dietę bogatą we wszystkie składniki. Niezła beka.
PS. Więc ciekawe że teraz moje ciało już nie żąda jedzenia takiej ilości żarcia jak 6 lat temu, a przecież dietę mam dzisiaj uboższą wg standardów tego forum, bo wtedy jadłem mięso, a teraz nie.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Wto Sie 07, 2018 10:15, w całości zmieniany 5 razy  
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Wto Sie 07, 2018 09:25   

po przeczytaniu powyższego - wyrazy współczucia...
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Wto Sie 07, 2018 12:35   

3of5 napisał/a:
po przeczytaniu powyższego - wyrazy współczucia...

Dołączam swoje wyrazy współczucia.
Rozmowa z jarosinskim prędzej czy później przypomina rozmowę z Jackiem Balcerzakiem ze skeczu kabaretu Paranienormalni https://youtu.be/b0-6IA-0yCs
Świetna gra Igora Kwiatkowskiego, ale jarosinskiego nie przebije.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Wto Sie 07, 2018 12:43   

jarosinski napisał/a:
Witold Jarmolowicz napisał/a:
A może jest to wada serca

A dlaczego uważa pan to za wadę? Proszę sprawdzić na sobie, to się pan przekona, że zjedzenie kilograma czekolad, toffików, ciastek + kilka dużych kanapek lub zapiekanek wymaga szaleńczego przepływu krwi.
Nie ważne jest ile się zje, tylko co się zje. Tylko zawodowi ścigacze w jedzeniu mogliby dorównać albo pokonać tą wersję mnie z 2012 r. w ilości zjadanego pożywienia.
Matt Stonie z youtube pokazuje we filmie jak zjada w jednym posiłku cały dzienny jadłospis Michaela Phelpsa. W innych filmach zjada co innego, ale to nie są słodycze, no może kilka razy zjadł same słodycze w obłędnej ilości, ale on tak nie robi codziennie, a ja tak jadłem codziennie. On takie gigantyczne posiłki zjada raz w tygodniu. A jest szczupły i drobny. I nie wiem czy on przypadkiem tego nie wymiotuje do kibla po każdym pokazie. Raz zjadł 4 kostki masła naraz, ale wątpię żeby trzymał to w sobie aż do strawienia, bo miałby ciężką noc. Inny koleś wypił litr oliwy, ale potem przez 9 godzin siedział na kiblu. Ja większości wypadków trzymałem w sobie i pokutowałem przez następne kilka godzin za to obżarstwo, bo to fatalne samopoczucie po przejedzeniu przychodziło o 20 minut za późno. Gdyby przychodziło wcześniej, to bym tak nie rozpychał brzucha. Gdybym za każdym razem to zwymiotował, to z powrotem czułbym pustkę w sobie, brak nasycenia i potrzebę ponownego opchania się.

Witold Jarmolowicz napisał/a:
więc organizm domaga się coraz więcej jedzenia, żeby te niezbędne składniki uzyskać, a przy okazji zalewa się energią.

Łał, tak by można bulimię tłumaczyć u bulimików: "Kto się obżera tak, że aż wymiotuje, temu brakuje niezbędnych składników w jadłospisie i dlatego organizm dopomina się o więcej". Wygląda na to, że ten, kto się nie przejada i nie ma bulimii, ten ma prawidłową dietę ze wszystkimi niezbędnymi składnikami. Zatem prawie 100% społeczeństwa ma zdrową dietę bogatą we wszystkie składniki. Niezła beka.
PS. Więc ciekawe że teraz moje ciało już nie żąda jedzenia takiej ilości żarcia jak 6 lat temu, a przecież dietę mam dzisiaj uboższą wg standardów tego forum, bo wtedy jadłem mięso, a teraz nie.


Tylko że tu nie poradnia zdrowia psychicznego.
Admin opisał ci fizjologiczne przyczyny obżarstwa. Ten sam mechanizm funkcjonuje w bulimii.
Zauważ że bulimicy napychają się po wól głownie słodkościami i wpadają w błędne koło.
To co inicjuje to zaburzenie jest kwestią oddzielną. Faktem jest natomiast to, że dieta niskowęglowodanowa wykazuje sporą skuteczność w leczeniu bulimii.
Nawet nie próbowałeś wychwycić całego sensu wypowiedzi admina, a rzucasz się jak żaba na łańcuchu.
Skojarz fakty i powiązania między nimi, a wszystko stanie się jasne.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Wto Sie 07, 2018 17:57   

jarosinski napisał/a:
Witold Jarmolowicz napisał/a:
A może jest to wada serca

A dlaczego uważa pan to za wadę? Proszę sprawdzić na sobie, to się pan przekona, że zjedzenie kilograma czekolad, toffików, ciastek + kilka dużych kanapek lub zapiekanek wymaga szaleńczego przepływu krwi.
Nie ważne jest ile się zje, tylko co się zje.
Nie uważam, że ma Pan wadę serca wymagającą ablacji. Zadałem tylko pytanie.
Serce tłucze się po przejedzeniu nie tylko słodyczami ale także tłuszczami, co optymalni dobrze wiedzą, tylko nie przyjmują do świadomości.
Cukry wątroba przetwarza w trybie awaryjnym na tłuszcze, a te wypycha do tkanek obwodowych, więc mechanizm ten sam, co przy spożyciu tłuszczów. Wątroba musi to robić, żeby organizm nie zatruł się glukozą.
W podręcznikach medycznych można sobie przeczytać, że po resekcji żołądka występują skoki ciśnienia. I na tym konsyliarze kończą. Tymczasem jest to prosta informacja, że przyczyną tego jest niekontrolowany przez wycięty żołądek przepływ pożywienia, chwilowo zbyt duży, jak na możliwości strawienia. Podobnie jest przy przeładowaniu zdrowego żołądka jakimkolwiek pożywieniem. Niekoniecznie słodkościami czy tłuszczami.
JW
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Wto Sie 07, 2018 22:23   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Serce tłucze się po przejedzeniu nie tylko słodyczami ale także tłuszczami, co optymalni dobrze wiedzą, tylko nie przyjmują do świadomości.

ale nie zaczyna bić z obłędną prędkością i nie wzrasta puls po samych tłustościach czy po mięsie. 5 lat temu zjadłem 1,5 kg boczku żeby sprawdzić czy tętno mi przyspieszy po przejedzeniu się pożywieniem innym niż słodycze i nie przyspieszyło. Puls był cały czas normalny. Zależy CO się zje w nadmiarze. Mięso i jego pochodne są w tym względzie bezpieczne. Wszystko inne, gdzie przeważają węglowodany, już nie.

Sentinel napisał/a:
Tylko że tu nie poradnia zdrowia psychicznego.
Admin opisał ci fizjologiczne przyczyny obżarstwa.

A ja udowodniłem że fizjologia nie ma tu NIC do rzeczy, tylko psychika. To nie moje ciało w wyniku rzekomych braków składników dopominało się o więcej pożywienia, tylko JA je tak nauczyłem swoimi zachciankami, bo po prostu lubiłem samą przyjemność z wpierniczania łakoci. Ciało podążyło za moimi kaprysami, nawykami i nauczyło się żądać więcej, bo moja psychika chciała coraz więcej odczuwania "nieba w gębie" i rozkoszy z połykania tego. Pod naporem psychiki ciało wypaczyło swoje standardowe ustawienia poczucia sytości i 3-krotnie wydłużyło czasowy zakres łaknienia w zależności od ilości zjedzonego żarcia tylko po to, aby moja psychika mogła się nasycić.
Ażeby z tego wyjść i żeby się polepszyło, trzeba lat z tymi przejściami - dziś jest mój ostatni dzień ze słodyczami. Od jutra, tj 8.08.2018 tylko zdrowa dieta wegańska.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Wto Sie 07, 2018 22:34, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Śro Sie 08, 2018 00:24   

jarosinski napisał/a:
A ja udowodniłem że fizjologia nie ma tu NIC do rzeczy, tylko psychika
Niby jak udowodniłeś to, że fizjologia nie ma tu nic do rzeczy?
Wręcz przeciwnie. Udowodniłeś, że jedno z drugim jest ściśle powiązane. Gdybyś wtedy zaczął jeść niskowęglowodanowo i wysokobiałkowo, dostarczając odpowiedniej ilości aminokwasów będących prekursorami neuroprzekażników, to zniknęłaby chęć na kompulsywne objadanie się słodyczami. To procesy fizjologiczne ściśle powiązane z odżywianiem oddziałują na psychikę, a nie na odwrót. Psychika nie funkcjonuje w oderwaniu od fizjologii.
Skoro to "psychika" decyduje, to dlaczego "leczy" się bulimię selektywnymi inhibitorami wychwytu zwrotnego serotoniny?
Nie byłoby takiej potrzeby, gdyby zamiast SSRI zastosowano dietę niskowęglowodanową z odpowiednią ilością białka.

https://www.google.pl/url..._roDap99m9l1ypA
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Śro Sie 08, 2018 11:45   

Sentinel napisał/a:
Gdybyś wtedy zaczął jeść niskowęglowodanowo i wysokobiałkowo...

...to działałbym wbrew sobie, wbrew moim chuciom i dewiacjom kulinarnym, które ja po prostu musiałem zrealizować, a potem przechodzić przez ciężkie konsekwencje tego, aby przez lata takich ekscesów w końcu odgonić je od siebie. Mój organizm w ostatnich latach przestał się głupio słuchać psychiki i działa wbrew niej, bo ostatnio gdy kupowałem masę słodyczy żeby się nimi objeść, to zdołałem zjeść już tylko połowę, natomiast dawniej zjadałem wszystko. Teraz po zjedzeniu pewnej ilości łakoci czułem psychicznie, że chcę się jeszcze nawpychać i podelektować, ale ciało mówiło "nie". Chciałem posmakować pozostałe słodycze z zakupów, ale ciało już nie pozwalało, bo łaknienie zostało zablokowane dużo wcześniej. Gdy próbowałem zjeść więcej, to już nie dawało mi to przyjemności, a potęgowało uczucie przesycenia i zaczynały się powoli odruchy wymiotne.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Śro Sie 08, 2018 11:58, w całości zmieniany 4 razy  
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6826
Wysłany: Śro Sie 08, 2018 19:03   

jarosinski napisał/a:
Od jutra, tj 8.08.2018 tylko zdrowa dieta wegańska.

O MASAKRA! "Z deszczu pod rynne "
Chlopie nie rób tego, to żarcie jest potwornie niedobre, z czasem żygniesz tym "trawskiem". A jakie czasochłonne w przygotowaniu. I tylko ten olej na okraglo, bedziesz musial robic pasty warzywne (bezpłciowe) zeby posmarowac chleb bo np. kanapka z samym pomidorem jest obrzydliwa. Tofu i grochy na okrągło. :P
Z resztą sam musisz się przekonać. :shoot:
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6826
Wysłany: Śro Sie 08, 2018 19:25   

jarosinski napisał/a:
Sentinel napisał/a:
Gdybyś wtedy zaczął jeść niskowęglowodanowo i wysokobiałkowo...

...to działałbym wbrew sobie, wbrew moim chuciom i dewiacjom kulinarnym, które ja po prostu musiałem zrealizować, a potem przechodzić przez ciężkie konsekwencje tego, aby przez lata takich ekscesów w końcu odgonić je od siebie.

Wg mnie takie rzucanie sie na słodycze i niepohamowane ich chloniecie jest zwiazane ze stresem, "zajadanie stresów".Jesli nie odreagujesz ruchem stresu, nie rozladujesz napiecia albo tkwisz swiadomie czy nieswiadomie w jakims problemie to takie dewiacje mogą zaistnieć.
Mysle ze nie byly to dewiacje kulinarne, to była "przykrywka" pod którą kryla sie frustracja.
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Śro Sie 08, 2018 20:03   

Molka napisał/a:
"Z deszczu pod rynne "

taaa i co, może mam na powrót wpychać w siebie śmieciowe żarcie, i to w bulimicznych ilościach, bo to zdrowsze niż surowe płody ziemi? Wszak obok tych lodów, czekolad, toffików były nieraz pizze z boczkiem, a to zawsze jakieś mięsko.

Molka napisał/a:
to żarcie jest potwornie niedobre, z czasem żygniesz tym "trawskiem". A jakie czasochłonne w przygotowaniu.

Pociskasz jakieś stereotypy wegetariańskie i imputujesz mi związek z nimi. Moja dieta wegańska to nie są żadne warzywa i strąki, ani zupy czy sałatki na ich bazie. To są po prostu dwa wysokobiałkowe i wysokotłuszczowe koktajle w każdy dzień, zaś zwolenników low carb powinien uspokoić fakt, że dużo w niej tłuszczu. Nie ma nic czasochłonnego we wrzuceniu dwóch składników do blendera wysokoobrotowego. Dziś mój pierwszy dzień na rozpoczęcie nowej diety to było śniadanie: pół kilo śliwek, obiad: koktajl z 6 bananów i 1 orzecha kokosowego, kolacja: kilo czereśni. Od jutra już będzie typowo pod jadłospis. I jeszcze muszę Sentinelowi wyliczyć i podać stosunek B:T:W w tym.

Molka napisał/a:
Wg mnie takie rzucanie sie na słodycze i niepohamowane ich chloniecie jest zwiazane ze stresem, "zajadanie stresów"

Jeśli tłumaczysz to psychiką czegoś spoza diety zamiast psychiką rozkoszy z jedzenia, to prędzej bym to zwalił na nudę. Nigdy po robocie nie miałem co robić ani jakichś pasji realizować, no to sobie znalazłem fajną, choć niebezpieczną frajdę w postaci "zjedzenia" nudy. To naprawdę było rozkoszne, teraz już takie nie jest, i całe szczęście. Gdyby to był stres, to uciekłbym w alkohol.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Śro Sie 08, 2018 20:14, w całości zmieniany 7 razy  
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6826
Wysłany: Śro Sie 08, 2018 21:06   

jarosinski napisał/a:

taaa i co, może mam na powrót wpychać w siebie śmieciowe żarcie, i to w bulimicznych ilościach, bo to zdrowsze niż surowe płody ziemi? Wszak obok tych lodów, czekolad, toffików były nieraz pizze z boczkiem, a to zawsze jakieś mięsko.

ciężko to nawet skomentować, planktoniczne postrzeganie półek sklepowych :viva:
oczywiscie surowe plody ziemi są zdrowe ale bez witaminki B12 zylo nie bedzie. Co bys zrobil gdyby nie bylo tableteczek? To najlepszy dowód ze ta dieta jest do kitu.

jarosinski napisał/a:
Moja dieta wegańska to nie są żadne warzywa i strąki, ani zupy czy sałatki na ich bazie. To są po prostu dwa wysokobiałkowe i wysokotłuszczowe koktajle w każdy dzień, zaś zwolenników low carb powinien uspokoić fakt, że dużo w niej tłuszczu. Nie ma nic czasochłonnego we wrzuceniu dwóch składników do blendera wysokoobrotowego. Dziś mój pierwszy dzień na rozpoczęcie nowej diety to było śniadanie: pół kilo śliwek, obiad: koktajl z 6 bananów i 1 orzecha kokosowego, kolacja: kilo czereśni. Od jutra już będzie typowo pod jadłospis. I jeszcze muszę Sentinelowi wyliczyć i podać stosunek B:T:W w tym.


PROPORCJA NA GRAM BIALKA
WTB - weglowodany, tluszcze, białka

Sniadanie
WTB
8: 0,4 : 1

Obiad
WTB
6: 5,6 : 1

Kolacja
WTB
8: 0,3 : 1
:razz:
Ostatnio zmieniony przez Molka Czw Sie 09, 2018 14:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Śro Sie 08, 2018 21:24   

Molka napisał/a:
Co bys zrobil gdyby nie bylo tableteczek?

zawsze można dostarczać B12 z miodu spadziowego, bo muszki plujki umieszczają tam swoją ślinę, a to jest substancja odzwierzęca, czyli ma B12. Można też zjeść garść płatków kukurydzianych wzbogacanych w B12:) A zresztą co się tak czepiasz tabletek z B12, skoro dzisiaj pasza dla kurczaków i bydła jest faszerowana sztuczną witaminą B12, więc ich mięso zawiera tę witaminę dostarczoną w formie syntetycznej.
A te proporcje B:T:W to podałaś do nie tego co trzeba, bo te rzeczy które dziś zjadłem nie będą jako mój stały jadłospis, to było tylko luźne przejście na nowy tryb żywienia. Dopiero od jutra zaczynam jechać z takimi rzeczami: śniadanie: koktajl ze 100 g nasion lnu złotego i 800 g jabłek, obiad: koktajl z jednego orzecha kokosowego i 6 dużych bananów. I tylko tego miały dotyczyć ów proporcje B:T:W.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Śro Sie 08, 2018 22:54, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Śro Sie 08, 2018 23:00   

Zarówno wg tabel IŻŻ jak i amerykańskich USDA miód zawiera zero witaminy B12
oraz w ogóle niewiele innych składników poza cukrami prostymi w 100g.
A przecież nikt nie zjada 100 g miodu, bo to czysty cukier.
JW
  
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Czw Sie 09, 2018 08:07   

Miód spadziowy jako jedyny zawiera elementy odzwierzęce, więc może zawierać B12. Spadź zbierana jest przez pszczoły z wydzielin pasożytujących na drzewach owadów (mszyc, czerwców), zmieszanych ze sokiem komórkowym wyciekającym na skutek nakłucia owadów. B12 jest też w pyłku pszczelim, choć malutko.
Witamina B12 to typowa witamina brudu, wytwarzają ją tylko i wyłącznie bakterie. Człowiek jest z natury roślinożercą, a witaminę B12 pozyskiwał przez tysiące lat jedząc zabrudzoną żywność, owady oraz pijąc brudną wodę (litr pokrywa 100% zapotrzebowania). Dziś wszystko jest sterylnie czyste, więc trzeba się wspomagać tabletkami.
PS niech nikt nie bierze pod uwagę wyliczenia B:T:W podanego przez Molkę, bo ono jest jak kulą w płot i nie dotyczy mojej diety.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Czw Sie 09, 2018 08:40, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Czw Sie 09, 2018 09:33   

Molka napisał/a:


PROPORCJA NA GRAM BIALKA
WTB - weglowodany, tluszcze, białka

Sniadanie
WTB
8: 0,4 : 1

Obiad
WTB
6:5,6 : 1

Kolacja
WTB
8: 0,3 : 1
:razz:

skoro wg jarosińskiego to się nazywa
jarosinski napisał/a:
to są po prostu dwa wysokobiałkowe i wysokotłuszczowe koktajle w każdy dzień, zaś zwolenników low carb powinien uspokoić fakt, że dużo w niej tłuszczu.

rozumiem, że to na rozruch było....i nie dotyczy twojej diety....bo to nie jarosiński jadł, on tylko to zrobił i przyglądał się jak sie z czasem zepsuje :D

ale sprawdźmy dalej
śniadanie:len złoty+jabłka
B=27, T=32, W=91
BTW=1:1,2:3,4

obiad:banany+orzech kokosowy
B=24, T=152, W=162
BTW=1:6,3:6,8

całość:B=51, T=184, W=253
BTW=1:3,6:5
no...prawie złota proporcja wyszła

rozumiem poszukiwania własnej drogi, ale mam wrażenie, że te poszukiwania mogą zaszkodzić...
ja bym tego nazwał jedzeniem wysokobiałkowym i wysokotłuszczowym :D
Ostatnio zmieniony przez Molka Czw Sie 09, 2018 14:36, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Czw Sie 09, 2018 11:28   

3of5 napisał/a:
skoro wg jarosińskiego to się nazywa

Muszę przyznać, że rzadko stykam się z kretynami tak niemożliwie tępymi, co by nie odróżniali własnych urojeń od cudzego tekstu, który odnosi się nie do tego, o czym mówiłem. Totalne pomieszanie z poplątaniem. Jak można być tak durnym osłem żeby nie zrozumieć prostego przekazu o tym, że pierwszy dzień nie zawierał mojego normalnego jadłospisu, lecz był to most, po którym przechodzę ze starej diety na nową? Po wypisaniu posiłków z pierwszego dnia napisałem, że dopiero od następnego dnia będą posiłki pod moją dietę. Później zaznaczyłem że to głupie wyliczenie Molki nie dotyczy mojej stałej diety, lecz luźnego i pojedynczego dnia, a mimo to 3of5 bezmyślnie przypisał mi moje słowa do czegoś, co tego nie dotyczy. Czy ja muszę tu gadać z totalnymi deebilami? Mam nadzieję że kolejny się znowu nie trafi.
PS. ciekawe jak mu wyszedł ten wynik B:T:W=51:184:253, bo u mnie to wyszło 42:147:300 xD Pewnie zamiast wagi samego miąższu wziął do obliczeń wagę całego kokosu - razem ze skorupą xD I przy bananach pewnie tak samo - posłużył się wagą banana ze skórką zamiast wagą samego miąższu xD
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Czw Sie 09, 2018 14:25, w całości zmieniany 10 razy  
 
     
Molka 
Moderator


Pomogła: 60 razy
Dołączyła: 02 Maj 2009
Posty: 6826
Wysłany: Czw Sie 09, 2018 14:34   

@Jarosiński
Ja rozumiem że to nie był jadlospis który chcesz wdrożyc, ja z ciekawości sobie to obliczyłam jak to wygląda skład takich koktajli, trzeba dodać ze tam dużo fruktozy bo to owoce.

@3of5
sniadanie obliczałam z pół kg sliwek
w obiedzie sie rąbnełam, faktycznie tam jest sporo tłuszczu, poprawię to.


Weganie chyba nie zakładaja spozywania zbyt duzej ilosci tluszczu.
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Czw Sie 09, 2018 20:17   

Molka napisał/a:
Weganie chyba nie zakładaja spozywania zbyt duzej ilosci tluszczu.

Ale naczytałem się o cudownych właściwościach tych dwóch tłuszczy. Wygląda na to, że sam tłuszcz kokosa i siemienia lnianego to chyba najbardziej uzdrawiająca rzecz jaką mają, dlatego tak dużo tłuszczu w mojej diecie - chcę zobaczyć czy przyniesie jakieś pozytywne efekty w wyglądzie zewnętrznym albo działaniu organizmu. I chyba zwiększę ilość tłuszczu w diecie, bo ostatnio się dowiedziałem, że olej kokosowy duplikuje przyswajalność kwasu omega-3, dlatego warto spożywać go z produktami zawierającymi ten kwas. Do tej pory zawsze mi się wydawało, że te dwa różne tłuszcze "kłócą się" ze sobą w jednym posiłku. Czyli może będę dodawał łychę tłuszczu kokosowego do koktajlu z siemieniem. Ale też widzę, że coś mało białka w moim jadłospisie, a przecież słynna zasada mówi, że trzeba dostarczać 2 g białka na każdy kilogram wagi ciała, więc powinienem jeść go 3 razy więcej...
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Czw Sie 09, 2018 20:18, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Czw Sie 09, 2018 22:07   

No i nie samymi omega-3 kwasami człowiek żyje. Żeby to prawidłowo zadziałało, to trzeba do nich jeszcze trochę kwasów omega-6 dodać. Musi być równowaga pomiędzy tymi grupami. Kwasów omega-6 nie można całkowicie eliminować, a olej lniany prawie ich nie zawiera.
JW
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Pią Sie 10, 2018 02:53   

jarosinski napisał/a:
Człowiek jest z natury roślinożercą
Serio?

Potrafisz to jakoś uzasadnić?
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Pią Sie 10, 2018 06:13   

jarosinski napisał/a:
3of5 napisał/a:
skoro wg jarosińskiego to się nazywa

Muszę przyznać, że rzadko stykam się z kretynami tak niemożliwie tępymi, co by nie odróżniali własnych urojeń od cudzego tekstu, który odnosi się nie do tego, o czym mówiłem. Totalne pomieszanie z poplątaniem. Jak można być tak durnym osłem żeby nie zrozumieć prostego przekazu o tym, że pierwszy dzień nie zawierał mojego normalnego jadłospisu, lecz był to most, po którym przechodzę ze starej diety na nową? Po wypisaniu posiłków z pierwszego dnia napisałem, że dopiero od następnego dnia będą posiłki pod moją dietę. Później zaznaczyłem że to głupie wyliczenie Molki nie dotyczy mojej stałej diety, lecz luźnego i pojedynczego dnia, a mimo to 3of5 bezmyślnie przypisał mi moje słowa do czegoś, co tego nie dotyczy. Czy ja muszę tu gadać z totalnymi deebilami? Mam nadzieję że kolejny się znowu nie trafi.

może zanim zaczniesz obrażać innych, przeczytaj jeszcze raz to co napisałeś, potem przemyśl co napiłeś....

jarosinski napisał/a:

PS. ciekawe jak mu wyszedł ten wynik B:T:W=51:184:253, bo u mnie to wyszło 42:147:300 xD Pewnie zamiast wagi samego miąższu wziął do obliczeń wagę całego kokosu - razem ze skorupą xD I przy bananach pewnie tak samo - posłużył się wagą banana ze skórką zamiast wagą samego miąższu xD

korzystam zwykle ze strony typu:ile waży
miałem wątpliwości co do tego kokosa, ale nie wczytałem się i przyjąłem masę całego kokosa.zaraz poprawię.Banan przyjąłem 120g
http://www.ilewazy.pl/sredni-banan
zaraz poprawię kokos - miąższ średniego kokosa to 70g
http://www.ilewazy.pl/por...-mlodego-kokosa
jakoś strasznie mała ta porcja mi się wydaje....przyjmę do obliczeń, że to było 10 kawałków kokosa
http://www.ilewazy.pl/kawalek-kokosa


czyli jeszcze raz
sniadanie - len+jabłka
B=27, T=32, W=91
BTW=1:1,2:3,4

obiad:
obiad:banany+orzech kokosowy
B=13, T=52, W=178
BTW=1:4:13,7

całość
B=40, T=84, W=269
BTW=1:2,1:6,7

wiele to nie zmienia w porównaniu z tamtymi wynikami co przedtem wyszły
to poniżej
jarosinski napisał/a:
To są po prostu dwa wysokobiałkowe i wysokotłuszczowe koktajle
zwyczajnie nie jest prawdą. Jak już, to są dwa wysokowęglowodanowe koktajle :viva:
I nawet, jeśli zakwestionujesz te moje szacunki, to nie zmieni to faktu, że to nie są posiłki wysokobiałkowe i wysokotłuszczowe...
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Pią Sie 10, 2018 10:00   

3of5 napisał/a:
korzystam zwykle ze strony typu:ile waży

No właśnie, a tam jest podana waga 415 g, czyli waga całego kokosu ze skorupą! Obok niej są wypisane wartości odżywcze dla 100 g i to tymi wartościami powinieneś był się sugerować! A ty wziąłeś liczby wartości odżywczych dla 415 g, a przecież waga samego miąższu kokosa z wodą kokosową to ok. 280 g! Trzeba było wziąć liczby wartości odżywczych podane dla 100 g i pomnożyć je przez 2,8, to by ci wyszło poprawnie.
Młodego kokosu jeszcze nie próbowałem, ale dziś go kupię i spróbuję, bo jeszcze nigdy go nie jadłem.

3of5 napisał/a:
Banan przyjąłem 120g

Obrałem 6 bananów, zważyłem ich miąższ i wyszło 800 g. Tyle przeciętnie ich jem, bo zależy jakie banany się trafią. Więc po prostu nie baw się w domyślne wartości, tylko bierz 100 g i pomnóż przez 8.

3of5 napisał/a:
zwyczajnie nie jest prawdą. Jak już, to są dwa wysokowęglowodanowe koktajle

Może nie są wysokobiałkowe, ale z pewnością wysokotłuszczowe. Nie wiedziałem ile mi wyjdzie białka w tym, ale co do tłuszczu byłem pewny że wyjdzie tłusto. A co do węgli, to nie mówiłem, że te posiłki nie są high carb, oceniałem je głównie pod kątem tłuszczu.

Sentinel napisał/a:
jarosinski napisał/a:
Człowiek jest z natury roślinożercą
Serio?

Potrafisz to jakoś uzasadnić?

Pochodzimy od małp, a one są w głównej mierze roślinożerne ;) Jedzenie mięsa było ratunkiem gdy nie było naturalnego roślinnego pożywienia. A dziś nie potrzeba tego ratunku, bo jedzenia nie brakuje.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Pią Sie 10, 2018 10:09, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Sob Sie 11, 2018 08:14   

jarosinski napisał/a:

Obrałem 6 bananów, zważyłem ich miąższ i wyszło 800 g. Tyle przeciętnie ich jem, bo zależy jakie banany się trafią. Więc po prostu nie baw się w domyślne wartości, tylko bierz 100 g i pomnóż przez 8.

dopóki nie zważysz i nie napiszesz ile dokładnie to waży, to takie przybliżenia są jak najbardziej na miejscu. Teraz napisałeś, ale wcześniej nie - weź to pod uwagę, zanim znowu napiszesz coś obraźliwego ;)

jarosinski napisał/a:

Może nie są wysokobiałkowe, ale z pewnością wysokotłuszczowe. Nie wiedziałem ile mi wyjdzie białka w tym, ale co do tłuszczu byłem pewny że wyjdzie tłusto. A co do węgli, to nie mówiłem, że te posiłki nie są high carb, oceniałem je głównie pod kątem tłuszczu.

może twoim zdaniem jest tłusto, ale nie jest to jedzenie wysokotłuszczowe
nie chce mi się tego przeliczać na nowo, ale wg moich ostatnich wyliczeń, to wychodzi (energetycznie) około B=8%, T=38%, W=54%
To chyba nie są proporcje wysokotłuszczowe...
 
     
jarosinski 

Dołączył: 28 Mar 2016
Posty: 72
Ostrzeżeń:
 3/2/3
Wysłany: Sob Sie 11, 2018 09:04   

3of5 napisał/a:
dopóki nie zważysz i nie napiszesz ile dokładnie to waży, to takie przybliżenia są jak najbardziej na miejscu

a ja zważyłem i w poprzednim poście podałem, więc twoje przybliżenie mocno się mijają z podaną wagą.

3of5 napisał/a:
Teraz napisałeś, ale wcześniej nie

Ale to nie ty miałeś zrobić to wyliczenie, tym bardziej że nie znałeś dokładnych wartości wagi. Ja uprzedzałem że sam zrobię wyliczenie wartości B:T:W i je tu podam, tym bardziej że tylko ja znam dokładne ilości składników.

3of5 napisał/a:
nie jest to jedzenie wysokotłuszczowe

tak ci się tylko zdaje z powodu dużej ilości węglowodanów, które czynią tę dietę wysokowęglowodanową. Ale gdyby odjąć węgli i B:T:W wynosiłoby 42:147:100, to już by ci się inaczej zdawało, gdyż przeważałby tłuszcz. A tłuszczu i tak jest dużo w każdym przypadku i są te posiłki tuczące, tym bardziej że dołożę jeszcze łyżkę masła kokosowego do śniadania żeby polepszyć przyswajalność tłuszczu z siemienia.
Ostatnio zmieniony przez jarosinski Sob Sie 11, 2018 09:06, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Sob Sie 11, 2018 09:12   

jarosinski napisał/a:
Jedzenie mięsa było ratunkiem gdy nie było naturalnego roślinnego pożywienia. A dziś nie potrzeba tego ratunku, bo jedzenia nie brakuje.
To dorabianie na siłę uzasadnienia. Jest dokładnie odwrotnie. Najtrudniej zdobyć mięso, najłatwiej rośliny. Żeby powstało mięso, zwierzę musi zjeść kilkakrotnie więcej roślin, niż można uzyskać mięsa z jego tkanek. Dlatego duże stałocieplne drapieżniki stanowią tylko 5% populacji dużych roślinożerców. Najwięcej jest roślinożerców, bo mają najłatwiejszy dostęp do największych ilości pożywienia, jakie występują na Ziemi.
O trudności zdobywania mięsnego pokarmu świadczy również to, że ciąże mnogie występują nagminnie wśród drapieżników, a bardzo rzadko wśród dużych roślinożerców.
JW
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Nie Sie 12, 2018 05:35   

jarosinski napisał/a:
Pochodzimy od małp, a one są w głównej mierze roślinożerne

Mów za siebie.
Miałeś to uzasadnić, a nie wysuwać hipotezy.

Co wskazuje na to, że człowiek jest roślinożercą, tak jak twierdzisz?
Dla ułatwienia dodam, że nic na to nie wskazuje. :hah:

Po pierwsze człowiek nie pochodzi od małpy.
Po drugie małpy i człowiek mają inne długości poszczególnych odcinków przewodu pokarmowego. Małpy mają układ pokarmowy roślinożerców, ewewntualnie wszystkożerców, natomiast człowiek ze stosunkowo krótkim jelitem grubym i długim jelitem cienkim ni cholery nie pasuje do tego towarzystwa.
Proporcje poszczególnych odcinków przewodu pokarmowego człowieka są podobne jak u foki, która połyka bez jakiegoś specjalnego rozdrabniania tłuste ryby będące wysokoskoncentrowanym źródłem energii.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Śro Wrz 05, 2018 08:24   

zyon napisał/a:
W temacie: przeprowadzilem 40-dniowke zupelnie niedawno.
podziel sie wrazeniami
D
_________________
The Truth is still out there.
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Śro Wrz 05, 2018 19:30   

Zrobilem to spontanicznie podczas czytania ksiazki o glodowkach. Bylo zupelnie normalnie, nie przymieralem glodem, wiadomo pierwsze 3 dni to taka hustawka, potem jest z gorki, czlowiek zyskuje spokoj i opanowanie. Zeby bylo smieszniej kilka (nie powiem ile) dni przegonilem sie na zero a pozniej wlaczylem w to cwiczenia fizyczne, czyli normalna silownia.
Nie spotkaly mnie straszne spadki sily, zjadanie ciala i rozpad bialek, wrecz przeciwnie, zaskakujaco malo stracilem na wadze, nie tak jak ten wariat co ostatnio robi furore na yT. No ale ksiazka jest wlasnie pelna takich badan, obalajacych te teorie, ze po 6 czy tam 7 dniu cialo zjada siebie samo. Nie zjada. Ogolnie to wyszla z tego fajna rzezba i stoicki spokoj. Na pewno wplyw miala na to ksiazka naszego krajowego weterana w niejedzeniu a jak wiadomo u niego glowna role odgrywa......SWIADOMOSC ;)
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Śro Wrz 05, 2018 19:36   

zyon napisał/a:
wiadomo pierwsze 3 dni to taka hustawka
jeśli oczyścisz jelita nie ma 'huśtawki' , tak było u mnie ostatnio dwa razy, zero głodu i spadków energii.
Piłeś coś oprócz wody ?
jakieś soki ?
_________________
The Truth is still out there.
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Śro Wrz 05, 2018 19:55   

Woda i kawa
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Śro Wrz 05, 2018 20:11   

zyon napisał/a:
Woda i kawa
no no Szacun.
Kuzyn, który robi 40ki co kilka lat twierdzi, że soki warzywne trzeba...
Książkę dawno czytałem, nie pamiętam zaleceń.
Jeszce w tym roku chcę 14-21 dni zrobić, ale bez ciśnienia.
Muszę czuć, że jestem gotowy :D
_________________
The Truth is still out there.
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Śro Wrz 05, 2018 20:15   

Tez wierzylem w te soki, zwlaszcza po przeczytaniu Malachowa, Tombaka i tej calej reszty "prozdrowotnej": Dopoki nie przeczytalem innej, ktora mowila, ze to sciema i nie trzeba zadnych sokow, Pogonilem na wodzie i kawie i treningach silowych, bo ksiazka, ktora czytalem byla napisana tak, ze chcialo sie wprost sprobowac, zwlaszcza tego kilkunastokrotnego skoku hormonu wzrostu.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Śro Wrz 05, 2018 20:23   

zyon napisał/a:
bo ksiazka, ktora czytalem
tytuł ?
_________________
The Truth is still out there.
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Czw Wrz 06, 2018 12:32   

dario_ronin napisał/a:
zyon napisał/a:
Woda i kawa
no no Szacun.
Kuzyn, który robi 40ki co kilka lat twierdzi, że soki warzywne trzeba...
Książkę dawno czytałem, nie pamiętam zaleceń.
Jeszce w tym roku chcę 14-21 dni zrobić, ale bez ciśnienia.
Muszę czuć, że jestem gotowy :D


też mnie to trochę kusi....:D

Zyon, a normalnie chodziłeś do pracy w tym czasie? - tego się trochę boję, że słaby będę, że jakichś problemów sobie narobię przy zwiekszonym wysiłku fizycznym....od kiedy wrzuciłeś te treningi siłowe?
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Czw Wrz 06, 2018 21:17   

dario_ronin napisał/a:
zyon napisał/a:
bo ksiazka, ktora czytalem
tytuł ?

Ksiazke dostalem przed premiera do sprawdzenia. To ksiazka autorstwa Jasona Funga, kanadyjskiego nefrologa, ktory zajmuje sie leczeniem osob chorych na cukrzyce za pomoca IF, autora swietnej ksiazki "Kod Oytlosci", gdzie udowadnia, ze kalorie w ogole sie nie licza oraz znanego propagatora diety ketogenicznej, blogera Jimmiego Moore'a autora miedzy innymi "Keto Clarity" , "Keto Cure", " Ketogenic Cockbook" i "Livin' La Vida Low Carb" (oraz znanego bloga o tej samej nazwie). W srodku goscinnie wystepuja takie nazwiska jak Mark Sisson (ten od Primal Blueprint), Robb Wolf (ten do Diety Paleo) i pare innych znanych osob z tych kregow. To ksiazka de facto o ketozie ale bardziej skupiona na glodowce i jej aspektach. Oczywiscie jest tam sporo odnosnikow do roznych badan jak i ciekawe uzasadnienie ewolucyjne poparte badaniami, obalajace przesad, ze na wielodniowej glodwce cialo "zjada samo siebie", tylko wtedy uruchamia mechanizmy, ze masz byc szybki i czujny zeby szybko zdobyc cos do przezycia. Nie zjada o ile sie nie jest wiezniem skazanym na smierc i robi sie to swiadomie w dodatku uprawiajac aktywnosc fizyczna. Cos tam zginie wagi ale obwody raczej nie pospadaly.

@3of5, chodzilem, cwiczylem, normalna aktywonsc, zadnego udawania ze sie zyje jak to promuje wiekszosc ksiazek o glodowce typu "nie przemaczaj sie, oszczedzaj sie". Tutaj jest odwrotnie, energia rozpiera, jest troche euforii ale jest i spokoj i opanowanie, i nawet taki Grzegorz nie bylby w stanie wyprowadzic z rownowagi. No i te badania z hormonem wzrostu daja do myslenia, az sie chce sprawdzic samemu.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
Ostatnio zmieniony przez zyon Czw Wrz 06, 2018 21:18, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Pią Wrz 07, 2018 05:14   

zyon napisał/a:

@3of5, chodzilem, cwiczylem, normalna aktywonsc, zadnego udawania ze sie zyje jak to promuje wiekszosc ksiazek o glodowce typu "nie przemaczaj sie, oszczedzaj sie". Tutaj jest odwrotnie, energia rozpiera, jest troche euforii ale jest i spokoj i opanowanie, i nawet taki Grzegorz nie bylby w stanie wyprowadzic z rownowagi. No i te badania z hormonem wzrostu daja do myslenia, az sie chce sprawdzic samemu.


a nie jest tak, że ta euforia i energia to to samo co na keto występuje? ;)
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Pią Wrz 07, 2018 07:04   

Przeciez glodowka to czyste keto ;)
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Pią Wrz 07, 2018 07:17   

bo takie normalne bezgłodówkowe keto to mam codziennie :P

Spierałem się jakiś czas temu odnośnie głodówki takiej długoterminowej (o której pisałeś), ze ja mam to samo codziennie, bez żadnych wyrzeczeń, obostrzeń, pokus - i że cały ten efekt w gruncie rzeczy sprowadza się bycia w ketozie. Jeśli się zdecyduję, to raczej będę celował w krótszą głodówkę myślę max 7 dni. I to tylko dlatego, że traktuję to jako wyzwanie, a lubię wyzwania 8)
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Pią Wrz 07, 2018 07:35   

zyon napisał/a:
Oczywiscie jest tam sporo odnosnikow do roznych badan jak i ciekawe uzasadnienie ewolucyjne poparte badaniami, obalajace przesad, ze na wielodniowej glodwce cialo "zjada samo siebie", tylko wtedy uruchamia mechanizmy, ze masz byc szybki i czujny zeby szybko zdobyc cos do przezycia.
Żeby nie wiem jak kombinował, to w najgłębszym nawet głodzie żyjący wyższy organizm musi metabolizować energię i materię. W przypadku człowieka spoczynkowe zużycie energii wynosi 1500 kcal a spalanie białka 30g. W pełnej głodówce organizm przestawia się na tryb oszczędny i zmniejsza trzykrotnie spalanie białka, powiedzmy do 10g. Załóżmy odważnie, że też redukuje o połowę zapotrzebowanie energetyczne, pomimo intensywnych ćwiczeń, do 700 kcal.
Skąd to bierze?
Zakładam, że nie należy Pan do klubu świetlistych, niejedzących i nieoddychających.
JW
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Pią Wrz 07, 2018 08:09   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
W pełnej głodówce organizm przestawia się na tryb oszczędny

W tej ksiazce pisza, ze to ogolny mit, sa tam jakies linki do badan itp. Musialbym miec te pozycje, bo pozyczylem, zeby to zacytowac. W kazdym razie w innej ksiazce, znanego propagatora IF Brada Pilona "Eat Stop Eat" ( w pl ten sam tytul) jest kilka badan, ktore pokazuja, ze jednak da sie cwiczac nie tracic masy miesniowej a nawet w okreslonych przypadkach ja robic zywiac sie typowo "glodowo" w oficjalnej nomenklaturze dietetycznej.
1
Effects of resistance vs. aerobic training combined with an 800 calorie liquid diet on lean body mass and resting metabolic rate.
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10204826
http://www.researchgate.n..._Metabolic_Rate
2
Effects of aerobic or resistance exercise and/or diet on glucose tolerance and plasma insulin levels in obese men
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10332666
http://www.researchgate.n...ls_in_obese_men
3
Effects of an energy-restrictive diet with or without exercise on abdominal fat, intermuscular fat, and metabolic risk factors in obese women.
http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11874926
http://care.diabetesjourn...t/25/3/431.full
http://beauty-review.nl/w...obese-women.pdf

Cytat:
Zakładam, że nie należy Pan do klubu świetlistych, niejedzących i nieoddychających.

Staram sie ale cwiczenia nie ida z tym w parze. Jest taki polski weteran niejedzenia Joachim Werdin, ktory kiedys wydal ksiazke "Styl zycia bez jedzenia", ktora teraz rozdaje za darmo na swojej stronie, zmodyfikowana o wiele lat doswiadczen. Jego ksiazka, oparta jest oczywiscie o kwestie swiadomosci, na poczatku jest nawet spis okreslen, bo u niego "swiadomosc" i "SWIADOMOSC" to sa rozne rzczy. Ten czlowiek potrafi nie jesc miesiacami.
Inny nasz rodzimy weteran Krzysztof Stec w swojej tez wielokrotnie uaktualnianej ksiazce "Dynamiczne Surjanamaskar" rowniez opisuje wrazenia z glodowek i zywienia sie sloncem. Co ciekawe, opisuje kompletne "suche" glodowki bez wody siegajace rzedu 20 dni. Wiem, wiem, naukowo sie nie da, ale sa ludzie, ktorzy oficjalna nauke oparta na szkielku i oku maja za nic.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Nie Wrz 09, 2018 10:57   

Ok, mam ksiazke z powrotem, zacytuje fragment ze strony 48:
Cytat:
Badania przeprowadzone w trakcie czterdziestodniowego postu o podlozu religijnym pokazalo, ze wyjsciowy poziom hormonu wzrostu podniosl sie z 0,73 ng/ml do wartosci szczytowej 9,86 ng/ml. Osiagnieto wzrost o 1250% bez uzycia lekow. W badaniu przeprowadzonym w 1992 roku, w czasie dwudniowego postu osiagnieto pieciokrotny wzrostu poziomu HGH

Tutaj jest wykresik, ale nie chce mi sie wklejac fotki.
Zrodlo: Calhill, Fuel metabolism in starvation <-wklepac w google i jest.

Tak, ze rzeczywiscie, glodowka szkodzi..... :razz: :razz:
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
Ostatnio zmieniony przez zyon Nie Wrz 09, 2018 10:58, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Nie Wrz 09, 2018 12:58   

zyon napisał/a:
Ok, mam ksiazke z powrotem, zacytuje fragment ze strony 48:
Cytat:
Badania przeprowadzone w trakcie czterdziestodniowego postu o podlozu religijnym pokazalo, ze wyjsciowy poziom hormonu wzrostu podniosl sie z 0,73 ng/ml do wartosci szczytowej 9,86 ng/ml. Osiagnieto wzrost o 1250% bez uzycia lekow. W badaniu przeprowadzonym w 1992 roku, w czasie dwudniowego postu osiagnieto pieciokrotny wzrostu poziomu HGH

Tutaj jest wykresik, ale nie chce mi sie wklejac fotki.
Zrodlo: Calhill, Fuel metabolism in starvation <-wklepac w google i jest.

Tak, ze rzeczywiscie, glodowka szkodzi..... :razz: :razz:


Przecież to o czym piszesz to patologicznie niskie stężenie GH.
Nie trzeba zostawać mormonem i przeprowadzać rytualnych głodówek.
Wystarczy dieta niskowęglowodanowa.
W "życiu bez pieczywa" są podane konkretne przykłady. "Rozdział III Węglowodany i hormony: pomóż swemu organizmowi osiągnąć zdrową równowagę". Bez leków, bez głodówki.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Nie Wrz 09, 2018 18:58   

Robiles kiedys glodowke? Czy bedziesz wiecznie przytaczal cudze gotowce? Nie masz o tym pojecia - nie wypowiadaj sie. Taka dobra rada
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 08:19   

zyon napisał/a:
Witold Jarmolowicz napisał/a:
W pełnej głodówce organizm przestawia się na tryb oszczędny

W tej ksiazce pisza, ze to ogolny mit, sa tam jakies linki do badan itp...

Prace, które Pan zaprezentował nie dotyczyły stuprocentowych głodówek, ale kombinacji diet o obniżonej kaloryczności i różnych rodzajów wysiłku. Powodowało to zmniejszenie masy ciała i poprawę zdrowia.
Dokładnie to samo pisałem tu kilka razy. Głodówka nie powinna być stuprocentowa, ale należy jeść trochę białka i węglowodanów, żeby podtrzymać obrót metaboliczny i zapobiec spalaniu ważnych życiowo tkanek.
JW
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 08:31   

Tak, te 3 linki, dotyczyly tego i pochodza z ksiazki Brada Pilona o IF czyli "przerywanym poscie". Czyli ciagle warunkach "minusa kalorycznego". Mam gdzies tego znacznie wiecej.

Kolejny cytat z odniesieniem do badania Cahilla jest z ksiazki o glodowkach, ten o hormonie wzrostu. Dlaczego organizm w warunkach, w ktorych teoretycznie powinien wyhamowac ekspresje tego hormonu robi odwrotnie?
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 08:44   

W głodówce obniża się poziom insuliny, co oczywiste. W związku z tym, żeby zachować równowagę hormonalną hormonów anabolicznych, wzrasta poziom anabolicznego hormonu wzrostu.
JW
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 09:20   

Owszem, ale dlaczego organizm podejmuje teoretycznie tak nielogiczne kroki? Rownowaga hormonalna to tylko nasze wytlumaczenie, po co organizm mialby zwiekszac poziom hormonu prowadzacego do budowy nowych tkanek, jezeli wg powszechnej opinii na glodowce przechodzi w "tryb oszczedzania"?
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 09:55   

zyon napisał/a:
Owszem, ale dlaczego organizm podejmuje teoretycznie tak nielogiczne kroki? Rownowaga hormonalna to tylko nasze wytlumaczenie, po co organizm mialby zwiekszac poziom hormonu prowadzacego do budowy nowych tkanek, jezeli wg powszechnej opinii na glodowce przechodzi w "tryb oszczedzania"?


Dostałeś proste wytłumaczenie i nadal doszukujesz się w tym magii.

Zwiększona sekrecja hgh jest odpowiedzią na zmniejszoną sekrecję insuliny. Prosta reakcja na zasadzie ujemnego sprzężenia zwrotnego.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 10:01   

Grzegorz, nie zauwazyles pytania - dlaczego? To, ze mi tlumaczysz zjawisko, ktore znam nie jest odpowiedzia. Z punktu widzenia teorii, wg ktorej organizm przechodzi na "tryb oszczedzania" jest to nielogiczne i kompletnie pozbawione sensu. Po co organizm ma budowac gdy musi oszczedzac?
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 10:10   

zyon napisał/a:
Grzegorz, nie zauwazyles pytania - dlaczego? To, ze mi tlumaczysz zjawisko, ktore znam nie jest odpowiedzia. Z punktu widzenia teorii, wg ktorej organizm przechodzi na "tryb oszczedzania" jest to nielogiczne i kompletnie pozbawione sensu. Po co organizm ma budowac gdy musi oszczedzac?

Bo taka jest funkcja hgh, który bierze udział w syntezie białek. Kiedy głodujesz, synteza zachodzi z aminokwasów z miolizy i rozpadu innych białek.
Oszczędzane są jednak kluczowe dla życia organy.
Jednak dłuższa głodówka doprowadza czasem do ich uszkodzenia.

To nie magia, to fizjologia.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 10:12   

Grzegorz, to co piszesz to ja wiem, w ogole to masz w kazdym podreczniku.
Ja pytam o co innego - dlaczego?
Rozumiesz pytanie? Jezeli natura jest tak logiczna to po co robi rzecz bez sensu?
Jezeli masz malo pieniedzy to nie wydajesz ich jak wariat a oszczedzasz.
Jezeli masz malo zapasow jedzenia, to nie zzerasz ich od razu.
jezeli masz malo cegiel to nie budujesz wiezowca.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 10:19   

zyon napisał/a:
Jezeli natura jest tak logiczna to po co robi rzecz bez sensu?
Jest logiczna. Zakłada że głód zmusi cię do poszukiwania pożywienia.

To ty postępujesz wtedy nielogicznie nie robiąc tego.

Widzisz teraz sens?
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 10:25   

No w koncu! Brawo Grzegorz, w koncu zaczales myslec zamiast sie mazac jak baba. Tak, to jedna z teorii, ktora na razie sie nie przebila do szerszej opinii. Zatem czy ten "tryb oszczedzania" sie wlacza czy nie na glodowce? Teraz pytam oczywiscie teoretycznie, bo na glodowce nie byles, wiec mozesz jedynie snuc przypuszczenia. Bo nie da sie jednoczesnie wydawac i oszczedzac. Czy tez moze badania byly robione dawno, na niereprezentatywnej grupie, byly zbyt ekstrapolowane, warunki byly nie takie?
Masz jakis pomysl?
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 13:35   

zyon napisał/a:
Tak, to jedna z teorii, ktora na razie sie nie przebila do szerszej opinii
Jaka teoria? To że głodny chce jeść to teoria, "która nie przebiła się do szerszej opinii"?
Fascynujące.
zyon napisał/a:
Zatem czy ten "tryb oszczedzania" sie wlacza czy nie na glodowce?
Zależy od długości głodówki.
Operujesz jakimiś uproszczeniami typu "tryb oszczędzania". Naoglądałeś się chyba filmów z żółtymi napisami. Oni tam operują takimi pojęciami totalnie z zadka.
Stan określany jako głód podzielony jest na fazy. U człowieka odżywiającego się niskowęglowodanowo wygląda to mniej więcej tak jak u drapieżnika. Po zjedzeniu niskowęglowodanowego posiłku idzie spać. Podczas snu obniża się glikemia a wzrasta ketonemia, zmniejsza się sekrecja insuliny a wzrasta hgh. To czas procesów regeneracyjnych.
Rano następuje faza mobilizacji. Wzrasta stężenie noradrenaliny i kortyzolu, a to z kolei nasila glukoneogenezę i predator jest gotowy na poszukiwanie zdobyczy. Kiedy nie upoluje nic dłuższy czas, to organizm wchodzi w fazę oszczędzania energii.
Z tym, że np gepard nie lata w tym czasie na siłownię, jak głodujący fantasta zjon, ale faktycznie oszczędza energię jak może.
Czeka cierpliwie na dogodny moment w którym ocenia, czy wysiłek włożony w następny pościg za ofiarą ma szansę na powodzenie. Drapieżniki w odróżnieniu od trawożernych potrafią analizować i oceniać sytuację. Kiedy gepard nie upoluje czegoś przed fazą w której nie będzie miał już wystarczająco dużo energii do pościgu, to jest skazany na śmierć. Przy tak niskim poziomie tkanki tłuszczowej może sobie pozwolić na krótkie okresy głodu.
Dłużej bez jedzenia wytrzyma np niedźwiedź polarny, który ma więcej tkanki tłuszczowej i jest ewolucyjnie przystosowany do dłuższych okresów głodu. Podobnie ma zresztą wszystkożerny niedźwiedź brunatny, który gromadzi brunatną tkankę tłuszczową i posiada zdolność zapadania w stan hibernacji, która jest skrajnym przykładem oszczędzania energii w okresach niedostatku pożywienia.
zyon napisał/a:
Teraz pytam oczywiscie teoretycznie, bo na glodowce nie byles
Nie byłem. Żadne rozumne stworzenie nie głodzi się z własnej woli. Chyba że jest bardzo chore, albo w stanie terminalnym.
[quote="zyon"]Bo nie da sie jednoczesnie wydawac i oszczedzac[/]Oczywiście że się nie da. Można jedynie gospodarować zasobami które się ma.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Wto Wrz 11, 2018 13:39, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 15:17   

zyon napisał/a:
Wiec budowanie podczas oszczedzania wydaje sie nonsensowne
Budowanie czego? Masy mięśniowej? Sorry to nie do mnie. Zapytaj chłopców z siłowni.

Budowanie w sensie synteza i wymiana białek zachodzi cały czas, bez względu na to czy od ostatniego posiłku minęło 15 godzin czy 15 dni. Bez tego nie ma życia.
Nie ma możliwości zwiększania ogólnej masy białek organizmu nie dostarczając ich z zewnątrz.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 17:29   

zyon napisał/a:
Sentinel napisał/a:
zyon napisał/a:
Titelitury napisał
Jeszcze to przeoczyłem.
Tak, to moja wypowiedź z czasów kiedy brałem niektóre rzeczy na wiarę. Czytałem fantazje Dominica D'Agostino, nie zwracając uwagi na to, że to tylko teorie (bo to przecież doctor), a nie zwryfikowane informacje tak jak w przypadku Volka i Phinneya.

Myliłem się wtedy.
Usatysfakcjonowany?

Nie chodzi mi Grzegorz o zadna satysfakcje, zle pojmujesz moje intencje. To nie ring, ale plus, ze potrafisz sie jednak przyznac do bledu.
Jaka masz pewnosc, ze teraz nie przyjmujesz na wiare fantazji Volka i Phinneya?
Dopuszczasz taka mozliwosc? Jezeli wtedy byles pewny a teraz wiesz, ze to byla nieprawda, to w tym przypadku moze byc podobnie.


Bo Volek i Phinney opierają się na przeprowadzonych przez siebie badaniach i to jest różnica.
D'Agostino przedłużył minimalnie życie osób z chorobą nowotworową w stanie terminalnym mimo że stosował KD z ograniczeniem kalorii i podpierał się tlenoterapią hiperbaryczną, a admin cytował tu badania, kiedy samą eukaloryczną dietą ketonigenczną osiąga się dużo lepsze efekty.
Gdyby D'Agostino czy Fung nie podczepiali się pod sukcesy innych, to nikt by o nich nie słyszał.
Zaistnieli tylko takim ludziom jak Taubes, Seyfried, Phinney i Volek.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Wto Wrz 11, 2018 17:29, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 18:02   

Sentinel napisał/a:
zyon napisał/a:
Sentinel napisał/a:
zyon napisał/a:
Titelitury napisał
Jeszcze to przeoczyłem.
Tak, to moja wypowiedź z czasów kiedy brałem niektóre rzeczy na wiarę. Czytałem fantazje Dominica D'Agostino, nie zwracając uwagi na to, że to tylko teorie (bo to przecież doctor), a nie zwryfikowane informacje tak jak w przypadku Volka i Phinneya.

Myliłem się wtedy.
Usatysfakcjonowany?

Nie chodzi mi Grzegorz o zadna satysfakcje, zle pojmujesz moje intencje. To nie ring, ale plus, ze potrafisz sie jednak przyznac do bledu.
Jaka masz pewnosc, ze teraz nie przyjmujesz na wiare fantazji Volka i Phinneya?
Dopuszczasz taka mozliwosc? Jezeli wtedy byles pewny a teraz wiesz, ze to byla nieprawda, to w tym przypadku moze byc podobnie.


Bo Volek i Phinney opierają się na przeprowadzonych przez siebie badaniach i to jest różnica.
D'Agostino przedłużył minimalnie życie osób z chorobą nowotworową w stanie terminalnym mimo że stosował KD z ograniczeniem kalorii i podpierał się tlenoterapią hiperbaryczną, a admin cytował tu badania, kiedy samą eukaloryczną dietą ketonigenczną osiąga się dużo lepsze efekty.
Gdyby D'Agostino czy Fung nie podczepiali się pod sukcesy innych, to nikt by o nich nie słyszał.
Zaistnieli tylko takim ludziom jak Taubes, Seyfried, Phinney i Volek.

Ale to nieprawda. Taubes nie wspomina o nich, jak i Fung na przyklad. Za to wspominaja o innych. Taubes. mialem o nim wspomniec. Jego poglady nie pokrywaja sie z tymi Voleka i Phinneya calkowicie. Z kolei Fung to praktyk, ktory sie pod nikogo nie podczepia, bo po prostu jest lekarzem i prowadzi klinike. Jego ksiazka to jego wlasne wnioski.
Takich naukowcow jest mnostwo, dzisiaj kazdy niemal wydaje ksiazke. Nie uwazam, ze Volek czy Phinney jakos specjalnie goruja nad reszta.

To, ze admin cytowal badnia, znaczy tylko tyle. Wkleilem 3 rozne badania nt robienia masy miesniowej na teoretycznie ujemnym, czyli ponizej "zapotrzebowania" bilansie kalorycznym. I co? Jakie masz wnioski?

Swoja droga chwaliles jakis filmi biologa Ruperta Sheldrake'a. W swojej ksiazce "Nauka: wyzwolenie z dogmatow" pisze on, ze stosowanie praw termodynamiki do czlowieka mija sie z celem.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Wto Wrz 11, 2018 22:48   

zyon napisał/a:
Owszem, ale dlaczego organizm podejmuje teoretycznie tak nielogiczne kroki? Rownowaga hormonalna to tylko nasze wytlumaczenie, po co organizm mialby zwiekszac poziom hormonu prowadzacego do budowy nowych tkanek, jezeli wg powszechnej opinii na glodowce przechodzi w "tryb oszczedzania"?
Być może po to, żeby przy niskim poziomie insuliny powstrzymywać kataboliczne procesy wyzwalane przez kortyzol. Niewątpliwie głodówka wyzwala stres metaboliczny i podwyższenie hormonów stresu a jednocześnie musi być niski poziom insuliny, żeby nie umrzeć z powodu hipoglikemii, bo nie ma dostawy glukozy i białek. Pozostaje anaboliczny hormon wzrostu, żeby spowolnić rozpad tkanek. Chyba, że dla równowagi z kortyzolem, tarczyca zmniejszyłaby wydzielanie katabolicznych hormonów. No, ale analizowanie wielokrotnych nieliniowych sprzężeń zwrotnych, to sztuka karkołomna i skazana na niepowodzenie.
Prostym przykładem chaosu regulacyjnego są dwa działające czujniki temperatury w pomieszczeniu, jeden od pieca, a drugi na kaloryferze. Nie do opanowania, a efekty nad wyraz zaskakujące.
JW
  
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 07:00   

Głodówka.
Ludziom niezdrowym, czyli w praktyce każdemu, głodówka pozwala zregenerować jelita.
Kto stosował wie, że proces oczyszczania trwa jeszcze długo po zaprzestaniu przyjmowania pokarmów.
To jedna z wielu korzyści głodówki leczniczej.
Nie zapewni tego LC , KD czy DO.
:medit:
_________________
The Truth is still out there.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 07:19   

zyon napisał/a:
Wkleilem 3 rozne badania nt robienia masy miesniowej na teoretycznie ujemnym, czyli ponizej "zapotrzebowania" bilansie kalorycznym. I co? Jakie masz wnioski?

Takie, że na ujemnym bilansie kalorycznym gdzieś ubywa, a gdzieś przybywa.
Jeśli podaż białka jest wyższa niż straty podczas procesu rozpadu i syntezy, to jest to możliwe. Można więc zwiększać masę mięśniową dostarczając 1 gram białka na kg/masy ciała, spalając tłuszcz własny i trochę tłuszczu z posiłków, ale to długo nie potrwa.

Jednak głodówka to nie ta bajka.
Nie ma takiej możliwości, aby obrót białek odbywał się bez strat.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Śro Wrz 12, 2018 07:23, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
3of5 

Dołączył: 29 Mar 2013
Posty: 360
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 08:07   

dario_ronin napisał/a:
Głodówka.
Ludziom niezdrowym, czyli w praktyce każdemu, głodówka pozwala zregenerować jelita.
Kto stosował wie, że proces oczyszczania trwa jeszcze długo po zaprzestaniu przyjmowania pokarmów.
To jedna z wielu korzyści głodówki leczniczej.
Nie zapewni tego LC , KD czy DO.
:medit:


ja nie jestem tego taki pewny, czy tego nie zapewni LC, KD czy DO.
Ja zaczynałem od DO, szybko zmieniłem na LCHF i teraz od dłuższego czasu KD (w połączeniu z IF, zresztą,osobiście nie wyobrażam sobie inaczej).
Jakby na to nie patrzeć, jest ogromna różnica w funkcjonowaniu jelit przedtem i teraz. Doskonale pamiętam, jak się oczyszczał się cały organizm, szczególnie dobrze pamiętam moment, kiedy przyszło na skórę :D
Okresowo, robię sobie 1 dniowe głodówki (a właściwie 1,5 dniowe, biorąc pod uwagę IF) i nie czuję potrzeby na więcej. Pisałem wcześniej - że rozważam dłuższą głodówkę, tak np. 7 dni - ale nie dlatego, że mam taką potrzebę, tylko z ciekawości, traktuję to jako swego rodzaju wyzwanie. Taka ciekawość poznawcza.
Napiszę to samo co już chyba napisałem wcześniej - skoro żywienie HC+głodówka np. 40 dni tak naprawdę sprowadza się do keto, to czy nie lepiej cały czas być w keto??
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 08:07   

Sentinel napisał/a:
Można więc zwiększać masę mięśniową dostarczając 1 gram białka na kg/masy ciała,

Mozna zwiekszac mase miesniowa nawet na 0,6g bialka /kgMC a nawet na mniej. Wiem to z praktyki, Gavroche rowniez potwierdza.

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Być może po to, żeby przy niskim poziomie insuliny powstrzymywać kataboliczne procesy wyzwalane przez kortyzol. Niewątpliwie głodówka wyzwala stres metaboliczny i podwyższenie hormonów stresu a jednocześnie musi być niski poziom insuliny, żeby nie umrzeć z powodu hipoglikemii, bo nie ma dostawy glukozy i białek. Pozostaje anaboliczny hormon wzrostu, żeby spowolnić rozpad tkanek. Chyba, że dla równowagi z kortyzolem, tarczyca zmniejszyłaby wydzielanie katabolicznych hormonów. No, ale analizowanie wielokrotnych nieliniowych sprzężeń zwrotnych, to sztuka karkołomna i skazana na niepowodzenie.

No jest to jakas proba rozwiklania tego. Tylko dlaczego takie wielkie skoki nawet do 1250%? Przeciez teoretycznie do podtrzymania rozpadu to utrzymanie obecnego poziomu by wystarczylo a w tym drugim badaniu po raptem 3 czy 4 dniach od razu podskoczylo kilkukrotnie stezenie GH.

I powiem tak, ostatnio na youtube furore robi jakis wariat, ktory prowadzi kanal o glodowkach, filmuje to, wkleja zdjecia i opisuje wrazenia i wyglada jak zombie. Ale ja nie stracilem 10kg jak on.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 08:19   

zyon napisał/a:
Mozna zwiekszac mase miesniowa nawet na 0,6g bialka /kgMC a nawet na mniej. Wiem to z praktyki, Gavroche rowniez potwierdza
Sory, ale mnie to pachnie optymalnym fanatyzmem, więc nie będę się na ten temat wypowiadał.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 09:12   

Znam wiecej osob, ktore to potwierdza, a jedynym powodem dla ktorego nie chcesz przyjac tego do wiadomosci, to fakt, ze masz glowe nabita dogmatami rodem z kulturystyki. I nie ma to nic wspolnego z optymalnym fanatyzmem.
Jezeli czegos nie jestes pewien - sprobuj.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 09:23   

zyon napisał/a:
Znam wiecej osob, ktore to potwierdza, a jedynym powodem dla ktorego nie chcesz przyjac tego do wiadomosci, to fakt, ze masz glowe nabita dogmatami rodem z kulturystyki. I nie ma to nic wspolnego z optymalnym fanatyzmem.
Jezeli czegos nie jestes pewien - sprobuj.


Okeeeeej. Więc jesteś optymalny i chcesz o tym porozmawiać?

A tak na poważnie, to po tym 0,6 białka straciłem całkowicie ochotę na rozmowę.
Mogłem się domyślić do czego zmierzasz.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 09:32   

Sentinel napisał/a:
Okeeeeej. Więc jesteś optymalny

Po czym wnosisz? Kolejna proba zaszufladkowania?
Sentinel napisał/a:
to po tym 0,6 białka straciłem całkowicie ochotę na rozmowę.
Mogłem się domyślić do czego zmierzasz.

Niby jak sie mogles domyslic? Do niczego nie zmierzam, pisze co wiem z doswiadczenia.
Jezeli straciles ochote to nie rozmawiaj, mnie nie interesuja rozmowy o niczym, a o tym chyba chcesz rozmawiac.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 10:38   

3of5 napisał/a:
ja nie jestem tego taki pewny
ja też.
Pan Witold pisał, że przy łuszczycy sama dieta nie wystarczy...
Jeśli jesteś zdrowy I dobrze się odżywiasz nie ma problemów z jelitami raczej.
Jeśli są, wtedy 'daj im odpocząć' i się zregenerować, kilka kilkanaście dni.
spróbuj, zaskoczą Cię efekty.
_________________
The Truth is still out there.
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 10:44   

Panowie, spokojnie, porządkowanie forum jest jałowe i męczące, zlitujcie się nade mną.
Żeby zjeść 0,6 g/kg, co stanowi 40g białka, trzeba spożyć ponad 200 g mięsa. Na innych forach, nie tylko optymalnych, uznaliby to za śmiertelnie szkodliwe, rakotwórcze obżarstwo. Razem z ukrytym tłuszczem takie mięso dostarcza ponad 500 kcal i jest najbardziej wartościowym pożywieniem. To całkiem niezła głodówka, rzeczywiście podtrzymująca obrót metaboliczny.
JW
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 10:47   

zyon napisał/a:
No jest to jakas proba rozwiklania tego. Tylko dlaczego takie wielkie skoki nawet do 1250%? Przeciez teoretycznie do podtrzymania rozpadu to utrzymanie obecnego poziomu by wystarczylo a w tym drugim badaniu po raptem 3 czy 4 dniach od razu podskoczylo kilkukrotnie stezenie GH.
Jest jakaś praca na temat takich podskoków GH?
JW
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 11:07   

Wklejalem tam wyzej, badanie Cahilla z cytatem z ksiazki.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 11:55   

zyon napisał/a:
Panowie, spokojnie,
żeby nie było...
Ja mogę w każdej chwili, ale...
Nie jestem ani świrem, ani fanatykiem, ani ani nawet
Nie znoszę chamstwa i dopóki Grzegorz nie zrozumie jak rozmawiać...
_________________
The Truth is still out there.
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 11:59   

Nie sadze, zeby nagle Grzegorz przestal byc soba. Zwlaszcza, ze to kolejne konto, ktore zmierza w te sama strone.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
dario_ronin 
Dariusz Olesik


Pomógł: 16 razy
Wiek: 55
Dołączył: 03 Wrz 2008
Posty: 3717
Skąd: Częstochowa/UK
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 12:13   

zyon napisał/a:
Nie sadze, zeby nagle Grzegorz przestal byc soba. Zwlaszcza, ze to kolejne konto, ktore zmierza w te sama strone.
trudno
Będziemy resocjalizować Grzesia póki admin pozwoli :D
_________________
The Truth is still out there.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 15:57   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Żeby zjeść 0,6 g/kg, co stanowi 40g białka, trzeba spożyć ponad 200 g mięsa. Na innych forach, nie tylko optymalnych, uznaliby to za śmiertelnie szkodliwe, rakotwórcze obżarstwo. Razem z ukrytym tłuszczem takie mięso dostarcza ponad 500 kcal i jest najbardziej wartościowym pożywieniem. To całkiem niezła głodówka, rzeczywiście podtrzymująca obrót metaboliczny.
JW

A ile straci na wadze ktoś kto przez 40 dni je tylko 500 kcal?
Podstawowa przemiana materii, dla człowieka o wadze 75 kg, wzroście 175 cm i wieku ok 40 lat, to 1700 kcal. 1700 - 500 = 1200 × 40 dni daje nam 48 000 kcal deficytu. 48 000 ÷ 9 kcla z grama tłuszczu daje 5, 3 kg. Więc taki człowiek schudłby 5,3 kg w 40 dni, pod warunkiem, że nie wstawałby z łożka nawet na siku. Przy niewielkiej aktywności fizycznej schudłby ponad 10 kg, przy średniej tzn trening na siłowni 3 razy w tygodniu schudłby około 15 kg. Gdyby waga wyjściowa wynosiła 75 kg, to po czterdziestu dniach miałby niedowagę.
To przy podaży 500 kcal dziennie. A gdyby taki ktoś nie jadł wcale?
1700 × 40 = 68 000 kcal deficytu. 68 000 ÷ 9 kcal z każdego grama spalonej tkanki tłuszczowej daje utratę 7,55 kg tkanki tłuszczowej przy zerowej aktywności fizycznej.
Optymistycznie zakładam że spaleniu ulegnie tylko tkanka tłuszczowa, choć to niemożliwe, więc miolizie uległaby znaczna część masy mięśniowej.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Śro Wrz 12, 2018 16:05, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 16:31   

Tyle ci mowi matematyka, a ile ci mowi praktyka?
Przypomne dla dociekliwych.
Sentinel napisał/a:
Science Reveals Why Calorie Counts Are All Wrong - Scientific American
https://www.scientificame...-are-all-wrong/
Ci bardziej dociekliwi znają, ale warto przypomnieć.

Ci bardziej dociekliwi znaja, ale rowniez warto przypomniec:
Cytat:
Twórcą koncepcji kalorii był XIX-wieczy chemik Wilbur Olin Atwater. W jednym ze swoich eksperymentów zwyczajnie spalał jedzenie sprawdzając ile ciepła należy dostarczyć by podnieść temperaturę wody w zlewce. Choć działo się to ponad sto lat temu metoda wciąż pozostaje w użyciu!


Cytat:
Jedna kilokaloria żywieniowa (1 kcal lub 1000 kalorii) to ilość dostępnej przez trawienie pożywienia energii (ciepła), jaka podniesie temperaturę jednego kilograma wody o jeden stopień Celsjusza.

Gdzie kryje się haczyk?

Znając istotę kalorii od razu nasuwa się pytanie:

jaki jest związek między produktem spalanym w ogniu, a tym samym produktem trawionym przez Twój układ pokarmowy (skoro nie ma tam pieca) ?

Odpowiedź: żaden.

Załóżmy, że będąc na ognisku wrzucasz szczapę drewna do ognia. Ogień doskonale sobie z nią radzi i wydziela się pewna liczba kalorii. A teraz wyobraź sobie sytuację, w której kiełbasę upieczoną na ognisku postanawiasz przegryźć identycznym kawałkiem drewna.

Jak sądzisz, Twój układ trawienny przyswoi drewno i wydobędzie z niego tyle samo kalorii co ogień?

Niestety brzuch nie radzi sobie dobrze z korą, tak samo jak z wieloma innymi rzeczami.

Nie ma skutecznej i jednoznacznej metody umożliwiającej określenie ile tak naprawdę z tego co zjesz zostanie przeznaczone na energię, czyli wchłonięte i zmagazynowane w formie możliwej do wykorzystania w powstawaniu ATP (nośnik energii chemicznej niezbędny w pracy mózgu i mięśni)


Cytat:
Zwróć uwagę na rysunek po lewej stronie: możesz obejrzeć schemat budowy błony śluzowej żołądka z uwzględnieniem mechanizmów w niej zachodzących. Chyba zgodzisz się, że to co widzisz na ilustracji jest znacznie bardziej skomplikowanym zjawiskiem niż spalanie szczapy w płomieniach ogniska?

A przecież układ pokarmowy to nie tylko żołądek, ale wiele innych narządów, gruczołów, procesów, enzymów itd. Dlatego właśnie błędne jest stawianie znaku równości między kilokalorią żywieniową, a rzeczywistą wartością energetyczną przyswojoną przez ciało.

https://jansloniewicz.pl/dieta/co-musisz-wiedziec-aby-skutecznie-kontrolowac-mase-swojego-ciala/

Cytat:
1 g białka = 5,65 kcal
1 g tłuszczu = 9,45 kcal
1 g węglowodanów = 4,15 kcal

Łatwo można dojść do wniosku, że proces spalania nie jest jednak równoznaczny z procesem trawienia. Do tej konkluzji doszedł również pan Wilbur Olin Atwater, amerykański chemik. Postanowił on skorygować fizyczne równoważniki energetyczne i pomniejszyć je o straty wynikające z fizjologii człowieka i specyfiki procesu trawienia (uwzględnić stopień strawności).
Ustalił on, że strawności poszczególnych frakcji pokarmu to:

92% dla białek,
95% dla tłuszczów,
98% dla węglowodanów.

W przypadku białek uwzględnił on również wartość energetyczną związków azotowych wydalanych z moczem wynoszącą ok. 1,3 kcal. W ten sposób ustalone zostały równoważniki energetyczne Atwatera:

1 g białka to (5,65 kcal – 1,30 kcal)*92% = 4 kcal
1 g tłuszczów to 9,45 kcal * 95% = 9 kcal
1 g węglowodanów to 4,15 kcal * 98% = 4 kcal



To jest Grzeogrz twoja matematyka. Oczywiscie praktyka sobie. Nie schudlem ponizej granicy niedozywienia, co wiecej cwiczylem codziennie z wyjatkiem niedziel. Moze klepie z zaswiatow?
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
Ostatnio zmieniony przez zyon Śro Wrz 12, 2018 16:32, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 17:06   

zyon napisał/a:
Przypomne dla dociekliwych

Zamieściłem ten link jako ciekawostkę, bo dotyczy głównie błędów w wyliczeniu kaloryczności słabiej strawnego pożywienia pochodzenia roślinnego, którego na diecie niskowęglowodanowej jada się niewiele lub wcale.
Jest to więc nieistotne w wyliczeniach które przedstawiłem powyżej.
zyon napisał/a:
To jest Grzeogrz twoja matematyka.
To w Matematykę też już nie wierzysz?
zyon napisał/a:
Oczywiscie praktyka sobie. Nie schudlem ponizej granicy niedozywienia, co wiecej cwiczylem codziennie z wyjatkiem niedziel
Wiem wiem. Pisaliście tu z darkiem o tym. Przed głodówką byłeś jak bolo yeung, a po jak bruce lee.
Po kolejnej będziesz jak kunf fu panda.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Śro Wrz 12, 2018 17:13, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
gea

Pomógł: 2 razy
Dołączył: 23 Sty 2006
Posty: 1164
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 17:50   

dario_ronin napisał/a:
zyon napisał/a:
Nie sadze, zeby nagle Grzegorz przestal byc soba. Zwlaszcza, ze to kolejne konto, ktore zmierza w te sama strone.
trudno
Będziemy resocjalizować Grzesia póki admin pozwoli :D


Z tego co napisał Zyon na temat możliwości zmiany charakteru Grzegorza wnioskuję, że przeanalizował pozycję Cybernetyka i charakter Mariana Mazura.

Nie bierz się, Darku, za "resocjalizację" Grzegorza, gdyż jest to NIEMOŻLIWE. Nawet, gdyby Grzegorz sam tego chciał. To wynika z dynamizmu charakteru.

Temat głodówki - pasjonujący.

Ja tylko wiem, że decydujący wpływ na procesy życiowe należy do mózgu - naszego komputera.
O metabolizmie w sensie trawienie decyduje 2,5 kg biogenomu bakteryjnego.

I tak, cenię Grzegorza za wytrwałość w analizowaniu zjawisk związanych z fizjologią, biochemią a nawet śledzenie treści biblijnych.

Nie jestem tylko w stanie zaakceptować łgarstwa i wprowadzania w błąd. U nikogo.
_________________
gea
Ostatnio zmieniony przez gea Śro Wrz 12, 2018 17:51, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 18:03   

Sentinel napisał/a:
zyon napisał/a:
Przypomne dla dociekliwych

Zamieściłem ten link jako ciekawostkę, bo dotyczy głównie błędów w wyliczeniu kaloryczności słabiej strawnego pożywienia pochodzenia roślinnego, którego na diecie niskowęglowodanowej jada się niewiele lub wcale.
Jest to więc nieistotne w wyliczeniach które przedstawiłem powyżej.

Nie klam, albo twoj angielski rzeczywiscie jest taki slaby, ze nie rozumiesz co wklejasz.
Ciekawostka dla dociekliwych, ktorzy ja znaja, ale nie jest istotna. Iscie salomonowe wyjscie z sytuacji. Prawda jest taka Grzegorz, ze bezsensownie liczysz metoda sprzed 110 lat. Liczysz bialko do bilansu energetycznego, w sytuacji kiedy idzie ono na cele budulcowe. To tak jakbys kupil antyki do umeblowania pokoju a ich wartosc ocenil w kategoriach drewna opalowego. Fuck logic, nie?

Sentinel napisał/a:
To w Matematykę też już nie wierzysz?

A to matematyka to jakas wiara czy religia? Polecam ksiazke biologa Sheldrake'a, w ktorej udowadnia on, ze prawa termodynamiki nijak sie maja do organizmu ludzkiego.

Sentinel napisał/a:
Wiem wiem. Pisaliście tu z darkiem o tym. Przed głodówką byłeś jak bolo yeung, a po jak bruce lee.
Po kolejnej będziesz jak kunf fu panda.

Ja nic takiego nie pisalem, ale tak czy siak lepsze to niz rozdwojenie jazni. Raz pisales, ze glodowka jest fajna, potem, ze uwierzyles na slowo i juz nie jest. To ja wole byc Bruce Lee albo Bolo.

Nie moge sie doczekac Grzegorz twojego portalu, bo czuje rewolucje. Zoladkowa ;)
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 18:08   

gea napisał/a:
dario_ronin napisał/a:
zyon napisał/a:
Nie sadze, zeby nagle Grzegorz przestal byc soba. Zwlaszcza, ze to kolejne konto, ktore zmierza w te sama strone.
trudno
Będziemy resocjalizować Grzesia póki admin pozwoli :D


Z tego co napisał Zyon na temat możliwości zmiany charakteru Grzegorza wnioskuję, że przeanalizował pozycję Cybernetyka i charakter Mariana Mazura.


Nie bierz się, Darku, za "resocjalizację" Grzegorza, gdyż jest to NIEMOŻLIWE. Nawet, gdyby Grzegorz sam tego chciał. To wynika z dynamizmu charakteru.

Tak, swietna ksiazka, jak juz pisalem. Grzegorz powinien tez ja przeczytac, ale on chyba nic nie czyta oprocz internetowych linkow. Darmowy OCR jest w sieci za darmo, naprawde warto.

gea napisał/a:

Temat głodówki - pasjonujący.

Ja tylko wiem, że decydujący wpływ na procesy życiowe należy do mózgu - naszego komputera..

Czytam teraz ksiazke o neuroplastycznosci mozgu i naprawde to zaskakujacy organ. Te historie o przedmurzu i innych bzdurach, ktore pisal Grzegorz, to stara i nieaktualna wiedza.
Dlatego ten urzednik z Francji normalnie funkcjonowal bez 90% mozgu, bo mozg sobie przemapowal odpowiednie funkcje w inne miejsc - mapy mozgu, ktore opracowal Penfield. Ale to temat na inny temat.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 18:38   

zyon napisał/a:
Te historie o przedmurzu i innych bzdurach, ktore pisal Grzegorz, to stara i nieaktualna wiedza
No popatrz. Przecież to twoje bzdury z tygodnika wróżka. Ja tylko wkleiłem podobny z kopalni wiedzy.
zyon napisał/a:
Prawda jest taka Grzegorz, ze bezsensownie liczysz metoda sprzed 110 lat
Wartości się nie zmieniły. Nadal jest to 4 kcal z ww i białka i 9 z tłuszczów. A to że składniki pokarmowe z roślinek są trudniej przyswajalne to nie jest żadne odkrycie, ani powód żeby drzeć japę, bo tu niemal każdy o tym wie. Co do teorii że człowiek tak jak krowa może czerpać energię z lotnych kwasów tłuszczowych produkowanych przez drobnoustroje, to jest niepoważne. Znasz różnicę pomiędzy budową układu pokarmowego człowieka i krowy? Pisano tu już o tym wielokrotnie. Admin ci dokładnie wytłumaczy. Jeśli nie zapytaj zootechnika z forum kwaśniewskiego.
zyon napisał/a:
Czytam teraz ksiazke o neuroplastycznosci mozgu i naprawde to zaskakujacy organ. Dlatego ten urzednik z Francji normalnie funkcjonowal bez 90% mozgu, bo mozg sobie przemapowal odpowiednie funkcje w inne miejsc - mapy mozgu, ktore opracowal Penfield. Ale to temat na inny temat
Czyli jednak coś dało to co próbowałem ci wytłumaczyć podając przykład plastyczności po hemisferektomii i "kopii zapasowych" tworzonych w różnych obszarach mózgu.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Śro Wrz 12, 2018 18:41, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 19:46   

Sentinel napisał/a:
No popatrz. Przecież to twoje bzdury z tygodnika wróżka. Ja tylko wkleiłem podobny z kopalni wiedzy.

Klamiesz, nigdy nie pisalem, ze czytam tygodnik wrozka, swoja droga skad wiesz, ze to tygodnik ;D

Sentinel napisał/a:
Wartości się nie zmieniły. Nadal jest to 4 kcal z ww i białka i 9 z tłuszczów.

Masz nieakutalne dane Grzegorz, takie sprzed 110 lat, ale nie mam zamiaru wklejac ci kolejnych linkow, bo i tak ich nie sprawdzasz. Zyjesz w bance mydlanej, odizolowany od rzeczywistosci.

Sentinel napisał/a:

Czyli jednak coś dało to co próbowałem ci wytłumaczyć podając przykład plastyczności po hemisferektomii i "kopii zapasowych" tworzonych w różnych obszarach mózgu.

Nie ma zadnych kopii, nie tworz nowych bajek, mozg jest niezwykle oszczedny i nie traci energii na zadne kopie, tylko w razie potrzeby tworzy nowe mapy mozgu.

Ale jak juz jestesmy w temacie, to wspomne tylko o czyms takim jak "trening mentalny", czesciowo jest wspomniane o tym w ksiazce "Kopalnie talentow" Ankersena Rasmusa, gdzie jest krotki opis treninngu zawodowcow, czyli wizualizacje, wyobraznia......swiadomosc i ksztaltowanie rzeczywistosci.

Cytat z ksiazki, ktora czytam:
"Podsumowal to w ten sposob: Bol jest raczej opinia o stanie zdrowia organizmu, niz tylko odruchowa reakcja na uraz". Nim uruchomi bol, mozg gromadzi dowody z wielu zrodel. Powiedzial tez, ze "bol jest iluzja" oraz ze "nasz umysl jest urzadzeniem wirtualnej rzeczywistosci", ktore doswiadcza swiata posrednio i przetwarza go, konstruujac w naszych glowach jego model. Zatem bol, tak jak obraz ciala, jest konstruktem naszego mozgu"

Tak jakos sie troche zbieglo z tematem.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 19:49   

Bonus
Cytat:
Dlaczego koncepcja kalorii jest błędna?
Z dwóch powodów.
Pierwszy z nich jest taki, że człowiek to nie piec a proces trawienia nie przypomina paleniska.
Drugi zarzut polega na tym, że gdyby patrzeć na trawienie z punktu widzenia fizyki lub chemii to kaloria powinna być równa kalorii.
Dla przykładu 900 kcal to dwa kieliszki oliwy z oliwek, albo duży 3 kilogramowy arbuz.
Spróbujcie mi wmówić, że mój albo wasz organizm tak samo będzie się zachowywał po spożyciu obu powyższych produktów.

Dlaczego na produktach spożywczych stosuje się miarę kaloryczną?
Bo to wygodne, proste i dokładne.
Niestety nieprawidłowe.
Banalnie łatwo jest określić wartość kaloryczną czegokolwiek-wystarczy to spalić w piecu i sprawdzić ile energii skumulowało.

Przestańcie spalać kalorie i zacznijcie przyswajać składniki odżywcze

http://maciejkrysiak.pl/nigdy-nie-licz-kalorii/
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 20:17   

zyon napisał/a:
nigdy nie pisalem, ze czytam tygodnik wrozka
Wróżka czy czwarty wymiar, co za różnica. To ta sama kategoria.
zyon napisał/a:
nie mam zamiaru wklejac ci kolejnych linkow, bo i tak ich nie sprawdzasz
Przeglądam pobieżnie, bo ich wartość merytoryczna jest na poziomie tych z tygodnika wróżka, które wklejałeś wcześniej.
zyon napisał/a:
Nie ma zadnych kopii, nie tworz nowych bajek, mozg jest niezwykle oszczedny i nie traci energii na zadne kopie, tylko w razie potrzeby tworzy nowe mapy mozgu
Czyli nie tworzy, a jednak tworzy. Tak wynika z tego co piszesz, bo jeśli tworzy w razie potrzeby, to jednak tworzy.
Potrzeba pojawia się wtedy, kiedy obumierają neurony, o czym pisaliśmy już w temacie "świadomość".
zyon napisał/a:
"Podsumowal to w ten sposob: Bol jest raczej opinia o stanie zdrowia organizmu, niz tylko odruchowa reakcja na uraz". Nim uruchomi bol, mozg gromadzi dowody z wielu zrodel. Powiedzial tez, ze "bol jest iluzja" oraz ze "nasz umysl jest urzadzeniem wirtualnej rzeczywistosci", ktore doswiadcza swiata posrednio i przetwarza go, konstruujac w naszych glowach jego model. Zatem bol, tak jak obraz ciala, jest konstruktem naszego mozgu"
Bardzo to mundre, ale jest to zagmatwany opis prostego zjawiska, czyli budowania pamięci begawioralnej przez doświadczenie.

Dobranoc.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 20:36   

Sentinel napisał/a:
Wróżka czy czwarty wymiar, co za różnica. To ta sama kategoria.

Widze, ze kolejny jasnowidz nam sie objawil, co wie bez czytania. Wrozki nie znam, wiec ci wierze na slowo, bos widze wierny czytelnik. Zas cytowany przeze mnie artykul z Czwartego Wymiaru napisany przez Wojciecha Sowe opisywal badania zwiazane z nieciagloscia Parenago i oparty byl o ksiazke Bernarda Haischa "Teoria Boga. Wszechswiaty, pola zerowe i o co w tym wszystkim chodzi"
Powiedz mi Grzegorz, jak to jest, ze jestes sie w stanie skompromitowac doslownie w kazdej kwestii?

Sentinel napisał/a:
Przeglądam pobieżnie, bo ich wartość merytoryczna jest na poziomie tych z tygodnika wróżka, które wklejałeś wcześniej.

Nie wklejalem nic z tygodnika wrozka, ale z tym pobieznym przegladaniem ci wierze, nawet swoje wlasne przegladasz pobieznie. I taka jest tez cala twoja "wiedza" - POBIEZNA.

Sentinel napisał/a:
Czyli nie tworzy, a jednak tworzy. Tak wynika z tego co piszesz, bo jeśli tworzy w razie potrzeby, to jednak tworzy.

Tworzy ale nie zadna kopie tylko nowa mape. Rozumiesz? No wiem, nie rozumiesz, bo przeciez ty tylko pobieznie czytasz linki z Kopalniwiedzy.
Sentinel napisał/a:

Potrzeba pojawia się wtedy, kiedy obumierają neurony, o czym pisaliśmy już w temacie "świadomość".

Nie synku, to nie ma nic wspolnego ze smiercia neuronow, tylko z zagospodarowaniem pustego obszaru, np uciecie reki, nogi, obumarcie nerwow, wylew. To sa puste pola, ktore mozg natychmiast zagospodarowuje. Tak nawiasem mowiac John Fields w wybitnej ksiazce "Drugi Mozg" udowadnia, ze to glej rzadzi a nie przereklamowane neurony.

Sentinel napisał/a:
Bardzo to mundre, ale jest to zagmatwany opis prostego zjawiska, czyli budowania pamięci begawioralnej przez doświadczenie.
Dobranoc.

Mylisz sie, autor tych slow jest antybehawiorysta (i praktykiem jezeli wiesz kto to, bardzo znana postac) :D Teorie Walla i Melzacka znasz?

Dobranoc, polecam pare ksiazek na noc ;)

Napisalbym jeszcze o treningu mentalnym, czyli uczeniu sie przez same wizualizacje, ale w sumie.... Grzes i tak skomentuje krotkim zdaniem z jakiegos linku. ;)
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
Ostatnio zmieniony przez zyon Śro Wrz 12, 2018 20:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 20:40   

Bonus, wkleje pare cytatow, bo Grzes pobieznie przeleci przez tytul tylko.

https://oczymlekarze.pl/zdrowy-styl-zycia/dieta/1417-kaloria-kalorii-nierowna
Cytat:
Tymczasem stanowią one po prostu miarę wartości energetycznej pokarmów - mówi prof. dr Jennie Brand-Miller z Instytutu Otyłości i Żywienia Uniwersytetu w Sydney. - Istnieje coraz więcej dowodów na to, że kalorie są bezużyteczne jako wskaźnik określający, jaki przyrost wagi powoduje spożycie konkretnego pokarmu.

Słabość teorii kalorycznej wykazano po raz pierwszy w latach 80. ubiegłego wieku, jednak nie na przykładzie jedzenia, lecz alkoholu.

Sceptyków wciąż przybywa. Ostatnio dołączył do nich dr David Ludwig, profesor departamentu odżywiania w Harvardzkiej Szkole Zdrowia Publicznego, który w czerwcu zeszłego roku wydał przełomowe opracowanie naukowe.

Wyniki badania podważają przekonanie, że kaloria to kaloria. Potwierdzają nowatorską koncepcję, według której z punktu widzenia przemian metabolicznych nie wszystkie kalorie są jednakowe.

Wynalezienie kalorii, które miało miejsce 130 lat temu, było pierwszą próbą uczynienia z dietetyki dyscypliny naukowej. Nic więc dziwnego, że obecnie teoria kaloryczna wydaje się nieco przeterminowana.

Jedna z definicji pojęcia "pseudonauka" brzmi: "zbiór twierdzeń o świecie, które aspirują do miana nauki, lecz nie spełniają ku temu odpowiednich wymagań".

Możliwe, że w przyszłości historycy pokuszą się o przypięcie tego rodzaju "łatki" również teorii kalorycznej.


Milych snow Grzegorz
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 21:46   

Oki. Jeszcze na to odpowiem, bo widzę, że twoje bajkopisarstwo osiągnęło apogeum.
zyon napisał/a:
autor tych slow jest antybehawiorysta
Czyli ktoś w rodzaju przeciwnika kulistości Ziemi.

zyon napisał/a:
to nie ma nic wspolnego ze smiercia neuronow, tylko z zagospodarowaniem pustego obszaru, np uciecie reki, nogi, obumarcie nerwow, wylew. To sa puste pola, ktore mozg natychmiast zagospodarowuje. Tak nawiasem mowiac John Fields w wybitnej ksiazce "Drugi Mozg" udowadnia, ze to glej rzadzi a nie przereklamowane neurony
Uszkodzenie tkanki nerwowej zawsze wiąże się z obumarciem jakiejś ilości neuronów. Wylew, uszkodzenie mechaniczne mózgu lub rdzenia, czy uszkodzenie nerwów obwodowych prowadzi do obumarcia komórek nerwowych, a te "puste pola" wypełniają astrocyty. Są to tzw blizny glejowe i jest to zjawisko niekorzystne, bo blokuje połączenia między neuronami i uniemożliwia regenerację tkanki nerwowej.
Gdyby komórki glejowe miały jakieś magiczne właściwości, to nie blokowały by regeneracj, ale ją ułatwiały. One tylko tworzą bliznę, bo coś musi wypełnić uszkodzenie, bez względu na to czy to uszkodzona skóra czy nerw. Blizny na skórze tworzy tkanka łączna, a komórek nerwowych glej.

Ty dasz sobie wcisnąć każdy kit, byle był antynaukowy.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
Ostatnio zmieniony przez Sentinel Śro Wrz 12, 2018 21:47, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 23:05   

Ręce opadają. Widocznie pani w szkole nie nauczyła o prawie Hessa.
Prawo to mówi, że ilość energii wyzwolonej w wyniku reakcji chemicznych nie zależy od drogi, od etapów pośrednich, a tylko od substratów i produktów końcowych. Nieważne, czy spirytus pali się w lampce, czy jest spalany enzymatycznie, ilość energii jest ta sama. 5 kcal na każdy mililitr. Opowieści, że człowiek nie jest palnikiem spirytusowym i dlatego ta ilość energii jest inna, to dyrdymały nieuków. Dotyczy to wszystkich składników pożywienia, tak, jak to opisał Wilbur Olin Atwater.
Z faktu, że rzeczywista kaloryczność glukozy jest mniejsza o kilka procent niż skrobii nie wynika, że średnia kaloryczność potraw jest fałszywa. Podobnie kaloryczność poszczególnych aminokwasów różni się między sobą dwukrotnie, ale średnia dla całych białek wynosi 4 kcal. Analogicznie, część alkoholu zostanie niespalona i wydalona z oddechem. Z kolei błonnik utrudnia wchłanianie składników energetycznych w jelitach, ale z drugiej strony sam błonnik może być fermentowany do kwasów tłuszczowych i dostarczać w ten sposób nawet 5% energii.
Można tak długo i nieszczęśliwie precyzować, odejmując jeszcze energię traconą na wchłanianie i termogenezę poposiłkową, ino po co? Ostateczny wynik będzie się różnił po wprowadzonych poprawkach o kilkanaście procent, ale w żaden sposób nie obali współczynników Atwatera. Za to utopi nas w żmudnych obliczeniach i zrobi wodę z mózgu. Stąd to negatywne porównywanie ogniska do człowieka. Aż dziw bierze, że demagodzy nie zauważyli, że chude mięso się fatalnie pali w ognisku.
JW
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Śro Wrz 12, 2018 23:17   

Nie trzeba być profesorem, żeby wiedzieć, że otyłość jest powodowana przez węglowodany, a nie przez białka i tłuszcze. To żałosne, że jakieś instytuty ponownie odkrywają tę banalną prawdę, znaną już sto lat temu handlarzowi trumien, Bantingowi. Nadal nie obala to prawa Hessa, bo część kalorii z pożywienia nie jest spalana, ale magazynowana w tłuszczach.
Suma energii spożyta w tym wypadku "zamienia się" nie tylko na wydalany dwutlenek węgla i mocznik, ale też na magazynowane tłuszcze. Gdyby ognisko mogło część spirytusu zamieniać na naftę, bilans energii byłby dokładnie taki sam. Właśnie wg współczynników Atwatera.
JW
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Czw Wrz 13, 2018 07:41   

Sentinel napisał/a:
Czyli ktoś w rodzaju przeciwnika kulistości Ziemi.

Oooo, bomba Grzes, czyli np Noam Chomsky jest przeciwnikiem kulistosci ziemi? :D
Brawo ty! Co jeszcze ciekawego wymyslisz? A o mentalizmie slyszal??

Sentinel napisał/a:
Uszkodzenie tkanki nerwowej zawsze wiąże się z obumarciem jakiejś ilości neuronów. Wylew, uszkodzenie mechaniczne mózgu lub rdzenia, czy uszkodzenie nerwów obwodowych prowadzi do obumarcia komórek nerwowych, a te "puste pola" wypełniają astrocyty.

To z kopalni wiedzy? Bo to nieprawda. O ile przy wylewie tak sie dzieje, to przy przecieciu nerwow w ogole tak sie nie dzieje. Neurony dalej sie uruchamiaja, czesto w parach jezeli mapy ze soba sasiaduja. O badaniach na malpach Edwarda Tauba slyszales? Podejrzewam, ze nie, bo na kopalniwiedzy nie pisali ani we wrozce.

Sentinel napisał/a:
Są to tzw blizny glejowe i jest to zjawisko niekorzystne, bo blokuje połączenia między neuronami i uniemożliwia regenerację tkanki nerwowej.
Gdyby komórki glejowe miały jakieś magiczne właściwości, to nie blokowały by regeneracj, ale ją ułatwiały. One tylko tworzą bliznę, bo coś musi wypełnić uszkodzenie, bez względu na to czy to uszkodzona skóra czy nerw. Blizny na skórze tworzy tkanka łączna, a komórek nerwowych glej.

Zgaduje: Wrozka , numer wakacyjny?

Sentinel napisał/a:
Ty dasz sobie wcisnąć każdy kit, byle był antynaukowy.

To jedna z ksiazek wyroznionych nagroda naukowa ksiazka roku, porownywana do ksiazek Jaya Goulda albo Olivera Sacksa (podejrzewam, ze ich nie znasz, pisali ksiazki z dziedziny nauki). Ty Grzesiek nie masz przypadkiem na drugie imie kompromitacja?
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
Ostatnio zmieniony przez zyon Czw Wrz 13, 2018 07:43, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
zyon 


Pomógł: 69 razy
Dołączył: 04 Sie 2009
Posty: 8424
Wysłany: Czw Wrz 13, 2018 08:40   

Witold Jarmolowicz napisał/a:
Podobnie kaloryczność poszczególnych aminokwasów różni się między sobą dwukrotnie, ale średnia dla całych białek wynosi 4 kcal.

Skad w ogole zalozenie, ze bialka sa dla czlowieka zrodlem energii? Czy to nie ten fakt, wykorzystal Dukan w swojej diecie odchudzajacej?
Witold Jarmolowicz napisał/a:
Nie trzeba być profesorem, żeby wiedzieć, że otyłość jest powodowana przez węglowodany

Wiec ludzie na dietach wysokoweglowodanowych powinni byc otyli? Wiekszosc sportowcow jest na takich dietach.
_________________
Nauka:nigdy więcej! Po maturze chodziłem na 3 różne studia, jednak okazało się że wykształcenie to nie jest coś dla mnie. I tak oto twój argument spala na konewce:) To takie krótkowzroczne masło maślane.
 
     
Sentinel 

Wiek: 44
Dołączył: 05 Sie 2017
Posty: 1027
Wysłany: Czw Wrz 13, 2018 09:25   

zyon napisał/a:
O ile przy wylewie tak sie dzieje, to przy przecieciu nerwow w ogole tak sie nie dzieje. Neurony dalej sie uruchamiaja, czesto w parach jezeli mapy ze soba sasiaduja
Tak nieśmiało zapytam. Ty w ogóle masz jakiekolwiek pojęcie o anatomii układu nerwowego?
Mapy czego?
Powiedz zyon że tylko udajesz takiego ignoranta, bo nie chce mi się wierzyć, że ktoś może być aż tak naiwny.
Średnica neuronu to od 5 do 150 µm. Gdyby neurony po obu stronach przecięcia były ułożone w jednej płaszczyźnie, a cięcie miało grubość kilku mikrometrów, to teoretycznie możnaby było rozdzielić te dwie warstwy. Ale tylko teoretycznie, bo nawet kiedy założy się że tak precyzyjne cięcie byłoby możliwe, a neurony ułożone równo w jednej płaszczyźnie z dokładnością do kilku mikrometrów, to i tak naruszy ciągłość tkanek i doprowadzi do obumarcia neuronów w tym obszarze.
Nie ma takiej możliwości, bo neurony są porozrzucane w różnych płaszczyznach. Nawet cięcie nacieńszą wiązką lasera spowoduje, że po załączeniu rdzenia kręgowego nie będzie on pełnił swojej funkcji. Dlatego coś takiego jak przeszczep głowy (który by ci się przydał) jest niemożliwy.

I teraz podział: nerwy obwodowe mają zdolność regeneracji, dlatego przecięty nerw obwodowy po prostu się zszywa, lub jeśli uszkodzenia są powazniejsze, to dokonuje się rekonstrukcji i po rehabilitacji jest szansa na przywrócenie ich funkcji w różnym stopniu.
Tkanka ośrodkowego układu nerwowego nie ma zdolności regeneracyjnych. Dlatego już w 1999 roku podjęto próby wszczepienia komórek glejowych obwodowego układu nerwowego do nerwu wzrokowego, który nie ma zdolności regeneracyjnych, bo jest częścią ośrodkowego układu nerwowego. Z dobrym skutkiem zresztą.
W przypadku uszkodzenia rdzenia kręgowego, nie łączy się go w miejscu uszkodzenia, bo nie ma tam żadnej mapy, ale robi pomost z nerwu obwodowego i w miejscu połączenia wszepia się komórki mikrogleju, które ze względu na swoje zdolności proliferacyjne wchodzą w interakcję z neuronami. Nie przekazują bezpośrednio impulsów, tylko pomagają połączyć się neuronom. Tak że glej nie "rządzi" jak to określiłeś, a jest tylko pomagierem. Nie może przejąć funkcji neuronu, ponieważ przekazywanie impulsów w komórkach glejowych odbywa się za pomocą jonów wapnia i jest kilkanaście tysięcy razy wolniejsze, niż impuls elektryczny w neuronie.

Jest też ciemna strona komórek glejowych. Ze względu na wzmożoną proliferację, nowotwory powstałe z komórek glejowych mózgu i rdzenia są tymi najzłośliwszymi.

Zyon. Ty jesteś człowieku kompletnym nieukiem. Nie dziwne że brniesz w antynaukowe fantazje. Tak robi wielu ludzi, którzy nie są w stanie ogarnąć nawet naukowych podstaw.
Nie gadam z tobą bo zabierasz mi tylko czas, a o halunach to sobie pogadaj na kongresie wróżek.
_________________
"Nie wiem, nie znam się, nie orientuję, zarobiony jestem".
 
     
Witold Jarmolowicz
Site Admin

Pomógł: 40 razy
Dołączył: 06 Sie 2007
Posty: 6941
Wysłany: Czw Wrz 13, 2018 09:31   

zyon napisał/a:
...
Skad w ogole zalozenie, ze bialka sa dla czlowieka zrodlem energii? ...
Wiec ludzie na dietach wysokoweglowodanowych powinni byc otyli? Wiekszosc sportowcow jest na takich dietach.


Białka są budulcem, natomiast po deaminacji reszty węglowe aminokwasów też mogą być spalone i dostarczyć energii. Nawet, jeżeli aminokwasy są przekształcone w glukozę lub kwasy tłuszczowe, to i tak ostatecznie są spalane i dostarczają energii, tej, pierwotnie zawartej w białkach. Jednym słowem, zjedzone i wchłonięte białko też musi być spalone lub odłożone w tkankach, co zwiększy masę. Nic innego być nie może.
Żadna sofistyka nie uwolni nas od energii.
Energia jest uniwersalnym miernikiem, w przeciwieństwie do gramów, bo 1 g tłuszczu dostarcza 9 kcal, a 1g glukozy poniżej 4 kcal. Dlatego w dietetyce jadłospisy kalkuluje się wg wartości energetycznych białek, tłuszczów i węglowodanów. Tylko procentowy udział energetyczny tych składników umożliwia kompetentną ocenę żywienia oraz oczywiście ilość kcal. Z tego, jeżeli chcemy, możemy sobie wyliczyć gramy, proporcje. Jeżeli brak tych energetycznych e